Reklama

W pierwszym odcinku będzie tradycyjna apostrofa, długi wstęp, przedstawienie postaci i tylko trochę konkretów, o szkoleniach.

W pierwszym odcinku będzie tradycyjna apostrofa, długi wstęp, przedstawienie postaci i tylko trochę konkretów, o szkoleniach.
Masz rację, mój Ty znajomy z lubuskiego, że konstruktywna krytyka to jak jabłko na gruszy, krytykować wszystko i wszystkich ma prawo i potrafi każda sklepowa, zwłaszcza jeśli jej Jacusia głupi nauczyciele w szkole nie doceniają. I każda przekupka najlepiej wie jak jest w szkole, bo ma tam koleżankę, kuzynkę, znajomą. Albo, co nie daj Bóg, sama kiedyś do szkoły chodziła i dobrze pamięta jak jej tam wtedy było źle.
Najwięcej wiedzą oczywiście ci, co nie bywają nawet na wywiadówkach, tylko tyle że sąsiadka tak mówiła. Spytasz o konkrety – głupawy śmiech. Ja mam możliwość obserwacji od wewnątrz, dlatego pozwolę sobie przedstawić swoje zdanie. Trudno ten tekst nazwać polemiką, bo przejrzałam rewelacje sprzed 15 lat dość pobieżnie. Ale gdyby któryś student zechciał się dowiedzieć jakie są obecnie realia i warunki studiowania to ja oczywiście potrafię bez mrugnięcia okiem wszystko wyjaśnić, bo 17 lat temu skończyłam studia i na politechnice też miałam paru znajomych.
Średnio mnie też interesują opinie osoby przyznającej się już na wstępie tekstu do utrwalonej fobii szkolnej. Może Dorola, jako specjalistka, poczyni tam jakieś ciekawe obserwacje. Natomiast nie zasługujecie, drodzy Kontrowersjanie, na karmienie przeterminowanymi opiniami pochodzącymi z plotek a podawanymi jako artykuł z pierwszej ręki i pierwszej świeżości. Plotkami możemy przerzucać się bez końca – o lekarzach, nauczycielach czy składaczkach długopisów. Tylko połowa z tego będzie prawdą, jaki sens dociekać – która?
Przedstawię w kilku odcinkach swoje pomysły na poprawę stanu polskiej szkoły i konieczny dla ogarnięcia tematu zarys zmian, jakie w niej nastąpiły od czasu, kiedy do niej chodziliście. A że wyjdzie mi tego kilka stron, chyba trzeba będzie podzielić na odcinki.
Zaczynałam pracę tuż przed wejściem reformy , zaznałam kilku lat na przełomie, pracuję do dziś. Uczyłam w liceum, w wiejskiej podstawówce, w gimnazjum, w miejskiej podstawówce. Od paru lat osiadłam w takiej małomiasteczkowej. Potrafię porównać warunki i naprawdę – było fatalnie. Nie dla nauczycieli – ci mieli bosko. Fatalnie było dla klienta.
Na szczęście jest lepiej, a największe zmiany zaszły jednak w samych nauczycielach. Opornie i powoli, ale jednostki o mentalności komuszej socjalizują się, oczywiście lamentując wniebogłosy jak to im teraz źle, a było lepiej. Bezsprzecznie.
Trzeba zmiany pokoleniowej aby sytuacja uległa radykalnej poprawie, owszem, ale to też za mało. System także jest do rekonstrukcji. Ten ułomny system wymaga kontynuacji reform zatrzymanych w pół kroku, a na reformy potrzeba pieniędzy. O kasie będzie później, są rzeczy które można naprawić z marszu, byle tylko związki rozpędzić, więcej z nich szkody niż pożytku, zainteresowani utrzymywaniem etatów i forsą, a nie zmianami. To wrogowie zmian. A po pierwsze trzeba pozwolić dyrektorom pozbywać się różnych pseudonauczycieli, których niestety wciąż zbyt wielu po szkołach zostało. Groźba usuwania z pracy wpłynęłaby niewątpliwie mobilizująco na wszystkie nieroby pracujące tylko po 18 godzin tygodniowo, choć muszę przyznać że nawet idioci – wuefiści z upodobaniem głoszący te bzdety – pracują więcej. No ale to wiadomo, przeważnie faceci są 😉
Ale choćby od jutra w szkołach zatrudniani byli sami mądrzy ludzie, pewnych rzeczy zmienić nie są w stanie. Na przykład tego, że zbyt wielu jeszcze nauczycieli „mianowanych przed reformą” nie widzi potrzeby podnoszenia swoich kwalifikacji uznając, że wszystkie rozumy to oni zjedli na zaocznych studiach 20 lat temu. Przed reformą mogli co prawda zdobywać kolejne stopnie specjalizacji , ale … za drugi stopień dostawało się dodatek do pensji rzędu 30 zł/miesiąc bodajże. System wynagradzania demotywujący dość skutecznie i tak im już zostało. Nie czują więc potrzeby szkoleń, kursów, studiów podyplomowych i choć zaznali ich w znikomym stopniu, to ze zdumiewającą pewnością siebie potrafią być autorytetami w kwestii jakości tychże szkoleń. Nie raz i nie dwa słyszałam kuriozalne opinie wyniosłych matron z utrwalonym nadmiarem tkanki tłuszczowej kosztem trwałej redukcji innych, potrzebniejszych w zawodzie tkanek. Opinie wygłaszane po wyjściu z wykładu który się ostentacyjnie przeplotkowało z koleżanką o zbliżonych gabarytach. Opinię można streścić mniej więcej jako – „Same głupoty te nowinki metodyczne dlatego wcale go/jej nie słuchałam, za króla Ćwieczka były jedynie skuteczne metody!” I nie rozumie taka specjalistka, że dzieci też były wtedy inne, świat był inny. Nie nagniemy świata do anachronicznej szkoły, to szkoła musi próbować dotrzymać mu kroku. Owszem, zdarzało mi się tracić czas na szkoleniach małowartościowych i byle jakich, ale to coraz lepiej weryfikuje rynek – kiepska instytucja oferująca marnej jakości kursy wypada z obiegu, dobrzy prelegenci mają kalendarzyki nabite terminami, trzeba się umawiać parę miesięcy wcześniej.
Mechanizm w mojej szkole działa prosto – pracownicy wybierają tematykę obowiązkowych szkoleń na dany rok (przeważnie uczestniczę w 2 do 5, różnej długości), wybiera się grupę docelową dla danego tematu(wszyscy, tylko poloniści, matematycy etc.), grupa jest zobowiązana do uczestnictwa w zajęciach. Jesteśmy oczywiście, jak to nieroby, zdrowo co roku wk..ni, że znowu musimy się uczyć, więc bardzo wnikliwie oceniamy przydatność zajęć, uwagi przekazujemy dyrektorowi. Zapraszać jeszcze tę panią w przyszłym roku bo mówiła ciekawie i rzeczowo, albo nie zapraszać, bo powiedziała nam niewiele nowego i przyjechała nieprzygotowana do zajęć.
Dyrektor chcąc mieć spokój i przed kolejnym kursem przezwyciężać jedynie bierny opór musi uwzględnić nasze uwagi, my musimy uwzględnić że i tak nas czeka nowe szkolenie, więc trzeba wybrać tych prelegentów, dla których nie szkoda czasu. Dyrektor dodatkowo chcąc uniknąć krytycznych uwag pod swoim – organizatora – adresem sam stara się pozyskać pocztą pantoflową informacje o wartościowych zajęciach i dobrych prowadzących. Tak, uważam że ciągłe szkolenia są nauczycielom niezbędne. Nawet tym dobrym. Dają aktualną wiedzę z różnych dziedzin od współczesnej metodyki przez psychologię po statystykę. I dzięki tej wiedzy w tajemniczy, czarodziejski i nieosiągalny dla niedouków sposób dobrzy nauczyciele potrafią zainteresować uczniów przedmiotem, zmotywować do wysiłku, wyegzekwować wiedzę. I mieć wyniki. Jak ich doceniać i jak motywować pozostałych do podobnej aktywności – o tym szczegółowo później. Najprościej – straszyć kijem i kusić marchewką.
Niestety, znacznie prostsze i mniej czasochłonne, a więc i bardziej popularne od dokształcania się jest wśród „nauczycieli” wygłaszanie zdroworozsądkowych ludowych mądrości niepopartych niczym prócz odrobiny osobistego doświadczenia, szczypty wiedzy sprzed 20 lat i garści plotek. Na to sobie może pozwolić osoba niezwiązana z zawodem, obserwator czy klient w rodzaju przywołanej na wstępie mamy Jacusia, ale jeśli robi to ktoś z upodobaniem obnoszący się z mianem fachowca… żenada.
I sporo jeszcze takich żenujących postaci błąka się po polskich szkołach.
Podobny mechanizm jak przy firmach oferujących szkolenia powinien działać przy weryfikacji przydatności zawodowej samych nauczycieli, obecnie obowiązująca tzw. ścieżka awansu nie jest zła, ale obciążona reliktem z minionej bajki – Kartą Nauczyciela.
Ale o tym już będzie w następnym odcinku.

Reklama
Poprzedni artykułKurde, Heniek – “jaramy” nie po tej stronie mostu !
Następny artykułO piractwie oraz myślowym zapętleniu

78 KOMENTARZE

  1. Planuję ten temat na jeden z dalszych odcinków.
    Kilkakrotnie przecież podkreślałam, że połowa kadry jest do wymiany lub dalszej socjalizacji. System wynagrodzeń owszem, jest do kitu, moje pomysły na to jaki powinien być opiszę jutro. Ale zróżnicowany motywacyjny funkcjonuje w mojej szkole od lat, nie ma jatki i nigdy nie było. Jasne kryteria, wiadomo ile za co się dostaje. W przynajmniej kilku okolicznych takoż. Świętokrzyskie, zadupie dosyć.

    • Aż się boję wziąć udział w
      Aż się boję wziąć udział w dyskusji z takim fachowcem – jednakże mam parę uwag – o bogini.
      Studia kończyłem 15 lat wcześniej od Ciebie, moja siostra jest nauczycielem akademickim (adiunkt), żona jest nauczycielem przedszkola (była również dyrektorem a nawet wizytatorem, ale po urodzeniu 2-go dziecka (20 lat temu) wróciła jako nauczycielka do przedszkola, bo miała dość funkcji.
      Moi rodzice też byli nauczycielami – według Ciebie idiotami – bo po AWF (zarówno mama jak i tata pracowali w szkołach (mama była nawet wicedyrektorką), a potem na uczelniach.
      Uwierz mi że o oświacie – jak to wyglądało w przeciągu tych kilkudziesięciu lat wiem dużo więcej
      niż Ty – fachowiec.
      Na razie nie mam za bardzo się do czego ustosunkować, bo podałaś kilka ogółów i banałów
      które odnoszą się do wszystkich zawodów.
      Kursy, ciągłe doszkalanie, brak motywacji (lub dodatku motywacyjnego) – to dotyczy
      naprawdę wielu zawodów – nie tylko nauczycieli.
      Do każdego zawodu trafiają “nieudacznicy” i tacy co chcą coś zrobić, ale rzadko im się to udaje, jak również tacy co gdzieś muszą chodzić i zarabiać pieniążki.
      Zgadzam się z Tobą co do jednej rzeczy – ZNP – ich i P.Broniarza należałoby pogonić.

      • Już się tłumaczę:)
        To o wuefistach to była zlośliwość pod adresem Kury, natomiast faktem jest że im jest najtrudniej znaleźć sobie zajęcie na ustawowe 40 godzin pracy w tygodniu. Wszelkie dodatkowe SKSy maja dodatkowo płatne, mnie jakoś nikt nie chce płacić za ślęczenie nad zeszytami. I to znani mi wuefiści najchętniej chwalą się osiemnastogodzinnym pensum.
        Owszem, dziś to ogólniki i banały, szczegóły obiecuję dopracować na jutro, na razie mam zarys dalszej części tekstu. Co mnie cieszy najbardziej, to że wreszcie znalazłam na tym portalu osoby gotowe bronić zawodu i ciężko pracujących w nim ludzi. Jak nikt inny nie godzę się na deprecjonowanie rangi wlasnego fachu, deprecjonują go jednak sami pseudonauczyciele, dlatego traktuję środowisko surowo. Tamte czasy, zgodzisz się – minęły. O skuteczności systemu nie świadczy ciężka harówka nauczycieli, tylko wyniki ich pracy. W międzynarodowych rankingach nadal wypadamy mocno blado. Pora coś zmienić, przyszło nowe.

        • “Jak nikt inny nie godzę się
          “Jak nikt inny nie godzę się na deprecjonowanie rangi wlasnego fachu, deprecjonują go jednak sami pseudonauczyciele, dlatego traktuję środowisko surowo.
          O skuteczności systemu nie świadczy ciężka harówka nauczycieli, tylko wyniki ich pracy.”

          I chwała Ci za to, oby takich pasjonatów więcej. Ku chwale Ojczyzny Izis:)

        • Z “tamtych czasów” które
          Z “tamtych czasów” które minęły pamiętam tyle, że wychowywała mnie Babcia, a ja chodziłem do szkoły z kluczem na sznurku bo rodzice mieli wiecznie SKSy, sekcje, itp. zajęcia, ojciec był viceprezesem AZSu, a mama szefem Okręgowego Związku Gimnastyki, wakacje miałem zawsze wspaniałe – spędzałem “z nimi” całe 2 miesiące na różnorodnych obozach sportowych. Po części z powodu braku pieniędzy – bo te wszystkie dodatkowe zajęcia na ogół nie były płatne, a tak naprawdę bo kochali tę robotę i chcieli żeby ich podopieczni byli dobrzy w tym co robią.
          Problemy z Oświatą powodowały różne durne reformy, pierwszą była reforma Kuberskiego, ostatnią przegłupią był pomysł stworzenia gimnazjów, co spowodowało tylko tyle że dzieci z 6 klas nagle zmieniają środowisko i to w okresie kiedy dopiero zaczynają dorastać emocjonalnie. Pamiętam że w tym okresie dopiero zaczynają się zawiązywać jakieś przyjaźnie, nagle zmiana całkowita otoczenia, rok na poznanie się, potem rok na rozrusznie i kolejny rok z egzaminami do liceum, i tak w kółko kolejne 3 lata.
          Zupełnie bez sensu. Nic to nie daje również pod względem nauki, powtarzanie bez sensu tego samego w kolejnych szkołach – ale sorry wchodzę Ci pewnie w kolejny temat 🙂

          • Wchodzisz, wchodzisz:)
            Nawet dwa razy – pasjonaci muszą dorabiać, żeby związać koniec z końcem, szkoła wciąż nie potrafi docenić finansowo ich zaangażowania. Twoi rodzice zarabiali pewnie dokładnie tyle samo co moja nauczycielka rzucająca nam co lekcja piłkę na boisko ze słowami – “zagrajcie sobie w mecz”. Co do gimnazjów – trochę tak, a trochę nie, pomysł miał swoje wady, ale miał i zalety. I jak każdy pomysł można go było spaprać głupio i bez wyobraźni realizując. Jak było – widać wokół…

          • W wykonaniu znanych mi
            W wykonaniu znanych mi nauczycieli było kopnięcie piłki i – macie skórę pograjcie “se”.
            Dodam jeszcze tylko na koniec dnia dzisiejszego – od dzieci w szkole, czy też w przedszkolu, od reformy i tym podobnych rzeczy – GORSI są tylko RODZICE.
            I to by było na tyle, co i na przodzie.

  2. Planuję ten temat na jeden z dalszych odcinków.
    Kilkakrotnie przecież podkreślałam, że połowa kadry jest do wymiany lub dalszej socjalizacji. System wynagrodzeń owszem, jest do kitu, moje pomysły na to jaki powinien być opiszę jutro. Ale zróżnicowany motywacyjny funkcjonuje w mojej szkole od lat, nie ma jatki i nigdy nie było. Jasne kryteria, wiadomo ile za co się dostaje. W przynajmniej kilku okolicznych takoż. Świętokrzyskie, zadupie dosyć.

    • Aż się boję wziąć udział w
      Aż się boję wziąć udział w dyskusji z takim fachowcem – jednakże mam parę uwag – o bogini.
      Studia kończyłem 15 lat wcześniej od Ciebie, moja siostra jest nauczycielem akademickim (adiunkt), żona jest nauczycielem przedszkola (była również dyrektorem a nawet wizytatorem, ale po urodzeniu 2-go dziecka (20 lat temu) wróciła jako nauczycielka do przedszkola, bo miała dość funkcji.
      Moi rodzice też byli nauczycielami – według Ciebie idiotami – bo po AWF (zarówno mama jak i tata pracowali w szkołach (mama była nawet wicedyrektorką), a potem na uczelniach.
      Uwierz mi że o oświacie – jak to wyglądało w przeciągu tych kilkudziesięciu lat wiem dużo więcej
      niż Ty – fachowiec.
      Na razie nie mam za bardzo się do czego ustosunkować, bo podałaś kilka ogółów i banałów
      które odnoszą się do wszystkich zawodów.
      Kursy, ciągłe doszkalanie, brak motywacji (lub dodatku motywacyjnego) – to dotyczy
      naprawdę wielu zawodów – nie tylko nauczycieli.
      Do każdego zawodu trafiają “nieudacznicy” i tacy co chcą coś zrobić, ale rzadko im się to udaje, jak również tacy co gdzieś muszą chodzić i zarabiać pieniążki.
      Zgadzam się z Tobą co do jednej rzeczy – ZNP – ich i P.Broniarza należałoby pogonić.

      • Już się tłumaczę:)
        To o wuefistach to była zlośliwość pod adresem Kury, natomiast faktem jest że im jest najtrudniej znaleźć sobie zajęcie na ustawowe 40 godzin pracy w tygodniu. Wszelkie dodatkowe SKSy maja dodatkowo płatne, mnie jakoś nikt nie chce płacić za ślęczenie nad zeszytami. I to znani mi wuefiści najchętniej chwalą się osiemnastogodzinnym pensum.
        Owszem, dziś to ogólniki i banały, szczegóły obiecuję dopracować na jutro, na razie mam zarys dalszej części tekstu. Co mnie cieszy najbardziej, to że wreszcie znalazłam na tym portalu osoby gotowe bronić zawodu i ciężko pracujących w nim ludzi. Jak nikt inny nie godzę się na deprecjonowanie rangi wlasnego fachu, deprecjonują go jednak sami pseudonauczyciele, dlatego traktuję środowisko surowo. Tamte czasy, zgodzisz się – minęły. O skuteczności systemu nie świadczy ciężka harówka nauczycieli, tylko wyniki ich pracy. W międzynarodowych rankingach nadal wypadamy mocno blado. Pora coś zmienić, przyszło nowe.

        • “Jak nikt inny nie godzę się
          “Jak nikt inny nie godzę się na deprecjonowanie rangi wlasnego fachu, deprecjonują go jednak sami pseudonauczyciele, dlatego traktuję środowisko surowo.
          O skuteczności systemu nie świadczy ciężka harówka nauczycieli, tylko wyniki ich pracy.”

          I chwała Ci za to, oby takich pasjonatów więcej. Ku chwale Ojczyzny Izis:)

        • Z “tamtych czasów” które
          Z “tamtych czasów” które minęły pamiętam tyle, że wychowywała mnie Babcia, a ja chodziłem do szkoły z kluczem na sznurku bo rodzice mieli wiecznie SKSy, sekcje, itp. zajęcia, ojciec był viceprezesem AZSu, a mama szefem Okręgowego Związku Gimnastyki, wakacje miałem zawsze wspaniałe – spędzałem “z nimi” całe 2 miesiące na różnorodnych obozach sportowych. Po części z powodu braku pieniędzy – bo te wszystkie dodatkowe zajęcia na ogół nie były płatne, a tak naprawdę bo kochali tę robotę i chcieli żeby ich podopieczni byli dobrzy w tym co robią.
          Problemy z Oświatą powodowały różne durne reformy, pierwszą była reforma Kuberskiego, ostatnią przegłupią był pomysł stworzenia gimnazjów, co spowodowało tylko tyle że dzieci z 6 klas nagle zmieniają środowisko i to w okresie kiedy dopiero zaczynają dorastać emocjonalnie. Pamiętam że w tym okresie dopiero zaczynają się zawiązywać jakieś przyjaźnie, nagle zmiana całkowita otoczenia, rok na poznanie się, potem rok na rozrusznie i kolejny rok z egzaminami do liceum, i tak w kółko kolejne 3 lata.
          Zupełnie bez sensu. Nic to nie daje również pod względem nauki, powtarzanie bez sensu tego samego w kolejnych szkołach – ale sorry wchodzę Ci pewnie w kolejny temat 🙂

          • Wchodzisz, wchodzisz:)
            Nawet dwa razy – pasjonaci muszą dorabiać, żeby związać koniec z końcem, szkoła wciąż nie potrafi docenić finansowo ich zaangażowania. Twoi rodzice zarabiali pewnie dokładnie tyle samo co moja nauczycielka rzucająca nam co lekcja piłkę na boisko ze słowami – “zagrajcie sobie w mecz”. Co do gimnazjów – trochę tak, a trochę nie, pomysł miał swoje wady, ale miał i zalety. I jak każdy pomysł można go było spaprać głupio i bez wyobraźni realizując. Jak było – widać wokół…

          • W wykonaniu znanych mi
            W wykonaniu znanych mi nauczycieli było kopnięcie piłki i – macie skórę pograjcie “se”.
            Dodam jeszcze tylko na koniec dnia dzisiejszego – od dzieci w szkole, czy też w przedszkolu, od reformy i tym podobnych rzeczy – GORSI są tylko RODZICE.
            I to by było na tyle, co i na przodzie.

  3. Droga Izis, wybacz, że ja z
    Droga Izis, wybacz, że ja z pozycji tej pani co to ma w rodzinie, sama trochę liznęła i się “wymądrza”.
    Jestem z rodziny genetycznie nauczycielskiej. 80% moich najbliższych krewnych to nauczyciele. Może jak przeczytam jeszcze raz, podejdę do tematu mniej emocjonalnie.

    Teraz tylko protestuję. Jestem dzieckiem nauczycielki, już na emeryturze, mama, nie ja. Wiesz co mi najbardziej utkwiło w pamięci z dziecięcych lat? Nie miałam mamy. Ta do odstrzału, bo komunistycznie kształcona, że o tkance tłuszczowej nie wspomnę, zawsze była nieobecna w moim życiu. Ciągłe szkolenia, studia podyplomowe, etat 40 godzin tygodniowo, kółka zainteresowań, nieodpłatne wtedy!. Zjawiała się w domu rzadko. Dzieciaki mówiły do Niej mamo (byłam zazdrosna), rodzice dzieci byli zachwyceni, nawet władza dawała odznaczenia i inne tam takie dyplomy uznania. Zaraziła nas wszystkich swoją pasją, powołanie to się chyba zwie. I nie ma to nic wspólnego, moim skromnym zdaniem z reformami, warunkami, pensją. Rodzinę utrzymywał tata. Na szczęście dla naszych rachunków nie nauczyciel.

    Mam w najbliższej rodzinie, oprócz emerytów komunistycznie kształconych, także młodych, czynnych zawodowo nauczycieli. NIGDY, albo bardzo rzadko słyszę od nich skargi na płace, NIGDY na dzieci, że rozwydrzone, ZAWSZE na kolegów, że olewają. Jaka reforma to zmieni? Ile musi zarabiać nauczyciel, żeby potrafił przekazać wiedzę, nie nazywał uczniów debilami i był dla nich autorytetem?

    Zacytuję Ciebie Izis: “Zapraszać jeszcze tę panią w przyszłym roku bo mówiła ciekawie i rzeczowo, albo nie zapraszać, bo powiedziała nam niewiele nowego i przyjechała nieprzygotowana do zajęć.”
    Wiem, to dotyczy szkoleń, ale można to odnieść do zatrudniania nauczycieli. Zapraszać zamienić na zatrudnić, bo potrafi zaciekawić i mówić rzeczowo.

    Nie wsadzaj wszystkich do jednego worka. Jak ci młodzi, ustawicznie doszkalani zostali sami w mojej szkole, bo ci postkomuszy odeszli na emeryturę, po 13-ej można tam zastać już tylko sprzątaczkę. Wcześniej szkoła tętniła życiem do późnego wieczora. ETAT 40 godzin tygodniowo te komuchy niereformowane miały. Zajęcia prowadzili w czynie społecznym.

    Pozdrawiam serdecznie bardzo i przepraszam za przynudzanie.:)

    • Nie złość się:)
      Moja mama, to też emerytowana polonistka, też całe zycie nie miała dla mnie czasu, znam ten ból. W rodzinie – bliższej i dalszej – też by się paru belfrów znalazło. Dzisiejszy tekst to tylko wstęp, stąd może Twoje emocje. Nie wsadzam do jednego worka dobrych i złych, piszę o złych – tych do wymiany. Bo reformuję;) Komunistycznie kształceni pracowali w innych realiach, dziś muszą się dostosować do nowych warunków i obserwuję w nich duży opór przed zmianą. Piszę o grupie, nie o jednostkach. O tym, jak nagradzać dobrych i wartościowych będzie jutro, obiecuję. Też prowadzę zajęcia “w czynie społecznym”, wiele moich koleżanek również. Uogólniam, bo inaczej się nie da. Szkoła to temat rzeka, nie dałam rady na dwóch stronach ująć całości problemu. Próbuję, być może nieudolnie, spojrzeć bez emocji i bez angażowania w to mojej matki, ciotki czy bratowej.

          • Też JUŻ nie jestem, Zoe.:)
            Też JUŻ nie jestem, Zoe.:) Uśmiech do Ciebie osobisty, bo nie cieszę się, że już nie, tak wyszło.

          • Czuję
            się jakbym należał do jakiejś sekty. Moja siostra pracuje jako przedszkolanka a druga kończy polonistykę. Ogłaszam się samozwańczym Prezesem Związku Pokrzywdzonych przez Rodziny Nauczycielskie;-).

          • Same, kurna, prezesy.
            Co za naród. Prezesem to ja tu jestem, kolega może natomiast opracować wstępną listę postulatów do dyskusji na najbliższy zjazd delegatów i przygotować wzór legitymacji kombatanckiej. Jak się wywiąże, zostanie zastępcą.

  4. Droga Izis, wybacz, że ja z
    Droga Izis, wybacz, że ja z pozycji tej pani co to ma w rodzinie, sama trochę liznęła i się “wymądrza”.
    Jestem z rodziny genetycznie nauczycielskiej. 80% moich najbliższych krewnych to nauczyciele. Może jak przeczytam jeszcze raz, podejdę do tematu mniej emocjonalnie.

    Teraz tylko protestuję. Jestem dzieckiem nauczycielki, już na emeryturze, mama, nie ja. Wiesz co mi najbardziej utkwiło w pamięci z dziecięcych lat? Nie miałam mamy. Ta do odstrzału, bo komunistycznie kształcona, że o tkance tłuszczowej nie wspomnę, zawsze była nieobecna w moim życiu. Ciągłe szkolenia, studia podyplomowe, etat 40 godzin tygodniowo, kółka zainteresowań, nieodpłatne wtedy!. Zjawiała się w domu rzadko. Dzieciaki mówiły do Niej mamo (byłam zazdrosna), rodzice dzieci byli zachwyceni, nawet władza dawała odznaczenia i inne tam takie dyplomy uznania. Zaraziła nas wszystkich swoją pasją, powołanie to się chyba zwie. I nie ma to nic wspólnego, moim skromnym zdaniem z reformami, warunkami, pensją. Rodzinę utrzymywał tata. Na szczęście dla naszych rachunków nie nauczyciel.

    Mam w najbliższej rodzinie, oprócz emerytów komunistycznie kształconych, także młodych, czynnych zawodowo nauczycieli. NIGDY, albo bardzo rzadko słyszę od nich skargi na płace, NIGDY na dzieci, że rozwydrzone, ZAWSZE na kolegów, że olewają. Jaka reforma to zmieni? Ile musi zarabiać nauczyciel, żeby potrafił przekazać wiedzę, nie nazywał uczniów debilami i był dla nich autorytetem?

    Zacytuję Ciebie Izis: “Zapraszać jeszcze tę panią w przyszłym roku bo mówiła ciekawie i rzeczowo, albo nie zapraszać, bo powiedziała nam niewiele nowego i przyjechała nieprzygotowana do zajęć.”
    Wiem, to dotyczy szkoleń, ale można to odnieść do zatrudniania nauczycieli. Zapraszać zamienić na zatrudnić, bo potrafi zaciekawić i mówić rzeczowo.

    Nie wsadzaj wszystkich do jednego worka. Jak ci młodzi, ustawicznie doszkalani zostali sami w mojej szkole, bo ci postkomuszy odeszli na emeryturę, po 13-ej można tam zastać już tylko sprzątaczkę. Wcześniej szkoła tętniła życiem do późnego wieczora. ETAT 40 godzin tygodniowo te komuchy niereformowane miały. Zajęcia prowadzili w czynie społecznym.

    Pozdrawiam serdecznie bardzo i przepraszam za przynudzanie.:)

    • Nie złość się:)
      Moja mama, to też emerytowana polonistka, też całe zycie nie miała dla mnie czasu, znam ten ból. W rodzinie – bliższej i dalszej – też by się paru belfrów znalazło. Dzisiejszy tekst to tylko wstęp, stąd może Twoje emocje. Nie wsadzam do jednego worka dobrych i złych, piszę o złych – tych do wymiany. Bo reformuję;) Komunistycznie kształceni pracowali w innych realiach, dziś muszą się dostosować do nowych warunków i obserwuję w nich duży opór przed zmianą. Piszę o grupie, nie o jednostkach. O tym, jak nagradzać dobrych i wartościowych będzie jutro, obiecuję. Też prowadzę zajęcia “w czynie społecznym”, wiele moich koleżanek również. Uogólniam, bo inaczej się nie da. Szkoła to temat rzeka, nie dałam rady na dwóch stronach ująć całości problemu. Próbuję, być może nieudolnie, spojrzeć bez emocji i bez angażowania w to mojej matki, ciotki czy bratowej.

          • Też JUŻ nie jestem, Zoe.:)
            Też JUŻ nie jestem, Zoe.:) Uśmiech do Ciebie osobisty, bo nie cieszę się, że już nie, tak wyszło.

          • Czuję
            się jakbym należał do jakiejś sekty. Moja siostra pracuje jako przedszkolanka a druga kończy polonistykę. Ogłaszam się samozwańczym Prezesem Związku Pokrzywdzonych przez Rodziny Nauczycielskie;-).

          • Same, kurna, prezesy.
            Co za naród. Prezesem to ja tu jestem, kolega może natomiast opracować wstępną listę postulatów do dyskusji na najbliższy zjazd delegatów i przygotować wzór legitymacji kombatanckiej. Jak się wywiąże, zostanie zastępcą.

  5. Nie TEŻ, tylko tylko, Drogi
    Nie TEŻ, tylko tylko, Drogi Markizie. Pomyślało mi się, że to wynika, ale skoro nie, to…
    Spod ręki tych, których podziwiam, wyszli olimpijczycy. Większość skończyła wyższe studia. Do dziś odwiedzają, piszą, dziękują. Rodzice zadowoleni, nie tylko przełożeni.

    Tylko dzieci rodzone czasem mają żal…ale to detal.

  6. Nie TEŻ, tylko tylko, Drogi
    Nie TEŻ, tylko tylko, Drogi Markizie. Pomyślało mi się, że to wynika, ale skoro nie, to…
    Spod ręki tych, których podziwiam, wyszli olimpijczycy. Większość skończyła wyższe studia. Do dziś odwiedzają, piszą, dziękują. Rodzice zadowoleni, nie tylko przełożeni.

    Tylko dzieci rodzone czasem mają żal…ale to detal.

  7. O programie, być może Izis
    O programie, być może Izis też napisze, nie tylko o reformie.
    Przypomniałaś mi jak mój siostrzeniec “przerabiał”, “cudowne” słowo to “przerabiać”, “Krzyżaków”. Pani zapytała (po nazwisku, bo dziecko imienia nie ma, tylko nazwisko, albo numerek), “Jak ci się podobała książka?” Zgodnie z prawdą odpowiedział: “Nie podobała mi się.” Przeczytał, miał swoje zdanie na jej temat, ale to już pani nie interesowało. Usłyszał tylko, a z Nim cała klasa (nieśmiały bardzo), Ty się (tu padło znowu nazwisko) nie wymądrzaj. Siadaj, jedynka. Takie podejście jeszcze bardziej “zachęca” dziecko do czytania.

  8. O programie, być może Izis
    O programie, być może Izis też napisze, nie tylko o reformie.
    Przypomniałaś mi jak mój siostrzeniec “przerabiał”, “cudowne” słowo to “przerabiać”, “Krzyżaków”. Pani zapytała (po nazwisku, bo dziecko imienia nie ma, tylko nazwisko, albo numerek), “Jak ci się podobała książka?” Zgodnie z prawdą odpowiedział: “Nie podobała mi się.” Przeczytał, miał swoje zdanie na jej temat, ale to już pani nie interesowało. Usłyszał tylko, a z Nim cała klasa (nieśmiały bardzo), Ty się (tu padło znowu nazwisko) nie wymądrzaj. Siadaj, jedynka. Takie podejście jeszcze bardziej “zachęca” dziecko do czytania.

  9. Racja.
    Ale to też kwiatek do ogródka nauczycieli – to oni wybierają podręcznik, z którego uczą, mają też swobodę w wyborze programu i metod pracy. Mamy podstawę programową czyli spis koniecznych do nauczenia na danym etapie wiadomości i kształtowanych umiejętności, resztę możemy dobrać sami. Możemy też zmodyfikować program i realizować z podręcznika to, co uznamy za wartościowe, niekoniecznie od deski do deski, a nasze działania weryfikują wyniki osiągane przez naszych uczniów. Szkoły do których się dostają, wyniki egzaminów zewnętrznych, konkursów, olimpiad itp. Nie wszyscy potrafią dobrze wybierać, niestety. Ale z drugiej strony kiedy forsowałam u siebie zmianę podręcznika na lepszy, rodzice stawiali opór ze względu koszty, w roku zmiany nie da się odkupić używanego. Trochę ich rozumiem jako matka, bo ceny podręczników to osobny koszmar.

  10. Racja.
    Ale to też kwiatek do ogródka nauczycieli – to oni wybierają podręcznik, z którego uczą, mają też swobodę w wyborze programu i metod pracy. Mamy podstawę programową czyli spis koniecznych do nauczenia na danym etapie wiadomości i kształtowanych umiejętności, resztę możemy dobrać sami. Możemy też zmodyfikować program i realizować z podręcznika to, co uznamy za wartościowe, niekoniecznie od deski do deski, a nasze działania weryfikują wyniki osiągane przez naszych uczniów. Szkoły do których się dostają, wyniki egzaminów zewnętrznych, konkursów, olimpiad itp. Nie wszyscy potrafią dobrze wybierać, niestety. Ale z drugiej strony kiedy forsowałam u siebie zmianę podręcznika na lepszy, rodzice stawiali opór ze względu koszty, w roku zmiany nie da się odkupić używanego. Trochę ich rozumiem jako matka, bo ceny podręczników to osobny koszmar.

  11. To ja coś przekornie odwrotnie:)
    Zawsze zaczynając rozmowy o lekturze pytam co się komu podobało, a co komu nie. Stare wygi z szóstej klasy już wiedzą, że nie musi się podobać i krytykują nad podziw ochoczo, robimy fajne rankingi wszystkich plusów i minusów, dyskutujemy kontrowersyjne oceny. Ale w każdej “nowej” klasie nie mogę się doprosić krytycznych opinii. Towarzycho nie dopuszcza myśli, ze mogłoby im się coś nie podobać w LEKTURZE, patrzą na mnie ze zgrozą kiedy prowokuję do krytykowania 🙂

    • Izis…Ty nie jesteś
      Izis…Ty nie jesteś nauczycielką! Jesteś jakimś inwiduum, którego spotkania wszystkim życzę.:)

      Chcę pozdrowić moją nauczycielkę języka polskiego. Mogę? Wiem,że w Twoim wątku mogę i z Twojej życzliwości ku mnie skorzystam.:)

      Bardzo dziękuję mojej polonistce ze szkoły podstawowej, wówczas jeszcze ośmioklasowej, Pani Halinie Sikorskiej, dziś już na emeryturze, za wszystko. Za to, że byliśmy dla Pani ludźmi, nie numerami w dzienniku, za rozbudzenie zainteresowań, za to, że to dotarłam jako uczennica Liceum Humanistycznego do finału Ogólnopolskiej Olimpiady Języka Polskiego. Dla dziecka ze wsi to praktycznie nieosiągalne. Dziękuję, bo dziś nie byłabym nawet w części tak oczytana, nie poznałabym światowej i polskiej literatury, gdyby nie Pani, która w dziecku wtedy jeszcze, zauważyła potencjał i ze wszystkich sił starała się go rozwijać. Dziękuję.:)

      • Piękne:)
        Widzisz Jaśminko, sęk w tym że wcale nie jestem jakaś wyjątkowa i z dużą pokorą ciągle uczę się fachu popełniając po drodze błędy i starając się je naprawiać. Tylko że tych dużo lepszych ode mnie i tych wspinających się jak ja nie widzi się w masie, za to dostrzega się głupich, nieudolnych, leniwych, karierowiczów … Dlatego to im poświęcam moje złośliwości w dzisiejszym tekście, dostanie im się jutro i pojutrze, bo to zakały. No chyba, że zabaluję, to terminy się przesuną, a mam też biurko przysypane robotą:) Zwyczajnie mnie wkurza, że obiboki psują opinię całej grupie, bezsilnie patrzę na to, że miernoty były i są z zawodu nieusuwalne i przeważnie tak samo finansowo wynagradzane jak ci wszyscy, którym się jeszcze chce…
        Buźka za dobre słowo o Twojej Nauczycielce, strasznie miło się czytało;)

        • Wzruszyłaś mnie.:) To ja
          Wzruszyłaś mnie.:) To ja dziękuję, bo tacy pasjonaci jak Ty, pozwalają nie tracić wiary w to, że “Ludzi dobrej woli jest więcej i warto wierzyć w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim.”:)

          Z serca Ci życzę, żeby Twoi uczniowie zapamiętali Cię taką, jak ja moją ukochaną polonistkę.:) Moja mama mówi, że to więcej znaczy niż marna emerytura.:) I ja Jej wierzę.:)

          • Taa…czuję jak siwieję;)
            Tym niemniej godziwa emerytura nie wadziłaby mi nic a nic;)
            Poważniej -mam taką teorię, że tylko dzięki dobrym lekarzom, dobrym policjantom, nauczycielom etc ten cały budżetowy system służb wszelakich nie rąbnął jeszcze z hukiem, choć od lat trzeszczy i się chwieje.

          • Zapamiętali po latach,
            Zapamiętali po latach, KIEDYŚ, jak ja swoją polonistkę.:) Na siwienie, to Ty masz jeszcze mnóstwo czasu.:) “Po owocach ich poznacie.” Oby Twoje były tylko słodkie.:)

          • Dzięki za życzenia, niech się choć w połowie spełnią.
            Na ten przykład niech pyskaty i leniwy Pawełek będzie w nowym roku nieco słodszy. Tak mi dopomóż, a ja idę spać, bo już Sylwester.
            Do jutra Jaśmin, czyli do przyszłego roku:)

          • Wszystkiego Dobrego w Nowym
            Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku Izis.:) Niech Ci się spełni w całości, wszystko czego pragniesz.:)

            I niech Cię tu jutro nie widzę.:)) Baw się jak najlepiej się da, z dala od netu, telewizji i toksycznych ludzi.:)

  12. To ja coś przekornie odwrotnie:)
    Zawsze zaczynając rozmowy o lekturze pytam co się komu podobało, a co komu nie. Stare wygi z szóstej klasy już wiedzą, że nie musi się podobać i krytykują nad podziw ochoczo, robimy fajne rankingi wszystkich plusów i minusów, dyskutujemy kontrowersyjne oceny. Ale w każdej “nowej” klasie nie mogę się doprosić krytycznych opinii. Towarzycho nie dopuszcza myśli, ze mogłoby im się coś nie podobać w LEKTURZE, patrzą na mnie ze zgrozą kiedy prowokuję do krytykowania 🙂

    • Izis…Ty nie jesteś
      Izis…Ty nie jesteś nauczycielką! Jesteś jakimś inwiduum, którego spotkania wszystkim życzę.:)

      Chcę pozdrowić moją nauczycielkę języka polskiego. Mogę? Wiem,że w Twoim wątku mogę i z Twojej życzliwości ku mnie skorzystam.:)

      Bardzo dziękuję mojej polonistce ze szkoły podstawowej, wówczas jeszcze ośmioklasowej, Pani Halinie Sikorskiej, dziś już na emeryturze, za wszystko. Za to, że byliśmy dla Pani ludźmi, nie numerami w dzienniku, za rozbudzenie zainteresowań, za to, że to dotarłam jako uczennica Liceum Humanistycznego do finału Ogólnopolskiej Olimpiady Języka Polskiego. Dla dziecka ze wsi to praktycznie nieosiągalne. Dziękuję, bo dziś nie byłabym nawet w części tak oczytana, nie poznałabym światowej i polskiej literatury, gdyby nie Pani, która w dziecku wtedy jeszcze, zauważyła potencjał i ze wszystkich sił starała się go rozwijać. Dziękuję.:)

      • Piękne:)
        Widzisz Jaśminko, sęk w tym że wcale nie jestem jakaś wyjątkowa i z dużą pokorą ciągle uczę się fachu popełniając po drodze błędy i starając się je naprawiać. Tylko że tych dużo lepszych ode mnie i tych wspinających się jak ja nie widzi się w masie, za to dostrzega się głupich, nieudolnych, leniwych, karierowiczów … Dlatego to im poświęcam moje złośliwości w dzisiejszym tekście, dostanie im się jutro i pojutrze, bo to zakały. No chyba, że zabaluję, to terminy się przesuną, a mam też biurko przysypane robotą:) Zwyczajnie mnie wkurza, że obiboki psują opinię całej grupie, bezsilnie patrzę na to, że miernoty były i są z zawodu nieusuwalne i przeważnie tak samo finansowo wynagradzane jak ci wszyscy, którym się jeszcze chce…
        Buźka za dobre słowo o Twojej Nauczycielce, strasznie miło się czytało;)

        • Wzruszyłaś mnie.:) To ja
          Wzruszyłaś mnie.:) To ja dziękuję, bo tacy pasjonaci jak Ty, pozwalają nie tracić wiary w to, że “Ludzi dobrej woli jest więcej i warto wierzyć w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim.”:)

          Z serca Ci życzę, żeby Twoi uczniowie zapamiętali Cię taką, jak ja moją ukochaną polonistkę.:) Moja mama mówi, że to więcej znaczy niż marna emerytura.:) I ja Jej wierzę.:)

          • Taa…czuję jak siwieję;)
            Tym niemniej godziwa emerytura nie wadziłaby mi nic a nic;)
            Poważniej -mam taką teorię, że tylko dzięki dobrym lekarzom, dobrym policjantom, nauczycielom etc ten cały budżetowy system służb wszelakich nie rąbnął jeszcze z hukiem, choć od lat trzeszczy i się chwieje.

          • Zapamiętali po latach,
            Zapamiętali po latach, KIEDYŚ, jak ja swoją polonistkę.:) Na siwienie, to Ty masz jeszcze mnóstwo czasu.:) “Po owocach ich poznacie.” Oby Twoje były tylko słodkie.:)

          • Dzięki za życzenia, niech się choć w połowie spełnią.
            Na ten przykład niech pyskaty i leniwy Pawełek będzie w nowym roku nieco słodszy. Tak mi dopomóż, a ja idę spać, bo już Sylwester.
            Do jutra Jaśmin, czyli do przyszłego roku:)

          • Wszystkiego Dobrego w Nowym
            Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku Izis.:) Niech Ci się spełni w całości, wszystko czego pragniesz.:)

            I niech Cię tu jutro nie widzę.:)) Baw się jak najlepiej się da, z dala od netu, telewizji i toksycznych ludzi.:)

    • Hej, kolego;)
      Jak powiem że nazwisko brzmi mi znajomo to pewnie i tak nie uwierzysz, stanowczo za dużo tych zbiegów okoliczności. Albo w jakiejś komisji konkursowej, albo przy sprawdzaniu prac gimnazjalnych. Ewentualnie coś publikowała i nazwisko kojarzę, a nie osobę.
      Ps.To i ja Ci się do czegoś przyznam – ja po biol-chemie.

      • Była przez lata polonistką,
        a potem (w końcu to już tyle lat po maturze) nie jestem pewien, czy nie pracowała w kuratorium, nie zdziwiłbym się Jej obecności w komisjach konkursowych czy też sprawdzających prace. Z gugla widzę, że opublikowała parę rzeczy, np. “Dwa przykłady liryki wyznania: “Chmury” Juliusza Słowackiego i “Elegia” Krzysztofa Kamila Baczyńskiego”. Plus była doradcą metodycznym WOMu. teraz jest CHYBA już na emeryturze.

    • Hej, kolego;)
      Jak powiem że nazwisko brzmi mi znajomo to pewnie i tak nie uwierzysz, stanowczo za dużo tych zbiegów okoliczności. Albo w jakiejś komisji konkursowej, albo przy sprawdzaniu prac gimnazjalnych. Ewentualnie coś publikowała i nazwisko kojarzę, a nie osobę.
      Ps.To i ja Ci się do czegoś przyznam – ja po biol-chemie.

      • Była przez lata polonistką,
        a potem (w końcu to już tyle lat po maturze) nie jestem pewien, czy nie pracowała w kuratorium, nie zdziwiłbym się Jej obecności w komisjach konkursowych czy też sprawdzających prace. Z gugla widzę, że opublikowała parę rzeczy, np. “Dwa przykłady liryki wyznania: “Chmury” Juliusza Słowackiego i “Elegia” Krzysztofa Kamila Baczyńskiego”. Plus była doradcą metodycznym WOMu. teraz jest CHYBA już na emeryturze.

  13. kurs daremny dla cwaniaka
    Jakoś trudno mi uwierzyć w sens i przydatność szkoleń i kursów.

    Zawodu nauczyciela nie da się wykonywać bez upodobania i pasji w tym kierunku, gdyż przy ich braku ta fucha jest wyjątkowym koszmarem.
    Dlatego tak w sumie niewielu jest beznadziejnych nauczycieli, tacy po prostu nie wytrzymują i uciekają ze szkoły.
    Owszem, jest pewien problem z przypadkami które nie chcą zrezygnować z posady mimo że nienawidzą szkoły i uczniów, ale im żaden kurs nie pomoże.

    Paradoksalnie niskie płace powodują pozytywną selekcję – zostają pasjonaci.
    Gdyby zawód nauczyciela był prestiżowy i wynagradzany po królewsku, pchali by się tam głównie cwaniacy szukający lekkiego chleba, choć z drugiej strony w masie chętnych łatwiej byłoby zrobić selekcję.

  14. kurs daremny dla cwaniaka
    Jakoś trudno mi uwierzyć w sens i przydatność szkoleń i kursów.

    Zawodu nauczyciela nie da się wykonywać bez upodobania i pasji w tym kierunku, gdyż przy ich braku ta fucha jest wyjątkowym koszmarem.
    Dlatego tak w sumie niewielu jest beznadziejnych nauczycieli, tacy po prostu nie wytrzymują i uciekają ze szkoły.
    Owszem, jest pewien problem z przypadkami które nie chcą zrezygnować z posady mimo że nienawidzą szkoły i uczniów, ale im żaden kurs nie pomoże.

    Paradoksalnie niskie płace powodują pozytywną selekcję – zostają pasjonaci.
    Gdyby zawód nauczyciela był prestiżowy i wynagradzany po królewsku, pchali by się tam głównie cwaniacy szukający lekkiego chleba, choć z drugiej strony w masie chętnych łatwiej byłoby zrobić selekcję.