Reklama

Po 1989 roku najbardziej na przemianach przegrali satyrycy. Niegdysiejsze bożyszcza gnębionej szarością PRL widowni dostały czkawki i zaczęły się jąkać nad nową rzeczywistością.

Po 1989 roku najbardziej na przemianach przegrali satyrycy. Niegdysiejsze bożyszcza gnębionej szarością PRL widowni dostały czkawki i zaczęły się jąkać nad nową rzeczywistością. Nie było się z czego śmiać, ponieważ przez kilka ostatnich dekad wiadomo było z czego śmiać się należy, a teraz ten przedmiot i podmiot satyry został słowami Pani Szczepkowskiej pogrzebany. Zajęło satyrykom wiele lat zanim się odnaleźli; ci najbardziej znani z poprzedniej ery rozrywki jak Pietrzak, czy Smoleń w ogóle się nie odnaleźli. Kabarety niegdysiejszych czasów były kabaretami żyjącymi z polityki i ponurej rzeczywistości, jaką polityka kreowała. W związku z taką specjalizacją wydawałoby się, że rok 1989 to początek raju dla politycznych kabaretów, takie okazje, takie polityczne fajerwerki zdarzają się raz na 45 lat i skala przemian daje 1000 natchnień. Niestety, wbrew wymarzonej koniunkturze, polska satyra w czasie przemian zapłaciła najwyższą cenę, polska satyra padła.

Jak to tłumaczyć? Tłumaczyć rzecz należy prosto, zarówno satyrycy, jak i publiczność przyzwyczaiła się do jasno wytyczonych kanonów satyry i tak naprawdę nie z polityki, ale z fragmentu polityki złożonego z PZPR i PRL śmiali się estradowi komicy. Śmiali się nie z polityki jako takiej, ale z pewnego i to bardzo specyficznego, endemicznego fragmentu politycznej rzeczywistości. W momencie, gdy polityka z wąskiej specjalizacji realnego socjalizmu rozwinęła demokratyczne skrzydła, publiczność i satyrycy pogubili się w raczkującej normalności. Wspominam o tych już zamierzchłych czasach, aby nawiązać do czasów obecnych, a właściwie nie tak dawnych. Nie tak dawno, bo zaledwie 3 lata temu Polska przeżyła bardzo analogiczne zjawisko społeczne, kulturowe i satyryczne.

Reklama

Trzy lata temu wszystko było jasne, był komiczny do bólu PiS i jak grzyby po deszczu mnożyły się dowcipy i strony internetowe ubogacane satyrycznymi rysunkami. Takiej fali politycznej satyry jaka przeszła przez Polskę 3 lata temu nie przeżyliśmy od czasów PRL. Czasy były absurdalne, ale inspirujące, niejeden na tych czasach dorobił się Nicka, również piszący te słowa, żył jak pączek w maśle. Ech były czasy, człowiek usiadł przed ekranem rzucił mniej lub bardziej wyszukaną inwektywą, podparł felieton gotowymi wpadkami rządzących, a czytelnik szalał. ?W górę?, ?nic dodać nic ująć?, ?100% racji?, ?jesteś genialny?, ?tak trzymaj?.

Jako człowiek skromny wykasowałem z pamięci wszystkie niezasłużone komplementy, ale z wdzięczności wziąłem sobie do serca sugerowane zobowiązanie: ?Tak trzymaj?. Bogatszy o błędy popełnione przez peerelowskich satyryków postanowiłem, że tak będę trzymał i nie odpuszczał, ponieważ życie polityczne ma to do siebie, że jest zabawne i obłudne bez względu na czasy i nazewnictwo wyhaftowane na sztandarach. Tak do końca i bez przerwy ze wszystkiego się śmiać i krytykować nie uchodzi, w końcu trzeba dać przynajmniej rok nowej władzy, aby się pozbyć złudzeń. Dałem na wszelki wypadek 1,5 roku i z jednej strony, był to przyjazny gest naiwności ufundowany władzy, z drugiej kastracja złudzeń przebiegała wyjątkowo boleśnie, bo i czasu na gromadzenie złudzeń było więcej. Dziś ?tak trzymam?, widząc polityczną obłudę, przyglądając się politycznej śmieszności, piszę kolejne skecze i?prawie nikt się nie śmieje. Co jest?

Sięgnąłem do archiwalnych tekstów, zestawiłem je z obecną twórczością i zrozumiałem, że popełniłem grzech kardynalny. ?Tak nie trzymam?, zupełnie spadła mi forma, dawna forma rozpoznawalna od pierwszych zdań. Kiedyś jak byłem w formie, to polityk wyglądał jak ?158 centymetrów kompleksów?, był ?bratem swojego mniej ważnego brata?, ?genialny strategiem od planów B?. Satyra ustawiona na tak wysokim poziomie spotykała się z owacjami na stojąco. Nie pamiętam aby jakiemuś wiernemu w Matce Kurce przyszło do głowy weryfikować fakty, życiorysy, zapisy ustawowe, aby sprawdzić, czy Matka Kurka słusznie dokopuje ciemnogrodowi, czy może bredzi, powtarzając za opanowaną przez niemieckie koncerny media.

TVN24, GW, Onet lub inne tabloidowe media donosiły, że ten czy ów polityk przespał się z panią Anetą K., tudzież ojciec Rajmund szkolił Ochaba, Matka Kurka interpretował news podostrzając autorskim językiem i zbierał owacje na stojąco. Trzeba przyznać, że było to zajęcie wyjątkowo łatwe, chociaż czasy były podłe i wracać do tego łatwego chleba w żadnym razie bym nie chciał. Dziś czasy jeszcze nie są tak złe jak bywało niegdyś, natomiast czasy są na tyle próżniacze i marnowane, że szanujący się komentator rzeczywistości, który obiecał sam sobie ?tak trzymać?, nie może się zachowywać jak polityk, choćby taki Donald Tusk, który czwarty dzień ucieka przed dziennikarzami, zapominając o obietnicy ?tak będę trzymał, będą wysokie standardy polityczne?. Piszę zgodnie z obietnicą o tym co widzę i ku mojemu zaskoczeniu ławka żylety, Ci, co przy krytyce poprzedniej władzy nie mieli nic do dodania i do ujęcia, Ci co po jednym wersie ?158 cm kompleksów?, z zachwytu krzyczeli ?w górę?, dziś nie rozumieją co się dzieje.

Dlaczego tak? Chyba wiem dlaczego. Kręcą nosem ponieważ Matka Kurka zatracił dawną ostrość. Dziś Matka Kurka jest mdły, jak krytykuje Donalda Tuska, to czepia się na przykład bzdur, które Donald Tusk opowiadał o Euro w 2011 roku i ERMII w marcu. Matka Kurka domaga się dymisji Pawlaka, Misiaka, odsunięcia, coraz bardziej pajacującego Palikota, od uprawiania polityki zamulającej bieżące wyzwania i może by się to wszystko przyjęło, ale nie ma w tej krytyce dawnej iskry. Kiedy wierny czytelnik nie czyta o czarnych zębach i walonkach, kiedy nie czyta, że kto się nie chował na podwórku ten przegrał życie, czytelnik zaczyna się nudzić i sięga do źródłowego tekstu ustawy, aby doszukać się w krzywdzących donosach prasy i innych mediów podłej gry na poziomie magla.

Gdybym od każdego takiego dawnego wiernego czytelnika dostał tylko złotówkę, przepraszam jedno Euro, żeby było na czasie, za każdy wyrok jaki czytelnik przyklepał na podstawie doniesień prasy sprzed 3 lat, mielibyśmy tu taki portal, że wszystko by nam śmigało, łącznie z pakietem multimedialnym, który marzy mi się i śni po nocach. Gdybym natomiast miał żyć z tego, że w tekstach sprzed trzech lat chociaż jeden wierny czytelnik wypomniał mi, że nie przeczytałem ustawy i dałem się w krytyce PiS ponieść tabloidowej prasie, umarłbym z głodu, nawet gdyby za jedną taką krytykę dziś płacono milion Euro.

Co w tym śmiesznego i prawdziwego? PO krytykować? Ale dno. Kto normalny krytykuje PO? PiS się krytykuje, po tym poznaje się wiek, wykształcenie i światłość krytykującego.
Mimo wszystko ?tak trzymam?, nadal irytuje mnie styl uprawiania polityki oparty na obłudzie, pustych hasłach i ściemnianiu rzeczywistości ordynarną propagandą. Nadal opisuję to co widzę i tylko w krytyce z epitetów staram się rezygnować, na rzecz faktów, na przykład takich, że senator Misiak ze swoim tłumaczeniem się z napisanej pod niego ustawy, spokojnie mogłyby oblegać Szkło Kontaktowe, co najmniej przez tydzień i to w czołówce. Być może odzyskałbym dawny poklask, gdybym zaczął pisać o 160 centymetrach ryżych kompleksów z wytrzeszczonymi wilczymi oczami.

Być może, byłoby jak dawniej, gdybym trzy miliony mieszkań zamienił na II Irlandię, która o ironio staje się faktem, ale takim od tyłu, bo to Irlandia postanowiła zjechać do polskiego poziomu. Może gdybym pisał 100 razy o dorszu za 7,5 tak jak się pisało o ananasie za 4,5, wszystko wygadałby inaczej. Albo nie detalem lecz hurtem polecieć, rzucić to wszystko w diabły i wrócić do PRL, to znaczy do IVRP, dalej pisać o tym, że Kaczyński mieszka z mamą, dlatego już wiadomo, że do Euro 2012 nie powstanie połowa dróg, a ta druga połowa to teoria i będzie jeszcze podlegała brutalnej weryfikacji.

Niestety ze mną to jest tak, że nie pcham się tam, gdzie konkurencja jest poza moim zasięgiem. Łatwizna jest poza moim zasięgiem, pisanie tekstów idących na łatwiznę, to dyscyplina, w której nie daje sobie wielkich szans. Nie ma w związku z tym odpuszczeniem dyscypliny, oczywistego przełożenia na spektakularne sukcesy w dyscyplinach obarczonych mniejszą konkurencją, takich jak odrębne autorskie spojrzenie na całokształt, ale już samo uprawianie takiej dyscypliny sprawia sporo frajdy. Taki wybór dyscypliny ma niemal same wady i jedną zaletę ? nie muszę się tłumaczyć z cudzych śmieszności i cudzej obłudy, ponieważ ani głosu, ani życia za cudzą śmieszność i obłudę nie oddam.

Najbardziej boję się wspierania pewnych postaw i zachowań, które ludzkość niemal od zarania nazwała fanatyzmem. W IVRP, taka postawa przybrała imię moher. Moher miał tę właściwość, że każdy argument i opisany fakt kwitował ubecką przeszłością, liberalnym złodziejstwem lub żydowskim pochodzeniem autora. Tak reagował moher, gdy mu podnieść rękę na świętość, na bogoojczyźnianą dumę firmowaną przez radio biznesmena z Torunia i polityków opierających swoją działalność na szczuciu jednych przeciw drugim. Dzisiejszy, fanatycznie wierny wyborca, kolejnych synów narodu, dla których NIE MA ALTERNATYWY, w postawie jako żywo przypomina klasyczny moher, tyle że, pociesza się w swojej postawie, najmniej istotnym faktem ? ja nie słucham RM i nie głosuję na PiS.

Prawda, ale prawda jak zwykle jest złożona. Szanowny FANATYCZNY wyborco PO, nie słuchasz RM i nie głosujesz na PiS, ale to marne pocieszenie, bo nadajesz jak RM i zachowujesz się jak PiS. Na politykę można patrzeć szeroko otwartymi oczami I WYMAGAĆ OD POLITYKI lub przez pryzmat przymrużonych partyjnych powiek cieszyć się, że Kaczyńskiemu krowa zdechła. Pisać o polityce można tak, aby bez wysiłku zbierać tani poklask, albo przebijać się przez kolejny propagandowy beton i ścianę gwizdów. Trzy lata temu ten był Polakiem, katolikiem, patriotą i geniuszem, kto głosował na PiS. Takie było credo fanatyków .

Dziś obowiązuje nowy standard dla prawdziwego Polaka, ten jest inteligentny, nowoczesny, europejski i zatroskany o losy Ojczyzny, kto podbije sondażowe słupki PO. A mnie się słowo rzekło ?tak trzymam? i jak obiecałem, tak będę trzymał, wprawdzie się nie golę, ale i broda nie przykryłaby mi cholewy widzianej w lustrze, gdybym dziś nie widział w Pawlaku Leppera, w Tusku ?moralnego rewolucjonisty?, z gębą pełną frazesów i tchórzliwym truchtem przed kamerą dopytującą o ?standardy?. Już za chwilę Tusk znów będzie sprzedawał standardy i pytał o ceny jabłek kontrkandydata Kaczyńskiego, nawet nie włączę tej debaty, będę zajęty poszukiwaniem alternatywy.

PS Nie daj Bóg, aby zamienić siekierkę Tuska na kijek Piskorskiego, ale kolega Paweł niejeden standard zna z autopsji i niejedną propagandową sztuczkę od kuchni. Poprzeczka coraz wyżej, a drogi dwie, albo przejść pod i zaliczyć wyborczy zjazd, albo wziąć się za trenowanie i przeskoczyć.

Reklama

124 KOMENTARZE

  1. o Piskorskim pisałam
    O Piskorskim napisałam z wystarczającą dozą zlośliwości, mam nadzieję. Misiak u Rymanowskiego brzmiał wiarygodnie. Niemniej uważam, że wykazał się brakiem wyobraźni. Nie przekonasz mnie, że pełna profesjonalizacja zawodu parlamentarzysty byłaby czymś złym. Co więcej, nie wyobrażam sobie, że rzetelne wykonywanie tego zawodu pozwala na autentyczną działalność na innych polach. Pzry żniwach w wakacje każdy może rodzinie (i nie tylko) pomóc. A już uprawianie zawodu prawnika i posła jednocześnie to czysta aberracja.

  2. o Piskorskim pisałam
    O Piskorskim napisałam z wystarczającą dozą zlośliwości, mam nadzieję. Misiak u Rymanowskiego brzmiał wiarygodnie. Niemniej uważam, że wykazał się brakiem wyobraźni. Nie przekonasz mnie, że pełna profesjonalizacja zawodu parlamentarzysty byłaby czymś złym. Co więcej, nie wyobrażam sobie, że rzetelne wykonywanie tego zawodu pozwala na autentyczną działalność na innych polach. Pzry żniwach w wakacje każdy może rodzinie (i nie tylko) pomóc. A już uprawianie zawodu prawnika i posła jednocześnie to czysta aberracja.

  3. o Piskorskim pisałam
    O Piskorskim napisałam z wystarczającą dozą zlośliwości, mam nadzieję. Misiak u Rymanowskiego brzmiał wiarygodnie. Niemniej uważam, że wykazał się brakiem wyobraźni. Nie przekonasz mnie, że pełna profesjonalizacja zawodu parlamentarzysty byłaby czymś złym. Co więcej, nie wyobrażam sobie, że rzetelne wykonywanie tego zawodu pozwala na autentyczną działalność na innych polach. Pzry żniwach w wakacje każdy może rodzinie (i nie tylko) pomóc. A już uprawianie zawodu prawnika i posła jednocześnie to czysta aberracja.

  4. o Piskorskim pisałam
    O Piskorskim napisałam z wystarczającą dozą zlośliwości, mam nadzieję. Misiak u Rymanowskiego brzmiał wiarygodnie. Niemniej uważam, że wykazał się brakiem wyobraźni. Nie przekonasz mnie, że pełna profesjonalizacja zawodu parlamentarzysty byłaby czymś złym. Co więcej, nie wyobrażam sobie, że rzetelne wykonywanie tego zawodu pozwala na autentyczną działalność na innych polach. Pzry żniwach w wakacje każdy może rodzinie (i nie tylko) pomóc. A już uprawianie zawodu prawnika i posła jednocześnie to czysta aberracja.