Reklama

Sam nie wiem po co ja to sobie rob

Sam nie wiem po co ja to sobie robię i oglądam te wszystkie śniadania, przy kawie i inne loże? O ile przy śniadaniach tylko naiwny się spodziewa, że od polityka usłyszy coś innego niż słyszy zawsze, o tyle w przypadku dziennikarzy jest jeszcze bardziej pewne co się usłyszy. Taki rozkład przekonania zwykłego, było nie było, widza, świadczy o tym, że ludowe zawołanie: „młoda demokracja” wiecznie żywe i coraz bardziej niedojrzałe. Przyglądając się temu już setny raz, to jest chyba jednak nałóg, tylko mnie oczy pieką. Najbardziej zabawni są ci eksperci z rozmaitych gazet, którzy wchodzą na ambony, o ironio ci z agnostycznych gazet najczęściej wchodzą. Na ambonie odbywa się agnostyczne kazanie, a w nim lecą przymiotniki w stopniu wyższym i najwyższy, by na koniec padło sakramentalne: „to jest chore, gdzie to nas zaprowadzi?”. Dziennikarz jedzie hiperbolą, wrzuca przymiotniki i epitety, by na końcu zaapelować o uspokojenie emocji i racjonalną dyskusję. Nazwisk rzucał nie będę, bo zaraz się zacznie, a tamten powiedział gorzej, a ten jeszcze gorzej, rzucę natomiast pewną bezradność. Czuję się bezradnie, tak jak siedzę przed ekranem, a dopiero czułbym się bezradny tam na żywo w takim programie, bo cóż człowiek, który ma obie sprawne półkule może odpowiedzieć demagogicznemu żurnaliście na taką oto frazę: „Pilot zrobił jedną rzecz przerażającą, on scedował decyzję, SCEDOWAŁ decyzję”. Pojęcia nie mam jak się rozmawia w dziennikarskim maglu, pewnie w takich sytuacjach odpowiada się, że Gosiewski był pijany, albo Karpiniuk na haju w zależności od gazety. Takich dyskusji odbyło się multum i widać kto i jak inwestował do tej pory, jaką polityczną chabetą obstawiał.

Śmieszni są agnostyczni kaznodzieje i równie zabawni hazardziści. Kiedy się nie wie i nie myśli, to się obstawia. Wybitnie zabawnie wyglądają ci, co od początku obstawili naciski za głównego politycznego sprzymierzeńca, dopóki nie było stenogramów można było kalką przyłożyć Gruzję do Rosji, nawet jeśli tam samolot nawet nie wystartował, a tutaj nawet nie usiłował lądować. Zabawni rzeczoznawcy zaczynali od różnych gróźb, że ktoś kogoś zabije, że generał wyrwał wolant, że się wkurzy, że debeściaki lądują we mgle i teraz taki pajacujący kaznodzieja łapie się ostatniej deski ratunku: „Na litość boską, przecież ten pilot czekał na decyzję, no na miły Bóg i on się nie doczekał, no czegóż tu jeszcze się doszukiwać, mój Boże”. Trzeba przyznać, że taka kwestia w ustach agnostyka robi wrażenie, odwołanie się do Boga, żeby przytrzymał ostatnią deskę ratunku, zanim żurnalista utonie we własnej śmieszności, roztacza sobą arcyboleśnie prosty widok, prostego żurnalisty. W Polsce właściwie nie obowiązuje podział na dziennikarzy lewicowych i prawicowych, gdzieś w środku, albo z boku miejsce dla liberalnych i monarchistów. W Polsce podział jest prosty: dziennikarz władzy i dziennikarz podziemny. Tak się jakoś dziwnie składa, że największe pensje i rozpoznawalność mają dziennikarze władzy i oni w podziemiu byli w zasadzie tylko raz, przez krótki czas rządów Kaczyńskiego, który faktycznie i najchętniej wytłukłby ich co do nogi i jak leci. Sam nie jestem tak radykalny kilku dla przykładu zostawiłbym, aby pokazać jak nie powinno wyglądać dziennikarstwo. Z jednej strony byłbym bardziej wyrozumiały, z drugiej poszerzył katalog restrukturyzacji mediów o najgłupszych dziennikarzy opozycyjnych, takich wiecznych opozycjonistów, którzy w Szwajcarii narzekaliby na jakość zegarków i czekolady. Przy takim wstępnym przeczesaniu szeregów może w końcu doczekałbym się jakiś znośnych proporcji, w dowolnym publicystycznym programie.

A widziałbym rzecz tak, że do studia zaprasza się gości, którzy wcześniej zaliczają jakąś wycieczkę po wiedzę, bo to zwykły widz wie takie rzeczy, że wyjęty z całości załącznik, jako podstawa prawna, nie jest tym samym stanem prawnym, co odwołanie do całego dokumentu. W studiu, które widziałem najbardziej bogobojni agnostycy nie mieli o tym pojęcia i zamiast odnosić się do przedmiotu dyskusji, wygłaszali kolejne homilie dla swoich wiernych. Przyglądam się nieznośnie powtarzalnemu spektaklowi i jednocześnie nie potrafię od tej nędzy oderwać oczu, co znaczy, że jakoś specjalnie wiele mądrzejszy nie jestem. Mogę się oczywiście usprawiedliwiać, że potrzebuję materiału, aby kolejny raz w niewielkim stopniu przełamać nędzę jakimś rozsądnym komunikatem, ale to bardzo siłowe usprawiedliwienie. Skala nędzy jest potężna, stopień przełamywania niszowy i tak się to toczy debata za debatą, gdzie ignoranci modlą się do władzy, albo podziemia, a większość oglądających dobrze się bawi, pokrzyczy sobie do telewizora, puknie się w czoło i telemetry biją rekordy. Obojętnie co jest na tapecie trwa szarpanie łupów między żurnalistami mającymi żadne pojęcie o temacie rozmowy, ich zadaniem jest wygłoszenie kilku podziemnych odezw, albo lojalek wobec władzy, nic więcej. Im bardziej ignorant nie ma nic do powiedzenia, tym bardziej jak w tej francuskiej komedii, stoi na chybotliwej ambonie i obraca mikrofonem na wszelkie strony. Spróbuje dziś powalczyć z nałogiem, do północy żadnych występów żurnalistów, coś sobie ugotuję, otworzę piwo, posłucham mp3 z telefonu dziecka.

PS Gdyby się podobało co mi się udaje napisać, proszę o 123 wdowie gorsze na budowę rozpoznawalności: nr sms 7122 treść C00205

Reklama
Poprzedni artykułJesteśmy w Europie i 60 tysięcy Euro nie powinno już robić na nas wrażenia, nie licząc moherów!
Następny artykułRepublika korporacji
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

6 KOMENTARZE

  1. Poziom dziennikarstwa w Polsce to jest ta subtelna
    różnica pomiędzy Trybuną Ludu a Żołnierzem Wolności. Bo Polityka Rakowskiego i Kultura Horodyńskiego to są wyżyny, to Himalaje niedostępne dla uczestników zakładowych wycieczek Axel Springer i Agora SA. Takiej oto ,,wolności słowa” i ,,wolnej prasy” w ,,wolnej ” Polsce dożyliśmy. Niech cudzysłowy będą za cały, zbędny chyba, słowotok.

  2. Poziom dziennikarstwa w Polsce to jest ta subtelna
    różnica pomiędzy Trybuną Ludu a Żołnierzem Wolności. Bo Polityka Rakowskiego i Kultura Horodyńskiego to są wyżyny, to Himalaje niedostępne dla uczestników zakładowych wycieczek Axel Springer i Agora SA. Takiej oto ,,wolności słowa” i ,,wolnej prasy” w ,,wolnej ” Polsce dożyliśmy. Niech cudzysłowy będą za cały, zbędny chyba, słowotok.

  3. Poziom dziennikarstwa w Polsce to jest ta subtelna
    różnica pomiędzy Trybuną Ludu a Żołnierzem Wolności. Bo Polityka Rakowskiego i Kultura Horodyńskiego to są wyżyny, to Himalaje niedostępne dla uczestników zakładowych wycieczek Axel Springer i Agora SA. Takiej oto ,,wolności słowa” i ,,wolnej prasy” w ,,wolnej ” Polsce dożyliśmy. Niech cudzysłowy będą za cały, zbędny chyba, słowotok.

  4. Żurnalista….. ten typ tak ma, chyba w genach.
    Tu nie ma się co dziwić, tak było od zawsze, boć to przecież członkowie klasy lokajskiej. Że co?… że są i inni. A są, bo zawsze są wyjątki od reguły.
    A regułę najlepiej ilustruje typowy przykład, żywcem wzięty z historii.
    Otóż było tak wówczas kiedy to Napoleon uciekł z Elby, że żurnaliści i gazety początkowo i chóralnie pisały “Potwór uciekł z Elby”.
    Na końcu zaś, ci sami żurnaliści i te same gazety pisały “Jutro Jego Cesarska Mość wkracza do wiernego Paryża”.
    A i sam nasz Wieszcz największy pisał ” Na (dziennikarza) z (gazeciny) co milczkiem wypróżniał rondel, Zadzwonił kieską pomału, Z (dziennikarza) robi się kondel”.
    Niewielka modyfikacja wiersza tylko w nawiasach – lecz sens ten sam.
    A i później na przestrzeni czasu (wcześniej też), była gazeta PRAWDA i setki innych gazet, w różnym stopniu do niej podobnych.
    Myślę więc, że doborem ludzi do tego zawodu rządzi jakaś specyficzna zasada, chyba zasada doboru naturalnego.

  5. Żurnalista….. ten typ tak ma, chyba w genach.
    Tu nie ma się co dziwić, tak było od zawsze, boć to przecież członkowie klasy lokajskiej. Że co?… że są i inni. A są, bo zawsze są wyjątki od reguły.
    A regułę najlepiej ilustruje typowy przykład, żywcem wzięty z historii.
    Otóż było tak wówczas kiedy to Napoleon uciekł z Elby, że żurnaliści i gazety początkowo i chóralnie pisały “Potwór uciekł z Elby”.
    Na końcu zaś, ci sami żurnaliści i te same gazety pisały “Jutro Jego Cesarska Mość wkracza do wiernego Paryża”.
    A i sam nasz Wieszcz największy pisał ” Na (dziennikarza) z (gazeciny) co milczkiem wypróżniał rondel, Zadzwonił kieską pomału, Z (dziennikarza) robi się kondel”.
    Niewielka modyfikacja wiersza tylko w nawiasach – lecz sens ten sam.
    A i później na przestrzeni czasu (wcześniej też), była gazeta PRAWDA i setki innych gazet, w różnym stopniu do niej podobnych.
    Myślę więc, że doborem ludzi do tego zawodu rządzi jakaś specyficzna zasada, chyba zasada doboru naturalnego.

  6. Żurnalista….. ten typ tak ma, chyba w genach.
    Tu nie ma się co dziwić, tak było od zawsze, boć to przecież członkowie klasy lokajskiej. Że co?… że są i inni. A są, bo zawsze są wyjątki od reguły.
    A regułę najlepiej ilustruje typowy przykład, żywcem wzięty z historii.
    Otóż było tak wówczas kiedy to Napoleon uciekł z Elby, że żurnaliści i gazety początkowo i chóralnie pisały “Potwór uciekł z Elby”.
    Na końcu zaś, ci sami żurnaliści i te same gazety pisały “Jutro Jego Cesarska Mość wkracza do wiernego Paryża”.
    A i sam nasz Wieszcz największy pisał ” Na (dziennikarza) z (gazeciny) co milczkiem wypróżniał rondel, Zadzwonił kieską pomału, Z (dziennikarza) robi się kondel”.
    Niewielka modyfikacja wiersza tylko w nawiasach – lecz sens ten sam.
    A i później na przestrzeni czasu (wcześniej też), była gazeta PRAWDA i setki innych gazet, w różnym stopniu do niej podobnych.
    Myślę więc, że doborem ludzi do tego zawodu rządzi jakaś specyficzna zasada, chyba zasada doboru naturalnego.