Reklama

Zamiast wstępu.

 


Zamiast wstępu.

Reklama

 

Pisuję tu niezmiernie rzadko i tylko wtedy, gdy wydaje mi się, że mam jakiś istotny komunikat.

Bywam tu jednak codziennie, obserwuję, jak portal sobie radzi, jak dojrzewa i staje się ważnym głosem o Naszych Sprawach, – słowem – patrzę sobie, jak „panta rei”.

Kątem oka zerkam wszelako na tzw „wielką politykę” i konstatuję, że w zasadzie nie dzieje się w niej nic takiego, czego bym wcześniej nie widział czy słyszał, więc komentowanie tej – jak dla mnie – nudy zostawiam młodszym. Mam już swoje lata i polityka mnie osobiście zaszkodzić mocno już nie zdąży, stąd moje nią mizerne zainteresowanie. Ale nawet w ramach tego mizernego – zauważyłem pewne zjawisko, które niepokoi mnie w stopniu najwyższym. Od ponad roku trwa medialne pranie mózgów na temat perspektyw rozwoju energetyki jądrowej w Polsce. Dzieje się to w czasie, gdy świat – po doświadczeniach Czernobyla, Fukushimy czy (zachowując stosowne proporcje) choćby bliższego nam Temelina – gwałtownie poszukuje alternatywy dla tego źródła energii.

W Polsce znaleziono już nawet lokalizacje dla obiektów tego typu i jest już potencjalny dostawca technologii i urządzeń. Kto nie wie – podpowiem: są to trzy firmy francuskie, które w przeszłości w rozwój energetyki jądrowej  zainwestowały miliardy, co sytuuje Francję w ścisłej czołówce pod względem udziału tej energii w całym sektorze energetycznym państwa. To jest obecnie ok 80%, ale przecież jest olbrzymi potencjał wytwórczy w dziedzinie technologii jądrowych i przecież koncerny, które nim dysponują, będą chciały robić interesy tam, gdzie nasycenie energetyką nuklearną jest słabe bądź żadne. I to dlatego Francja nie odpuści Polsce owej „kwoty emisji gazów cieplarnianych” zmuszając ją niejako, naturalnie poprzez odpowiednio skrojone unijne prawo, do odchodzenia od technologii opartych na węglu i to dlatego taką irytację Paryża budzą polskie projekty związane z gazem łupkowym. Tu nie chodzi o żadne bezpieczeństwo energetyczne, dywersyfikację czy podobne bzdety. „Kasa, Misiu, kasa!” – jak mawiał klasyk.

Po wiedzę, jak to się ma do naszego Tu i Teraz – odsyłam do tej treści:

 NIE! DLA URANOWEGO BIZNESU

                 W SUDETACH


Drodzy mieszkańcy Sudetów!

W gminie Stara Kamienica (Kopaniec) i Lubomierz rozpoczęto przygotowania do poszukiwania uranu, które zakończone powodzeniem mogą zakończyć się powstaniem kopalni uranu.

Takich miejsc gdzie występuje uran jest w Sudetach dużo więcej i też mogą w następnej kolejności stać się miejscem poszukiwań.

Kopalnie uranu w Sudetach to min.:

– Zniszczenie i skażenie środowiska naturalnego. Totalny upadek turystyki całego regionu.

– Zagrożenie chorobami nowotworowymi i potencjalny wzrost wad wrodzonych u płodów

spowodowany substancjami radioaktywnymi.

– Załamanie cen nieruchomości w całej okolicy.

– Niepewna przyszłość, możliwe przesiedlenia.

Nie możemy się zgodzić na przekształcenie naszych Sudetów w „zagłębie uranowe”.

Nikt nie może nam zabrać prawa do godnego, zdrowego i szczęśliwego życia!

Potrzebny jest aktywny protest. Nie ryzykuj życia swojego i bliskich.

Powiedz NIE uranowi! Jutro może być za późno!

Protesty przeciw wydawaniu koncesji na poszukiwanie i wydobywanie uranu w Sudetach można składać do:

Ministerstwo Środowiska

ul. Wawelska 52/54, 00-922 Warszawa

e-mail:

info@mos.gov.pl


Kancelaria Prezesa Rady Ministrów

ul. Ujazdowskie 1/3, 00-583 Warszawa

e-mail: kontakt@kprm.gov.pl


Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

ul. Wiejska 10, 00-902 Warszawa

e-mail: listy@prezydent.pl


aktualne informacje na stronie internetowej www.uranstop.blogspot.com

 Tyle tytułem wstępu.

Poniżej zapis mojej korespondencji z pewnym młodym, zdolnym dziennikarzem, moim – skądinąd – sąsiadem

 List pierwszy:

 Krzysiu, pomóż!

W załączniku są ulotki o pomysłach związanych z powrotem do wydobywania uranu w Karkonoszach i na Pogórzu Kaczawskim. Coś z tym chyba należałoby zrobić. Pojawiły się jakieś inicjatywy społeczne, coś tam napisano w miejscowej prasie, ale dopóki się tego wszystkiego nie pozbiera do kupy, siła oddziaływania tych argumentów będzie nikła.

Masz kontakty, świetne pióro…

(K)

 List drugi:

 Kazimierzu nie wiem, co mogę zrobić.

Z tego, co czytam – jest prośba o zezwolenie na poszukiwania, i jest odpowiedź, że zgody nie będzie. Akcja protestacyjna na tym etapie to nie moja bajka. Jako dziennikarz przerabiałem dziesiątki podobnych "społecznych protestów" – i zwykle okazywało się, że ludziom brakuje podstawowej wiedzy, a karmią się tylko strachem i złymi emocjami. Obawiam się, że tu jest podobnie, bo w sferze faktów nie dzieje się jeszcze nic niepokojącego. Jest firma, która chce wiercić i badać złoża mierząc zmiany oporu elektrycznego. Znasz się przecież – wiesz, że od tego żadne promieniowanie nie wzrośnie.Wszystkim – dziennikarzom piszącym o sprawie również – brakuje podstawowej wiedzy na temat tego, jakie procedury muszą być spełnione, by ktokolwiek zaczął w Sudetach kopać uran. Ja widzę tylko nakręcanie się strachem, a na to jestem uczulony… Nawet jeśli rząd zdecyduje się na uruchomienie krajowego wydobycia uranu, będzie musiał przestrzegać bardzo restrykcyjnych unijnych norm środowiskowych. Przy budowie autostrad wydaje się setki milionów na omijanie siedlisk rzadkich żabek i ptaszków – jakoś jestem pewien, że tu będzie musiało być podobnie.

Straszenie już teraz upadkiem turystyki, spadkiem cen nieruchomości itd. jest dla mnie kompletną ściemą.

Przepraszam, ale tak właśnie myślę.

K.

 List trzeci:

 Krzysiu!

Daleki jestem od stanu histerii i zgoda, że piszący o tym problemie niewiele wiedzą. Ale, Sąsiedzie Mój Drogi:

1. Otacza nas świat-jaki-jest a nie świat-jaki-być-powinien.

2. Wiedząc to nie można powiedzieć z całkowitym spokojem, że czyjakolwiek "zgoda" będzie komukolwiek potrzebna.

Przecież owo zapytanie czy propozycja ze strony australijskiego koncernu (czy aby na pewno australijskiego?) skierowane zostało nie do jakiegoś Pana P******ka ze Starej Kamienicy a w każdym razie to nie opinia jakiegoś wójta będzie decydować o losach pomysłu, bo tu nie idzie o jakieś "szlaki migracji żab". O co tu więc idzie?O niewyobrażalny dla nas szmal! Dla takiego szmalu potrzebne ustawy robi się w jedną noc, ustanawia się olbrzymie obszary "Terenem Górniczym", "Strefą Wydobycia", przeprowadza się wywłaszczenia i NIC temu wszystkiemu nie zapobiegnie, jeśli te sukinsyny "zwietrzą farbę"! Pana Wójta P******ka (mój szkolny kumpel!) można posadzić pod byle zarzutami (korupcja, niegospodarność, mobbing w pracy czy niezdrowe skłonności do młodych zakonnic). Zanim nasz system prawny zapozna się z aktami, miną lata, potem sędzia pójdzie na emeryturę lub zostanie ministrem a więc od nowa wszystko. A P*****ek chłop już niemłody i może – da Bóg-kopnie w kalendarz?… A wtedy – hulaj dusza! Ruszy wydobycie a wszelkie referenda, protesty czy Strassbourgi można sobie wtedy wsadzić w… tak, tam właśnie!I nie mówmy lepiej o procedurach. Jeśli piszesz, że przy budowie autostrad wydaje się setki milionów na omijanie tego czy tamtego, to piszesz prawdę. Ale to właśnie ta prawda jest ową ściemą, listkiem figowym i świadectwem "ekologicznej moralności" władzy. Marketing w zakresie energetyki jądrowej w Polsce od jakiegoś półtora roku hula w mediach na wysokich obrotach i trzeba złej woli, by tego faktu nie widzieć. Dla wielkich koncernów energetycznych jesteśmy tym, czym one chcą, byśmy byli, np taką Namibią, Nigerią czy Gwineą. Tyle, że aby zacząć cokolwiek, muszą one mieć błogosławieństwo władz centralnych. Oraz niezbędną wiedzę na temat potencjału. Brak zgody ze strony P*****ka czy innego miejscowego notabla traktują, jak katar, który przecież kiedyś minie. Tym bardziej, że "Centrala" jest w zasadzie przychylna! Gdyby było inaczej, po cholerę zawracaliby chłopu dupę? Nikt tu nawet nie dowiedziałby się, że coś jest na rzeczy. I to właśnie na TYM ETAPIE należy poruszyć niebo i ziemię, by nie było żadnego następnego. Ale – skoro to nie Twoja bajka…

Jeśli chciałbyś jednak poznać źródło mojego – nie ukrywam – wielkiego niepokoju w tej kwestii, przywołaj, proszę, któreś z tych nazwisk lub miejsc: "Zbigniew Kulik, Waldemar Pierwszy Strażak, admirał Abby Dafee, Gwinea, Namibia". To nie są ludzie i miejsca z sensacyjnych portali. Trzy lata temu gościłem niektórych z nich w swoim domu. Rozmawialiśmy tak sobie, towarzysko i bez tajemnic. No bo w czym JA mogłem im zaszkodzić?… Do dziś skóra mi cierpnie, gdy sobie te rozmowy przypomnę.

Pozdrawiam –

(K)

I na koniec może jeszcze to: http:uranstop.blogspot.com

P.S.
A swoją drogą – ciekawe, kiedy ważni przedstawiciele  od Ochrony Środowiska i od Gospodarki udadzą się w ważnych, służbowych sprawach do Australii?…



Reklama

15 KOMENTARZE

  1. nowoczesność nam nie zagraża
    Pranie mózgów w sprawie polskiej energetyki jądrowej jest jednak dość umiarkowane, bo nie wiadomo jakie będzie stanowisko Unii na ten temat. Niemcy są zdecydowanie przeciw, a to może rozstrzygnąć. Sam program takiej energetyki będzie się zapewne rozwijał niezależnie od tego czy takie elektrownie będą budowane czy nie, czyli powstaną odpowiednie urzędy, instytuty, szkolenia, projekty. Słowem, trochę ludzi zarobi.
    Na atomowy bajer po prostu nas nie stać, trzeba by nie trzy, a ze 20 takich elektrowni, czyli kompletna fantazja ekonomiczna.
    Polska energetyka prawdopodobnie będzie oparta na tanim, importowanym węglu.Niestety zjedzą nas kary za dwutlenek, ale co robić, takie życie.

  2. nowoczesność nam nie zagraża
    Pranie mózgów w sprawie polskiej energetyki jądrowej jest jednak dość umiarkowane, bo nie wiadomo jakie będzie stanowisko Unii na ten temat. Niemcy są zdecydowanie przeciw, a to może rozstrzygnąć. Sam program takiej energetyki będzie się zapewne rozwijał niezależnie od tego czy takie elektrownie będą budowane czy nie, czyli powstaną odpowiednie urzędy, instytuty, szkolenia, projekty. Słowem, trochę ludzi zarobi.
    Na atomowy bajer po prostu nas nie stać, trzeba by nie trzy, a ze 20 takich elektrowni, czyli kompletna fantazja ekonomiczna.
    Polska energetyka prawdopodobnie będzie oparta na tanim, importowanym węglu.Niestety zjedzą nas kary za dwutlenek, ale co robić, takie życie.

  3. nowoczesność nam nie zagraża
    Pranie mózgów w sprawie polskiej energetyki jądrowej jest jednak dość umiarkowane, bo nie wiadomo jakie będzie stanowisko Unii na ten temat. Niemcy są zdecydowanie przeciw, a to może rozstrzygnąć. Sam program takiej energetyki będzie się zapewne rozwijał niezależnie od tego czy takie elektrownie będą budowane czy nie, czyli powstaną odpowiednie urzędy, instytuty, szkolenia, projekty. Słowem, trochę ludzi zarobi.
    Na atomowy bajer po prostu nas nie stać, trzeba by nie trzy, a ze 20 takich elektrowni, czyli kompletna fantazja ekonomiczna.
    Polska energetyka prawdopodobnie będzie oparta na tanim, importowanym węglu.Niestety zjedzą nas kary za dwutlenek, ale co robić, takie życie.

  4. Spałbym spokojnie na Twoim miejscu
    bo sam zaglądam czasami do Kletna albo Kowar i jakoś bramki na lotniskach nie wyją.
    Prawda zaś jest taka, że złoża uranu zostały wyeksploatowane doszczętnie przez imperium sowieckie z kolonii PRL. Ostatnia kopalnia sowiecka w Kowarach została zamknięta w 1973 roku. Pozostałe znacznie wcześniej. Polscy górnicy, byli kopacze rud uranu, powymierali szybko i młodo – jak to murzyni.
    Więc żadnego uranu tu(w Karkonoszach) nie ma. Bo nawet śmieszne ilości do dwóch reaktorów w Świerku sprowadzamy z Rosji albo Czech.

  5. Spałbym spokojnie na Twoim miejscu
    bo sam zaglądam czasami do Kletna albo Kowar i jakoś bramki na lotniskach nie wyją.
    Prawda zaś jest taka, że złoża uranu zostały wyeksploatowane doszczętnie przez imperium sowieckie z kolonii PRL. Ostatnia kopalnia sowiecka w Kowarach została zamknięta w 1973 roku. Pozostałe znacznie wcześniej. Polscy górnicy, byli kopacze rud uranu, powymierali szybko i młodo – jak to murzyni.
    Więc żadnego uranu tu(w Karkonoszach) nie ma. Bo nawet śmieszne ilości do dwóch reaktorów w Świerku sprowadzamy z Rosji albo Czech.

  6. Spałbym spokojnie na Twoim miejscu
    bo sam zaglądam czasami do Kletna albo Kowar i jakoś bramki na lotniskach nie wyją.
    Prawda zaś jest taka, że złoża uranu zostały wyeksploatowane doszczętnie przez imperium sowieckie z kolonii PRL. Ostatnia kopalnia sowiecka w Kowarach została zamknięta w 1973 roku. Pozostałe znacznie wcześniej. Polscy górnicy, byli kopacze rud uranu, powymierali szybko i młodo – jak to murzyni.
    Więc żadnego uranu tu(w Karkonoszach) nie ma. Bo nawet śmieszne ilości do dwóch reaktorów w Świerku sprowadzamy z Rosji albo Czech.

  7. Dla mnie najsmutniejsze
    Dla mnie najsmutniejsze z tego wszystkiego jest to, co wyboldowałam. Reaktywacja kopalni uranu, którego niby już nie ma, to jedno, a energetyka atomowa, to drugie.
    Zgadzam, się, że ludziom brakuje podstawowej wiedzy, a karmią się tylko strachem i złymi emocjami. Skąd mają tą wiedzę czerpać, skoro dziennikarzom piszącym o sprawie również – brakuje podstawowej wiedzy. Oraz niejednokrotnie chęci z różnych powodów.
    Że idzie tu „O niewyobrażalny dla nas szmal” to jasne. Nie tylko u nas się takie rzeczy dzieją. Nie tylko u nas biedni mieszkańcy stawiani są przed faktem dokonanym, i nie wiedzą, dlaczego dzieci im mrą jak muchy. Na błędach też się nie da uczyć. Może się trafi po latach Erin Brokovich, albo ktoś taki, żeby przynajmniej odszkodowanie wywalczył. „ potężny koncern doprowadził do zanieczyszczenia wody w małym prowincjonalnym miasteczku, którego mieszkańcy od dawna zapadają na najrozmaitsze choroby. (…) kieruje sprawę do sądu, który przyznaje reprezentowanym przez nią klientom odszkodowanie w wysokości 333 milionów dolarów, największe w historii amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości”

    • Czy ktoś policzył koszty dewastacji
      Śląska? Górnego i Dolnego? Powietrza, wody, wyeksploatowanych ludzi?
      A setki ton uranu na hałdach – produkt spalania w elektrowniach konwencjonalnych i elektrociepłowniach?
      A domy z wielkiej płyty, w których jest ,,wsad” w postaci popiołów ?
      Więc ten bardzo hipotetyczny uran zostawiłbym w spokoju. Niech szukają. I znajdą – zanim nas Putin złapie za gardło w żelaznym uścisku Nord Stream.

  8. Dla mnie najsmutniejsze
    Dla mnie najsmutniejsze z tego wszystkiego jest to, co wyboldowałam. Reaktywacja kopalni uranu, którego niby już nie ma, to jedno, a energetyka atomowa, to drugie.
    Zgadzam, się, że ludziom brakuje podstawowej wiedzy, a karmią się tylko strachem i złymi emocjami. Skąd mają tą wiedzę czerpać, skoro dziennikarzom piszącym o sprawie również – brakuje podstawowej wiedzy. Oraz niejednokrotnie chęci z różnych powodów.
    Że idzie tu „O niewyobrażalny dla nas szmal” to jasne. Nie tylko u nas się takie rzeczy dzieją. Nie tylko u nas biedni mieszkańcy stawiani są przed faktem dokonanym, i nie wiedzą, dlaczego dzieci im mrą jak muchy. Na błędach też się nie da uczyć. Może się trafi po latach Erin Brokovich, albo ktoś taki, żeby przynajmniej odszkodowanie wywalczył. „ potężny koncern doprowadził do zanieczyszczenia wody w małym prowincjonalnym miasteczku, którego mieszkańcy od dawna zapadają na najrozmaitsze choroby. (…) kieruje sprawę do sądu, który przyznaje reprezentowanym przez nią klientom odszkodowanie w wysokości 333 milionów dolarów, największe w historii amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości”

    • Czy ktoś policzył koszty dewastacji
      Śląska? Górnego i Dolnego? Powietrza, wody, wyeksploatowanych ludzi?
      A setki ton uranu na hałdach – produkt spalania w elektrowniach konwencjonalnych i elektrociepłowniach?
      A domy z wielkiej płyty, w których jest ,,wsad” w postaci popiołów ?
      Więc ten bardzo hipotetyczny uran zostawiłbym w spokoju. Niech szukają. I znajdą – zanim nas Putin złapie za gardło w żelaznym uścisku Nord Stream.

  9. Dla mnie najsmutniejsze
    Dla mnie najsmutniejsze z tego wszystkiego jest to, co wyboldowałam. Reaktywacja kopalni uranu, którego niby już nie ma, to jedno, a energetyka atomowa, to drugie.
    Zgadzam, się, że ludziom brakuje podstawowej wiedzy, a karmią się tylko strachem i złymi emocjami. Skąd mają tą wiedzę czerpać, skoro dziennikarzom piszącym o sprawie również – brakuje podstawowej wiedzy. Oraz niejednokrotnie chęci z różnych powodów.
    Że idzie tu „O niewyobrażalny dla nas szmal” to jasne. Nie tylko u nas się takie rzeczy dzieją. Nie tylko u nas biedni mieszkańcy stawiani są przed faktem dokonanym, i nie wiedzą, dlaczego dzieci im mrą jak muchy. Na błędach też się nie da uczyć. Może się trafi po latach Erin Brokovich, albo ktoś taki, żeby przynajmniej odszkodowanie wywalczył. „ potężny koncern doprowadził do zanieczyszczenia wody w małym prowincjonalnym miasteczku, którego mieszkańcy od dawna zapadają na najrozmaitsze choroby. (…) kieruje sprawę do sądu, który przyznaje reprezentowanym przez nią klientom odszkodowanie w wysokości 333 milionów dolarów, największe w historii amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości”

    • Czy ktoś policzył koszty dewastacji
      Śląska? Górnego i Dolnego? Powietrza, wody, wyeksploatowanych ludzi?
      A setki ton uranu na hałdach – produkt spalania w elektrowniach konwencjonalnych i elektrociepłowniach?
      A domy z wielkiej płyty, w których jest ,,wsad” w postaci popiołów ?
      Więc ten bardzo hipotetyczny uran zostawiłbym w spokoju. Niech szukają. I znajdą – zanim nas Putin złapie za gardło w żelaznym uścisku Nord Stream.