Reklama

Ślepy głuchy i do tego mało rozgarnięty, nie zobaczy, nie usłyszy i nie zrozumie ewidentnej koincydencji zdarzeń. Po najlepszej kampanii wyborczej, wybory prezydenckie 2010, jaką kiedykolwiek Kaczyński miał, podniósł się lament doradców, którzy ukuli, a właściwie uknuli kuriozalną receptę. PiS wygra wybory jeśli będzie robił wszystko, aby zmobilizować radykalny elektorat. Tej absurdalnej dezinformacji nie da się obronić nawet na gruncie głębokiej teorii. Kto potrafi rachować do czterech ten wie, że radykalny elektorat z definicji nie może dać zwycięstwa, bo radykalizm w ramach tak dużej grupy jaką są wyborcy, zawsze jest mniejszością. Na radykalizmie można rozbudzić emocje w proporcjach większościowych, ale w warunkach radykalnych, czyli w warunkach rewolucji lub innych nadzwyczajnych okoliczności. W demokracji ugrać na radykalizmie pełnię władzy graniczy z incydentem, potwierdzającym regułę. Pewnie, że korekta bywa konieczna, coś podobnego zrobił Tusk kiedy skręcił w lewo, tyle, że Tusk nie poszedł radykalnie w lewo, puścił oko i z pozycji centrowego ulubieńca takie manewry uchodzą płazem. Kaczyński postrzegany jak radykał, dodatkowo radykalizując wizerunek, skazuje się na porażkę. Aby doszło do koincydencji musi być co najmniej dwa zdarzenia, pierwsze już opisałem, to horrendalna recepta na sukces, której głównym lekarstwem jest mobilizowanie radykalnej mniejszości. Zdarzenie drugie to po prostu autorstwo, autorami tej podpowiedzi byli Ziobro i Kurski, odsunięci przez Kaczyńskiego i kojarzeni właśnie z radykalnym nastawieniem i radykalnym elektoratem.

Następne zdarzenie wyraziło się dziką satysfakcją Ziobry i Kurskiego po przegranej PiS, bo kolejnym zdarzeniem koincydencji, było wyczekiwanie na dokładnie taki efekt działania „lekarstwa”. Wreszcie trzeba dopełnić koincydencję odpowiednim przygotowaniem elektoratu, strategia Kurskiego i Ziobro jest zabójcza dla Kaczyńskiego, ale idealna pod ich przyszły elektorat. Tak oto zrealizował się plan nowego podziału w PiS, rozgrywanego przy otwartej kurtynie, nie wiadomo tylko, czy to jest podział wewnętrzny, czy przeniesie się na zewnątrz. Warto jeszcze dodać coś niezwykle charakterystycznego dla panów Kurskiego i Ziobro, mianowicie metodę jaką dotarli do prezesa Kaczyńskiego ze swoją terapią. Pełen cynizm, bo nic innego nie wykorzystali jak stan emocjonalny Kaczyńskiego, wywołany traumą smoleńską. Do radykalizacji politycznego przekazu Kurski i Ziobro wykorzystywali Smoleńsk, napuszczali prezesa na temat i przyglądali się cynicznie efektom, które doskonale przewidywali. Przy smutnej okazji działania radykałów z PiS doprowadziły do dwóch wielkich degradacji: ośmieszyły rozmaitymi helami i maskirowkami, cholernie poważny temat oraz dały paliwo PO do odgrzania wielkiej kampanii straszenia Kaczyńskim. Co teraz i co dalej? Pojęcia nie mam, ale zagrożeń widzę całe mnóstwo i być może jedną, bardzo mglistą korzyść.

Reklama

Rozłam w PiS przy tak zbudowanych frakcjach jest nowością, wręcz dziewiczym zjawiskiem opartym nie na konflikcie ideowym, tylko na postulacie organizacyjny. Ziobro nie przedstawił żadnego planu politycznego, poza tym, że chce mieć w partii lepszą pozycję. W żadnym razie nie można porównywać go z PJN, oni jednak mieli pretensje programowe, Ziobro tylko i wyłącznie walczy o swoją pozycję w partii, grożąc rozłamem jeśli pozycji nie zdobędzie. Ten rozłam nie będzie mógł być rozegrany na płaszczyźnie zdrajców, którzy sprzedali się mediom salonowi i tak dalej. Mamy dwie radykalne grupy, Ziobro, ulubieniec Rydzyka, Kurski klasyczny „oszołom” i cała gromada posługuje się silną emocją narodowo-katolicką. Przy nich druga grupa, pod dowództwem Kaczyńskiego wydaje się „układem”. Jak ciężko będzie rozegrać ten konflikt widać już po pierwszych reakcjach. Niby nastąpiło jakieś grillowanie Cymańskiego, ale jeśli chodzi o klasyczne dla Kaczyńskiego wyjście na scenę i opuszczenie kciuka, to raczej wielkiego zapału nie ma. Obie strony, a i trzeciego Rydzyka nie wyłączając, mają wiele do stracenia. Kaczyński nie wie jak tym razem zachowa się wyborca PiS, gdyby z Ziobro poszło na noże. Ziobro ma w tyle głowy dotychczasowe próby wszystkich pozostałych rozłamowców i chociaż wydaje się być na znacznie lepszej pozycji, to wiele nie trzeba, żeby się skompromitować, jakieś hasła do strony partyjnej zaginą, jakiś polityków podkupi ktoś inny, partia na dorobku jest na szczególnie cenzurowanych pozycjach.

Rydzyk podtuczył Zbyszka, żeby przypomnieć o sobie i postraszyć Kaczyńskiego, ale czy on tak się pali do budowania jakiejś partyjki, gdy ma niemałe wpływy w drugiej co do wielkości partii? Nie wydaje mi się, Rydzyk przerabiał już takie patenty i raczej przyzwyczaił się do nowych wygód. Prostych rozwiązań zastosować się nie da, wszystkie strony sporu mają mocne argumenty, ale jednocześnie wiele do stracenia. Bez względu na dalszy przebieg sporu, Tusk już powinien dać na mszę, znów z nieba mu spada niezawodny PiS i znając Tuska zdolności, przykryje tą akcją własne problemy partyjne i wszystkie inne, które już naszymi są. Napomknąłem coś o jednej pozytywnej stronie awantury. Paradoksalnie uwolnienie PiS od skrzydła radioamaryjnego może zmusić Kaczyńskiego do zagospodarowania centrum, jedynego kierunku politycznego dla partii myślącej o władzy. Dzieje się tak dlatego, że w takim układzie słynna reguła Kaczyńskiego: „ode mnie nic na prawo” przestaje obowiązywać. Jakaś partia czy frakcja w PiS, która weźmie na siebie wszystkie skrajne treści i do tego główny centrowy nurt, byłby całkiem niegłupim rozwiązaniem. Pozostaje jeszcze problem medialnego lidera, który uważam za palący i tutaj też Kaczyński może poczuć się zmuszony, do wylansowania młodego prężnego przeciwnika dla Ziobry, wyraziście odmiennego. Czy jedna nadzieja wygra z setką zagrożeń, pewnie się dowiemy i wcale bym się nie upierał, że w najbliższym czasie, też ciężko zgadywać. Kaczyński ma skłonności do ekstremalnych zachowań, potrafi rzecz rozegrać genialnie jak w przypadku PJN i zupełnie kompromitująco jak w przypadku Dorna. Najgorzej się stanie, jeśli dwóch fatalnie kojarzonych medialnie liderów PiS zacznie uprawiać zawody w kisielu, co niestety jest wielce prawdopodobne i w zasadzie już ma miejsce, chociaż na razie jednostronnie, ponieważ póki co Kaczyński nie reaguje tak jak potrafi. Pytanie co robi? Czeka, analizuje, myśli, waży racje? Czy też już wymyśli, przeanalizował, wyważył racje i zaraz się zacznie?

Reklama

99 KOMENTARZE

  1. Im więcej łez wylanych tym ktoś gorliwiej zaciera dłonie
    Jest jak jest, trzeba pomyśleć, co zrobić, żeby nie było jak jest. Zaszyć się w kącie i obgryzać paznokcie, dlatego, że ten świat jest niesprawiedliwy?
    Zbigniew Ziobro dał ciekawy wywiad, jednak nie tyle jest istotne, że było ciekawy, tyle, że go w ogóle dał. Kolejna rzecz, postawił się w roli centrowca, a Kaczyński wypadł jak inteligentny, ale zacietrzewiony radykał. Co to oznacza? Puszczanie oka?
    Sprawa następująca, prawica to nie buddyzm, czy inna filozofia życiowa trzymająca ptaszka na wodzy i usuwanie biedronek spod nóg. To szeroki ruch, jak dotąd mający większość w Polsce, bardzo zróżnicowany i niejednolity, dlatego, by partia reprezentowała prawicę, musi mieć reprezentację dla każdej “warstwy”. Tacy oni wszyscy święci i troskliwi obok Prezesa? To niech się usuną w cień, bo na ich widok ludzie dostają odruch Pawłowa, niech zrobią to w imię zasad i niech wspierają doradztwem, dobrym słowem, w razie konfliktów, mediacją, a nie trzymać partyjne stanowiska. Zwrócić się do centrum i to koniecznie. Sam jestem radykałem, ale widzę, że tam jest spora grupka osób do zagospodarowania, są dziwni z perspektywy radykała – podniecają się bzdurami i innymi serialami – lecz cóż.
    Piłsudski dogadał się z Niemcami, pourywał potem parę łbów, dokonywał dekapitacji bez mrugnięcia powieką. Jest bohaterem, czy nie?