Reklama

Zazwyczaj zajmuję się kulturą, sztuką i innymi przyjemnymi rzeczami.

Zazwyczaj zajmuję się kulturą, sztuką i innymi przyjemnymi rzeczami. Jednak dzisiaj, robiąc prasówkę po portalach, natknąłem się na informację, która wytrąciła mnie z równowagi. Otóż dwie spółki PKP – Przewozy Regionalne i Intercity – pokłóciły się o prowizję ze sprzedaży biletów i póki co zerwały współpracę. JEŻELI rzeczywiście spółki te się nie dogadają, rysuje mi się obraz Apokalipsy na szynach.

Onet: „Na dworcach nie tylko trzeba będzie odnaleźć oddzielną kasę dla pociągów osobowych i przyspieszonych a oddzielną dla pociągów pospiesznych Intercity. Firmy przestaną także informować przez megafony o pociągach drugiej spółki. Informację nie będą także udzielane telefonicznie. Tam gdzie Przewozy Regionalne nie mają swojej kasy biletowej, jak na przykład na dworcu Centralnym w Warszawie, bilet na osobowy będzie trzeba kupić już w pociągu. (…) W środę o 15.30 spółka PKP Intercity zerwała umowę z drugim przewoźnikiem. Nocne negocjacje zakończyły się fiaskiem.”

Rozkosze kupowania biletu w pociągu łatwo sobie wyobrazić – brak informacji na dworcach, wściekli ludzie, emeryci (znacząca grupa klientów PKP) zdezorientowani i wsiadający nie do tych pociągów, co trzeba, kolejki ciągnące się przez korytarze wagonów, płacenie wyłącznie gotówką i to najlepiej za odliczone, bo gdzie konduktor ma rozmienić… Ale wszystko to blednie, kiedy uwzględni się jeden aspekt, o którym Onet milczy.

Chodzi mi o podróże łączone – np. z Gdyni do Warszawy ekspresem IC, do Katowic pospiesznym i jeszcze dalej, np. do Bielska-Białej – osobowym. Taka kombinacja ma dwa oblicza – informacyjne i biletowe. Czy i jak po „rozłamie” będę w stanie zorientować się w połączeniach? Czy strona z rozkładami jazdy PKP przestanie być aktualizowana przez jedną lub obie spółki? Czy na dworcu będę biegał między dwoma okienkami informacji, zapisując skrzętnie godziny odjazdów i przyjazdów i kombinując samodzielnie, jakie połączenie będzie najlepsze?

No i bilety – dotychczas połączenie z przesiadką było drukowane na jednym bilecie. Na tej samej trasie podróż z jednym przewoźnikiem (np. tylko pospiesznym) mogła być realnie tańsza niż teoretycznie tańsza podróż osobowym z przesiadką na pospieszny – ponieważ obie firmy liczyły to jako dwa osobne przejazdy. Teraz do rozkoszy płacenia za dwa (lub więcej!) osobne przejazdy dojdzie rozkosz kupowania dwóch (lub więcej!) osobnych biletów w dwóch (lub więcej!) osobnych kasach.

Wydawałoby się, że podwoi to ilość problemów, jakie potrafi stwarzać jazda pociągiem. Otóż nie – IMHO nie będzie to burdel razy dwa, to będzie burdel do kwadratu!

Reklama
Poprzedni artykułUżywam Migalskiego do obrazowania degradacji
Następny artykułPan Wanna

8 KOMENTARZE

  1. Z brodą
    Był sobie facet, naukowiec, zamieszkały w Zalesiu Górnym. Pewnego pięknego dnia przyszło do niego zaproszenie na konferencję naukową w Osace (Japonia). Conieco oderwany od rzeczywistości pan poszedł na dworzec i poprosił bilet do Osaki. Kasjerka wybałuszyła oczy, nastąpiły negocjacje, pan dostał bilet do Wawy Centralnej. Dojechał tam, poszedł do kasy, poprosił bilet do Osaki. Sytuacja się powtórzyła, pan pojechał na Okęcie. W okienku LOTu panienka poskrobała się w głowę i sprzedała panu bilet do Londynu, w Londynie dostał bilet do Tokio, a stamtąd już bez problemu dojechał do Osaki. Minęło parę dni. konferencja się skończyła, pan pełen wrażeń wybrał się na dworzec w Osace i poprosił w kasie bilet do Zalesia. – Dolnego czy Górnego? – spytała kasjerka.

    Wie pan, to jest oczywiście dowcip, ale ilustrujący rzecz w ten sposób, że jak się chce, to można. Może i zapowiadany burdel w PKP, jest sposobem na negocjacje, ale jak sobie wyobrażę zwłaszcza starszych podróżnych (np. teściowa sporo jeździ), którzy mają się w tym orientować, to ciarki mnie przechodzą.

    Aha, a argument o jednym bilecie na WKD, ZTM i lotniczym trąci demagogią – to są jednak różne środki komunikacji i nigdy tak nie było, żeby Pan kupował jeden bilet spod domu w Wawie do centrum konferencyjnego w Osace. A PKP jeździ z tych samych dworców, po tych samych szynach i – do niedawna – bardzo zbliżonym taborem (przynajmniej pospieszne i osobowe, nie mówię o klimatyzowanych wagonach IR i IC).

  2. I po jaką tu zajrzałam? Może
    I po jaką tu zajrzałam? Może bym przegapiła tę “radosną” także dla mnie informację. Już od teraz zacznę się martwić na temat Jak ja dojadę? Napisałeś tak obrazowo, że ujrzałam siebie w tłumie biegającym w tę i nazad po dworcach i peronach, z wywieszonym do pasa językiem. Planowane wyjazdy porą zimową, a tam…Mam gdzieś dogadywanie się kogoś z kimś, chcę dojechać w miarę normalnych warunkach, za rozsądną cenę.

    Chyba jednak powinnam podziękować, co niniejszym czynię.:)

  3. Panie Marcinie
    Pan publikuje rysunki, to proszę mi ładnie namalować – za Delacroix – “Quackie wiodący lud na barykady”, może być na podstawie awatara ; )))

    A bardziej poważnie – ja sobie znajdę rozwiązanie z tym pociągiem, z wysiłkiem, ale znajdę. Jak będzie trzeba, poszukam w necie, spiszę, wydrukuję, pójdę z wydrukiem na dworzec. I podejrzewam, że większość ludzi do przedziału 30-40 też sobie poradzi, a pewnie i starsi też.

    Ale moje lewicowe ciągoty się odzywają – i zupełnie prywatne też – jak sobie wyobrażę tych starszych ludzi 60+, 70+ (teściową, jej przemiłą sąsiadkę), którzy znajdą się między młotem a kowadłem. Och, ponegocjujmy sobie. Ilu emerytów wykładasz na stół? To ja przebijam…

    Żeby jeszcze było tak, że na takiej kłótni i burdlu skorzysta ktoś trzeci, kto zaoferuje sprawniej, szybciej, może nawet taniej? Ale guzik, to te same tory, dworce, kasy – to samo zaplątanie. Może jakiś transport prywatny – drogowy? Chociaż przy obecnym stanie dróg – dalsze trasy, korki w dużych aglomeracjach, brak obwodnic – mało prawdopodobne. Całość niefajna, wkurzająca, prowokujące do tekstu.

    • Z Panem to ja i na barykady
      Z Panem to ja i na barykady chociaż z natury usposobiona jestem pokojowo-porozumiewawczo.:)
      Z niecierpliwością czekam na dzieło “Quackie wiodący lud na barykady”.:)

      Co innego jednak zwróciło moją uwagę.

      “A bardziej poważnie – ja sobie znajdę rozwiązanie z tym pociągiem, z wysiłkiem, ale znajdę. Jak będzie trzeba, poszukam w necie, spiszę, wydrukuję, pójdę z wydrukiem na dworzec. I podejrzewam, że większość ludzi do przedziału 30-40 też sobie poradzi, a pewnie i starsi też.”

      Powyższy tekst przypomniał mi niedawną sytuację. Poszukałam w necie, spisałam, poszłam z wydrukiem na dworzec. I co? Okazało się, że od wczoraj to ten pociąg nie jeździ.

      Z rewolucyjnym pozdrowieniem. 😉

      • Nobody’s perfect
        I przy zmianach rozkładu też trzeba uważać. Mnie się zdarzyło nieco inaczej, kupiłem bilet na pospieszny, a chciałem jechać przyspieszonym IR, który jechał na tej samej trasie wcześniej, krócej i zdaje się taniej… Guzik, zonk za nieświadomość, że to inny przewoźnik i bilety inne.

  4. Bez biustu najlepiej
    Tortu nie zaryzykuję, mimo żem na diecie. Myślę, że ma Pan rację, że to pistolet, przystawiony społeczeństwu/ przeciwnikowi do głowy w negocjacjach. No cóż, może i dałem się wykorzystać.

    Moim zdaniem emeryci SĄ reprezentatywni dla grupy pn. podróżny PKP, podobnie jak inni zniżkowi (uczniowie, studenci).

    Wszystko co o marketingu i negocjacjach – PKP regionalna obiecała więcej konduktorów/ sprzedawców w pociągach, ale owszem, przydałyby się i ruchome punkty info na peronach/ dworcach. Gdyby sytuacja miała się przeciągnąć, jakiś najem punktów w pobliżu dworców? W pomieszczeniach dworcowych?

    Zagranie PR, hmm, powinno być pozytywne, ale kusi mnie, żeby odbić piłeczkę w stronę IC, zwłaszcza w przypadku, kiedy podróżni z mniejszych miejscowości dojeżdżają osobowym (przew. regionalne) do huba – większego miasta i węzła kolejowego, a potem dalej via dowolny pociąg IC. Tzn. że w pociągu osobowym bez problemu nabędą bilet, dopiero przy przesiadce będą musieli kupować w kasie obsługującej IC – i kto wychodzi na czarny charakter?

    Wszystko to oczywiście rodzi dalsze, bardziej szczegółowe pytania, wymagające jeszcze więcej czasu na odpowiedź.

    PS. Cenię sobie anonimowość, pozwoli Pan, że pozostanę dla Pana panem Quackie; jeżeli Pan sobie życzy, mogę się do Pana zwracać również po nicku, nie po imieniu.

    • No właśnie, czy obie?
      Trasę między odległymi (dużymi) miastami – np. Gdynia – Kraków, Warszawa – Katowice, Szczecin – Wrocław – najwygodniej będzie nadal pokonywać via IC. No, chyba że TLK urosną w siłę.

      Natomiast dojechać DO huba – dużego miasta można z mniejszego miasteczka/ wsi pociągiem osobowym, transportem masowym (PKS, busy prywatne), od biedy taksówką, a jeżeli jest gdzie na dłużej zaparkować – własnym samochodem. Co w sferze PR, jak już napisałem, może być in plus, ale jeżeli chodzi o dogodność dla pasażerów, to alternatywne środki komunikacji są po prostu dla przewozów regionalnych konkurencją.

      Ani PKS/ Polski Express, ani póki co LOT (lub inne linie) nie są aż tak znaczącą konkurencją dla IC, jak wspomniany transport lokalny – dla kolei regionalnych. Autobusy kursują głównie tam, gdzie połączenia kolejowe są rzadkie i/ ponieważ uciążliwe (np. trasa Bydgoszcz-Warszawa), samolot jest za drogi lub niewygodny (przez ileż lat trasę np. Gdańsk-Kraków pokonywało się LOTem z przesiadką na Okęciu; czas oczekiwania sprawiał, że szlag trafiał cały zysk ze skrócenia czasu podróży, a kolejne próby odpalenia połączeń bezpośrednich, bez lądowania/ przesiadki w Wawie, spalały na panewce).

      Niemniej jest sporo racji w tym, że obie spółki są od siebie zależne i dlatego też zapewne się dogadają.