Reklama

 

Zima w pełni i napadało znowu i nawiało, i przy łopacie ponownie więcej czasu niż w aucie spędzać trzeba. Kto jednak rozumny i przewidywać potrafiący, ten wie, że nawet najsroższe mrozy przeminą, śniegi stopnieją, a gdy woda w rzekach, na jezdniach i chodnikach opadnie, do szaf powrócą puchate płaszcze, kurtały opasłe i kożuchy. Będzie się trzeba odsłonić i bezbronnym stanąć przed okiem gawiedzi, okiem na bilbordach, okładkach i bratach pitach spasionym.

Histeria będzie, panowie i panie, histeria okrutna i głodowe noce. I dupa nie efekt będzie, bo wszystko, co na ostatnią chwilę i na gwałt robione, gdy czasu i cierpliwości trzeba, udać się nie może. Bóg nie dał.

Reklama

Zanim jednak histeryczne chudnięcie, spalanie opon i bicepsa dmuchanie nastąpi, pierwsze jaskółki już ćwierkają pod oknem. „Bądź piękna na wiosnę” i „Kaloryfer w 2 tygodnie” rozpoczynają wojnę podjazdową. Badają przeciwnika. Skubią ofiarę i kąsają po kostkach. A ja to czytam i nieodmiennie się dziwuję. Bo jak tu się nie dziwować?

Nie chęci ludzkiej bynajmniej, do wyglądu ładnego, lecz głupocie ludzkiej, co graniczy z frajerstwem. Głupocie co jaskółkami karmić się daje, a co zamiast sylwetki pięknej, umysłu pokręcenie przynieść jedynie może. Pokręcenie, wykrzywienie, odurnienie.

A wystarczy paru pradawnych, chłopskich mądrości się trzymać i podstaw rozsądku zdrowego. I zamiast bajek słuchać i legend, z dobrych rad skorzystać, jakich i w sieci i w realu, a nawet w biblii pełno stoi. Nie żryj ponad miarę, nie chlej ponad miarę, poruszaj się czasem bo zdrowo dupę ruszyć, w zdrowych ciałach piękne duchy straszą i tak dalej. Przytaczał wszystkiego nie będę, bo każdy zna, choć mało kto stosuje. A recepta jest taka prosta. Kochaj, rób co chcesz, żyj w miarę zdrowo lecz pamiętaj o rozkoszach stołu i o tym że piwo jest najlepszym przyjacielem mężczyzny(pamięć dotyczy również pań, które faktu tak oczywistego przyjąć często do wiadomości nie chcą, i wbrew piwu czynić próbują, co wojną jest z wiatrakami i do tragedii prowadzi wielkich, a nawet wielgich).

 

Miałem w czasach dawniejszych współlokatora, który na siłownię chodził, o wygląd dbał i robił to prawie że profesjonalnie, choć bez przesadnej perwersji, w jaką niektórzy popadają: dieta, tablety, trening, liczenie kalorii, i w końcu „nie mogę pojechać z wami w weekend, bo na sobotę mam w planie klatę i biceps”. W takie skrajności nie popadał, stosował jedynie kreatynę, białkowe odżywki i trening, dzięki czemu całkiem fajnie wyglądał. Efekt psuło jedynie to, że lubił bardzo prasować. Prasował wszystko, ze skarpetami włącznie, przez co spędzał kupę czasu przy desce, obowiązkowo odziany w spodenki, podciągnięte do pół łydki skarpetki i kapcie. Bawiło to ogromnie wszystkie odwiedzające mnie dziewczęta i każda twierdziła że choć facet z niego całkiem przystojny, to jako obiekt seksualny dyskwalifikował się na starcie. Tak panowie, jedną z prawd najdawniejszych i fundamentalnych jest ta, że jeśli już w gaciach przed kobietą paradować chcecie, skarpety i kapcie na kłódkę w szafie zamknijcie.

To jednak na marginesie. Współlokator ów, jak przystało na aktywnego fizycznie człowieka, kupował fachową literaturę, w której porad i wskazówek szukał, jak trening efektywniejszym uczynić, czego się wystrzegać, jak się jeszcze sprawniej giąć, a prężyć, a podnosić. Miał na regale sztuk kilkanaście „Men’s Health" czasopisma i razu pewnego do toalety idąc, zabrałem jeden ze sobą. Sam coś tam sobie robię, by nie zdziadzieć i formę trzymać, stwierdziłem że się dokształcę, poczytam, książki mi się skończyły…

Ech, to było niczym utrata dziewictwa. Do wiekopomnej tej chwili czasu, myślałem naiwnie i niewinnie, że treści tej maści, w „Claidii”, „Tinie” czy „Pani Domu” znajdę jedynie. Ślepy byłem i głupi. Przejrzałem jednak, oczy me się otwarły, wszedłem w dorosłe życie.

Najpierw było o serach. Kalorie, mikroelementy, zawartość białka, cena, dostępność… Serowy ranking dla prawdziwego twardziela. Wygrała mozarella, pamiętam jak dziś. Prawie leciałem kupować. Potem jakiś celebryta, co o nim nie słyszeć wstyd, więc się wstydziłem, opowiadał ze szczegółami jak on to robi i ile razy. Foty miał fajne nawet, za czytanie się nie brałem. Było też coś o sokach, że za słodkie. Wszystkich pobiły jednak porady, jak się na plaży wycierać ręcznikiem, by to i owo się napięło, wyglądało ładnie, a do tego naturalnie…

Bóg umarł.

Ze śmiechu.

 

Jak się człowiek naczyta, to bywa, że i zastanowi. Miałem tak i ja. Wywaliłem porady najdurniejsze. Wywaliłem zbyt profesjonalne, dla tych co chcą kulturystą być, czy innym dziwolągiem. Wyszło mi że mimo to, na zdrowe życie a’la Men’s Health nie mam czasu. Nikt nie ma czasu. Bo zdrowe życie a’la Men’s Health jest jak wędrówka po górach, bez śladu schroniska na horyzoncie, herbaty z rumem, kolacji i wieczornej popijawy. Wieczne łażenie, łażenie, łażenie. I dajcie mi kamień, i będę go turlał i mówcie mi Syzyf.

Metafizyką nie będzie pytać i odpowiedzieć: dlaczego? Metafizyką jest dać wywód, czy efekt wart wysiłku. Czy warto rezygnować z życia, by patrzeć w lustro jak na okładkę?

Nigdy na szczęście ciągot nie miałem, by się do turlających przyłączyć. By liczyć kalorie, łykać piguły, z obawą patrzeć na witryny cukierni, zerować alkohol, bo wypłukuje wodę, wlewać wodę wiadrami, bo wspomaga działanie suplementów. Dziwuję się za to tym, którzy turlają. Nie wszystkim oczywista. Rozumiem zawodowców, modelki, modeli, aktorów, dla których ciało jest pracą i płacą. Nie rozumiem tych co w innych branżach siedząc, pchają się w dziedziny tak niedostępne, jak niepotrzebne.

 

Złoty środek, to taki piękny wynalazek. Nic bez niego, a wszystko w nim. Dlatego trening, jak najbardziej. Wypaczenia nie. Siłownia z ludzką twarzą. I człowiek, z ludzkim ciałem.

Dlatego wystarcza mi dla formy i radochy w się spoceniu, trzy razy w tygodniu ciało skatować. Jeść w miarę zdrowo. Przeżuwać, nie pochłaniać. Zaszaleć w restauracji i zadziwić obsługę rozmiarem golonki, która zmieści się z deserem. Skoczyć do sauny. Skoczyć do knajpy. Czasami zalać się w trupa z przyjaciółmi. I dzień po dniu umacniać przyjaźń, z moim najlepszym, złocistym przyjacielem.

Tak sobie żyję, tak o siebie dbam i powiem wam tyle, że takie ze mnie ciacho, że grzech w ten jędrny tyłeczek nie klepnąć.

 

Reklama

40 KOMENTARZE

  1. Bóg umarł ze śmiechu a ja z
    Bóg umarł ze śmiechu a ja z Nim.:)) Znam przypadek samokatownika siłowo-dietetowego, ale on tak ma przez pół roku, że na weekend to on nie, bo plany ma, które runąć prawa nie mają, bo świat się zawali co najmniej. Pozostałe miesiące, już po Lecie, przeznacza na gromadzenie tłuszczu, który potem spala, rzeźbi sylwetkę, i tak w koło Macieju.
    Nie wszyscy zresztą muszą być tacy wymiarowi. Koleżance ze studiów, pieszczotliwie Kapustą zwanej, wszyscy mówiliśmy, Ty się Kapusta nie odtłuszczaj, tak ślicznie do twarzy i ciała ci z tym. Na szczęście nic jej z tego nie wyszło, ku pozytkowi oczu ją podziwiających.

    Zauważyłeś może, że najwięcej problemów z utrzymaniem “idealnej” figury mają ci, którzy się odchudzają? Przecież to oczywiste, że efekt byłby pewniejszy, gdyby zamiast się odchudzać, odtłuszczali się.

    Zdjęcie wklej, bo tak na słowo to nie uwierzę, chociaż z tych wierzących żem jest.;p

  2. Bóg umarł ze śmiechu a ja z
    Bóg umarł ze śmiechu a ja z Nim.:)) Znam przypadek samokatownika siłowo-dietetowego, ale on tak ma przez pół roku, że na weekend to on nie, bo plany ma, które runąć prawa nie mają, bo świat się zawali co najmniej. Pozostałe miesiące, już po Lecie, przeznacza na gromadzenie tłuszczu, który potem spala, rzeźbi sylwetkę, i tak w koło Macieju.
    Nie wszyscy zresztą muszą być tacy wymiarowi. Koleżance ze studiów, pieszczotliwie Kapustą zwanej, wszyscy mówiliśmy, Ty się Kapusta nie odtłuszczaj, tak ślicznie do twarzy i ciała ci z tym. Na szczęście nic jej z tego nie wyszło, ku pozytkowi oczu ją podziwiających.

    Zauważyłeś może, że najwięcej problemów z utrzymaniem “idealnej” figury mają ci, którzy się odchudzają? Przecież to oczywiste, że efekt byłby pewniejszy, gdyby zamiast się odchudzać, odtłuszczali się.

    Zdjęcie wklej, bo tak na słowo to nie uwierzę, chociaż z tych wierzących żem jest.;p

  3. Bóg umarł ze śmiechu a ja z
    Bóg umarł ze śmiechu a ja z Nim.:)) Znam przypadek samokatownika siłowo-dietetowego, ale on tak ma przez pół roku, że na weekend to on nie, bo plany ma, które runąć prawa nie mają, bo świat się zawali co najmniej. Pozostałe miesiące, już po Lecie, przeznacza na gromadzenie tłuszczu, który potem spala, rzeźbi sylwetkę, i tak w koło Macieju.
    Nie wszyscy zresztą muszą być tacy wymiarowi. Koleżance ze studiów, pieszczotliwie Kapustą zwanej, wszyscy mówiliśmy, Ty się Kapusta nie odtłuszczaj, tak ślicznie do twarzy i ciała ci z tym. Na szczęście nic jej z tego nie wyszło, ku pozytkowi oczu ją podziwiających.

    Zauważyłeś może, że najwięcej problemów z utrzymaniem “idealnej” figury mają ci, którzy się odchudzają? Przecież to oczywiste, że efekt byłby pewniejszy, gdyby zamiast się odchudzać, odtłuszczali się.

    Zdjęcie wklej, bo tak na słowo to nie uwierzę, chociaż z tych wierzących żem jest.;p

  4. Bóg umarł ze śmiechu a ja z
    Bóg umarł ze śmiechu a ja z Nim.:)) Znam przypadek samokatownika siłowo-dietetowego, ale on tak ma przez pół roku, że na weekend to on nie, bo plany ma, które runąć prawa nie mają, bo świat się zawali co najmniej. Pozostałe miesiące, już po Lecie, przeznacza na gromadzenie tłuszczu, który potem spala, rzeźbi sylwetkę, i tak w koło Macieju.
    Nie wszyscy zresztą muszą być tacy wymiarowi. Koleżance ze studiów, pieszczotliwie Kapustą zwanej, wszyscy mówiliśmy, Ty się Kapusta nie odtłuszczaj, tak ślicznie do twarzy i ciała ci z tym. Na szczęście nic jej z tego nie wyszło, ku pozytkowi oczu ją podziwiających.

    Zauważyłeś może, że najwięcej problemów z utrzymaniem “idealnej” figury mają ci, którzy się odchudzają? Przecież to oczywiste, że efekt byłby pewniejszy, gdyby zamiast się odchudzać, odtłuszczali się.

    Zdjęcie wklej, bo tak na słowo to nie uwierzę, chociaż z tych wierzących żem jest.;p

  5. Bóg umarł ze śmiechu a ja z
    Bóg umarł ze śmiechu a ja z Nim.:)) Znam przypadek samokatownika siłowo-dietetowego, ale on tak ma przez pół roku, że na weekend to on nie, bo plany ma, które runąć prawa nie mają, bo świat się zawali co najmniej. Pozostałe miesiące, już po Lecie, przeznacza na gromadzenie tłuszczu, który potem spala, rzeźbi sylwetkę, i tak w koło Macieju.
    Nie wszyscy zresztą muszą być tacy wymiarowi. Koleżance ze studiów, pieszczotliwie Kapustą zwanej, wszyscy mówiliśmy, Ty się Kapusta nie odtłuszczaj, tak ślicznie do twarzy i ciała ci z tym. Na szczęście nic jej z tego nie wyszło, ku pozytkowi oczu ją podziwiających.

    Zauważyłeś może, że najwięcej problemów z utrzymaniem “idealnej” figury mają ci, którzy się odchudzają? Przecież to oczywiste, że efekt byłby pewniejszy, gdyby zamiast się odchudzać, odtłuszczali się.

    Zdjęcie wklej, bo tak na słowo to nie uwierzę, chociaż z tych wierzących żem jest.;p