Reklama

Jego nadejście był skutecznie zagłuszone przez gwar rozmów, hałas, tupniecie nogą, chrząknięcie, piskliwy uśmieszek, urwany wyraz, ziewnięcie poprzez dłoń.

Jego nadejście był skutecznie zagłuszone przez gwar rozmów, hałas, tupniecie nogą, chrząknięcie, piskliwy uśmieszek, urwany wyraz, ziewnięcie poprzez dłoń. Problemem było, że nie chciał odejść, wyfrunąć poza framugę okna. Chciał istnieć. Nikt nie ma zamiaru umierać, mimo, że to nieuniknione. Miał skuteczną broń, która uczyniła go ukrytym aktorem tych wydarzeń.

Siedzieli w kółeczku, można by śmiało rzec, że gawędzili. Wymiana uprzejmości wybiegała znacznie poza granice konwersacji. Miraże wyobraźni nie mógł dostrzec najznamienitszy ślepiec, który doświadczenie w unikaniu konfrontacji opanował do perfekcji. Generał siedział z wypiętą zasługą za możliwość dostania zasługi. Ktoś tam obgryzał dyskretnie paznokcie, ktoś dłubał wykałaczką w uchu, ktoś perorował nieprzerwanie, ktoś podrapał się w miejscu niedostępnym dla zakonnicy, ktoś zasunął na oczy powieki, by tę zakonnicę widzieć w pobliżu tego miejsca, a najlepiej na. Niestety, bąk był nieubłagany, nie litował się nad nikim.

Poczuła go pierwsza pewna kobieta urody niezrównanej. Przed wydechem, zawsze jest wdech, i to ją zgubiło. Starając się z całych organicznych sił walczyć, jednak nie podołała. Ktoś się na policzkach zaczerwienił, ktoś nie zauważył tego zaczerwienienia, ktoś dalej obgryzał paznokcie, ktoś marzył o zakonnicy. Bąk niestrudzenie przemierzał połacie przestrzeni, przywarł do powietrza, nie chciał stracić takiego niezawodnego transportu. Trafił na podatny grunt – gęstą atmosferę.

Po jakim czasie bąk wdarł się do nozdrzy każdego uczestnika dysputy. Nie to było najgorsze – przeistaczał się, uległ metamorfozie – do diabła i jasna jego mać – ewoluował. Przepotwarzenie dostrzegli nieliczni, lecz zmysłu nikt nie był w stanie oszukać, mimo drogiej i uciążliwej nauki zamykania oczu, odwracaniu łba i omijaniu czegokolwiek co strasznie śmierdzi. Ktoś zmarszczył brwi, ktoś się niepewnie popatrzył, ktoś dolazł do paznokci drugiej ręki, ktoś już widział poszarpany habit.

Bąka tym historię kończyć zamierzam,

Że nie o zmysł zapachu chodzi,

                                 Tam on nie uderzał.

Reklama