Reklama

Sobie siedzę i myślę, chociaż planowałem odpoczynek,

Sobie siedzę i myślę, chociaż planowałem odpoczynek, a myślę nad jednym magicznym zaklęciem. Obok mojego „ulubionego” powiedzonka „no, tak spisek żydowski”, zupełnie niepostrzeżenie wkradło się znacznie groźniejsze zaklęcie. Najnowszy knebel brzmi: „to jest fachowa wiedza”. Nie wiem dlaczego wcześniej na to nie wpadłem, co gorsze w wielu miejscach poddałem się i dałem zamknąć sobie gębę, żeby było śmiesznie tym, którzy nie mieli „fachowej wiedzy”, a jedynie opanowali powszechne zaklęcie. Skoro już się wziąłem za myślenie, to pociągnąłem dalej i dłużej. Cała przewaga ludzi, którzy usiłują zachować „zdrowy rozsądek” polega na tym, że niczego nie muszą. Na przykład nie muszą skończyć szkoły, w zasadzie żadnej, bo średniej to już na pewno. Rozsądny człowiek powinien aportować na magiczne zaklęcia. Powiedzmy, że zdarzy się jakiś nieuczciwy lekarz, co oczywiście trudno sobie wyobrazić, ale załóżmy tak czysto teoretycznie. I ten lekarz podaje naszemu dziadkowi ledwie łapiącemu oddech po zawale, ten legendarny Pawulon. Mamy do wyboru dwie opcje: „zachować zdrowy rozsadek”, bo kto by się tam znał na tajnej wiedzy medycznej, albo jak ostatni oszołom zdzielić bandytę, zanim zabije nam dziadka. Wybrałem bardzo drastyczny przykład i zawsze można mi go wytknąć jako wygodny, podając dla odmiany inny medykament działający identycznie, o którym nie mam pojęcia. Ano właśnie! Taki argument nie jest przeciw mnie, ale wodą się leje na mój młyn. Człowiek jako tako rozgarnięty jest w stanie pojąć dość szybko podstawy funkcjonowania, czy działania czegoś tam, jeśli to coś jest nieustannie wałkowane. Po Pavulonie wiotczeją mięśnie i jest to wystarczająca informacja dla czynnego mózgu, żeby zrozumieć prostą rzecz. Ostatnim elementem reanimacji po zawale, jest masaż na otwartym sercu, zatem coś co jest dokładnym przeciwieństwem działania Pavulonu. Nie wiem jak reszta zdroworozsądkowych, ale ja w wyżej opisanym przypadku zachowuję się jak ostatni oszołom i ściek internetowy, łapie za twarz i walę z kolana konowała. Znów jadę drastycznie, niemniej podobny zabieg ma swoje głębokie uzasadnienie. Otóż istnieją takie sytuacje, w których liczy się coś więcej niż moda. Dokładnie, nic, a nic się nie pomyliłem, wszechobecna moda na „zdrowy rozsądek”, jest kneblem zamykającym gęby myślącym i nobilitacją dla półgłówków. Każdy głupek bez szkoły powtórzy trzy razy magiczne zaklęcie i nawet bez złotej rybki zostaje mędrcem. Ten stwierdzony i nawet udowodniony fakt niesie za sobą konsekwencje i daje podstawę, żeby zadać podstawowe pytanie. Kto się zachowuje i funkcjonuje na zasadzie magicznych zaklęć? Do jakiego zjawiska przypisać podobne odruchy bezwarunkowe? Oczywiście tylko jeden obszar ludzkiej działalności opiera się na wyznaniu wiary i to jest rzecz jasna RELIGIA. Mamy do czynienia z nową religią „zdrowego rozsądku” i jak to w religii bywa, największymi fanatykami są najgłupsi wyznawcy. Im głuszy, im mniej pod czapką, tym więcej wiary w zdrowy rozsądek, tym więcej pacierzy i Pavulonu zwiotczającego mózg.

Nie chcę się pastwić nad wyznawcami, ponieważ sam się poddałem kwarantannie, ale zwracam grzecznie uwagę, że między wymądrzaniem się na fachowe tematy, a brakiem zgody na wciskanie gówna do łba, jest ocean możliwości. Najmniejszego zamiaru nie mam poświęcać czasu na studiowanie systemów nawigacji wskaźników działających na ciśnienie i fale radiowe, wystarczy mi, że rozumiem kilka podstawowych elementów. Jeśli do kabiny samolotu wchodzi stewardesa bez słuchawek i Kazana bez słuchawek, po czym wymieniają uwagi z załogą w słuchawkach i wszystko pięknie słychać, to zakładam, że warunkiem słyszalności w kabinie nie są słuchawki. Tym bardziej tak zakładam, że w kabinie pewnego samolotu była taka słyszalność, że radzieccy uczeni i radziecka kolorowa gazeta redagowana przez półgoja Michnika usłyszała rzeczy, które nigdy nie padły. Skoro w kokpicie było słychać słowa stojącego w drzwiach Kazany, czy też stewardesy: „Lądujcie debeściaki, bo on mnie zabije”, to nie wierzę, że nie było słychać: „100 metrów na barycznym i nic nie widać, chłopaki spierdalamy, bo za chwilę kurwa mać”. Tak jestem oszołomiony i naprawdę mi powiewa co to jest ATM, ILS, APM, czy goleń wolantu. Po prostu biorę wszystkich łapiduchów za mordę i walę z kolanka, zanim mi podadzą Pavulon zwiotczający mózg.

Reklama

27 KOMENTARZE

  1. No właśnie.
    Arcykapłan Salonu rzekł, kto myśli inaczej w sprawie raportu temu brakuje zdrowego rozsądku i dobrej woli, niech będzie przeklęty.

    Natanek za tożsame słowa został skazany na codzienną darmową reklamę na stronach gazety.

    Kto ma odwagę wystawić się poza nawias zdrowego socjalistycznego społeczeństwa i jego arcykapłana?

    • Bez specjalnej dyplomacji i
      Bez specjalnej dyplomacji i okrągłych zdań, jeśli jeszcze jakieś gosposie domowe czytają tę bulwarówkę, to chyba nawet one nie traktują szmatławca poważnie. To nie jest gazeta, to jest gazetka na poziomie hipermarketowej reklamówki. Mówiąc krótko trzeba być strasznym ciemnogrodem ze skrzydła B, żeby to gówno traktować jako prasę, nawet w najniższej kategorii.

      • paru czytelników jeszcze wyluska
        lecz obecnie GW ma niebywałych konkurentów, to Fakt i Super Express; naprawdę ludziom wystarcza obrazek i zdanie będące początkiem, rozwinięciem i zakończeniem jednocześnie – w imię nieprzemęczania się, to starszyzna;
        co do “kapłana”, wyhodował sobie też młodszych wyznawców, wcześniej dość skutecznie uderzając ideologicznie w środowiska studenckie (o ile można mówić o środowisku), lecz i upadek Michnika sprzężony jest z rozpieprzeniem się owych wyznawców o rzeczywistość;

  2. No właśnie.
    Arcykapłan Salonu rzekł, kto myśli inaczej w sprawie raportu temu brakuje zdrowego rozsądku i dobrej woli, niech będzie przeklęty.

    Natanek za tożsame słowa został skazany na codzienną darmową reklamę na stronach gazety.

    Kto ma odwagę wystawić się poza nawias zdrowego socjalistycznego społeczeństwa i jego arcykapłana?

    • Bez specjalnej dyplomacji i
      Bez specjalnej dyplomacji i okrągłych zdań, jeśli jeszcze jakieś gosposie domowe czytają tę bulwarówkę, to chyba nawet one nie traktują szmatławca poważnie. To nie jest gazeta, to jest gazetka na poziomie hipermarketowej reklamówki. Mówiąc krótko trzeba być strasznym ciemnogrodem ze skrzydła B, żeby to gówno traktować jako prasę, nawet w najniższej kategorii.

      • paru czytelników jeszcze wyluska
        lecz obecnie GW ma niebywałych konkurentów, to Fakt i Super Express; naprawdę ludziom wystarcza obrazek i zdanie będące początkiem, rozwinięciem i zakończeniem jednocześnie – w imię nieprzemęczania się, to starszyzna;
        co do “kapłana”, wyhodował sobie też młodszych wyznawców, wcześniej dość skutecznie uderzając ideologicznie w środowiska studenckie (o ile można mówić o środowisku), lecz i upadek Michnika sprzężony jest z rozpieprzeniem się owych wyznawców o rzeczywistość;

  3. No właśnie.
    Arcykapłan Salonu rzekł, kto myśli inaczej w sprawie raportu temu brakuje zdrowego rozsądku i dobrej woli, niech będzie przeklęty.

    Natanek za tożsame słowa został skazany na codzienną darmową reklamę na stronach gazety.

    Kto ma odwagę wystawić się poza nawias zdrowego socjalistycznego społeczeństwa i jego arcykapłana?

    • Bez specjalnej dyplomacji i
      Bez specjalnej dyplomacji i okrągłych zdań, jeśli jeszcze jakieś gosposie domowe czytają tę bulwarówkę, to chyba nawet one nie traktują szmatławca poważnie. To nie jest gazeta, to jest gazetka na poziomie hipermarketowej reklamówki. Mówiąc krótko trzeba być strasznym ciemnogrodem ze skrzydła B, żeby to gówno traktować jako prasę, nawet w najniższej kategorii.

      • paru czytelników jeszcze wyluska
        lecz obecnie GW ma niebywałych konkurentów, to Fakt i Super Express; naprawdę ludziom wystarcza obrazek i zdanie będące początkiem, rozwinięciem i zakończeniem jednocześnie – w imię nieprzemęczania się, to starszyzna;
        co do “kapłana”, wyhodował sobie też młodszych wyznawców, wcześniej dość skutecznie uderzając ideologicznie w środowiska studenckie (o ile można mówić o środowisku), lecz i upadek Michnika sprzężony jest z rozpieprzeniem się owych wyznawców o rzeczywistość;

  4. ograniczone zaufanie
    Trudny problem.
    Słuchanie autorytetów to odwieczny zwierzęcy odruch i przynosił dobre efekty w czasach jaskiniowych, jednak od czasu wynalezienia papierów stwierdzających kwalifikacje wskazana jest szczególnie duża nieufność w stosunku do deklarowanych umiejętności.
    Obecnie zdrowy rozsądek polega chyba na tym, aby z zasady nie wierzyć nie znanym bliżej fachowcom. Trzeba douczyć się samodzielnie, porównać rady z rożnych źródeł, popytać tu i ówdzie.
    Kupa roboty.

  5. ograniczone zaufanie
    Trudny problem.
    Słuchanie autorytetów to odwieczny zwierzęcy odruch i przynosił dobre efekty w czasach jaskiniowych, jednak od czasu wynalezienia papierów stwierdzających kwalifikacje wskazana jest szczególnie duża nieufność w stosunku do deklarowanych umiejętności.
    Obecnie zdrowy rozsądek polega chyba na tym, aby z zasady nie wierzyć nie znanym bliżej fachowcom. Trzeba douczyć się samodzielnie, porównać rady z rożnych źródeł, popytać tu i ówdzie.
    Kupa roboty.

  6. ograniczone zaufanie
    Trudny problem.
    Słuchanie autorytetów to odwieczny zwierzęcy odruch i przynosił dobre efekty w czasach jaskiniowych, jednak od czasu wynalezienia papierów stwierdzających kwalifikacje wskazana jest szczególnie duża nieufność w stosunku do deklarowanych umiejętności.
    Obecnie zdrowy rozsądek polega chyba na tym, aby z zasady nie wierzyć nie znanym bliżej fachowcom. Trzeba douczyć się samodzielnie, porównać rady z rożnych źródeł, popytać tu i ówdzie.
    Kupa roboty.

    • głupio się przyznać
      ale między 20 a 35 rokiem życia mój mózg był przesączony pavulonem. Myślałem pavulonem, właściwie to pavulon miałem zamiast mózgu. Pierwsze co robiłem po wyjściu z domu to sam , dobrowolnie kupowałem w kiosku pavulon i aby wiedzieć co mówić i myśleć szybko czytałem od deski do deski. W ten sposób nobilitowałem się na PAVULOMANA -europejczyka.

      Brr ale niestety tak właśnie było.

      Dopiero później , wraz z rozwojem internetu i gdy poznałem ludzi którzy żyli poza tym matriksem poddałem się kuracji. Jeżeli ktoś z Was przeszedł coś podobnego to wie , że baaardzo bolało .

      Jak cholernie bolało.

    • głupio się przyznać
      ale między 20 a 35 rokiem życia mój mózg był przesączony pavulonem. Myślałem pavulonem, właściwie to pavulon miałem zamiast mózgu. Pierwsze co robiłem po wyjściu z domu to sam , dobrowolnie kupowałem w kiosku pavulon i aby wiedzieć co mówić i myśleć szybko czytałem od deski do deski. W ten sposób nobilitowałem się na PAVULOMANA -europejczyka.

      Brr ale niestety tak właśnie było.

      Dopiero później , wraz z rozwojem internetu i gdy poznałem ludzi którzy żyli poza tym matriksem poddałem się kuracji. Jeżeli ktoś z Was przeszedł coś podobnego to wie , że baaardzo bolało .

      Jak cholernie bolało.

    • głupio się przyznać
      ale między 20 a 35 rokiem życia mój mózg był przesączony pavulonem. Myślałem pavulonem, właściwie to pavulon miałem zamiast mózgu. Pierwsze co robiłem po wyjściu z domu to sam , dobrowolnie kupowałem w kiosku pavulon i aby wiedzieć co mówić i myśleć szybko czytałem od deski do deski. W ten sposób nobilitowałem się na PAVULOMANA -europejczyka.

      Brr ale niestety tak właśnie było.

      Dopiero później , wraz z rozwojem internetu i gdy poznałem ludzi którzy żyli poza tym matriksem poddałem się kuracji. Jeżeli ktoś z Was przeszedł coś podobnego to wie , że baaardzo bolało .

      Jak cholernie bolało.

  7. Uleganie autorytetom badał w
    Uleganie autorytetom badał w latach 60 w swoim słynnym eksperymencie psycholog Stanley Milgram. Nie będę przepisywał szczegółów, ale eksperyment wykazał porażająco (dosłownie) dużo:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Milgrama

    W skrócie, 65% badanych, pomimo swoich wątpliwości, raziło prądem (w swoim przekonaniu) o napięciu 450V drącego się i błagającego o litość człowieka, bo tak kazał stojący obok eksperymentator ubrany w laboratoryjny fartuch – a więc AUTORYTET.

    Edit: dopiero sobie uświadomiłem, że wyniki właściwie zaskakująco się pokrywają z odsetkiem tzw. lemingów w Polsce.

  8. Uleganie autorytetom badał w
    Uleganie autorytetom badał w latach 60 w swoim słynnym eksperymencie psycholog Stanley Milgram. Nie będę przepisywał szczegółów, ale eksperyment wykazał porażająco (dosłownie) dużo:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Milgrama

    W skrócie, 65% badanych, pomimo swoich wątpliwości, raziło prądem (w swoim przekonaniu) o napięciu 450V drącego się i błagającego o litość człowieka, bo tak kazał stojący obok eksperymentator ubrany w laboratoryjny fartuch – a więc AUTORYTET.

    Edit: dopiero sobie uświadomiłem, że wyniki właściwie zaskakująco się pokrywają z odsetkiem tzw. lemingów w Polsce.

  9. Uleganie autorytetom badał w
    Uleganie autorytetom badał w latach 60 w swoim słynnym eksperymencie psycholog Stanley Milgram. Nie będę przepisywał szczegółów, ale eksperyment wykazał porażająco (dosłownie) dużo:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Milgrama

    W skrócie, 65% badanych, pomimo swoich wątpliwości, raziło prądem (w swoim przekonaniu) o napięciu 450V drącego się i błagającego o litość człowieka, bo tak kazał stojący obok eksperymentator ubrany w laboratoryjny fartuch – a więc AUTORYTET.

    Edit: dopiero sobie uświadomiłem, że wyniki właściwie zaskakująco się pokrywają z odsetkiem tzw. lemingów w Polsce.