Reklama

5. Super Kubak i epoka intelektu

Siła odchodzi do lamusa! Świat siły umiera. Siła nigdy więcej nie będzie kartą przetargową w dziejach ludzkości. Koniec epoki siły tuż-tuż!

5. Super Kubak i epoka intelektu

Siła odchodzi do lamusa! Świat siły umiera. Siła nigdy więcej nie będzie kartą przetargową w dziejach ludzkości. Koniec epoki siły tuż-tuż!
Takiej mniej więcej treści artykuły popularnonaukowe wpadły w ostatni poniedziałek w ręce Super Kubaka.
Siedział u dentysty. Bał się okropnie. Zza drzwi dobiegały mordercze dźwięki piłowania, borowania, wyrywania i wrzaski. Ostatni pacjent wszedł do gabinetu ponad godzinę temu i wciąż tkwił w środku wydając rozmaite okrzyki – najpierw przerażenia, następnie odmowy, później wyrażające dyskomfort, aż wreszcie – nie ulegało to wątpliwości – bólu. Super Kubak uważał, że – nadludzkiego bólu. Kilka razy podnosił się, sięgał ręką po pelerynkę zawieszoną przy wyjściu i zamierzał najzwyczajniej w świecie – uciec. Ale za każdym razem przypominał sobie, że ostatecznie jest super bohaterem i to nie przystoi.
Żeby uspokoić skołatane nerwy począł przeglądać przygotowane specjalnie na taką okazję gazety na małym stoliku.
Najpierw dowiedział się co jest modne w tym sezonie. Zmartwiło go to. O pelerynach nie było ani słowa, za to na każdej stronie widniały w różnych kształtach i kolorach – kamizelki. Super bohater w kamizelce?! Cóż za bzdury. Widać skazany jest na modowy margines, na niedopasowanie, na bycie passe. Mimo wszystko był lekko rozczarowany. Lubił dobrze wyglądać – cóż w tym złego?
Sięgnął po inną kupkę gazet. Motoryzacja. Odłożył natychmiast. Super-Kubak nie miał prawa jazdy i stresowały go towarzyskie rozmowy o samochodach, koniach mechanicznych i innych duperelach. Odmawiał.
Na samym dnie, jakby nieczytane przez nikogo, leżały cztery pisma popularno-naukowe. Z nich to dowiedział się o kresie epoki siłaczy.
Panować będzie elita intelektualna.
Zaintrygowało go to.

Czwartkowe popołudnie przyniosło w głowie Kubaka wyraźną decyzję. Wreszcie wiedział jak wykorzystać wiedzę o przyszłości, jak przygotować się na zmiany, które czekają ludzkość.
Nie będą już potrzebni super bohaterowie dzisiejszych czasów. Mężni i silni. Potężni. Niezwyciężeni.
Wyniósł rowerek do ćwiczeń do piwnicy.
Musi się przygotować.
W księgarni za rogiem oprócz książek dla dzieci i kryminałów mieli kilka kiepskich powiastek miłosnych i trzy tomiki wierszy (z opracowaniem). Kupił. Spytał, czy zamierzają sprowadzić w najbliższym czasie encyklopedię lub jakąś pracę naukową. Spojrzano na niego dziwnie, co uznał za przeczenie. Kiedy wychodził, sprzedawczyni przypomniała sobie, że na zapleczu w pudle przeznaczonym na makulaturę ma drugi tom Wielkiej Encyklopedii Świata od L do S. Kubak wziął co było i wrócił do domu.
Wiersze przeczytał szybko, podobały mu się średnio, zresztą były głównie o miłości i tęsknocie. Jakoś czuł, że od tego jeszcze nie stał się elitą intelektualną.
Encyklopedia zajęła mu następny tydzień.
Była niezła. Świat w przedziale od L do S miał już opanowany. Ale czuł wyraźnie, że ma lukę w pozostałych literach alfabetu.

Wiedział jednak, że nowa era nie nadejdzie dziś ani jutro. Za tydzień, za rok. Ma jeszcze sporo czasu. Co najmniej 5 i pół roku, według jego obliczeń.
Gdyby codziennie kupować gazety, robić wielkie archiwum – wiedziałoby się sporo, jeśli nie wszystko. Na początek wystarczyłoby, a kiedy już nadejdzie Epoka Intelektu wydania encyklopedii na pewno zostaną wznowione!
W kiosku kupił 5 dzienników i kawę.
Czuł satysfakcję. Czytanie skończył wieczorem, ale notatki miał przepiękne! Przeobszerne! Przewspaniałe!
Następnego dnia Kubak odkrył, że dzienników jest więcej, tylko w jego malutkim kiosku tuż za rogiem sprowadzają je wybiórczo. Nieco dalej – 15 minut drogi od domu – mieli gazet codziennych aż 11. Kupił wszystkie.
Skończył za pięć szósta. Pomyślał, że dobrze się składa, bo akurat otworzyli salonik prasowy i może wyskoczyć po gazety. Kot miauczał jakoś dziwnie.
A, prawda, pewnie nic nie jadł.
Kupił 11 gazet i whiskas.
Kot popatrzył na niego spode łba.
Super Kubak był senny, ale wiedział, że musi czytać. Czytać i notować! W nowej Epoce nie może przecież zostać w tyle! Chce był na samym szczycie (wreszcie, bo teraz to szkoda gadać)! Musi wykorzystać swoją szansę!
Skończył później jeszcze – koło ósmej. W sklepie było już tylko 10 tytułów, jeden wykupiono, bo akurat dziś dołączono specjalny dodatek – deskę kuchenną ze zdjęciem polityka (wybierało się najbardziej znienawidzonego i potem przycinało mu uszy, wydłubywało oko, albo wyskrobywało mu na czole napis DUPA). Zdenerwował się, na desce zależało mu średnio, ale na gazecie jako takiej – jak najbardziej. Całe szczęście okazało się, że większość kupujących zabierając jedynie deskę, gazetę nienaruszoną zostawiała w kosztu przed salonikiem.
Nie mógł ryzykować tak na dłuższą metę. Zamówił dzienną dostawę prasy do domu.

Cóż to był wspaniały pomysł! siedział teraz przy swoim biurku robiąc notatki i czytając. Cudownie, cudownie! Spał godzinkę nie ruszając się z miejsca (przygotował sobie miesięczny zapas sucharków tuż pod ręką oraz poduszeczkę) rano przychodziła prasa, którą Pan Dostawca kład mu pod łapką. Miał czas na dwie godzinki snu. Cudownie, cudownie było!
A Kot – Kot nauczył się wreszcie łapać myszy. Też wyszło mu na dobre.

Super Kubaka zaczęły pobolewać plecy i coś go łaskotało, ale nie wypadał z rytmu. Czytał, pisał, jadł sucharki i sięgał po nowe gazety. Wkoło robiło sie jakoś coraz szarzej. I coś łaskotało przeraźliwie. Nie miał czasu na zajmowanie się tym.
A wkoło Kubaka rosła pajęczyna.
Ale przecież nie miał na to czasu.

Ścierał ją sobie z oczu, ale któregoś poranka, przespawszy się aż cztery godziny nie zdołał otworzyć oczu ani ruszyć ręką. Pajęczyna go pokonała.
Czekał na Dostawcę.
Usłyszał trzask klamki. Drzwi się otworzyły. Słyszał kroki, coraz bliższe.
Pan Dostawca nie był całkiem bezmyślny. Już od dłuższego czasu obserwował narastanie pajęczyny. Mógł ją co prawda zniszczyć już dawno temu, ale dla hecy chciał sprawdzić czy Super Kubak da się jej zarosnąć.

Zanosząc się ze śmiechu rozdarł pajęczyny. Uuuu, nie było to łatwe.
Ale siła zwyciężyła.
Super Kubak podziękował grzecznie i wyszedł się przejść. Wrócił. Spalił gazety i wniósł rowerek.
Postanowił nie wyprzedać własnej epoki. Póki co siła!

Reklama
Poprzedni artykułDom w okolicy
Następny artykułSpisek na wagę złota.

3 KOMENTARZE

  1. Piękne

    SuperKubakowi jako dowód na niemożność osiągnięcia czegokolwiek taką metodą polecam opowiadanie Lema z Cyberiady – WYPRAWA SZÓSTA, CZYLI JAK TRURL I KLAPAUCJUSZ DEMONA DRUGIEGO RODZAJU STWORZYLI, ABY ZBÓJCĘ GĘBONA POKONAĆ. Dostępna na przykład tutaj (mniej więcej w 1/3 strony, jadąc od góry).