Reklama

W tej najnowszej, chociaż zdartej do imentu akcji ideologicznej, mamy wszystko czego się należy spodziewać po lewicowych aktywistach, politykach i wspierających mediach. Jak zawsze zaczyna się od najbardziej szlachetnych deklaracji, w tym przypadku chodzi o życie i zdrowie kobiet w ciąży, co w „nowoczesnym” języku nazywa się noszeniem płodu. Dalej sprawy toczą się jak lawina odpalona od jednej wybuchowej beczki prochu. W szpitalu w Pszczynie doszło do tragedii, zmarła kobieta w zaawansowanej ciąży, dziecko również nie miało szans na przeżycie. Według informacji medialnych, przekazanych przez rodzinę zmarłej, lekarze czekali na naturalny zgon dziecka nie decydując się na aborcję, która w tym przypadku byłaby całkowicie legalna, o ile przyjąć, że ciąża zagrażała życiu. Cały dramat polega jednak na tym, że w ocenie lekarzy nie było takich przesłanek i dlatego nie z przyczyn ideologicznych, tylko ściśle medycznych podjęto decyzję, aby doszło do naturalnego poronienia.

Wiadomo, że w ostatnim czasie coś takiego, jak etos lekarza praktycznie przestał istnieć, nie mam zatem najmniejszej ochoty, aby bronić przedstawicieli środowiska medycznego, na pewno nie in gremio. Z drugiej strony mamy jeszcze bardziej upadłe grupy aktywistów lewicowych i tutaj zaczyna się sedno kolejnej zadymy, jaką obserwujemy. Wszystkie piękne hasła o życiu i trosce rozbijają się fanatyzm, który nie polega na ochronie jakiegokolwiek życia, ale skupia się na bezkarnym zabijaniu. Nie mam najmniejszego zamiaru wchodzić w to bagno, gdzie taplają się ze sobą dwa radykalne obozy ideologiczne, natomiast proste fakty wskazują, że dla jednych i drugich troska o życie, czy to dziecka, czy kobiety jest wyłącznie maczugą do okładania przeciwników. Na tragedii z Pszczyny rozpętano ideologiczne piekło i odpalono wszelkie możliwe brudne chwyty mające zdemolować wrogów. „Gazeta Wyborcza” posunęła się tak daleko, że na pierwszej stronie swojego portalu umieściła tytuł jednoznacznie wskazujący na winnych śmierci kobiety, po czym przedłożyła całą listę posłów, którzy za to mają odpowiadać. Bez najmniejszych oporów wytoczono te kolubryny i obok wisiały sobie inne artykuły o tolerancji, szacunku i „hejcie” z jakim spotyka się jakiś tam celebryta.

Na tej wojnie jeńców się nie bierze, temat aborcji jest nie do zamęczenia, niby „wszyscy wszystko wiedzą”, cytując klasyka, ale mimo wszystko za każdym razem odżywają emocje i to na najwyższym poziomie. Gdy dojdzie do dramatu, śmierci kobiety lub dziecka, jedni i drudzy natychmiast rzucają się do wykrzykiwania samych grubych „argumentów”, gdzie wcześniej niż później pojawi się Hitler, Stalin, Auschwitz i tak dalej. Mówiąc krótko i brutalnie dzieci i kobiety są mięsem armatnim na ideologicznej wojnie. Na tym tle banałem jest stwierdzenie, że polskie przepisy dotyczące aborcji są rozsądnym kompromisem i każde grzebanie przy tym kończy się przewidywalną zadymą, co w żaden sposób nie zmienia losu kobiet i dzieci, przeciwnie, ich los jest całkowicie obojętny walczącym armiom ideologów i fanatyków. W związku z tymi wszystkimi oczywistościami, które niestety non stop trzeba przypominać, konsekwentnie dystansuję się od aborcyjnej wojny, chociaż z zasady unikam takich stwierdzeń, że jedni i drudzy są tacy sami. Tacy sami nie są, mimo wszystko nawet najbardziej fanatyczna ochrona życia jest lepsza od fanatycznego i bezkarnego zabijania, co nie znaczy, że trzeba ulegać jakiemukolwiek z tych szaleństw.

Bądźmy do bólu szczerzy i poważni, gdyby w Pszczynie umarła kobieta po usunięciu ciąży, z powodu zagrożenia życia, cały fanatyzm przechyliłby się w drugą stronę i mielibyśmy „A niejednej więcej” po prawicy, nie po lewicy. W Polsce do czasu wyroku Trybunału Konstytucyjnego był względny spokój, z czysto politycznych pobudek PiS ten spokój zburzył i nic mądrego z tych politycznych ruchów nie wyniknie. W takiej sprawie i w takim sporze nigdy nie będzie rozwiązania, które zadowoli wszystkie strony, stąd też płynie jeden wniosek. Każde polityczne i ideologiczne grzebanie przy optymalnych przepisach prawnych, dotyczących aborcji, kończy się pogorszeniem, a nie poprawą stanu rzeczy.

Reklama
Poprzedni artykułNiedzielski wysypał PiS – nie mają większości do przegłosowania obostrzeń
Następny artykułW USA dyskutują o stanie demokracji w Polsce! Po co strzelać z armaty do wróbla?
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

25 KOMENTARZE

  1. Rozsądny kompromis – chciałbym dostać te ziółka, które pali Autor…
    Absurdalność tego poglądu widać, gdy się zapyta Autora, jakich to koncesji (w końcu to kompromis) na rzecz wolności dokonali “prolajferzy”? Gdyby chociaż można było tabletki dzień po używać – to możnaby również mówić o kompromisie. A tu nie ma jednej koncesji ze strony antywolnościowej.
    Brednie o optymalnym prawie wypowiadane jako obiektywna rzeczywistość pokazują słuszność zawołania autora – patrzmy na fakty i wyciągajmy wnioski, miast słuchać “wujków dobra-rada”, którym po prostu jakiś stan odpowiada i dlatego “jest optymalny”.

    • Dzień Dobry @Siwiec
      Zakazy, nakazy i kary nieustająco i nieustająco żartobliwie nazywane prawem oraz przytłaczająca większość homo rzekomo sapiens, te dwa elementy “się nie dodają”.
      To jest tak jakby żądać od tzw debili funkcjonalnych rzeczowej analizy albo by w głównym wydaniu codziennej propagandy tematem dnia było coś naprawdę ważnego w miejsce “ratowania kotka”.
      To już nawet nie jest ten tzw debilizm funkcjonalny. To jest jest zupełnie zwyczajny niedorozwój emocjonalny przytłaczającej większości. Z tym niedorozwojem nawet mówienie o braku jakiejkolwiek edukacji klasycznej nie ma sensu. O jakimkolwiek rozumieniu rzeczy tak elementarnych jak wolność możemy zapomnieć.
      Teraz leci się na WIARĘ, na EMOCJE (oczywiście “ani jednej łzy” albo przynajmniej ani jednej innej niż “wzruszająca”), na polubienia, na zrzutki, na modę, na tęczowych specjalistów od bytu, no i oczywiście “bo ładne”, “bo eko”, bo trzeba robić “integracyjne”, podtrzymywać przy życiu tych którzy nigdy nie mieli szans na przeżycie a już tym bardziej samodzielne. A wszystko okleja się nalepkami “Nauka” choć obok prawdziwej Nauki nigdy to nie leżało.
      Po prostu za dużo wymagasz. Daj im żreć te tabsy, przyjmować od dilerów dawki, albo nie przyjmować, obustronnie z zupełnie kretyńskich powodów, niech bajdurzą i publikują dla trzyliterowców koszałki opałki o ratowaniu klimatu, kotków, trupów płci pięćdziesięciu sześciu albo siedmiu z czego połowa w ciąży a druga w urojonej niebinarnej.
      Powtórzę się.
      Nie da się uratować albo pomóc tym którzy nie chcą być uratowani albo nie chcą pomocy. Nie da się pomóc czy uratować kogokolwiek nie ratując najpierw siebie.
      Aha… pamiętasz że my tu nie tylko kredkami po wirtualnym asfalcie, ale nawet ten asfalt to w śmietniku jest zwanym siecią Internet?
      Pozdrawiam

  2. Pizzożercy w całej krasie.
    To że w Polsce na tle innych krajów covidowa hekatomba zabrała szczególnie dużo ludzi to też wynik demoralizacji środowiska lekarskiego. Skandaliczne, zabójcze “procedury” covidove były identyczne na całym świecie a to naszym dzielnym medykom udało się przodować w nadmiarowych zgonach.
    Mengele lubił przyjechać karetką z namalowanym krzyżem i osobiście wrzucić puszeczkę cyklonu do pryszniców… nasi za odpowiednie dodatki robiliby to samo.

    • Z jednej strony mamy świerzaków z nowego naboru dla których tytuł to jest złapanie Pana Boga za nogi i zrobią wszystko żeby jak najdłużej ciągnąć cyca.

      Z drugiej strony mamy nowe pokolenie starej gwardii, któremu “się należy”… trzystu metrowy dom, drugi nad morzem śródziemnym, dwa samochody, jacht i urlop w tropikach dwa razy w roku. Pacjent w tym wszystkim jest na samym końcu.

      Z trzeciej strony mamy starą gwardię która najdłużej działała w systemie i była poddawana ciągłej presji na konformizm.

      Nie dziw się więc, że buntują się tylko emeryci albo wybitni specjaliści, nisko w hierarchii, na prowincji.

      Trzeba zmienić system i liczyć że kiedyś to zaprocentuje. Ludzi szybko nie da się zmienić.

  3. Pan Piotr chyba zarzuca fanatyzm zbyt szerokiej grupie ludzi. Dla mnie na przykład sprzeciw wobec zabijania ludzi (z wyjątkiem sytuacji obrony własnej) jest kwestią elementarnego człowieczeństwa. Dla jakiegoś marksisty to z kolei normalna procedura pozbycia się kogoś niewygodnego. Takich marksistów spotykam codziennie w sklepie, miejscu pracy, itp.. Podam rękę, nie z sympatii, ale by pokazać, że nie jest uzbrojona.

    • Dla każdej osoby przywiązanej do idei wolności, jest oczywistością, że najistotniejszym i najbardziej podstawowym przejawem wolności jest integralność cielesna.
      To trochę jak z narkotykami – nie używam ich tylko dlatego, że są szkodliwe (a poza tym nie mam potrzeby zmieniania swojej świadomości) – ale sam fakt, iż ktoś próbuje mi mówić, co mi wolno w obrębie własnego ciała stanowi przesłankę, by to zrobić – jako deklaracja własnej “niepodległości”.
      Trzeba odrzucić wszelkie regulacje ograniczające co jednostka może zrobić z własnym ciałem. Można dopuścić pewne ograniczenia dotyczące tego, jakie substancje wolno sprzedawać, nigdy zaś te, które wolno przyjmować.

      • A nie wystarczy po prostu z całą stanowczością (i impetem?) zwalczać przymus? Nic nie trzeba regulować. Durnie wymrą, debile nie zarobią, a pasożyten und hochsztapleren będą szorować doły w statystykach nagłych zejść z przyczyn prozaicznych. Taka ortodoksyjna wolność.
        Poniekąd koło natury kończy obrót więc tylko cierpliwości…. 😀

    • Rzeczywistość w obrębie planety nazywana matką naturą reguluje takie rzeczy. Sekwencja wcześniej czy później się domknie i proces rozpocznie powtórnie przy wszystkich zasadach regulacji owej matki natury. Jakieś ideolo w rodzaju “zabijać nie zabijać” podczas domykanie sekwencji zupełnie trzeciorzędne znaczenie.
      Ja tam ręki nie podaje każdemu, a tym bardziej w abstrakcyjnie usprawiedliwionym pustym geście, choćby dlatego że nie wiadomo gdzie chwilę wcześniej owa ręka była.

    • @Zacny Wuj pisze Pan “Dla mnie na przykład sprzeciw wobec zabijania ludzi (z wyjątkiem sytuacji obrony własnej) jest kwestią elementarnego człowieczeństwa. Dla jakiegoś marksisty to z kolei normalna procedura pozbycia się kogoś niewygodnego.”
      Ta kobieta która umarła na sepsę bo lekarz nie chciał dokonać aborcji była w sytuacji obrony własnej. Chciała żyć. Lekarz sprzeciwiał się zabijaniu płodu, czyli nie był marksistą? Czy to ta kobieta była marksistką bo chciała pozbyć się kogoś niewygodnego, zagrażającego jej życiu? A nawet gdyby była marksistką, to co z tego? Zabijać kogoś za poglądy?
      Kogo nie boli temu powoli. Nie decydujmy za innych czy ma prawo żyć czy musi umrzeć bo ja tak chcę. Po trupach do celu?

  4. Czy tylko u mnie pierwszy dzisiejszy komentarz Siwca widnieje teraz jako jakiś anonim bez nicku? Dziwna sprawa. Pamiętam też jak kiedyś od czasu do czasu pojawiały się komentarze (rzadko co prawda) “autorów niezarejestrowanych” – czy jakoś tak. Zachodziłem wtedy w głowę jakim sposobem można skomentować nie posiadając konta. Wie ktoś może o co chodzi?