Reklama

Na szczęście on sam się przypomniał. Sms-em.
No i jest:

WŁADYSŁAW I


Na szczęście on sam się przypomniał. Sms-em.
No i jest:

WŁADYSŁAW I

Władysław był bratem Bolesława. Od kilkunastu lat trzymany był przez brata w rezerwie na Mazowszu. Podczas buntu rycerstwa książę siedział cichutko i się nie wychylał. Miał żonę i syna Zbigniewa, wolał więc nie ryzykować. Kiedy buntownicy zwyciężyli, stanęli przed problemem. Jakiegoś władcę trzeba było posadzić na tronie. Wybranie go spośród siebie było wtedy nie do pomyślenia. Taki władca przez wszystkie kraje został by uznany za chama na tronie i na wszystkich ściągnąłby kłopoty. Jeden z przywódców buntu, Sieciech z rodu Toporów, wyciągnął z lamusa właśnie Władysława (1079). Faktycznie sam w jego imieniu sprawował władzę. Nawet siedziba nowego księcia nie znajdowała się w Krakowie ale w Płocku. Zapanował względny ład. Czas był po temu najwyższy bo państwo zaczęło ponosić straty terytorialne. Rusowie zagarnęli Przemyśl i Sanok. Tak to jest gdy sąsiad dostrzeże słabość. Władysław nie był przesadnie ambitny. Nie obwołał się królem, zadowolił się tytułem księcia. Na dworze księcia zdawano sobie sprawę, że Władysław to nie jego brat Bolesław. Niebezpieczne będzie w tej sytuacji dalsze wnerwianie Czechów i Cesarstwa. Zawarto porozumienie z Czechami a co za tym idzie z Cesarstwem. Postanowiono, że Władysław też musi z tego coś mieć. Dostał za żonę córkę króla Czech Judytę (był już wtedy wdowcem), i sprawę załatwiono. Trzeba było także załatwić sprawę z Węgrami. Stosunki nie były najlepsze. Węgrzy ciągle mieli za złe bezczelne potraktowanie Bolesława któremu tak wiele zawdzięczali. Udało się w końcu dogadać z królem Węgierskim (1085). Wrócił z wygnania do kraju syn Bolesława – Mieszko, jego ojciec już nie żył. Od kilku lat Władysław miał problemy w domu. Małżeństwo z Judytą trwało a potomstwa niebyło. Czyżby władca był miękki nie tylko w polityce? Na dworze nikt nie był z tego powodu zadowolony. Lepiej wiedzieć kto będzie następcą, można zawczasu się odpowiednio podlizać. Wreszcie (1086) narodził się syn. Wszyscy odetchnęli z ulgą a najbardziej książę, którego samcze ambicje cierpiały okrutnie. Nazwano go Bolesław na część poprzednich szanowanych władców, taka drobna złośliwostka ze strony ojca w kierunku faktycznie rządzących krajem dawnych buntowników. Dwa lata później (1088) Judyta żona Władysława już nie żyła. Trzeba było księcia żenić ponownie. Znowu zasięgnięto opinii Cesarza. Tytułem tradycji Cesarz znowu dał Judytę (ta na drugie miała Maria). Judyta był wdową po dawnym węgierskim królu Salomonie, którego pognał z Czech brat pana młodego. Chyba nie miało to wpływu na wzajemne relacje małżeńskie. Judyta miała swój dom i nie musiała pętać się po dworze Cesarskim. Władysław… cóż zorientowaliśmy się już że nie był ambitny ani tym bardziej wybredny. W księstwie polskim panował względny spokój kraj był zarządzany sprawną ręką Sieciecha. Książę siedział w domu i wszyscy byli zadowoleni. Sieciecha z jednej strony cieszyła a z drugiej nieco martwiła bezwolność księcia. Dobrze było że go słuchał i ogólnie się nie wtrącał. Słaby władca może jednak łatwo zostać usunięty przez sprawniejszych pretendentów. I co wtedy? Trzeba było bezwzględnie zająć się tymi pretendentami czyli Mieszkiem i Zbigniewem. Najpierw synem Bolesława Mieszkiem. Sprawa rozwiązała się łatwo. Mieszko zmarł podczas uczty (1089). Zatruł się rosołkiem? Drugi raz taki numer mógł nie przejść. Zbigniewa (syna Władysława jeszcze z czasów kiedy nie posadzono go na tronie) wysłano do klasztoru za granicę i spokój. Po załatwieniu tych spraw trzeba było trochę popracować nad autorytetem Władysława na arenie międzynarodowej. Wiadomo, że autorytet władcy najlepiej poprawia wygrana wojna. Przeciwnika wybrano na wszelki wypadek słabego czyli Pomorzan. Wsadzono księcia na konia (że niby dowodzi) i wyprawa ruszyła (1090). Jakiż ubaw musiał mieć Sieciech szepcząc Władysławowi na ucho rozkazy (dla zachowania pozorów) które potem sam ochoczo biegł wykonywać. Niestety wyprawa poniosła klapę. Początkowo coś tam udało się zwojować (Nakło). Ostatecznie jednak trzeba było się wycofać. Pomorzanie najwyraźniej mieli gdzieś sprawę poprawiania wizerunku księcia. Nieudało się zrobić z niego zwycięskiego wodza. Efekty przyszły szybko. Rusowie zdemolowali pogranicze wschodnie, zabrali co chcieli i kogo chcieli po czym poszli do siebie. Nic nie można było na to poradzić. Rozpacz. Na domiar złego Zbigniew nie chciał dłużej klepać litanii w niemieckim klasztorze. Skumał się z Czeskim królem Brzetysławem II. Dostał paru zręcznych chłopaków i razem przylali Sieciechowi (1093). Z faktami trzeba było się pogodzić. Władysław uznał że Zbigniew jest jego synem ukochanym jak najbardziej i dał mu Śląsk jako własne księstwo. Trzy lata później (1096) Sieciech pomścił porażkę i tym razem załatwił Zbigniewa. Udało mu się nawet go schwytać i wsadzić do lochu (to taki pokoik z którego trudno wyjść) w jednym ze swoich miasteczek. Jednak już rok później Władysław wyciągnął syna z pudła. Znowu został syneczkiem tatusia. We władanie dał mu Wielkopolskę i Kujawy a młodszemu synowi Bolesławowi – Śląsk. Sieciech nie mógł zareagować. Inni znaczący na dworze ludzie byli mu niechętni, bo sam kręcił Władysławem jak kukłą a oni też chcieli się tak pobawić. Jedynym sposobem zachowania wpływu na księcia było nie przeciwstawianie się w tej sprawie, w końcu rodzinnej. Bracia dogadali się szybko (1098). Widocznie Bolesław też nie przepadał za Sieciechem. Może ten nie pozwalał mu swawolić z panienkami na dworze ojca, a może tygodniówka była za mała? Nieważne, jakiś uraz na pewno nosił. Bracia zebrali więc trochę chętnych do bitki jegomościów i wybrali się w odwiedziny. Poprosili szanownego rodziciela aby wywalił na zbitą twarz pana Sieciecha. Tatuś tej grzecznej prośby nie spełnił. Bracia więc sami pogonili kota niedawnemu dostojnikowi. Sieciech wyjechał pooglądać inne kraje. Za fatygę Bolesław dołączył sobie do Śląska kawałek Małopolski. Ojczulka wysłano do domu do mamusi. Kilka lat później (1102) Władysław umarł, bo czas już był potemu. Miał prawie 60 lat. Wobec ubogiej opieki medycznej i dość skromnych środków higieny osobistej, był to wtedy wiek zaawansowany.
Jak tu ocenić takiego władcę co praktycznie nie rządził? Niby zasiadał na tronie prze 23 lata, ale właściwie brak śladów jego wpływu na bieg wydarzeń. Oddać można mu jedynie to, że ród książęcy nie zaginął, spłodził bowiem synów.

Reklama

4 KOMENTARZE

  1. Znacie? To poczytajcie.:)
    Znacie? To poczytajcie.:) Znam, ale z wielką przyjemnością czytam podane w ten sposób. Wspaniałe odbrązowienie historii. Tekst pełen humoru a uczy. Kto by pomyślał, że będę śmiać się czytając o wrzuceniu do lochu. Miło to tam nigdy nie było, z tego co wiem o warunkach panujących w tym miejscu, ale rozbawiło mnie “Udało mu się nawet go schwytać i wsadzić do lochu (to taki pokoik z którego trudno wyjść)” i nie tylko to.

    Będzie ciąg dalszy? Proszę i z góry dziękuję za.:)

  2. Znacie? To poczytajcie.:)
    Znacie? To poczytajcie.:) Znam, ale z wielką przyjemnością czytam podane w ten sposób. Wspaniałe odbrązowienie historii. Tekst pełen humoru a uczy. Kto by pomyślał, że będę śmiać się czytając o wrzuceniu do lochu. Miło to tam nigdy nie było, z tego co wiem o warunkach panujących w tym miejscu, ale rozbawiło mnie “Udało mu się nawet go schwytać i wsadzić do lochu (to taki pokoik z którego trudno wyjść)” i nie tylko to.

    Będzie ciąg dalszy? Proszę i z góry dziękuję za.:)