Reklama

Bernard Owen, znany na świecie ekspert w dziedzinie systemów wyborczych, mówi o decydującej roli, jaką proporcjonalny system wyborczy odegrał we wprowadzeniu do rządu Austrii neonazistowskiej partii Jörga Haidera.

Część druga serii Bernard Owen o działaniu systemów wyborczych

Bernard Owen, listopad 2008

Ta strona w języku angielskim (kliknij) – The English-language version of this page

Reklama

Bernard Owen kieruje centrum badań porównawczych nad wyborami w Paryżu (Centre d’Etudes Comparatives d’Elections – CECE) oraz kierunkiem studiów administrator wyborów w IPAG-Paris II, renomowanym francuskim instytucie prawa administracyjnego.

Professor Owen uczestniczył w ponad czterdziestu międzynarodowych misjach obserwacji wyborów lub pomocy w organizowaniu wyborów, pomógł w tworzeniu ordynacji wyborczych kilku państw, uczestniczył w ponad czterdziestu spotkaniach międzynarodowych i konferencjach naukowych dotyczących problematyki wyborczej. Co roku organizuje konferencję na temat wyborów we francuskim senacie.

Badania profesora Owena wyjaśniają rolę, jaką proporcjonalne systemy wyborcze odegrały w katastrofach politycznych, które w miały miejsce w wielu krajach europejskich.

Oto druga z serii wypowiedzi Bernarda Owena na temat konsekwencji proporcjonalnych systemów wyborczych.

W tej serii:

 

Posłuchajmy wypowiedzi:

Są polskie napisy – jeśli się nie pojawiają, to należy przycisnąć przycisk z trzema kreskami tuż pod obrazem.

Wszystko zaczęło się od wyboru Kurta Waldheima na prezydenta Austrii w roku 1985. Waldheim był kandydatem partii katolickiej.

W Austrii obie główne partie, katolicka i socjalistyczna, są głęboko wpisane w pejzaż kraju. Mają wiele powiązanych za sobą organizacji. Austriak urodzony w rodzinie socjalistycznej należy do socjalistycznych klubów sportowych, a nawet umiera na socjalistycznym cmentarzu, przez całe życie towarzyszy mu ta sama ideologia. Podobnie jest z katolikami.

W roku 1985 katolicy wystawili w wyborach prezydenckich kandydata, który wydawał się bardzo interesujący, Kurta Waldheima, który przedtem przez 10 lat kierował Organizacją Narodów Zjednoczonych. Był to dobry kandydat. Niestety rok wcześniej w Wall Street Journal i wielu innych amerykańskich gazetach oskarżono Austrię o przekazywanie Związkowi Radzieckiemu tajemnic wojskowych USA. Te oskarżenia, prawdziwe czy nie, wywołały oczywiście poruszenie w Austrii, wszystkie austriackie gazety były wściekłe na prasę amerykańską za oskarżanie Austrii o zdradę zachodnich ideałów.

Rok później Kurt Waldheim został kandydatem partii katolickiej na prezydenta, było to dobre pociągnięcie z punktu widzenia tej partii. Ale jedna z żydowskich organizacji w USA (bynajmniej nie reprezentująca ogółu Żydów) oskarżyła Waldheima o to, że przed rokiem 1939 należał do nazistowskiej szkoły jeździeckiej oraz o to, że jako żołnierz armii niemieckiej (wcielony przymusowo) był w Grecji, w okolicy, gdzie Niemcy dokonywali okrucieństw. Nic Waldheimowi w gruncie rzeczy nie udowodniono, ale był on rzeczywiście w owej okolicy i zrobiono o to wiele szumu.

To wywołało reakcję Austriaków, reakcję na ataki z zagranicy.

Wówczas każda z dwóch partii miała poparcie wyborcze w granicach 40-45%, istniała też mała partia liberalna, z poparciem 5-10%. Działania żydowskiej organizacji zmobilizowały wszystkich austriackich antysemitów. A małą partię polityczną łatwo jest przejąć. I partia liberalna została przejęta przez Jörga Haidera i stała się partią neonazistowską.

Aby rządzić Austrią, każda z wielkich partii potrzebuje koalicji z mniejszą partią. Wówczas socjaliści byli w koalicji z partią liberalną, która jednak nie była już liberalna, lecz neonazistowska. Skutkiem tego socjaliści nie mogli utworzyć takiego rządu, jakiego chcieli, i zdecydowali się na utworzenie tego, co dziś w Austrii nazywa się "rządem słoniowym", czyli wielkiej koalicji socjalistów z katolikami. Wywołało to powszechne zadowolenie. Prasa chwaliła tę koalicję, pisano: "teraz są razem i pracują dla wspólnego dobra, to dobrze".

I rzeczywiście było dobrze. Z tym, że nawet przy najlepszym rządzie pewna liczba wyborców chce głosować przeciwko rządowi. Dodatkowo, gdy prawica i lewica razem tworzą rząd, przywiązanie do partii spada, gdyż prawdziwym katolikom nie podoba się, że ich kandydaci współrządzą z socjalistami, socjaliści reagują podobnie.

Tak więc przywiązanie do partii spadło. Gdy doszło do kolejnych wyborów, partia liberalna (która miała już wtedy charakter neonazistowski) odniosła wielki, nieoczekiwany sukces i podwoiła ilość głosów w stosunku do poprzednich wyborów. Partia ta stanowiła strukturę przejmującą głosy przeciwko rządowi. O tym z reguły się zapomina. Mówi się, że liczyła się ideologia, że ludzie zaczęli popierać nazizm. Ale to nie prawda. Po prostu rząd, nawet najlepszy, zawsze budzi kontrowersje, zawsze wielu wyborców chce głosować przeciwko rządowi. I tak właśnie stało się w Austrii.

W kolejnych, trzecich wyborach, partia neonazistowska dostała tyle samo głosów, co partia katolicka, a poparcie dla socjalistów spadło. Jedynym rozwiązaniem było wówczas utworzenie koalicji katolików z neonazistami. Oczywiście Unia Europejska była temu bardzo przeciwna, mówiono, że Austriacy coraz bardziej popierają nazistów. Jeden z członków nawet odmówił podania ręki ambasadorowi Austrii.

Ale to nie miało nic wspólnego z ideologią, tu chodziło o to, że jedyną strukturą zdolną przejąć głosy przeciwko rządowi była partia neonazistowska (dawniej liberalna). I, rzecz arcyciekawa, w kolejnych wyborach, po okresie, gdy katolicy i neonaziści byli razem u władzy, partia neonazistowska przestała być strukturą przejmującą głosy przeciwko rządowi i spadła z około 25% do 10% głosów.

Austriacy nie głosowali ideologicznie. Tego większość ludzi nie wie. Nawet publicyści w radiu, w telewizji i w gazetach, nawet politolodzy zwracają uwagę na ideologię. Ideologia nie ma tu tego wielkiego znaczenia, jakie większość ludzi jej przypisuje.

W tej serii:

 

Przekład: Marcin Skubiszewski

Strona internetowa instytutu naukowego Bernarda Owena: http://www.cec-elections.org/

Reklama

59 KOMENTARZE

    • Nie umiem przejąć partii liberalnej
      Nie mam pojęcia, jak się przejmuje partię liberalną. Jestem tu tylko tłumaczem i w jakimś sensie wydawcą, autorem jest Bernard Owen. Możesz go spytać bezpośredio: adres Ci prześlę na priva.

      Estimado, masz ochotę przejąć jakąś partię, ale nie wiesz jak?


      • Po namysle stwierdzam, Skubi,
        …ze wolalbym przejac bank albo cus w podobie, niekoniecznie dopiero co na twarz przewrocony. Ten Owen, prawde rzeklszy, nie prezentuje sie ani zbyt odkrywczo, ani zbyt sugestywnie. Ale pelnowartosciowy jako pretekst dla Twoich dalszych komentarzy.

        Pozdrawiam

        P.S. Jezeli jednak masz recepte na przejecie partii narodowo-socjalistycznej i przerobienie jej na liberalna, to czekam z napieciem.

        • Coś o rozróżnieniu między ekstremistami a innymi
          Co do małych partii, które tak interesują Haidera i Estimado: tu leży ważny argument na rzecz ordynacji większościowej. Jeśli mała partia jest do zaakceptowania dla większości społeczeństwa, to przy ordynacji większościowej działa razem z innymi partiami. Duża partia musi iść na taki układ z mniejszą partią: dzięki wyborcom małej partii wygrywa (w wielu okręgach każdy głos się liczy żeby dostać 51%, a nie 49,9%). A mała partia chce współdziałania, dzięki temu ma jakiś udział w rządach i w konfiturach.

          Natomiast jeśli mała partia kompromituje (bo jest komunistyczna, kaczystowska, nazistowska czy jeszcze jakaś), to nie znajdzie sojuszników. Albo nie szuka sojuszników, bo chce podkreślić swoją bezkompromisowość czy ekstremizm.

          Ten mechanizm pozwala oddzielić partie oszołomskie i szkodliwe od innych nie tylko przez kryterium ilości zwolenników danej partii, ale też przez ważne kryterium "przełykalności" dla większości wyborców. Ten mechanizm działa mocno w systemie większościowym, a słabiutko w systemie proporcjonalnym.

          Oto przykład francuski. Centroprawica, to przez lata była koalicja UDF+RPR. Lewica, to byli socjaliści i komuniści. Na lewicy współpraca była, bo wielu Francuzów nie postrzegało komunistów jako okropieństwo (tak było z przyczyn historycznych: po ataku Hitlera na ZSRR komuniści stali się bardzo ważnym elementem antyniemieckiego ruchu oporu i zyskali uznanie społeczne).

          W latach osiemdziesiątych pojawił się Front National (front Narodowy), oparty na na rasizmie, nawet z pewnymi małymi akcentami nazistowskimi. I z tą partią nikt niewspółpracuje, skutkiem czego ta partia, we francuskim systemie większościowym, w ogóle nie ma deputowanych ani senatorów.

          Nie twierdzę, że francuscy komunisdi są lepsi niż francuscy rasiści. Ale w oczach francuskiego społeczeństwa są lepsi. I to skutkuje tym, że komuniści mają chociaż paru deputowanych, a rasiści żadnych. Taki układ jest zgodny z poglądami wielkiej liczby Francuzów, którzy bynajmniej na komunistów nie głosują (komunizm jes dla nich do przełknięcia, rasizm nie).


    • Nie umiem przejąć partii liberalnej
      Nie mam pojęcia, jak się przejmuje partię liberalną. Jestem tu tylko tłumaczem i w jakimś sensie wydawcą, autorem jest Bernard Owen. Możesz go spytać bezpośredio: adres Ci prześlę na priva.

      Estimado, masz ochotę przejąć jakąś partię, ale nie wiesz jak?


      • Po namysle stwierdzam, Skubi,
        …ze wolalbym przejac bank albo cus w podobie, niekoniecznie dopiero co na twarz przewrocony. Ten Owen, prawde rzeklszy, nie prezentuje sie ani zbyt odkrywczo, ani zbyt sugestywnie. Ale pelnowartosciowy jako pretekst dla Twoich dalszych komentarzy.

        Pozdrawiam

        P.S. Jezeli jednak masz recepte na przejecie partii narodowo-socjalistycznej i przerobienie jej na liberalna, to czekam z napieciem.

        • Coś o rozróżnieniu między ekstremistami a innymi
          Co do małych partii, które tak interesują Haidera i Estimado: tu leży ważny argument na rzecz ordynacji większościowej. Jeśli mała partia jest do zaakceptowania dla większości społeczeństwa, to przy ordynacji większościowej działa razem z innymi partiami. Duża partia musi iść na taki układ z mniejszą partią: dzięki wyborcom małej partii wygrywa (w wielu okręgach każdy głos się liczy żeby dostać 51%, a nie 49,9%). A mała partia chce współdziałania, dzięki temu ma jakiś udział w rządach i w konfiturach.

          Natomiast jeśli mała partia kompromituje (bo jest komunistyczna, kaczystowska, nazistowska czy jeszcze jakaś), to nie znajdzie sojuszników. Albo nie szuka sojuszników, bo chce podkreślić swoją bezkompromisowość czy ekstremizm.

          Ten mechanizm pozwala oddzielić partie oszołomskie i szkodliwe od innych nie tylko przez kryterium ilości zwolenników danej partii, ale też przez ważne kryterium "przełykalności" dla większości wyborców. Ten mechanizm działa mocno w systemie większościowym, a słabiutko w systemie proporcjonalnym.

          Oto przykład francuski. Centroprawica, to przez lata była koalicja UDF+RPR. Lewica, to byli socjaliści i komuniści. Na lewicy współpraca była, bo wielu Francuzów nie postrzegało komunistów jako okropieństwo (tak było z przyczyn historycznych: po ataku Hitlera na ZSRR komuniści stali się bardzo ważnym elementem antyniemieckiego ruchu oporu i zyskali uznanie społeczne).

          W latach osiemdziesiątych pojawił się Front National (front Narodowy), oparty na na rasizmie, nawet z pewnymi małymi akcentami nazistowskimi. I z tą partią nikt niewspółpracuje, skutkiem czego ta partia, we francuskim systemie większościowym, w ogóle nie ma deputowanych ani senatorów.

          Nie twierdzę, że francuscy komunisdi są lepsi niż francuscy rasiści. Ale w oczach francuskiego społeczeństwa są lepsi. I to skutkuje tym, że komuniści mają chociaż paru deputowanych, a rasiści żadnych. Taki układ jest zgodny z poglądami wielkiej liczby Francuzów, którzy bynajmniej na komunistów nie głosują (komunizm jes dla nich do przełknięcia, rasizm nie).


    • Nie umiem przejąć partii liberalnej
      Nie mam pojęcia, jak się przejmuje partię liberalną. Jestem tu tylko tłumaczem i w jakimś sensie wydawcą, autorem jest Bernard Owen. Możesz go spytać bezpośredio: adres Ci prześlę na priva.

      Estimado, masz ochotę przejąć jakąś partię, ale nie wiesz jak?


      • Po namysle stwierdzam, Skubi,
        …ze wolalbym przejac bank albo cus w podobie, niekoniecznie dopiero co na twarz przewrocony. Ten Owen, prawde rzeklszy, nie prezentuje sie ani zbyt odkrywczo, ani zbyt sugestywnie. Ale pelnowartosciowy jako pretekst dla Twoich dalszych komentarzy.

        Pozdrawiam

        P.S. Jezeli jednak masz recepte na przejecie partii narodowo-socjalistycznej i przerobienie jej na liberalna, to czekam z napieciem.

        • Coś o rozróżnieniu między ekstremistami a innymi
          Co do małych partii, które tak interesują Haidera i Estimado: tu leży ważny argument na rzecz ordynacji większościowej. Jeśli mała partia jest do zaakceptowania dla większości społeczeństwa, to przy ordynacji większościowej działa razem z innymi partiami. Duża partia musi iść na taki układ z mniejszą partią: dzięki wyborcom małej partii wygrywa (w wielu okręgach każdy głos się liczy żeby dostać 51%, a nie 49,9%). A mała partia chce współdziałania, dzięki temu ma jakiś udział w rządach i w konfiturach.

          Natomiast jeśli mała partia kompromituje (bo jest komunistyczna, kaczystowska, nazistowska czy jeszcze jakaś), to nie znajdzie sojuszników. Albo nie szuka sojuszników, bo chce podkreślić swoją bezkompromisowość czy ekstremizm.

          Ten mechanizm pozwala oddzielić partie oszołomskie i szkodliwe od innych nie tylko przez kryterium ilości zwolenników danej partii, ale też przez ważne kryterium "przełykalności" dla większości wyborców. Ten mechanizm działa mocno w systemie większościowym, a słabiutko w systemie proporcjonalnym.

          Oto przykład francuski. Centroprawica, to przez lata była koalicja UDF+RPR. Lewica, to byli socjaliści i komuniści. Na lewicy współpraca była, bo wielu Francuzów nie postrzegało komunistów jako okropieństwo (tak było z przyczyn historycznych: po ataku Hitlera na ZSRR komuniści stali się bardzo ważnym elementem antyniemieckiego ruchu oporu i zyskali uznanie społeczne).

          W latach osiemdziesiątych pojawił się Front National (front Narodowy), oparty na na rasizmie, nawet z pewnymi małymi akcentami nazistowskimi. I z tą partią nikt niewspółpracuje, skutkiem czego ta partia, we francuskim systemie większościowym, w ogóle nie ma deputowanych ani senatorów.

          Nie twierdzę, że francuscy komunisdi są lepsi niż francuscy rasiści. Ale w oczach francuskiego społeczeństwa są lepsi. I to skutkuje tym, że komuniści mają chociaż paru deputowanych, a rasiści żadnych. Taki układ jest zgodny z poglądami wielkiej liczby Francuzów, którzy bynajmniej na komunistów nie głosują (komunizm jes dla nich do przełknięcia, rasizm nie).


    • Nie umiem przejąć partii liberalnej
      Nie mam pojęcia, jak się przejmuje partię liberalną. Jestem tu tylko tłumaczem i w jakimś sensie wydawcą, autorem jest Bernard Owen. Możesz go spytać bezpośredio: adres Ci prześlę na priva.

      Estimado, masz ochotę przejąć jakąś partię, ale nie wiesz jak?


      • Po namysle stwierdzam, Skubi,
        …ze wolalbym przejac bank albo cus w podobie, niekoniecznie dopiero co na twarz przewrocony. Ten Owen, prawde rzeklszy, nie prezentuje sie ani zbyt odkrywczo, ani zbyt sugestywnie. Ale pelnowartosciowy jako pretekst dla Twoich dalszych komentarzy.

        Pozdrawiam

        P.S. Jezeli jednak masz recepte na przejecie partii narodowo-socjalistycznej i przerobienie jej na liberalna, to czekam z napieciem.

        • Coś o rozróżnieniu między ekstremistami a innymi
          Co do małych partii, które tak interesują Haidera i Estimado: tu leży ważny argument na rzecz ordynacji większościowej. Jeśli mała partia jest do zaakceptowania dla większości społeczeństwa, to przy ordynacji większościowej działa razem z innymi partiami. Duża partia musi iść na taki układ z mniejszą partią: dzięki wyborcom małej partii wygrywa (w wielu okręgach każdy głos się liczy żeby dostać 51%, a nie 49,9%). A mała partia chce współdziałania, dzięki temu ma jakiś udział w rządach i w konfiturach.

          Natomiast jeśli mała partia kompromituje (bo jest komunistyczna, kaczystowska, nazistowska czy jeszcze jakaś), to nie znajdzie sojuszników. Albo nie szuka sojuszników, bo chce podkreślić swoją bezkompromisowość czy ekstremizm.

          Ten mechanizm pozwala oddzielić partie oszołomskie i szkodliwe od innych nie tylko przez kryterium ilości zwolenników danej partii, ale też przez ważne kryterium "przełykalności" dla większości wyborców. Ten mechanizm działa mocno w systemie większościowym, a słabiutko w systemie proporcjonalnym.

          Oto przykład francuski. Centroprawica, to przez lata była koalicja UDF+RPR. Lewica, to byli socjaliści i komuniści. Na lewicy współpraca była, bo wielu Francuzów nie postrzegało komunistów jako okropieństwo (tak było z przyczyn historycznych: po ataku Hitlera na ZSRR komuniści stali się bardzo ważnym elementem antyniemieckiego ruchu oporu i zyskali uznanie społeczne).

          W latach osiemdziesiątych pojawił się Front National (front Narodowy), oparty na na rasizmie, nawet z pewnymi małymi akcentami nazistowskimi. I z tą partią nikt niewspółpracuje, skutkiem czego ta partia, we francuskim systemie większościowym, w ogóle nie ma deputowanych ani senatorów.

          Nie twierdzę, że francuscy komunisdi są lepsi niż francuscy rasiści. Ale w oczach francuskiego społeczeństwa są lepsi. I to skutkuje tym, że komuniści mają chociaż paru deputowanych, a rasiści żadnych. Taki układ jest zgodny z poglądami wielkiej liczby Francuzów, którzy bynajmniej na komunistów nie głosują (komunizm jes dla nich do przełknięcia, rasizm nie).


    • Nie umiem przejąć partii liberalnej
      Nie mam pojęcia, jak się przejmuje partię liberalną. Jestem tu tylko tłumaczem i w jakimś sensie wydawcą, autorem jest Bernard Owen. Możesz go spytać bezpośredio: adres Ci prześlę na priva.

      Estimado, masz ochotę przejąć jakąś partię, ale nie wiesz jak?


      • Po namysle stwierdzam, Skubi,
        …ze wolalbym przejac bank albo cus w podobie, niekoniecznie dopiero co na twarz przewrocony. Ten Owen, prawde rzeklszy, nie prezentuje sie ani zbyt odkrywczo, ani zbyt sugestywnie. Ale pelnowartosciowy jako pretekst dla Twoich dalszych komentarzy.

        Pozdrawiam

        P.S. Jezeli jednak masz recepte na przejecie partii narodowo-socjalistycznej i przerobienie jej na liberalna, to czekam z napieciem.

        • Coś o rozróżnieniu między ekstremistami a innymi
          Co do małych partii, które tak interesują Haidera i Estimado: tu leży ważny argument na rzecz ordynacji większościowej. Jeśli mała partia jest do zaakceptowania dla większości społeczeństwa, to przy ordynacji większościowej działa razem z innymi partiami. Duża partia musi iść na taki układ z mniejszą partią: dzięki wyborcom małej partii wygrywa (w wielu okręgach każdy głos się liczy żeby dostać 51%, a nie 49,9%). A mała partia chce współdziałania, dzięki temu ma jakiś udział w rządach i w konfiturach.

          Natomiast jeśli mała partia kompromituje (bo jest komunistyczna, kaczystowska, nazistowska czy jeszcze jakaś), to nie znajdzie sojuszników. Albo nie szuka sojuszników, bo chce podkreślić swoją bezkompromisowość czy ekstremizm.

          Ten mechanizm pozwala oddzielić partie oszołomskie i szkodliwe od innych nie tylko przez kryterium ilości zwolenników danej partii, ale też przez ważne kryterium "przełykalności" dla większości wyborców. Ten mechanizm działa mocno w systemie większościowym, a słabiutko w systemie proporcjonalnym.

          Oto przykład francuski. Centroprawica, to przez lata była koalicja UDF+RPR. Lewica, to byli socjaliści i komuniści. Na lewicy współpraca była, bo wielu Francuzów nie postrzegało komunistów jako okropieństwo (tak było z przyczyn historycznych: po ataku Hitlera na ZSRR komuniści stali się bardzo ważnym elementem antyniemieckiego ruchu oporu i zyskali uznanie społeczne).

          W latach osiemdziesiątych pojawił się Front National (front Narodowy), oparty na na rasizmie, nawet z pewnymi małymi akcentami nazistowskimi. I z tą partią nikt niewspółpracuje, skutkiem czego ta partia, we francuskim systemie większościowym, w ogóle nie ma deputowanych ani senatorów.

          Nie twierdzę, że francuscy komunisdi są lepsi niż francuscy rasiści. Ale w oczach francuskiego społeczeństwa są lepsi. I to skutkuje tym, że komuniści mają chociaż paru deputowanych, a rasiści żadnych. Taki układ jest zgodny z poglądami wielkiej liczby Francuzów, którzy bynajmniej na komunistów nie głosują (komunizm jes dla nich do przełknięcia, rasizm nie).


    • Nie umiem przejąć partii liberalnej
      Nie mam pojęcia, jak się przejmuje partię liberalną. Jestem tu tylko tłumaczem i w jakimś sensie wydawcą, autorem jest Bernard Owen. Możesz go spytać bezpośredio: adres Ci prześlę na priva.

      Estimado, masz ochotę przejąć jakąś partię, ale nie wiesz jak?


      • Po namysle stwierdzam, Skubi,
        …ze wolalbym przejac bank albo cus w podobie, niekoniecznie dopiero co na twarz przewrocony. Ten Owen, prawde rzeklszy, nie prezentuje sie ani zbyt odkrywczo, ani zbyt sugestywnie. Ale pelnowartosciowy jako pretekst dla Twoich dalszych komentarzy.

        Pozdrawiam

        P.S. Jezeli jednak masz recepte na przejecie partii narodowo-socjalistycznej i przerobienie jej na liberalna, to czekam z napieciem.

        • Coś o rozróżnieniu między ekstremistami a innymi
          Co do małych partii, które tak interesują Haidera i Estimado: tu leży ważny argument na rzecz ordynacji większościowej. Jeśli mała partia jest do zaakceptowania dla większości społeczeństwa, to przy ordynacji większościowej działa razem z innymi partiami. Duża partia musi iść na taki układ z mniejszą partią: dzięki wyborcom małej partii wygrywa (w wielu okręgach każdy głos się liczy żeby dostać 51%, a nie 49,9%). A mała partia chce współdziałania, dzięki temu ma jakiś udział w rządach i w konfiturach.

          Natomiast jeśli mała partia kompromituje (bo jest komunistyczna, kaczystowska, nazistowska czy jeszcze jakaś), to nie znajdzie sojuszników. Albo nie szuka sojuszników, bo chce podkreślić swoją bezkompromisowość czy ekstremizm.

          Ten mechanizm pozwala oddzielić partie oszołomskie i szkodliwe od innych nie tylko przez kryterium ilości zwolenników danej partii, ale też przez ważne kryterium "przełykalności" dla większości wyborców. Ten mechanizm działa mocno w systemie większościowym, a słabiutko w systemie proporcjonalnym.

          Oto przykład francuski. Centroprawica, to przez lata była koalicja UDF+RPR. Lewica, to byli socjaliści i komuniści. Na lewicy współpraca była, bo wielu Francuzów nie postrzegało komunistów jako okropieństwo (tak było z przyczyn historycznych: po ataku Hitlera na ZSRR komuniści stali się bardzo ważnym elementem antyniemieckiego ruchu oporu i zyskali uznanie społeczne).

          W latach osiemdziesiątych pojawił się Front National (front Narodowy), oparty na na rasizmie, nawet z pewnymi małymi akcentami nazistowskimi. I z tą partią nikt niewspółpracuje, skutkiem czego ta partia, we francuskim systemie większościowym, w ogóle nie ma deputowanych ani senatorów.

          Nie twierdzę, że francuscy komunisdi są lepsi niż francuscy rasiści. Ale w oczach francuskiego społeczeństwa są lepsi. I to skutkuje tym, że komuniści mają chociaż paru deputowanych, a rasiści żadnych. Taki układ jest zgodny z poglądami wielkiej liczby Francuzów, którzy bynajmniej na komunistów nie głosują (komunizm jes dla nich do przełknięcia, rasizm nie).


  1. Model PO bardzo prosty
    Model PO, to Sejm z 230 posłami, każdy wybrany w okręgu jednomandatowym w dwóch turach. Do drugiej tury przechodzą ci dwaj kandydaci z pierwszej, którzy mieli najlepsze wyniki.

    Symulacji łatwo się nie zrobi, bo inny system wyborczy, to inne zachowania polityków, ale też inne zachowania wyborców.

    Na przykład Partia Kobiet miała 0,3%, bo było wiadomo, że nie wejdzie do Sejmu (zmarnowane głosy). Gdyby był system z dwiema turami, pewnie mieliby więcej.

    Jeśli już chcemy coś przewidywać, to raczej na podstawie wyborów do Senatu, w których system jest trochę podobny do systemu proponowanego przez PO do Sejmu.

    • Za projektem PO przemawia,
       jak sie wydaje, co najmniej pare przeslanek:

      1) niskie prawdopodobienstwo sukcesu wyborczego jednej czy drugiej ekstremy (argument z krzywej Gaussa/Queteleta)

      2) konkretnosc wyniku wyborczego – wiadomo, kto rzadzi i odpowiada, a kto krytykuje jako opozycja, co jawnie sprzyja i samemu rzadzeniu, i odpowiedzialnosci; istotne zwlaszcza w kraju wychodzacym z chorego systemu, gdzie wciaz jest sporo do zorganizowania i zrobienia

      3) zmierzch partii-pijawek, koniecznych dla skompletowania wiekszosci, kosztownych a w istocie blokujacych i kontraproduktywnych

      4) sama redukcja ilosci poslow o polowe – czyli potencjalnie 2x mniejszy koszt (jasne, sa koszty stale) przy 4x wyzszej sprawnosci decyzyjnej (jasne, tematow w zasadzie nie ubywa, chociaz….).

      Czyli w sumie umiar wladzy zachowany na co najmniej dotychczasowym poziomie. Przed przegieciami chroni krzywa Gaussa + kadencyjnosc + instancje zewnetrzne (prezydenckie veto, trybunal konstytucyjny, instytucje europejskie etc.). Decyzyjnosc wieksza, a koszty funkcjonowania nizsze.

      Mysle, ze i jakosc wyzsza – w konkurencji ciasniej, a glosowanie na konkretna twarz i konkretne nazwisko, nie na liste partyjna, czyli wierchuszke.
      No i wreszcie – 230 w miare normalnych i sposobnych (niechby choc 200) moze sie w Polsce usklada. Na 460+100 takich dlugo jeszcze nie ma co liczyc, za maly kraj.

      Pozdrawiam

  2. Model PO bardzo prosty
    Model PO, to Sejm z 230 posłami, każdy wybrany w okręgu jednomandatowym w dwóch turach. Do drugiej tury przechodzą ci dwaj kandydaci z pierwszej, którzy mieli najlepsze wyniki.

    Symulacji łatwo się nie zrobi, bo inny system wyborczy, to inne zachowania polityków, ale też inne zachowania wyborców.

    Na przykład Partia Kobiet miała 0,3%, bo było wiadomo, że nie wejdzie do Sejmu (zmarnowane głosy). Gdyby był system z dwiema turami, pewnie mieliby więcej.

    Jeśli już chcemy coś przewidywać, to raczej na podstawie wyborów do Senatu, w których system jest trochę podobny do systemu proponowanego przez PO do Sejmu.

    • Za projektem PO przemawia,
       jak sie wydaje, co najmniej pare przeslanek:

      1) niskie prawdopodobienstwo sukcesu wyborczego jednej czy drugiej ekstremy (argument z krzywej Gaussa/Queteleta)

      2) konkretnosc wyniku wyborczego – wiadomo, kto rzadzi i odpowiada, a kto krytykuje jako opozycja, co jawnie sprzyja i samemu rzadzeniu, i odpowiedzialnosci; istotne zwlaszcza w kraju wychodzacym z chorego systemu, gdzie wciaz jest sporo do zorganizowania i zrobienia

      3) zmierzch partii-pijawek, koniecznych dla skompletowania wiekszosci, kosztownych a w istocie blokujacych i kontraproduktywnych

      4) sama redukcja ilosci poslow o polowe – czyli potencjalnie 2x mniejszy koszt (jasne, sa koszty stale) przy 4x wyzszej sprawnosci decyzyjnej (jasne, tematow w zasadzie nie ubywa, chociaz….).

      Czyli w sumie umiar wladzy zachowany na co najmniej dotychczasowym poziomie. Przed przegieciami chroni krzywa Gaussa + kadencyjnosc + instancje zewnetrzne (prezydenckie veto, trybunal konstytucyjny, instytucje europejskie etc.). Decyzyjnosc wieksza, a koszty funkcjonowania nizsze.

      Mysle, ze i jakosc wyzsza – w konkurencji ciasniej, a glosowanie na konkretna twarz i konkretne nazwisko, nie na liste partyjna, czyli wierchuszke.
      No i wreszcie – 230 w miare normalnych i sposobnych (niechby choc 200) moze sie w Polsce usklada. Na 460+100 takich dlugo jeszcze nie ma co liczyc, za maly kraj.

      Pozdrawiam

  3. Model PO bardzo prosty
    Model PO, to Sejm z 230 posłami, każdy wybrany w okręgu jednomandatowym w dwóch turach. Do drugiej tury przechodzą ci dwaj kandydaci z pierwszej, którzy mieli najlepsze wyniki.

    Symulacji łatwo się nie zrobi, bo inny system wyborczy, to inne zachowania polityków, ale też inne zachowania wyborców.

    Na przykład Partia Kobiet miała 0,3%, bo było wiadomo, że nie wejdzie do Sejmu (zmarnowane głosy). Gdyby był system z dwiema turami, pewnie mieliby więcej.

    Jeśli już chcemy coś przewidywać, to raczej na podstawie wyborów do Senatu, w których system jest trochę podobny do systemu proponowanego przez PO do Sejmu.

    • Za projektem PO przemawia,
       jak sie wydaje, co najmniej pare przeslanek:

      1) niskie prawdopodobienstwo sukcesu wyborczego jednej czy drugiej ekstremy (argument z krzywej Gaussa/Queteleta)

      2) konkretnosc wyniku wyborczego – wiadomo, kto rzadzi i odpowiada, a kto krytykuje jako opozycja, co jawnie sprzyja i samemu rzadzeniu, i odpowiedzialnosci; istotne zwlaszcza w kraju wychodzacym z chorego systemu, gdzie wciaz jest sporo do zorganizowania i zrobienia

      3) zmierzch partii-pijawek, koniecznych dla skompletowania wiekszosci, kosztownych a w istocie blokujacych i kontraproduktywnych

      4) sama redukcja ilosci poslow o polowe – czyli potencjalnie 2x mniejszy koszt (jasne, sa koszty stale) przy 4x wyzszej sprawnosci decyzyjnej (jasne, tematow w zasadzie nie ubywa, chociaz….).

      Czyli w sumie umiar wladzy zachowany na co najmniej dotychczasowym poziomie. Przed przegieciami chroni krzywa Gaussa + kadencyjnosc + instancje zewnetrzne (prezydenckie veto, trybunal konstytucyjny, instytucje europejskie etc.). Decyzyjnosc wieksza, a koszty funkcjonowania nizsze.

      Mysle, ze i jakosc wyzsza – w konkurencji ciasniej, a glosowanie na konkretna twarz i konkretne nazwisko, nie na liste partyjna, czyli wierchuszke.
      No i wreszcie – 230 w miare normalnych i sposobnych (niechby choc 200) moze sie w Polsce usklada. Na 460+100 takich dlugo jeszcze nie ma co liczyc, za maly kraj.

      Pozdrawiam

  4. Model PO bardzo prosty
    Model PO, to Sejm z 230 posłami, każdy wybrany w okręgu jednomandatowym w dwóch turach. Do drugiej tury przechodzą ci dwaj kandydaci z pierwszej, którzy mieli najlepsze wyniki.

    Symulacji łatwo się nie zrobi, bo inny system wyborczy, to inne zachowania polityków, ale też inne zachowania wyborców.

    Na przykład Partia Kobiet miała 0,3%, bo było wiadomo, że nie wejdzie do Sejmu (zmarnowane głosy). Gdyby był system z dwiema turami, pewnie mieliby więcej.

    Jeśli już chcemy coś przewidywać, to raczej na podstawie wyborów do Senatu, w których system jest trochę podobny do systemu proponowanego przez PO do Sejmu.

    • Za projektem PO przemawia,
       jak sie wydaje, co najmniej pare przeslanek:

      1) niskie prawdopodobienstwo sukcesu wyborczego jednej czy drugiej ekstremy (argument z krzywej Gaussa/Queteleta)

      2) konkretnosc wyniku wyborczego – wiadomo, kto rzadzi i odpowiada, a kto krytykuje jako opozycja, co jawnie sprzyja i samemu rzadzeniu, i odpowiedzialnosci; istotne zwlaszcza w kraju wychodzacym z chorego systemu, gdzie wciaz jest sporo do zorganizowania i zrobienia

      3) zmierzch partii-pijawek, koniecznych dla skompletowania wiekszosci, kosztownych a w istocie blokujacych i kontraproduktywnych

      4) sama redukcja ilosci poslow o polowe – czyli potencjalnie 2x mniejszy koszt (jasne, sa koszty stale) przy 4x wyzszej sprawnosci decyzyjnej (jasne, tematow w zasadzie nie ubywa, chociaz….).

      Czyli w sumie umiar wladzy zachowany na co najmniej dotychczasowym poziomie. Przed przegieciami chroni krzywa Gaussa + kadencyjnosc + instancje zewnetrzne (prezydenckie veto, trybunal konstytucyjny, instytucje europejskie etc.). Decyzyjnosc wieksza, a koszty funkcjonowania nizsze.

      Mysle, ze i jakosc wyzsza – w konkurencji ciasniej, a glosowanie na konkretna twarz i konkretne nazwisko, nie na liste partyjna, czyli wierchuszke.
      No i wreszcie – 230 w miare normalnych i sposobnych (niechby choc 200) moze sie w Polsce usklada. Na 460+100 takich dlugo jeszcze nie ma co liczyc, za maly kraj.

      Pozdrawiam

  5. Model PO bardzo prosty
    Model PO, to Sejm z 230 posłami, każdy wybrany w okręgu jednomandatowym w dwóch turach. Do drugiej tury przechodzą ci dwaj kandydaci z pierwszej, którzy mieli najlepsze wyniki.

    Symulacji łatwo się nie zrobi, bo inny system wyborczy, to inne zachowania polityków, ale też inne zachowania wyborców.

    Na przykład Partia Kobiet miała 0,3%, bo było wiadomo, że nie wejdzie do Sejmu (zmarnowane głosy). Gdyby był system z dwiema turami, pewnie mieliby więcej.

    Jeśli już chcemy coś przewidywać, to raczej na podstawie wyborów do Senatu, w których system jest trochę podobny do systemu proponowanego przez PO do Sejmu.

    • Za projektem PO przemawia,
       jak sie wydaje, co najmniej pare przeslanek:

      1) niskie prawdopodobienstwo sukcesu wyborczego jednej czy drugiej ekstremy (argument z krzywej Gaussa/Queteleta)

      2) konkretnosc wyniku wyborczego – wiadomo, kto rzadzi i odpowiada, a kto krytykuje jako opozycja, co jawnie sprzyja i samemu rzadzeniu, i odpowiedzialnosci; istotne zwlaszcza w kraju wychodzacym z chorego systemu, gdzie wciaz jest sporo do zorganizowania i zrobienia

      3) zmierzch partii-pijawek, koniecznych dla skompletowania wiekszosci, kosztownych a w istocie blokujacych i kontraproduktywnych

      4) sama redukcja ilosci poslow o polowe – czyli potencjalnie 2x mniejszy koszt (jasne, sa koszty stale) przy 4x wyzszej sprawnosci decyzyjnej (jasne, tematow w zasadzie nie ubywa, chociaz….).

      Czyli w sumie umiar wladzy zachowany na co najmniej dotychczasowym poziomie. Przed przegieciami chroni krzywa Gaussa + kadencyjnosc + instancje zewnetrzne (prezydenckie veto, trybunal konstytucyjny, instytucje europejskie etc.). Decyzyjnosc wieksza, a koszty funkcjonowania nizsze.

      Mysle, ze i jakosc wyzsza – w konkurencji ciasniej, a glosowanie na konkretna twarz i konkretne nazwisko, nie na liste partyjna, czyli wierchuszke.
      No i wreszcie – 230 w miare normalnych i sposobnych (niechby choc 200) moze sie w Polsce usklada. Na 460+100 takich dlugo jeszcze nie ma co liczyc, za maly kraj.

      Pozdrawiam

  6. Model PO bardzo prosty
    Model PO, to Sejm z 230 posłami, każdy wybrany w okręgu jednomandatowym w dwóch turach. Do drugiej tury przechodzą ci dwaj kandydaci z pierwszej, którzy mieli najlepsze wyniki.

    Symulacji łatwo się nie zrobi, bo inny system wyborczy, to inne zachowania polityków, ale też inne zachowania wyborców.

    Na przykład Partia Kobiet miała 0,3%, bo było wiadomo, że nie wejdzie do Sejmu (zmarnowane głosy). Gdyby był system z dwiema turami, pewnie mieliby więcej.

    Jeśli już chcemy coś przewidywać, to raczej na podstawie wyborów do Senatu, w których system jest trochę podobny do systemu proponowanego przez PO do Sejmu.

    • Za projektem PO przemawia,
       jak sie wydaje, co najmniej pare przeslanek:

      1) niskie prawdopodobienstwo sukcesu wyborczego jednej czy drugiej ekstremy (argument z krzywej Gaussa/Queteleta)

      2) konkretnosc wyniku wyborczego – wiadomo, kto rzadzi i odpowiada, a kto krytykuje jako opozycja, co jawnie sprzyja i samemu rzadzeniu, i odpowiedzialnosci; istotne zwlaszcza w kraju wychodzacym z chorego systemu, gdzie wciaz jest sporo do zorganizowania i zrobienia

      3) zmierzch partii-pijawek, koniecznych dla skompletowania wiekszosci, kosztownych a w istocie blokujacych i kontraproduktywnych

      4) sama redukcja ilosci poslow o polowe – czyli potencjalnie 2x mniejszy koszt (jasne, sa koszty stale) przy 4x wyzszej sprawnosci decyzyjnej (jasne, tematow w zasadzie nie ubywa, chociaz….).

      Czyli w sumie umiar wladzy zachowany na co najmniej dotychczasowym poziomie. Przed przegieciami chroni krzywa Gaussa + kadencyjnosc + instancje zewnetrzne (prezydenckie veto, trybunal konstytucyjny, instytucje europejskie etc.). Decyzyjnosc wieksza, a koszty funkcjonowania nizsze.

      Mysle, ze i jakosc wyzsza – w konkurencji ciasniej, a glosowanie na konkretna twarz i konkretne nazwisko, nie na liste partyjna, czyli wierchuszke.
      No i wreszcie – 230 w miare normalnych i sposobnych (niechby choc 200) moze sie w Polsce usklada. Na 460+100 takich dlugo jeszcze nie ma co liczyc, za maly kraj.

      Pozdrawiam