fbpx

Wczoraj dostałem pismo przedprocesowe od kancelarii Zbigniewa Ćwiąkalskiego, w którym nieznana mi adwokat córki Ćwiąkalskiego, oczekuje przeprosin i 50 tys. za pisanie prawdy na temat pełnomocnictwa udzielonego przez nieboszczyka. Mało tego, w treści oświadczenia pani mecenas od Ćwiąkalskiego domaga się, abym kłamał i przyznał, że napisałem coś, czego nie napisałem. Panią mecenas razem z panem Ćwiąkalskim i jego córką publicznie odsyłam do mojej kancelarii: Berdyczów, ul. Latającego Holendra 1, poczta Atlantyda. Przywołałem tylko jeden przykład na to, jaki wspólny interes „prawniczy” prowadzą koledzy: Waldek Żurek, Zbyszek Ćwiąkalski i Jędrek Duda.

Szyld biznesu jest znany od lat: „Tyle zmienić, żeby nic się nie zmieniło”. Takie pisma i takie zachowania połączone z decyzją podjętą przez KRS w sprawie 265 asesorów, są wynikiem tylko i wyłącznie jednego zjawiska toczącego polskie życie publiczne. Chodzi o poczucie bezkarności, poczucie wyższości, poczucie podlegania innym procedurom, niż podlega pogardzany i wyśmiewany obywatel. Działa to na zasadzie: „Co wolno wojewodzie…”. Zasada ta dotyczy w takim samym stopniu Piotra Wielguckiego, jak i ministra Zbigniewa Ziobro, ponieważ ta kasta dysponuje gigantyczną siłą. Im wolno przyjmować pełnomocnictwa od nieboszczyków, ścigać procesowo własne dzieci i moralizować w telewizji od rana do wieczora. Tobie pozostaje zamknąć dziób, bo jak nie to kolega mecenas zadzwoni do kolegi sędziego.

Między bajki dla dorosłych można włożyć wszystkie szacunki, że większość prawniczego środowiska to fantastyczni ludzie. Nie, większość prawniczego środowiska nie ma nic wspólnego z fantastycznymi ludźmi, ale żyje dzięki powiązaniom na różnych polach od rodzinnych, przez towarzyskie, aż po polityczne. Wyczyszczenie tych koterii jest zadaniem na minimum 10 lat, pod warunkiem, że się zachowa bardzo duże tempo zmian. Ustawy sądownicze, które zaproponował PiS narzucały średnie tempo i w dodatku tak naprawdę zmiany dotyczyły tylko najwyższego szczebla. W sądach powszechnych minister Ziobro może, przy wielkim wrzasku medialnym, wymienić jednego prezesa na drugiego, ale to wszystko dzieje się w ramach tego samego składu sędziowskiego funkcjonującego od lat i z „pisowskimi” sądami nie ma nic wspólnego.

Każda nowa nominacja, czyli świeża krew, musi przejść przez KRS i tutaj Andrzej Duda razem z nowymi/starymi kolegami postawił tamę, zatrzymując wszystkie układy na swoim miejscu. Rozumiem, że bzdury o „wielopartyjności” w składzie KRS może opowiadać, nomen omen, harcerz, pensjonarka, czy dwudziestoletni wyborca Kukiza, ale Duda, który przeszedł przez kancelarię Lecha Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry, nie tylko wie, on widział na własne oczy, jak ta patologia działa i jaka jest potężna. Krótko i bez żadnych złudzeń mówiąc, nie ma takiego wariantu, że Andrzej Duda blokując reformy i rozmydlając ustawy sądownicze, działa nieświadomie, jest naiwny lub zatroskany upolitycznieniem sądów. On dotykał tej zgnilizny własnymi rękami, wąchał własnym nosem i przez lata jednoznacznie definiował, dokładnie tak samo, jak Ziobro i Kaczyński.

Nagle stanowisko Dudy się zmieniło i nie chcę robić kolejnej analizy psychologicznej, bo mnie to już nie interesuje, jakie są motywy i słabości Andrzeja Dudy. Wiem ponad wszelką wątpliwość jedno. Prezydent „wszystkich Polaków” stoi po stronie Żurka, po stronie Ćwiąkalskiego i tych wszystkich tuzów, których zwykły chłop z Biskupina się nie przestraszył i nie przestraszy nigdy. Andrzej Duda wypiął się na ludzi nadstawiających za niego głowę, a po reprymendach telewizyjnych kolegów prawników narobił w kalesony i tak mu zostało, dlatego nie może się ruszyć. Nie bez powodu łączę arogancję Ćwiąkalskiego z bezczelnością Żurka, który wysyłał pisma procesowe własnej córce, „pomylił” się w zeznaniach majątkowych i nie dostrzegł orzekających sędziów skazanych, między innymi za jazdę po pijaku, ale doszukał się u asesora 5 mandatów za przekroczenie prędkości.

Przecież Żurek w żywe oczy kpi ze wszystkiego i wszystkich stojących po drugiej strony kasty. Podobnie, jak Ćwiąkalski, który latami brylował w mediach i wyjaśniał szaraczkom, każdy niuans prawny według politycznego klucza, ale nie był w stanie wyjaśnić córce, że odebranie pełnomocnictwa od 118-letniego nieboszczyka stoi w sprzeczności z konstytucją i rozumem. Tacy ludzie decydują o wymiarze sprawiedliwości, jest ich cała armia i wszyscy mają przekonanie, że im wolno prawie wszystko. Od 24 lipca 2017 roku dołączył do tego towarzystwa Andrzej Duda i prolongował gwarancje nietykalności. Zrobił to z pełną świadomością i premedytacją, co oznacza, że dla mnie ten człowiek po prostu się skończył. Nie ma go, nawet jeśli w końcu łaskawie się zgodzi na podpisanie rozmydlonych ustaw.