Reklama

Najłagodniejsze i naiwne określenie odnoszące się do społecznej dyscypliny, które i tak jest wściekle dyskredytowane brzmi: „pedagogika wstydu”. Ciepła frazeologia, w najmniejszym stopniu nie oddaje tego co się rzeczywiście od ponad 20 lat w Polsce dzieje. Wystarczy przeczytać nagłówki i paski w serwisach informacyjnych, aby zrozumieć na czym polega „cywilna eksterminacja” przeprowadzona na przeciwnikach establishmentu wchodzącego w skład komunistycznej sztafety pokoleń. Cezary Gmyz od czasu pamiętnego artykułu i teraz po esbeckiej matce Tuleyi, może sobie wybrać stygmat i założyć na szyję szkarłatną literę jak czarownica albo opaskę na ramię jak Żyd za okupacji. Obojętnie co założy uczyni gest próżny, ponieważ nie tak działa cywilna eksterminacja, owszem istnieje ogólne naznaczenie w postaci „religii smoleńskiej”, „prawdziwych Polaków”, „ciemnogrodu”, bo taka kategoria masowa musi istnieć, żeby dyscyplinować maluczkich. W masowym dyscyplinowaniu chodzi o bardzo prostą rzecz, którą da się zilustrować banalnym przykładem. Wśród kolegów i koleżanek w pracy każdy bez większych konsekwencji może się przyznać, że słuchał „Porannego WF” i nie wszystko, ale wiele rzeczy go śmieszyło. Słucha to słucha, jego sprawa, w najgorszym razie dojdzie do małej scysji, jak to w robocie, ale słuchacz „Porannego WF” zostanie w paczce. Ten sam zabieg powtórzony w przypadku słuchacza „Radia Maryja” piętnuje na wieki, koniec kariery kumpla z roboty, bez względu jakich argumentów kumpel użyje z paczki wylatuje na amen.

Inaczej sprawy się mają z tymi, którzy nie dają się złamać na etapie masowej eksterminacji cywilnej, w takich przypadkach do walki rzuca się eksterminację jednostkową. Co jest stygmatem dla Cezarego Gmyza? Co takiego ma dyskredytować redaktora, który dwa razy z rzędu popełnił czyn gorszy od zbrodni – napisał prawdę i tylko prawdę. O średniowiecznych metodach, a nawet tych z czasów okupacji należy zapomnieć, Cezarego Gmyza cywilnie zabija stalinowska metoda. Stygmatem dla Gmyza jest sam Gmyz i od Gymyza pochodne, na przykład „gmyzienie”. Stalinowskie dzieci swoich stalinowskich rodziców naznaczają Gmyza Gmyzem, on już dla nich nie ma nazwiska, natomiast byłe nazwisko Gmyza jest po prostu żydowską opaską, hańbą sprowadzającą naznaczonego do rynsztoka. Towarzysz Stalin stworzył ten patent testując na wiele sposobów. Najsłynniejszym nazwiskiem, które służyło za indywidualny i masowy stygmat to oczywiście Trocki, cywilnie i fizycznie wykończony. Chodzący trup cywilny Trocki zabijał trockizmem trockistów i tylko jedną wadę ma to porównanie, a mianowicie taką, że pies z trockistami tańcował. Najgroźniejszych przeciwników komunistycznej sztafety pokoleń, czyli tych piszących i mówiących prawdę o karierach notabli wszelakich, eksterminuje się cywilnie poprzez wyrok na nazwisku. Nie ma bardziej okrutnej i jednocześnie skutecznej metody, dlatego nie może dziwić nagłówek „Piwnica Frizla”, czy inny „Cezary Dzierżyński”, ponieważ stalinowskie pokolenie po pierwsze inaczej nie potrafi, po drugie wie, że przy środkach jakimi dysponuje jest w stanie nie takich Gmyzów przerobić na Trockich.

Reklama

Tak działa silnik mechanizmu, ale do silnika dochodzi jeszcze skrzynia biegów. Na pierwszym biegu rusza moralność stalinowska, która zbudowała taką oto konstrukcję etyczną: „Bydlęciem jest ten, który w czasie komunistycznym dostał po grzbiecie, stracił pracę, zdrowie i karierę i dziś śmie głośno powiedzieć, że pracy i kariery pozbawił go syn lub córka esbeka wskakująca na wakat, zaś ofiarą niegodziwych ataków jest wsadzona na stołek pociecha komunistycznych aparatczyków”. Gdy rozebrać moralność komunistyczną na czynniki pierwsze mamy bardzo proste równanie zło jest dobrem, dobro jest złem. Nie wolno wypominać pani Olejnik, że jako zootechnik od drobiu trafiła w stanie wojennym do „Trójki”, korzystając z protekcji wysoko postawionego ojca esbeka, bo to straszna podłość i grzebanie w życiorysach. Natomiast podłość Moniki Olejnik, wykorzystującej polityczną nagonkę, koniunkturę, stanowisko ojca oraz ewidentną krzywdę wyrządzoną zwolnionym kolegom z pracy, jest „dziejową koniecznością”. Innymi słowy, gdyby Żydowi w czasie okupacji powybijać zęby i szyby w kantorze, przy pomocy policji gestapo, a w puste po Żydzie miejsce wypełnić córką jednego z funkcjonariuszy gestapo, to po latach Żyd ma zamknąć pysk i podziwiać piękny bank, który powstał dzięki ciężkiej pracy i talentom córki gestapowca. Podobnej moralności nie znajdziemy nigdzie poza dwoma katalogami: Talmud i dzieła zebrane marksizmu-leninizmu.

Na drugim biegu machina taranuje retoryką. Komunistycznym kadrom można powiedzieć cztery tysiące razy więcej, niż przeciwnikom kadr. Za określenie „Piwnica Frizla”, które padłoby pod adresem – Czerska, autor musiałby zapłacić życiem cywilnym. Sanhedryn i centralny komitet wydałby setki wyroków popartych opiniami najwyższych arcykapłanów i pierwszych sekretarzy. To samo określenie rzucone przez komunistyczny obóz, strzeżony przez kolejne pokolenie zrodzone ze stalinowskich funkcjonariuszy, nie czyni najmniejszej krzywdy, ewentualnie mały pomruk, gdzieś na obrzeżach „debaty”. Trzeci bieg odnosi się do wzbudzenie niesmaku wśród postronnych i przeciwników pokoleniowej sztafety przekazującej sobie komunistyczne dziedzictwo moralne. Gmyz zaatakowany przez esbeckich synów i wnuków tak subtelnym orężem jak kij, pałka i granaty z gówna, nie ma prawa się odmachnąć, właściwie nie ma prawa się bronić, ale jeśli już, to tylko z pełną elegancją. Na „Piwnicę Frizla” nie wolno odpowiedzieć adekwatną ripostą „komunistyczna sztafeta pokoleń”, „spadkobiercy KPP”, co najwyżej wolno napomknąć, że: „moi krytycy powinni nieco powściągnąć język”. Tak napomykają postronni i krytycy. Z politowaniem patrzę na biednych frajerów, którzy piszą naiwne tekściki: „Nie biorę do ręki GW i nie oglądam TVN, ale nie popieram takich metod i takiego stylu publicystycznego, jaki zaprezentował Gmyz, to przekroczenie dobrego smaku”.

Pozornie wydawać by się mogło, że powyższa opinia jest dywersją wystrzeloną z ośrodków koordynujących stalinowskie metody, ale to tylko pośrednio prawdziwa teza. Zgadza się, ośrodki wyprodukowały i ten schemat, ale bezmyślnie powielanie to już prywatna naiwność całej mas zdyscyplinowanych przez ośrodki i to w takich sposób zdyscyplinowanych, że posługujących się wskazaną retoryką bez świadomości tego, co czynią. Pełne podświadome dyscyplinowanie przeciwników, paraliż wywołany dysproporcją użytych środków, o co zadbano na wcześniejszych biegach. Wreszcie mechanizm wrzuca czwarty bieg, pozorną logikę moralną – jeśli A jest samodzielnym bytem i B jest samodzielnym bytem, to czyny B w żadnym razie nie mogą być wynikiem dorobku A. W przełożeniu na język masowej eksterminacji cywilnej stalinowska logika moralna brzmi następująco: „Dzieci nie mogą odpowiadać za czyny rodziców…” Urwana w połowie sloganowa półprawda przekazywana z funkcyjnego pokolenia na funkcyjne pokolenie, rządzi i dzieli. A przecież wystarczy odwołać się do logiki klasycznej, żeby wiedzieć kiedy mamy do czynienia z alternatywą, czyli powyższym sloganem, a kiedy z implikacją, czyli komunistyczną sztafetą pokoleń. Dziecko partyjnego lub esbeckiego funkcjonariusza wtedy i tylko wtedy nie odpowiada za grzechy rodziców, jeśli dla grzechów rodziców jest alternatywą, a nie implikacją.

Ludwik Dorn, syn stalinowskiego politruka, w najmniejszym stopniu nie odpowiada za grzechy ojca, ponieważ był dla grzechów ojca tak dużą alternatywą, że koledzy ojca wybili mu zęby. Natomiast Monika Olejnik, Adam Michnik, Tomasz Lis, Justyna Pochanke, Jakub Wojewódzki, Hanna Lis i dziesiątki innych dzieci oraz wnuków są pokoleniową implikacją stalinowskich i peerelowskich funkcjonariuszy. Oni tylko dlatego są w tym miejscu, w którym są, bo narodzili się z komunistów, wychowali się wśród komunistów i kontynuowali dzieło komunistycznych rodziców, najpierw korzystając z protekcji, potem bezwzględnie broniąc swoich nikczemnych karier i nikczemnego dorobku rodziców. Na dwa pierwsze czynniki rzeczywiście żadne dziecko nie ma wpływy, sam zostałem poczęty przez sekretarza POP, syna komunisty, który polował na kułaków i zakładał rolnicze spółdzielnie. Wychowywałem się w tych „wartościach”, na szczęście z przeciwwagą w postaci wartości wyznawanych przez moją mamę i rodziców mamy. Jednak decydującym czynnikiem o tym, czy grzechy mojego ojca i dziadka są moimi grzechami jest alternatywa, którą reprezentuję całym sobą. Nie grzechy rodziców czynią z Olejnik i Michnika współczesnych komunistycznych politruków, ale sztafeta pokoleniowa, przejmowanie i pielęgnowanie „wartości” stalinowskich funkcjonariuszy, które wynieśli z domu i niosą przez całe życie.

Mamy w Polsce niesamowity genetyczny ciąg karier, warunkowany politycznym łańcuchem DNA, fenomen niepowtarzalny w żadnym demokratycznym kraju. Tytułowe nazwiska i odniesienie odpowiadają na pytanie, co w takim razie mają robić dzieci rodziców, którzy zgrzeszyli strasznie. A co mnie to może obchodzić, odpowiedzieć jest zawarta w ironicznym tytule. Niech robią co im się podoba, ja tylko pytam jakim cudem świat się nie zmartwił losem dzieci III Rzeszy, natomiast dzieci stalinowców kołysze na następne pokolenia. Jak to możliwe, że na samym szczycie medialnym, finansowym i politycznym, drugie i trzecie pokolenie stalinowskiej sztafety zajmuje czołowe pozycje, w dodatku bijąc proporcją stanowisk całą konkurencję o kilka długości. Przejmujący pałeczkę nie mają wyjścia, oni muszą być zwarci i zjednoczeni, muszą bronić jeden drugiego grantem z gówna i cywilną eksterminacją rzuconą na wrogów, bo oni wszyscy są z jednego pnia i wszyscy robią za implikację, nie alternatywę dla komunistycznych korzeni. Nie mam i nie będę miał żadnej litości dla tej najniższej moralnie i tępej intelektualnie warstwy społecznej, która kury by macała do dziś, jak redaktor Olejnik, gdyby nie grzechy i stanowiska rodziców. Jeśli dostanę granatem z gówna wyrwę z łap i zatłukę kłonicą, jeśli tłuszcza zamachnie się na mnie cywilną eksterminacją, przejadę się z bronami po dziadkach, ojcach i matkach tłuszczy. Stalinowska progenitura ma poczuć ból egzystencji i darwinizmu, tak by nie śmiała produkować kolejnych pokoleń, które za 10 lat będą uznawać moje dziecko „za Gmyza”. Tutaj nie ma litości, to jest walka o zachowanie gatunku i albo zachowany gatunek ludzki i polski albo stalinowski internacjonalny.

Reklama

30 KOMENTARZE

  1. a w pismie obiecano karę do piątego pokolenia
    Chyba nic się nie da zrobić, sitwa staliniątek jest niesłychanie solidarna i skoligacona przez wspólne żony i dzieci.
    Można i trzeba wytykać ich palcami, przynajmniej będzie im trochę mniej łatwo i mniej przyjemnie.

  2. a w pismie obiecano karę do piątego pokolenia
    Chyba nic się nie da zrobić, sitwa staliniątek jest niesłychanie solidarna i skoligacona przez wspólne żony i dzieci.
    Można i trzeba wytykać ich palcami, przynajmniej będzie im trochę mniej łatwo i mniej przyjemnie.

    • czyste rasowo,zadowolone z siebie,obojętne na wszystko polactwo
      Czyste rasowo nie wiem czy zadowolone z siebie polactwo w ilości ok.3,5 mln zapier*ala w Irlandii, Anglii, Norwegii i wielu innych krajach świata a reszta polactwa (półzdechła przy takiej służbie zdrowia) w kraju za niezbyt wielką kasę.Nie mają więc czasu ani siły zajmować się niepodległą, silną i wolną od postsowieckich wpływów Polską. Natomiast ustawianiem i pokazywaniem w krzywym zwierciadle Polski na arenie międzynarodowej plujących i bezczeszczących jej dobre imię i ukazujących Polaków jako bydło , hołote i ciemnogród zajmuje się prawie 4 mln polskojęzycznych w tym artystów , celebrytów , dziennikarzy, jak choćby niejaki Piotr Smolar czy Waldemar Kuczyński którego artykuły na wp.pl mnie przerażają tyle w nich nienawiści, ośmieszania i polakofobii, która płynie w Świat.

      • Dobry argument ruszyłeś – oxygen49
        pośród takich akurat współrodaków się poruszam.Tzn. takich, którzy szczęśliwi są z na pół emigracyjnego życia (dzieci chowają się ,,same") i zdają się nie dostrzegać związku przyczynowo-skutkowego, pomiędzy rządami PO Tuska a ich zarobkową emigracją. Nie pojmują zupełnie, że budują przyszłość Holendrów, Norwegów,Niemców ale nie własnych dzieci i nie odróżniają, albo udają, swoich politycznych wybrańców, od ,,całej tej dziadowskiej Polski". Gdy przyjdzie do kolejnych wyborów, to nawet będąc parobkami niemieckiego bauera albo ryjonami w holenderskich szklarniach – wybiorą PO albo jeszcze ,,lepiej" – Palikota. Bo chyba taka opcja przeważa , pośród najbardziej ,,świadomej" części emigracji.Tej emigracji, o której tu mowa.

    • czyste rasowo,zadowolone z siebie,obojętne na wszystko polactwo
      Czyste rasowo nie wiem czy zadowolone z siebie polactwo w ilości ok.3,5 mln zapier*ala w Irlandii, Anglii, Norwegii i wielu innych krajach świata a reszta polactwa (półzdechła przy takiej służbie zdrowia) w kraju za niezbyt wielką kasę.Nie mają więc czasu ani siły zajmować się niepodległą, silną i wolną od postsowieckich wpływów Polską. Natomiast ustawianiem i pokazywaniem w krzywym zwierciadle Polski na arenie międzynarodowej plujących i bezczeszczących jej dobre imię i ukazujących Polaków jako bydło , hołote i ciemnogród zajmuje się prawie 4 mln polskojęzycznych w tym artystów , celebrytów , dziennikarzy, jak choćby niejaki Piotr Smolar czy Waldemar Kuczyński którego artykuły na wp.pl mnie przerażają tyle w nich nienawiści, ośmieszania i polakofobii, która płynie w Świat.

      • Dobry argument ruszyłeś – oxygen49
        pośród takich akurat współrodaków się poruszam.Tzn. takich, którzy szczęśliwi są z na pół emigracyjnego życia (dzieci chowają się ,,same") i zdają się nie dostrzegać związku przyczynowo-skutkowego, pomiędzy rządami PO Tuska a ich zarobkową emigracją. Nie pojmują zupełnie, że budują przyszłość Holendrów, Norwegów,Niemców ale nie własnych dzieci i nie odróżniają, albo udają, swoich politycznych wybrańców, od ,,całej tej dziadowskiej Polski". Gdy przyjdzie do kolejnych wyborów, to nawet będąc parobkami niemieckiego bauera albo ryjonami w holenderskich szklarniach – wybiorą PO albo jeszcze ,,lepiej" – Palikota. Bo chyba taka opcja przeważa , pośród najbardziej ,,świadomej" części emigracji.Tej emigracji, o której tu mowa.

  3. Jednego argumentu zabrakło w opisie królestwa
    czerwonego żydostwa, w którym wszystkie praktycznie funcje są dziedziczne, Argumentu, który podważa szczere intencje zarządców ,,przemysłu holocaust". Otóż żydowscy oprawcy MBP,UB oraz Informacji Wojskowej wypuścili bądź sprzedali (do NRF i NRD) wszystkich, prawie, zbrodniarzy hitlerowskich (nawet tych, przekazanych z Zony Zachodniej) z ubowskich katowni i polskich więzień. Bo w 1956 roku, kiedy liczono trupy AK-owców, NSZ-owców i odkrywano nieznane mogiły, po SS-manach i gestapowcach nie było śladu. Ostał się jeno, dziwnym zrządzeniem losu, gauleiter Erich Koch, skazany na karę śmierci, której nigdy nie wykonano. To jego właśnie celę (w więzieniu w Barczewie) zajął Romuald Szeremietiew,gdy pana geuleitera przeniesiono do wygodniejszej.. Więc jakby i tutaj ,,tradycji" stało się zadość.

  4. Jednego argumentu zabrakło w opisie królestwa
    czerwonego żydostwa, w którym wszystkie praktycznie funcje są dziedziczne, Argumentu, który podważa szczere intencje zarządców ,,przemysłu holocaust". Otóż żydowscy oprawcy MBP,UB oraz Informacji Wojskowej wypuścili bądź sprzedali (do NRF i NRD) wszystkich, prawie, zbrodniarzy hitlerowskich (nawet tych, przekazanych z Zony Zachodniej) z ubowskich katowni i polskich więzień. Bo w 1956 roku, kiedy liczono trupy AK-owców, NSZ-owców i odkrywano nieznane mogiły, po SS-manach i gestapowcach nie było śladu. Ostał się jeno, dziwnym zrządzeniem losu, gauleiter Erich Koch, skazany na karę śmierci, której nigdy nie wykonano. To jego właśnie celę (w więzieniu w Barczewie) zajął Romuald Szeremietiew,gdy pana geuleitera przeniesiono do wygodniejszej.. Więc jakby i tutaj ,,tradycji" stało się zadość.