Reklama

Quackięta dobrze się bawiły podczas świątecznego wyjazdu. Najpierw, jeszcze przed Wigilią, udało im się pobić tak, że babcia przygalopowała z ogniem w oczach i zaczęła opieprzać… nie, nie kochane dzieci, tylko tych głupich rodziców, którzy nie potrafili wychować dwóch facetów, różniących się wiekiem o niecałe 2 lata, żeby nie rywalizowali na każdym kroku i z zasady. Skończyło się zresztą po stronie dzieci na zadrapaniach i możliwości obnoszenia się z nimi z pokrzywdzoną miną i wyrazem twarzy „to ON zaczął!”. A babcia odreagowała wszystkie świąteczne frustracje, których nie wypadało inaczej wyrazić, jednak na pewnym poziomie dorosłości nie uchodzi wściekanie się z powodu, że sąsiedzi mają ładniej ustrojony balkon albo że wszystkie pierniczki z białym lukrem zostały wyżarte i zostały tylko te z czekoladowym.

Tymczasem udało nam się dotrzeć bezpiecznie do szwagrostwa. Quackięta zaraz po wejściu przeprowadziły totalną inspekcję całego domu, włącznie z poziomem –1 i garażem, na szczęście nie przyszło im do głowy, że Szwagier Quackie ukrył 95% prezentów w przepastnym bagażniku swojego vana, zamknął go na kluczyk, a tenże schował. Poszukiwacze zaginionej arki skończyli więc poszukiwania bez arki.

Znaleźli natomiast domowego kota szwagrostwa, który ujawnia się tylko wybranym domownikom i gościom. Quackięta błyskawicznie uznały się za przedstawicieli narodu wybranego (przez kota) i rozpoczęły polowanie z nagonką, w celach całkiem pokojowych, czyli zagłaskania kota na śmierć, ale skąd on to miał wiedzieć? Przedostał się pomiędzy zasiekami i naganiaczami do pomieszczenia gospodarczego, w którym stoi kocioł olejowy, zapewniający wszystkim ciepłą wodę i dodatnią temperaturę w domu. Następnie wskoczył na samą górę tego kotła… i dalej Quackięta przysięgały na wszystkie znane świętości, że to nie one, tylko kot poodłączał kable i spowodował chwilowe ochłodzenie stosunków rodzinnych.

Ale przy Wigilii było już OK, starszy Quackie junior, delikatnie wyregulowany wizją abstynencji od komputera do końca roku, nie grymasił specjalnie nad wigilijnym menu, tylko karnie wciągał pierogi. Z kolei młodszy posadzony został strategicznie na przeciwnym końcu stołu, skąd nie sięgał nogami do starszego, ergo nie mógł go dyskretnie kopnąć, żeby potem udawać niewiniątko.

Rozpakowywanie prezentów przebiegło też spokojnie, nie licząc lekkiego zapowietrzenia babci, której młodszy junior, znany z talentów plastycznych, otworzył bombonierkę i wyjadł czekoladki w taki sposób, że pozostałe po nich puste miejsca utworzyły brzydki wyraz i to nieortograficznie. Wszystko wskazywało jednak, że to nie brak poszanowania dla ortografii zajął babcię najbardziej.

W pierwszy dzień świąt obudził nas dziki wrzask protestu. To starszy Quackie wstał wcześnie rano, zainstalował sobie na komputerze otrzymany w prezencie najnowszy dodatek do gry Counter Strike i teraz go wypróbowywał. Nie zauważył wszakże małego dopisku na pudełku „CS 5.1.4 – Savoir-vivre” i teraz z bezsilnym gniewem obserwował, jak po wysadzeniu drzwi odpowiednio uformowanym ładunkiem C-4 dwaj panowie w kominiarkach zamiast wkroczyć do środka i rozstrzelać wszystko, co się rusza, zaczęli uprzejmie ustępować sobie miejsca: – Pan pierwszy. – Nie, pan pierwszy. – Ale starsi mają pierwszeństwo. – Och, ja mam czas, proszę przejść. – Nigdy w życiu, proszę pana. I tak dalej.

– Wesołych Świąt, kochanie – powiedzieliśmy dziecku, wsadziliśmy pierniczka w protestującą, otwartą buzię i położyliśmy się jeszcze na chwilę. Jak to miło, że w święta tak można!

Reklama
Poprzedni artykułTrojcu lubit. W nawiązaniu do pewnej ankiety.
Następny artykułWeksel in blanco

28 KOMENTARZE

  1. Gdybyś znała
    moich synów, powiedziałabyś raczej, że to triumf, że tylko tyle nabroili : )))

    A bardziej serio – nie wiem, jak Ty, ale ja świetnie pamiętam tzw. atmosferę świąteczną, kiedy to dzieci nie mogły się doczekać (Wigilii, Gwiazdora prezentów, spotkania z wujostwem) i w związku z tym na każdym kroku dawały wyraz niecierpliwości, detonowały atmosferę i generalnie łaziły na rzęsach. Sam tak robiłem.

    A wreszcie – część tego wpisu to fikcja, a część kompilacja z kilku lat. Cieszę się, że zrobiło to na Tobie wrażenie : D

  2. Gdybyś znała
    moich synów, powiedziałabyś raczej, że to triumf, że tylko tyle nabroili : )))

    A bardziej serio – nie wiem, jak Ty, ale ja świetnie pamiętam tzw. atmosferę świąteczną, kiedy to dzieci nie mogły się doczekać (Wigilii, Gwiazdora prezentów, spotkania z wujostwem) i w związku z tym na każdym kroku dawały wyraz niecierpliwości, detonowały atmosferę i generalnie łaziły na rzęsach. Sam tak robiłem.

    A wreszcie – część tego wpisu to fikcja, a część kompilacja z kilku lat. Cieszę się, że zrobiło to na Tobie wrażenie : D

  3. Jak się chce
    psa zbić, zawsze kij się znajdzie. I Ty, cherie, i moja teściowa (mimo niewątpliwych zasług na innych polach) jesteście żywymi dowodami tej zasady.

    Jak zagęściłem emocje – niedobrze, bo rozbuchani smarkacze, nad którymi rodzice nie panują. Jak się przyznałem do zagęszczenia (celem osiągnięcia lepszej zawiesistości dania ; ) też niedobrze, bo niewiarygodnie. OK, muszę zmienić kategorię na “Kultura i sztuka”, może jako dzieło literackie ujdzie w tłoku.

    Na balkon nie było młodych okazji wystawić, do innego pokoju była – i to się robiło i robi.

    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku i coraz lepszych tekstów – Tobie i sobie życzę.

    PS. Widzę, że kot to jakaś obsesja – tytułem wyjaśnienia: kota nie dopadli ani w tym roku, ani rok, ani dwa temu, ani w ogóle jeszcze nigdy, a nawet gdyby, to on sobie nie da – jakbyś zobaczyła podrapane, całę w bliznach dłonie Bratowej Pani Quackie (ukochanej kociej pańci, szafarza dóbr i głównego kociego dobroczyńcy), nie martwiłabyś się tak kocią kondycją. Zagnany w kąt, wywalczyłby sobie kłami i pazurami ucieczkę. I żadne z nas nie żałowałoby podrapanych albo pogryzionych młodych. No, może babcia (=teściowa) opierniczyłaby. Nas, naturalnie, że nie ochroniliśmy dzieci przed kotem ;-P

  4. Jak się chce
    psa zbić, zawsze kij się znajdzie. I Ty, cherie, i moja teściowa (mimo niewątpliwych zasług na innych polach) jesteście żywymi dowodami tej zasady.

    Jak zagęściłem emocje – niedobrze, bo rozbuchani smarkacze, nad którymi rodzice nie panują. Jak się przyznałem do zagęszczenia (celem osiągnięcia lepszej zawiesistości dania ; ) też niedobrze, bo niewiarygodnie. OK, muszę zmienić kategorię na “Kultura i sztuka”, może jako dzieło literackie ujdzie w tłoku.

    Na balkon nie było młodych okazji wystawić, do innego pokoju była – i to się robiło i robi.

    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku i coraz lepszych tekstów – Tobie i sobie życzę.

    PS. Widzę, że kot to jakaś obsesja – tytułem wyjaśnienia: kota nie dopadli ani w tym roku, ani rok, ani dwa temu, ani w ogóle jeszcze nigdy, a nawet gdyby, to on sobie nie da – jakbyś zobaczyła podrapane, całę w bliznach dłonie Bratowej Pani Quackie (ukochanej kociej pańci, szafarza dóbr i głównego kociego dobroczyńcy), nie martwiłabyś się tak kocią kondycją. Zagnany w kąt, wywalczyłby sobie kłami i pazurami ucieczkę. I żadne z nas nie żałowałoby podrapanych albo pogryzionych młodych. No, może babcia (=teściowa) opierniczyłaby. Nas, naturalnie, że nie ochroniliśmy dzieci przed kotem ;-P