Reklama

Opowiadanie futurystyczne nr 1  było trochę smutne i bez happy endu :
http://kontrowersje.net/tresc/rok_2014_wolnosc_rownosc_braterstwo
Opowiadanie nr 2 za to jest optymistyczne i pełne nadziei na lepsze jutro i jeszcze lepsze pojutrze. To ideał, do którego powinno dążyć nowoczesne społeczeństwo. Ten wysoki stopień zorganizowania, to ułatwienie życia – najwyższa faza rozwoju. Coś, do dotychczas było tylko wyśnione przez natchnionych teoretyków – powoli staje się faktem.

Taaak. Teraz się żyje dużo łatwiej niż kiedyś. Dużo mniej trzeba się napracować, nawysilać, nauwijać. Zwłaszcza w tych dziedzinach, które nie wpływają bezpośrednio na nasz wykonywany, jakże pożyteczny dla kraju (wspólnoty krajów)  zawód, przeciwnie : przeszkadzają, zabierając czas, siły i chęć do pracy. Pralka pierze, niby już od dawna, ale teraz pralka jest inteligentna i o wszystkim decyduje sama i spróbuj się jej sprzeciwić.  Inteligentne samochody gromią cię, jeśli nie zapiąłeś pasów. Są inteligentne odkurzacze, kosiarki do trawników:  jeździ takie coś i kosi, ty się w tym czasie możesz oddawać pracy bądź relaksowi.

A jeśli porządki chcesz przeprowadzić gruntowne, bierzesz profesjonalną firmę sprzątającą.
A jeśli chcesz spożyć lunch, zamawiasz produkt profesjonalnej firmy cateringowej.  Który przyrządzili wyszkoleni specjaliści według zatwierdzonych przepisów, a dostarczyły wyszkolone, legitymujące się stosownymi certyfikatami firmy transportowe.
Takie firmy mają wszelkie uprawnienia i koncesje i z pełnym zaufaniem możesz powierzyć im swój  los. A jak coś się nie uda, to, spokojnie. Odszkodowanie wypłaci firma ubezpieczeniowa. Bo ubezpieczenie jest obowiązkowe. I dobrze, bo to ogranicza przykre skutki niedołożenia należytej staranności, jakby co. I można działać dalej.

Przepaloną żarówkę w samochodowym reflektorze wymienią ci w autoryzowanym serwisie, zresztą jakżeby inaczej, skoro w tym celu należy rozmontować ćwierć samochody, co najmniej błotnik i zderzak.
Zakupy możesz zrobić w Internecie lub na telefon, i tak kupisz towary opakowane w folię nie dotknąwszy  jabłek, schabu,  nie obejrzawszy, czy pierś indyka nie jest przypadkiem fioletowa. Masz  się potem 7 dni na reklamację.
W tym czasie można się zajmować pracą, odpoczynkiem czy zainteresowaniami. A jak się nie ma zainteresowań, to można je sobie kupić. Serio. Jest tak wielka i różnorodna oferta, opracowana zresztą przez profesjonalistów, są kursy, które naucza robić zdjęcia, filmy, reportaże, malować, śpiewać, tańczyć, słowem odkryć w sobie nieoczekiwany, niepodejrzewany wręcz całkiem  talent. Można zapisać się do klubu znawców literatury i sztuki, nawet jak się nic nie czytało, nie widziało  i o niczym się nie ma pojęcia, to przecież powiedzą, naprowadzą, doradzą.
A i strefę intymną składa się w fachowe ręce. Nie tak jak dawniej, przypadkowo. Ale naukowo.
Ciążę może nosić surogatka,  zapłodnić może surogat – oboje koncesjonowani, przebadani, certyfikowani  i fachowi.
Od dawna wykonywane profesjonalnie wszelkie pieszczoty i umilania teraz dodatkowo doczekają się zinstytucjonalizowania, będą jak najbardziej zgodne z prawem, będą miały cenniki, parametry,  zakresy etc. Za pośrednictwo weźmie wynagrodzenie państwo, a nie stręczyciele – przestępcy.

Inni profesjonaliści wyprowadzą psy na spacer, pogłaszczą koty, wypolerują skorupy żółwi, nakarmią rybki. A także posprzątają nagrobki przodków, kwiatki posadzą, podleją, świeczki zapalą, pomodlą się w dowolnym obrządku.   
W tym samym czasie ty weźmiesz udział w imprezie integracyjnej, co dodatnio wpłynie na twoją karierę. Brawo.

Jest jeszcze jeden nierozwiązany problem, ale wierzę głęboko, że wkrótce znajdzie rozwiązanie. Chodzi o to, w jaki sposób obywatel zajęty na co dzień pracą naprzemiennie w wypoczynkiem i przepisowym hobby może wyrazić niezadowolenie. Z podwyższenia na przykład, podatków lub ustanowienia zbyt restrykcyjnych praw. Otóż powstaną firmy, które będą świadczyć usługi dla ludności* w zakresie strajków, wieców i protestów. Zarejestrują się ,wystąpią o koncesje czy zezwolenia, będą się ogłaszać, szkolić pracowników, których nota bene potrzeba będzie wielu. Ogłoszą się w Panoramie Firm, internecie, reklamować się będą w TV, kolorowe ulotki wpychać do skrzynek pocztowych :

„Jeśli jesteś niezadowolony/a, zadzwoń – tu numer infolinii, albo napisz – tu adres, link czy co tam – nasza firma przeprowadzi profesjonalną demonstrację w każdej sprawie i z każdego powodu.”

Zorganizowanie większej manifestacji zapewne może przekroczyć możliwości małej początkowo grupki zainteresowanych osób i będzie wymagało profesjonalnej organizacji. Biura, które zbiorą zgłoszenia, uzgodnią powód, ustalą termin, hasła, okrzyki, wyposażenie, czyli  flagi, transparenty, opony do palenia, syreny do wycia, wuwuzele, bębny i tym podobne. Dalej określą ilość profesjonalnych demonstrantów. Zleceniodawcom po uiszczeniu opłaty pozostanie tylko oglądanie protestu w telewizji.

Czyli odrobina inicjatywy a zwiększy się liczba miejsc pracy. Niepotrzebnie się martwimy, że przedsiębiorcy całą produkcję przenieśli do Chin, Indii, Pakistanu. Rozwiniemy usługi i tez się da zarobić. Niech żyje.
 
*Na wzór Greenpeace, która świadczy usługi dla instytucji.
 

Reklama

4 KOMENTARZE

  1. strasznie dużo biorą za pilnowanie obywateli
    Jedynie konsumcja jest prostsza niż kiedyś. Cała reszta czynnosci życiowych wymaga znacznie więcej czasu, więcej starań, wiecej biegania i załatwiania niż choćby 30 lat temu.
    Ludzkosć produkuje wszystkiego ze sto razy więcej, a nadal norma czasu pracy jest taka sama jak niemal 100 lat temu, czyli 8 h dziennie.
    Coś tu nie gra. Na zdrowy rozum przy tak szalonym postepie technologicznym powinniśmy albo zarabiać niesamowite kokosy, albo tyrać przez 15 minut na dzień, przynajmniej w sektorze przemysłowym.
    Ktoś nam chyba podbiera pieniądze, może państwo albo banki?

    • Pilnowanie obywateli
      to zawód przyszłościowy 🙂

      We fiuczer, moim zdaniem zupełnie nie komilfo jest pytać kto nam podprowadza owoce naszej pracy. Ma być ogólnie niekłopotliwie.
      Co do produkcji to wszystko się zgadza, mam takie spostrzeżenia. Kiedyś zwiedzałam market odzieżowy. Powierzchni nie ogarniałam wzrokiem, zastawione to było wieszakami z towarem. Kupujących było ok. 10, tyleż mniej więcej personelu. Kupiłam coś tam i poszłam. A to nie jest jedyny taki market na świecie.
      Niesprzedane  przecenią i pójdzie do tańszych sklepów, potem do sekend hendu. Potem do następnego, potem do biednych krajów, gdzie będzie po 5 zł za kilogram. To, co się sprzedało musi zarobić na magazynowanie, transport, cła, VAT, opłaty lokalne i za powierzchnię sklepową, podatki, wynagrodzenia personelu, ubezpieczenie, transport, cła, akcyzy, podatki, za fabryki, podatki, wynagrodzenia robotników, majstrów, dyrekcję, materiały, tych co przędą i tkają, podatki, podatki, podatki no i oczywiście zysk właścicieli. Nie słyszałam, żeby ktoś zbankrutował. 
      Coś pominęłam?

  2. strasznie dużo biorą za pilnowanie obywateli
    Jedynie konsumcja jest prostsza niż kiedyś. Cała reszta czynnosci życiowych wymaga znacznie więcej czasu, więcej starań, wiecej biegania i załatwiania niż choćby 30 lat temu.
    Ludzkosć produkuje wszystkiego ze sto razy więcej, a nadal norma czasu pracy jest taka sama jak niemal 100 lat temu, czyli 8 h dziennie.
    Coś tu nie gra. Na zdrowy rozum przy tak szalonym postepie technologicznym powinniśmy albo zarabiać niesamowite kokosy, albo tyrać przez 15 minut na dzień, przynajmniej w sektorze przemysłowym.
    Ktoś nam chyba podbiera pieniądze, może państwo albo banki?

    • Pilnowanie obywateli
      to zawód przyszłościowy 🙂

      We fiuczer, moim zdaniem zupełnie nie komilfo jest pytać kto nam podprowadza owoce naszej pracy. Ma być ogólnie niekłopotliwie.
      Co do produkcji to wszystko się zgadza, mam takie spostrzeżenia. Kiedyś zwiedzałam market odzieżowy. Powierzchni nie ogarniałam wzrokiem, zastawione to było wieszakami z towarem. Kupujących było ok. 10, tyleż mniej więcej personelu. Kupiłam coś tam i poszłam. A to nie jest jedyny taki market na świecie.
      Niesprzedane  przecenią i pójdzie do tańszych sklepów, potem do sekend hendu. Potem do następnego, potem do biednych krajów, gdzie będzie po 5 zł za kilogram. To, co się sprzedało musi zarobić na magazynowanie, transport, cła, VAT, opłaty lokalne i za powierzchnię sklepową, podatki, wynagrodzenia personelu, ubezpieczenie, transport, cła, akcyzy, podatki, za fabryki, podatki, wynagrodzenia robotników, majstrów, dyrekcję, materiały, tych co przędą i tkają, podatki, podatki, podatki no i oczywiście zysk właścicieli. Nie słyszałam, żeby ktoś zbankrutował. 
      Coś pominęłam?