kac



share

A tak niedawno temu świat miał się skończyć według naiwnych Majów, a tu masz babo placek, rano jednak trzeba walczyć z kacem.  Czy północ (te wstrętne zegarki, tylko poczekać minutę i spuścić wodę) między Starym, a Nowym Rokiem (nie chcę się mieszać w ich sprawy) to jakieś wzgórze, na które wspinamy się wszyscy z butelkami szampana, ubrani w najlepsze kreacje, jakby członkowie jakiejś zwariowanej sekty?

Między jednym kielichem szampana, a następnym.  Między przemykającą jaskółką osobistej refleksji w tłumie innych ptaków, a stoickim spojrzeniem sowy w krainie samotności.  Czy modne ciągoty do stadnego osiągania tego kaledarzowego szczytu, nie są prostą ucieczką przed samotnym spojrzeniem i zmierzeniem się z lustrem mijającego roku?