Reklama

Lemingi, niewielkie sympatyczne gryzonie prowadzące stadny tryb życia stały się na początku lat 90 bohaterami kultowej gry logicznej.

Lemingi, niewielkie sympatyczne gryzonie prowadzące stadny tryb życia stały się na początku lat 90 bohaterami kultowej gry logicznej. Logicznej, czyli takiej, w której procesem myślenia obarczony był biedny użytkownik ATARI, zaś same zwierzątka charakteryzowały się tym, że potrafiły jedynie posłusznie wykonywać polecenia, a do celu miał je doprowadzić ich pan i władca. Nie mam zatem pojęcia, dlaczego nazwa lemingi przylgnęła do wyborców Platformy Obywatelskiej? (Złośliwcy jacyś, cy cóś?) 

Reklama

Analiz na ten temat, w których autorzy twierdzili, że ludziom głosującym na jedynie słuszną partię (wraz z wrzuceniem głosu do urny) wydaje się, że mogą niezwłocznie zapisać się do MENSY, posiedli znajomość języków ludzi i aniołów, a każdy z nich zna co najmniej kilka sposobów na rozwiązanie zagadnienia kwadratury koła, jest wiele. Nie uważam ich za zbyt odkrywcze, więc nie mam też zamiaru z nimi polemizować, tak jak nie zwykło się obecnie podważać faktu, że ziemia jest geoidą. Miesiące przekonywania społeczeństwa, że PiS jest partią dla idiotów a afera Rywina była najgorszym, co spotkało Polskę od czasu Jałty (co najmniej) zrobiły swoje. Udało się przekonać większość, że Jan (niegdyś Maria) Władysław Rokita jest intelektualistą, że Kazimierz Marcinkiewicz, to „równy gość”, to dlaczego nie można by niby jej przekonać, że głosowanie na PO nobilituje? Nie ma innej możliwości jak taka (i tu uwaga, napiszę oczywistą oczywistość), że wśród wyborców PO także znajdują się, nazwijmy rzecz po imieniu, durnie (tak jak i są oni wśród wyborców PiS-u, SLD, LPR-u, PSL-u itd.). Można się oczywiście spierać, na którą partię głosuje największy odsetek „inteligentnych”, ale z tego, co wiem nikt nie przeprowadzał rzetelnych badań nad intelektem polskiego elektoratu (a uważam, że poziom wykształcenia niekoniecznie przekłada się na zdolności intelektualne), więc spór jest raczej nierozstrzygalny. 

Proces przekształcania idioty w leminga jest trywialny i szkoda klawiatury na jego opisywanie, co ciekawe jednak nie zawsze intelekt jest w stanie uchronić człowieka przed byciem lemingiem. Brak czasu wymusza często konieczność opierania się na ograniczonej ilości źródeł, nie ma też kiedy analizować informacji, poza tym nie istnieją specjaliści „od wszystkiego”. Nierzadko zdarza się spotkać kogoś młodego, wykształconego i wierzącego, że najgorsze (porównywalne chyba tylko z uderzeniem meteorytu rozmiarów tunguskiego gdzieś w okolicach Zgierza), co może spotkać Polskę, to powrót PiS-u czy SLD (o ile jeszcze pamięta, że taka formacja istnieje) do władzy i przeświadczonego, że jedyną alternatywą jest Platforma Obywatelska. Pamiętam z autopsji, jak bardzo szkodzi okazjonalne oglądanie programów publicystycznych. Słucha sobie niczego nieświadomy człowiek rzekomych ekspertów i łyka każdą bzdurę, od ratunku dla budżetu, jakim ma być „zmiana sposobu finansowania wydatków infrastrukturalnych” (ciekawe ilu widzów zadało sobie pytanie, co się pod tym eufemizmem kryje?) po hasło „ERM2 ratunkiem w dobie kryzysu” (ilu z widzów miało zakodowane, że wprowadzenie euro jest czymś dobrym dla Polski i nie zastanawiało się czy wejście do korytarza ERM2 byłoby korzystne akurat tamtym momencie?), a jak jest się bardzo zmęczonym, to można nawet uwierzyć w „nowelizację stabilizacji”.

Myliłby się jednak ten, który by sądził, że zarówno na początku lat 90 ubiegłego wieku, jak i teraz istnieje tylko jeden komputer i jeden gracz. Wystarczy przyjrzeć się obecnemu układowi sił na tak zwanej polskiej scenie politycznej, przewróconej do góry nogami w wyniku zwyczajnych porachunków pomiędzy Michnikiem a SLD (do dziś nie mam pojęcia, dlaczego polska prawica tak nie znosi redaktora Adama, chociaż równie dobrze mogłaby go nazywać swoim dobroczyńcą?). W ich wyniku mamy u władzy dwie bardzo podobne do siebie partie polityczne, jedną „siermiężną”, drugą „inteligencką” oraz rzekomy brak alternatywy (co prawda ostatnio chcą nam sprzedać „trzecie PO” pod postacią SD, ale mam nadzieję, że tym razem wyborca tego bubla nie kupi). Doskonałą ilustracją zjawiska organizowania się ludzi w stada są fora internetowe, czasami można odnieść wrażenie, że umysły niektórych ich użytkowników mają przełącznik i jeśli ktoś jest przeciwko PO musi automatycznie być za PiS-em, lub odwrotnie, przy czym bardziej zaawansowane lemingi widzą też trzecią opcję a mianowicie „komucha” z Rywinlandu pod postacią zwolennika SLD. Wielu z tych ludzi w ogóle nie dopuszcza do siebie możliwości, że być może osoba po drugiej stronie, to tak faktycznie UPR-owiec czy zwolennik Prawicy Rzeczpospolitej, albo nawet wyborca szeroko pojętej lewicy. W tym świecie jakakolwiek próba zajęcia umiarkowanego stanowiska kończy się atakiem obu stron na zasadzie kiboli jednoczących się przeciw policji. Wiem, wiem, zaczynam trywializować, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy w centrum nieustającej wojny lemingów.

Reklama

81 KOMENTARZE

  1. A ja w temacie i nie na temat
    Konkretnie, moja będzie o tych biednych gryzoniach, które rzekomo w morze skaczą.
    Lemingi nigdzie nie skaczą, w każdym razie nie masowo. “Zjawisko” przedstawił jeden film Disneya w 195x roku i tak jakoś się przyjęło. Owszem, od czasu do czasu jakiś leming próbuje przepłynąć morze bo mu się coś pomyli (lemingi jak większość gryzoni pływają całkiem nieźle i podczas swoich migracji zdarza im się pokonywać wpław różne cieki wodne) z wiadomym skutkiem, ale większość wbrew pozorom ma dość rozumu w swoim małym mysim móżdżku, by tego nie robić.
    Lemingi mają natomiast inne zwichnięcie w genotypie, które nakazuje poważnie rozważyć stosowanie tej metafory – otóż ich populacja ma tendencję do bezsensownych skokowych wzrostów, tak szybkich że nie działają naturalne mechanizmy regulacji liczebności – stąd z resztą w ogóle lemingi wędrują, bo po prostu przestają się mieścić w jednym miejscu.
    A tak poza tym to całkiem sympatyczne szczurki.