Reklama

Parę dni temu pisałem, że dymisja Rostowskiego nie jest pomysłem, tylko desperackim puszczaniem szczura, ale nie mam pojęcia dlaczego większość komentatorów tak łatwo odeszła od tematu wczorajszej akcji z Newsweekiem, która jest czymś zupełnie innym. Jestem przekonany, że to najistotniejsza „wrzutka” nie tylko w ostatnim czasie, ale jedna z najważniejszych rozgrywek przez ostatnie 6 lat. Dużo większą wagę i znaczenie ma fakt, że ktoś sprzedał Lisowi sensację, która okazała się plotką, niż miałaby znaczenie potwierdzona dymisja. O ile w pełni podtrzymuję swoją opinię, że wyrzucenie Rostowskiego z wielotygodniowym grillowaniem w mediach, to pozbawione sensu działanie, o tyle takie przecieki i zakulisowe rozgrywki są bezcennymi sygnałami i należy im się uważnie przyjrzeć. Na wspólnej konferencji Tuska i Rostowskiego widać było wyraźnie, że Wincenty czekał na zdementowanie „plotek” Reutersa, ale przede wszystkim czekał na wsparcie ze strony Tuska, które dotąd otrzymywał w płomiennej wersji. Nic takiego nie miało miejsca, dziennikarz spytał o dymisję Rostowskiego, a Tusk się zabawił Wincentym budując długi wstęp pełen nieistotnych zdań i dopiero na końcu wymamrotał coś o plotkach. Wcześniej, Donald odgrywał tandetną scenkę teatralną z cuceniem zanurzonego w papierach ministra, czyli pierwszy raz publicznie potraktował Rostowskiego jak ciecia…Grasia. Takie sygnały są w polityce wystarczające, aby wiedzieć, że obaj komedianci grają już w konkurencyjnych trupach. Zupełnie inaczej Tusk traktuje tych, których się boi, choćby Komorowskiego, zupełnie inaczej swoich wrogów, których prymitywnymi zabiegami publicznie upokarza, to stałe zachowanie prostaka, wystarczy przypomnieć sobie „Shreka” Schetynę.

Konflikt między Rostowskim i Tuskiem jest faktem wyjściowym, od którego zaczyna się cała seria faktów większego kalibru. O co mogli się pożreć Donald z Wincentym? No przecież nie o premie i benzynę do służbowego BMW. Pożreć się mogli tylko o jedno, a mianowicie o żabę. Kto będzie jadł tę żabę, skoro po jednym udku obaj łgarze się dławili i mieli odruchy wymiotne. Żarcie żaby idzie jak po grudzie i w dodatku nie ma czym popić. W telewizorach widzimy szklankę do połowy pustą, ale tylko Tusk i Rostowski wiedzą, że gdy kamera zjedzie niżej, druga połowa również zabrzmi echem. Wiele zatem wskazuje, że cały ten cyrk z dymisjami medialnymi wcale nie dotyczy kwestii wizerunkowych i ratowania notowań rządu wraz z notowaniami partii zjednoczonej, ale Tusk walczy Rostowskim o życie. Ktoś musi beknąć za to, co się za chwilę stanie powszechną i tragiczną wiedzą. Jeśli nie beknie Rostowski musi beknąć Tusk – tak sobie desperacko „filary rządowe” kalkulują. Trudno doszukać się innych powodów tandetnych intryg salonowych i przecieków kontrolowanych. Żaden inny powód nie mógłby doprowadzić do takiego skrajnego rozstrzygnięcia, jak rozwód paserów związanych ze sobą brudnymi interesami, czyli wzajemnymi hakami. Wbrew wszelkim pozorom to nie Rostowski, ale Tusk jest w fatalnym położeniu. Rostowski z racji narodowościowych i wykonanej dla swojego narodu pracy opiewającej na pół biliona złotych, po pierwsze jest ustawiony na całe życie, po drugie swoi nie dadzą mu zginąć, pójdzie okradać gojów w innym rewirze.

Reklama

Wincenty w każdej chwili może przedstawić zwolnienie lekarskie stwierdzające ciężką chorobę wieńcową lub nadciśnienie żony. Jednym ruchem załatwia sobie najstarszą dymisję świata – problemy zdrowotne, problemy rodzinne i tyle Wincentego widzieli. Ma makler z licencjatem dyplomatyczną opcję, a w zanadrzu tytuły najlepszego ministra przyznane przez diasporę. Kuty na cztery kopytka, ale musi zachować odpowiednią kolejność, nie Tusk dymisjonuje Rostowskiego, ale on dziękuje za owocną współpracę nim się cały dom publiczny zawali i wraz z nim światowy autorytet Wincentego. Naturalną reakcją Tuska musi być odpowiedź: „O nie cwaniaczku, jedziemy z tym szajsem razem i do końca albo to ja cię pogonię z rządu i będzie wiocha na całą londyńską gminę”. Musiało dojść do podobnej wymiany zdań, chociaż oczywiście Tusk i Wincenty mogli mówić tak jak pajacują przed kamerami, różnica polega na tym, że własnego kitu nie kupią. Sytuacja w PO jest napięta jak bycze jądra w czasie rui, wystarczyło, że jeden życzliwy podrzucił Tuskowi „zdradę” Rostowskiego lub odwrotnie, sprzedano Wincentemu niecne zamiary Donalda. Ba! Mało istotne ile w tym prawdy i czy w ogóle którykolwiek z nich miał zamiar wbić nóż w plecy drugiemu, przecież na tym polegają intrygi aby kreować rzeczywistość, a nie rzeczywistości się poddawać. Daję głowę, że w tej koterii nic się nie rozgrywa z misterną strategią, tylko zwyczajnie jedna baba drugiej babie wsadziła do d… grabie.

Obecne przeciąganie liny i testowanie zamiarów przybrało taką skalę, bo gra toczy się o wszystko. Jak inaczej sprawdzić co tak naprawdę zamierza Tusk uczynić Wincentemu i Wincenty Tuskowi, jeśli nie poprzez puszczenie szczura w świat. Gdyby informację podał „Fakt” byłby to kiepski test. Dlatego jeden albo drugi puszcza szczury do ośrodków medialnych, które nie wiedzieć dlaczego są uznawane za poważne. Jeden, drugi albo i trzeci. Wcale bym się nie zdziwił gdyby na całej rozgrywce skorzystał Schetyna, któremu taka jatka na górze jest oczywiście na rękę. Tak czy siak sensacyjna dymisja zdementowana przez Tuska na „tłicie” pokazuje, że towarzycho żyje w jednym wielkim stresie i ogląda się za siebie, wzajemnie bada grunt i reakcje na ewentualne ruchy. Oni nie walczą już o utrzymanie stanu posiadania, ale o bezpieczne lądowisko i przerzucenie całego syfu na jednego frajera, któremu poderżnie się gardło na ofiarnym ołtarzu. Obawiam się, że na jednym poderżnięciu się nie skończy i cała ta przepychanka o kolejność jest równie jałowa, jak każde inne tragikomiczne zabawy na łonie partii zjednoczonej. Pogodzę zawodników. Poleci łeb Tuska i Rostowskiego, nie ma się o co szarpać i jak widać, po nerwowych ruchach, nastąpi to niebawem, ponieważ pasożyt żyje tylko wtedy, gdy ma na czym żerować, a żarcie się skończyło.

Reklama

28 KOMENTARZE

  1. A Kaczor siedzi, obserwuje i milczy…
    Newsweek + Liz = Tusk. Pruszków atakuje, Wołomin liczy szable. W Miedoni przybyło, w Wyszegradzie ubyło. Mimo wszystko odpowiedzialność Premiera jest o oczko wyżej, niż wice Premiera. Masz rację, obaj pójdą na dno jednocześnie.
    Od wczoraj, głównie w TVN, euforia. Produkcja przemysłowa ostro w górę! Aj waj wychodzimy z dołka. Pałeczkę przejęły Polsat i TVP Info. Koniec kryzysu. Może lepiej nie będzie od razu, ale na bank w 2014 roku. Jeszcze jeden rok życia. Przetrwać noc i doczołgać do rana. Zadyma w Gdyni, "dymisja" z Newsweeka i parę dni do przodu. I jak tu żyć, no jak?

    • “Newsweek + Liz = Tusk.” –
      "Newsweek + Liz = Tusk." – też miałem takie pierwsze (i w sumie ostatnie) spostrzeżenie, po tym, jak Newsweek ujawnił "aferę  z cygarami" za pieniądze z budżetu przeznaczone dla partii, a potem Tusk natychmiast "wyskoczył" z projektem zlikwidowania finansowania partii z budżetu. Tyle, że powtarzanie podobnego numeru drugi raz, natychmiast wywołuje skojarzenie (patrz równanie), że to "robota" Tuska i, że za chwilę znowu z czymś wyskoczy, co ma w założeniu zdyskontować sytuację wywołaną przez "plotkę" (krócej: wskazuje na autora i jego "szlachetne" zamiary).

          • Z “proestablishm(en/ę)towych”
            Z "proestablishm(en/ę)towych" z dużą sprzedażą jest jeszcze "Polityka". Ale tu trzeba kogoś tak oddanego, kto zgodzi się wziąć na klatę późniejsze drwiny i komu to za bardzo nie zaszkodzi – Tomuś pasuje tu jak ulał.

          • Zauważ, że w komentarzach “salunu” ani razu nie pada
            nazwisko Liz. Wyobraź sobie gdyby to się stało na wPolityce.pl. 6:00 ABW, CBA, CBŚ, Niemcy na rowerach, wyciągają braci Karnowskich w samych gaciach i zaczyna się. Po dwóch godzinach wierny Graś w TVN podaje, że Kaczyński dyktował, a Karnowscy pisali.

  2. A Kaczor siedzi, obserwuje i milczy…
    Newsweek + Liz = Tusk. Pruszków atakuje, Wołomin liczy szable. W Miedoni przybyło, w Wyszegradzie ubyło. Mimo wszystko odpowiedzialność Premiera jest o oczko wyżej, niż wice Premiera. Masz rację, obaj pójdą na dno jednocześnie.
    Od wczoraj, głównie w TVN, euforia. Produkcja przemysłowa ostro w górę! Aj waj wychodzimy z dołka. Pałeczkę przejęły Polsat i TVP Info. Koniec kryzysu. Może lepiej nie będzie od razu, ale na bank w 2014 roku. Jeszcze jeden rok życia. Przetrwać noc i doczołgać do rana. Zadyma w Gdyni, "dymisja" z Newsweeka i parę dni do przodu. I jak tu żyć, no jak?

    • “Newsweek + Liz = Tusk.” –
      "Newsweek + Liz = Tusk." – też miałem takie pierwsze (i w sumie ostatnie) spostrzeżenie, po tym, jak Newsweek ujawnił "aferę  z cygarami" za pieniądze z budżetu przeznaczone dla partii, a potem Tusk natychmiast "wyskoczył" z projektem zlikwidowania finansowania partii z budżetu. Tyle, że powtarzanie podobnego numeru drugi raz, natychmiast wywołuje skojarzenie (patrz równanie), że to "robota" Tuska i, że za chwilę znowu z czymś wyskoczy, co ma w założeniu zdyskontować sytuację wywołaną przez "plotkę" (krócej: wskazuje na autora i jego "szlachetne" zamiary).

          • Z “proestablishm(en/ę)towych”
            Z "proestablishm(en/ę)towych" z dużą sprzedażą jest jeszcze "Polityka". Ale tu trzeba kogoś tak oddanego, kto zgodzi się wziąć na klatę późniejsze drwiny i komu to za bardzo nie zaszkodzi – Tomuś pasuje tu jak ulał.

          • Zauważ, że w komentarzach “salunu” ani razu nie pada
            nazwisko Liz. Wyobraź sobie gdyby to się stało na wPolityce.pl. 6:00 ABW, CBA, CBŚ, Niemcy na rowerach, wyciągają braci Karnowskich w samych gaciach i zaczyna się. Po dwóch godzinach wierny Graś w TVN podaje, że Kaczyński dyktował, a Karnowscy pisali.

  3. Co ja jeszcze robię na tym świecie
    Do poprzedniego.
    "Dziewczyna podniosła coś i podała meksykańskiemu marynarzowi"

    O rzesz. Kto ją wychowywał. Wiadomo, że:

    1. Nie należy być zbyt uprzejmym wobec obcych, bo to może być opacznie zrozumiane.
    2. Nie należy niczego zgubionego podnosić i podawać obcemu facetowi, bo to może być opacznie zrozumiane.
    3. Jest wyjątek: jeśli widzę gościa, który niesie mnóstwo paczek – jako dostawę, do sklepu czy biura, można , a nawet należy otworzyć przed nim drzwi i je przytrzymać, aby mógł wejść nie gubiąc niczego z niesionego naręcza.

    Następnie.
    Sienkiewicz był łaskaw rzec – monopol na przemoc ma mieć państwo. Najpierw myślałam, że się przesłyszałam, ale słyszeli i inni i zostało powtórzone. Ciekawe, czy tak jak w Syrii, i czy zaserwują nam sarin. W razie czego.
     

  4. Co ja jeszcze robię na tym świecie
    Do poprzedniego.
    "Dziewczyna podniosła coś i podała meksykańskiemu marynarzowi"

    O rzesz. Kto ją wychowywał. Wiadomo, że:

    1. Nie należy być zbyt uprzejmym wobec obcych, bo to może być opacznie zrozumiane.
    2. Nie należy niczego zgubionego podnosić i podawać obcemu facetowi, bo to może być opacznie zrozumiane.
    3. Jest wyjątek: jeśli widzę gościa, który niesie mnóstwo paczek – jako dostawę, do sklepu czy biura, można , a nawet należy otworzyć przed nim drzwi i je przytrzymać, aby mógł wejść nie gubiąc niczego z niesionego naręcza.

    Następnie.
    Sienkiewicz był łaskaw rzec – monopol na przemoc ma mieć państwo. Najpierw myślałam, że się przesłyszałam, ale słyszeli i inni i zostało powtórzone. Ciekawe, czy tak jak w Syrii, i czy zaserwują nam sarin. W razie czego.
     

  5. krótka ławka
    Rostowski i Sikorski pochodzą z jednego źródła.
    Tusk z innego.Ciężko zgadnać z jakiego, ale chyba słabszego. Może do jego odwołaania wystarczy telefon z Berlina. W sumie zadecyduje rozgrywka między Niemcami a Anglikami, Ruskie pilnują zaś Komorowskiego.
    Jakiś krajowy polityk bardzo by się w Polsce przydał, na razie takiego nie widać.

  6. krótka ławka
    Rostowski i Sikorski pochodzą z jednego źródła.
    Tusk z innego.Ciężko zgadnać z jakiego, ale chyba słabszego. Może do jego odwołaania wystarczy telefon z Berlina. W sumie zadecyduje rozgrywka między Niemcami a Anglikami, Ruskie pilnują zaś Komorowskiego.
    Jakiś krajowy polityk bardzo by się w Polsce przydał, na razie takiego nie widać.