Reklama

Spodziewając się świętego oburzenia, muszę zacząć tekst od bezsilnego oświadczenia. ?Nie mamy wyjścia, dopóki istnieje, nie mamy wyjścia i musimy być?.

Spodziewając się świętego oburzenia, muszę zacząć tekst od bezsilnego oświadczenia. ?Nie mamy wyjścia, dopóki istnieje, nie mamy wyjścia i musimy być?. Definiowanie wolności to odwieczne zajęcie, nie poszukując definicji czuję co mnie zniewala. Zniewala mnie brak wpływu na ciąg zdarzeń, tak mam z przypadkiem UE. UE powoli zaczyna mnie zniewalać, głównie brakiem nadziei na lepsze jutro. Przysłuchiwałem się studyjnej dyskusji kilku dżentelmenów, panów żurnalistów: Michalskiego, Ostrowskiego, Wildsteina. Panowie rozmawiali o UE właśnie, z wyjątkiem redaktora Wildsteina, który jak zwykle walczył o życie, o każde słowo, które jego jest. Nieważne, redaktor Wildstein jaki jest każdy sobie może popatrzeć, ale tenże, który napawa mnie brakiem ochoty na wysłuchiwanie tyrad, powiedział coś, co mi utkwiło i chyba już przewartościowało pogląd. Tak miedzy nami w tej UE zawsze mi coś nie leżało, ale jak to zwykle w życiu i w Polsce przede wszystkim bywa, gdy przeciw UE jest Rydzyk i UPR, dość powodów aby być ZA. Trzeba być światłym i być ZA.

Jestem ZA, nadal jestem ZA, mimo dość przykrego doświadczenia jakim jest uświadomienie mi przez redaktora Wildsteina pewnej beznadziei UE, której od dłuższego czasu nie potrafiłem zdefiniować, chociaż coś mnie kłuło. Definicja tym bardziej bolesna, że prosta tak bardzo jak prosta może być definicja. UE jest biurokratycznym molochem, a hasła jedności raczej dotyczą ideologii, niż gospodarki. UE trąbi o wspólnych celach, a w dwóch flagowych celach mamy jeden wielki bajzel i ciągnięcie sukna w swoją stronę. Polityka energetyczna, to zbiór narodowych interesów każdego członka UE, kryzys obnażył narodowe interesy jeszcze bardziej. Prawda, że boleśnie proste definiowanie? Nie potrafi się Europa dogadać co do podstawowych kierunków poruszania się ku świetlanej przyszłości. O ile sprawy energetyki rozeszły się jakoś po kościach, nie wiedzieć czemu, o tyle kryzys nie pozostawił żadnych złudzeń. Każdy kraj, zwłaszcza ten wielki i ten co może więcej, porzucił wspólnotowe traktaty i uruchomił patriotyczne działania. Kupujcie francuskie towary we Francji, wywalmy pracujących Polaków z UK, wpompujmy miliardy Euro w niemieckie banki. Gdyby tak u nas w Polsce ktoś krzyknął w podobny sposób, światła Gazeta Wyborcza i niemniej światła inteligencja skupiona wokół Wyborczej, krzyczałaby o polskim zaścianku, ksenofobii, odradzającym się neofaszyźmie i antysemityźmie bez wątpienia.

Reklama

Gdy stare europejskie demokracje w obliczu kryzysu szukają dla siebie ratunku, nie w Brukseli i wspólnych działaniach, bo jak wiadomo w jedności siła, ale w narodowych stolicach mamy jakieś dziwne milczenie światłych. Niezrozumiałe milczenie, nie odradza się w Niemczech faszyzm, we Francji nie ma antysemityzmu, UK nie jest krajem ksenofobów. Dziwne, naprawdę dziwne, ale mniejsza o dziwne. Skoro już jesteśmy przy porzekadłach, to trzeba dopowiedzieć, że przyjaciół poznaje się w biedzie. Europa w biedzie rzuciła wszystko i zajęła się swoimi chatami z kraja. Te dwa przykre zdarzenia, polityka energetyczna i działania w czasie kryzysu obnażyły papierowego tygrysa UE. Papierowego głównie dlatego, że biurokratycznego, ale również ze względu na siłę i charakter. Okazuje się, ze już któryś rok z rzędu w UE cała para idzie w ideologiczny gwizdek. Debatuje się nad Konstytucją, Konstytucję zmienia się na Traktat i debatuje dalej, ustala przysłowiową krzywiznę ogórka, natomiast sprawy fundamentalnie wspólne są rozpaczliwie nacjonalistycznie rozstrzygane. Dopiero po banalnych słowach Wildsteina patrzę na to co się dzieje w UE i widzę, że to Polski Sejm, jak mawiają Szwedzi. Debata europejska przypomina nasze lokalne jazdy o wartościach chrześcijańskich i państwie laickim. Jedyna walka o coś w UE trwa od kilku lat o zapisy w takiej formule, której nie rozumie więcej niż 80% mieszkańców Europy.

Oczywiście, trzeba się wgryźć, trzeba poświęcić czas, aby się przebić przez setki stron paragrafów pisanych nie dla ?prostego? człowieka, aby próbować zrozumieć, o co tam chodzi. I to też mnie zaczyna niepokoić, jeśli się spisuje cyrograf w taki sposób, że 80%, nie wie co podpisuje, to chyba trudno się dziwić Irlandczykom, że na wszelki wypadek wolą nie podpisywać. Stworzył się kolejny mit, że prawo europejskie musi takie być, musi być takie skomplikowane, bo musi takie być. No nie wiem, biorę do ręki polską Konstytucję i co by o niej złego nie powiedzieć, nie mam najmniejszych problemów ze zrozumieniem tego naprawdę czytelnego dokumentu. Próbowałem przebić się przez 3 strony Traktatu Lizbońskiego i poczułem się tak, jakby autor za cel postawił sobie pisanie dokumentu dla siebie i rodziny. Nie wchodząc specjalnie w spiski dziejowe, zastanawiam się coraz bardziej, komu ta pisanina służy, tym 20% co wiedzą jak to czytać i co z tego będą mieli, bo chyba nie tym 80%, którzy nic z tego nie kumają? I co tak naprawdę się stanie po podpisaniu tych hieroglifów? Czy na przykład traktat spowoduje, że Brytyjczycy nie będą krzyczeć won z polskimi robotnikami, Francuzi zaczną kupować po prostu dobre, nie francuskie produkty, a Niemcy zasilą europejskie, nie niemieckie banki, żeby te pilnowały wspólnej rury z gazem i ropą?

Mam poważne wątpliwości co do tego, że nie da się zapisać czytelnej Konstytucji Europejskiej, takiej jak amerykańska, polska i inne narodowe, czytelne konstytucje. Mam coraz więcej pytań z gatunku: ?dokąd idziesz Europo??. I coraz częściej podejrzewam, że bez zmiany kierunku UE idzie w ślepą uliczkę, prosto na łono europejskiej nekropoli. Jeśli w UE nie nastąpi przesilenie, zmęczenie jałowymi debatami o biurokracji i ideologii, ten papierowy tygrys zostanie zgnieciony, nie tylko przez USA, które nie mają problemów z regulacjami prawnymi i traktatami, ale przez Chiny, które z wydawaniem słyszalnych odezw mają jeszcze mniej problemów. Z mądrych rzeczy w UE jak dotąd mamy otwarcie granic, ze wspólnych pomysłów jedynie politykę rolną i regionalną, ale i to kuleje, reszta to bicie piany o ?wartości? i formuły funkcjonowania, o wpływy poszczególnych państw na te czy inne niezrozumiałe paragrafy.

Czas mamy średnio akuratnym dla nowych kierunków rozwoju UE, raczej w panice narody zagarniają pod siebie i nic nie wskazuje na to, że stanie się cud i odmieni oblicze Europy. Niestety kryzys brutalnie obnażył wszystkie słabości UE i pokazał jak bardzo teoretyczny i nieruchawy jest to twór. Dotąd wierzyłem, że takie Traktaty Lizbońskie i inne świstki trzeba podpisywać dla świętego spokoju i niech to idzie dalej do przodu. Teraz obawiam się, że podpisywanie tych świstków to uwstecznianie kierunku i przykrywanie biurokracją istoty wspólnoty. Jak dla mnie istota wspólnoty, to poczucie bezpieczeństwa i zabezpieczanie tyłów, to gotowość do zmierzenia się z wyzwaniami i niespodziankami. Mnie naprawdę jest obojętne, czy to będzie działanie w formule lewicowo-liberalnej, czyli jeden dokument oddzielający państwo od kościoła i jeden europejski naród, czy w formule federacji kulturowych i narodowych.

Dla mnie formuła ideologiczna nie ma najmniejszego znaczenia, mnie interesuje wolność gospodarcza i siła gospodarcza wspólnej Europy. Takiej siły nie widzę, widzę ideologiczne bicie piany, widzę płodzenie coraz głupszych i coraz bardziej niezrozumiałych zapisów, by potem wytłumaczyć 80% Europejczykom jak bardzo niedorośli do genialnych zapisów, od których stanie się światłość. Smutna rzeczywistość europejska jest taka, że mamy do czynienia z kompletnie indolentnym molochem, który toczy się siłą inercji, a biurokracja dba, aby się nie toczył zbyt szybko, bo nie daj Boże jeszcze za daleko by się potoczył. Niespecjalnie już wierzę, że fochy Kaczyńskiego stanowią zagrożenie dla UE, paradoksalnie taki kop jak odrzucenie Traktatu, mógłby w końcu wywołać jakąś poważną debatę, albo ostatecznie obnażyć pustkę europejskiej biurokratycznej Unii, czego się znacznie bardziej obawiam. Ze wszystkimi wątpliwościami: ?Nie mamy wyjścia, dopóki istnieje, nie mamy wyjścia i musimy być?.

Reklama

379 KOMENTARZE

  1. A ja dziekuje Ci MK, że
    A ja dziekuje Ci MK, że spojrzenie z tej strony na EU zaprezenowałeś.
    Bo czase ludzim trudno zrozumieć, że świat nie jedno, ale wielokolorowy, a fakt, że się nie cierpi jakiegoś polityka, nie oznacza automatycznie, że nie ma on racji w każdym swoim zdaniu.
    O czym wielu zapomina, także tutaj.

  2. A ja dziekuje Ci MK, że
    A ja dziekuje Ci MK, że spojrzenie z tej strony na EU zaprezenowałeś.
    Bo czase ludzim trudno zrozumieć, że świat nie jedno, ale wielokolorowy, a fakt, że się nie cierpi jakiegoś polityka, nie oznacza automatycznie, że nie ma on racji w każdym swoim zdaniu.
    O czym wielu zapomina, także tutaj.

  3. A ja dziekuje Ci MK, że
    A ja dziekuje Ci MK, że spojrzenie z tej strony na EU zaprezenowałeś.
    Bo czase ludzim trudno zrozumieć, że świat nie jedno, ale wielokolorowy, a fakt, że się nie cierpi jakiegoś polityka, nie oznacza automatycznie, że nie ma on racji w każdym swoim zdaniu.
    O czym wielu zapomina, także tutaj.

  4. A ja dziekuje Ci MK, że
    A ja dziekuje Ci MK, że spojrzenie z tej strony na EU zaprezenowałeś.
    Bo czase ludzim trudno zrozumieć, że świat nie jedno, ale wielokolorowy, a fakt, że się nie cierpi jakiegoś polityka, nie oznacza automatycznie, że nie ma on racji w każdym swoim zdaniu.
    O czym wielu zapomina, także tutaj.

  5. A ja dziekuje Ci MK, że
    A ja dziekuje Ci MK, że spojrzenie z tej strony na EU zaprezenowałeś.
    Bo czase ludzim trudno zrozumieć, że świat nie jedno, ale wielokolorowy, a fakt, że się nie cierpi jakiegoś polityka, nie oznacza automatycznie, że nie ma on racji w każdym swoim zdaniu.
    O czym wielu zapomina, także tutaj.

  6. A ja dziekuje Ci MK, że
    A ja dziekuje Ci MK, że spojrzenie z tej strony na EU zaprezenowałeś.
    Bo czase ludzim trudno zrozumieć, że świat nie jedno, ale wielokolorowy, a fakt, że się nie cierpi jakiegoś polityka, nie oznacza automatycznie, że nie ma on racji w każdym swoim zdaniu.
    O czym wielu zapomina, także tutaj.

  7. A ja dziekuje Ci MK, że
    A ja dziekuje Ci MK, że spojrzenie z tej strony na EU zaprezenowałeś.
    Bo czase ludzim trudno zrozumieć, że świat nie jedno, ale wielokolorowy, a fakt, że się nie cierpi jakiegoś polityka, nie oznacza automatycznie, że nie ma on racji w każdym swoim zdaniu.
    O czym wielu zapomina, także tutaj.

  8. A ja dziekuje Ci MK, że
    A ja dziekuje Ci MK, że spojrzenie z tej strony na EU zaprezenowałeś.
    Bo czase ludzim trudno zrozumieć, że świat nie jedno, ale wielokolorowy, a fakt, że się nie cierpi jakiegoś polityka, nie oznacza automatycznie, że nie ma on racji w każdym swoim zdaniu.
    O czym wielu zapomina, także tutaj.

  9. A ja dziekuje Ci MK, że
    A ja dziekuje Ci MK, że spojrzenie z tej strony na EU zaprezenowałeś.
    Bo czase ludzim trudno zrozumieć, że świat nie jedno, ale wielokolorowy, a fakt, że się nie cierpi jakiegoś polityka, nie oznacza automatycznie, że nie ma on racji w każdym swoim zdaniu.
    O czym wielu zapomina, także tutaj.

  10. A ja dziekuje Ci MK, że
    A ja dziekuje Ci MK, że spojrzenie z tej strony na EU zaprezenowałeś.
    Bo czase ludzim trudno zrozumieć, że świat nie jedno, ale wielokolorowy, a fakt, że się nie cierpi jakiegoś polityka, nie oznacza automatycznie, że nie ma on racji w każdym swoim zdaniu.
    O czym wielu zapomina, także tutaj.