Jak powszechnie wiadomo – człowiek jest stworzeniem stadnym, przyciągają nas do siebie, bardziej lub mniej, wspólne rozmowy, plany i działania.

W „Sumie polskich strachów (a)” ledwo liznąłem temat o fenomenie polskiej sceny politycznej, ale myślę, że ten skromny wywód prowadzący do wniosku, że z „góry poprzedniego systemu” zrodziła się pancerna mysz w postaci, doprecyzowanej przy okrągłym meblu i pod-stolikach w Magdalence, władzy. Mysz, na którą jeszcze nikt nie wymyślił, i nie wymyśli kota, który mógłby się uporać z tym gryzoniem.
 
W tym miejscu watro-byłoby dodać, że do zawarcia „społecznego porozumienia” przygotowywano się dużo wcześniej i czyniono to niezwykle starannie. Jednym z dowodów na to są liczne inicjatywy w postaci stowarzyszeń, które, przepraszam za zwrot – „czerwoni” powołali już na dwa, trzy lata przed tzw transformacją ustrojową zabezpieczając się w ten sposób przed utratą wpływu i kontroli nad kształtem przyszłej demokratycznej i niezależnej Polski.
 
O tym, że tamci – wysocy funkcjonariusze państwa PRL, aparatczycy PZPR wiedzieli, że nadchodzi czas na zmiany, świadczy również szukanie kontaktów na zachodzie i bratnie się z przyszłymi partnerami w biznesie.
 
Dziś totalnie zbywa się milczeniem okres (prawie dekady) przed „zmianą warty” w 1989 r., a w zasadzie w 91′, okres, w którym wysocy urzędnicy państwowi w rangach ministrów podpisywali niekorzystne umowy gospodarcze o współpracy. Kupowano za niezwykle wysoką cenę przestarzałe technologie, które na zachodzie były wycofane lub w trakcie eliminacji z rynku ze względu na niską efektywność i niezwykle drogie utrzymanie.
Kto dziś pamięta, kto chce pamiętać takie detale jak ten, że do zakupionego sprzętu i urządzeń zapomniano w umowie zapewnić serwis gwarancyjny i dostawy podzespołów i części zamiennych? Zachód takiej gwarancji nie był w stanie spełnić z oczywistych względów – wcześniejsze wycofanie z produkcji i eksploatacji.
 
I wcale nie jest do końca prawdą, że pierwszy milion trzeba było ukraść. Pierwszych kilka milionów dolarów dostawali, ci którzy podpisywali umowy o zakupie i dostawie tych zupełnie nietrafionych i często nigdy nie użytych technologii.
 
Rodzimi inżynierowie i wynalazcy ze swoimi technologiami nie byli w stanie przebić oferty zachodu. Zatem, albo uciekali na zachód, i tam często sprzedawali swój pomysł, albo poddawali się i zajmowali czym innym np. hodowlą owiec, lub poszli w „badylarstwo”
 
To właśnie w tej ostatniej dekadzie istnienia państwa ludowego rodził się polski kapitalizm, a stan wojenny tak naprawdę był okresem strugania pionków i figur do przyszłej gry, i nie stanowił żadnej przeszkody wobec wszechogarniającej korupcji, która dotyczyła samych szczytów władzy – przeciwnie, dawał ochronę swoim.
 
Pamięć ludzka jest zawodna: komu by się jeszcze chciało pamiętać dr nauk ekonomicznych (stopień uzyskałna podstawie rozprawy „Niestabilność eksportu i jej rozmiary – badanie dla krajów europejskich w latach 1960–1974” ) pracownika Banku Światowego, współpracownika wywiadu o pseudonimach"Tener" i następnie"Must”, który z ‘obczyzny’ powrócił do pracy w Polsce w 1987r. obejmując funkcję dyrektora departamentu w Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą. W 1989 brał udział w obradachokrągłego stołu  po stronie rządowej w zespole ds. gospodarki i polityki społecznej. W latach 1989–1991 pełnił funkcję pierwszego zastępcy prezesa Narodowego Banku Polskiego, a potem był jednym z tenorów -założycieli PO?
Zapewne niewiele osób dziś jest w stanie powiązać osobę Andrzeja Olechowskiego z tym, co tak naprawdę miało miejsce wtedy i ma dziś. Ujrzeć ten detal  stworzenia, jak mówi ulica – Platformy Oficerów, potem spokojnego odejścia w cień, z którego od czasu do czasu pokazuje się w światłach jupiterów.
 
/…/
Polska po 1945 została przejęta przez przygotowanych do rządzenia i sprawowania władzy ludzi określonego autoramentu. I jeśli dziś jeszcze ktokolwiek myśli, że tamta władza z czasów PRL była czysta i klarowna, to jest w błędzie. Nikt bez uprzedniej i dokładnej weryfikacji i bez specjalnego polecenia ludzi władzy do niej nie został wpuszczony.
O ile funkcjonariuszom poprzedniego państwa bez większego trudu udało się przeniknąć z struktury związku zawodowego „Solidarność”, o tyle zwykłym obywatelom i aktywistom podziemnej opozycji nie udało się w żaden sposób przesiąknąć do pilnie strzeżonych struktur milicyjnego państwa PRL.
Ale zdarzało się swoich zdradzali swoi. Jednak nie maiło to większego znaczenia na kondycję tych pierwszych, z drugimi bywało znacznie gorzej.
 
Ludzie przywiezieni w teczkach.
Trzeba zadać sobie niemało trudu, by posiąść wiedzę na temat obsady wszystkich funkcji w państwie, począwszy od powiatów. Aby taką wiedzę zdobyć odsyłam do Bibliotek i Czytelni Archiwów Państwowych.
Jako naród jesteśmy niezwykle złożonym i specyficznie uformowanym społeczeństwem, na które wpływ miały rozbiory i wymazanie Polski z mapy świata. Polska była, i nadal jest państwem tolerancyjnym i wielokulturowym – państwem, w którym każda jej część składowa stara się zachować swoją autonomię i prawo do kultywowania tradycji. Te podziały, kiedy przestał istnieć wspólny wróg – związek sowiecki, zaczęły z nową mocą ostro jawić się po 81′.
 
Okazuje się, że niewystarczającym dowodem, na bycie prawdziwym Polakiem, jest fakt, że zamieszkuje się w granicach RP i posiada obywatelstwo polskie. Pojawiły się szczególne grupy rozmaitych interesów, które chcą i mają coś do udowodnienia innym. Myślę, że podłożem tego stanu zapalnego był okres wprowadzonej po II WŚ władzy ludowej, która się utrwalała, przez prawie pół wieku budując system socjalistycznego państwa.
 
Każdy wtedy próbował  jakoś  żyć i niemal każdy starał się, aby to jakoś wyglądało w miarę atrakcyjnie dla niego i jego najbliższych. Nie każdy członek PZPR (wyłączam funkcjonariuszy) był ostatnim draniem, nie każdy był kapusiem, nie każdy brał w łapę za donoszenie na drugich.
Ludzie pracowali uczyli się i wysyłali po wykształcenie swoje dzieci. W miarę możliwości wyszarpywali władzy co smakowitsze kęsy często narażając się na rozmaite reperkusje. Jedni podkradali – rzekomo osłabiając socjalizm, inni szli na współpracę z reżimowym systemem, a jeszcze inni całkowicie stali z boku tego wszystkiego.

Jaką miarą ocenić te zachowania w tamtych czasach? Ile worków trzeba uszyć, aby doń powrzucać: jednych, drugich i trzecich? I jak je oznakować, aby nie robić jeszcze większych podziałów?
Jednak, aby to było jasne – niniejsza publikacja, i włożony w nią trud, nie mają zamiaru kogokolwiek oczyszczać, tym bardziej oczerniać.
 
W tym miejscu miałem zająć się tematem: zakazy i nakazy w czasach istnienia i funkcjonowania państwa PRL w relacji z dzisiejszym postrzeganiem funkcjonowania prawa.
Ale zdałem sobie sprawę z faktu, że zamiast pisać o poezji, która ulokowała się, a w zasadzie została zepchnięta na peryferie głównego nurtu kultury, tworząc nisze literackie, to ja marnuję czas i siły na opisywanie czegoś, co – jak mi się wydaje – jest powszechnie znane i nie przyniesie mi sławy (śmiech)  – a na dodatek nawet nie dostarczy satysfakcji.
 
Zatem ograniczę się jedynie do prostego sformułowania: o ile za czasów PRL zakaz był przestrzegany i respektowany, to dziś pomimo wydania zakazu jest dowolność jego interpretacji i liczne możliwości administracyjno-prawne zniwelowania jego skutków. Na przykład – zakaz ruchu ciężarowego w weekendy. Wystarczy wykupić odpowiednie zezwolenie i zakaz przestaje istnieć. I ten mechanizm działa i dotyczy niemalże wszystkiego, co ma związek z naszym życiem codziennym. Tyle.
 
Zatem oszczędzając swój czas i cierpliwość ewentualnego Czytelnika, pokuszę się o pewne podsumowanie.
 
Jeżeli w Polsce dojdzie do faktycznej rozróby i ludzie wyjdą na ulice, to oznaczać będzie jedno – za łby wzięli się wkurwione chłopaki ze służ o strefę wpływów – i tak zmanipulują społeczeństwem, że owemu znowu będzie się wydawać, że walczą w obronie suwerenności lub innej demokracji, że walczą o wolną Polskę.

To co istotne, to o co idzie w tym wszystkim – wielki biznes – nadal pozostanie w rękach możnych tego regionu, a kto stanie im w drodze tego chwile już są policzone. Trzeba pamiętać – władza wyżywi się sama.
Nawet jej faktyczne odsunięcie od sterów państwa niczego nie zmieni, gdyż przedstawiciele owej ulokowani są w rozmaitych instytucjach, fundacjach, radach stowarzyszeniach, które i tak są dotowane przez państwo.

Reklama

PS

Jeśli będzie takie zapotrzebownie, to powstanie część (c) – wszystko zależy od Szanownych Czytelników "Kontrowersji"

___________________________
Copyright © 2011 Wiktor Smol

Reklama

27 KOMENTARZE

  1. Niezbyt to optymistyczne.
    Wychodzi na to, że aby doszło do faktycznych zmian musielibyśmy pokonać kilka barier grubego kalibru.
    – wpływy z zewnątrz: ze strony Niemiec, Rosji, bo przecież w polityce tych krajów nie jest wpisana niezależność Polski,
    – gruba krecha oddzielająca nasze elity od reszty społeczeństwa, interesy własne tych elit, układy, powiązania … jak z tym skończyć?
    – świadomość społeczeństwa – wiadomo, że jest źle, ale czy wiadomo dlaczego, kto za to odpowiada i ważne: do czego należy dążyć? Bez obrania konkretnego celu nie zorientujemy się gdyby doszło do replay-u postanowień w Magdalence.

    Dodatkowo szkodę nam przynosi osłabienie religii i jej ośmieszanie (mocher, katol), osłabienie znaczenia rodziny (wprowadzenie takich ustaw jak ta o związkach partnerskich czy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie), przylepianie nam etykiet (antysemita, kibol), rozdrabnianie społeczeństwa na mniejszości (RAŚ).

    • Poprzez krew i łzy
      Niestety, zmiany nie są możliwe – pozostaje przyłączyć się do silniejszej bandy, lub… Gdyby jednak ktoś przez moment chciałby zostać patriotą, i doprowadziłby do narodowego zrywu – zaraz zostałby poddany światowym reperkusjom, niczym obecny syn narodu libijskiego – od sprawcy masowych gwałtów, aż po zbrodniarza wojennego – jako ogłoszony. Stałby się wrogiem numer jeden światowej demokracji i współpracownikiem co najmniej takiej Alkajdy, a połączone siły zbrojne kilku państw rozpoczęłyby zmasowany atak ku pomocy kilku wynajętym tu bojownikom, walczącym w imię dawnego porządku i dawnego układu.
      Pozostaje więc emigracja wewnętrzna – i praca od podstaw – jak za czasów rozbiorów, oraz wyczekiwanie, aż wielcy tego świata znów wezmą się za łby, i może na tyle się wykrwawią, że będzie można zbudować nowe państwo Sarmackie, już bez dawnych naleciałości, zobowiązań czy długów. Bowiem tylko stworzenie nowego państwa, które będzie odcięte od obecnej quasi-mafijnej struktury, ma szansę na to, by tu żyło się lepiej. Tak na prawdę, to każdy z nas tego państwa potrzebuje tylko w jednym celu – by żyło mu się normalnie, bezpiecznie i długo. Jeśli nie, to szukamy innego rozwiązania – przeważnie emigrujemy, ale nie każdy ma na tyle w sobie odwagi, by zmienić obecną szuflandię na inną. Tu zarabia się 1300zł na rękę, tam 1300 euro, a gdzieś dalej 1300 funtów czy dolarów. Zawsze biednie – ale tam bywa bogatsza bieda niż tu.

      • I tu jest pies pogrzebany:
        uświadamiać SIĘ! – bo to trzeba zrobić samemu, poczynić ten “wysiłek” zdaje się jest niezwykle trudno i niewielu się to udaje. Reszta wszystko ma podane na tacy w głównych mediach, to im wystarczy. No ale też skąd mają wiedzieć, że są manipulowani?

  2. Niezbyt to optymistyczne.
    Wychodzi na to, że aby doszło do faktycznych zmian musielibyśmy pokonać kilka barier grubego kalibru.
    – wpływy z zewnątrz: ze strony Niemiec, Rosji, bo przecież w polityce tych krajów nie jest wpisana niezależność Polski,
    – gruba krecha oddzielająca nasze elity od reszty społeczeństwa, interesy własne tych elit, układy, powiązania … jak z tym skończyć?
    – świadomość społeczeństwa – wiadomo, że jest źle, ale czy wiadomo dlaczego, kto za to odpowiada i ważne: do czego należy dążyć? Bez obrania konkretnego celu nie zorientujemy się gdyby doszło do replay-u postanowień w Magdalence.

    Dodatkowo szkodę nam przynosi osłabienie religii i jej ośmieszanie (mocher, katol), osłabienie znaczenia rodziny (wprowadzenie takich ustaw jak ta o związkach partnerskich czy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie), przylepianie nam etykiet (antysemita, kibol), rozdrabnianie społeczeństwa na mniejszości (RAŚ).

    • Poprzez krew i łzy
      Niestety, zmiany nie są możliwe – pozostaje przyłączyć się do silniejszej bandy, lub… Gdyby jednak ktoś przez moment chciałby zostać patriotą, i doprowadziłby do narodowego zrywu – zaraz zostałby poddany światowym reperkusjom, niczym obecny syn narodu libijskiego – od sprawcy masowych gwałtów, aż po zbrodniarza wojennego – jako ogłoszony. Stałby się wrogiem numer jeden światowej demokracji i współpracownikiem co najmniej takiej Alkajdy, a połączone siły zbrojne kilku państw rozpoczęłyby zmasowany atak ku pomocy kilku wynajętym tu bojownikom, walczącym w imię dawnego porządku i dawnego układu.
      Pozostaje więc emigracja wewnętrzna – i praca od podstaw – jak za czasów rozbiorów, oraz wyczekiwanie, aż wielcy tego świata znów wezmą się za łby, i może na tyle się wykrwawią, że będzie można zbudować nowe państwo Sarmackie, już bez dawnych naleciałości, zobowiązań czy długów. Bowiem tylko stworzenie nowego państwa, które będzie odcięte od obecnej quasi-mafijnej struktury, ma szansę na to, by tu żyło się lepiej. Tak na prawdę, to każdy z nas tego państwa potrzebuje tylko w jednym celu – by żyło mu się normalnie, bezpiecznie i długo. Jeśli nie, to szukamy innego rozwiązania – przeważnie emigrujemy, ale nie każdy ma na tyle w sobie odwagi, by zmienić obecną szuflandię na inną. Tu zarabia się 1300zł na rękę, tam 1300 euro, a gdzieś dalej 1300 funtów czy dolarów. Zawsze biednie – ale tam bywa bogatsza bieda niż tu.

      • I tu jest pies pogrzebany:
        uświadamiać SIĘ! – bo to trzeba zrobić samemu, poczynić ten “wysiłek” zdaje się jest niezwykle trudno i niewielu się to udaje. Reszta wszystko ma podane na tacy w głównych mediach, to im wystarczy. No ale też skąd mają wiedzieć, że są manipulowani?

  3. Niezbyt to optymistyczne.
    Wychodzi na to, że aby doszło do faktycznych zmian musielibyśmy pokonać kilka barier grubego kalibru.
    – wpływy z zewnątrz: ze strony Niemiec, Rosji, bo przecież w polityce tych krajów nie jest wpisana niezależność Polski,
    – gruba krecha oddzielająca nasze elity od reszty społeczeństwa, interesy własne tych elit, układy, powiązania … jak z tym skończyć?
    – świadomość społeczeństwa – wiadomo, że jest źle, ale czy wiadomo dlaczego, kto za to odpowiada i ważne: do czego należy dążyć? Bez obrania konkretnego celu nie zorientujemy się gdyby doszło do replay-u postanowień w Magdalence.

    Dodatkowo szkodę nam przynosi osłabienie religii i jej ośmieszanie (mocher, katol), osłabienie znaczenia rodziny (wprowadzenie takich ustaw jak ta o związkach partnerskich czy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie), przylepianie nam etykiet (antysemita, kibol), rozdrabnianie społeczeństwa na mniejszości (RAŚ).

    • Poprzez krew i łzy
      Niestety, zmiany nie są możliwe – pozostaje przyłączyć się do silniejszej bandy, lub… Gdyby jednak ktoś przez moment chciałby zostać patriotą, i doprowadziłby do narodowego zrywu – zaraz zostałby poddany światowym reperkusjom, niczym obecny syn narodu libijskiego – od sprawcy masowych gwałtów, aż po zbrodniarza wojennego – jako ogłoszony. Stałby się wrogiem numer jeden światowej demokracji i współpracownikiem co najmniej takiej Alkajdy, a połączone siły zbrojne kilku państw rozpoczęłyby zmasowany atak ku pomocy kilku wynajętym tu bojownikom, walczącym w imię dawnego porządku i dawnego układu.
      Pozostaje więc emigracja wewnętrzna – i praca od podstaw – jak za czasów rozbiorów, oraz wyczekiwanie, aż wielcy tego świata znów wezmą się za łby, i może na tyle się wykrwawią, że będzie można zbudować nowe państwo Sarmackie, już bez dawnych naleciałości, zobowiązań czy długów. Bowiem tylko stworzenie nowego państwa, które będzie odcięte od obecnej quasi-mafijnej struktury, ma szansę na to, by tu żyło się lepiej. Tak na prawdę, to każdy z nas tego państwa potrzebuje tylko w jednym celu – by żyło mu się normalnie, bezpiecznie i długo. Jeśli nie, to szukamy innego rozwiązania – przeważnie emigrujemy, ale nie każdy ma na tyle w sobie odwagi, by zmienić obecną szuflandię na inną. Tu zarabia się 1300zł na rękę, tam 1300 euro, a gdzieś dalej 1300 funtów czy dolarów. Zawsze biednie – ale tam bywa bogatsza bieda niż tu.

      • I tu jest pies pogrzebany:
        uświadamiać SIĘ! – bo to trzeba zrobić samemu, poczynić ten “wysiłek” zdaje się jest niezwykle trudno i niewielu się to udaje. Reszta wszystko ma podane na tacy w głównych mediach, to im wystarczy. No ale też skąd mają wiedzieć, że są manipulowani?

  4. juz sie ciesze
    na zapowiedziana czesc “c” –

    – a tak na marginesie, gdzie piszesz “o poezji, która ulokowała się, a w zasadzie została zepchnięta na peryferie głównego nurtu kultury, tworząc nisze literackie”…?
    Jak dla mnie – to tez wyjatkowo frapujacy temat 🙂

  5. juz sie ciesze
    na zapowiedziana czesc “c” –

    – a tak na marginesie, gdzie piszesz “o poezji, która ulokowała się, a w zasadzie została zepchnięta na peryferie głównego nurtu kultury, tworząc nisze literackie”…?
    Jak dla mnie – to tez wyjatkowo frapujacy temat 🙂

  6. juz sie ciesze
    na zapowiedziana czesc “c” –

    – a tak na marginesie, gdzie piszesz “o poezji, która ulokowała się, a w zasadzie została zepchnięta na peryferie głównego nurtu kultury, tworząc nisze literackie”…?
    Jak dla mnie – to tez wyjatkowo frapujacy temat 🙂

  7. Pan Andrzej O. jest chyba do tej pory jedynym obywatelem
    polskim, ktory jest czlonkiem Bilderberg Group i Trilateral Commission, pomijajac Zbigniewa Brzezinskiego (jednego z zalozycieli Trilateral Commission), ktory nie ma z Polska nic wspolnego, oprocz miejsca urodzenia i znajomosci jezyka polskiego. Mam bardzo podobna opinie, o ostatniej dekadzie komunizmu i przygotowywanej transformacji w Polsce, podczas stanu wojennego i przed 89 r. nad przejeciem wladzy III RP. Swietnie to zreszta widac teraz, kiedy 80% politykow z tak niby przeciwnych sobie partii i pogladow mowi jednym glosem na wspolnego wroga, a wscieklosc ich pokazuje tylko, ze ktos nacisnal im porzadnie na odcisk.

  8. Pan Andrzej O. jest chyba do tej pory jedynym obywatelem
    polskim, ktory jest czlonkiem Bilderberg Group i Trilateral Commission, pomijajac Zbigniewa Brzezinskiego (jednego z zalozycieli Trilateral Commission), ktory nie ma z Polska nic wspolnego, oprocz miejsca urodzenia i znajomosci jezyka polskiego. Mam bardzo podobna opinie, o ostatniej dekadzie komunizmu i przygotowywanej transformacji w Polsce, podczas stanu wojennego i przed 89 r. nad przejeciem wladzy III RP. Swietnie to zreszta widac teraz, kiedy 80% politykow z tak niby przeciwnych sobie partii i pogladow mowi jednym glosem na wspolnego wroga, a wscieklosc ich pokazuje tylko, ze ktos nacisnal im porzadnie na odcisk.

  9. Pan Andrzej O. jest chyba do tej pory jedynym obywatelem
    polskim, ktory jest czlonkiem Bilderberg Group i Trilateral Commission, pomijajac Zbigniewa Brzezinskiego (jednego z zalozycieli Trilateral Commission), ktory nie ma z Polska nic wspolnego, oprocz miejsca urodzenia i znajomosci jezyka polskiego. Mam bardzo podobna opinie, o ostatniej dekadzie komunizmu i przygotowywanej transformacji w Polsce, podczas stanu wojennego i przed 89 r. nad przejeciem wladzy III RP. Swietnie to zreszta widac teraz, kiedy 80% politykow z tak niby przeciwnych sobie partii i pogladow mowi jednym glosem na wspolnego wroga, a wscieklosc ich pokazuje tylko, ze ktos nacisnal im porzadnie na odcisk.