Reklama

Czy polityk powinien być inteligentny? No może odrobinę inaczej postawię pytanie, żeby tak Od razu nie prowokować oczywistych odpowiedzi, które wcale takie oczywiste nie są. Postawię inne pytanie. Czy polityk powinien być intelektualistą?

Smakowałem w swoim życiu pełnym smaków, wielu rzeczy, nie będę się rozpisywał kiedy czułem miód w gębie, ani też nie będę się rozwodził nad smakami cierpkimi, powiem tylko co mi nigdy nie smakowało i wymienię tylko dwie strawy duchowe. Nigdy nie smakował mi przaśny, prowincjonalny klimat: ?a idź pan do dupy z , taki to by przepadł, gówno tam wiedzą?. Z drugiej skrajnej strony nigdy nie mogłem przetrawić akademickiej papki, seminariów, paneli, sympozjów, kongresów. Kojarzą mi się takie wydarzenia z czymś pomiędzy religią i zlotem prestidigitatorów. Zebrani zanoszą modły do swoich ulubionych żonglerek słownych. Cóż, zdaję sobie sprawę, że traktowanie naukowości i intelektualizmu jako swego rodzaju guseł naraża mnie na zasłużoną opinię ?wykształceńca?. Niemniej nie będę udawał, że pasjonuje mnie jak profesor z Oxfordu przez półtorej godziny broni swojej teorii, czy też terminu nazywanego ?determinizmem?, a profesor z Sorbony przez 3 godziny odpowiada mu ?woluntaryzmem?.

Tak naprawdę obie skrajne postawy, ta przaśno prowincjonalna i ta elitarnie akademicka nie smakują mi z powodu jednego składnika, który nazwałbym ?ja tam swoje wiem?. Intelektualista, taki z krwi i kości, co ja za nim nie przepadam, mówi dokładnie to samo co prowincjonalny półanalfabeta, tyle że innymi słowami, bardziej naukowymi. Półanalfabeta jak mantrę powtarza swoje credo: ?a idź pan do dupy z , taki to by przepadł, gówno tam wiedzą?. Intelektualista klepie drugą część zdrowaśki: ?teoria jest słuszna, tylko ludzie głupi i niedojrzali?. Półanalfabeta niewiele czyta, żeby mu się oczy nie psuły, intelektualista, taki co go nie lubię, najchętniej wytatuowałby sobie na czole, a jeszcze chętnie na moim czole, że czytał anegdotycznego ?najnowszego Mickiewicza?. W równym stopniu irytuje mnie głupota sprowadzona do ciemnogrodu, co wyżyny intelektualizmu sprowadzone do pojedynku szamanów wypowiadających swoje ulubione zaklęcia, z których nie wszystkie da się powtórzyć, a i spamiętać nazywania rzeczy prostych wyrazami skomplikowanymi ciężko ? mnie się nie chce.

Jak zwykle i jak mam w zwyczaju stanąłem sobie pośrodku, miedzy prowincjonalnym zabobonem i intelektualnymi zaklęciami. Stoję i próbuję poszukać coś dla siebie, próbuje sobie dopowiedzieć na pytanie, czy polityk powinien być intelektualistą? Taki oczytany polityk, swobodnie poruszający się miedzy teorią wymiany Homansa i teorią strukturalizmu Claude Lévi-Straussa, między hedonizmem i utylitaryzmem, jest coś wart jako polityk? Widzę trzech takich co uchodzą w Polsce za intelektualistów. Jeden nazywa się Korwin Mike, drugi Ludwik Dorn, trzeci Jan Maria Rokita Wszystkich dzieli prawie wszystko, ale łączy ich jedno ? nieudolność polityczna. Od każdego z nich można się dowiedzieć o ?najnowszym Mickiewiczu?, każdy z nich sypie jak z rękawa hermeneutyką i fenomenologią, tylko jak dojdą do egzystencjalizmu, okazuje się, że ich życiowe wybory, takie jak polityczna profesja, są ?g? warte. Ci trzej panowie, to najbardziej jaskrawy przykład na intelektualizm bezproduktywny, ci panowie nie mają przed sobą żadnych politycznych perspektyw, są skazani na polityczny margines, mimo, że coś tam, coś tam przeczytali, coś tam, coś tam poznali, niestety nie zrozumieli i nie zrozumieją najprostszych mechanizmów.

W stereotypie intelektualista jest przedstawiany jako ten, który sobie koszuli nie wyprasuje, herbaty nie zrobi, koła zapasowego nie wymieni. I coś w tym jest, a najbardziej irytujące jest to, że ten sam intelektualista gotów życie poświęcić, aby tworzyć teorie i trudne wyrazy, tak by nie tyle ludzkości, ludzkość jeszcze nie dojrzała, co sobie i innym intelektualistom udowodnić, że o parzeniu herbaty, wiązaniu krawatów i wymianie koła zapasowego wie wszystko i wie najlepiej. Niepotrzebny jest mi polityk skrojony jak posłankę Beger, nie to chciałem uzyskać krytyką politycznego intelektualizmu. Nie potrzebne mi są skrajności, dla mnie Ludwik Dorn prowadzący obrady sejmu i rzucający do posłów hermeneutyką, czy sentencjami Tacyta, jest równie żałosny i jałowy, jak korytarze pionowe posłanki Błochowiak. Nie poszukuje w polityce głupków, ale też nie poszukuję mądrali. Poszukuję polityka skutecznego, dlatego dla mnie więcej znaczy fenomen skuteczności malarza kominów niż 10 Dornów, Korwinów, Rokitów czy innych mądrali. Fascynują mnie nie tyle ludzie, co ich osiągnięcia. Jeśli ktoś chciałby ode mnie definicji inteligencji, najkrótsza jak mi przychodzi do głowy to jednowyrazowa definicja ? skuteczność.

Definicja synonim, miarą inteligencji jest skuteczność. Mało mnie obchodzi, co przeczytałeś, ile znasz praw i zasad opatrzonych nazwiskami, które wypada znać. Nie robi na mnie wrażenia, twoja znajomość słów, nazwisk, ostatnich przełomowych wydań, POKAŻ JAK TO SIĘ ROBI. Od polityka, a właściwie od każdego człowieka, oczekuję inteligencji, nie intelektualizmu, również od intelektualisty oczekuję inteligencji, w końcu też człowiek. Intelektualizm, który nie ma wymiaru praktycznego, nie ma efektu i skuteczności, jest tylko jałową zabawą i oby nieszkodliwą. Wywody, które w żadne sposób nie wpływają na rzeczywistość są czymś podobnym do sztambucha nastolatki, w którym buzujące hormony zapisują jaki świat jest okrutny i życie bez sensu.

Oczywiście nie wymagam od Einsteina, żeby wiązał krawaty, od Kołakowskiego, żeby wymieniał koła zapasowe, natomiast od Dorna, Mike, Rokity jak najbardziej wymagam praktycznych umiejętności, skuteczności, nie filozofowania. Polityk może być intelektualistą, ale powinien być inteligentnym intelektualistą. Polityk intelektualista ma być inteligentny, a miarą inteligencji dla polityka intelektualisty jest skuteczność. To nie jest problem, że mamy niewykształconych polityków, takich jak Lepper, Miller, Kwaśniewski, Mazowiecki, Wałęsa wszyscy z wykształceniem średnim, ostatni zawodowe. Problem jest w tym, że inteligentnych polityków mamy niewiele i co by nie mówić i jakby nie lubić wymienionych polityków, żadnemu z nich inteligencji nie brakowało. Różne efekty przynosiły ich sukcesy i ich inteligencje, ale wszyscy byli inteligentni, mimo gruntownych braków w wykształceniu. Różnie też trzeba patrzeć na społeczne efekty osobistych sukcesów tych polityków, większość niestety jest opłakana, niemniej to inteligencja pozwoliła im dotrzeć na sam szczyt.

Można oczywiście teoretyzować, że gdyby tak intelektualiście Rokicie, Dornowi i Mike dać stery, to oni w mig zawieźliby nas na Wyspy Szczęśliwe. Problem polega jednak na tym, że dwaj z nich już mieli swoje szanse i okazali się więcej niż słabymi politykami, natomiast trzeci od czasu gdy ordynacja odcina partie z poparciem 0,02% o polityce może już zapomnieć, pozostaje mu politykowanie. Mam bardzo ograniczone zaufanie do inteligencji polityków, którzy nie potrafią funkcjonować w żadnej strukturze i jednocześnie nie potrafią stworzyć nowej struktury. Twierdzę, że inteligencja to skuteczność, skutecznym był Kwaśniewski, do bólu skuteczny, swego czasu wręcz fenomenem skuteczności był Wałęsa, a potem Lepper, te wyniki świadczą o inteligencji tych polityków.

Jeśli ktoś inny twierdzi inaczej, na przykład taki ktoś jak intelektualista Dorn, Rokita, Mike, to musi wiedzieć, że przegrał z ?półanalfabetami? i tego się nie da usprawiedliwić żadnym panelem, żadnym sympozjum, żadną hermeneutyką. Absolutnie nie płaczę po takich politykach jak Dorn, Rokita, Mike, to są płaczliwi intelektualiści, na pewno pozbawieni skuteczności być może są wyjątkami potwierdzającymi regułę, że inteligencja znaczy skuteczność, czego wszystkim panom życzę. Nie tęsknię też za Lepperem i Beger, póki co cieszę się, że nie jest tak źle jak dwa lata temu, kiedy rządził prowincjonalny ?intelektualista?, z jednej strony krzyczał, że ?te profesory gówno wiedzo?, z drugiej, że jego brat jest profesor. Póki co cieszę się, że zmienił wartę inteligentny malarz kominów, jak na razie skuteczny do bólu i taki pośrodku, ani na intelektualistę się nie nadaje, ani na parafianina przestraszonego profesorami. Ot po prostu wykształciuch dla wykształciuchów, nie mam oporów aby się w tym towarzystwie odnaleźć. I nie dlatego, że widzę w malarzu przyszłość, ale dlatego, że nie widzę w nim powrotu do beznadziejnej przeszłości. Polityk ma być inteligentny i skuteczny, półanalfabeci i intelektualiści do polityki się nie nadają, chociaż ci pierwsi o zgrozo bywają skuteczniejsi, a przez to inteligentniejsi od tych drugich.

PS Dziękuję za wszystkie propozycje pomocy o charakterze charytatywnym, ale w tej chwili serwer jest już wykupiony i reszta jakoś się kula. Przydałby się ktoś, kto zna się na php, ale też na tym czymś co się nazywa Drupal. Wszelkie wpłaty na konta i inne dary serca są dla mnie ważnym sygnałem od Was, ale nie mogę dopuścić, aby ten portal funkcjonował w ten sposób, boję się przekazów jak ognia, bo boję się syndromu Radia Maryja o Ojca Biznesmena. Jeśli chcecie pomóc, to możecie to zrobić na kilka praktycznych i niewymagających nakładów sposobów:

a) Kilkać reklamy
b) logować się jako użytkownicy, dwie sekundy roboty, a każdy reklamodawca zaczyna rozmowę od ilości użytkowników. Uwaga! Nie ma sensu klonować, a nawet takie działania szkodzą.
c) Zapraszać znajomych, aby zwiększyć ruch na stronie.
d) Umieszczać banery, albo chociaż link do WWW.kontrowersje.net na swoich witrynach

Taka pomoc jest w tej chwili najbardziej potrzebna i dla rozwoju portalu skuteczna.

Reklama
Poprzedni artykułWitam serdecznie kochanych współbraci sekciarzy!
Następny artykułZmiany klimatyczne
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

60 KOMENTARZE

  1. NIe piszesz o intelektualistach, tylko o pajacach
    Matko nasza Kurko,

    Twój tekst jest dobry, ale Ci się tematy pomieszały: ty nie piszesz o intelektualistach, tylko o pajacach.

    Dla mnie fajny intelektualista, to na przykład Christensen, autor książki "The Inventor’s Dilemma", który opisuje, dlaczego istniejące przedsiębiorstwa nie potrafią wdrożyć niektórych innowacji (tu nie chodzi o  niekompetencję jakiegoś prezesa, ale o podstawowe prawa ekonomii: Christensen wyjaśnia, w jakich przypadkach jedynym sposobem jest stworzenie nowego przedsiębiorstwa). Książka bardzo przekonująca, pełna konkretnych przykładów.

    Inny fajny intelektualista, to Norman Davies, który studiuje historię Polski i nam, Polakom, ją tłumaczy.

    Jeszcze inny (dużo mniej słynny, ale niedługo opublikuję coś z jego wypowiedzi na kontrowersje.net) to Bernard Owen, zajmuje się systemami wyborczymi. Wie o nich wszystko (albo dużo więcej), potrafi wyjaśnić swoje poglądy, potrafi napisać ordynację wyborczą i wyjaśnić w sposób zrozumiały, dlaczego napisał ją tak, a nie inaczej. I nie używa dziwnych słów w rodzaju "hermeneutyka", "imposybilizm".

    I jest jeszcze Balcerowicz. To nie jest spec od wyjaśniania, tylko od działania, ale naprawdę skuteczny.

    Tacy ludzie, prawdziwi intelektualiści na poziomie, potrafią zbadać jakieś zagadnienie i wyjaśnić je normalnemu człowiekowi normalnym językiem (albo wprowadzić w życie jakieś rozwiązanie). Książki Christensena czy Daviesa wcale nie są trudne w czytaniu, a uczą nas wiele.

    Intelektualiści, o których piszesz, to nie intelektualiści. To pajace, którzy na intelektualistów pozują. Ci trzej panowie są politykami. Czy widziałeś kiedyś dobrze zrobione, przekonywujące wyjaśnienie jakiegoś zjawiska politycznego, stworzone przez któregoś z tych panów?

    Korwin-Mikke jest za podatkiem liniowym. Jest politykiem, a więc (teoretycznie) zwraca się do ogółu zwykłych ludzi, nie tylko do ekonomistów. I do tego Korwin-Mikke ciągle pisze felietony. Czy widziałeś przekonywujące wyjaśnienie, oparte na konkretach a nie na ideologii, stworzone przez Korwina-Mikke, dlaczego podatek liniowy jest dobry?

    Ja czegoś takiego nie widziałem. A póki nie zobaczę, to nie będę Korwina-Mikke uważał za intelektualistę. Podobnie myślę o pozostałych dwóch panach.

    Malarz kominów jest od tych panów tysiąc razy lepszy. Ale malarz kominów, to również ten, który przegrał wybory w roku 2005. Gdyby posłuchał kilku teorii znanych intelektualistom, to by nie przegrał (na przykład: nie robić czarnego PR gdy jest więcej niż dwóch graczy [sprawa Jaruckiej], nie agitować za podatkiem liniowym jeśli nie umie się tej idei obronić publicznie, nie dedramatyzować [to demobilizuje wyborców]).

    Malarz kominów bije na głowę Twoich trzech bohaterów, ale wiele traci tym, że nie jest prawdziwym intelektualistą.


  2. NIe piszesz o intelektualistach, tylko o pajacach
    Matko nasza Kurko,

    Twój tekst jest dobry, ale Ci się tematy pomieszały: ty nie piszesz o intelektualistach, tylko o pajacach.

    Dla mnie fajny intelektualista, to na przykład Christensen, autor książki "The Inventor’s Dilemma", który opisuje, dlaczego istniejące przedsiębiorstwa nie potrafią wdrożyć niektórych innowacji (tu nie chodzi o  niekompetencję jakiegoś prezesa, ale o podstawowe prawa ekonomii: Christensen wyjaśnia, w jakich przypadkach jedynym sposobem jest stworzenie nowego przedsiębiorstwa). Książka bardzo przekonująca, pełna konkretnych przykładów.

    Inny fajny intelektualista, to Norman Davies, który studiuje historię Polski i nam, Polakom, ją tłumaczy.

    Jeszcze inny (dużo mniej słynny, ale niedługo opublikuję coś z jego wypowiedzi na kontrowersje.net) to Bernard Owen, zajmuje się systemami wyborczymi. Wie o nich wszystko (albo dużo więcej), potrafi wyjaśnić swoje poglądy, potrafi napisać ordynację wyborczą i wyjaśnić w sposób zrozumiały, dlaczego napisał ją tak, a nie inaczej. I nie używa dziwnych słów w rodzaju "hermeneutyka", "imposybilizm".

    I jest jeszcze Balcerowicz. To nie jest spec od wyjaśniania, tylko od działania, ale naprawdę skuteczny.

    Tacy ludzie, prawdziwi intelektualiści na poziomie, potrafią zbadać jakieś zagadnienie i wyjaśnić je normalnemu człowiekowi normalnym językiem (albo wprowadzić w życie jakieś rozwiązanie). Książki Christensena czy Daviesa wcale nie są trudne w czytaniu, a uczą nas wiele.

    Intelektualiści, o których piszesz, to nie intelektualiści. To pajace, którzy na intelektualistów pozują. Ci trzej panowie są politykami. Czy widziałeś kiedyś dobrze zrobione, przekonywujące wyjaśnienie jakiegoś zjawiska politycznego, stworzone przez któregoś z tych panów?

    Korwin-Mikke jest za podatkiem liniowym. Jest politykiem, a więc (teoretycznie) zwraca się do ogółu zwykłych ludzi, nie tylko do ekonomistów. I do tego Korwin-Mikke ciągle pisze felietony. Czy widziałeś przekonywujące wyjaśnienie, oparte na konkretach a nie na ideologii, stworzone przez Korwina-Mikke, dlaczego podatek liniowy jest dobry?

    Ja czegoś takiego nie widziałem. A póki nie zobaczę, to nie będę Korwina-Mikke uważał za intelektualistę. Podobnie myślę o pozostałych dwóch panach.

    Malarz kominów jest od tych panów tysiąc razy lepszy. Ale malarz kominów, to również ten, który przegrał wybory w roku 2005. Gdyby posłuchał kilku teorii znanych intelektualistom, to by nie przegrał (na przykład: nie robić czarnego PR gdy jest więcej niż dwóch graczy [sprawa Jaruckiej], nie agitować za podatkiem liniowym jeśli nie umie się tej idei obronić publicznie, nie dedramatyzować [to demobilizuje wyborców]).

    Malarz kominów bije na głowę Twoich trzech bohaterów, ale wiele traci tym, że nie jest prawdziwym intelektualistą.


  3. NIe piszesz o intelektualistach, tylko o pajacach
    Matko nasza Kurko,

    Twój tekst jest dobry, ale Ci się tematy pomieszały: ty nie piszesz o intelektualistach, tylko o pajacach.

    Dla mnie fajny intelektualista, to na przykład Christensen, autor książki "The Inventor’s Dilemma", który opisuje, dlaczego istniejące przedsiębiorstwa nie potrafią wdrożyć niektórych innowacji (tu nie chodzi o  niekompetencję jakiegoś prezesa, ale o podstawowe prawa ekonomii: Christensen wyjaśnia, w jakich przypadkach jedynym sposobem jest stworzenie nowego przedsiębiorstwa). Książka bardzo przekonująca, pełna konkretnych przykładów.

    Inny fajny intelektualista, to Norman Davies, który studiuje historię Polski i nam, Polakom, ją tłumaczy.

    Jeszcze inny (dużo mniej słynny, ale niedługo opublikuję coś z jego wypowiedzi na kontrowersje.net) to Bernard Owen, zajmuje się systemami wyborczymi. Wie o nich wszystko (albo dużo więcej), potrafi wyjaśnić swoje poglądy, potrafi napisać ordynację wyborczą i wyjaśnić w sposób zrozumiały, dlaczego napisał ją tak, a nie inaczej. I nie używa dziwnych słów w rodzaju "hermeneutyka", "imposybilizm".

    I jest jeszcze Balcerowicz. To nie jest spec od wyjaśniania, tylko od działania, ale naprawdę skuteczny.

    Tacy ludzie, prawdziwi intelektualiści na poziomie, potrafią zbadać jakieś zagadnienie i wyjaśnić je normalnemu człowiekowi normalnym językiem (albo wprowadzić w życie jakieś rozwiązanie). Książki Christensena czy Daviesa wcale nie są trudne w czytaniu, a uczą nas wiele.

    Intelektualiści, o których piszesz, to nie intelektualiści. To pajace, którzy na intelektualistów pozują. Ci trzej panowie są politykami. Czy widziałeś kiedyś dobrze zrobione, przekonywujące wyjaśnienie jakiegoś zjawiska politycznego, stworzone przez któregoś z tych panów?

    Korwin-Mikke jest za podatkiem liniowym. Jest politykiem, a więc (teoretycznie) zwraca się do ogółu zwykłych ludzi, nie tylko do ekonomistów. I do tego Korwin-Mikke ciągle pisze felietony. Czy widziałeś przekonywujące wyjaśnienie, oparte na konkretach a nie na ideologii, stworzone przez Korwina-Mikke, dlaczego podatek liniowy jest dobry?

    Ja czegoś takiego nie widziałem. A póki nie zobaczę, to nie będę Korwina-Mikke uważał za intelektualistę. Podobnie myślę o pozostałych dwóch panach.

    Malarz kominów jest od tych panów tysiąc razy lepszy. Ale malarz kominów, to również ten, który przegrał wybory w roku 2005. Gdyby posłuchał kilku teorii znanych intelektualistom, to by nie przegrał (na przykład: nie robić czarnego PR gdy jest więcej niż dwóch graczy [sprawa Jaruckiej], nie agitować za podatkiem liniowym jeśli nie umie się tej idei obronić publicznie, nie dedramatyzować [to demobilizuje wyborców]).

    Malarz kominów bije na głowę Twoich trzech bohaterów, ale wiele traci tym, że nie jest prawdziwym intelektualistą.


  4. NIe piszesz o intelektualistach, tylko o pajacach
    Matko nasza Kurko,

    Twój tekst jest dobry, ale Ci się tematy pomieszały: ty nie piszesz o intelektualistach, tylko o pajacach.

    Dla mnie fajny intelektualista, to na przykład Christensen, autor książki "The Inventor’s Dilemma", który opisuje, dlaczego istniejące przedsiębiorstwa nie potrafią wdrożyć niektórych innowacji (tu nie chodzi o  niekompetencję jakiegoś prezesa, ale o podstawowe prawa ekonomii: Christensen wyjaśnia, w jakich przypadkach jedynym sposobem jest stworzenie nowego przedsiębiorstwa). Książka bardzo przekonująca, pełna konkretnych przykładów.

    Inny fajny intelektualista, to Norman Davies, który studiuje historię Polski i nam, Polakom, ją tłumaczy.

    Jeszcze inny (dużo mniej słynny, ale niedługo opublikuję coś z jego wypowiedzi na kontrowersje.net) to Bernard Owen, zajmuje się systemami wyborczymi. Wie o nich wszystko (albo dużo więcej), potrafi wyjaśnić swoje poglądy, potrafi napisać ordynację wyborczą i wyjaśnić w sposób zrozumiały, dlaczego napisał ją tak, a nie inaczej. I nie używa dziwnych słów w rodzaju "hermeneutyka", "imposybilizm".

    I jest jeszcze Balcerowicz. To nie jest spec od wyjaśniania, tylko od działania, ale naprawdę skuteczny.

    Tacy ludzie, prawdziwi intelektualiści na poziomie, potrafią zbadać jakieś zagadnienie i wyjaśnić je normalnemu człowiekowi normalnym językiem (albo wprowadzić w życie jakieś rozwiązanie). Książki Christensena czy Daviesa wcale nie są trudne w czytaniu, a uczą nas wiele.

    Intelektualiści, o których piszesz, to nie intelektualiści. To pajace, którzy na intelektualistów pozują. Ci trzej panowie są politykami. Czy widziałeś kiedyś dobrze zrobione, przekonywujące wyjaśnienie jakiegoś zjawiska politycznego, stworzone przez któregoś z tych panów?

    Korwin-Mikke jest za podatkiem liniowym. Jest politykiem, a więc (teoretycznie) zwraca się do ogółu zwykłych ludzi, nie tylko do ekonomistów. I do tego Korwin-Mikke ciągle pisze felietony. Czy widziałeś przekonywujące wyjaśnienie, oparte na konkretach a nie na ideologii, stworzone przez Korwina-Mikke, dlaczego podatek liniowy jest dobry?

    Ja czegoś takiego nie widziałem. A póki nie zobaczę, to nie będę Korwina-Mikke uważał za intelektualistę. Podobnie myślę o pozostałych dwóch panach.

    Malarz kominów jest od tych panów tysiąc razy lepszy. Ale malarz kominów, to również ten, który przegrał wybory w roku 2005. Gdyby posłuchał kilku teorii znanych intelektualistom, to by nie przegrał (na przykład: nie robić czarnego PR gdy jest więcej niż dwóch graczy [sprawa Jaruckiej], nie agitować za podatkiem liniowym jeśli nie umie się tej idei obronić publicznie, nie dedramatyzować [to demobilizuje wyborców]).

    Malarz kominów bije na głowę Twoich trzech bohaterów, ale wiele traci tym, że nie jest prawdziwym intelektualistą.


  5. NIe piszesz o intelektualistach, tylko o pajacach
    Matko nasza Kurko,

    Twój tekst jest dobry, ale Ci się tematy pomieszały: ty nie piszesz o intelektualistach, tylko o pajacach.

    Dla mnie fajny intelektualista, to na przykład Christensen, autor książki "The Inventor’s Dilemma", który opisuje, dlaczego istniejące przedsiębiorstwa nie potrafią wdrożyć niektórych innowacji (tu nie chodzi o  niekompetencję jakiegoś prezesa, ale o podstawowe prawa ekonomii: Christensen wyjaśnia, w jakich przypadkach jedynym sposobem jest stworzenie nowego przedsiębiorstwa). Książka bardzo przekonująca, pełna konkretnych przykładów.

    Inny fajny intelektualista, to Norman Davies, który studiuje historię Polski i nam, Polakom, ją tłumaczy.

    Jeszcze inny (dużo mniej słynny, ale niedługo opublikuję coś z jego wypowiedzi na kontrowersje.net) to Bernard Owen, zajmuje się systemami wyborczymi. Wie o nich wszystko (albo dużo więcej), potrafi wyjaśnić swoje poglądy, potrafi napisać ordynację wyborczą i wyjaśnić w sposób zrozumiały, dlaczego napisał ją tak, a nie inaczej. I nie używa dziwnych słów w rodzaju "hermeneutyka", "imposybilizm".

    I jest jeszcze Balcerowicz. To nie jest spec od wyjaśniania, tylko od działania, ale naprawdę skuteczny.

    Tacy ludzie, prawdziwi intelektualiści na poziomie, potrafią zbadać jakieś zagadnienie i wyjaśnić je normalnemu człowiekowi normalnym językiem (albo wprowadzić w życie jakieś rozwiązanie). Książki Christensena czy Daviesa wcale nie są trudne w czytaniu, a uczą nas wiele.

    Intelektualiści, o których piszesz, to nie intelektualiści. To pajace, którzy na intelektualistów pozują. Ci trzej panowie są politykami. Czy widziałeś kiedyś dobrze zrobione, przekonywujące wyjaśnienie jakiegoś zjawiska politycznego, stworzone przez któregoś z tych panów?

    Korwin-Mikke jest za podatkiem liniowym. Jest politykiem, a więc (teoretycznie) zwraca się do ogółu zwykłych ludzi, nie tylko do ekonomistów. I do tego Korwin-Mikke ciągle pisze felietony. Czy widziałeś przekonywujące wyjaśnienie, oparte na konkretach a nie na ideologii, stworzone przez Korwina-Mikke, dlaczego podatek liniowy jest dobry?

    Ja czegoś takiego nie widziałem. A póki nie zobaczę, to nie będę Korwina-Mikke uważał za intelektualistę. Podobnie myślę o pozostałych dwóch panach.

    Malarz kominów jest od tych panów tysiąc razy lepszy. Ale malarz kominów, to również ten, który przegrał wybory w roku 2005. Gdyby posłuchał kilku teorii znanych intelektualistom, to by nie przegrał (na przykład: nie robić czarnego PR gdy jest więcej niż dwóch graczy [sprawa Jaruckiej], nie agitować za podatkiem liniowym jeśli nie umie się tej idei obronić publicznie, nie dedramatyzować [to demobilizuje wyborców]).

    Malarz kominów bije na głowę Twoich trzech bohaterów, ale wiele traci tym, że nie jest prawdziwym intelektualistą.


  6. Mam na ten temat swoje zdanie
    I przekonasz się Kurko, że mogę o tym opowiadać długo, a co z tego wyniknie zobaczysz. Dzięki za wszystko. Nie zostawiaj mnie, przynajmniej do czasu. Też uważam, że najlepszy obecnie jest wykształciuch Tusk, który jakby nie było musiał odebrać niezłą szkołę języka polskiego ponieważ jak na warunki funkcji, którą piastuje wyraża się doskonale i precyzyjnie.
    Tak potrafili tylko Mazowiecki, Który trafił na nie swój czas, ale musiał, i może Buzek, któremu jednak trochę za bardzo nerw chodził. Ale to przez Krzaklewskiego, co o dziwo był w pewnym czasie i w pewnej sprawie skuteczny, ale nadawał się bardziej na Disco niż do polityki. Biorąc pod uwagę to, że sala wykładowa jest miejscem specyficznym może natura Disco być tam w porywach skuteczna.

  7. Mam na ten temat swoje zdanie
    I przekonasz się Kurko, że mogę o tym opowiadać długo, a co z tego wyniknie zobaczysz. Dzięki za wszystko. Nie zostawiaj mnie, przynajmniej do czasu. Też uważam, że najlepszy obecnie jest wykształciuch Tusk, który jakby nie było musiał odebrać niezłą szkołę języka polskiego ponieważ jak na warunki funkcji, którą piastuje wyraża się doskonale i precyzyjnie.
    Tak potrafili tylko Mazowiecki, Który trafił na nie swój czas, ale musiał, i może Buzek, któremu jednak trochę za bardzo nerw chodził. Ale to przez Krzaklewskiego, co o dziwo był w pewnym czasie i w pewnej sprawie skuteczny, ale nadawał się bardziej na Disco niż do polityki. Biorąc pod uwagę to, że sala wykładowa jest miejscem specyficznym może natura Disco być tam w porywach skuteczna.

  8. Mam na ten temat swoje zdanie
    I przekonasz się Kurko, że mogę o tym opowiadać długo, a co z tego wyniknie zobaczysz. Dzięki za wszystko. Nie zostawiaj mnie, przynajmniej do czasu. Też uważam, że najlepszy obecnie jest wykształciuch Tusk, który jakby nie było musiał odebrać niezłą szkołę języka polskiego ponieważ jak na warunki funkcji, którą piastuje wyraża się doskonale i precyzyjnie.
    Tak potrafili tylko Mazowiecki, Który trafił na nie swój czas, ale musiał, i może Buzek, któremu jednak trochę za bardzo nerw chodził. Ale to przez Krzaklewskiego, co o dziwo był w pewnym czasie i w pewnej sprawie skuteczny, ale nadawał się bardziej na Disco niż do polityki. Biorąc pod uwagę to, że sala wykładowa jest miejscem specyficznym może natura Disco być tam w porywach skuteczna.

  9. Mam na ten temat swoje zdanie
    I przekonasz się Kurko, że mogę o tym opowiadać długo, a co z tego wyniknie zobaczysz. Dzięki za wszystko. Nie zostawiaj mnie, przynajmniej do czasu. Też uważam, że najlepszy obecnie jest wykształciuch Tusk, który jakby nie było musiał odebrać niezłą szkołę języka polskiego ponieważ jak na warunki funkcji, którą piastuje wyraża się doskonale i precyzyjnie.
    Tak potrafili tylko Mazowiecki, Który trafił na nie swój czas, ale musiał, i może Buzek, któremu jednak trochę za bardzo nerw chodził. Ale to przez Krzaklewskiego, co o dziwo był w pewnym czasie i w pewnej sprawie skuteczny, ale nadawał się bardziej na Disco niż do polityki. Biorąc pod uwagę to, że sala wykładowa jest miejscem specyficznym może natura Disco być tam w porywach skuteczna.

  10. Mam na ten temat swoje zdanie
    I przekonasz się Kurko, że mogę o tym opowiadać długo, a co z tego wyniknie zobaczysz. Dzięki za wszystko. Nie zostawiaj mnie, przynajmniej do czasu. Też uważam, że najlepszy obecnie jest wykształciuch Tusk, który jakby nie było musiał odebrać niezłą szkołę języka polskiego ponieważ jak na warunki funkcji, którą piastuje wyraża się doskonale i precyzyjnie.
    Tak potrafili tylko Mazowiecki, Który trafił na nie swój czas, ale musiał, i może Buzek, któremu jednak trochę za bardzo nerw chodził. Ale to przez Krzaklewskiego, co o dziwo był w pewnym czasie i w pewnej sprawie skuteczny, ale nadawał się bardziej na Disco niż do polityki. Biorąc pod uwagę to, że sala wykładowa jest miejscem specyficznym może natura Disco być tam w porywach skuteczna.

  11. Dobry wieczór.
    Ja bym jeszcze do tego grona dołożył Kołodkę. Ten to dopiero pseudointelektualista i megaloman. Trafiłem na dwa wywiady z nim, nie doczytałem żadnego do końca, bo się nie dało. Napisał jakąś książkę, na którą powołuje się w co drugim zdaniu, w co trzecim cytuje samego siebie. Pluje na Balcerowicza, powtarza magiczne zaklęcia (jego ulubione to "neoliberalizm) i uważa się za wielkiego ekonomistę, Boga gospodarki, eksperta i och i ach. Gdyby Twoja freudowska teoria była prawdziwa, to należałoby przypisać mu wszystkie możliwe filie.

    Na "kontrowersjach" też zauważyłem mędrka – megalomana. Nie uwierzycie ludziska kogo. Lustro. Tak, Lustro. Owszem, jest toporny i prostacki, ale poza tym ma wszystko, co predestynuje go do roli megalomańskiego "intelektualisty": ulubione zaklęcia ( "terror lewackich mediów" ), ulubione autorytety, które cytuje i którymi podkreśla swoją "mądrość" (Paliwoda, paru niespełnionych bloggerów z S24 i nawet Nietschzego kiedyś zacytował plus parę zagranicznych, mało znanych nawet we własnej wsi intelektualnych guru), no i oczywiście tendencję do wywyższania się ponad motłoch i do zarzucania motłochowi braku zrozumienia jego głębokiej "myśli" i braku odwagi do podjęcia polemiki. Taki z tego Lustra intelektualista – megaloman dla ubogich.

  12. Dobry wieczór.
    Ja bym jeszcze do tego grona dołożył Kołodkę. Ten to dopiero pseudointelektualista i megaloman. Trafiłem na dwa wywiady z nim, nie doczytałem żadnego do końca, bo się nie dało. Napisał jakąś książkę, na którą powołuje się w co drugim zdaniu, w co trzecim cytuje samego siebie. Pluje na Balcerowicza, powtarza magiczne zaklęcia (jego ulubione to "neoliberalizm) i uważa się za wielkiego ekonomistę, Boga gospodarki, eksperta i och i ach. Gdyby Twoja freudowska teoria była prawdziwa, to należałoby przypisać mu wszystkie możliwe filie.

    Na "kontrowersjach" też zauważyłem mędrka – megalomana. Nie uwierzycie ludziska kogo. Lustro. Tak, Lustro. Owszem, jest toporny i prostacki, ale poza tym ma wszystko, co predestynuje go do roli megalomańskiego "intelektualisty": ulubione zaklęcia ( "terror lewackich mediów" ), ulubione autorytety, które cytuje i którymi podkreśla swoją "mądrość" (Paliwoda, paru niespełnionych bloggerów z S24 i nawet Nietschzego kiedyś zacytował plus parę zagranicznych, mało znanych nawet we własnej wsi intelektualnych guru), no i oczywiście tendencję do wywyższania się ponad motłoch i do zarzucania motłochowi braku zrozumienia jego głębokiej "myśli" i braku odwagi do podjęcia polemiki. Taki z tego Lustra intelektualista – megaloman dla ubogich.

  13. Dobry wieczór.
    Ja bym jeszcze do tego grona dołożył Kołodkę. Ten to dopiero pseudointelektualista i megaloman. Trafiłem na dwa wywiady z nim, nie doczytałem żadnego do końca, bo się nie dało. Napisał jakąś książkę, na którą powołuje się w co drugim zdaniu, w co trzecim cytuje samego siebie. Pluje na Balcerowicza, powtarza magiczne zaklęcia (jego ulubione to "neoliberalizm) i uważa się za wielkiego ekonomistę, Boga gospodarki, eksperta i och i ach. Gdyby Twoja freudowska teoria była prawdziwa, to należałoby przypisać mu wszystkie możliwe filie.

    Na "kontrowersjach" też zauważyłem mędrka – megalomana. Nie uwierzycie ludziska kogo. Lustro. Tak, Lustro. Owszem, jest toporny i prostacki, ale poza tym ma wszystko, co predestynuje go do roli megalomańskiego "intelektualisty": ulubione zaklęcia ( "terror lewackich mediów" ), ulubione autorytety, które cytuje i którymi podkreśla swoją "mądrość" (Paliwoda, paru niespełnionych bloggerów z S24 i nawet Nietschzego kiedyś zacytował plus parę zagranicznych, mało znanych nawet we własnej wsi intelektualnych guru), no i oczywiście tendencję do wywyższania się ponad motłoch i do zarzucania motłochowi braku zrozumienia jego głębokiej "myśli" i braku odwagi do podjęcia polemiki. Taki z tego Lustra intelektualista – megaloman dla ubogich.

  14. Dobry wieczór.
    Ja bym jeszcze do tego grona dołożył Kołodkę. Ten to dopiero pseudointelektualista i megaloman. Trafiłem na dwa wywiady z nim, nie doczytałem żadnego do końca, bo się nie dało. Napisał jakąś książkę, na którą powołuje się w co drugim zdaniu, w co trzecim cytuje samego siebie. Pluje na Balcerowicza, powtarza magiczne zaklęcia (jego ulubione to "neoliberalizm) i uważa się za wielkiego ekonomistę, Boga gospodarki, eksperta i och i ach. Gdyby Twoja freudowska teoria była prawdziwa, to należałoby przypisać mu wszystkie możliwe filie.

    Na "kontrowersjach" też zauważyłem mędrka – megalomana. Nie uwierzycie ludziska kogo. Lustro. Tak, Lustro. Owszem, jest toporny i prostacki, ale poza tym ma wszystko, co predestynuje go do roli megalomańskiego "intelektualisty": ulubione zaklęcia ( "terror lewackich mediów" ), ulubione autorytety, które cytuje i którymi podkreśla swoją "mądrość" (Paliwoda, paru niespełnionych bloggerów z S24 i nawet Nietschzego kiedyś zacytował plus parę zagranicznych, mało znanych nawet we własnej wsi intelektualnych guru), no i oczywiście tendencję do wywyższania się ponad motłoch i do zarzucania motłochowi braku zrozumienia jego głębokiej "myśli" i braku odwagi do podjęcia polemiki. Taki z tego Lustra intelektualista – megaloman dla ubogich.

  15. Dobry wieczór.
    Ja bym jeszcze do tego grona dołożył Kołodkę. Ten to dopiero pseudointelektualista i megaloman. Trafiłem na dwa wywiady z nim, nie doczytałem żadnego do końca, bo się nie dało. Napisał jakąś książkę, na którą powołuje się w co drugim zdaniu, w co trzecim cytuje samego siebie. Pluje na Balcerowicza, powtarza magiczne zaklęcia (jego ulubione to "neoliberalizm) i uważa się za wielkiego ekonomistę, Boga gospodarki, eksperta i och i ach. Gdyby Twoja freudowska teoria była prawdziwa, to należałoby przypisać mu wszystkie możliwe filie.

    Na "kontrowersjach" też zauważyłem mędrka – megalomana. Nie uwierzycie ludziska kogo. Lustro. Tak, Lustro. Owszem, jest toporny i prostacki, ale poza tym ma wszystko, co predestynuje go do roli megalomańskiego "intelektualisty": ulubione zaklęcia ( "terror lewackich mediów" ), ulubione autorytety, które cytuje i którymi podkreśla swoją "mądrość" (Paliwoda, paru niespełnionych bloggerów z S24 i nawet Nietschzego kiedyś zacytował plus parę zagranicznych, mało znanych nawet we własnej wsi intelektualnych guru), no i oczywiście tendencję do wywyższania się ponad motłoch i do zarzucania motłochowi braku zrozumienia jego głębokiej "myśli" i braku odwagi do podjęcia polemiki. Taki z tego Lustra intelektualista – megaloman dla ubogich.

  16. Co do klonowania
    Szybkie pytanie : czy kilku ( fizycznie różnych ) użytkowników z tego samego IP ( sieć domowa z NAT-em ) to lepiej czy gorzej z punktu widzenia reklamodawców ?
    Gryzoń już pytał Mikiego, ale odpowiedź była techniczna, a nie biznesowa.
    Pozdrawiam – T.

  17. Co do klonowania
    Szybkie pytanie : czy kilku ( fizycznie różnych ) użytkowników z tego samego IP ( sieć domowa z NAT-em ) to lepiej czy gorzej z punktu widzenia reklamodawców ?
    Gryzoń już pytał Mikiego, ale odpowiedź była techniczna, a nie biznesowa.
    Pozdrawiam – T.

  18. Co do klonowania
    Szybkie pytanie : czy kilku ( fizycznie różnych ) użytkowników z tego samego IP ( sieć domowa z NAT-em ) to lepiej czy gorzej z punktu widzenia reklamodawców ?
    Gryzoń już pytał Mikiego, ale odpowiedź była techniczna, a nie biznesowa.
    Pozdrawiam – T.

  19. Co do klonowania
    Szybkie pytanie : czy kilku ( fizycznie różnych ) użytkowników z tego samego IP ( sieć domowa z NAT-em ) to lepiej czy gorzej z punktu widzenia reklamodawców ?
    Gryzoń już pytał Mikiego, ale odpowiedź była techniczna, a nie biznesowa.
    Pozdrawiam – T.

  20. Co do klonowania
    Szybkie pytanie : czy kilku ( fizycznie różnych ) użytkowników z tego samego IP ( sieć domowa z NAT-em ) to lepiej czy gorzej z punktu widzenia reklamodawców ?
    Gryzoń już pytał Mikiego, ale odpowiedź była techniczna, a nie biznesowa.
    Pozdrawiam – T.