Reklama

kiedyś byliśmy oswojeni, jedliśmy gołębiom z ręki, pisaliśmy
wiersze. teraz przekładamy każde sobie na alfabet morse’a:
kroki listonosza, deszcz, palce biegnące po klawiaturach. Nie otwieramy


kiedyś byliśmy oswojeni, jedliśmy gołębiom z ręki, pisaliśmy
wiersze. teraz przekładamy każde sobie na alfabet morse’a:
kroki listonosza, deszcz, palce biegnące po klawiaturach. Nie otwieramy

poczty butelkowej, widzimy tylko zniekształcone odbicie
na zielonym szkle. może wewnątrz drzemią cyrylice,
w klinowym piśmie dostrzegamy ślady ptaka biegnącego po tabliczkach

z wilgotnej gliny. Bóg potrafił powiedzieć wszystko czterema literami,
a my zmieniliśmy kod, uodporniliśmy na czułość, przystosowaliśmy
do życia za pancerną szybą, w ciasnym terrarium udoskonalamy

iluzję obszaru, rozciągamy świadomość, hodując w ekranach
canabis. zasypiałeś z twarzą na moich plecach, przekonany
o atawistycznych pozostałościach skrzydeł. Przeczytałeś mnie

brajlem od deski pod stopą do koniuszka rzęsy, znasz mnie
lepiej ode mnie: pozbawiona ciężaru krążę nad sobą przed zaśnięciem
widzę embrion. obok

zrzuconą na podłogę kołdrę; pusty kokon.

Reklama
Poprzedni artykułŻOŁNIERZE WYKLĘCI – warto obejrzeć
Następny artykułO! Nad panią redaktor bączek przeleciał…

9 KOMENTARZE