Reklama

“A jednak często jest,
że ktoś słowem złym
zabija tak, jak nożem.”


“A jednak często jest,
że ktoś słowem złym
zabija tak, jak nożem.”

Pałętam się w sieci od lat ponad 10-u. Od początku osoby w niej piszące traktuję nie jak nicki, ale żywych ludzi, z którymi mam możliwość porozmawiać. Jedyna różnica z tak zwanym realem jest taka, że nie widzę kto to taki. Jak to w życiu, z jednymi się zgadzam, z innymi nie, niektórym nie chce mi się odpowiadać, większość polubiłam. Ich wypowiedzi są dla mnie tym cenniejsze im bardziej poszerzają moje horyzonty. Moje zdanie znam, chętnie poznam różne od mojego. Nie wykluczam, że komuś uda się przekonać mnie do swojego.

Temat moim zdaniem wykracza poza zachowania portalowo-forumowo-blogowe. Należałoby raz jeszcze zweryfikować swoje poglądy na temat Obrony Koniecznej. Nie wolno jej przekraczać, to wbrew prawu a ja jestem obywatelką praworządną. Gromko krzyknę NIE! Tylko czy zawsze?, w każdej sytuacji zachowam się zgodnie ze swoim praworządnym przekonaniem? Oto jest pytanie.

Od czasu do czasu pojawia się w środkach masowego przekazu tekst o tym jak to ktoś gdzieś tam przekroczył. Np. Dziewczyna gwałcona zbiorowo, jednego z sympatycznych panów zabija. Wszyscy się oburzamy, bo postąpiła wbrew prawu przekraczając? Nie potrzebuję nadwyrężać wyobraźni żeby zobaczyć reakcję tych, którzy gdy ich to nie dotyczy, jak jeden mąż i jedna żona zawołają Szkoda, że nie ma kary śmierci, dożywocie dla morderczyni to za mało. Sama sobie winna. Mogła nie zakładać mini, nie przechodzić tamtędy i nie prowokować za ostrym makijażem. Gdyby tak się zachowała to miłym panom do głowy by nie przyszło żeby ją gwałcić. Wyglądała jak prostytutka, prowokowała, a czy “Prostytutkę można zgwałcić?”

Nie ukrywam, że mimo, a może dlatego, że, zgodnie ze swoimi ugruntowanymi przekonaniami, mam wątpliwości. Nie zawsze wiem, człowiekiem będąc, jak bym się zachowała w podobnej sytuacji. Broniłabym się jak przykładowa zgwałcona dziewczyna, czy może postąpiłabym jak pewien emeryt, który napadnięty przez trzech młodzieńców, dwóch z nich zranił. Jeden nie zgłosił się po pomoc na pogotowie ratunkowe i wykrwawił się w bramie. Starszy pan nie umiał pogodzić się z odebraniem, w samoobronie, życia młodzieńcowi i powiesił się w szpitalu.

Przykłady zbyt drastyczne? Być może. Chociaż… Zaczyna się od spraw pozornie nie istotnych a potem…Jak się powie A to….
Jak dołożę do tego ciągnące się latami sprawy w sądach itp…itd…to…Mała szkodliwość społeczna?

Nie czuję się upoważniona do mówienia komukolwiek co jest w danej sytuacji dopuszczalne a co nie. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Moje miejsce jak na razie jest ciche i bezpieczne. Na razie. Zawsze ktoś mi kiedyś może powiedzieć, że miałam za krótką spódniczkę i sprowokowałam.

Zazdroszczę wszystkim, którzy wątpliwości nie mają. Zazdroszczę, bo pewni swoich racji zawsze i wszędzie, mogą spać spokojnie. Mam tylko jeszcze jedno ale…Nie jestem pewna czy z kimś takim nie bałabym się pójść ciemną nocą, nawet przez własny ogródek. Istnieje realna możliwość, że ktoś taki wyciągnie Kodeks, znajdzie odpowiednie paragrafy i stwierdzając, że stając w mojej obronie narazi się na ich przekroczenie, jak najszybciej oddali się z miejsca zdarzenia.

Dziwny jest ten świat…

Reklama
Poprzedni artykułten Wasz niedorobiony Guru wycial mi z blogu…
Następny artykułList Powitalny !!

26 KOMENTARZE

  1. Jak
    zwykle Jasmine, wypada mi, milcząco zgodzić się z tym, co napisałaś.

    Mnie chwilami ogarnia obawa i to spora obawa, że jeśli tej bardzo lubianej osobie – choć znanej tylko przez sieć – dzieje się jakaś krzywda, lub coś strasznego ją spotkało, to człowiek zostaje z tym wszystkim praktycznie bezradny. Niby każdy ma rodzinę. Bliższą, bądź dalszą. Ale czy zawsze i w każdych okolicznościach, może na nią liczyć?

    Nagle jest cisza. Przeraźliwie długa cisza. Choć w ciągu życia, to pewnie chwila. Ale ten fatalnie szybki świat nauczył nas i przystosował, że zawsze musimy być dostępni. Wszystko ma być poukładane i policzone, co do minuty. Plany wymagają realizacji i nie ma tu miejsca na gorsze samopoczucie, gdyż wciąż trzeba walczyć. O siebie, o innych. By żyć.

    Wiem, że nie jestem w stanie ustrzec swoich najbliższych choćby, przed wszystkimi niebezpieczeństwami tego świata. Ba, sam mam wątpliwości, czy potrafiłbym przed nimi wszystkimi obronić się.
    A pomimo, że jestem tego świadom, nie potrafię się z tym pogodzić.

    Pozdrawiam serdecznie

  2. Jak
    zwykle Jasmine, wypada mi, milcząco zgodzić się z tym, co napisałaś.

    Mnie chwilami ogarnia obawa i to spora obawa, że jeśli tej bardzo lubianej osobie – choć znanej tylko przez sieć – dzieje się jakaś krzywda, lub coś strasznego ją spotkało, to człowiek zostaje z tym wszystkim praktycznie bezradny. Niby każdy ma rodzinę. Bliższą, bądź dalszą. Ale czy zawsze i w każdych okolicznościach, może na nią liczyć?

    Nagle jest cisza. Przeraźliwie długa cisza. Choć w ciągu życia, to pewnie chwila. Ale ten fatalnie szybki świat nauczył nas i przystosował, że zawsze musimy być dostępni. Wszystko ma być poukładane i policzone, co do minuty. Plany wymagają realizacji i nie ma tu miejsca na gorsze samopoczucie, gdyż wciąż trzeba walczyć. O siebie, o innych. By żyć.

    Wiem, że nie jestem w stanie ustrzec swoich najbliższych choćby, przed wszystkimi niebezpieczeństwami tego świata. Ba, sam mam wątpliwości, czy potrafiłbym przed nimi wszystkimi obronić się.
    A pomimo, że jestem tego świadom, nie potrafię się z tym pogodzić.

    Pozdrawiam serdecznie

  3. Recepta
    W innym miejscu, innym poście, innym wątku pozwoliłem sobie nie zrozumieć Twojej logiki. Teraz również. Przedstawiając przykłady, jak twierdzisz drastyczne, mieszasz w mojej opinii pojęcia: obrona konieczna, poczucie sprawiedliwości, zemsta, premedytacja. Kobieta gwałcona łapie coś tam w rękę i zabija gwałciciela – obrona konieczna. Kobieta zgwałcona, po kilku dniach zabija jednego z napastników – premedytacja, a nie obrona konieczna. Rozumiem, że z zemsty, z żalu, że gwałciciel nie został odpowiednio ukarany. Ale to nie jest obrona konieczna.
    Wyrywa Ci ktoś na ulicy torebkę – bronisz własności i używasz np gazu – ktoś się przewraca, uderza głową o bruk – nieszczęście, ale w/g mojej opinii – obrona konieczna. Jeśli jednak wyciągniesz broń i strzelisz mu w głowę, no to sorry… Spacer z Tobą wieczorem przez ogródek byłby nie lada wyzwaniem intelektualnym, bo jak tu zadowolić kobietę, która nie oczekuje w sytuacji zagrożenia działania odpowiedniego do sytuacji, a rock-and-roll’a słonia w składzie miśnieńskiej porcelany. Podanymi przez Ciebie przykładami możesz podnieść atmosferę dyskusji ale to nie jest potrzebne, bo świetnie władasz piórem i czytanie Twoich tekstów jest prawdziwą przyjemnością. A poważnie – ten wątek został wywołany atmosferą na tym portalu. Tu nie występuje ani jeden moment, który wyczerpuje znamiona obrony koniecznej. Tu jest w tej chwili magiel słowny ludzi nie dojrzałych. Można w moim pojęciu dać się ponieść temperamentowi w czasie rzeczywistym i dyskusji na czacie, w wątku. Ale ciągnąć to tygodnie?
    A poza tym, Wasz -(tak, Wasz, nie tylko MK) portal zmusza do poszukiwań w internecie tekstów ludzi mądrych i wartościowych, których stąd wykopaliście. Nie jest Ci ich żal? Może nie ich, oni radzą sobie wyśmienicie. Nie żal Ci renomy tego portalu, który jest coraz powszechniej odbierany jako otwarty inaczej? Oczywiście, zwiększa to klikalność na zasadzie – zerknij, znów się żrą? Ile dziś płacą za dane osobowe? Nie MK płaci. Wszyscy administratorzy, bo firmujecie ten portal swoimi nazwiskami – pseudonimami. Właściwie mnie, takiemu tam czytaczowi – nie piszącemu – powinno być wszystko jedno co się tutaj dzieje, a atmosfera tu panująca najwyżej mogłaby być podstawą do studium psychologicznego jak zmiany właścicielskie (free lancer – owner) wpływają na zmiany charakteru słabych emocjonalnie ludzi. Tak mnie jednak wychowano kiedyś tam, że nie jest mi czasem, cholera, wszystko jedno. Nie potraktuj więc proszę tej odpowiedzi jako krytyki czegokolwiek, a już własnej osoby to nigdy – nigdy.
    Aleksander Słoczyński

    • Giejtawo
      Proszę Cię o

      Giejtawo
      Proszę Cię o cierpliwość. Twój komentarz wymaga ode mnie przemyślenia pewnych spraw. W tej chwili nie jestem w stanie odpowiedzieć, miotają się we mnie sprzeczne myśli, muszę je w sobie poukładać, żeby jutro nie zawołać To nie tak! Poruszasz kilka wątków, każdy z nich wymaga zastanowienia, nie działania, jak to u mnie bywa w zwyczaju, pod wpływem emocji.
      Teraz tylko powiem, że nie traktuję Twojej odpowiedzi jako atak, “nigdy – nigdy”.

      Na dzień dzisiejszy cieszę się, że tu trafiłam. Nie tylko dlatego, że poznałam na portalu kilka osób z którymi mam nadzieję nie zerwać kontaktu także wtedy gdy z jakichś przyczyn stąd odejdę. Przede wszystkim dlatego, że mam okazję dowiedzieć się czegoś o sobie. Zauważyłam cechę, która nas łączy, poza unikaniem pyskówek, mi też nie jest wszystko jedno.

  4. Recepta
    W innym miejscu, innym poście, innym wątku pozwoliłem sobie nie zrozumieć Twojej logiki. Teraz również. Przedstawiając przykłady, jak twierdzisz drastyczne, mieszasz w mojej opinii pojęcia: obrona konieczna, poczucie sprawiedliwości, zemsta, premedytacja. Kobieta gwałcona łapie coś tam w rękę i zabija gwałciciela – obrona konieczna. Kobieta zgwałcona, po kilku dniach zabija jednego z napastników – premedytacja, a nie obrona konieczna. Rozumiem, że z zemsty, z żalu, że gwałciciel nie został odpowiednio ukarany. Ale to nie jest obrona konieczna.
    Wyrywa Ci ktoś na ulicy torebkę – bronisz własności i używasz np gazu – ktoś się przewraca, uderza głową o bruk – nieszczęście, ale w/g mojej opinii – obrona konieczna. Jeśli jednak wyciągniesz broń i strzelisz mu w głowę, no to sorry… Spacer z Tobą wieczorem przez ogródek byłby nie lada wyzwaniem intelektualnym, bo jak tu zadowolić kobietę, która nie oczekuje w sytuacji zagrożenia działania odpowiedniego do sytuacji, a rock-and-roll’a słonia w składzie miśnieńskiej porcelany. Podanymi przez Ciebie przykładami możesz podnieść atmosferę dyskusji ale to nie jest potrzebne, bo świetnie władasz piórem i czytanie Twoich tekstów jest prawdziwą przyjemnością. A poważnie – ten wątek został wywołany atmosferą na tym portalu. Tu nie występuje ani jeden moment, który wyczerpuje znamiona obrony koniecznej. Tu jest w tej chwili magiel słowny ludzi nie dojrzałych. Można w moim pojęciu dać się ponieść temperamentowi w czasie rzeczywistym i dyskusji na czacie, w wątku. Ale ciągnąć to tygodnie?
    A poza tym, Wasz -(tak, Wasz, nie tylko MK) portal zmusza do poszukiwań w internecie tekstów ludzi mądrych i wartościowych, których stąd wykopaliście. Nie jest Ci ich żal? Może nie ich, oni radzą sobie wyśmienicie. Nie żal Ci renomy tego portalu, który jest coraz powszechniej odbierany jako otwarty inaczej? Oczywiście, zwiększa to klikalność na zasadzie – zerknij, znów się żrą? Ile dziś płacą za dane osobowe? Nie MK płaci. Wszyscy administratorzy, bo firmujecie ten portal swoimi nazwiskami – pseudonimami. Właściwie mnie, takiemu tam czytaczowi – nie piszącemu – powinno być wszystko jedno co się tutaj dzieje, a atmosfera tu panująca najwyżej mogłaby być podstawą do studium psychologicznego jak zmiany właścicielskie (free lancer – owner) wpływają na zmiany charakteru słabych emocjonalnie ludzi. Tak mnie jednak wychowano kiedyś tam, że nie jest mi czasem, cholera, wszystko jedno. Nie potraktuj więc proszę tej odpowiedzi jako krytyki czegokolwiek, a już własnej osoby to nigdy – nigdy.
    Aleksander Słoczyński

    • Giejtawo
      Proszę Cię o

      Giejtawo
      Proszę Cię o cierpliwość. Twój komentarz wymaga ode mnie przemyślenia pewnych spraw. W tej chwili nie jestem w stanie odpowiedzieć, miotają się we mnie sprzeczne myśli, muszę je w sobie poukładać, żeby jutro nie zawołać To nie tak! Poruszasz kilka wątków, każdy z nich wymaga zastanowienia, nie działania, jak to u mnie bywa w zwyczaju, pod wpływem emocji.
      Teraz tylko powiem, że nie traktuję Twojej odpowiedzi jako atak, “nigdy – nigdy”.

      Na dzień dzisiejszy cieszę się, że tu trafiłam. Nie tylko dlatego, że poznałam na portalu kilka osób z którymi mam nadzieję nie zerwać kontaktu także wtedy gdy z jakichś przyczyn stąd odejdę. Przede wszystkim dlatego, że mam okazję dowiedzieć się czegoś o sobie. Zauważyłam cechę, która nas łączy, poza unikaniem pyskówek, mi też nie jest wszystko jedno.