Tu, teraz, moje.

Prześlij dalej:
Każdy musi coś mieć od życia. 
Inni mają silne i stabilne państwo, niskie podatki, bezpieczeństwo legislacyjne. My mamy niedziałające państwo, przerośnięty aparat urzędniczy, długi, rozpacz i syf jeden wielki. A dlaczego tak mamy? A no dlatego, że my sami tacy jesteśmy. Kogo wybieramy sobie w wyborach? Gangsterów, ubranych w eleganckie spodnie, marynarkę, krawat i puste frazesy. Czym się kierujemy podczas wybierania tych gangsterów? O tym można chyba bez mała napisać książkę i bynajmniej nie miała by ona pozytywnego wydźwięku na nasz temat.

Mniejsze zło - odpowiada mi jeden czy drugi dureń i gdy dopytuję go czym jest to zło większe i cóż takiego uczynił słyszę w odpowiedzi, te same kłamstwa, które powiedział im pan, który z esbekami w czasach czerwonego dobrobytu pił wódkę i uprzejmie donosił. Jak to jest? Byle łajdak, który ma jeszcze ciepłą posadkę bo kilku jego umiłowanych przyjaciół wciąż dycha, ma tak wielki autorytet, że wystarczy mu jedno zdanie aby nas przekonać, nawet do największej bredni. Wystarczy, że robi to w telewizji. 
 

On szanuje biednych ludzi. To kolejny argument, który w dość eufemistyczny sposób ubiera chamstwo jakie siedzi w głowach ludzi na to się powołujących - w myśl zasady, że jak wybiorę sobie chama, takiego jakim sam jestem to on mi coś da. Sprawi, że taki cham jak ja będzie miał lepiej. Otóż nie będzie. W chamie chamskość postępuje w tempie geometrycznym gdy jest głaskany. 
 
On jeszcze nie rządził. Logika tych, którzy decyzję o tym czy ktoś będzie nimi rządził opierają na tym podłożu mnie przeraża. Nic tam, że człowiek w czasie czerwonej zarazy brylował na salonach i puentował w wywiadach telewizyjnych dla dobra komunistycznego raju. Na prawdę, to jest osobliwe szaleństwo, że idziemy na wybory i wykonujemy analogię do "teraz, k..wa, my" - "teraz, k..wa, oni".
 
On da ludziom pracę. Mój ulubiony argument. Swoją drogą ciężko mi powstrzymać złość do ludzi, którzy mówią to głośno. Otóż nie da. Żaden polityk, żaden człowiek u władzy nie może, nie ma takiej technicznej możliwości aby dać komuś pracę, pieniądze, czy co tam się komuś zamarzy. Dlaczego? Nie chcę jechać taczeryzmami, ale ona w fantastyczny sposób to podsumowała. Rząd nie może nic dać gdyż sam niczego nie produkuje ani nie zarabia. Rząd jak i całe państwo utrzymuje się z tego co zabierze swoim poddanym. Tak więc jeśli ktoś jest na tyle bezczelny, że z pocałowaniem ręki bierze skradzione innej osobie pieniądze to mu po prostu współczuję obłudy i pustej gadaniny o umiłowaniu do wolności. 
 
Można jeszcze długo wymieniać, ale szkoda czasu Waszego, mojego. Myślę, że za wszystkimi błędami przy ocenie kandydatów stoi jedna przyczyna.

My nie rozumiemy rzeczy absolutnie podstawowej w państwowości - dobra wspólnego. Mało tego nie wiemy nawet o istnieniu czegoś takiego. A zrozumienie czym to owe dobro się charakteryzuje jest kluczowe. Statystyczny Polak, z którym mam okazję rozmawiać nie przejmuje się sprawami swojego państwa, gdyż kompletnie nie czuje po co to państwo jest mu w ogóle potrzebne.

Silne wojsko? Eee tam, nie napadną.
Skuteczna policja? Eee tam, spokojnie jest u mnie na podwórku.
Proste i stabilne prawo? Eee tam, firmy nie zakładam, telewizorek na raty dali.
Zakaz deficytowego budżetu? Eee tam, a co to szkodzi, ja nie spłacam.

Strony

1635 liczba odsłon

Autor artykułu: Miś wesoły