Reklama

Jeden z wojewódzkich bardów śpiewał tak: ?w polskim Wrocławiu niemieckie drzewa, to właśnie moja Ojczyzna?. Dalej pieśń się potoczyła w kierunku Lwowa, ale to już temat na inne rozważania.

Jeden z wojewódzkich bardów śpiewał tak: ?w polskim Wrocławiu niemieckie drzewa, to właśnie moja Ojczyzna?. Dalej pieśń się potoczyła w kierunku Lwowa, ale to już temat na inne rozważania. Dziś będzie o niemieckich drzewach polskim Wrocławiu. Zacna techniczna uczelnia miasta Wrocław uhonorowała kanclerz Merkel tytułem doktora honori causa. Jak sama łacińska nazwa wskazuje, tytuł jest nadawany z ?zasłużonej przyczyny?. Ktoś sobie zasłużył na tytuł i uczelnia taki tytuł zasłużonemu wręcza. Kiedy ktoś honoruje nie wypada się unosić honorem i odmawiać, wypada przyjąć i ewentualnie wyrzucić z mostu na fale, w tym wypadku mostu grunwaldzkiego. Swoją drogą i na marginesie, straszna złośliwość, nazywać niemiecki most, w polskim Wrocławiu, grunwaldzkim. No i ja właśnie o tej złośliwości i kompleksie polskim.

My naród polski jak dajemy coś jakiemuś Niemcowi, czy go nawet zapraszamy na jakieś nasze uroczystości, to Niemiec może być pewien trzech rzeczy: wódki, bigosu i odwołania do historii. Nie ma lekko, żeby Polak coś dał i nie zaznaczył przy tym, że ponad 60 lat temu skończyła się wojna, której nie możemy zapomnieć do dziś. Przypominanie niemieckim gościom przy okazji ich zasłużonej przyczyny, że ich pradziadowie byli sadystami i trzepali nam ze świeżutkiej rąbanki, futerały od skrzypiec, jest naszym narodowym sportem. Siedzi taki biedny Niemiec w polskiej auli i tylko czeka jak się zacznie, a że się zacznie nikt w auli nie ma wątpliwości.

Siedziała i kanclerz Merkel, w miarę rozluźniona, aż wszedł na mównicę Bartoszewski, którego nienależny opluwać, ponieważ człowiek jest inteligentny i zacny, ale nie należy też tytułować profesorem, ponieważ profesorem nie jest. Wszedł Bartoszewski i w imieniu rządu przypomniał kanclerz Merkel, że ?tu jest Polska?. Niby wszyscy wiedzą, jednak nie zaszkodzi trzysta czterdziesty czwarty raz w tym roku przypomnieć niemieckiemu politykowi, że była wojna. Takie przypominanie nazywa się polityką historyczną, mówieniem prawdy, do czego trzeba mieć powołanie i odwagę. Przy całym szacunku dla Bartoszewskiego, miałem nadzieję, że człowiek tak zacny jako pierwszy się zreflektuje i zaskoczy dając przykład innym, że żałosnym jest epatowanie wojną w okolicznościach pokojowych.

Nic z tych rzeczy Bartoszewski mówił pięć minut, z tego cztery i pół o tym, że nam Niemiec Gdańsk i Wrocław wyburzył, że nienawiść, że szaleństwo. Pół minuty poświęcił na przywitanie się z Panią kanclerz i gratulacje z powodu nadania tytułu. Przypominała mi ta mowa, ze wszelkimi proporcjami, jazgot jaki wydaje z siebie poseł Brudziński, który przez 4,5 minuty pluje na rozmówcę i przez pół minuty prosi rozmówcę o spokojne i merytoryczne zachowanie. Ach ty Niemko Ty, myślisz, że my nie pamiętamy, co nam tu Twoi dziadkowie z Wehrmachtu urządzili? Nie pamiętamy jak było ciężko i jak nam zburzyliście swoje mury? Pamiętamy i pamiętać będziemy, przy każdej okazji. A teraz idź Niemko, Pan Profesor da ci dyplom i goździka, znaj polską gościnność i wybaczenie.

Żyje niezdrowo i szybko, zatem szanse mam niewielkie, żeby doczekać takiej chwili, w której skrzydła wiatraka nie będą naparzać po pierniku. Co ma jedno do drugiego? Czy Merkel przyjechała tu na panel historyczny, nawet uczelnia jest techniczna, nie humanistyczna. Pytam na miły Bóg, po jaką cholerę ten nieustanny polski kompleks, trzeba przypomnieć o wojnie, przy każdej nadarzającej się okazji. Po co narodzie? Po co Panie Bartoszewski występujący w imieniu rządu? Co ma piernik do wiatraka? Gdzie tu była okazja do gawędy okupacyjnej, jakiż tu pretekst się pojawił? Dajcież w końcu notable, politycy i narodzie kochany odpocząć tym Niemcom i sami odpocznijcie. Wojna i wojna, ze wszystkimi i wszędzie wojna.

Jest wystarczająco wiele miejsc, powodów i ludzi, żeby prostować zakręty historii, pora zorganizować, choćby naprędce, takie miejsca gdzie można pogadać o teraźniejszości i przyszłości. Niech chociaż raz Niemiec przyjedzie i przejdzie się po palcu budowy, a nie po cmentarzu. Najwyższy czas na normalność ile można w kółko to samo o tym samym, toż to jak nieustanne powtórki z ?Czterech Pancernych?. Tylko, że tam momentami było śmiesznie, a w tym polującym na każdą okazję jęczeniu o wojnie, nic śmiesznego nie ma. Ufunduję prywatną nagrodę pierwszemu politykowi w Polsce, który zaprosi Niemca i ani słowa nie wspomni o wojnie. Ma u mnie dożywotnie poważanie za odwagę i zdrowy rozsadek. Jest o co się bić, polityk poważany za zdrowy rozsadek, to w Polsce ginący gatunek, o ile w ogóle w Polsce ten gatunek żyje.

Reklama

10 KOMENTARZE

  1. Matko Kurko.
    Witam!
    Trudno się z Tobą nie zgodzić. Nie słyszałam przemówienia
    Pana Bartoszewskiego, ale mina Pani Kanclerz wyjaśniła wszystko. Uważam, że otrzymanie tytułu honoris causa powinno być momentem radosnym, czego nie było widać u obdarowanej, niestety.
    Serdecznie pozdrawiam.

  2. M_K problem nizszosci jako takiej jest!!!
    pokaz mi w Polsce polityka takiej klasy jak pani kanclerz??? Nie ma!!! Dla mnie com po zawodowce jest jasna sprawa i bezdyskusyjna,sa dobre kontakty z Niemcami!!!Zastanawia mnie dlaczego nasi politycy nie moga sie dogadac z Niemcami jak my,prosci ludzie…?!Nie pisze tego dlatego ze pasjonuje sie 2 wojna swiatowa i wojskowa mysla techniczna z tamtego okresu w wydaniu niemieckim.Pytam jako realista!tluklismy sie ponad 1000lat,moze by nasze glomby zrozumialy ze to nie sredniowiecze i nikt za ich fanaberie glowy nie nadstawi poza waska grupka wesz polakow.Czas najwyzszy odwrocic trend i dzialac razem a jak juz co to korzystac z doswiadczen niemieckich w sferze gospodarczej i politycznej.To proste,tylko trzeba chciec!!!Pan Bartoszewski wg mnie to sie zblaznil!!!Swego czasu dostal brawa na stojaco w niemieckim bundestagu,dzis przytocze dla niego cytat z klasyki polskiej komedii:”moze czas na azyl….”czyli emeryture polityczna!!!tekst dobry,pozdrawiam

    • slicznie i masz racje
      oprocz tego,ze nie jest prawda (historyczna) ,ze “tluklismy sie przez 1000 lat(to juz raczej literatura niz fakty).
      We Wroclawiu zawsze red.Bartosz straszyl,ze “Niemce juz ida”..i problem w tym,ze nasi politycy wierze,ze “tluklismy sie przez 1000 lat”…
      i za wszystkie nieszczescia,lacznie z nienaprawionym plotem obnwinaja Niemcow…

      • z tym 1000lat to podpucha;-))
        generalnie chodzi o to zeby nasi politycy przestali winic kogos za nasz zaniedbania!!!plot jest w twoim poscie super metafora;-))jesli polityk tej miary jak pani kanclerz zaszczyca swa osoba nasza ziemie to do cholerki troszke szacunku!!!przyznam ze ten portal to nadzieja,ktora musimy zmaterializowac…jest nas troche a bedzie jeszcze wiecej!!!ktos pomysli ze cos bralem…;-))ale po to jestesmy zeby naszym wybrancom nie bylo lepiej!!!pozdrawiam

  3. A mnie cieszy wlasnie takie
    A mnie cieszy wlasnie takie zachowanie Bartoszewskiego.Sprobowalo by byc inne,powiedzial przeciez ze Kanclerz zna uczucia jakimi darzy ja i Tusk i Bartoszewski. Nie mozna dawac pretekstow do ataku ludziom,ktorzy znaja fobiczne zachowania czesci elektoratu. Niestety na zmiane i otwartosc trzeba poczekac az lokator palacu zniknie z polityki a znim caly pis.Pozdrawiam

  4. obawiam się, ze masz racje.
    Nastroje antyniemieckie, anty żydowskie i temu podobne podsycaja norodowcy szczególnie w aspekcie prób rozliczenia sie z zawłaszczonych dóbr. Na tych nastrojach graja polityczni cynicy. Już widze wrzawę, gdyby ten wróg wiadomego radia, pan Bartoszewski, nie wspomniał o wojennych krzywdach. Niektórzy redaktorzy dziwili sie wczoraj dlaczego Premiera nie było. Ci sami, gdyby był podczas tej uroczystości i zachował sie godnie, zarzucili by mu, że sprzedaje Polske i wlazi pani Kanclerz tam gdzie słońce nie dociera. Mam nadzieje, że małymi krokami bedziemy normalnieć ale bedzie to proces baaaaaaaaaardzo wolny.

  5. Romskey!
    pytałeś o cele naszego bywania tutaj – ostatnie 2 linijki wpisu powyżej mogą być traktowane jako jeden z takich celów, isn’t it?

    Autorowi serdecznie gratuluję doskonałego punktu widzenia. Na mój nos takie wychowanie i szkoła, jak opisane wyżej, są świetnym antidotum na polskie bogoojczyźniane mity.