Reklama

Pięknie się zmieniły czasy i tak się składa, że mam pełen mandat, aby o tej zmianie pisać. W marcu i kwietniu 2020 roku, było nas może 123, którzy pisali, że mamy do czynienie z jedną wielką mistyfikacją pod zamówienie tłustych misiów, a nie pandemią. Wówczas wszystkich 123 gnojono nieludzko i masowo, bo 99% dało się ponieść strachowi i opowieściom o żelaznym wilku. Nie da się tego doświadczenia porównać z niczym innym, tak samotny, ale też pewny swoich przekonań nie byłem nigdy wcześniej. Dziś prawie wszystkie marcowe oceny sytuacji, mojego autorstwa, są powtarzane przez większość. Śmiech z przyłbic, DDM–ów i szydzenie z „umierania pod respiratorem” stało się powszechne. Rok temu za to dostawało się wyrok śmierci cywilnej, teraz to społeczna norma.

Czy czujesz się bohaterem? Takie pytanie zwykle pada, gdy ktoś robi niby zwyczajną rzecz, ale jednak niewielu się na to decyduje. Odpowiedzi zazwyczaj są skromne, że nie, że tak zachowałby się każdy. Moja odpowiedź będzie zupełnie inna. Czuję się nie tylko bohaterem, czuję się herosem, gigantem, bo przejść przez to wszystko niemal samotnie, to nie była bułka z masłem, tylko wielkie wyzwanie. Tutaj: „każdy by zrobił na moim miejscu to samo” nie ma żadnego zastosowania, ponieważ prawie nikt nie zrobił tego samego. Z pozycji herosa, na którą ciężko zapracowałem, mam do zakomunikowania dwie rzeczy. Po pierwsze cieszę się i wyrażam pełną satysfakcję, że samotność zamieniła się w tłum. Nie mam pretensji do ludzi, że ulegli tak gigantycznej presji psychologicznej, opartej na parszywych szantażach emocjonalnych. Po drugie wyrażam równie wielką satysfakcję, że kij odwrócił się drugim końcem i teraz życia nie mają „pandemiczni” celebryci i pozostałe miernoty, które jeszcze nie tak dawno obżerały się pizzą w pustych szpitalach i nagrywały głupkowate filmiki z rodzajami osłon na usta i nos. Czasy się zmieniły, w dodatku bezpowrotnie i trend jest jasny. Największe oszołomy „pandemii” zostały tytanami intelektu i przyzwoitości, najwięksi „eksperci” i „okrągłoziemcy” robią za pośmiewisko.

Reklama

Powinienem przytoczyć przekrojowe badania na tak radykalną tezę, ale to widać na każdym kroku, wystarczy wejść na dowolne forum w Internecie. Tylko dziś dwóch dostało tak po tyłku, jak w marcu zbierali „mordercy”, którzy odwiedzali swoich rodziców i dziadków. Andrusiewicz odważył się napisać coś o kiju i marchewce i ma szczęście, że nie trafił na żywych ludzi, na przykład na ulicy, tylko wypluł swoje bezczelne projekcje wirtualnie. Jakiś „drwal” w rurkach pochwalił się przyjęciem szczepionki i zamiast braw na balkonie tak zebrał po zadzie, że zaczął płakać nad „hejtem”. Ludzie mają dość i tracą cierpliwość, co przekłada się na bardzo wygórowane oczekiwania. Padają hasła bojowe, aby na śmierć zaszczuty naród nagle zdjął maski i wywiózł Niedzielskiego na taczkach z gnojem. Oby tak się stało, ale dla mnie to, co się dzieje już jest radykalną odmianą, bo do dziś mi huczą w uszach wyzwiska z marca i kwietnia, a także modlitwy „covidowe” za „umierających pod respiratorami”. Zawsze należy sięgać po najwyższe cele, jednak warto też doceniać duży krok we właściwym kierunku i takim krokiem jest fakt, że na „pandemii” żaden dupek już się nie wylansuje i „lajków” nie zbierze. Podobnych procesów nie da się przecenić, bo wszystkie przemiany społeczne zaczynają się i kończą na zmianie świadomości.

Jakichś 10-30% ogłupionych nie da się z tej paranoi wyciągnąć bez jasnego komunikatu ze strony lokalnych i światowych mediów, ale 70% wytarłoby maseczkami podłogę, gdyby nie było obowiązku i strachu przed policyjnymi represjami. Idzie to wszystko w bardzo dobrą stronę, co widać też po „III fali”, głownie śmiechu i przekleństw. Za chwilę minie rok od tego propagandowego ścieku i nikomu nie uda się ludzi utrzymać w powadze przy tak długim czasie i gdy każdego dnia kolejni „pandemiczny” idioci otwierają gęby. Kurtyna opadła, kto miał zobaczyć, że za kurtyną nic nie ma, ten zobaczył, pozostali niech się w tym teatrzyku zatopią i odizolują od normalnych. Resztę zrobi wiosna i słońce.

Reklama

51 KOMENTARZE

  1. W marcu AD. 2020 nie stanowiliśmy zapewne nawet jednego procenta społeczeństwa. Nieco ludzi odzyskało zdrowy rozsądek, lecz do powstania metaforycznej masy krytycznej jest jeszcze daleko. Zachowałem sobie maile z tamtego czasu, gdy fałszywa pandemia dopiero się zaczynała. Niestety, nikogo wówczas do swoich racji nie zdołałem przekonać. Jakbym rozmawiał z zaprogramowanymi cyborgami. Dosłownie żaden argument do nich nie trafiał, z resztą większość nadal wierzy w tą mistyfikację. Niejaki piasek, celowo pisany z małej litery, ostatnio lansował się na kowidowego męczennika. Od niedzieli wchodzą w życie kolejne debilne i rzecz jasna szkodliwe zarządzenia. Zatem do przebudzenia większości wiedzie długa i wyboista droga. Nie wprowadziliby nowych tzw. obostrzeń, gdyby czuli, że zdecydowana większość Polaków już kipi gniewem.