Reklama

Któż nie pamięta tego bojowego hasła, gdy w rządzie albo w PiS powstał kryzys, zewsząd było słychać jedno: „Przyjdzie Kaczyński i zrobi porządek”. Od marca hasło straciło wszystkie walory stanu faktycznego i stało się puste jak „Strajk kobiet”. W najnowszym wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej”, lider PiS rozwiewa wszelkie wątpliwości, chociaż dla mnie rzecz było oczywista od dawna. Kaczyński powiedział, że głęboko wierzy w pełną kadencję Morawieckiego i będzie robił wszystko, aby premier pozostał premierem. Nie koniec na tym, usłyszeliśmy dodatkowo i po raz kolejny, że powiązanie budżetu z „praworządnością” było wielkim sukcesem suwerennej Polski i Kaczyński był współautorem tego sukcesu.

Porzućcie nadzieję, chciałoby się rzec i tak właśnie stwierdzam. Nie ma PiS jakie znaliśmy, nie ma Kaczyńskiego, który robił porządki i prawdopodobnie nigdy już nie zrobi. Nadzieję można mieć wówczas, gdy człowiek wyciąga wnioski z błędów, tymczasem u Kaczyńskiego mamy najgorszą reminiscencję z możliwych, kiedy to popełniał serię błędów kadrowych, jakby się uparł, że porażka to najlepsza droga do zwycięstwa. Skąd się to bierze, czym jest ta destrukcyjna cecha charakteru Jarosława Kaczyńskiego? Spróbuję, przynajmniej częściowo, odpowiedzieć na te pytania. Przede wszystkim trzeba pamiętać o stażu, ponad trzydzieści lat w polityce robi swoje, a do tej „branży” niekoniecznie ciągnie kwiat inteligencji polskiej. Jestem w stanie zrozumieć, kogoś kto się nie tylko napatrzył, ale musiał niemal dzień w dzień rozstrzygać konflikty i wybijać z głów członków partii „genialne pomysły”. Wszystko to razem składa się na słabość do inteligentów, co należy rozumieć w osobliwy, polityczny sposób. Jeśli napiszę, że na przykład Marcinkiewicz był takim inteligentem, to wielu Czytelników parsknie śmiechem, ale jak dodam, że po drugiej stronie jest Jurgiel, to sens moich słów zaczyna się bezwstydnie obnażać.

Reklama

Był Marcinkiewicz, był Bielan, był Dorn, był Sikorski i wielu, wielu innych, którzy okazali się „pomyłką prezesa”. Teraz w tym samym schemacie bezkompromisowego uporu, nie zważającego na fakty, Kaczyński promuje Morawieckiego i to takim kosztem, że zarówno koalicja wisi na włosku, jak i przyszłość i spójność PiS-u. Wielu analityków twierdzi, że to Ziobro jest przyczyną wszelkiego zła w koalicji, ale to bzdura, Ziobro jest skonfliktowany z częścią koalicyjnych polityków, natomiast Morawiecki, szczególnie w roli następcy Kaczyńskiego, wzbudza sprzeciw wszędzie, tylko nie na Nowogrodzkiej. Kaczyński takie rzeczy wychwytuje jednym okiem, ale nie wówczas, gdy jest ślepo zapatrzony w kolejnego „politycznego inteligenta”, który ma mu zapewnić status „emerytowanego zbawcy narodu”. Nic nie dociera do Kaczyńskiego, choćby nie wiem jakich bzdur narobił i nagadał Morawiecki, zawsze może mieć oparcie w prezesie partii. W takich warunkach nie ma mowy o racjonalnym działaniu, które zastępuje się działaniem emocjonalnym.

Jest jeszcze jedno wyjaśnienie, związane z pokoleniem PRL-u. Kaczyński to człowiek starej daty, podobnie jak cała reszta polityków z tej półki, nie załapał się na czas komputerów, język angielski i wiele innych „światowych osiągnięć”. Morawiecki w tym świecie porusza się jak ryba w wodzie i to on imponuje Kaczyńskiemu, a nie Kaczyński jemu. Mam takie nieodparte przeczucie, że doniesienia prasowe są rzeczywistością i Jarosław Kaczyński naprawdę wierzy w każde słowa Morawieckiego dotyczące relacji z Unią Europejską, ponieważ jest przekonany, że ten światowiec doskonale się porusza na zagranicznych salonach. Przez całe lata do PiS kierowano pretensje, że nie ma takich polityków i nagle pojawił się Morawiecki w skrojonym na miarę garniturze, z prezentacjami w Power Poincie i rozmowami po angielsku z głowami europejskich państw. Czarnym snem Kaczyńskiego jest to, że Morawieckiego musiałby zastąpić Jurgiel i dlatego wszystko wygląda w taki sposób, w jaki wygląda. Próba nadania PiS światowego sznytu, prowadzi do katastrofy w polityce krajowej i zagranicznej, bo oczywiście inteligent Morawiecki buduje własną karierę, nie suwerenność Polski, z czym na europejskich salonach nie miałby co robić. Jest, jak jest i nie widzę żadnej perspektywy na „dobrą zmianę”.

Reklama

40 KOMENTARZE

  1. W odpowiedzi Rotorowi. 

    W odpowiedzi Rotorowi. 

    > Wydaje mi sie, ze patrzenie na tego rodzaju zjawiska jako sprawnie wyrezyserowane spektakle, zaplanowane i zagrane przez jakas waska grupe ludzi jest fundamentalnym bledem.

    Wydaje mi sie, że nie patrzenie na tego rodzaju zjawiska jako wyrezyserowane spektakle, zaplanowane przez jakas waska grupe ludzi jest fundamentalnym bledem…
    Gdyby to było jedno zdarzenie moglibyśmy mieć wątpliwości ale scenariusz ten jest regularnie grany a ja podałem tylko najbardziej prominentne przypadki.

    Jeżeli nie zgadzamy się w poniższych faktach to rozmowa faktycznie nie ma sensu bo brakuje punktów wspólnych na których możnaby budowac porozumienie:

    1. Rewolucja francuska umożliwiła oficialne wyjście z feudalizmu z przejściem od schematu "kto ma ziemie, jest dobrze urodzony ten rządzi" do "kto ma kasę ten rządzi". Masy rewolucyjne zyskały stosunkowo mało lub wcale na rewolucji. Cui bono, qui prodest.

    2. Rewolucja rosyjska wyrzuciła Rosję z wojny. Czy Ty masz zamiar dyskutować z faktem, że Lenin przyjechał w zapieczętowanym wagonie itd?

    3. Komunizmu oczywiście nie obalił ani Wałęsa ani nawet Solidarność. Inne zdanie?

    4. Kolorowe rewolucje to oczywiście sterowane spektakle które wykorzystały masowy ruch wkurzonych ludzi.

    A wszystkie powyższe to tylko tak na szybko.

    Negowanie inżynierii społecznej i sterowania zza sceny wielkich wydarzeń nie przystoi inteligentnemu człowiekowi. Przeciętnemu zjadaczowi paszy serwowanej przez mainstream tak ale to co On w takim razie robi na tym portalu?

  2. W odpowiedzi Rotorowi. 

    W odpowiedzi Rotorowi. 

    > Wydaje mi sie, ze patrzenie na tego rodzaju zjawiska jako sprawnie wyrezyserowane spektakle, zaplanowane i zagrane przez jakas waska grupe ludzi jest fundamentalnym bledem.

    Wydaje mi sie, że nie patrzenie na tego rodzaju zjawiska jako wyrezyserowane spektakle, zaplanowane przez jakas waska grupe ludzi jest fundamentalnym bledem…
    Gdyby to było jedno zdarzenie moglibyśmy mieć wątpliwości ale scenariusz ten jest regularnie grany a ja podałem tylko najbardziej prominentne przypadki.

    Jeżeli nie zgadzamy się w poniższych faktach to rozmowa faktycznie nie ma sensu bo brakuje punktów wspólnych na których możnaby budowac porozumienie:

    1. Rewolucja francuska umożliwiła oficialne wyjście z feudalizmu z przejściem od schematu "kto ma ziemie, jest dobrze urodzony ten rządzi" do "kto ma kasę ten rządzi". Masy rewolucyjne zyskały stosunkowo mało lub wcale na rewolucji. Cui bono, qui prodest.

    2. Rewolucja rosyjska wyrzuciła Rosję z wojny. Czy Ty masz zamiar dyskutować z faktem, że Lenin przyjechał w zapieczętowanym wagonie itd?

    3. Komunizmu oczywiście nie obalił ani Wałęsa ani nawet Solidarność. Inne zdanie?

    4. Kolorowe rewolucje to oczywiście sterowane spektakle które wykorzystały masowy ruch wkurzonych ludzi.

    A wszystkie powyższe to tylko tak na szybko.

    Negowanie inżynierii społecznej i sterowania zza sceny wielkich wydarzeń nie przystoi inteligentnemu człowiekowi. Przeciętnemu zjadaczowi paszy serwowanej przez mainstream tak ale to co On w takim razie robi na tym portalu?