Prześlij dalej:

Wczoraj prawicowe media, co jest znamienne i o czym jeszcze napiszę, obiegła alarmistyczna informacja, że Gowin z opozycją przygotowali intrygę. Prawicowe media mają to do siebie, że działają jak lewicowe media i zajmują się realizacją partyjnej linii swoich politycznych ulubieńców. Darujmy sobie zatem te wszystkie emocje z najświętszymi słowami w tle i przyjrzyjmy się na spokojnie z czym mamy do czynienia. Afera rozpoczęła się od wypowiedzi senatora Libickiego i to on zapowiedział, że opozycja chce zgłosić do laski marszałkowskiej kandydaturę nowego marszałka Jarosława Gowina. Na tę wypowiedź zareagowała praktycznie tylko prawica, po drugiej stronie jeśli ktoś się odzywał to beznamiętnym głosem.

Inna rzecz, o której już wspomniałem, to zachowanie mediów „liberalnych”. Nigdzie żadnej czerwonej czcionki, czy żółtego paska, temat praktycznie nie istniał. Za to bardzo emocjonalnie odezwali się politycy PiS, między innymi wicemarszałek Terlecki i rzeczniczka Czerwińska. Oboje oświadczyli mniej więcej coś takiego, że marszałkiem jest Elżbieta Witek, a PiS chce wyborów korespondencyjnych i nie myśli o stanie wyjątkowym. Mamy wystarczającą liczbę i jakość sygnałów, aby bez pudła odczytać ten topornie zapisany polityczny szyfrogram. Gowin szantażuje PiS, od którego oczekuje stanowiska marszałka sejmu, w zamian za utrzymanie koalicji i to naprawdę dziecko zrozumie, jeśli poukłada wyżej wymienione klocki. Na ile to samo targuje z opozycją jest rzeczą odrębną, ale na pewno znacznie trudniejszą. Przede wszystkim nikt z Gowina nie zrobi wicemarszałka, jeśli on sam nie zgromadzi co najmniej tyle szabel, aby złamać większość koalicyjną, dalej sprawy przedstawiają się jeszcze trudniej.

Powiedzmy, że Gowin zabierze ze sobą pięciu swoich partyjnych towarzyszy, tylko po to, aby sobie zapewnić stołek. Pytanie co z tego będzie miała ta piątka, nie wspominając o dziesiątkach samorządowców ustawionych w koalicji z PiS? I w drugą stronę, co będzie miała z Gowina jakakolwiek partia opozycyjna, która się pod jego kandydaturą podpisze i zagłosuje? Absolutnie nic, poza odebraniem większość PiS, co oczywiście kusi, ale jednocześnie wszystkich uczestników „tęczowej koalicji” pakuje na potężna minę. Wybór Gowina na marszałka jest jednoznaczny z zerwaniem prawicowej koalicji i wtedy wyjścia są dwa. Albo powstaje „rząd ekspercki” z premierem Budką i wicepremierami: Bosakiem, Kosiniakiem-Kamyszem i Czarzastym albo od razu trzeba organizować przyśpieszone wybory. Jeden i drugi przypadek oznacza, że większość ludzi Gowina wypada z sejmu i to samo dotyczy posłów POKO. Lepszy byłby wariant z powstaniem „tęczowej koalicji”, która w obecnych katastrofalnych okolicznościach, w ciągu miesiąca całkowicie by się skompromitowała. Nie widzę jednak najmniejszej szansy na powstanie rządu od Bosaka po Czarzastego, to polityczna fikcja.

Strony

Źródło foto: 
29705 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

20 (liczba komentarzy)

  1. Z Gowina definitywnie wyszedł głupek, którym on był zawsze. Szkoda tylko, że Prezes tak długo Gowina tolerował, bo jest (Prezes nie Gowin:)) zafiksowany na chęci zjednania sobie elektoratu wielkomiejskiego. Elektorat wielkomiejski to pokolenie w większości stracone.Wiem coś o tym, bo sam jestem z centrum dużego miasta:).  Elekcja Trzaskowskiego, Jaśkowiaka, Zdanowskiej czy Dulkiewicz powinna Presesowi wystarczająco wybić z głowy nadzieje na jakikolwiek konsensus z tymi ludźmi. Może więc lepiej, że w kryzysie z Gowina wyszła taka świnia jaka wyszła (choć w polityce to kwalifikacja relatywna). Może Prezes skończy wreszcie z mrzonkami o elektoracie wielkomiejskim, a zabierze się za to, co obecnie najwazniejsze. Za odbudowę gospodarki i przywrócenie ludziom poczucia normalności. Bo matriksa w który nas wpędzili Morawiecki z Szumowskim na pewo nikt długo nie wytrzyma. Kolejne pozdro dla MK za konsekwentną walkę z zajobem (popieram jak najbardziej!!!)

  2. Zeby wygrać z COVID-em potrzebny jest sprawny rząd oraz sprawna organizacja przebiegu pandemii, bezmyślne pierdolenie o "zajobie" w tym wypadku nie wystarczy. Pandemia w zasadzie jeszcze się nie zaczęła, a gdy się zacznie, hospitalizacji może wymagać około 0,5 mln Polaków. Gdy pójdziemy na żywioł tych 0,5 mln pacjentów pojawi się w jednym czasie, czyli w ciągu dwóch miesięcy. To nie jest złe rozwiązanie, jednak społeczeństwo musi być na nie przygotowane, świadome co wybrało i sprawnie zarządzane. Dlatego Prezes naciska na wybory w maju i ma rację. Nie istnieje taka możliwość, żeby przekładać wybory, równocześnie zająć się COVID-em i gospodarką. To bzdury!

    Jeżeli Prezesowi nie uda się przeprowadzenie wyborów i gdy w głosowaniu Gowin zawiedzie, Prezydent Duda powinien wskazać na kogokolwiek z opozycji, kto miałby utworzyć rząd. Jeżeli wyznaczenie takiego kandydata się nie uda, czekają nas przedterminowe wybory prezydenckie i parlamentarne. W obydwu przypadkach korespondencyjne. Inne byłyby zaskarżane ze względu na stwarzanie zagrożenia epidemiologicznego dla ludzi z grup tzw. wysokiego ryzyka.  W każdej sytuacji najlepsze byłoby przeprowadzenie wyborów prezydenckich juź teraz w maju, bez względu na kwik debili z "opozycji". A potem brać się za COVID. To drugie będzie trudniejsze - o ile nie zdarzy się cud - od korespondencyjnych wyborów. Nie ze względu na to, że pojedynczy obywatel ma w sumie niewielkie szanse na znalezienie się wśród hospitalizowanych, ale ze względu na sporą ilość osób, które w takiej grupie (hospitalizowanych) jednak się znajdą. Zwłaszcza na początku to zjawisko może szokować. Niech Pan przygotuje na szybką śmierć swoich sąsiadów (zapewne niemłodych i niezbyt sprawnych umysłowo), to szybciej nam z tym całym COVID-em pójdzie. Spora ilość zgłoszeń tego typu odważnych przyszłych pacjentów ułatwi wprowadzenie szybkiego rozwiązania.

     

  3. No i żeby nikt specjalnie się nie obawiał - umrze na COVID nie więcej, niż zaledwie 100 tysięcy osób. W skali Polski to około 6 tysięcy na wojewówdztwo. A w pierwszej uderzeniowej i najgorszej fazie około 3 tysiące zgonów przypadających na jedno polskie województwo. Czyli - bez lęku, ale z pełną świadomością.

  4. Umrze najwyżej kilka tysięcy i będzie się to powtarzać co roku. Nie ma co panikować. Tyle osób umiera corocznie na zwykłe zapalenie płuc.

  5. Kilka tysięcy w skali województwa - to tak. Chyba że COVID będzie rozciągany w czasie przez tzw. "dystans społeczny", maseczki, rękawiczki i wszelkie utrudnienia w normalnym życiu. Tylko, że w takiej sytuacji nieprędko spotkamy się na stadionie na meczu, na koncercie czy na jakimś większym weselu.

    Na dzisiaj w Polsce mamy zaledwie 0,03% hospitalizowanych, 0,0014% ofiar śmiertelnych. Odpowiednio przy 1% hospitalizowanych będziemy mieli 0,04667% ofiar śmiertelnych, a przy 2% hospitalizowanych 0,093333, tzn. prawie 0,1% ludności. To już jest 38 tysięcy. I tego nie wolno się bać, ani oszukiwać przy podawaniu liczb. Proszę też sprawdzić w poszczególnych krajach - w Wlk. Brytanii, w USA, w Szwecji. W Szwajcarii prezentuje się to następująco 0,3358% hospitalizowanych, 0,0186% ofiar śmiertelnych. Czyli znowu 0,11% ofiar śmiertelnych po dojściu do 2% hospitalizowanych. Górna granica, to owe 0,2% przy 2% hospitalizowanych.

     

  6. Proszę nie panikować. Zapewne Pan pamięta epidemię grypy "Hongkong" w 1969 roku. W Polsce 25 tysięcy ofiar. Obecny przebieg choroby wskazuje na kilka tysięcy ofiar. Epidemia wygaśnie po jakiś 70 - 90 dniach, chyba że obostrzenia wydłużą ten okres. Wirus z nami zostanie na lata, ale będzie coraz mniej groźny.

  7. To Pan panikuje nie odnosząc się do prawdziwych danych, tylko zmyślając liczby. Proszę uważnie obejrzeć tabele z liczbami dla poszczególnych krajów. Podkreślam, to nie jest coś nie do przejścia, powiem więcej - COVID wymaga odważnych, w pełni świadomych decyzji opartych na wiedzy, na danych statystycznych, na wynikach badań przesiewowych. Moim zdaniem, im szybciej przez to przejdziemy, tym straty będą mniejsze. Oszukiwanie przy liczbach jest przejawem tchórzostwa i ucieczki od rzeczywistości, dlatego nie budzi zaufania. Tchórzostwo w takiej sytuacji wynika z głupoty, bądź z niewiedzy. Tchórzostwo oszukujących przy liczbach spowalnia cały proces.

  8. Panie Marku. Nie widzę u siebie żadnych objawów paniki, raczej występują one u Pana. Przyjrzałem się "danym", mając trochę wolnego czasu, a że żyję z analizy danych od kilkunastu lat, to wydaje mi się ,że zrobiłem to dobrze. Choróbsko, jako epidemia, powoli wygasa, ale zostanie z nami na zawsze, pewnie w nieco mniej groźnej formie. Ludzie będą umierać z koronawirusem, a także na niego. Będą to osobiste tragedie, ale w skali kraju nie będzie dramatu.

    Co do tabel z liczbami, jak można w nie wierzyć, skoro nie ma wspólnej metodologii ich pozyskiwania i klasyfikacji przypadków. Myśli Pan że Singapurczycy są bardziej odporni od ludności Nowego Jorku? Proszę spojrzeć na te "dane", którymi Pan tak epatuje.

  9. oglądam te dane bardzo uważnie od dwóch miesięcy, wniosków z tego jest sporo i nadam im formę pisemną.

    Mamy do czynienia z wielkimi liczbami, stąd nawet oszustwa są po pewnym czasie ujawniane. Na przykład Rosja nie wykonywała takich ilości testów, jakie podała w statystykach ... Wirus "chiński", czyli ten w Singapurze, to inny wirus niż ten w Nowym Jorku. Pan po prostu wyciąga z tych samych liczb niepoprawne wnioski. Wirusy są różne (minimum dwa typy), służby zdrowia różne, warunki różne, warunki środowiskowe także .... to wszystko należy uwzględnić. Obserwuję to na razie na 11 podstawowych parametrach (nie na dwóch i nie na trzech) .... ale ich prawdziwa ilość, owych paramentrów do uważnej codziennej obserwacji, jest o wiele większa.  Parametry takie jak Total Cases, New Cases, Active Cases, Total Death, New Death,Total Recovered, Serious Critical - pomijam, ich wartość informacyjna jest niewielka. Więcej nie podpowiadam. 

     

  10. Tymczasem mikrobiolodzy mówią już o trzech typach wirusa. I prawdę powiedziawszy z danych statystycznych wyłania się taki obraz.

  11. Strony