Reklama

Tekst ten jest wyrazem hołdu i szacunku dla ciężkiej, odpowiedzialnej pracy Galerianek Polskich, Europosłów i Posłów RP.

Nim o talencie, zacznę o charakterze.

Tekst ten jest wyrazem hołdu i szacunku dla ciężkiej, odpowiedzialnej pracy Galerianek Polskich, Europosłów i Posłów RP.

Nim o talencie, zacznę o charakterze.
Dowiedziono, że dzieci urodzone w wyniku zapłodnienia in vitro dziedziczą po ojcach niewyobrażalne lenistwo i są wszechstronnie utalentowane.
Jest nawet medyczne uzasadnienie tej reguły. Co by nie mówić, to podczas normalnego zapłodnienia chłop się musi tak nauwijać, że aż go szkoda i normalny człowiek zadaje sobie pytanie, czy warto to tak się …
Nie warto, ale tę obowiązkowość facet ma po swoim ojcu i tak ta cecha przechodzi z pokolenia na pokolenie. I trwa. Od wieków. Bywa, że poczęcie potomstwa tak wyczerpuje męską witalność, że już na jakiekolwiek inne czynności brak im sił.
Ja osobiście to ich nawet usprawiedliwiam, byle był obowiązkowy w tym, do czego został stworzony. Jak nie wyrabia, to niech sobie zabezpieczy zastępstwo.
A teraz przypatrzmy się, jak wygląda zapłodnienie in vitro. Leży sobie na leżance taki Pan i Dawca, a lekarka uwija się by pobrać od niego plemnika.
To wbrew pozorom zadanie wymagające finezji i precyzji – może pobrać tylko jednego, nie więcej. Pobierze taka dwa, wybrany wykorzysta do zapłodnienia, a ten nadprogramowy gdzieś zabradziaży i nielegalne zapłodnienie gotowe. I tłumacz się później przed ordynatorem, dyrekcją, Panią Minister, Episkopatem i posłem Gowinem. A Kwiatkowski to i posadzić gotów za zgładzenie niepoczętego.
Zostawmy te rozważania prawnicze, skupmy sie na postawie dawcy. Ten skurczybyk ani drgnie, kiedy mu pobierają plemnika i gdzieś na boku zapładniają. Widać, że leń, niezdolny do wykonania ruchów, do jakich Bóg go stworzył. No i to lenistwo przechodzi na potomstwo. Wraz z lenistwem – genialne wykorzystywanie innych do wykonywania czynności wpisanych w naturalną motorykę mężczyzn.
I tylko z tego powodu, a nie innego, powinno sie zabronić płodzić in vitro. Nie leni nam potrzeba, a pracusiów tyrających na rosnący VAT i powiększającą się dziurę budżetową.
Leniom mówimy stanowcze NIE.
No ale co sie stało, to sie nie odstanie. Siostraautyka stała się biologicznym faktem i rodzinie przyszło żyć z genialnym leniem.
W przeciwieństwie do swojego zmarłego brata gardziła makulaturą. Ale gardziła również, z przyrodzonego lenistwa, taką czynnością jak gryzienie. Mama Mongołka musiała jej wszystko, nie tylko zupki, miksować i dziecię spijało posiłki przez słomkę. Niczym motyl. Medycyna twierdzi, ze organ niewykorzystywany obumiera. I ja to potwierdzam, z zażenowaniem ale potwierdzam, licząc na to, ze tutejsze męskie grono w tej smutnej konstatacji mnie poprze. Tak też było z zębami Siostryautyka. Ledwo co wystawały poza dziąsła, a i tak były rozchwiane i wiotkie.
To było o lenistwie.
A o geniuszu? Miała coś wspólnego ze zmarłym bratem – talent muzyczny. Widocznie u Mongołów to wrodzone.
Już dziecięciem w kolebce będąc potrafiła koncerty na dwa fortepiany i cztery ręce wygrać wprawdzie na dwóch fortepianach, ale jedną ręką. Nawet Pan Malicki chciał ja zatrudnić, ale jak usłyszał od Mongołki, że Siostraautyka szybko sie zniechęca, z żalem zrezygnował ze współpracy wypełniając z konieczności pustkę czasową Fedorowiczem i Laskowikiem. Popełnił błąd. W końcu dziewczyna występowała w filharmonii z koncertami Paderewskiego, Ravela czy Mozarta. Tyle tylko, że zawsze musiała towarzyszyć jej matka, która wychylając się co chwila zza fortepianu upominała: „Córuś, nie zniechęcaj się aby. Graj, bo nam gażę szlag trafi”
I dziecko grało, a z nudów recytowało sobie po cichutku wiersze Nacagdordża i B. Jawuuchułana. Poezja pozwalała jej dotrwać do końca koncertów.
Talenta muzyczne nie wyczerpywały możliwości dziewczyny. Drugim, bardzo cenionym przez rodzinę, Darem Bożym była umiejętność podrabiania każdej waluty. Wyspecjalizowała się w dolarach i euro. A robiła to genialnie, bo nie jakimiś wyszukanymi metodami, przy nowoczesnym parku maszynowym i dostępie do papieru czerpanego. Wystarczyła jej ryza białego papieru i akwarele, by angażując w pracę swój talent wyprodukować kilkadziesiąt tysięcy “papierów”. Niektórzy ekonomiści kategorycznie twierdzą, ze trwający kryzys walutowy to robota Siostryautyka, która zalała rynki walutowe pustym pieniądzem. I po co nam to było. Wystarczyło zwiększyć rodzinie zapomogę, a kryzys by świat ominął.
Pewnie sobie teraz myślicie, że rodzice nadużywali talentów dziecięcia. A szczególnie ojciec – zamiast samemu zarabiać pieniądze, wysługiwał się córką. Ale też należy mu sprawiedliwie oddać, że miał sporo ciekawych i dochodowych pomysłów, które władze państwowe zazdrośnie mu unicestwiały. W zarodku.
Ot, choćby idea „opony i felgi”. Tę drogę dorobienia się wybrało wielu, tak wielu, że zyski spadły poniżej poziomu opłacalności. Wędkarz wymyślił nowatorskie podejście do biznesu i ogłosił, że wymienia nowe opony i felgi na stare. Przedsięwzięcie ubrał w duże promocje związane z wymianą. Z kwoty 100zł/sztuka stali klienci otrzymywali bonifikatę w wysokości 50%, a i z pozostałych 50 zł można jeszcze było sporo wytargować.
I jak tu z takiej okazji nie skorzystać? Grzech. Więc klienci korzystali nie bacząc, że po wymianie drastycznie wzrastała liczba wypadków drogowych. Ale my, Polacy, jesteśmy przyzwyczajeni do wykorzystywania niepowtarzalnych okazji. W końcu każdy mógł sobie obliczyć, że na takiej transakcji dało się zarobić nawet 360zł.
Wszystkim ten biznes pasował, tylko nie policji, która kategorycznie stwierdziła, że przestanie jeździć do wypadków spowodowanych zamianą nowych opon na stare. I amatorzy promocji, podobnie jak to było z kolekcjonerami dopalaczy, zaczęli sie wykruszać. Pozostała najcwańsza klientela, ci korzystali z wymiany na czarno i pod osłoną nocy.
Ten drobny przykład świadczący na korzyść rodziców nie przekreśla faktu, że Siostraautyka musiała pracować na rodzinę i to od momentu, kiedy zaczęła samodzielnie chodzić. W chodziku.
Nie miałam takiego zamiaru, ale pokusa jest wielka, by opisać talent Siostryautyka na niwie uwodzenia mężczyzn.
Ale to już po Trzech Królach. Niech Panowie spokojnie ukręcą po raz kolejny mak.
I lody, jeżeli pracują.
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, z wykorzystaniem wszystkich organów. Czego i sobie życzę.

Reklama
Poprzedni artykułDokumenty Ewy Ewart
Następny artykułDosyć jałowego krytykanctwa. Czas na konstruktywną krytykę – cóż począć z ministrem Klichem?

10 KOMENTARZE

  1. Quackie mi zwinął, wiadomo,
    Quackie mi zwinął, wiadomo, Polak to złodziej, to o wzajemnej adoracji. Pewnie myśli, że kto pierwszy ten lepszy! Niech Mu będzie.

    Jako, że pozytywnie się zakręciłam od Sylwestrowej nocy to powiem już tylko, że TO BĘDZIE DOBRY ROK!

    A teraz muszę napisać o Sylwestrowym balu na niekonkurencyjny portal i nie wiem od czego zacząć.

    Omal nie zapomniałam o oczywistej oczywistości.

    SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!

    Kolejnego pożyczę za rok. Tylko nie zapomnij oddać.:)))

  2. Quackie mi zwinął, wiadomo,
    Quackie mi zwinął, wiadomo, Polak to złodziej, to o wzajemnej adoracji. Pewnie myśli, że kto pierwszy ten lepszy! Niech Mu będzie.

    Jako, że pozytywnie się zakręciłam od Sylwestrowej nocy to powiem już tylko, że TO BĘDZIE DOBRY ROK!

    A teraz muszę napisać o Sylwestrowym balu na niekonkurencyjny portal i nie wiem od czego zacząć.

    Omal nie zapomniałam o oczywistej oczywistości.

    SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!

    Kolejnego pożyczę za rok. Tylko nie zapomnij oddać.:)))

  3. Ależ Izis – nie miałaś w ręku ,,Kamasutry”
    bo żadne bezeceństwa nawet przez myśl mi nie przeszły – tam są obrazowo, nawet bardzo, pokazane takie pozycje, nazwijmy to – zapładniania, które samca mało absorbują. Natomiast całą ,,najgorszą robotę” wykonuje niewiasta. Jak to w życiu – prawda?
    Nie wiem tylko jak na reklamę opon zareaguje …..rynek:-)

  4. Ależ Izis – nie miałaś w ręku ,,Kamasutry”
    bo żadne bezeceństwa nawet przez myśl mi nie przeszły – tam są obrazowo, nawet bardzo, pokazane takie pozycje, nazwijmy to – zapładniania, które samca mało absorbują. Natomiast całą ,,najgorszą robotę” wykonuje niewiasta. Jak to w życiu – prawda?
    Nie wiem tylko jak na reklamę opon zareaguje …..rynek:-)