Reklama

Każdy sobie odpowie na tytułowe

Każdy sobie odpowie na tytułowe pytanie we własnym zakresie, żyjemy w wolnym kraju, ja tylko sobie zoologicznym plunę jadem. Jest jedna dziedzina, w której u nas nie jest tak źle jak w szerokim świcie. Gdy wziąć w obroty takiego zwykłego szaraczka, to z nim się specjalnie nie dyskutuje. Weźmy na przykład takiego króliczka jak ja. Nie tak dawno otrzymałem jakiś urzędowy papier, że mam dostarczyć inny papier, a jeśli tego nie zrobię we wskazanym terminie, zostanę potraktowany odpowiednim paragrafem. Otrzymałem wezwanie, otrzymałem pouczenie i nie dyskutując z państwem prawa podrzuciłem przy okazji jakiś tam świstek, mówię jakiś, bo naprawdę nie pamiętam co to było, coś wyjątkowo nieistotnego, również dlatego, że taki króliczek jak ja istotny nie jest. Teraz czytam, że Barack Obama do dziś nie dostarczył pełnego aktu urodzenia potwierdzającego jego narodziny na ziemi amerykańskiej. Nie jest to byle kto, nie jest szarym króliczkiem, jest brązowym tygryskiem, mocarzem, prezydentem mocarstwa, laureatem Nobla na zaś i powszechnie rozpoznawanym osobnikiem. Grozi mu ekskomunika z urzędu, a jakiś tam gubernator straszy, że reelekcja jest niemożliwa w świetle ichniejszego prawa i konstytucji. Pojęcia nie mam jak to się tam u Indian mówi, ale u nas to się mówi, żeby takie żale kierować na Berdyczów”. Ten kto się będzie upierał aby przykład szedł z góry, od samego pierwszego obywatela, który powinien w terminie dostarczać kwity jak króliczki, ten zostanie niepoczytalny populista. Proszę sobie wyobrazić, któregokolwiek z poważnych redaktorów, na przykład redaktora Lisa, o którym jeszcze będzie, w roli stwierdzającego zwykły fakt, taki mianowicie, że z metryką Baracka Obamy jest coś nie tak. Skąd wiadomo, że jest coś nie tak? To proste, gdyby było jak należy, banalny dokument dawno zostałby przedłożony odpowiednim instytucjom. Nie ma innej odpowiedzi, natomiast taka odpowiedź nie przejdzie przez usta żadnej poważnej osoby. W zamian osoba może liczyć, że wyżej wymieniony przywilej stanie przed osobą szerokim otworem. My też mieliśmy prezydenta, którego żona i wielu znajomych zapewniało, że na 100% napisał pracę magisterską i nie na kolanie, tylko na goleni, co później przypłacił zespołem nadwyrężenia, ale u nas nie ma wielkiego formalizmu. Ma to ma, nie to nie, pijany, czy trzeźwy, magister, czy maturzysta, Alek, czy Aleksander, nieistotne, należy mu się szacunek jako głowie państwa.

U nas nie jest tak źle jak w Ameryce, u nas póki co jeszcze się nie prowadzi takich „procesów” jak w sprawie Michaela Jacksona, czy O.J. Simpsona, za małe PKB, za wielka prowincja. Stawiany za wzór sąd USA w karnej sprawie, uwolnił O.J. Simpsona z zarzutu podwójnego morderstwa, natomiast w sprawie cywilnej założonej przez rodziny ofiar, czarny futbolista musiał zapłacić 35 milionów dolarów za…. pozbawienie życia zakochanej pary. Nie powiązano tych dwóch wyroków w żaden sposób, gdyż takie jest prawo stanu Kalifornia. Podobne pieniądze zapłacił król popu i też już nie był pedofilem, tylko Piotrusiem Panem. Najbardziej fajne w tym wszystkim jest to, że te procesy oglądały miliony ludzi na świcie, takie show na żywo i po uwolnieniu mnie więcej pół na pół biło brawo i gwizdało. Króliczki gwizdały i biły brawo, taki oto popkulturowy obraz państwa prawa. Znani byli i lubiani i tak im dobrze z oczu patrzyło, zawsze mówili dzień dobry, żal było skazywać, bo starciłaby na tym kultura i sport w świtowej klasie. Nie ch tak będzie, a ja trzeci raz podchodzę do: „u nas nie jest tak źle” i tym razem już się wygadam. U nas uniewinniono skromną tancerkę na rurze już teraz można pisać pełnym nazwiskiem o pani Ołenie Marczuk. Adwokatów miała trzech plus możliwość obrony w jednej ze stacji telewizyjnych, gdzie była zatrudniona i gdzie koledzy udostępnili jej kawałek anteny w swoim programie, a cały występ pociął i zmontował sztab adwokatów pani Ołeny Marczuk. I mnie to cieszy, pani Ołena jest taka jak ja, zwykła szara, ciężko pracująca i też króliczek, no kiedyś króliczek, teraz szara myszka. Zły czarny Książe usiłował porwać szara myszkę i skraść pocałunek, ale pani Ołena, która obsługiwała trójmiejskie rury i wieczory kawalerskie, broniąc swojej cnoty nie łączyła biznesu z uczuciami. Wtedy zły Książe podrzucił pani Ołenie reklamówkę zatrutych jabłek i tak oto skrzywdziła niebożę. Na szczęście ta sama straż królewska, która postawiła szarej myszce zarzuty, po półtora roku przeprosiła, uznała, że się pomyliła, jabłka nie spełniały unijnej normy i dlatego zamiast myszki zarzuty usłyszał Królewicz, wraz z dowódcami straży wrogiego królestwa. U nas nie ma tak jak w Ameryce, u nas nie robi się show z Książętami, u nas prawo chroni szare myszki. Dlatego mnie ten wyrok cieszy, a jak jeszcze rowerzysta co miał tyle we krwi ile generał, dostanie wyrok w zawiasach, za wręczenie policjantom tabliczki czekolady i dwóch krówek (autentyk), pokocham ten kraj miłością szczerą.

Reklama

Pani Ołena marzy już teraz tylko o jednym, żeby wrócić do swojego dawnego życia, czyli do telewizji, gdzie jako ekspertka od tańca będzie oceniać tancerzy, a jako śniadaniowa telewizja rozmawiać z I Damą Kwaśniewską o upadku jakości debaty publicznej i tej niebywałej nienawiści jaka tkwi w narodzie oraz o tym, że polscy mężczyźni się nie myją, a odzienie mają parafialne. Jestem przekonany, że pani Ołena wróci do swojego dawnego życia i redaktor Tomasz Lis nie będzie się jej pokrzywiał, ani nawet nie nazwie panienką, jak innego gówniarza nazwał chłoptasiem. Tomasz Lis jest fenomenem polskiego dziennikarstwa, on chyba jako pierwszy walczył z chamstwem w Internecie, zresztą kto nie walczy z tym ściekiem. Znany jest Tomasz Lis z tego, że w dziennikarskiej kuchni rzuca mięsem jak masarz, ale czego oficjalne ucho nie słyszy, tego pomówieniem nie wolno powtarzać. Redaktor po prostu ma odwagę, powiedzieć politykowi co o nim myśli, tylko do tego ma redaktor jakąś niebywałą intuicję, ponieważ wie jakiemu politykowi i w jakim politycznym momencie powiedzieć. Nie zdarzyło się jeszcze by pan redaktor Lis nie dogadał się z panującą władzą, a wobec polityków opozycji nie był odważny. Taką ma cechę redaktor, taką przebojowość i nawet nie w tym rzecz, że redaktor nie miewa racji, jak zwykle w przypadku redaktorów, moralnej racji. Faktem jest, że wystąpienie Mariusza Kamińskiego, młodego posła PiS, nie grzeszyło oryginalnością, zalatywało tandetą patetyczną, ale jako żywo, gdzie mu do takiego niedawnego Dalajlamy inteligentów, w rodzaju redaktora, chłoptasia i chłystka Palikota, któremu pan Lis w odpowiednim momencie nie tylko nie dopieprzył jak chłopczynie z PiS, ale regularnie zapraszał do telewizji, w której przeżył trzy ekipy polityczne, do tego Wprost wyfasował i jeszcze dziennikarza roku od gastronomów.

Zapraszał chłystka do telewizji, poczym kciukiem podpierał bródkę, paluszkiem wskazującym policzek i w takiej pozie zatroskanego mędrca słuchał tych wszystkich „intelektualnych prowokacji”. Chłoptaś Lis potrafi się ustawić, panienka Marczuk nie da sobie zrobić krzywdy i tylko anonimowe chamy w internecie wyładują swoją frustrację, nie szanując państwa prawa i demokratycznych reguł. Jest niebywałym tchórzostwem pisać tak sobie pod durnym Nickiem, podczas gdy dzielny pan redaktor pokazuje twarz w TV i świadczy swoim nazwiskiem. Wszystkich znanych mali ludzie od razu wrzucają do jednego wora, takie sfrustrowane chłoptasie co nic w życiu nie osiągnęły. Nie tak redaktorze, nie zawsze tak, moje nazwisko niewielu mówi cokolwiek, ale jest powszechnie dostępne, nigdy nie pisałem, że całe dziennikarstwo to ściek, aż tak bardzo jak pełen sukcesów redaktor nie jestem sfrustrowany. Nie zawsze jest tak, że pokazywanie twarzy i podpisywanie się nazwiskiem pod tym co się robi, przynosi chwalę, albo świadczy o odwadze. Bywa przeciwnie, w pan przypadku nagminnie, kolejne tchórzliwe, efekciarskie zawołania w stronę bieżących pryncypałów, obaj to wiemy, że tchórzem podszyte, na pana redaktora nieszczęście, nie tylko my dwaj to wiemy, gołym okiem widzą to miliony. Czym innym jest natomiast kariera i z pana karierą, panie redaktorze, jest tak jak z metryką Obamy. Pan musiał przed 20 lat schylać się po mydło, żeby zajść tam gdzie pan jest, co najwyraźniej było widać w wywiadzie z Michnikiem, gdzie mistrz marionetek z litości podawał redaktorowi tlen. Skąd to wiem? To proste, pan redaktor zaszedł tam gdzie jest, po skłonach i przysiadach we właściwym momencie przed właściwymi ludźmi, bo inną drogą jest talent. Talentu pan redaktor nie ma. Skąd wiem? Też proste. Gdyby redaktor talent miał, po prostu by talent pokazał.

Reklama

150 KOMENTARZE

  1. Certyfikat urodzenia Obamy istnieje
    I nie ma co do tego żadnych watpliwości.

    Od czasu do czasu ktoś puści medialnego bąka w sprawie niewygodnego mu Obamy. Tym razem, że w szpitalu certyfikatu nie było. A w urzedzie stanu cywilnego sprawdzili? Bo tam się idzie po taki dokument.

    Osobie nieupoważnionej informacji się oczywiście nie udziela. Ani w szpitalu, ani w urzędzie.

          • Pytałeś o to, co pokazano w TV?
            Czy o autentyk, którego kopię na zapas przechowuję od 1961 roku w szafie i której autentyczności jestem pewien osobiście, dogłębnie i bez żadnych wątpliwości?

            Tego drugiego nie mam. To pierwsze jest dostępne, takie jakie jest. Jeżeli komukolwiek zależało(by) na odpowiednio skutecznym przykryciu faktu, że Obama NIE urodził się na Hawajach, to i tak nie dojdę, czy to prawda, czy post factum stworzony dokument, który jest w rzeczywistości podróbą. Z niemożności ustalenia prawdy nie wnioskuję, że coś jest nieprawdą.

          • Tak myślałem, sprawy nie
            Tak myślałem, sprawy nie znacie, a tak się składa, że ja tym Obamą założyłem sobie pewną sieć i w prawdzie tylko dwie rybki wpadły, ale aż taki pazerny nie jestem. Moi drodzy, klasyka zachowań, niczego nie sprawdziliście, nie macie pojęcia o co chodzi, ale wiecie doskonale, że łatwo wyjść na wariata, szukając “spisku”. Kiedy pytam o konkret dostaję serię mniej lub bardziej udanych dowcipów i tak jest zawsze. A takie cóś to już prawdziwa perełka: “Z niemożności ustalenia prawdy nie wnioskuję, że coś jest nieprawdą”. Jakbym rzecznika polityków słyszał. Zanim napisałem o Obamie zapoznałem się z faktami i fakty są brutalnie proste, a “niemożność ustalenia prawdy”, polega na tym, że polityk jak zwykle łże i kombinuje. Krótki rys.

            Ten wklejony badziew, to są zrzuty skróconego aktu w formie zdjęć, pomijaj już fakt, że coś podobnego w PS w pół godziny zrobi wprawny grafik, ale najważniejsze jest, że NIGDY nie pokazano oryginalnego i pełnego certyfikatu urodzenia. Podobne certyfikaty urodzenie Hawaje wydawały dzieciom spoza stanu. I o to toczy się rzecz, łącznie z wieloma wnioskami do amerykańskich sądów. Obama złożył obietnicę wyborczą, że pokaże oryginalny certyfikat, do tej pory tego nie zrobił. Po wielu naciskach i miesiącach Biały Dom wrzucił w sieć kilka JPG, ze SKRÓCONEGO certyfikatu. Prosta rzecz, banalnie prosta, pokaż dyplom magistra, a jednak jak to u polityków niewykonalna. Za to u wyborców klasyczne zachowania, inteligentny ten co daje wiarę oficjalnym komunikatom POWAŻNYCH OSOBISTOŚCI, nie ten co pyta o konkret, dokument po prostu. Dlatego tak to wszystko pięknie i sprawnie działa pod każdą szerokością geograficzną? Bo to się nazywa znać swoje miejsc w szeregu. Gdybym ja napisał, że jestem potomkiem Mickiewicza i z pieczątką wydawcy Portalu wrzucił 3 jpg potwierdzające moją tożsamość, z niemożności ustalenia prawdy nie wnioskowałbyś, że coś jest nieprawdą. Jak to się nieustannie dzieje, że to co jest dla zwykłego obywatela obowiązkiem obwarowanym terminem i karą więzienia, wielkim szychom uchodzi cało, to mi się tłumaczyć nie chce, ale tej pokory i pogodzenia się z marnym losem nigdy nie pojmę. Wszystko jedno, kolejny raz proszę, aby w tym miejscu trzymać się rozumu, nie wiary, a certyfikat Obamy to jest schemat powtarzający się od świńskiej grypy do Smoleńska. Ten jest inteligentny i nie wariat, kto przyjmuje propagandę oficjalnych czynników i opowie 100 dowcipów w odpowiedzi na banalne pytanie.

          • Widzisz, to ma inną rangę
            niż dyplom Kwaśniewskiego.

            Fakty znasz z mediów i internetu. Ja też.
            Nie czuję się złapaną rybką, cieszę się z Twojego miłego wędkowania.

          • A co za różnica jakie jest
            A co za różnica jakie jest źródło faktów? Fakt w swej definicji zamyka sprawę i ucina domniemania. Faktem jest, że Barack Obama mimo obietnic nie przedstawił w pełnej wersji i oryginale, najbardziej banalnego dokumentu, pod każdą szerokością geograficzną. Koniec rozmowy o faktach, reszta jest przymiotnikiem, plotką, spiskiem, dowcipem ostatecznie. A z rybką to jest tak, że mam już szczerze dość wysłuchiwanie kalek myślowych, odruchów, impulsów. Bądźmy przynajmniej na tyle uczciwi w tej wirtualnej zabawie, że więcej niż połowa puknęła się w czoło, czytając “spisek” z certyfikatem Obamy i nie jest zainteresowana faktami, pilnuje, aby z siebie wariata nie zrobić. To jest prostacki mechanizm i żadnego NWO nie trzeba, prawdę i powagę określa powaga urzędu, nie powaga umysłu. Usiłuję od czasu do czasu pokazać jak to działa i właśnie tak działa, jak w powyższej dyskusji, bo przecież mimo wykazania istoty sprawy, mój status się nie zmienia, lepiej z wariatem się nie zadawać, natomiast kilka niewinnych dowcipów daje alibi i podkówki na cztery łapy. Nie tylko Lis nie zrobi z siebie wariata, wielu nie zrobi, bo z prądem zawsze łatwiej i szybciej, w drugą stronę łatwiej i szybybciej idzie się tylko na dno.

          • Faktem jest, że mi się śniło 🙂
            Wiesz, co jest według mnie pytaniem? Czy każdy prezydent musi biegać z metryką w zębach, czy tylko ten jeden. Bo tamci, to przecież wiadomo, że się w USA urodzili…

            Co nie zmienia przesłania Twojego wpisu – o bezkarności, od pewnego szczebla wzwyż.

          • Ja Hrabini
            Ty wiesz, że mniesi byłło udałło kiedyś na glizdy kaczky złapać. Na glizdy to można wszysku złapać ,nawet koze.

          • I jeszcze jedno
            Przepraszam, że jestem “touch and go”, ale u mnie jest dzień i mam zajęcia.

            Napisałeś: “Podobne certyfikaty urodzenie Hawaje wydawały dzieciom spoza stanu”.

            W 1961 administracja amerykańska na Hawajach była młoda i zastępowała dotychczasową. Amerykańskie dokumenty mogły być wydawane osobom tam urodzonym przed wcieleniem wysp do USA, co znaczy, że urodzonym poza stanem (stanu jeszcze nie było), do zwykłych celów urzędowych. Warto by zobaczyć oryginalne wyrażenie po angielsku, bo z tłumaczeniami różnie bywa.

            Osoby urodzone na Hawajach przed wcieleniem do USA w 1959r. nie mogą kandydować na prezydenta.

  2. Certyfikat urodzenia Obamy istnieje
    I nie ma co do tego żadnych watpliwości.

    Od czasu do czasu ktoś puści medialnego bąka w sprawie niewygodnego mu Obamy. Tym razem, że w szpitalu certyfikatu nie było. A w urzedzie stanu cywilnego sprawdzili? Bo tam się idzie po taki dokument.

    Osobie nieupoważnionej informacji się oczywiście nie udziela. Ani w szpitalu, ani w urzędzie.

          • Pytałeś o to, co pokazano w TV?
            Czy o autentyk, którego kopię na zapas przechowuję od 1961 roku w szafie i której autentyczności jestem pewien osobiście, dogłębnie i bez żadnych wątpliwości?

            Tego drugiego nie mam. To pierwsze jest dostępne, takie jakie jest. Jeżeli komukolwiek zależało(by) na odpowiednio skutecznym przykryciu faktu, że Obama NIE urodził się na Hawajach, to i tak nie dojdę, czy to prawda, czy post factum stworzony dokument, który jest w rzeczywistości podróbą. Z niemożności ustalenia prawdy nie wnioskuję, że coś jest nieprawdą.

          • Tak myślałem, sprawy nie
            Tak myślałem, sprawy nie znacie, a tak się składa, że ja tym Obamą założyłem sobie pewną sieć i w prawdzie tylko dwie rybki wpadły, ale aż taki pazerny nie jestem. Moi drodzy, klasyka zachowań, niczego nie sprawdziliście, nie macie pojęcia o co chodzi, ale wiecie doskonale, że łatwo wyjść na wariata, szukając “spisku”. Kiedy pytam o konkret dostaję serię mniej lub bardziej udanych dowcipów i tak jest zawsze. A takie cóś to już prawdziwa perełka: “Z niemożności ustalenia prawdy nie wnioskuję, że coś jest nieprawdą”. Jakbym rzecznika polityków słyszał. Zanim napisałem o Obamie zapoznałem się z faktami i fakty są brutalnie proste, a “niemożność ustalenia prawdy”, polega na tym, że polityk jak zwykle łże i kombinuje. Krótki rys.

            Ten wklejony badziew, to są zrzuty skróconego aktu w formie zdjęć, pomijaj już fakt, że coś podobnego w PS w pół godziny zrobi wprawny grafik, ale najważniejsze jest, że NIGDY nie pokazano oryginalnego i pełnego certyfikatu urodzenia. Podobne certyfikaty urodzenie Hawaje wydawały dzieciom spoza stanu. I o to toczy się rzecz, łącznie z wieloma wnioskami do amerykańskich sądów. Obama złożył obietnicę wyborczą, że pokaże oryginalny certyfikat, do tej pory tego nie zrobił. Po wielu naciskach i miesiącach Biały Dom wrzucił w sieć kilka JPG, ze SKRÓCONEGO certyfikatu. Prosta rzecz, banalnie prosta, pokaż dyplom magistra, a jednak jak to u polityków niewykonalna. Za to u wyborców klasyczne zachowania, inteligentny ten co daje wiarę oficjalnym komunikatom POWAŻNYCH OSOBISTOŚCI, nie ten co pyta o konkret, dokument po prostu. Dlatego tak to wszystko pięknie i sprawnie działa pod każdą szerokością geograficzną? Bo to się nazywa znać swoje miejsc w szeregu. Gdybym ja napisał, że jestem potomkiem Mickiewicza i z pieczątką wydawcy Portalu wrzucił 3 jpg potwierdzające moją tożsamość, z niemożności ustalenia prawdy nie wnioskowałbyś, że coś jest nieprawdą. Jak to się nieustannie dzieje, że to co jest dla zwykłego obywatela obowiązkiem obwarowanym terminem i karą więzienia, wielkim szychom uchodzi cało, to mi się tłumaczyć nie chce, ale tej pokory i pogodzenia się z marnym losem nigdy nie pojmę. Wszystko jedno, kolejny raz proszę, aby w tym miejscu trzymać się rozumu, nie wiary, a certyfikat Obamy to jest schemat powtarzający się od świńskiej grypy do Smoleńska. Ten jest inteligentny i nie wariat, kto przyjmuje propagandę oficjalnych czynników i opowie 100 dowcipów w odpowiedzi na banalne pytanie.

          • Widzisz, to ma inną rangę
            niż dyplom Kwaśniewskiego.

            Fakty znasz z mediów i internetu. Ja też.
            Nie czuję się złapaną rybką, cieszę się z Twojego miłego wędkowania.

          • A co za różnica jakie jest
            A co za różnica jakie jest źródło faktów? Fakt w swej definicji zamyka sprawę i ucina domniemania. Faktem jest, że Barack Obama mimo obietnic nie przedstawił w pełnej wersji i oryginale, najbardziej banalnego dokumentu, pod każdą szerokością geograficzną. Koniec rozmowy o faktach, reszta jest przymiotnikiem, plotką, spiskiem, dowcipem ostatecznie. A z rybką to jest tak, że mam już szczerze dość wysłuchiwanie kalek myślowych, odruchów, impulsów. Bądźmy przynajmniej na tyle uczciwi w tej wirtualnej zabawie, że więcej niż połowa puknęła się w czoło, czytając “spisek” z certyfikatem Obamy i nie jest zainteresowana faktami, pilnuje, aby z siebie wariata nie zrobić. To jest prostacki mechanizm i żadnego NWO nie trzeba, prawdę i powagę określa powaga urzędu, nie powaga umysłu. Usiłuję od czasu do czasu pokazać jak to działa i właśnie tak działa, jak w powyższej dyskusji, bo przecież mimo wykazania istoty sprawy, mój status się nie zmienia, lepiej z wariatem się nie zadawać, natomiast kilka niewinnych dowcipów daje alibi i podkówki na cztery łapy. Nie tylko Lis nie zrobi z siebie wariata, wielu nie zrobi, bo z prądem zawsze łatwiej i szybciej, w drugą stronę łatwiej i szybybciej idzie się tylko na dno.

          • Faktem jest, że mi się śniło 🙂
            Wiesz, co jest według mnie pytaniem? Czy każdy prezydent musi biegać z metryką w zębach, czy tylko ten jeden. Bo tamci, to przecież wiadomo, że się w USA urodzili…

            Co nie zmienia przesłania Twojego wpisu – o bezkarności, od pewnego szczebla wzwyż.

          • Ja Hrabini
            Ty wiesz, że mniesi byłło udałło kiedyś na glizdy kaczky złapać. Na glizdy to można wszysku złapać ,nawet koze.

          • I jeszcze jedno
            Przepraszam, że jestem “touch and go”, ale u mnie jest dzień i mam zajęcia.

            Napisałeś: “Podobne certyfikaty urodzenie Hawaje wydawały dzieciom spoza stanu”.

            W 1961 administracja amerykańska na Hawajach była młoda i zastępowała dotychczasową. Amerykańskie dokumenty mogły być wydawane osobom tam urodzonym przed wcieleniem wysp do USA, co znaczy, że urodzonym poza stanem (stanu jeszcze nie było), do zwykłych celów urzędowych. Warto by zobaczyć oryginalne wyrażenie po angielsku, bo z tłumaczeniami różnie bywa.

            Osoby urodzone na Hawajach przed wcieleniem do USA w 1959r. nie mogą kandydować na prezydenta.

  3. Certyfikat urodzenia Obamy istnieje
    I nie ma co do tego żadnych watpliwości.

    Od czasu do czasu ktoś puści medialnego bąka w sprawie niewygodnego mu Obamy. Tym razem, że w szpitalu certyfikatu nie było. A w urzedzie stanu cywilnego sprawdzili? Bo tam się idzie po taki dokument.

    Osobie nieupoważnionej informacji się oczywiście nie udziela. Ani w szpitalu, ani w urzędzie.

          • Pytałeś o to, co pokazano w TV?
            Czy o autentyk, którego kopię na zapas przechowuję od 1961 roku w szafie i której autentyczności jestem pewien osobiście, dogłębnie i bez żadnych wątpliwości?

            Tego drugiego nie mam. To pierwsze jest dostępne, takie jakie jest. Jeżeli komukolwiek zależało(by) na odpowiednio skutecznym przykryciu faktu, że Obama NIE urodził się na Hawajach, to i tak nie dojdę, czy to prawda, czy post factum stworzony dokument, który jest w rzeczywistości podróbą. Z niemożności ustalenia prawdy nie wnioskuję, że coś jest nieprawdą.

          • Tak myślałem, sprawy nie
            Tak myślałem, sprawy nie znacie, a tak się składa, że ja tym Obamą założyłem sobie pewną sieć i w prawdzie tylko dwie rybki wpadły, ale aż taki pazerny nie jestem. Moi drodzy, klasyka zachowań, niczego nie sprawdziliście, nie macie pojęcia o co chodzi, ale wiecie doskonale, że łatwo wyjść na wariata, szukając “spisku”. Kiedy pytam o konkret dostaję serię mniej lub bardziej udanych dowcipów i tak jest zawsze. A takie cóś to już prawdziwa perełka: “Z niemożności ustalenia prawdy nie wnioskuję, że coś jest nieprawdą”. Jakbym rzecznika polityków słyszał. Zanim napisałem o Obamie zapoznałem się z faktami i fakty są brutalnie proste, a “niemożność ustalenia prawdy”, polega na tym, że polityk jak zwykle łże i kombinuje. Krótki rys.

            Ten wklejony badziew, to są zrzuty skróconego aktu w formie zdjęć, pomijaj już fakt, że coś podobnego w PS w pół godziny zrobi wprawny grafik, ale najważniejsze jest, że NIGDY nie pokazano oryginalnego i pełnego certyfikatu urodzenia. Podobne certyfikaty urodzenie Hawaje wydawały dzieciom spoza stanu. I o to toczy się rzecz, łącznie z wieloma wnioskami do amerykańskich sądów. Obama złożył obietnicę wyborczą, że pokaże oryginalny certyfikat, do tej pory tego nie zrobił. Po wielu naciskach i miesiącach Biały Dom wrzucił w sieć kilka JPG, ze SKRÓCONEGO certyfikatu. Prosta rzecz, banalnie prosta, pokaż dyplom magistra, a jednak jak to u polityków niewykonalna. Za to u wyborców klasyczne zachowania, inteligentny ten co daje wiarę oficjalnym komunikatom POWAŻNYCH OSOBISTOŚCI, nie ten co pyta o konkret, dokument po prostu. Dlatego tak to wszystko pięknie i sprawnie działa pod każdą szerokością geograficzną? Bo to się nazywa znać swoje miejsc w szeregu. Gdybym ja napisał, że jestem potomkiem Mickiewicza i z pieczątką wydawcy Portalu wrzucił 3 jpg potwierdzające moją tożsamość, z niemożności ustalenia prawdy nie wnioskowałbyś, że coś jest nieprawdą. Jak to się nieustannie dzieje, że to co jest dla zwykłego obywatela obowiązkiem obwarowanym terminem i karą więzienia, wielkim szychom uchodzi cało, to mi się tłumaczyć nie chce, ale tej pokory i pogodzenia się z marnym losem nigdy nie pojmę. Wszystko jedno, kolejny raz proszę, aby w tym miejscu trzymać się rozumu, nie wiary, a certyfikat Obamy to jest schemat powtarzający się od świńskiej grypy do Smoleńska. Ten jest inteligentny i nie wariat, kto przyjmuje propagandę oficjalnych czynników i opowie 100 dowcipów w odpowiedzi na banalne pytanie.

          • Widzisz, to ma inną rangę
            niż dyplom Kwaśniewskiego.

            Fakty znasz z mediów i internetu. Ja też.
            Nie czuję się złapaną rybką, cieszę się z Twojego miłego wędkowania.

          • A co za różnica jakie jest
            A co za różnica jakie jest źródło faktów? Fakt w swej definicji zamyka sprawę i ucina domniemania. Faktem jest, że Barack Obama mimo obietnic nie przedstawił w pełnej wersji i oryginale, najbardziej banalnego dokumentu, pod każdą szerokością geograficzną. Koniec rozmowy o faktach, reszta jest przymiotnikiem, plotką, spiskiem, dowcipem ostatecznie. A z rybką to jest tak, że mam już szczerze dość wysłuchiwanie kalek myślowych, odruchów, impulsów. Bądźmy przynajmniej na tyle uczciwi w tej wirtualnej zabawie, że więcej niż połowa puknęła się w czoło, czytając “spisek” z certyfikatem Obamy i nie jest zainteresowana faktami, pilnuje, aby z siebie wariata nie zrobić. To jest prostacki mechanizm i żadnego NWO nie trzeba, prawdę i powagę określa powaga urzędu, nie powaga umysłu. Usiłuję od czasu do czasu pokazać jak to działa i właśnie tak działa, jak w powyższej dyskusji, bo przecież mimo wykazania istoty sprawy, mój status się nie zmienia, lepiej z wariatem się nie zadawać, natomiast kilka niewinnych dowcipów daje alibi i podkówki na cztery łapy. Nie tylko Lis nie zrobi z siebie wariata, wielu nie zrobi, bo z prądem zawsze łatwiej i szybciej, w drugą stronę łatwiej i szybybciej idzie się tylko na dno.

          • Faktem jest, że mi się śniło 🙂
            Wiesz, co jest według mnie pytaniem? Czy każdy prezydent musi biegać z metryką w zębach, czy tylko ten jeden. Bo tamci, to przecież wiadomo, że się w USA urodzili…

            Co nie zmienia przesłania Twojego wpisu – o bezkarności, od pewnego szczebla wzwyż.

          • Ja Hrabini
            Ty wiesz, że mniesi byłło udałło kiedyś na glizdy kaczky złapać. Na glizdy to można wszysku złapać ,nawet koze.

          • I jeszcze jedno
            Przepraszam, że jestem “touch and go”, ale u mnie jest dzień i mam zajęcia.

            Napisałeś: “Podobne certyfikaty urodzenie Hawaje wydawały dzieciom spoza stanu”.

            W 1961 administracja amerykańska na Hawajach była młoda i zastępowała dotychczasową. Amerykańskie dokumenty mogły być wydawane osobom tam urodzonym przed wcieleniem wysp do USA, co znaczy, że urodzonym poza stanem (stanu jeszcze nie było), do zwykłych celów urzędowych. Warto by zobaczyć oryginalne wyrażenie po angielsku, bo z tłumaczeniami różnie bywa.

            Osoby urodzone na Hawajach przed wcieleniem do USA w 1959r. nie mogą kandydować na prezydenta.

  4. Se przeczytałam tekst i
    Se przeczytałam tekst i komentarze pod nim. Się nie znam, ale wśród nocnej ciszy taka myśl mi przyszła do głowy.
    Nie wierzę w nic, na co nie mam niezbitych dowodów. Szanuję domniemanie niewinności. Dopóki wiem tyle, że ma magistra “wierzę” acz nie do końca, do czasu aż ktoś mi pokaże, że ma licencjat.
    W sumie to mam żal. Przedtem to ja bardziej ufna byłam. Barak urodził się w USA? Pewnie tak, skoro go wybrali. Teraz wszędzie węszę spiski i kłamstwa. Chorsza umrę. Nie dziękuję.

  5. Se przeczytałam tekst i
    Se przeczytałam tekst i komentarze pod nim. Się nie znam, ale wśród nocnej ciszy taka myśl mi przyszła do głowy.
    Nie wierzę w nic, na co nie mam niezbitych dowodów. Szanuję domniemanie niewinności. Dopóki wiem tyle, że ma magistra “wierzę” acz nie do końca, do czasu aż ktoś mi pokaże, że ma licencjat.
    W sumie to mam żal. Przedtem to ja bardziej ufna byłam. Barak urodził się w USA? Pewnie tak, skoro go wybrali. Teraz wszędzie węszę spiski i kłamstwa. Chorsza umrę. Nie dziękuję.

  6. Se przeczytałam tekst i
    Se przeczytałam tekst i komentarze pod nim. Się nie znam, ale wśród nocnej ciszy taka myśl mi przyszła do głowy.
    Nie wierzę w nic, na co nie mam niezbitych dowodów. Szanuję domniemanie niewinności. Dopóki wiem tyle, że ma magistra “wierzę” acz nie do końca, do czasu aż ktoś mi pokaże, że ma licencjat.
    W sumie to mam żal. Przedtem to ja bardziej ufna byłam. Barak urodził się w USA? Pewnie tak, skoro go wybrali. Teraz wszędzie węszę spiski i kłamstwa. Chorsza umrę. Nie dziękuję.

  7. Taaa, mój ulubiony poziom
    Taaa, mój ulubiony poziom “dyskusji”. Jak nie wierzysz to weź se poczytaj The Economist, albo wpis papieża na Facebooku. Krótko. Gdzie jest OBIETNICA WYBORCZA, gdzie jest ORYGINAŁ? Jak wygląda amerykańska polityka od kuchni pokazał jeden oszołom, oczywiście w skromnym i nieszkodliwym fragmencie. Ten certyfikat się znajdzie, ładnie zrobiony i wtedy będzie można mi przypomnieć oszołomstwo, o ile czarnego wcześniej nie odstrzelą medialnie, a zdaje się, że już to robią. Jak odstrzelą, to certyfikat pozostanie jedną z tych tajemnic jak kilka dziur w Kennedym wywierconych przez jednego snajpera Oswalda, którego zabił inny “szaleniec”. Co do żydowskiego Boga, to trzeba pamiętać kto te czarne bożyszcze nauczył czytać z promptera i reklamował od Hollywood, przez CNN, aż po FED. I co się zaraz potem stało, bo ja pamiętam, że tylko ta świnia co okradała swoich skończyła w pudle, a reszta z AIG dostała po kilka dużych baniek, zaś FED prawie bilion. Certyfikat wiele kosztuje i wątpię, żeby był jedynym wekslem. Economist jest bardzo racjonalny, zdaje się, że w końcu zatopił Zieloną Wyspę, szkoda, że dopiero po OFE okazał się profesjonalny, ale takie to są światowe porządki i interesy.

  8. Taaa, mój ulubiony poziom
    Taaa, mój ulubiony poziom “dyskusji”. Jak nie wierzysz to weź se poczytaj The Economist, albo wpis papieża na Facebooku. Krótko. Gdzie jest OBIETNICA WYBORCZA, gdzie jest ORYGINAŁ? Jak wygląda amerykańska polityka od kuchni pokazał jeden oszołom, oczywiście w skromnym i nieszkodliwym fragmencie. Ten certyfikat się znajdzie, ładnie zrobiony i wtedy będzie można mi przypomnieć oszołomstwo, o ile czarnego wcześniej nie odstrzelą medialnie, a zdaje się, że już to robią. Jak odstrzelą, to certyfikat pozostanie jedną z tych tajemnic jak kilka dziur w Kennedym wywierconych przez jednego snajpera Oswalda, którego zabił inny “szaleniec”. Co do żydowskiego Boga, to trzeba pamiętać kto te czarne bożyszcze nauczył czytać z promptera i reklamował od Hollywood, przez CNN, aż po FED. I co się zaraz potem stało, bo ja pamiętam, że tylko ta świnia co okradała swoich skończyła w pudle, a reszta z AIG dostała po kilka dużych baniek, zaś FED prawie bilion. Certyfikat wiele kosztuje i wątpię, żeby był jedynym wekslem. Economist jest bardzo racjonalny, zdaje się, że w końcu zatopił Zieloną Wyspę, szkoda, że dopiero po OFE okazał się profesjonalny, ale takie to są światowe porządki i interesy.

  9. Taaa, mój ulubiony poziom
    Taaa, mój ulubiony poziom “dyskusji”. Jak nie wierzysz to weź se poczytaj The Economist, albo wpis papieża na Facebooku. Krótko. Gdzie jest OBIETNICA WYBORCZA, gdzie jest ORYGINAŁ? Jak wygląda amerykańska polityka od kuchni pokazał jeden oszołom, oczywiście w skromnym i nieszkodliwym fragmencie. Ten certyfikat się znajdzie, ładnie zrobiony i wtedy będzie można mi przypomnieć oszołomstwo, o ile czarnego wcześniej nie odstrzelą medialnie, a zdaje się, że już to robią. Jak odstrzelą, to certyfikat pozostanie jedną z tych tajemnic jak kilka dziur w Kennedym wywierconych przez jednego snajpera Oswalda, którego zabił inny “szaleniec”. Co do żydowskiego Boga, to trzeba pamiętać kto te czarne bożyszcze nauczył czytać z promptera i reklamował od Hollywood, przez CNN, aż po FED. I co się zaraz potem stało, bo ja pamiętam, że tylko ta świnia co okradała swoich skończyła w pudle, a reszta z AIG dostała po kilka dużych baniek, zaś FED prawie bilion. Certyfikat wiele kosztuje i wątpię, żeby był jedynym wekslem. Economist jest bardzo racjonalny, zdaje się, że w końcu zatopił Zieloną Wyspę, szkoda, że dopiero po OFE okazał się profesjonalny, ale takie to są światowe porządki i interesy.

  10. Ja to wszystko rozumiem i
    Ja to wszystko rozumiem i gusta intelektualne również. Pytam po prostu gdzie jest certyfikat i skąd te kilkanaście spraw w amerykańskich sądach, które można przeciąć jednym gestem. Co mnie obchodzą analizy BBC i oceny organizacji, na temat czegoś, czego nie ma. Czarny OBIECAŁ POKAZAĆ. Gdzie jest pytam się, póki co grzecznie. Od metryk nie jest prasa i organizacje, ale po prostu kawałek papieru, który się pokazuje i zamyka gęby oszołomom. A tu BBC, The Economist i jeszcze Ty mi tłumaczysz, że na pewno jest coś, czego nie widziałeś. Nie śmieszy Cię to, masz oryginalne poczucie humoru i nie śmieszy Cię to, że pół świata potwierdza autentyczność prostego świstka, który jest na żądanie przy byle okoliczności urzędowej. Zmień sobie nazwisko czarnego Obamy na Kowalskiego i powtórz tą całą argumentację, a zobaczysz, że jest zajebiście zabawnie.

  11. Ja to wszystko rozumiem i
    Ja to wszystko rozumiem i gusta intelektualne również. Pytam po prostu gdzie jest certyfikat i skąd te kilkanaście spraw w amerykańskich sądach, które można przeciąć jednym gestem. Co mnie obchodzą analizy BBC i oceny organizacji, na temat czegoś, czego nie ma. Czarny OBIECAŁ POKAZAĆ. Gdzie jest pytam się, póki co grzecznie. Od metryk nie jest prasa i organizacje, ale po prostu kawałek papieru, który się pokazuje i zamyka gęby oszołomom. A tu BBC, The Economist i jeszcze Ty mi tłumaczysz, że na pewno jest coś, czego nie widziałeś. Nie śmieszy Cię to, masz oryginalne poczucie humoru i nie śmieszy Cię to, że pół świata potwierdza autentyczność prostego świstka, który jest na żądanie przy byle okoliczności urzędowej. Zmień sobie nazwisko czarnego Obamy na Kowalskiego i powtórz tą całą argumentację, a zobaczysz, że jest zajebiście zabawnie.

  12. Ja to wszystko rozumiem i
    Ja to wszystko rozumiem i gusta intelektualne również. Pytam po prostu gdzie jest certyfikat i skąd te kilkanaście spraw w amerykańskich sądach, które można przeciąć jednym gestem. Co mnie obchodzą analizy BBC i oceny organizacji, na temat czegoś, czego nie ma. Czarny OBIECAŁ POKAZAĆ. Gdzie jest pytam się, póki co grzecznie. Od metryk nie jest prasa i organizacje, ale po prostu kawałek papieru, który się pokazuje i zamyka gęby oszołomom. A tu BBC, The Economist i jeszcze Ty mi tłumaczysz, że na pewno jest coś, czego nie widziałeś. Nie śmieszy Cię to, masz oryginalne poczucie humoru i nie śmieszy Cię to, że pół świata potwierdza autentyczność prostego świstka, który jest na żądanie przy byle okoliczności urzędowej. Zmień sobie nazwisko czarnego Obamy na Kowalskiego i powtórz tą całą argumentację, a zobaczysz, że jest zajebiście zabawnie.

  13. To prawda większości
    To prawda większości wystarcza, gdy są elegancko robieni w wała, a zrobieni będą bronić robiących. Większości wystarcza “Plebania” i w ogóle z większością nie ma problemów. Natomiast ja jestem ja i twierdzę, że czarny pokazał z dupy wyjęty JPG, który większości wystarcza. Tak przy okazji, kiedyś Kaczor pokazał fałszywą lojalkę, pamiętasz jaka była Twoja reakcja, bo mi się nie chce szukać, a na zachętę powiem, że sam zachowałem się jak debil. O czym my tu rozmawiamy? O prawach gejów, czarnych, The Economist i jednej Sarze, bo przecież nie o tym co jest ewidentnym waleniem w…

  14. To prawda większości
    To prawda większości wystarcza, gdy są elegancko robieni w wała, a zrobieni będą bronić robiących. Większości wystarcza “Plebania” i w ogóle z większością nie ma problemów. Natomiast ja jestem ja i twierdzę, że czarny pokazał z dupy wyjęty JPG, który większości wystarcza. Tak przy okazji, kiedyś Kaczor pokazał fałszywą lojalkę, pamiętasz jaka była Twoja reakcja, bo mi się nie chce szukać, a na zachętę powiem, że sam zachowałem się jak debil. O czym my tu rozmawiamy? O prawach gejów, czarnych, The Economist i jednej Sarze, bo przecież nie o tym co jest ewidentnym waleniem w…

  15. To prawda większości
    To prawda większości wystarcza, gdy są elegancko robieni w wała, a zrobieni będą bronić robiących. Większości wystarcza “Plebania” i w ogóle z większością nie ma problemów. Natomiast ja jestem ja i twierdzę, że czarny pokazał z dupy wyjęty JPG, który większości wystarcza. Tak przy okazji, kiedyś Kaczor pokazał fałszywą lojalkę, pamiętasz jaka była Twoja reakcja, bo mi się nie chce szukać, a na zachętę powiem, że sam zachowałem się jak debil. O czym my tu rozmawiamy? O prawach gejów, czarnych, The Economist i jednej Sarze, bo przecież nie o tym co jest ewidentnym waleniem w…

  16. Przeczytałem dyskusję na
    Przeczytałem dyskusję na temat JPG i tak mi przyszło do głowy, że mechanizm stary jak świat. W czasach gdy władza była sprawowana z namaszczenia Boga rzeczy były dużo prostsze: nikt nie wymagał przedstawiania odpowiednich kwitów i metryk. Trochę się to wszystko pogmatwało, gdy zaczęto domagać się bardziej namacalnych dowodów na istnienie samego Boga (lub boga), ale mniejsza z tym. Owszem, zdarzali się uzurpatorzy, samozwańcy i wtedy bez odpowiedniego kwitu ani rusz. Trzeba było spreparować odpowiednią ‘podkładkę’: uzurpatorzy musieli tego dopilnować sami; w przypadku ‘samozwańców’ – robotę brała lub brali na siebie ci, którzy podstawiali samozwańca. Wierzyli ludzie w relikwie, to dlaczego nie mieliby przełknąć ‘listu uwierzytelniającego’? Czarno na białym spisane i opieczętowane. (Na marginesie, wyliczono ponoć, że relikwii krzyża to kilka metrów szeciennych drewna krąży po świecie). Skoro jest coś w ludzkiej naturze, że bierzemy na wiarę i dajemy się zwyczajnie oszukiwać, to jak nie skorzystać z takich możliwości? Właśnie, branie na wiarę? Chęć bycia oszukanym? – Jak to nazwać i skąd wynika?

      • A na reklamę nigdy nie dałaś
        A na reklamę nigdy nie dałaś się nabrać? Nigdy serduszko mocniej nie zabiło na myśl o nagrodzie, która już czeka? Może raty 0% – Nie mnie, ale sobie odpowiedz. Znam wielu ludzi, o których ciężko powiedzieć, że leniwi umysłowo. Nie mówiąc już o tym, że łykają papkę multimedialną; to są raczej wyrodne dzieci popkultury. Za to w pewnych sprawach można ich tak wodzić za nos, że ręce opadają.
        ps.
        No to może w skali globalnej, nie idnywidualnej. Hitlerowskie Niemcy. Część narodu wpadła w jakieś szaleństwo. Myślisz, że to od olewania i głupoty?

        • Zdziwię Cię, ale nigdy nie
          Zdziwię Cię, ale nigdy nie dałam się nabrać na reklamę i 0%. Za darmo to można tylko w twarz dostać. Tak mnie nauczono. Im więcej dają, tym bardziej podejrzane. Jedyna z jakiej korzystam to ta znajomościowa. Jedna baba drugiej babie.
          W skali globalnej to trzeba by wziąć pod uwagę okoliczności. Najważniejsza miała na imię kryzys? Jak głód zajrzy w oczy to myślenie idzie spać?

          • Głód w Niemczech pod koniec
            Głód w Niemczech pod koniec lat trzydziestych? Taka bieda z nędzą, że nawet i niektórzy światli arystokraci (np. z Anglii) byli zauroczeni dziełem Adolfa. To w końcu głupota i tumiwisizm, czy ‘obiektywne’ okoliczności, bo już się trochę pogubiłem. Dobra, część ‘wyznawców’ można pozyskać grając na najniższych instynktach. To teraz jak oczarować elity, bo na samym motłochu daleko się nie pojedzie. I żeby nie odchodzić od tematu: jak to właściwie jest, że całkiem rozsądni ludzi dają się łatwo skołować i podejść jak dzieci?
            ps.
            I niczego nie przyjmujesz na wiarę? W takim razie masz przewrotnie dobrane motto. 🙂 A co z nauką? Sprawdzasz wszystkie fakty?

  17. Przeczytałem dyskusję na
    Przeczytałem dyskusję na temat JPG i tak mi przyszło do głowy, że mechanizm stary jak świat. W czasach gdy władza była sprawowana z namaszczenia Boga rzeczy były dużo prostsze: nikt nie wymagał przedstawiania odpowiednich kwitów i metryk. Trochę się to wszystko pogmatwało, gdy zaczęto domagać się bardziej namacalnych dowodów na istnienie samego Boga (lub boga), ale mniejsza z tym. Owszem, zdarzali się uzurpatorzy, samozwańcy i wtedy bez odpowiedniego kwitu ani rusz. Trzeba było spreparować odpowiednią ‘podkładkę’: uzurpatorzy musieli tego dopilnować sami; w przypadku ‘samozwańców’ – robotę brała lub brali na siebie ci, którzy podstawiali samozwańca. Wierzyli ludzie w relikwie, to dlaczego nie mieliby przełknąć ‘listu uwierzytelniającego’? Czarno na białym spisane i opieczętowane. (Na marginesie, wyliczono ponoć, że relikwii krzyża to kilka metrów szeciennych drewna krąży po świecie). Skoro jest coś w ludzkiej naturze, że bierzemy na wiarę i dajemy się zwyczajnie oszukiwać, to jak nie skorzystać z takich możliwości? Właśnie, branie na wiarę? Chęć bycia oszukanym? – Jak to nazwać i skąd wynika?

      • A na reklamę nigdy nie dałaś
        A na reklamę nigdy nie dałaś się nabrać? Nigdy serduszko mocniej nie zabiło na myśl o nagrodzie, która już czeka? Może raty 0% – Nie mnie, ale sobie odpowiedz. Znam wielu ludzi, o których ciężko powiedzieć, że leniwi umysłowo. Nie mówiąc już o tym, że łykają papkę multimedialną; to są raczej wyrodne dzieci popkultury. Za to w pewnych sprawach można ich tak wodzić za nos, że ręce opadają.
        ps.
        No to może w skali globalnej, nie idnywidualnej. Hitlerowskie Niemcy. Część narodu wpadła w jakieś szaleństwo. Myślisz, że to od olewania i głupoty?

        • Zdziwię Cię, ale nigdy nie
          Zdziwię Cię, ale nigdy nie dałam się nabrać na reklamę i 0%. Za darmo to można tylko w twarz dostać. Tak mnie nauczono. Im więcej dają, tym bardziej podejrzane. Jedyna z jakiej korzystam to ta znajomościowa. Jedna baba drugiej babie.
          W skali globalnej to trzeba by wziąć pod uwagę okoliczności. Najważniejsza miała na imię kryzys? Jak głód zajrzy w oczy to myślenie idzie spać?

          • Głód w Niemczech pod koniec
            Głód w Niemczech pod koniec lat trzydziestych? Taka bieda z nędzą, że nawet i niektórzy światli arystokraci (np. z Anglii) byli zauroczeni dziełem Adolfa. To w końcu głupota i tumiwisizm, czy ‘obiektywne’ okoliczności, bo już się trochę pogubiłem. Dobra, część ‘wyznawców’ można pozyskać grając na najniższych instynktach. To teraz jak oczarować elity, bo na samym motłochu daleko się nie pojedzie. I żeby nie odchodzić od tematu: jak to właściwie jest, że całkiem rozsądni ludzi dają się łatwo skołować i podejść jak dzieci?
            ps.
            I niczego nie przyjmujesz na wiarę? W takim razie masz przewrotnie dobrane motto. 🙂 A co z nauką? Sprawdzasz wszystkie fakty?

  18. Przeczytałem dyskusję na
    Przeczytałem dyskusję na temat JPG i tak mi przyszło do głowy, że mechanizm stary jak świat. W czasach gdy władza była sprawowana z namaszczenia Boga rzeczy były dużo prostsze: nikt nie wymagał przedstawiania odpowiednich kwitów i metryk. Trochę się to wszystko pogmatwało, gdy zaczęto domagać się bardziej namacalnych dowodów na istnienie samego Boga (lub boga), ale mniejsza z tym. Owszem, zdarzali się uzurpatorzy, samozwańcy i wtedy bez odpowiedniego kwitu ani rusz. Trzeba było spreparować odpowiednią ‘podkładkę’: uzurpatorzy musieli tego dopilnować sami; w przypadku ‘samozwańców’ – robotę brała lub brali na siebie ci, którzy podstawiali samozwańca. Wierzyli ludzie w relikwie, to dlaczego nie mieliby przełknąć ‘listu uwierzytelniającego’? Czarno na białym spisane i opieczętowane. (Na marginesie, wyliczono ponoć, że relikwii krzyża to kilka metrów szeciennych drewna krąży po świecie). Skoro jest coś w ludzkiej naturze, że bierzemy na wiarę i dajemy się zwyczajnie oszukiwać, to jak nie skorzystać z takich możliwości? Właśnie, branie na wiarę? Chęć bycia oszukanym? – Jak to nazwać i skąd wynika?

      • A na reklamę nigdy nie dałaś
        A na reklamę nigdy nie dałaś się nabrać? Nigdy serduszko mocniej nie zabiło na myśl o nagrodzie, która już czeka? Może raty 0% – Nie mnie, ale sobie odpowiedz. Znam wielu ludzi, o których ciężko powiedzieć, że leniwi umysłowo. Nie mówiąc już o tym, że łykają papkę multimedialną; to są raczej wyrodne dzieci popkultury. Za to w pewnych sprawach można ich tak wodzić za nos, że ręce opadają.
        ps.
        No to może w skali globalnej, nie idnywidualnej. Hitlerowskie Niemcy. Część narodu wpadła w jakieś szaleństwo. Myślisz, że to od olewania i głupoty?

        • Zdziwię Cię, ale nigdy nie
          Zdziwię Cię, ale nigdy nie dałam się nabrać na reklamę i 0%. Za darmo to można tylko w twarz dostać. Tak mnie nauczono. Im więcej dają, tym bardziej podejrzane. Jedyna z jakiej korzystam to ta znajomościowa. Jedna baba drugiej babie.
          W skali globalnej to trzeba by wziąć pod uwagę okoliczności. Najważniejsza miała na imię kryzys? Jak głód zajrzy w oczy to myślenie idzie spać?

          • Głód w Niemczech pod koniec
            Głód w Niemczech pod koniec lat trzydziestych? Taka bieda z nędzą, że nawet i niektórzy światli arystokraci (np. z Anglii) byli zauroczeni dziełem Adolfa. To w końcu głupota i tumiwisizm, czy ‘obiektywne’ okoliczności, bo już się trochę pogubiłem. Dobra, część ‘wyznawców’ można pozyskać grając na najniższych instynktach. To teraz jak oczarować elity, bo na samym motłochu daleko się nie pojedzie. I żeby nie odchodzić od tematu: jak to właściwie jest, że całkiem rozsądni ludzi dają się łatwo skołować i podejść jak dzieci?
            ps.
            I niczego nie przyjmujesz na wiarę? W takim razie masz przewrotnie dobrane motto. 🙂 A co z nauką? Sprawdzasz wszystkie fakty?