Reklama

Przyznam, że moje sa

Przyznam, że moje samopoczucie jest bliskie schizofrenii, być może jestem wredny jak Pokora w CK Dezerterach, ale jestem przekonany, że to osły pokazują mi kurę. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że do liberalizmu jako takiego, a właściwie liberalizmu liberalnie zdefiniowanego, nie mam wielkich pretensji, nie ze wszystkim się zgadzam, bo to jednak bardzo blisko darwinizmu społecznego, ale generalna zasada dawać wędkę, zamiast śledzia po japońsku jest mi bliska. Równie bliska jest mi zasada wolnego rynku, oczywiście rozumiana jako wolność, oparta na równych zasadach konkurencji. Nie toleruję ortodoksji liberalnej, prywatyzowanie i urynkowienie wszystkiego jest totalnym absurdem i tu niestety liberałowie popełniają ten sam grzech jaki popełniają wszyscy głosiciele doktryn budujących raje na ziemi. Niemniej generalnie i ze wszystkich doktryn liberalizm wydaje się być najmniej szkodliwy i mimo wszystko najmniej sekciarski, gdyż oparty na indywidualnym podejściu do życia, chociaż z tym indywidualizmem też już jest za daleko powiedziane, bo gdyby liberał w ramach wolności jednostki przyjął choćby jedno rozwiązanie socjalistyczne, w szeregach nie miałby czego szukać, byłby zbrukany. No, ale do rzeczy, czyli mojej schizofrenii. Nie wydalam, naprawdę nie wydalam, a właściwie wydalam wszystkimi otworami ciała, kiedy po raz kolejny od „liberałów” ze szkoły marksisty Balcerowicza słyszę o „reformach finansów”. Wychowany na marksistowskim ekonomiście Balcerowiczu jak zdrowaśkę klepie wielkie zagrożenie ze strony socjalnego przepychu. Z tego bełkotu mogę wyłowić i przyznać tylko parę racji: przywileje emerytalne dla wybranych grup zawodowych, „zachorowalność” i „inwalidztwo” Polaków, oraz ewentualne rozdęte związki zawodowe, ale tutaj do ortodoksyjnych liberałów mam jedno pytanie. Jak to jest drodzy Panowie i Panie, co na to doktryna? Według mojej wiedzy, związek zawodowy nie jest utrzymywany z budżetu, ale z dobrowolnych składek członkowskich. Jeśli zatem określona liczba frajerów dobrowolnie płaci na utrzymanie kilku cwaniaków, to co na to wolnościowa doktryna? Wolno im czy nie wolno? Na moje oko jest to kwintesencja liberalizmu i jednocześnie jeden z paradoksów.

Pozostańmy jednak przy tym, co wydaje się rozsądne, tylko do czasu. Co według marksistowskich liberałów wychowanych na Balcerowiczu, znaczy „uprzywilejowane grupy zawodowe”. Ktoś z bardziej gorliwych od razu rzuci górników. A gówno! Jak mówił Dyzma. Kiedy marksistowski liberał Balcerowicz rozkładał publiczne finanse, bodaj najbardziej spektakularnie w dziejach III RP, pod światłym kierownictwem PRZEWODNICZĄCEGO NAJWIĘSKZEGO ZWIĄZKU ZAWODOWEGO W POLSCE, górnicy otrzymali największe odprawy w historii górnictwa. Każdy zwolniony górnik dostawał takie kwoty odpraw, których jakaś zabiedzona nauczycielka, czy inna piguła sprzątająca kał spod umierających bezdomnych, nie byłaby w stanie się doliczyć. W ogóle na odprawy dla tej uprzywilejowanej grupy zawodowej poszły miliardy, za czasów Buzka, Krzaklewskiego i Balcerowicza proceder osiągnął swoje szczytowe możliwości. Genialny marksistowski liberał doszedł do wniosku, że kopalnie w kraju, którego energetyka w 90% opiera się na węglu są nierentowne. No cóż prawa rynku, wolny rynek i liberalizm. Górnicy dostali po kilkadziesiąt tysięcy odprawy i wilczy bilet, żadnego powrotu do kopalń.

Reklama

Minęło kilka lat i w większości ci sami prezesi, którzy nie widzieli racji bytu dla kopalń, wrócili do „SPRYWATYZOWANYCH” kopalń, a to oni dostali największe odprawy i solidarnie zawodowo ściągnęli kolejnych wypasionych odprawami. Nie koniec kuriozum. Oto genialny marksistowski liberał, strateg ekonomiczny przewidując zapaść na rynku węgla, dziś musiałby zerknąć swoimi rogowymi binoklami, podkreślonymi wiecznie głupawym uśmieszkiem ile Polska węgla wydobywa i ile do tego IMPORTUJE? Musiałby marksista przyjrzeć się skąd się ten węgiel wydobywa, a wydobywa się z komór gazowych przekręcając metanomierze. Inna uprzywilejowana grupa zawodowa, tym razem emerytalna. Kto w Polsce był nietykalny i uprzywilejowany jako emeryt przez blisko 20 lat? Tylko jedna, jedyna grupa zawodowa i jak na marksistę przystało, Balcerowicz nigdy nie dał zrobić krzywdy esbekom, WSI i innym ruskim agentom. Nigdy nie było w Polsce bardziej nietykalnej i uprzywilejowanej grupy zawodowej i przypomnę, że esbecy i ruscy agenci z WSI, mogli odejść z roboty jak agent Tomek, w wieku 35 lat oraz, że są to ci legendarni mundurowi.

Co po tych wszystkich dyskredytujących „zabiegach”, słyszymy z okraszonych głupawym uśmieszkiem ust marksistowskiego liberała i jego ślepo wiernych wyznawców? Otóż reforma finansów publicznych już nie ma polegać na wypłacaniu kilkudziesięciu tysięcy złotych niewydolnym branżom, ale na zamrożeniu, powstrzymani i nawet obcięciu emerytur i przywilejów socjalnych. Taki przeciętny głupek od Balcerowicza, który już totalnie nic nie rozumie i jedyne co mu się udało zapamiętać, to imię marksistowskiego wodza, w pierwszym rzędzie krzyknie BECIKOWE. To samo becikowe, które nawiasem mówiąc odrzucał Kurski i kawałek PiS, a przegłosował Tusk, Schetyna, Niesiołowski, Kutz, Grabarczyk, Palikot i pani minister Kopacz, która nie mogła patrzeć na dramatyczne sceny z sekcji zwłok, której nie było. Mniejsza jednak, dużo ciekawsze wieści mam już nie dla głupków, bo to szans na przebicie się do pustych czaszek nie ma, ale takich co się jeszcze uda ich odratować. Takie oto zestawienie mam. Wysokość JEDNORAZOWEGO zasiłku na dziecko, popularnego becikowego, to jest pełna kpin okrągła kwota 1000 złotych. TYSIĄC ZŁOTYCH wypłaca się wszystkim rodzicom, co rzeczywiście jest absurdem, ale w Polsce rodzi się około 380 tysięcy dzieci, razy 1000 złotych daje nam zawrotną kwotę 380 milionów złotych.

Przeciętny głupek wychowany na marksiście Balcerowiczu zaczyna reformę finansów od 380 milionów złotych, które nie są wydawane na waciki dla pierwszej damy, ale w większości na skromną część potrzebnych do życia nowego obywatela urządzeń i produktów. Z tej kwoty do państwa oczywiście wraca spora część w postaci VAT, ta kwota pracuje na wolnym rynku wózków i pieluch, dając zatrudnienie i dochody przedsiębiorcom. Taki oto mamy w Polsce wypas socjalny. Do tego są jeszcze oczywiście zasiłki macierzyńskie, nie chce mi się tam nawet zaglądać, żeby żyłka mi nie poszła, pomniejszych głupków odsyłam do tabeli krajów europejskich, gdzieś tam w okolicach Bułgarii i Rumuni się znajdujemy. Innym zasiłkiem jest zasiłek pogrzebowy, ostatnio ulubiony temat marksisty Balcerowicza. Kwota robi wrażenie, to 6,5 tysiąca, co osobliwe, marksistowskie państwo III RP 6 i pół razy bardziej wspiera zgony niż narodziny obywatela. 6500 razy 360 do 380 tysięcy zgonów rocznie, to w górnym pułapie jest 2 508 000 000. Robi wrażenie, w końcu to 2,5 miliarda, z tego oczywiście do państwa idzie 22% z samego VAT, czyli zostaje 2 miliardy.

Mamy zatem dwa główne powody polskiej biedy i rozdętych finansów publicznych, rzucone przez samego mistrza, a klepane jak zdrowaśki przez największych głupków, wychowanków marksisty Balcerowicza. Przyjmując prosty rachunek, tak żeby i głupek pojął, powodem zapaści finansowej są dwa najbardziej histerycznie nagłośnione zasiłki, na łączną i ogólną wartość 2,88 miliarda złotych. Dobra pójdziemy jeszcze dalej na rękę głupkom i zaokrąglamy do 3 miliardów. Według głupków od marksisty Balcerowicza, największym problemem w Polsce, są 3 miliardy wydane na najbardziej banalne ludzkie zjawiska: narodziny i pogrzeby obywateli. Pełne rozpasanie. Mityczna rozpasana polityka „prorodzinna” opiera się na zasiłku pogrzebowym i becikowym, na zawrotną kwotę 3 miliardów złotych i takie zdrowaśki klepią głupki z niedzielnej szkółki marksisty Balcerowicza. No ale przecież gdybyśmy zatrzymali kolejne rozdęcie, czyli rewaloryzacje emerytur i podwyżki płac w sektorze budżetowym, mielibyśmy Kanadę. Bezwątpienia, tylko trzeba pamiętać, że esbeków i WSI, czyli mundurowych ruszyć nie wolno, ewentualne strażaków i kominiarzy. Nie wolno ruszyć górników, a ostatni stoczniowców. W związku z tym marksista Balcerowicz krzyknął, aby zatrzymać podwyżki dla najbardziej wyżartych nauczycieli.

Pensja netto nauczycielki, w zachodniej polskiej gminie, z tytułem magistra filologii polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego i podyplomowym tytułem logopedy tamże uzyskanym, to UWAGA całe 1532 złote. Nauczycielka tak zwana kontraktowa, aby przeskoczyła kolejny wykrot kariery musi bodaj przez kolejne pięć lat zbierać jakieś kwity z kursów komputerowych i obsługi kserokopiarki. Ta nauczycielka ogołociła państwo polskie, ponieważ zarabiała przed podwyżkami i tak wygórowane 1320, a teraz ma pełen wypas 1500. niestety po drodze stało się to, przed czym przestrzegał marksistowski strateg ekonomiczny, gdy nieudacznicy dojdą do władzy, benzynę mamy po 5 złotych i euro po 4 złote, a giełda nie tylko się załamała, ale padła na pysk. W związku z tym nauczycielka chętnie wróciłaby do wypłaty 1300, ceny diesla i euro sprzed podwyżek, byłaby do przodu, a z 22% VAT na butki z CCC, jeszcze byłaby złotówkę do przodu. Skandaliczne rozpasanie pensji budżetowych z głównym naciskiem na edukację. Do tych oszczędności, które musimy poczynić, trzeba zerwać z Bizancjum emerytalnym. Jest rzeczą niedopuszczalną, że dziś emeryt po 30/40 latach pracy, w wieku 60/65 w zależności od płci, dostawał w najniższej kwocie 591,34 teraz się zapasł od 616,72. W średniej jałmużnie polski emeryt dostawał 1177,00 teraz się rozbuchał do 1228,86. Ci okradani przez całe życie frajerzy, przez obie wersje marksistowskiego ekonomisty, wersję peerelowską i „demokratyczną” są największym ciężarem dla polskich finansów. Za to ci co „zawarli umowę z państwem” i „służyli uznawanej przez ONZ ojczyźnie”, z głodowej stawki 2550,00 przeszli na żenujący poziom 2665,33.

Spróbujmy rozebrać i podsumować pacierze głupków od marksisty Balcerowicza. Wypas socjalny i politykę zgonów z lekką domieszką narodzin rozebraliśmy na 3 miliardy. Jest to flagowa recepta marksisty i wychowanków i żeby nie być podejrzewanym o „krytykanctwo”, chciałbym nie tyle podpowiedzieć rozwiązanie, co zapewnić marksistę razem niedzielną szkółką głupków, że jest już po głównym problemie. Podniesienie stawki VAT na 23% zostało oszacowane na 5 miliardów wpływów do budżetu, zatem nie dość, że został zniwelowane główne przyczyny zapaści finansowej, to jeszcze co roku jesteśmy 1,2 miliarda do przodu. Oczywiście problem „polityki prorodzinnej” zostaje jako ideologiczna i propagandowa zadra w dupie, ale finansowo jesteśmy do przodu. Co ciekawe od marksistowskich „liberałów” więcej słyszałem lamentu wtedy gdy państwo DAJE OBYWATELOWI 3 miliardy, niż wtedy gdy kradnie 5. W wolnej chwili polecam marksistom refleksję, teraz czas pomyśleć co z tymi emerytami i nauczycielami, wybić do nogi się nie opłaca, póki koszt eutanazji to całe 6600, trzeba będzie darmozjadów holować ZA NASZE PIENIĄDZE. W trosce o konstruktywną krytykę mam od reki taką oto ciekawostkę. W roku 1990, czyli wówczas gdy komunistyczny ustrój, znany z najbardziej rozbuchanej administracji i biurokracji, oraz idiotycznych urzędów, zdaje się, że jeszcze urząd cenzury działał wówczas, pozostawił w spadku 159 tysięcy zatrudnionych w biurokracji. Od 1990 roku stery przejął marksista Balcerowicz i przejmował jeszcze parę razy w 20-leciu wolnorynkowym. W efekcie mamy 420 tysięcy „administratorów”. Wzrost o 261 tysięcy, pomijając już fakt, że peerelowska administracja powinna być zredukowana, pomnożę tylko różnicę między PRL i marksizmem Balcerowicza.

261 tysięcy razy średnio 4 tys. według tabel płac w administracji i razy 12 miesięcy, daje nam 12 528 000 000. Może głupki pozwolą, że odczytam tę kwotę, daje to nam 12,5 miliarda złotych. Nie liczę premii, nagród, uznania, odpraw po rotacjach ze spółek do spółek, co pewnie dodatkowo daje połowę tej kwoty. Poprzestaje na 12,5 miliarda i dodaje drugie tyle, które nie ja znalazłem, ale NFZ i jakiś tam wiceminister. Doszukali się 12 ukradzionych miliardów, które zniknęły w służbie zdrowia. Mamy 24,5 miliarda, ukradzione lub wydane na tych, którzy nie uczą naszych dzieci, tudzież chodzą 30 rok w tym samym płaszczu, ale na tych co przyznają przedszkola ustawiając rodziców w 3 letnim ogonku. W czym zatem problem? Problem jest dość prosty, noworodek, nieboszczyk, emeryt z głodową pensją i zagoniony nauczyciel nie może, albo nie ma sił przypierdolić marksiście i jego wychowankom znakiem drogowym w oko na ulicznej demonstracji, teczką peerelowską z zasługami w dziedzinie informacji, ani nawet szantażem, że jak mnie zwolnisz, to ja powiem co tu się w tych ministerstwach działo, plus 3 członków mojej rodziny zagłosuje na opozycję. To wszystko może zrobić górnik, który sobie odpoczął za kilkadziesiąt tysięcy, esbek wypasiony na 2,5 tys. emeryturze i urzędas, który za 4000 przybija pieczątki i niejedno słyszał. Chodzi o fakty, beznadziejne słowo, ale fakty są takie, że marksista odkąd go słyszę i widzę jego działania, nigdy nie sponiewierał górników, esbeków, biurokratów, natomiast od zawsze zgłaszał pretensje do wiecznie poniewieranych nauczycieli, emerytów, noworodków i ostatnio trupów. Efektem nauk marksisty Balcerowicza są takie oto dzisiejsze zawołania najgłupszych uczniów.

Pierwsze zawołanie brzmi: „OFE generuje dług publiczny”. „Kurde”, nie wiem jaki głupek może w swojej głupocie łyknąć tę zdrowaśkę, ale może jakiś mądrzejszy mi powie, znaczy bardziej wyszczekany marksista od Balcerowicza, jakim to sposobem WPŁATA generuje debet? Bardzo proszę o proste na poziomie głupka wyjaśnienie, jakim to cudem moje pieniądze, przekazywane państwu marksistowskiemu generują dług? Jak „kurde”? Jak to się dzieje? Drugie zawołanie jest jeszcze ciekawsze, ono brzmi, że albo OFE, albo zabierzemy becikowe, emerytury i pogrzeby nauczycieli. Lepsze! Znacznie lepsze, bo oto głupek Tusk, uczeń marksisty Balcerowicza ma odwagę wyjść na trybunę i krzyczeć ni mniej ni więcej tylko tyle: „Albo frajerzy dacie ukraść pieniądze z waszych kont, których i tak nie możecie wypłacić, albo wam odbierzemy jałmużnę”. Z tym, że tej jałmużny jest 3 miliardy w najbardziej topowej wersji urodzinowo-zgonowej i nie wiem ile w podwyżkach i waloryzacjach, ale powiedzmy, że kilkanaście miliardów, natomiast z OFE marksistowski prymus podpieprzył w biały dzień dziesiątki miliardów i dojdzie do setek miliardów. Iście marksistowskie postępowanie, albo się dasz okraść, albo zdechniesz z głodu. I to działa, działa z dwóch powodów.

Pierwszy powód jest taki, że głupków nie brakuje, a w Polsce marksistowskich głupków szczególnie. Głupki łyknęły prosty patent, w Polsce jest po jednym ekspercie od wszystkiego. Od ekonomii jest ekspert Balcerowicz, od polityki z Rosją TW Ciosek, od mediów Jerzy Urban i uczeń Adam Michnik w ostatniej dekadzie przejął biznes. Od psychologii był pedofil Samson, od literatury TW Szczypiorski, od biznesu TW Kulczyk. Tyle wystarczy, żeby z głupka zrobić inteligenta, zamiast, liczyć, myśleć, nawet kombinować i podejrzewać nie daj Boże, że coś tu nie tak, wystarczy zapamiętać kilka nazwisk i po jednym zdaniu jakie eksperci wypowiadają. Na jednego eksperta jedno zdanie, każdy głupek tyle jeszcze opanuje. Czy to przypadek, że każdy z tych ekspertów, edukował swoich uczniów na równoważnikach zdań, w najlepszym razie na zdaniach prostych? „Ciąć wydatki” od lat ta sama marksistowska lekcja, a do tego można podpiąć wszystko co wygodne i nie wspominać o tym co niewygodne. „Żadnych klapsów” przez całe lata krzyczał pedofil Samson. „Polskie piekło” pisał Jerzy Urban i potem oddał równoważnik Adamowi Michnikowi. „Etos” tu najkrócej wyraził się TW Szczypiorski. „Odpierdolcie się, to ja daję zatrudnienie” i to chyba najbardziej finezyjne nauki, z podmiotem i orzeczeniem w wykonaniu TW Kulczyk.

Drugi powód to pospolite koryto, każdy przy korycie, który leży z nażartym bebechem, a nażarł się z tego co ukradł, bo ta legendarna „przedsiębiorczość” jest bardzo łatwa do zweryfikowania, krzyczy na leżąco, żeby nie uprawiać populizmu, żeby oddzielić grubą kreską, żeby nie robić z siebie oszołoma, żeby patrzeć w przyszłość, są eksperci co się znają i nie ma powodu się wygłupiać. Wiem co to jest przedsiębiorczość, wiem co to jest prowadzenie własnej firmy i wiem, że w tej działalności pot po dupie cieknie i krzyk budzi nocą i dlatego wiem jak prosto zweryfikować złodzieja wśród udawanych przedsiębiorców, którzy wyperfumowani śpią spokojnie. Najprostszą metodą na zweryfikowanie największych złodziei jest lista najbogatszych „przedsiębiorców” w Polsce. Nie śledzę już tego pitawalu, ale pierwsza 10 w ciemno powinno dostać przepadek ukradzionego majątku, plus miliard odsetek i 25 lat łagru, jak na marksistów przystało. Tak do 50, po 50 można pokusić się o procesy, chociaż to naprawdę kosztowny humanitaryzm. Z pierwszej setki może wyłowi się z 5, którzy nie byli esbekami, sekretarzami, tudzież zwykłymi złodziejami zaopatrzonymi lub nie, co graniczy z cudem, we wcześniej wymienione cnoty. Wśród wyłowionych znajdzie się bankrut Kluska. Tak zwani „przedsiębiorcy”, tak zwani „intelektualiści”, tak zwani „dziennikarze”, tak zwani „urzędnicy” i nade wszystko tak zwani „funkcjonariusze” strzegą marksistowskiego koryta i tylko marksistowskim głupkom podrzucają ochłapy w postaci złotych myśli zawartych w równoważnikach zdań i w zasiłkach pogrzebowych.

Podobne wywody zwykło się sumować frustracją i nieudolnością populistycznego komentatora. W związku z tym mam dwie proste metody na moje leczenie, mojej schizofrenii też. Proszę o informację od marksisty Balcerowicza, kiedy będzie organizowane coś na wzór kantorów, albo ceł na elektronikę, tudzież wódkę. Oczywiście z takim wyprzedzeniem jak dostali informację esbecy, którzy postawili kantory o 00.01 od momentu obowiązującego „prawa”, jak importerzy alkoholu i telewizorów, którzy szczęśliwie zdążyli z przewozem cystern i wagonów objętego cłem towaru. Albo chociaż jakieś zlecenie, już nie mówię na dosowskie oprogramowanie największej instytucji złodziejskiej w Polsce, starczy jakiś wygrany przetarg na wymianę ogumienia w limuzynach redukowanej administracji. Jeśli nie taki lek, to bardzo bym poprosił o jakieś „Tomasz Lis przedstawia”, czyli 100 tys. na rękę z obrzydliwie publicznej telewizji, za cykliczny program „liberała” z trzema kwadransami „obiektywnej” prawdy. Ja wiem, że przedsiębiorcy i uczciwi twórcy ciężko tyrają i dlatego do nich nie mam ani słowa pretensji, sam jestem jednym z nich, natomiast przy wszystkich wadach liberalizmu, dość mam już marksistowskiego koryta i wyżartych ekspertów, podczepionych „przedsiębiorców”, marksistowskich reformatorów, leninowskich intelektualistów i elegancko elokwentnych dyplomatów ze szkoły Cioska. Dość mam tego ekonomicznego, intelektualnego i politycznego kołchozu, bo nawet nie PGR-u bez alternatywy, dla mnie alternatywą jest wiosna, która przychodzi po jesieni. Na wiosnę na drzewach w miejsce zrzuconych jesiennych liści, powinni zawisnąć marksiści i ja już te 6600 od łba, z moich pieniędzy odżałuję. Bynajmniej nie do rewolucji namawiam, namawiam do racjonalnego „cięcia wydatków”. Słyszycie głupki? „Cięcie wydatków”, „żadnych klapsów”, w imię „etosu”, koniec z „polskim piekłem i tylko spokój oszołomy, „Odpierdolcie się, to ja daję zatrudnienie”.

PS Tytuł rzuciłem polityczny, też na żer głupkom, ale w swoim tekście wymieniłem ledwie czubek marksistowskich osiągnięć Balcerowicza. Proszę uczniów ze szkoły marksisty o wskazanie jednej, jedynej decyzji Skrzypka, tego najbardziej obciachowego prezesa NBP, sam też średnio ceniłem, która mogłaby się równać z marksizmem Balcerowicza. Gdyby się nie udało, proszę o jedną i jakąkolwiek szkodliwą decyzję NBP z czasów prezesury Skrzypka. Uprzedzam, że żaden ekspert nawet słowem nie był się w tej materii w stanie odezwać, o zdaniu nie wspomnę. Drugą postscriptową uwagą pragnę przypomnieć, że najbardziej „nieudolny” prezes rozmazał się w smoleńskim błocie, bo marksistowskie państwo zorganizowało mu przelot marksistowskim samolotem, natomiast marksista Balcerowicz, po tym jak wypłacił odprawy górnikom i zostawił publiczne finanse w zapaści, dostał awans jak klasyczny marksistowski działacz i jako jedyny PREZES PARTII POLITYCZNEJ.

Reklama

99 KOMENTARZE

  1. Last but not least

    “Polska jest jak gmach, co pęka za różową fasadą”

    Z pozoru wszystko idzie po myśli rządu i zanosi się na to, że Donald Tusk będzie pierwszym premierem wybranym na dwie kadencje, ale różowa fasada skrywa to, co mniej atrakcyjne – pisze brytyjski “The Economist”.

    Tygodnik wylicza: deficyt finansów publicznych na poziomie 7,9% PKB (w 2010 r.) jest czterokrotnie wyższy niż w 2007 r. Dług publiczny jest tylko nieznacznie poniżej konstytucyjnego progu 55 proc. PKB. Wygląda na to, że Ministerstwo Finansów wspiera złotego, by denominowany w polskiej walucie dług zagraniczny był możliwie najmniejszy.

    “Wielu podatników nie widzi korzyści z hojnych wydatków rządu (choć rolnicy i policjanci wciąż korzystają z socjalistycznych przywilejów w postaci ulg podatkowych i wczesnej emerytury). Mimo pewnej poprawy, jak np. lepszych dróg i połączeń kolejowych z Warszawy, stan infrastruktury w wielu rejonach kraju jest tragiczny” – zauważa opiniotwórczy magazyn.

    “Pretekstem do zaniechania działań ze strony rządu była w przeszłości groźba weta prezydenta Lecha Kaczyńskiego(…). Teraz, gdy prezydentem jest Bronisław Komorowski nowym usprawiedliwieniem dla bierności jest obawa, iż bolesne reformy byłyby wodą na młyn dla PiS” – pisze tygodnik.


    Ministrowie w rządzie Tuska wykazują niepokojącą tendencję do taplania się w drugoplanowych sprawach takich jak rozprawa z dopalaczami czy perspektywa nowego publicznego święta”The Economist”Ministrowie w rządzie Tuska wykazują niepokojącą tendencję do taplania się w drugoplanowych sprawach takich jak rozprawa z dopalaczami czy perspektywa nowego publicznego święta, zamiast skoncentrować się na poważnych reformach potrzebnych w administracji państwowej, finansach publicznych i na rynku pracy” – uważa “The Economist”.

    Również o opozycji magazyn nie ma wysokiego zdania, nazywając ją “słabą”, “podzieloną”, “niezdolną do przejęcia politycznej inicjatywy”. “Emocjonalna huśtawka Jarosława Kaczyńskiego po śmierci brata wstrząsnęła PiS aż do punktu zupełnego rozpadu” – napisano w artykule “Get a move on”.

    Politycznym błędem rozłamowego ugrupowania, wyłonionego z PiS, Polska Jest Najważniejsza, jest – według “The Economist” – to, że nie starało się trafić do zniechęconych wyborców PO, zamiast tego szukając poparcia w swoim dawnym politycznym obozie pisowskim.

    Ogólnie tygodnik uznaje PJN za polityczne wyzwanie zarówno dla kunktatorstwa Donalda Tuska, jak i dla ideologii PiS akcentującej silne, interwencjonistyczne państwo i system świadczeń socjalnych, choć notowania PJN sugerują, że ugrupowanie to jest na granicy wymaganego minimum głosów, by wejść do Sejmu.

    “Polska przewodniczy UE w drugim półroczu 2011 r. Będzie to okazją dla zaprezentowania się jako nowoczesny kraj i pokazania zachodniej Europie, iż jej często protekcjonalny stosunek do Polski jest nieuzasadniony. Kampania wyborcza w okresie prezydencji nie przysłuży się temu celowi” – twierdzi magazyn.

    “Economist” wróży Donaldowi Tuskowi wyborczy sukces bez względu na to, czy zdecyduje się rozpisać wybory na wiosnę, czy też jesienią. “Po osiągnięciu historycznego drugiego zwycięstwa wyborczego będzie mógł skoncentrować uwagę

  2. Last but not least

    “Polska jest jak gmach, co pęka za różową fasadą”

    Z pozoru wszystko idzie po myśli rządu i zanosi się na to, że Donald Tusk będzie pierwszym premierem wybranym na dwie kadencje, ale różowa fasada skrywa to, co mniej atrakcyjne – pisze brytyjski “The Economist”.

    Tygodnik wylicza: deficyt finansów publicznych na poziomie 7,9% PKB (w 2010 r.) jest czterokrotnie wyższy niż w 2007 r. Dług publiczny jest tylko nieznacznie poniżej konstytucyjnego progu 55 proc. PKB. Wygląda na to, że Ministerstwo Finansów wspiera złotego, by denominowany w polskiej walucie dług zagraniczny był możliwie najmniejszy.

    “Wielu podatników nie widzi korzyści z hojnych wydatków rządu (choć rolnicy i policjanci wciąż korzystają z socjalistycznych przywilejów w postaci ulg podatkowych i wczesnej emerytury). Mimo pewnej poprawy, jak np. lepszych dróg i połączeń kolejowych z Warszawy, stan infrastruktury w wielu rejonach kraju jest tragiczny” – zauważa opiniotwórczy magazyn.

    “Pretekstem do zaniechania działań ze strony rządu była w przeszłości groźba weta prezydenta Lecha Kaczyńskiego(…). Teraz, gdy prezydentem jest Bronisław Komorowski nowym usprawiedliwieniem dla bierności jest obawa, iż bolesne reformy byłyby wodą na młyn dla PiS” – pisze tygodnik.


    Ministrowie w rządzie Tuska wykazują niepokojącą tendencję do taplania się w drugoplanowych sprawach takich jak rozprawa z dopalaczami czy perspektywa nowego publicznego święta”The Economist”Ministrowie w rządzie Tuska wykazują niepokojącą tendencję do taplania się w drugoplanowych sprawach takich jak rozprawa z dopalaczami czy perspektywa nowego publicznego święta, zamiast skoncentrować się na poważnych reformach potrzebnych w administracji państwowej, finansach publicznych i na rynku pracy” – uważa “The Economist”.

    Również o opozycji magazyn nie ma wysokiego zdania, nazywając ją “słabą”, “podzieloną”, “niezdolną do przejęcia politycznej inicjatywy”. “Emocjonalna huśtawka Jarosława Kaczyńskiego po śmierci brata wstrząsnęła PiS aż do punktu zupełnego rozpadu” – napisano w artykule “Get a move on”.

    Politycznym błędem rozłamowego ugrupowania, wyłonionego z PiS, Polska Jest Najważniejsza, jest – według “The Economist” – to, że nie starało się trafić do zniechęconych wyborców PO, zamiast tego szukając poparcia w swoim dawnym politycznym obozie pisowskim.

    Ogólnie tygodnik uznaje PJN za polityczne wyzwanie zarówno dla kunktatorstwa Donalda Tuska, jak i dla ideologii PiS akcentującej silne, interwencjonistyczne państwo i system świadczeń socjalnych, choć notowania PJN sugerują, że ugrupowanie to jest na granicy wymaganego minimum głosów, by wejść do Sejmu.

    “Polska przewodniczy UE w drugim półroczu 2011 r. Będzie to okazją dla zaprezentowania się jako nowoczesny kraj i pokazania zachodniej Europie, iż jej często protekcjonalny stosunek do Polski jest nieuzasadniony. Kampania wyborcza w okresie prezydencji nie przysłuży się temu celowi” – twierdzi magazyn.

    “Economist” wróży Donaldowi Tuskowi wyborczy sukces bez względu na to, czy zdecyduje się rozpisać wybory na wiosnę, czy też jesienią. “Po osiągnięciu historycznego drugiego zwycięstwa wyborczego będzie mógł skoncentrować uwagę

  3. Zenek dziś nie pogadamy za
    Zenek dziś nie pogadamy za bardzo, ty coraz więcej czasu potrzebujesz i odwagi, na coraz mniej zabawne nudy, a ja robotę mam. Jak raz postać rysuję, szlifuję, dopieszczam, poważna osoba pułkownik, może i byś mi pomógł, ale sam piszesz, żeś szeregowiec, a i gadasz tak samo, za co wdzięcznym, bo i zgadywać nie mam czasu. Zenek ja lubię takich fajnych chłopaków jak ty, żebyś nie myślał, że ja tak poważnie z tym zamordyzmem. Rano na ostro strzelać chciałeś, po południu pierdnięcia się boisz? skąd mogłem wiedzieć? Tym bardziej mi głupio, bo ja widzę ty się kaczek boisz chociaż jedna już oskórowana, a druga się grilluje (sama). Marksista na emeryturze, bezsenność jakieś stare myśli z tyłu głowy, dużo czasu i sie posypało. Spróbuj psychoanalityka. Wiesz Zenek, jak już tak o lękach gadamy to ja ci muszę powiedzieć, że kozak jestem, kiedy kaczki faktycznie dziobały to ja sobie tutaj jaja z nich wysiadywałem, nawet legendą zostałem w tym sporcie, ludzie ballady o mnie pisali, a ty Zenek w dalekiej Australii naprawdę popuszczałeś w śpiochy? Pogadać pogadamy na pewno, tylko powiedz no mi Zenek o czym, jak ty nawet nie wiesz z kim? Ty się przyzwyczaiłeś, że tubylec co jako tako odnajduje się w tym miejscu i może nawet lubi, do tego nie lubi starej wiary szeleszczącej walonkami dawne dzieje, to już zaraz ksenofob i nie gej, co mu wystarczy na krzyż, albo orła napluć, a będzie się bił. Zenek, mi to kurwa wisi, legenda o ukrzyżowanym przez faryzeuszy (Rydzyki) Żydzie (wybacz słowo) i ułańskie szarże. Wyższa liga Zenek, piłki możesz podawać, ale znudzisz się, bo przecież widzę, że ambitny jesteś. Ja jestem żywy człowiek, a ty półtrup jakiś, ni to wampir, bo tylko od krzyża oczy na wierzch wyłażą, a już bez czosnku diety sobie nie wyobrażasz. Niby dorosły, a podniecasz się fotografią dziecka, jak ostatnia świnia. Niby taki honorowy, a o fajki żebrzesz. Zenek zostało ci mało, nie chciałbyś czegoś pod koniec ludzkiego zrobić, żywego, prawdziwego? Oglądałeś taki film: “Milczenie owiec”? Widzisz ja jestem trochę taki doktor Hannibal, tylko wegetarianin i pacyfista, mnie wystarczy, że się trochę zagotujesz i nawet języka nie musisz połykać, starczy, że się ugryziesz.

    PS Nie mogłeś zerwać nałogiem? Musiałeś żebrać? Prześpij się Zenek, tam u ciebie chyba popołudnie, czy jakoś, ale prześpij się. A jak wstaniesz napisz co ci się śniło.

  4. Zenek dziś nie pogadamy za
    Zenek dziś nie pogadamy za bardzo, ty coraz więcej czasu potrzebujesz i odwagi, na coraz mniej zabawne nudy, a ja robotę mam. Jak raz postać rysuję, szlifuję, dopieszczam, poważna osoba pułkownik, może i byś mi pomógł, ale sam piszesz, żeś szeregowiec, a i gadasz tak samo, za co wdzięcznym, bo i zgadywać nie mam czasu. Zenek ja lubię takich fajnych chłopaków jak ty, żebyś nie myślał, że ja tak poważnie z tym zamordyzmem. Rano na ostro strzelać chciałeś, po południu pierdnięcia się boisz? skąd mogłem wiedzieć? Tym bardziej mi głupio, bo ja widzę ty się kaczek boisz chociaż jedna już oskórowana, a druga się grilluje (sama). Marksista na emeryturze, bezsenność jakieś stare myśli z tyłu głowy, dużo czasu i sie posypało. Spróbuj psychoanalityka. Wiesz Zenek, jak już tak o lękach gadamy to ja ci muszę powiedzieć, że kozak jestem, kiedy kaczki faktycznie dziobały to ja sobie tutaj jaja z nich wysiadywałem, nawet legendą zostałem w tym sporcie, ludzie ballady o mnie pisali, a ty Zenek w dalekiej Australii naprawdę popuszczałeś w śpiochy? Pogadać pogadamy na pewno, tylko powiedz no mi Zenek o czym, jak ty nawet nie wiesz z kim? Ty się przyzwyczaiłeś, że tubylec co jako tako odnajduje się w tym miejscu i może nawet lubi, do tego nie lubi starej wiary szeleszczącej walonkami dawne dzieje, to już zaraz ksenofob i nie gej, co mu wystarczy na krzyż, albo orła napluć, a będzie się bił. Zenek, mi to kurwa wisi, legenda o ukrzyżowanym przez faryzeuszy (Rydzyki) Żydzie (wybacz słowo) i ułańskie szarże. Wyższa liga Zenek, piłki możesz podawać, ale znudzisz się, bo przecież widzę, że ambitny jesteś. Ja jestem żywy człowiek, a ty półtrup jakiś, ni to wampir, bo tylko od krzyża oczy na wierzch wyłażą, a już bez czosnku diety sobie nie wyobrażasz. Niby dorosły, a podniecasz się fotografią dziecka, jak ostatnia świnia. Niby taki honorowy, a o fajki żebrzesz. Zenek zostało ci mało, nie chciałbyś czegoś pod koniec ludzkiego zrobić, żywego, prawdziwego? Oglądałeś taki film: “Milczenie owiec”? Widzisz ja jestem trochę taki doktor Hannibal, tylko wegetarianin i pacyfista, mnie wystarczy, że się trochę zagotujesz i nawet języka nie musisz połykać, starczy, że się ugryziesz.

    PS Nie mogłeś zerwać nałogiem? Musiałeś żebrać? Prześpij się Zenek, tam u ciebie chyba popołudnie, czy jakoś, ale prześpij się. A jak wstaniesz napisz co ci się śniło.

  5. Zenek dziś nie pogadamy za
    Zenek dziś nie pogadamy za bardzo, ty coraz więcej czasu potrzebujesz i odwagi, na coraz mniej zabawne nudy, a ja robotę mam. Jak raz postać rysuję, szlifuję, dopieszczam, poważna osoba pułkownik, może i byś mi pomógł, ale sam piszesz, żeś szeregowiec, a i gadasz tak samo, za co wdzięcznym, bo i zgadywać nie mam czasu. Zenek ja lubię takich fajnych chłopaków jak ty, żebyś nie myślał, że ja tak poważnie z tym zamordyzmem. Rano na ostro strzelać chciałeś, po południu pierdnięcia się boisz? skąd mogłem wiedzieć? Tym bardziej mi głupio, bo ja widzę ty się kaczek boisz chociaż jedna już oskórowana, a druga się grilluje (sama). Marksista na emeryturze, bezsenność jakieś stare myśli z tyłu głowy, dużo czasu i sie posypało. Spróbuj psychoanalityka. Wiesz Zenek, jak już tak o lękach gadamy to ja ci muszę powiedzieć, że kozak jestem, kiedy kaczki faktycznie dziobały to ja sobie tutaj jaja z nich wysiadywałem, nawet legendą zostałem w tym sporcie, ludzie ballady o mnie pisali, a ty Zenek w dalekiej Australii naprawdę popuszczałeś w śpiochy? Pogadać pogadamy na pewno, tylko powiedz no mi Zenek o czym, jak ty nawet nie wiesz z kim? Ty się przyzwyczaiłeś, że tubylec co jako tako odnajduje się w tym miejscu i może nawet lubi, do tego nie lubi starej wiary szeleszczącej walonkami dawne dzieje, to już zaraz ksenofob i nie gej, co mu wystarczy na krzyż, albo orła napluć, a będzie się bił. Zenek, mi to kurwa wisi, legenda o ukrzyżowanym przez faryzeuszy (Rydzyki) Żydzie (wybacz słowo) i ułańskie szarże. Wyższa liga Zenek, piłki możesz podawać, ale znudzisz się, bo przecież widzę, że ambitny jesteś. Ja jestem żywy człowiek, a ty półtrup jakiś, ni to wampir, bo tylko od krzyża oczy na wierzch wyłażą, a już bez czosnku diety sobie nie wyobrażasz. Niby dorosły, a podniecasz się fotografią dziecka, jak ostatnia świnia. Niby taki honorowy, a o fajki żebrzesz. Zenek zostało ci mało, nie chciałbyś czegoś pod koniec ludzkiego zrobić, żywego, prawdziwego? Oglądałeś taki film: “Milczenie owiec”? Widzisz ja jestem trochę taki doktor Hannibal, tylko wegetarianin i pacyfista, mnie wystarczy, że się trochę zagotujesz i nawet języka nie musisz połykać, starczy, że się ugryziesz.

    PS Nie mogłeś zerwać nałogiem? Musiałeś żebrać? Prześpij się Zenek, tam u ciebie chyba popołudnie, czy jakoś, ale prześpij się. A jak wstaniesz napisz co ci się śniło.