Reklama

Zresztą napisałam, że tekst ma wartość historyczną, bo te miejsca się zmieniły.

Zresztą napisałam, że tekst ma wartość historyczną, bo te miejsca się zmieniły. Ci, którzy chodzą po Beskidzie Sądeckim wiedzą.

04-08-1963 niedziela

Mieszkamy w domkach kempingowych. Ja mieszkam w piątce

Pod oknem. Na ścianach jest pełno napisów. Ja też muszę coś zostawić. Poszłyśmy na spacer do Czechosłowacji (?). Tam ugryzł mnie pająk. Ale okropnie. Myślałam, że zemdleję. Mam bąbel. Dlatego obrzydła mi Czechosłowacja. Potem, zamiast nad rzekę poszłam do domu. Ale był zamknięty, więc odwiedziłam dziesiątkę i przeczytałam wszystkie napisy na ścianie. Są po prostu świńskie. Wreszcie wlazłam przez okno i zaczęłam porządkować pokój, potem przyszła Jadwiga i tez wgramoliła się przez okno. Jacyś ludzie rozmawiali przed naszym domkiem. My się zaczęłyśmy śmiać, a oni zaczęli się dobijać. Ale w końcu przestali. Siedziałyśmy jeszcze długo i napisałyśmy sprawę sądową, która skazywała Dankę na oddanie jednego pomidora na rzecz poszkodowanych. Wieczorem głupia hołota z przeciwka nie dała spać. Śpiewały do końca doby. Zaczęły się dobijać do naszego domku, wołały „A cóż to za wojacy”, a my im na to „a któż tam się tak spił” Wtedy one odeszły od drzwi, ale zaczęły śpiewać na całe gardło u siebie. Więc wstałam i oblałam je wodą. Jutro idziemy nad Dunajec a po południu do wąwozu Homole.

05-08-1963 poniedziałek

Rano byłam nad Dunajcem. Wyprałam bluzkę w kratkę i trochę się opalałam, ale niedługo. Potem poszłyśmy na obiad. Czekałyśmy około godziny. Potem na obiedzie usiadłam przy stole naprzeciwko interesującego faceta. Spytałam go, czy miejsce jest zajęte, on powiedział, że nie, no to się przysiadłam. Zauważyłam, ze co chwila się na mnie patrzył. Potem poszłyśmy do tego wąwozu. Po drodze jakiś smarkacz rzucał we mnie i Jadwigę pudełkami od zapałek. Jakiś facet z plecakiem  zadał retoryczne pytanie „nie masz nic lepszego do roboty, smarkaczu?” i cisnął w niego kijem. W wąwozie było cudownie. Kamienie, głazy ryzykowne skałki. W końcu doszłyśmy do końca jaru. Zaczęłam robić wycieczki (samotne) celem zwiedzenia polany, na którą wyszłyśmy. W końcu doszłam do pieczary, którą widziałyśmy ze skały, na której zostali inni. Ala powiedziała, że jestem kotem, chodzącym własnymi drogami. Potem poszłyśmy do bacówki, ale nikogo tam nie było. Zejście było makabryczne, Ja się po prostu sturlałam. Potem zrobiłam sobie bacik z sitowia i z niego strzelałam. Do Szczawnicy dojechałyśmy ciężarówką z kilkoma wojskowymi. Na koniec był jeszcze sprint do schroniska po wrzątek. Okazało się, że z łatwością biorę i Jolkę i Ewkę. Myślałam, że lepiej biegają.

06-08-1963 wtorek

Wyruszyłyśmy na Trzy Korony. Zrobiłam horrendalny błąd biorąc spodnie 7/8 i golf. Potem zrobiło się gorąco i musiałam go nieść. Z trzech Koron widziałam czeskie Tatry. Potem poszłyśmy na Górę Zamkową. Acha, zapomniałam, że dałam sobie powróżyć Cygance. Będę żyć 83 lata, wyjdę za mąż i pierwszym dzieckiem będzie syn. Na Zamkowej powiedziano nam, że żył tam przez 20 lat pustelnik. Ze szczytu widać było Sokolicę.  Na Sokolicę wiedzie paskudna droga, za to z Sokolicy widok cudny. Gnamy już do Szczawnicy. Dziewczyny się wyprowadziły, za to wprowadzili się chłopaki. Jeden mi się podobał, ale widziałam go tylko w cieniu. Może będzie fajny w świetle dziennym, może nie. Jutro spływ Dunajcem

07-08-1963 środa

Rano chłopaków już nie było. Do Czorsztyna dojechałyśmy autobusem. Na przystani stało kilku Cyganów i grało. Załadowałyśmy się na tratwy. Jakiś typ zrobił nam zdjęcie i zawołał: proszę pamiętać – 11. Trochę dalej inny Cygan stał po kolana w rzece i rzępolił na skrzypcach. Dostał od nas kilka złotych. Dalej jeszcze jeden strzelał z bata. Czesi wołali do nas Polaki, Polaki spirytus macie? Potem już nikogo na brzegu nie było. Widoki piękne, tylko flisak przewodnik za dużo gadał. Opaliłam się. Po powrocie musiałam się wysmarować kremem. Poszłyśmy na obiad. Na deser wypiłam małe jasne. Ala nic nie powiedziała. Potem do wieczora był wolny czas. Acha, zdjęcie kosztowało 10 złotych. Ale morowo wyszłam.

08-08-1963 czwartek

Co za cuda z pogodą. Rano lało jak z cebra. W związku z tym do Czorsztyna jedziemy autobusem. U Kurpiela w Czorsztynie są podłe warunki. Mycie w rowie, spanie na workach z sianem. Zwiedziłyśmy zamek w Czorsztynie i Nidzicy (przestało już padać). A teraz jedno cudo. Myłam się po raz pierwszy pod studnią na środku rynku. W rowie było mało wody więc poszłyśmy się myć na rynek. Milicjant zwrócił nam uwagę, ale odpowiedziałyśmy mu, że przecież nie jesteśmy rozebrane i myjemy się dlatego, aby nie pobrudzić pościeli w schronisku (cha, cha)

09-08-1963- piątek

Od rana fajnie. Spóźniłyśmy się na autobus, który miał nas zawieźć do Łopusznej, skąd niebieskim szlakiem miałyśmy wchodzić na Turbacz (1300 m npm). Drugi autobus nie chciał nas zabrać, bo miał komplet. Stoimy więc i radzimy, co tu robić. Nagle psorka Zośka mówi, że ona jedzie z jakimś motocyklistą i rzeczywiście wsiadła i pojechała. No nic. Jest nas 21 i czekamy na inne okazje. Zatrzymuje się warszawa. Siedzą tam już wprawdzie jacyś dwaj autostopowicze, ale zgodzili się podwieźć jedną z nas. Ja się decyduję błyskawicznie, zanim się obejrzeli byłam już w samochodzie i jechałam 80 km/godz. szosą w stronę Nowego Targu. Po drodze zapomniałam dokąd mam jechać, ale szofer pamiętał. Jechałam chyba pół godziny, nagle patrzę, tablica z napisem Łopuszna. Przypomniałam sobie, że mam wysiąść koło przystanku autobusowego, a tam stoi psorka Zośka i gada z tym motocyklistą. Podziękowałam, i wysiadłam. Ten motocykl to była Pannonia. Za jakieś pół godziny po mnie przyjechała reszta autobusem jakiejś wycieczki. Wziął po dwa i pół złotego od osoby. No i fajno. Poszłyśmy na Turbacz, droga była najpierw polami, gdzie rosła brukiew. Ala jedną sobie urwała i zjadła, to ja też, bo chciałam spróbować, bo jeszcze nigdy nie jadłam brukwi. Była bardzo dobra, coś jak kalarepka i trochę biała rzodkiewka. Kawałek dalej przy ścieżce stała chata. Miała otwarte okna i ktoś w środku słuchał piosenki Sailor, którą śpiewała Petula Clark. Bardzo się ucieszyłyśmy i zrobiłyśmy tam krótki postój. A ci z chaty puścili jeszcze raz Sailora i jeszcze Locomotion, Oh Carol i Dianę. Potem Ala kazała się zbierać, bo mówiła, że jest jeszcze daleko. Po drodze w lesie były jagody, więc nie szłyśmy szybko. Na Turbaczu wlazłyśmy w chmurę. To jest taka mgła, gęsta i biała jak mleko. Ale schronisko komfortowe, nie ma co. Nawet była umywalnia. Oczywiście wykorzystałam tę gratkę. Łóżka tez były wygodne, koce miękkie i ciepłe. Wyspałam się znakomicie, a nad ranem miałam złudzenie, że jestem w domu.

10-08-1963 sobota

Idziemy do Rabki. To już niestety koniec naszego obozu. Ale ten koniec został uwieńczony nie byle jakim wydarzeniem. Otóż kiedy wyruszyłyśmy rano, na Turbaczu były zwały chmur. Najpierw zgubiłyśmy szlak, a gdy go już znalazłyśmy, okazało się, że zgubiłyśmy Jadwigę. Wyruszyła więc ekspedycja ratunkowa i po 45 minutach szukania i martwienia się, ja ją znalazłam. Zapędziła się daleko czerwonym szlakiem. Ta droga była najdłuższa (7 godzin). Do Rabki przyszłyśmy o godzinie 21:00. Po raz pierwszy na obozie śpię na normalnym, parterowym łóżku. Dwie śpią w domku campingowym. Obok mieszkają same chłopaki.

11-08-1963 niedziela

Kupiłyśmy bilety na Rio Bravo, byłyśmy w muzeum a potem był wolny czas. . Poszłam do domków campingowych były tam nasze dziewczyny i te chłopaki. Sześcioma taliami kart graliśmy w makao. Później w siatkówkę i tak zeszło do wieczora. Po kolacji zeszłam tam jeszcze, bo mnie wołali. Weszliśmy do jednego domku i graliśmy we flirt. Ja flirtowałam z jednym chłopakiem (ciemny blondyn, jak we wróżbie Hanki). Oni jutro idą na Turbacz. My się będziemy jutro nudzić do wieczora. Jedziemy jutro wieczorem o 21:30.

12-08-1963 poniedziałek

Musiałyśmy się spakować i przenieść do domku. Tamten owczy ser już zjadłam a dziś kupiłam sobie 5 małych po złotówce, też je zaraz zjadłam. Cały dzień były takie nudy, że nie da się opisać. Wieczorem poszłyśmy pieszo do Chabówki. Na stacji powiedzieli, że pociąg się spóźni.

Poczekalnia na stacji w Chabówce była pełna. Gwar, dym papierosowy i szarożółte światło z brudnej lampy. Wychodzę na peron i idę wzdłuż, aż do końca. Rosną tam jakieś krzewy i drzewa. Wiatr porusza ich gałęziami, liście szumią. Podoba mi się to, toteż stoję i patrzę. Wiatr przynosi coś jakby stukot kół pociągu. Czekam jeszcze chwilę, żeby się upewnić, potem wracam do poczekalni, żeby powiedzieć Ali, że pociąg nadjeżdża. Miejsc było mało, ale jakoś się pomieściłyśmy. Dnia 13-08-1963 wtorek 0 4:51 byłyśmy w Warszawie.

 

(Ten wiatr szarpiący gałęciami dzew to było widiwisko godne uwagi. Kilka lat później coś takiego zagrało w filmie Antonioniego „Blow up”, u nas „Powiększenie” . Oglądałam ten film wiele razy często wyłącznie dla tej sceny)

http://www.youtube.com/watch?v=7wSvXuSE8Gg&feature=related

Reklama
Poprzedni artykułCzekamy na wyniki? Wyborów i meczów??
Następny artykułDlaczego Bronek niby wygrał, a minę i mowę miał taką, jakby czuł, że będzie jeszcze gorzej

50 KOMENTARZE

  1. Zanudzić? Raczysz żartować
    Zanudzić? Raczysz żartować Lukrecjo.:)

    Tak jakoś, gdy czytam czyjeś (W tym przypadku Twoje) wspomnienia, to myśli ulatują mi w przeszłość i mi się przypomina…Czasy trochę późniejsze, ale wspomnienia podobne.
    Właśnie mi się przypomniało dlaczego tak bardzo chcę pochodzić po swych własnych śladach w Karpaczu. Od czasów LO tam nie byłam. W okolicach tak, ale na sam Karpacz zawsze brakowało czasu. Wrzuciłam monetę, przez lewe ramię, jak obyczaj nakazuje, do fontanny przed Świątynią Wang, żeby tam jeszcze kiedyś wrócić. Może za rok? O Karpaczu przypomina do dziś wyczuwalny guz na czubku głowy i wspomnienie gwiazd przed oczami gdy niebo zakryte chmurami było. Miałam 16 lat…wycieczka i.. Ale to nie mój temat, daruję sobie zatem.:)

    Miałam 16 lat…To może ku przypomnieniu zespół (Grają już 43 lata) z jedyną znaną w Polsce piosenką, choć znany na całym świecie do dziś. Podobno ich koncerty są niesamowite. Bardzo żałuję, że być nie mogłam gdy ostatnio byli w Polsce bo zachorowałam. Zawsze się wzruszam gdy tego słucham.:) Mam ich całą dyskografię dzięki znajomemu ze Szwecji.

    • Brat słuchał Omegi
      Melodię pamiętam. Pamiętam też Zsuzsę Koncz.
      Po krótkim flircie z muzyką tzw. młodzieżową, trwającym do matury, wróciłam do tzw. poważnej, ale pamiętam, że w tej tzw młodzieżowej wiele rzeczy było znakomitych. Na przykład to, co tu zamieściłaś.

      • Spektrum moich zainteresowań
        Spektrum moich zainteresowań muzycznych jest tak szerokie Lukrecjo, że nie jestem w stanie wymienić co lubię bardziej. Wiem czego nie lubię. Wszystko zależy od nastroju. Klasyczną, zwaną poważną, choć operetka np. poważna nie jest, też bardzo.:) A do mojego ukochanego rocka bym Cię przekonała bez problemu, jak mniemam.:) Choćby takimi perełkami jak zacytowana przeze mnie “Dziewczyna o perłowych włosach” Omegi.:) Nie zamykaj się w klatce. Muzyka nie jedno ma imię i większość z nich brzmi pięknie. Następnym razem przedstawię Ci coś metalowego.:)

      • Tak Tetryku, ale to było już
        Tak Tetryku, ale to było już trochę później i poza tym nic. CISZA. Dobrze pamiętasz.:)

        Varázslatos, fehér kő (White magic stone) (Czarodziejski biały kamień) [1998] Konia z rzędem temu kto zapamięta tytuły po węgiersku.:)

        Wtedy równie ważną rolę jak muzyka odgrywał tekst.

        Czarodziejski biały kamień
        Pewnego popołudnia
        Chłopca znudziły zabawki, stanął, zmrużył oczy
        Powoli ruszył na wymyślonym koniu
        Może to pomoże na nudę
        Spojrzał i zobaczył wielki kamień
        Czarodziejski biały kamień przy nodze
        Chłopiec przestał się bawić z kolegami
        Czeka na niego czarodziejski kamień

        Ten, który wybierał
        Sam został wybrany
        Podniósł kamień i poznał ciężar życia

        Już nigdy nie stanął, zawsze był w drodze
        Zawsze chciał więcej niż inni i więcej dostawał
        Poza czarodziejskim kamieniem porzucał wszystko
        Tylko temu był wierny
        Setki ludzi liczą na to, że wróci, a on opuścił ich tysiące
        Na jego ramionach niewidoczny kamień odcisnął piętno
        Niesie ciężar, który tylko on widzi
        Niesie aż do końca

        Ten, który wybierał
        Sam został wybrany
        Podniósł kamień i poznał ciężar życia

        Stare serce nie bije już jak szalone
        Na jego twarzy igra niewinny uśmiech
        Szara gruda uwiera w nogę
        Czeka na świt
        Słabe światło delikatnie pada na jego głowę
        Uwolnił się od tego ciężaru
        Twardy kamień powoli rozmył się w mgle
        Nieoczekiwanie zniknął…

        Ten, który wybierał
        Sam został wybrany
        Podniósł kamień i poznał ciężar życia

        • Heh, kiedyś słowa były ważne…
          Ale powiem ci, że znam osoby które dobrze pamiętając melodie sprzed lat dopiero teraz odkrywają przypisane do nich słowa (albo i nie odkrywają) 😉
          Czasem myślę sobie, że wtedy też było dużo śpiewanej konfekcji – na szczęście nie znając angielskiego nie poznawaliśmy się na tym. Teraz wracamy tylko do tych tekstów które przetrwały próbę czasu.
          Oczywiście węgierskich tekstów ni w ząb nie rozumiałem. Dzięki za treść!

          • Z tego, co tu przytaczam
            była raczej tylko konfekcja. Dodatkowo tego się tylko słuchało, więc się nie wiedziało, jakie to smieszne. Sedakę zobaczyłam dopiero teraz na youtubie.
            Naszych nie było. Majdaniec, Stanek, Niemen to lata następne.
            Albo coś, co by pasowało Maryla Rodowicz i Gdzie są te łąki to rok 1972

            Skaldowie z Krywaniem, Niemen i Lipowa łyżka i całe “Na szkle malowane” też lata siedemdziesiąte

          • Bywali też tacy Tetryku,
            Bywali też tacy Tetryku, którzy chcąc wiedzieć czego słuchają zaczynali uczyć się języków, albo wykorzystywali innych do tłumaczenia. Tym sposobem mam np. dyskografię Herberta Grönemeyera przetłumaczoną przez Przyjaciela z Willingen, który usiłował zarazić mnie miłością do języka niemieckiego.:)

  2. Zanudzić? Raczysz żartować
    Zanudzić? Raczysz żartować Lukrecjo.:)

    Tak jakoś, gdy czytam czyjeś (W tym przypadku Twoje) wspomnienia, to myśli ulatują mi w przeszłość i mi się przypomina…Czasy trochę późniejsze, ale wspomnienia podobne.
    Właśnie mi się przypomniało dlaczego tak bardzo chcę pochodzić po swych własnych śladach w Karpaczu. Od czasów LO tam nie byłam. W okolicach tak, ale na sam Karpacz zawsze brakowało czasu. Wrzuciłam monetę, przez lewe ramię, jak obyczaj nakazuje, do fontanny przed Świątynią Wang, żeby tam jeszcze kiedyś wrócić. Może za rok? O Karpaczu przypomina do dziś wyczuwalny guz na czubku głowy i wspomnienie gwiazd przed oczami gdy niebo zakryte chmurami było. Miałam 16 lat…wycieczka i.. Ale to nie mój temat, daruję sobie zatem.:)

    Miałam 16 lat…To może ku przypomnieniu zespół (Grają już 43 lata) z jedyną znaną w Polsce piosenką, choć znany na całym świecie do dziś. Podobno ich koncerty są niesamowite. Bardzo żałuję, że być nie mogłam gdy ostatnio byli w Polsce bo zachorowałam. Zawsze się wzruszam gdy tego słucham.:) Mam ich całą dyskografię dzięki znajomemu ze Szwecji.

    • Brat słuchał Omegi
      Melodię pamiętam. Pamiętam też Zsuzsę Koncz.
      Po krótkim flircie z muzyką tzw. młodzieżową, trwającym do matury, wróciłam do tzw. poważnej, ale pamiętam, że w tej tzw młodzieżowej wiele rzeczy było znakomitych. Na przykład to, co tu zamieściłaś.

      • Spektrum moich zainteresowań
        Spektrum moich zainteresowań muzycznych jest tak szerokie Lukrecjo, że nie jestem w stanie wymienić co lubię bardziej. Wiem czego nie lubię. Wszystko zależy od nastroju. Klasyczną, zwaną poważną, choć operetka np. poważna nie jest, też bardzo.:) A do mojego ukochanego rocka bym Cię przekonała bez problemu, jak mniemam.:) Choćby takimi perełkami jak zacytowana przeze mnie “Dziewczyna o perłowych włosach” Omegi.:) Nie zamykaj się w klatce. Muzyka nie jedno ma imię i większość z nich brzmi pięknie. Następnym razem przedstawię Ci coś metalowego.:)

      • Tak Tetryku, ale to było już
        Tak Tetryku, ale to było już trochę później i poza tym nic. CISZA. Dobrze pamiętasz.:)

        Varázslatos, fehér kő (White magic stone) (Czarodziejski biały kamień) [1998] Konia z rzędem temu kto zapamięta tytuły po węgiersku.:)

        Wtedy równie ważną rolę jak muzyka odgrywał tekst.

        Czarodziejski biały kamień
        Pewnego popołudnia
        Chłopca znudziły zabawki, stanął, zmrużył oczy
        Powoli ruszył na wymyślonym koniu
        Może to pomoże na nudę
        Spojrzał i zobaczył wielki kamień
        Czarodziejski biały kamień przy nodze
        Chłopiec przestał się bawić z kolegami
        Czeka na niego czarodziejski kamień

        Ten, który wybierał
        Sam został wybrany
        Podniósł kamień i poznał ciężar życia

        Już nigdy nie stanął, zawsze był w drodze
        Zawsze chciał więcej niż inni i więcej dostawał
        Poza czarodziejskim kamieniem porzucał wszystko
        Tylko temu był wierny
        Setki ludzi liczą na to, że wróci, a on opuścił ich tysiące
        Na jego ramionach niewidoczny kamień odcisnął piętno
        Niesie ciężar, który tylko on widzi
        Niesie aż do końca

        Ten, który wybierał
        Sam został wybrany
        Podniósł kamień i poznał ciężar życia

        Stare serce nie bije już jak szalone
        Na jego twarzy igra niewinny uśmiech
        Szara gruda uwiera w nogę
        Czeka na świt
        Słabe światło delikatnie pada na jego głowę
        Uwolnił się od tego ciężaru
        Twardy kamień powoli rozmył się w mgle
        Nieoczekiwanie zniknął…

        Ten, który wybierał
        Sam został wybrany
        Podniósł kamień i poznał ciężar życia

        • Heh, kiedyś słowa były ważne…
          Ale powiem ci, że znam osoby które dobrze pamiętając melodie sprzed lat dopiero teraz odkrywają przypisane do nich słowa (albo i nie odkrywają) 😉
          Czasem myślę sobie, że wtedy też było dużo śpiewanej konfekcji – na szczęście nie znając angielskiego nie poznawaliśmy się na tym. Teraz wracamy tylko do tych tekstów które przetrwały próbę czasu.
          Oczywiście węgierskich tekstów ni w ząb nie rozumiałem. Dzięki za treść!

          • Z tego, co tu przytaczam
            była raczej tylko konfekcja. Dodatkowo tego się tylko słuchało, więc się nie wiedziało, jakie to smieszne. Sedakę zobaczyłam dopiero teraz na youtubie.
            Naszych nie było. Majdaniec, Stanek, Niemen to lata następne.
            Albo coś, co by pasowało Maryla Rodowicz i Gdzie są te łąki to rok 1972

            Skaldowie z Krywaniem, Niemen i Lipowa łyżka i całe “Na szkle malowane” też lata siedemdziesiąte

          • Bywali też tacy Tetryku,
            Bywali też tacy Tetryku, którzy chcąc wiedzieć czego słuchają zaczynali uczyć się języków, albo wykorzystywali innych do tłumaczenia. Tym sposobem mam np. dyskografię Herberta Grönemeyera przetłumaczoną przez Przyjaciela z Willingen, który usiłował zarazić mnie miłością do języka niemieckiego.:)

    • dla uzupełnienia mojego
      dla uzupełnienia mojego stanowiska wobec gór, to gdym dziecięciem był , byłem tam prowadzany. Gdy troszkę podrosłem stwierdziłem po kiego włazić by potem złazić i nawet nie wiadomo, które gorsze. Co nie znaczy, że nie bywam, sporadycznie.
      Góry to i owszem ale tam jakaś gazdówka z wyszynkiem, koniecznie niezbyt wysoko położona.
      A co do tamtych prywatkowych klimatów, to może to:

    • dla uzupełnienia mojego
      dla uzupełnienia mojego stanowiska wobec gór, to gdym dziecięciem był , byłem tam prowadzany. Gdy troszkę podrosłem stwierdziłem po kiego włazić by potem złazić i nawet nie wiadomo, które gorsze. Co nie znaczy, że nie bywam, sporadycznie.
      Góry to i owszem ale tam jakaś gazdówka z wyszynkiem, koniecznie niezbyt wysoko położona.
      A co do tamtych prywatkowych klimatów, to może to:

  3. Ucztę dziś przyrządziłaś
    Masz więcej? Bo nadal jest apetyt!

    Z tymi wróżkami to trzeba naprawde uważać. Co mi wróżka powiedziała niemal 30 lat temu, spełnia się. Nawet chronologia jest ścisła.

    Zajrzę do mojego pamiętnika, który jest w domu i wiele razy miałam go w rękach, nie otwierając. Ciekawe, co w nim jest. Wstydzić się już nie trzeba 🙂 Chyba, że przed synem młodzianem – może już o mamusi poczytał 🙂

    • Wierzyć we wróżby Solano?
      Wierzyć we wróżby Solano? Mnie 14-letniej Cyganka wywróżyła, że umrę gdy skończę lat 16.:) Skończyłam dawno temu. Mam dwie opcje do wyboru w związku z tym faktem. Pierwsza, że sprawdziło się, bo nie podała mi kiedy to nastąpi dokładnie, tylko, że po 16-tych urodzinach. Druga to taka, że jestem duchem.:)

        • Nie wiem Lukrecjo. Czy Anioły
          Nie wiem Lukrecjo. Czy Anioły cierpią? Czy się buntują, nie zgadzają na? Jeśli tak, to…Bez sensu to wszystko. Anioły dołów zapewne nie mają. Ja miewam. Wniosek. Aniołem nie jestem.

          Dawno temu wyczytało mi się, że się czasem wcielają żeby zobaczyć jak to jest być człowiekiem. Jeśli tak jest w moim przypadku, to…przechlapane…Chociaż i radości sporo w tym jest, że o seksie nie wspomnę.:) 😉

          To oczywiście pół żartem, pół serio, ale przecież wiesz.:)

          • Ta druga ewentualność
            pasowałaby. Czyli ta twoja wróżka raczej była do kitu, albo miała zły dzień. Bo żebt tak enigmatycznie “po 16 roku życia”.

  4. Ucztę dziś przyrządziłaś
    Masz więcej? Bo nadal jest apetyt!

    Z tymi wróżkami to trzeba naprawde uważać. Co mi wróżka powiedziała niemal 30 lat temu, spełnia się. Nawet chronologia jest ścisła.

    Zajrzę do mojego pamiętnika, który jest w domu i wiele razy miałam go w rękach, nie otwierając. Ciekawe, co w nim jest. Wstydzić się już nie trzeba 🙂 Chyba, że przed synem młodzianem – może już o mamusi poczytał 🙂

    • Wierzyć we wróżby Solano?
      Wierzyć we wróżby Solano? Mnie 14-letniej Cyganka wywróżyła, że umrę gdy skończę lat 16.:) Skończyłam dawno temu. Mam dwie opcje do wyboru w związku z tym faktem. Pierwsza, że sprawdziło się, bo nie podała mi kiedy to nastąpi dokładnie, tylko, że po 16-tych urodzinach. Druga to taka, że jestem duchem.:)

        • Nie wiem Lukrecjo. Czy Anioły
          Nie wiem Lukrecjo. Czy Anioły cierpią? Czy się buntują, nie zgadzają na? Jeśli tak, to…Bez sensu to wszystko. Anioły dołów zapewne nie mają. Ja miewam. Wniosek. Aniołem nie jestem.

          Dawno temu wyczytało mi się, że się czasem wcielają żeby zobaczyć jak to jest być człowiekiem. Jeśli tak jest w moim przypadku, to…przechlapane…Chociaż i radości sporo w tym jest, że o seksie nie wspomnę.:) 😉

          To oczywiście pół żartem, pół serio, ale przecież wiesz.:)

          • Ta druga ewentualność
            pasowałaby. Czyli ta twoja wróżka raczej była do kitu, albo miała zły dzień. Bo żebt tak enigmatycznie “po 16 roku życia”.