straszenie



share

Same śmieszne rzeczy wydarzyły się w ostatnim czasie, ale ludzie tak się przyzwyczaili do komfortu psychicznego, że i na to nie zwracają uwagi. Jeszcze 5 lat temu „wykluczenie” Polski z jakiegokolwiek europejskiego grona byłoby podsumowane jedna wielką histerią. Jestem w tej komfortowej sytuacji, że pamięć mnie nie zawodzi i nie muszę zgadywać, wystarczy, że przypomnę dwa pierwsze przykłady z brzegu. Szczyt maltański? Mówi to coś Kowalskiemu albo Nowakowi? Jak nie cierpię hazardu, tak się chętnie założę, że nic nie mówi. A taki Eurokorpus kojarzy Nowakowa, słyszała coś Kowalska? Ano właśnie, wymowna cisza.



share

Wielu poczuło się zaskoczonych decyzją Rady Europy, która wbrew zapowiedziom targowiczan z PO, odmówiła debaty nad stanem demokracji w Polsce. Dla mnie ta decyzja jest naturalnym początkiem końca ustawiania Polski po kątach. Każdą wojnę, w tym psychologiczną, trzeba umieć prowadzić, żeby się nadmierną fantazją nie przerobić na mięso armatnie i to jedna zasada. Druga jest pozornie sprzeczna, ale w rzeczywistości doskonale koreluje z pierwszą. Otóż między zachowaniem zdrowego rozsądku i spokoju, a tchórzostwem istnieje przepaść nie do pokonania. Spokojnie i z głową, nie znaczy z podkulonym ogonem. Dlaczego PiS przetrwał pierwsze histerie i jeszcze wyszedł zwycięsko ze wszystkich zastawionych pułapek? Bardzo łatwo odpowiedzieć sobie na to pytanie, o ile zna się Jarosława Kaczyńskiego lub ma się własne doświadczenia.



share

W powszechnej opinii specjalnością PO jest rozwiązywanie problemów, które partia matka sama stwarza. Nic bardziej fałszywego, rzeczywiście PO doskonale czuję się w produkcji mniej lub bardziej sztucznych kampanii na rzecz albo przeciw rozmaitym pierdołom, ale nigdy i niczego nie rozwiązała. Przykładów na tworzenie problemów, które ciągną się w nieskończoność jest całe mnóstwo. Nie tak dawno mieliśmy słynną ustawę „o bestiach”, a ponieważ jestem pewien, że może co 10 Polak wie, czym żył kraj kilkanaście miesięcy temu, to przypomnę, że chodziło o najgorszych bandytów, którzy po nowelizacji kodeksu i zniesieniu kary śmierci wyszli na wolność. O jednej „bestii” słyszeliśmy dzień i noc, nazywał się Mariusz Trynkiewicz i został skazany za pedofilię i brutalne zabójstwa chłopców. Nigdy wcześniej i chyba nigdy później sądy nie pracowały w takim tempie, dopychając kolanem paragrafy, dzięki czemu udało się bandziora zamknąć w… komfortowej klinice.

Strony