Reklama

Było pewne, że podniosą się rozmaite histerie zanim cokolwiek zostanie ustalone i wdrożone. Od paru dni grzeje się temat kilkunastu tysięcy ciał pedagogicznych, które miałby stracić pracę po likwidacji gimnazjum. Zacznę trochę od końca… chociaż właściwie od początku. Ktokolwiek ma do czynienia z nauczycielami ten wie, że od zwolnienia najmniej jednej trzeciej „edukatorów” należałoby zacząć. Nie tak dawno nikt inny, tylko spece z Czerskiej prezentowali wyniki testów nauczycieli matematyki. Dokładnych danych nie pamiętam, ale blisko połowa chciała dzielić przez zero i uważała, że jedyny czworokąt o równych bokach to kwadrat. Patrzę na swoje lata szkolne i moje koleżanki, niech im Bóg wybaczy, które są nauczycielkami. Ogólnie rzecz biorąc na pięć nauczycielek, cztery to były ostatnie nogi, które ledwie się przeciskały z klasy do klasy. Potem skończyły, głównie w trybie zaocznym, słynną zielonogórską WSP i zostały polonistkami, matematyczkami, historyczkami. Sam nie bardzo powinienem się odzywać, bo do wyższego wykształcenia podchodziłem trzy razy i w końcu zaocznie skończyłem paranaukową socjologię, ale ja się do szkoły nie pcham. Od tej reguły istnieją liczne i chwalebne wyjątki, ale dotyczą indywidualności, w masie widok jest przygnębiający. W pokojach nauczycielskich zrobiłbym przeciąg na wspomnianym 30% poziomie i to naprawdę jest litościwe podejście. Zresztą argument, że gimnazja mają się utrzymać, ponieważ tam pracują nauczyciele to jest mniej więcej taki argument, jakby na siłę utrzymywać wypożyczalnie kaset wideo.

Jedynym kryterium dla wszelkich zmian w edukacji powinna być edukacja, czyli takie nauczanie, które nie będzie produkować debili z wyższym wykształceniem. Likwidacja gimnazjum ściśle się z tym łączy i jeśli miałbym wskazać początek zapaści ewakuacyjnej, gimnazjum uznaję za praprzyczynę nieszczęść. Niestety w Polsce każda dyskusja przebiega wokół jednego hasła i zaraz tworzą się obozy za i przeciw, bo ktoś ma dziecko albo siostrzeńca, który został w gimnazjum skrzywdzony, a ktoś inny wręcz przeciwnie. Niemal codziennie słyszę o szkolnictwie w domowych relacjach z pracy i znam problem od strony praktycznej. Prawie każdy rozsądny nauczyciel mówi nie tylko o likwidacji, ale o przywróceniu szkół. Jakich? Oczywiście zawodowych i techników. Przy tak przeprowadzonej reformie, troska o opuszczone budynki szkolne i biednych nauczycieli gimnazjów, staje się jałową paplaniną. Coś znika, ale coś się pojawia i najważniejsze, że w ramach tych przesunięć, które nie wyrządzają żadnych szkód, pojawia się zmiana na lepsze i normalne. Niczego nie trzeba wymyślać od nowa, system edukacji z lat 70/80 wystarczy w całości skopiować, łącznie z tą legendarną podstawą programową, wymagającą zaledwie kilku korekt.

Rzecz jasna do wykasowania jest cały peerelowski bełkot ideologiczny, obowiązkowy język radziecki i trefna wersja współczesnej historii, co da się wykonać w pięć minut. Z obecnego systemu pozostaje informatyka, bez której współcześnie nie sposób funkcjonować, ale najważniejsza jest struktura i wymogi, a to w latach 70/80 były na najwyższym poziomie. Podstawówka w sposób naturalny dokonuje weryfikacji i już na tym etapie w 90% przypadków wiadomo, kto skończy przy łopacie, kto ma szansę zostać profesorem. Po ośmiu latach szkoły podstawowej uczniowie powinni mieć do wyboru: szkołę zawodową, technikum/liceum zawodowe, liceum ogólnokształcące. Obecnie magistrowie marketingu i zarządzania, również socjologii i kulturoznawstwa, zmywają gary w Anglii albo kładą tynki na budowach polskich i całego świata. Przyczyną jest nie tylko bezrobocie, ale fakt, że „maturę” może zdać każdy idiota. Za starych dobrych edukacyjnych czasów z 30% poprawnych odpowiedzi nie przechodziło się z klasy do klasy, dziś idzie się na studia.

Konieczne są porządne egzaminy, 51% poprawnych odpowiedzi i to już dla absolwentów szkoły podstawowej, którzy chcą iść do szkoły średniej, potem solidna matura, a na studiach kto lepszy ten pierwszy. Pomarzyłem sobie, ale od razu powiem, że w mojej ocenie i PiS nie odważy się na tak naturalne i niezbędne zmiany. Dziś edukacją rządzą statystyki. Jesteśmy rekordzistami w Europie jeśli chodzi o posiadanie wykształcenia wyższego i pracę fizyczną z tym wykształceniem. Potrzeba odważnych decyzji, które się spotkają z ogromnymi oporami społecznymi i dlatego nie che mi się wierzyć, że PiS przebuduje system edukacji na poważnie, bo to się skończy naturalnym i przynajmniej chwilowym odpływem elektoratu. Jedynym ratunkiem jest przeprowadzenie reformy natychmiast, aby po czterech latach Polacy zapomnieli o histeriach i docenili normalność. Zobaczymy jak będzie, z przyjemnością pokłonię się do ziemi nowemu ministrowi edukacji, który wprowadzi przynajmniej 2/3 z koniecznych zmian, ale coś mi się wydaję, że czeka nas jakaś kosmetyka, która i tak się skończy falą idiotycznej krytyki. Może zatem warto pójść na całość, skoro cena jest ta sama.

Reklama

162 KOMENTARZE

  1. Święta prawda!
    Mój syn jest co prawda bardzo zadowolony z tego, że zmienił szkołę (na gimnazjum), ale tylko dlatego, że podstawówka była do dupy i patologiczna, z dyrektorem na czele, siedzącym tam całe długie lata, który nic nie potrafił zorganizować. W obecnym gimnazjum dyrektorem jest kobieta z przysłowiowymi jajami i jest w porządku: bezpiecznie i na poziomie. 

    Co do nauczycieli – również się zgadzam. 

    Poza tym – jako neofita pisowski przybyły ze stajenki Korwina – popieram wszystkie zmiany, które wprowadzi PiS. W ciemno.

  2. Święta prawda!
    Mój syn jest co prawda bardzo zadowolony z tego, że zmienił szkołę (na gimnazjum), ale tylko dlatego, że podstawówka była do dupy i patologiczna, z dyrektorem na czele, siedzącym tam całe długie lata, który nic nie potrafił zorganizować. W obecnym gimnazjum dyrektorem jest kobieta z przysłowiowymi jajami i jest w porządku: bezpiecznie i na poziomie. 

    Co do nauczycieli – również się zgadzam. 

    Poza tym – jako neofita pisowski przybyły ze stajenki Korwina – popieram wszystkie zmiany, które wprowadzi PiS. W ciemno.

  3. nic dodac nic ujac
    Poza ta informatyka, dobrze byloby wprowadzic system testow "inzynierskich":
    – dobra odpowiadz +1 pkt
    – brak odpowiedzi 0 pkt
    – zla odpowiedz -1 pkt

    a to dlatego, zeby od mlodego wykorzenic "chec zgadywania", "zastepowania domyslami tego czego sie nie wie", kombinowania na chybil-trafil, itp.  

    taki system (poza oczywistoscia dla inzynierow, koniecznoscia dla lekarzy) dalby wrecz zajebiste rezultaty jesli chodzi o dziennikarzy i politykow.

    to tak do listy marzen.

    ogolnie – pelna zgoda – lata '80 pod wzgledem struktury edukacji byly solidne. Wraz z bezplatnymi przekazywanymi sobie podrecznikami. 

  4. nic dodac nic ujac
    Poza ta informatyka, dobrze byloby wprowadzic system testow "inzynierskich":
    – dobra odpowiadz +1 pkt
    – brak odpowiedzi 0 pkt
    – zla odpowiedz -1 pkt

    a to dlatego, zeby od mlodego wykorzenic "chec zgadywania", "zastepowania domyslami tego czego sie nie wie", kombinowania na chybil-trafil, itp.  

    taki system (poza oczywistoscia dla inzynierow, koniecznoscia dla lekarzy) dalby wrecz zajebiste rezultaty jesli chodzi o dziennikarzy i politykow.

    to tak do listy marzen.

    ogolnie – pelna zgoda – lata '80 pod wzgledem struktury edukacji byly solidne. Wraz z bezplatnymi przekazywanymi sobie podrecznikami. 

  5. Znacie? Znamy! No to jeszcze raz
    REFORMA EDUKACJI W POLSCE na przykładzie zadania z matematyki

    1980 r.
    Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty. Ile zarobił drwal?

    2010 r.
    Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty – czyli 80 zł. Ile zarobił drwal?

    2014 r.
    Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty, czyli 80 zł. Drwal zarobił 20 zł. Zakreśl liczbę 20.

    2015 r.
    Drwal sprzedał drewno za 100 zł. W tym celu musiał wyciąć kilka starych drzew. Podzielcie się na grupy i odegrajcie krótkie przedstawienie, w którym postarajcie się przedstawić, jak w tej sytuacji czuły się biedne zwierzątka leśne i rośliny. Przekonajcie widza, jak bardzo niekorzystne dla środowiska jest wycinanie starych drzew.

    2016 r.
    Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Pokoloruj drwala.

  6. Znacie? Znamy! No to jeszcze raz
    REFORMA EDUKACJI W POLSCE na przykładzie zadania z matematyki

    1980 r.
    Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty. Ile zarobił drwal?

    2010 r.
    Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty – czyli 80 zł. Ile zarobił drwal?

    2014 r.
    Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty, czyli 80 zł. Drwal zarobił 20 zł. Zakreśl liczbę 20.

    2015 r.
    Drwal sprzedał drewno za 100 zł. W tym celu musiał wyciąć kilka starych drzew. Podzielcie się na grupy i odegrajcie krótkie przedstawienie, w którym postarajcie się przedstawić, jak w tej sytuacji czuły się biedne zwierzątka leśne i rośliny. Przekonajcie widza, jak bardzo niekorzystne dla środowiska jest wycinanie starych drzew.

    2016 r.
    Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Pokoloruj drwala.

  7. Gimnazja wprowadzono chyba za
    Gimnazja wprowadzono chyba za Handkego, a wtedy wiceministrem i szarą eminencją była Irena Dzierzgowska (-ska nie powinno mylić). Córka Ireny Dzierzgowskiej, Anna, jest jedną z czołowych feministek.

    Irena Dzierzgowska (już nie zyje) potem kajała się (fałszywie), że to jej wina. Fałszywie, bo dobrze wiedziała, jak ma wyglądac dobra szkoła. Byla glówną współzałozycielką (chyba w 1989) I SLO, sławnej "Bednarskiej". "Bednarska" teraz zeszła na (lewackie) psy, ale przedtem to było świetne, elitarne liceum. Tak więc bezsprzecznie świadomie realizowała program debilizowania polskich dzieci i młodzieży.

    • ” Czuję się winna, to nie tak
      " Czuję się winna, to nie tak miało wyglądać – mówi DZIENNIKOWI była wiceminister edukacji Irena Dzierzgowska, która przygotowywała reformę polskiej szkoły przed trzema laty. Podpisała się pod listem otwartym, w którym najwybitniejsi naukowcy proszą minister edukacji Katarzynę Hall o jak najszybszą zmianę sposobu oceniania prac maturalnych z polskiego. Ich zdaniem, ma on niszczący wpływ na intelektualny rozwój młodych ludzi."   

      Jak rozumiem
      – Trzy lata trwało, zanim
      – Najwybitniejsi  :)^:) naukowcy byli konieczni, by prosić

  8. Gimnazja wprowadzono chyba za
    Gimnazja wprowadzono chyba za Handkego, a wtedy wiceministrem i szarą eminencją była Irena Dzierzgowska (-ska nie powinno mylić). Córka Ireny Dzierzgowskiej, Anna, jest jedną z czołowych feministek.

    Irena Dzierzgowska (już nie zyje) potem kajała się (fałszywie), że to jej wina. Fałszywie, bo dobrze wiedziała, jak ma wyglądac dobra szkoła. Byla glówną współzałozycielką (chyba w 1989) I SLO, sławnej "Bednarskiej". "Bednarska" teraz zeszła na (lewackie) psy, ale przedtem to było świetne, elitarne liceum. Tak więc bezsprzecznie świadomie realizowała program debilizowania polskich dzieci i młodzieży.

    • ” Czuję się winna, to nie tak
      " Czuję się winna, to nie tak miało wyglądać – mówi DZIENNIKOWI była wiceminister edukacji Irena Dzierzgowska, która przygotowywała reformę polskiej szkoły przed trzema laty. Podpisała się pod listem otwartym, w którym najwybitniejsi naukowcy proszą minister edukacji Katarzynę Hall o jak najszybszą zmianę sposobu oceniania prac maturalnych z polskiego. Ich zdaniem, ma on niszczący wpływ na intelektualny rozwój młodych ludzi."   

      Jak rozumiem
      – Trzy lata trwało, zanim
      – Najwybitniejsi  :)^:) naukowcy byli konieczni, by prosić

  9. Z moich obserwacji
    A moja córka jest już na studiach, wynika, że najgorsze bagno jest w liceach – polonistka z jednego z lepszych LO w W-wie, to dosłownie nie wie jak się nazywa, jesli nie przeczyta dzisiejszej gazowni.

    http://pulldragontail.blogspot.com/2009/03/o-szkolnictwie.html

    Ale najlepsze jest przed nami. Obecny program matematyki nie przewiduje pojęcia nierówności na maturze. To skad się potem maja brać ludzie, którzy będą w stanie napisać jakikolwiek program na komputer, cokolwiek. Nie będą w stanie operować zbiorami – a zbiory to bazy danych.

    Zgadzam się, program, podstawa programowa, z lat 70/80 po odrzuceniu naleciałości ideologicznych jest wręcz wzorcowym produktem.
    Dodam jeszcze jedno. Obecnie młodzi ludzie wchodząc na studia mają podstawowy problem – oni się w podstawówce nie uczyli na pamięć wierszyków – nie są przygotowani do opanowywania materiału pamięciowego.

    Za moich czasów większośc ludzi, którzy studiowali, to był ten rocznik, który właśnie zdał maturę i wszedł na studia – była ciągłość wysiłku intelektualnego – do tego też trzeba być wdrożonym. Teraz większość stanowią ludzie z 3 a zdarzają się tacy co mają 10 lat poślizgu od matury do rozpoczęcia studiów (studiów dziennych)

    • Prof. Panfil niedawno
      Prof. Panfil niedawno powiedział, że teraz odebrano mlodziezy wolność (wyboru)  – po wprowdzeniu klas profilowanych. On zdał maturę w technikum, ale zmienił zainteresowania i poszedł (i dostał się!) na historię. Tak wtedy wszechstronnie uczono.
      Ja znam ludzi, którzy jednocześnie zdawali (i dostali się!) na matematykę i na filozofię. A przeciez były wtedy ostre egzaminy wstępne!

      Teraz wolność wyboru studiów i zawodu kończy się z chwilą pójścia do liceum i wyboru profilu. Decydowanie w tym wieku to stanowczo za wczesnie. W mojej klasie maturalnej (wtedy nie było,profilowania) wielu kolegów nie było zdecydowanych niemal do ostatniej chwili, na co pójść, ponieważ mieli szanse dostać się i na ścisłe kierunki, i na humanistyczne.

      Edit: Ja jestem humanistką, ale na maturze zdawałam fizykę. Pamiętam, że przeprowdzałam doświadczenie z promieniami katodowymi i omal mnie przy tym prąd nie kopnąl, aż fizyk się przestraszył, ale zdałam.

  10. Z moich obserwacji
    A moja córka jest już na studiach, wynika, że najgorsze bagno jest w liceach – polonistka z jednego z lepszych LO w W-wie, to dosłownie nie wie jak się nazywa, jesli nie przeczyta dzisiejszej gazowni.

    http://pulldragontail.blogspot.com/2009/03/o-szkolnictwie.html

    Ale najlepsze jest przed nami. Obecny program matematyki nie przewiduje pojęcia nierówności na maturze. To skad się potem maja brać ludzie, którzy będą w stanie napisać jakikolwiek program na komputer, cokolwiek. Nie będą w stanie operować zbiorami – a zbiory to bazy danych.

    Zgadzam się, program, podstawa programowa, z lat 70/80 po odrzuceniu naleciałości ideologicznych jest wręcz wzorcowym produktem.
    Dodam jeszcze jedno. Obecnie młodzi ludzie wchodząc na studia mają podstawowy problem – oni się w podstawówce nie uczyli na pamięć wierszyków – nie są przygotowani do opanowywania materiału pamięciowego.

    Za moich czasów większośc ludzi, którzy studiowali, to był ten rocznik, który właśnie zdał maturę i wszedł na studia – była ciągłość wysiłku intelektualnego – do tego też trzeba być wdrożonym. Teraz większość stanowią ludzie z 3 a zdarzają się tacy co mają 10 lat poślizgu od matury do rozpoczęcia studiów (studiów dziennych)

    • Prof. Panfil niedawno
      Prof. Panfil niedawno powiedział, że teraz odebrano mlodziezy wolność (wyboru)  – po wprowdzeniu klas profilowanych. On zdał maturę w technikum, ale zmienił zainteresowania i poszedł (i dostał się!) na historię. Tak wtedy wszechstronnie uczono.
      Ja znam ludzi, którzy jednocześnie zdawali (i dostali się!) na matematykę i na filozofię. A przeciez były wtedy ostre egzaminy wstępne!

      Teraz wolność wyboru studiów i zawodu kończy się z chwilą pójścia do liceum i wyboru profilu. Decydowanie w tym wieku to stanowczo za wczesnie. W mojej klasie maturalnej (wtedy nie było,profilowania) wielu kolegów nie było zdecydowanych niemal do ostatniej chwili, na co pójść, ponieważ mieli szanse dostać się i na ścisłe kierunki, i na humanistyczne.

      Edit: Ja jestem humanistką, ale na maturze zdawałam fizykę. Pamiętam, że przeprowdzałam doświadczenie z promieniami katodowymi i omal mnie przy tym prąd nie kopnąl, aż fizyk się przestraszył, ale zdałam.

  11. Edukacja… wielka bolączka…
    "Państwo przed wojną nie zdaliby matury".
    Powiedział Pan Profesor do studentów IV roku (1987 czy 88).
    Idąc tym tropem, dzisiejsze studia, to takie przedwojenne gimnazjum. I można byłoby powiedzieć: "Państwo przed wojną nie dostaliby się do liceum". Smutne, ale tak to wygląda…

    Boli mnie to, że okrajany jest kanon literatury polskiej….

    I sama nadrabiam zaległości zafundowane przez MEN. Kupiłam w antykwariacie przedwojenne wypisy. I maleńką książeczkę "Co każdy Polak z piśmiennictwa ojczystego koniecznie wiedzieć powinien".

    Na początek – potrzebny jest reprint lub uwspółczesniona wersja legendarnej książeczki, na której wychowały się całe pokolenia… dla najmłodszych.

    Nauczanie historii… kolejny temat-rzeka. Ja miałam w domu odtrutkę.
    Wiedziałam, że co innego było naprawdę, ale nie mogą tego powiedzieć w szkole.

    Włos mi się jeży na samą myśl o kolejnych reformach… Dosłownie, realizowany jest scenariusz ze starej książeczki Pascala Bernardin "Makiawel nauczycielem"…

    Parę ulotnych, smutnych refleksji o edukacji (Zwłaszcza podstawa programowa, pragmatyczne zasady nauczania + Dzień Nauczyciela): http://fraszki-ulotki.info/category/szkola-i-tajne-komplety

  12. Edukacja… wielka bolączka…
    "Państwo przed wojną nie zdaliby matury".
    Powiedział Pan Profesor do studentów IV roku (1987 czy 88).
    Idąc tym tropem, dzisiejsze studia, to takie przedwojenne gimnazjum. I można byłoby powiedzieć: "Państwo przed wojną nie dostaliby się do liceum". Smutne, ale tak to wygląda…

    Boli mnie to, że okrajany jest kanon literatury polskiej….

    I sama nadrabiam zaległości zafundowane przez MEN. Kupiłam w antykwariacie przedwojenne wypisy. I maleńką książeczkę "Co każdy Polak z piśmiennictwa ojczystego koniecznie wiedzieć powinien".

    Na początek – potrzebny jest reprint lub uwspółczesniona wersja legendarnej książeczki, na której wychowały się całe pokolenia… dla najmłodszych.

    Nauczanie historii… kolejny temat-rzeka. Ja miałam w domu odtrutkę.
    Wiedziałam, że co innego było naprawdę, ale nie mogą tego powiedzieć w szkole.

    Włos mi się jeży na samą myśl o kolejnych reformach… Dosłownie, realizowany jest scenariusz ze starej książeczki Pascala Bernardin "Makiawel nauczycielem"…

    Parę ulotnych, smutnych refleksji o edukacji (Zwłaszcza podstawa programowa, pragmatyczne zasady nauczania + Dzień Nauczyciela): http://fraszki-ulotki.info/category/szkola-i-tajne-komplety

  13. Reformę proponuję rozpocząć
    od wzięcia za ryj Broniarza, jego dwóch zastępców i wyprowadzenie ich za ucho z systemu oświaty w Polsce, raz na zawsze. Takiego skomuszałego betonu jak ZNP nie ma nigdzie, nawet w Korei Płn. i na Białorusi!
    Oczywiście jeszcze nikt nie przedstawił projektu reformy, a ci już są przeciw. 
    Ich internetowa strona wygląda jak mauzoleum, a prędkość przewijania porównywalna jest do prędkości modemu z połowy lat 90-tych. 
    Mówią, że górnicy są roszczeniowi, a zobaczcie tych tutaj:

    Za ryj i won z klasy!

    • Poniżej biogram zastępcy Broniarza
      Krzysztof Baszczyński (ur. 3 lutego 1953 w Łodzi) – polski polityk, nauczyciel, działacz związkowy, poseł na Sejm II, III i IV kadencji.
      W 1974 ukończył studia na Wydziale Rewitalizacji Upośledzonych Umysłowo w Instytucie Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. W latach 1975–1983 był nauczycielem w szkołach podstawowych. Od 1990 zasiada we władzach Związku Nauczycielstwa Polskiego, pełni funkcję wiceprezesa zarządu głównego tej organizacji.
      W 1993, 1997 i 2001 uzyskiwał mandat poselski z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej z okręgu łódzkiego. W 2005 nie ubiegał się o reelekcję.

  14. Reformę proponuję rozpocząć
    od wzięcia za ryj Broniarza, jego dwóch zastępców i wyprowadzenie ich za ucho z systemu oświaty w Polsce, raz na zawsze. Takiego skomuszałego betonu jak ZNP nie ma nigdzie, nawet w Korei Płn. i na Białorusi!
    Oczywiście jeszcze nikt nie przedstawił projektu reformy, a ci już są przeciw. 
    Ich internetowa strona wygląda jak mauzoleum, a prędkość przewijania porównywalna jest do prędkości modemu z połowy lat 90-tych. 
    Mówią, że górnicy są roszczeniowi, a zobaczcie tych tutaj:

    Za ryj i won z klasy!

    • Poniżej biogram zastępcy Broniarza
      Krzysztof Baszczyński (ur. 3 lutego 1953 w Łodzi) – polski polityk, nauczyciel, działacz związkowy, poseł na Sejm II, III i IV kadencji.
      W 1974 ukończył studia na Wydziale Rewitalizacji Upośledzonych Umysłowo w Instytucie Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. W latach 1975–1983 był nauczycielem w szkołach podstawowych. Od 1990 zasiada we władzach Związku Nauczycielstwa Polskiego, pełni funkcję wiceprezesa zarządu głównego tej organizacji.
      W 1993, 1997 i 2001 uzyskiwał mandat poselski z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej z okręgu łódzkiego. W 2005 nie ubiegał się o reelekcję.

  15. Aneks
    Za poziom nauczycieli odpowiadam głównie negatywna selekcja do tego zawodu. Państwo wybaczą, ale zarobki w oświacie są co najwyżej marne, więc nie garną się edukacji orły. Raczej nieudacznicy i przeciętniaki. Upadł dawno etos PEDAGOGA, kogoś kto uczy i wychowuje. Pozostali NAUCZYCIELE ) niezdolni do wychowania), biedni i słabi. 
    W temacie zwolnień "ciał pedagogicznych" – po co zwalniac, wystarczy zmniejszyć o conajmniej 30% liczebność w klasach. I zamiast zwalniać, stworzy się miejsca pracy. Nauka od razu stanie się wydajniejsza. Jak ogarnąć klasę 30 osobową? Tu jest przyczyna niedoskonałości.  Szkoły zawodowe muszą powrócić, tu pełna zgoda i rzecz od dawna znana. System edukacji reformowany jest odkąd pamiętam. I co? 
    Bogaci wysyłąją swoje dzieci do szkół prywatnych. Biedni liczą, że szkoła publiczna ich wyręczy we wszystkim. A prawdziwym gwoździem do trumny szkół było powierzenie części finansowania szkół Gminom. Urzędnicy, w większości znależli w szkołach wielkie pole do oszczędności. I trup edukacji gotowy.  

    • Trzeba przywrócić karność w klasach
      Obecnie uczniowie wiedzą, że nauczyciel może im naskoczyć. Ucznia trudno zostawić na następny rok w następnej klasie, nie grozi już karne przeniesienie do innej klasy czy szkoły, a wezwanie do szkoły rodziców kończy się nawrzeszczeniem na nauczyciela, a nie laniem dla ucznia.
      W szkole podstawowej moja klasa liczyła do 43 osób. Nauczycielka ogarniała to bez problemu. Nikt nikomu kosza na śmieci nie wkładał na głowę. Obywało się bez rózgi, ale przed wywiadówką padał blady strach na niektórych "bo ojciec wyjmie pasa jak zobaczy moje oceny".

    • nie prawda, że zarobki są marne
      Mój znajomy, nauczyciel po 50-tce, zawsze ripostuje takie stwierdzenia tym, że policzył sobie, iż gdyby pracował w 40-godzinnym trybie pracy i miałby 26 dni urlopu to przy obecnym poziomie wynagrodzenia zarabiałby powyżej 6 tys. brutto. Jeśli dla kogoś to nędzne wynagrodzenie w Polsce to chyba ma zbyt wiele wspólnego z p. Bieńkowską:)
      Dla porównania mój kolega, nauczyciel w Niemczech, twierdzi, że u nich nauczyciel to etat urzędniczy i obowiązuje ich ta sama liczba godzin do przepracowania jak pracownika urzędu. W tym roku nauczyciele w Polsce mają 120 dni wolnego w ciągu roku (taką informację przekazano mi na poczatku roku szkolnego w szkole moich dzieci) !!!

  16. Aneks
    Za poziom nauczycieli odpowiadam głównie negatywna selekcja do tego zawodu. Państwo wybaczą, ale zarobki w oświacie są co najwyżej marne, więc nie garną się edukacji orły. Raczej nieudacznicy i przeciętniaki. Upadł dawno etos PEDAGOGA, kogoś kto uczy i wychowuje. Pozostali NAUCZYCIELE ) niezdolni do wychowania), biedni i słabi. 
    W temacie zwolnień "ciał pedagogicznych" – po co zwalniac, wystarczy zmniejszyć o conajmniej 30% liczebność w klasach. I zamiast zwalniać, stworzy się miejsca pracy. Nauka od razu stanie się wydajniejsza. Jak ogarnąć klasę 30 osobową? Tu jest przyczyna niedoskonałości.  Szkoły zawodowe muszą powrócić, tu pełna zgoda i rzecz od dawna znana. System edukacji reformowany jest odkąd pamiętam. I co? 
    Bogaci wysyłąją swoje dzieci do szkół prywatnych. Biedni liczą, że szkoła publiczna ich wyręczy we wszystkim. A prawdziwym gwoździem do trumny szkół było powierzenie części finansowania szkół Gminom. Urzędnicy, w większości znależli w szkołach wielkie pole do oszczędności. I trup edukacji gotowy.  

    • Trzeba przywrócić karność w klasach
      Obecnie uczniowie wiedzą, że nauczyciel może im naskoczyć. Ucznia trudno zostawić na następny rok w następnej klasie, nie grozi już karne przeniesienie do innej klasy czy szkoły, a wezwanie do szkoły rodziców kończy się nawrzeszczeniem na nauczyciela, a nie laniem dla ucznia.
      W szkole podstawowej moja klasa liczyła do 43 osób. Nauczycielka ogarniała to bez problemu. Nikt nikomu kosza na śmieci nie wkładał na głowę. Obywało się bez rózgi, ale przed wywiadówką padał blady strach na niektórych "bo ojciec wyjmie pasa jak zobaczy moje oceny".

    • nie prawda, że zarobki są marne
      Mój znajomy, nauczyciel po 50-tce, zawsze ripostuje takie stwierdzenia tym, że policzył sobie, iż gdyby pracował w 40-godzinnym trybie pracy i miałby 26 dni urlopu to przy obecnym poziomie wynagrodzenia zarabiałby powyżej 6 tys. brutto. Jeśli dla kogoś to nędzne wynagrodzenie w Polsce to chyba ma zbyt wiele wspólnego z p. Bieńkowską:)
      Dla porównania mój kolega, nauczyciel w Niemczech, twierdzi, że u nich nauczyciel to etat urzędniczy i obowiązuje ich ta sama liczba godzin do przepracowania jak pracownika urzędu. W tym roku nauczyciele w Polsce mają 120 dni wolnego w ciągu roku (taką informację przekazano mi na poczatku roku szkolnego w szkole moich dzieci) !!!

  17. 8 KLAS i basta
    Jak PIS nie wychowa sobie narybku to za (8lat) przegra wybory .Moja siostra jest nauczycielką i jak opowiada to co się dzieje w szkołach – włos się jerzy!DZIECI ? to jak w tym dowcipie co baca stwierdza i odpoiwiada turyście wkurzonym ,że dzieci górala skaczą po mercedesie gościa ,PANOCKU TO SOM DZIECI ? TO SOM SKURWYSYNY !!
    Samorządy najchętniej zatrudniały by studentów pedagogiki -bo by było TANIO! Klasy są tak liczne ,że sprawdzenie obecności pochłania  dużo czasu .A ogarnąć 30 (kul bilardowych na  krzywym stole)to  nawet    Terminator by sobie siłowniki poprzcinał !PIS  CZAS START!!

  18. 8 KLAS i basta
    Jak PIS nie wychowa sobie narybku to za (8lat) przegra wybory .Moja siostra jest nauczycielką i jak opowiada to co się dzieje w szkołach – włos się jerzy!DZIECI ? to jak w tym dowcipie co baca stwierdza i odpoiwiada turyście wkurzonym ,że dzieci górala skaczą po mercedesie gościa ,PANOCKU TO SOM DZIECI ? TO SOM SKURWYSYNY !!
    Samorządy najchętniej zatrudniały by studentów pedagogiki -bo by było TANIO! Klasy są tak liczne ,że sprawdzenie obecności pochłania  dużo czasu .A ogarnąć 30 (kul bilardowych na  krzywym stole)to  nawet    Terminator by sobie siłowniki poprzcinał !PIS  CZAS START!!

  19. Wreszcie udało mi się
    Wreszcie udało mi się poprawić znaczniki html i w tej chwili zdjęcia można formatować, to znaczy dobierać właściwy rozmiar do okienka komentarza. Bardzo proszę, by tak czynić, bi strona się rozjeżdża, a wyłączenie opcji “foto” na pewno nikomu się nie spodoba, mnie też.

  20. Wreszcie udało mi się
    Wreszcie udało mi się poprawić znaczniki html i w tej chwili zdjęcia można formatować, to znaczy dobierać właściwy rozmiar do okienka komentarza. Bardzo proszę, by tak czynić, bi strona się rozjeżdża, a wyłączenie opcji “foto” na pewno nikomu się nie spodoba, mnie też.

  21. Na razie nie ma rządu i PiS nie ma większości, a my tu o reformi
    Na razie nie ma rządu i PiS nie ma samodzielnej większości (jacyś bo SoloPole i Polski Razem, a i swoich nie można być pewnym, bo pewnie z 10% to wetknięci agenci), a my tu o reformie edukacji. Ja naprawdę nie rozumiem, że co – PiS nie był przygotowany na przejęcie władzy, nie ma dogadanego składu personalnego, przygotowanego expose, ludzi na kierownicze stanowiska w instytucjach państwa? Kompletnie nie rozumiem zwłoki w przejęciu władzy – inne tematy mnie teraz nie obchodzą.

    PS. http://www.radiomaryja.pl/multimedia/myslac-ojczyzna-red-stanislaw-michalkiewicz-30/

  22. Na razie nie ma rządu i PiS nie ma większości, a my tu o reformi
    Na razie nie ma rządu i PiS nie ma samodzielnej większości (jacyś bo SoloPole i Polski Razem, a i swoich nie można być pewnym, bo pewnie z 10% to wetknięci agenci), a my tu o reformie edukacji. Ja naprawdę nie rozumiem, że co – PiS nie był przygotowany na przejęcie władzy, nie ma dogadanego składu personalnego, przygotowanego expose, ludzi na kierownicze stanowiska w instytucjach państwa? Kompletnie nie rozumiem zwłoki w przejęciu władzy – inne tematy mnie teraz nie obchodzą.

    PS. http://www.radiomaryja.pl/multimedia/myslac-ojczyzna-red-stanislaw-michalkiewicz-30/

  23. sojusz antyszkolny
    Nauczyciele to najbardziej tępiona, pomiatana, ośmieszana,pogardzana i lekceważona przez władze i gazeciarzy grupa zawodowa. Szkoły tylko generują zbędne koszty, bo przecież gospodarka potrzebuje ludzi do biedronki i montowni słoików z nakrętką.
    Każdy polski polityk widzi po swojej karierze, że nauka nie jest tutaj do niczego potrzebna. Może po za angielskim. Na cholerę te polskie szkoły, przecie dzieci władzy uczą się za granicą, bo tam jest łatwiej i można poznać fajnych ludzi.

  24. sojusz antyszkolny
    Nauczyciele to najbardziej tępiona, pomiatana, ośmieszana,pogardzana i lekceważona przez władze i gazeciarzy grupa zawodowa. Szkoły tylko generują zbędne koszty, bo przecież gospodarka potrzebuje ludzi do biedronki i montowni słoików z nakrętką.
    Każdy polski polityk widzi po swojej karierze, że nauka nie jest tutaj do niczego potrzebna. Może po za angielskim. Na cholerę te polskie szkoły, przecie dzieci władzy uczą się za granicą, bo tam jest łatwiej i można poznać fajnych ludzi.

  25. Od kiedy programowanie
    mikrokontrolerów stało się moim konikiem, mam zajoba na punkcie tego przedmiotu w szkołach podstawowych. Początek nauczania mniej więcej od 5 klasy. Informatyka to bardzo szerokie pojęcie, bardziej pasują mi tu podstawy programowania. Przecież Arduino wymyślili studenci dla laików, takich jak ja. A skoro mi, staremu prykowi po sześćdziesiątce, wychodzi, to dlaczego ma nie wyjść Zosi z 6A?
    Koszty? Zerowe. Darmowe oprogramowanie, darmowe przykłady, podzespoły można w Chinach kupić na wagę, trzeba tylko CHCIEĆ. 
    U mojej starszej w firmie programista świeżo po studiach dostał pięć kafli, po dwóch miesiącach osiem, a jego szef bierze za dzień osiem stówek. Stawianie zarobków przed potrzebą zmiany profilu nauczania na poziomie podstawowym jest trywialne, ale jest też dowodem na dramatyczny brak w Polsce tego rodzaju kadry. 

  26. Od kiedy programowanie
    mikrokontrolerów stało się moim konikiem, mam zajoba na punkcie tego przedmiotu w szkołach podstawowych. Początek nauczania mniej więcej od 5 klasy. Informatyka to bardzo szerokie pojęcie, bardziej pasują mi tu podstawy programowania. Przecież Arduino wymyślili studenci dla laików, takich jak ja. A skoro mi, staremu prykowi po sześćdziesiątce, wychodzi, to dlaczego ma nie wyjść Zosi z 6A?
    Koszty? Zerowe. Darmowe oprogramowanie, darmowe przykłady, podzespoły można w Chinach kupić na wagę, trzeba tylko CHCIEĆ. 
    U mojej starszej w firmie programista świeżo po studiach dostał pięć kafli, po dwóch miesiącach osiem, a jego szef bierze za dzień osiem stówek. Stawianie zarobków przed potrzebą zmiany profilu nauczania na poziomie podstawowym jest trywialne, ale jest też dowodem na dramatyczny brak w Polsce tego rodzaju kadry. 

  27. Błędem jest patrzenie na
    Błędem jest patrzenie na nauczyciela pod kątem tego jaki on/ona ma łeb od nauki. Liczy się przede wszystkim jaki ma kontakt z uczniami, czyli jak potrafi uczyć. Oczywiście najlepiej jak obie umiejętności idą w parze, ale druga jest zdecydowanie ważniejsza niż pierwsza.

    Jesli chodzi o model szkoły to albo powinniśmy wrócić do PRL-owskiego: przywrócenie nauczycielom autorytetu i narzędzi pedagogiczno – wychowawczych, z rygorem i dyscypliną

    albo przejść na wzorce skandynawskie: małe klasy, wysokie wynagodzenie dla nauczyciela, nielimitowany czas nauki.

    Oba wyjścia są niewykonalne, na drugie nikt się nie zdecyduje bo za dużo kosztuje, jeśli chodzi o pierwsze przeszkodą są przyjęte i obowiązujące prawa, jak też zależność szkoły od samorządu.

    • @foros
      "Błędem jest patrzenie na nauczyciela pod kątem tego jaki on/ona ma łeb od nauki. Liczy się przede wszystkim jaki ma kontakt z uczniami, czyli jak potrafi uczyć. Oczywiście najlepiej jak obie umiejętności idą w parze, ale druga jest zdecydowanie ważniejsza niż pierwsza."

      Kontakt z uczniami (bardzo ważny, zgadzam się) to nie to samo co umiejętność uczenia. Można mieć dobry kontakt i być marnym dydaktykiem. Dobry dydaktyk może mieć problemy z nawiązaniem nici porozumienia z uczniami, co wcale nie wyklucza, iż przekaże im wiedzę, a później ją od nich wyegzekwuje. Trudno sobie wyobrazić dobrego nauczyciela, który nie będzie miał "łba do nauki":-)))

      • W starej szkole miałaby Pani
        W starej szkole miałaby Pani rację, teraz nie.
        Wymagania są nieduże, z zaliczeniem nie ma więc problemu, a jeśli uczniowie nie będą nauczyciela szanowali/lubili to po prostu nie będą go słuchać i najlepsze umiejętności dydaktyczne na nic.

  28. Błędem jest patrzenie na
    Błędem jest patrzenie na nauczyciela pod kątem tego jaki on/ona ma łeb od nauki. Liczy się przede wszystkim jaki ma kontakt z uczniami, czyli jak potrafi uczyć. Oczywiście najlepiej jak obie umiejętności idą w parze, ale druga jest zdecydowanie ważniejsza niż pierwsza.

    Jesli chodzi o model szkoły to albo powinniśmy wrócić do PRL-owskiego: przywrócenie nauczycielom autorytetu i narzędzi pedagogiczno – wychowawczych, z rygorem i dyscypliną

    albo przejść na wzorce skandynawskie: małe klasy, wysokie wynagodzenie dla nauczyciela, nielimitowany czas nauki.

    Oba wyjścia są niewykonalne, na drugie nikt się nie zdecyduje bo za dużo kosztuje, jeśli chodzi o pierwsze przeszkodą są przyjęte i obowiązujące prawa, jak też zależność szkoły od samorządu.

    • @foros
      "Błędem jest patrzenie na nauczyciela pod kątem tego jaki on/ona ma łeb od nauki. Liczy się przede wszystkim jaki ma kontakt z uczniami, czyli jak potrafi uczyć. Oczywiście najlepiej jak obie umiejętności idą w parze, ale druga jest zdecydowanie ważniejsza niż pierwsza."

      Kontakt z uczniami (bardzo ważny, zgadzam się) to nie to samo co umiejętność uczenia. Można mieć dobry kontakt i być marnym dydaktykiem. Dobry dydaktyk może mieć problemy z nawiązaniem nici porozumienia z uczniami, co wcale nie wyklucza, iż przekaże im wiedzę, a później ją od nich wyegzekwuje. Trudno sobie wyobrazić dobrego nauczyciela, który nie będzie miał "łba do nauki":-)))

      • W starej szkole miałaby Pani
        W starej szkole miałaby Pani rację, teraz nie.
        Wymagania są nieduże, z zaliczeniem nie ma więc problemu, a jeśli uczniowie nie będą nauczyciela szanowali/lubili to po prostu nie będą go słuchać i najlepsze umiejętności dydaktyczne na nic.

  29. Słów krytycznych kilka
    Reforma edukacji jest niezbędna, bo poziom intelektualny polskiego społeczeństwa zacznie wkrótce przypominać poziom człowieka z Cro- Magnon. Śmiem nawet twierdzić, iż paleolityczny kromaniończyk miał pewną przewagę nad dzisiejszym bezrefleksyjnym użytkownikiem internetu i smartfona. Powrót do ośmioklasowej szkoły podstawowej i czteroletniego liceum plus zmiana podstawy programowej to zatrzymanie postępującej degrengolady polskiej oświaty, do której oprócz decydentów, walnie przyczynił się stan nauczycielski składający się głównie z oportunistów, którzy nie protestowali przeciwko złu dziejącemu się na oświatowej niwie. Zawsze bierni, mierni, ale wierni. I w co najmniej 90% zainfekowanii zaawansowaną lemingozą bądź lewactwem. Wielu z nich z ogromnymi brakami w wykształceniu, o horyzontach sięgających najbliższego supermarketu lub galerii handlowej i moralności Kalego. Wiem, to bardzo krytyczny obraz, ale nie piszę z pozycji outsiderki. Jacy pedagodzy, takie prowadzone przez nich zajęcia: nierzetelne, nudne, bez krztyny inwencji ze strony prowadzącego. Jaki system edukacji, takie podręczniki. Te do nauki języków obcych to często zbiorki głupawych tekstów i dialogów, z których nie dowiemy się niczego na temat kultury, historii, obyczajów cudzoziemców, których mowę usiłujemy opanować. Reformatorzy oświaty powinni dokładnie sprecyzować kryteria, które muszą spełniać dobre materiały edukacyjne. Ogromny szacunek dla tych nauczycieli, którzy uczą niejako wbrew obowiązującym wytycznym i przygotowują swoich uczniów na tyle wszechstronnie, iż ci potrafią sprostać różnorodnym wymogom intelektualnym, nie tylko polskiej kadłubkowej maturze. 

    • Mam jeszcze w domu stareńkie
      Mam jeszcze w domu stareńkie podręczniki do angielskiego Alexandra. Ileż tam naprawdę ciekawych tekstów, ile można się z nich dowiedzieć. Te teksty uczą nie tylko języka,i to w sposób zajmujący. Kiedy weźmie się do ręki obecne podręczniki angielskiego, to jak sama widzisz, ręce opadają.

      • @takajedna–
        Moim zdaniem podręczniki L. G. Alexandra są ponadczasowe. Może dlatego, że ich autor to świetny facet obdarzony ogromnym poczuciem humoru, bardzo kontaktowy i właśnie jakiś taki ponadczasowy:-)
        Miałam kiedyś przyjemność uczestniczyć w jego wykładach. Były fantastyczne, a audytorium pękało ze śmiechu. Podręczniki Alexandra (te stare i późniejsze) są w sprzedaży na Amazonie i wielu wyraża się o nich bardzo pochlebnie. Okazuje się, że przetrwały próbę czasu.

  30. Słów krytycznych kilka
    Reforma edukacji jest niezbędna, bo poziom intelektualny polskiego społeczeństwa zacznie wkrótce przypominać poziom człowieka z Cro- Magnon. Śmiem nawet twierdzić, iż paleolityczny kromaniończyk miał pewną przewagę nad dzisiejszym bezrefleksyjnym użytkownikiem internetu i smartfona. Powrót do ośmioklasowej szkoły podstawowej i czteroletniego liceum plus zmiana podstawy programowej to zatrzymanie postępującej degrengolady polskiej oświaty, do której oprócz decydentów, walnie przyczynił się stan nauczycielski składający się głównie z oportunistów, którzy nie protestowali przeciwko złu dziejącemu się na oświatowej niwie. Zawsze bierni, mierni, ale wierni. I w co najmniej 90% zainfekowanii zaawansowaną lemingozą bądź lewactwem. Wielu z nich z ogromnymi brakami w wykształceniu, o horyzontach sięgających najbliższego supermarketu lub galerii handlowej i moralności Kalego. Wiem, to bardzo krytyczny obraz, ale nie piszę z pozycji outsiderki. Jacy pedagodzy, takie prowadzone przez nich zajęcia: nierzetelne, nudne, bez krztyny inwencji ze strony prowadzącego. Jaki system edukacji, takie podręczniki. Te do nauki języków obcych to często zbiorki głupawych tekstów i dialogów, z których nie dowiemy się niczego na temat kultury, historii, obyczajów cudzoziemców, których mowę usiłujemy opanować. Reformatorzy oświaty powinni dokładnie sprecyzować kryteria, które muszą spełniać dobre materiały edukacyjne. Ogromny szacunek dla tych nauczycieli, którzy uczą niejako wbrew obowiązującym wytycznym i przygotowują swoich uczniów na tyle wszechstronnie, iż ci potrafią sprostać różnorodnym wymogom intelektualnym, nie tylko polskiej kadłubkowej maturze. 

    • Mam jeszcze w domu stareńkie
      Mam jeszcze w domu stareńkie podręczniki do angielskiego Alexandra. Ileż tam naprawdę ciekawych tekstów, ile można się z nich dowiedzieć. Te teksty uczą nie tylko języka,i to w sposób zajmujący. Kiedy weźmie się do ręki obecne podręczniki angielskiego, to jak sama widzisz, ręce opadają.

      • @takajedna–
        Moim zdaniem podręczniki L. G. Alexandra są ponadczasowe. Może dlatego, że ich autor to świetny facet obdarzony ogromnym poczuciem humoru, bardzo kontaktowy i właśnie jakiś taki ponadczasowy:-)
        Miałam kiedyś przyjemność uczestniczyć w jego wykładach. Były fantastyczne, a audytorium pękało ze śmiechu. Podręczniki Alexandra (te stare i późniejsze) są w sprzedaży na Amazonie i wielu wyraża się o nich bardzo pochlebnie. Okazuje się, że przetrwały próbę czasu.

  31. Ludzie co wy pieprzycie
    Jakiejkolwiek byśmy reformy czy kontrreformy nie zrobili to każda rozbije się o skałę w postaci obowiązku szkolnego/nauki do 18 rż. Przecież dzisiaj debila czy bandziora nie wolno wypieprzyć ze szkoły na zbity pysk, podobnie jak złego nauczyciela i to jest głowna przyczyna wylęgarni patologii, zwłaszcza w podstawówkach i gimnazjach. Jeden mały bandzior potrafi zterroryzować całą klasę i rozpieprzyć lekcje. Do tego zawsze znajdzie się grupka gówniarzy, która chce zaimponować gnojowi i tak łyżka dziegciu niszczy beczkę miodu. Dzieciaki w wieku, w którym są najbardziej chłonne i podatne na kształtowanie zmuszane są do obcowania z patologią. W takich warunkach kontrreforma nic nie zmieni.

    • Powinny być szkoły zawodowe i
      Powinny być szkoły zawodowe i licea. Przy tym licea o zróżnicowanym poziomie, tak, jak to jest choćby np. w USA. Wtedy da się wykształcić jakąś elitę umysłową. Natomiast teraz mamy urawniłowkę, sprowadzjacą się do równania w dół, czyli wszyscy słabi.
      Mało tego, podobno jedno z lepszych warszawskich liceów dostało rok czy dwa lata temu zalecenie, żeby bez problemu przyjmowac różnych odmieńców, bez względu na to, czy nadają sie, czy nie, bo to byłaby dyskryminacja. Skutek łatwo przewidzieć.
      Co do szkół zawodowych, to jest konieczne, żeby byli dobrzy fachowcy, po jakimś kursie fizyki. Niedawno spierałam się z niby hydraulikiem, który nie rozumiał podstawowych rzeczy z hydrostatyki, takich na zdrowy chłopski rozum.
      Niemcy mają porzadne szkoły zawodowe, do których zapraszają tez młodziez polską, głównie ze Sląska. Nie wiem, czy to jeszcze aktualne, bo to informacja sprzed kilku lat.

  32. Ludzie co wy pieprzycie
    Jakiejkolwiek byśmy reformy czy kontrreformy nie zrobili to każda rozbije się o skałę w postaci obowiązku szkolnego/nauki do 18 rż. Przecież dzisiaj debila czy bandziora nie wolno wypieprzyć ze szkoły na zbity pysk, podobnie jak złego nauczyciela i to jest głowna przyczyna wylęgarni patologii, zwłaszcza w podstawówkach i gimnazjach. Jeden mały bandzior potrafi zterroryzować całą klasę i rozpieprzyć lekcje. Do tego zawsze znajdzie się grupka gówniarzy, która chce zaimponować gnojowi i tak łyżka dziegciu niszczy beczkę miodu. Dzieciaki w wieku, w którym są najbardziej chłonne i podatne na kształtowanie zmuszane są do obcowania z patologią. W takich warunkach kontrreforma nic nie zmieni.

    • Powinny być szkoły zawodowe i
      Powinny być szkoły zawodowe i licea. Przy tym licea o zróżnicowanym poziomie, tak, jak to jest choćby np. w USA. Wtedy da się wykształcić jakąś elitę umysłową. Natomiast teraz mamy urawniłowkę, sprowadzjacą się do równania w dół, czyli wszyscy słabi.
      Mało tego, podobno jedno z lepszych warszawskich liceów dostało rok czy dwa lata temu zalecenie, żeby bez problemu przyjmowac różnych odmieńców, bez względu na to, czy nadają sie, czy nie, bo to byłaby dyskryminacja. Skutek łatwo przewidzieć.
      Co do szkół zawodowych, to jest konieczne, żeby byli dobrzy fachowcy, po jakimś kursie fizyki. Niedawno spierałam się z niby hydraulikiem, który nie rozumiał podstawowych rzeczy z hydrostatyki, takich na zdrowy chłopski rozum.
      Niemcy mają porzadne szkoły zawodowe, do których zapraszają tez młodziez polską, głównie ze Sląska. Nie wiem, czy to jeszcze aktualne, bo to informacja sprzed kilku lat.

  33. BŁAGAM!!
    Dobrze, że PIS zmierza do powrotu 8 klas. Niestety chyba chce to dzielić 4+4. Czyli zostanie ta nieszczęsna edukacja wczesnoszkolna.

    BŁAGAM!!
    BŁAGAM!!
    Niech ktoś powie monterom nowej edukacji, by znieśli tę bzdurną edukację wczesnoszkolną. Niech będzie normalny podział godzin na lekcje przedmiotowe od 1 klasy. Bo ten jarmark polonistyczno-matem-przyrodniczo-muzyczno-plastyczny  to chaos – koszmar edukacyjny dla słabszych uczniów, obniża poziom przeciętnego ucznia.

  34. BŁAGAM!!
    Dobrze, że PIS zmierza do powrotu 8 klas. Niestety chyba chce to dzielić 4+4. Czyli zostanie ta nieszczęsna edukacja wczesnoszkolna.

    BŁAGAM!!
    BŁAGAM!!
    Niech ktoś powie monterom nowej edukacji, by znieśli tę bzdurną edukację wczesnoszkolną. Niech będzie normalny podział godzin na lekcje przedmiotowe od 1 klasy. Bo ten jarmark polonistyczno-matem-przyrodniczo-muzyczno-plastyczny  to chaos – koszmar edukacyjny dla słabszych uczniów, obniża poziom przeciętnego ucznia.

  35. Ja miałem “zaszczyt” być pierwszym rocznikiem z “nową” maturą
    Generalnie wnioski z obserwacji własnych, rodzeństwa i znajomych:

    1 Tak z połowa “kadry” powinna zostać potraktowana w trybie But-Dupa-Drzwi. Zerowy poziom merytoryczny, niezdolność do prowadzenia zajęć, niewielka wiedza, wyładowywanie frustracji życiowych na uczniach, udział w różnych dziwnych układach

    2 To nie prawda że program jest przeładowany. Problem polega na tym, że to co nauczyciel robi przez 80% lekcji, nie ma nic wspólnego z nauką – tak więc cała robota zostaje “do domu”. W efekcie uczniowie, którzy chcą się uczyć, muszą ryć godzinami w domu i korzystać z prywatnych korepetycji – a po 12 godzinach nauki chodzą jak zombie.

    3 O “rodzicach” uczniów można by napisać powieść, a w niej umieścić rozdziały “ADHD”, “Dysgrafia”, “Dysleksja”, “Ja wiem lepiej”

    Na degrengoladę oświaty składają się więc trzy czynniki – wytyczne ministerialne (matura 30%, obniżanie wymogów co semestr), kadra nauczycielska i zdemoralizowani roszczeniowi rodzice.

    Owocem młodego pokolenia jest np. kolega z klasy mojego brata, który w tym roku przystępuje do matury… chociaż nie umie czytać (duka litery). Planuje też iść na studia… i nawet nie wątpię że zarówno maturę jak i studia zda/ukończy.

    Nowa matura to obecnie sprawdzian udowadniający że nie jest się skończonym debilem (bo już np. zwykły debil, czy też pospolity ograniczony umysłowo idiota zda ją bez problemu).

    • Nareszcie o rodzicach
      @Arthanis napisał:
      3 O "rodzicach" uczniów można by napisać powieść, a w niej umieścić rozdziały "ADHD", "Dysgrafia", "Dysleksja", "Ja wiem lepiej"
       
      Szkoła nie ma wsparcia w rodzicach. Iluż to rodziców mówi: a po co mu to? Wystarczy przecież angielski i komputer. Z liceum chcą robić szkołę zawodową.
      Pozornie nieprzydatne przedmioty są bardzo potrzebne do kształtowania umysłu.

      Nawet kiedy parę lat temu był ruch w sprawie zwiększenia godzin historii w szkołach – to tylko w konrtekście patriotyzmu. Inne przedmioty tych strajkujących nie interesowały. Może być ignorant, ale patriota. Nie utrzyma się Polski samym patriotyzmem, tylko wykształconym narodem. Muszą być elity, solidnie wykształcone: matematyka, języki klasyczne, filozofia, literatura, muzyka (cho cby historia muzyki) czy sztuka. Tak jak to było kiedyś. Architekt znał się na malarstwie, chodzil na koncerty muyki klasycznej, znał kulturę starozytną.

      Słyszałam kiedyś zatroskanego patriotę, który ubolewał, że w szkole na historii uczą o Mezopotamii, Sumerze, starozytnym Egipcie, a po co to komu, zamiast tego trzeba o wspólczesności, a własciwie naszej martyrologii. Takie wyksztalcenie kadłubkowe.

      W Liceum "Bednarska", o którym pisałam, uczniowie mieli oprócz normalnych przedmiotów obowiązkowo filozofię, historię sztuki, historię muzyki i coś tam jeszcze równie "nieprzydatnego". Ale rodzice tych uczniów byli światli, prawdziwie wykształceni i rozumieli potrzebę tego, byli z tego zadowoleni, nawet sami tego chcieli. Nie wyobrażali sobie, żeby ich dziecko tego nie znalo i było ćwokiem na światowych salonach (takie mieli aspiracje).

       

      • Sto procent racji
        Nic dodać nic ująć. Dostaję wysypki, kiedy słyszę, że na matematyce powinno się uczyć obliczać podatki, a nie rozwiązywać równania, "bo po co to komu?" Z drugiej strony, wbrew zdrowemu rozsądkowi i wiedzy o psychologii rozwojowej dziecka, w przedszkolu każdy musi mieć angielski, nawet jeśli jeszcze nie opanował polskiego. Niektórzy jeszcze hiszpański czy chiński.

        • Ja tez przyznaję Ci
          Ja tez przyznaję Ci stuprocentową rację. Dzieci poznają język obcy zanim poznają dobrze polski. Potem pojawiają sie takie kwiatki, jak "ekskluzywny wywiad". Poznał przymiotnik angielski, a nie dowiedział się, co znaczy "ekskluzywny" po polsku. Teraz już się to przyjęło i zostanie, niech już będzie. 
          Albo "projekt".  Przedsięwzięcie jest już ukończone, ale wciąż jest "projektem". Ale już się utrwaliło i trudno, język się zmienia.

  36. Ja miałem “zaszczyt” być pierwszym rocznikiem z “nową” maturą
    Generalnie wnioski z obserwacji własnych, rodzeństwa i znajomych:

    1 Tak z połowa “kadry” powinna zostać potraktowana w trybie But-Dupa-Drzwi. Zerowy poziom merytoryczny, niezdolność do prowadzenia zajęć, niewielka wiedza, wyładowywanie frustracji życiowych na uczniach, udział w różnych dziwnych układach

    2 To nie prawda że program jest przeładowany. Problem polega na tym, że to co nauczyciel robi przez 80% lekcji, nie ma nic wspólnego z nauką – tak więc cała robota zostaje “do domu”. W efekcie uczniowie, którzy chcą się uczyć, muszą ryć godzinami w domu i korzystać z prywatnych korepetycji – a po 12 godzinach nauki chodzą jak zombie.

    3 O “rodzicach” uczniów można by napisać powieść, a w niej umieścić rozdziały “ADHD”, “Dysgrafia”, “Dysleksja”, “Ja wiem lepiej”

    Na degrengoladę oświaty składają się więc trzy czynniki – wytyczne ministerialne (matura 30%, obniżanie wymogów co semestr), kadra nauczycielska i zdemoralizowani roszczeniowi rodzice.

    Owocem młodego pokolenia jest np. kolega z klasy mojego brata, który w tym roku przystępuje do matury… chociaż nie umie czytać (duka litery). Planuje też iść na studia… i nawet nie wątpię że zarówno maturę jak i studia zda/ukończy.

    Nowa matura to obecnie sprawdzian udowadniający że nie jest się skończonym debilem (bo już np. zwykły debil, czy też pospolity ograniczony umysłowo idiota zda ją bez problemu).

    • Nareszcie o rodzicach
      @Arthanis napisał:
      3 O "rodzicach" uczniów można by napisać powieść, a w niej umieścić rozdziały "ADHD", "Dysgrafia", "Dysleksja", "Ja wiem lepiej"
       
      Szkoła nie ma wsparcia w rodzicach. Iluż to rodziców mówi: a po co mu to? Wystarczy przecież angielski i komputer. Z liceum chcą robić szkołę zawodową.
      Pozornie nieprzydatne przedmioty są bardzo potrzebne do kształtowania umysłu.

      Nawet kiedy parę lat temu był ruch w sprawie zwiększenia godzin historii w szkołach – to tylko w konrtekście patriotyzmu. Inne przedmioty tych strajkujących nie interesowały. Może być ignorant, ale patriota. Nie utrzyma się Polski samym patriotyzmem, tylko wykształconym narodem. Muszą być elity, solidnie wykształcone: matematyka, języki klasyczne, filozofia, literatura, muzyka (cho cby historia muzyki) czy sztuka. Tak jak to było kiedyś. Architekt znał się na malarstwie, chodzil na koncerty muyki klasycznej, znał kulturę starozytną.

      Słyszałam kiedyś zatroskanego patriotę, który ubolewał, że w szkole na historii uczą o Mezopotamii, Sumerze, starozytnym Egipcie, a po co to komu, zamiast tego trzeba o wspólczesności, a własciwie naszej martyrologii. Takie wyksztalcenie kadłubkowe.

      W Liceum "Bednarska", o którym pisałam, uczniowie mieli oprócz normalnych przedmiotów obowiązkowo filozofię, historię sztuki, historię muzyki i coś tam jeszcze równie "nieprzydatnego". Ale rodzice tych uczniów byli światli, prawdziwie wykształceni i rozumieli potrzebę tego, byli z tego zadowoleni, nawet sami tego chcieli. Nie wyobrażali sobie, żeby ich dziecko tego nie znalo i było ćwokiem na światowych salonach (takie mieli aspiracje).

       

      • Sto procent racji
        Nic dodać nic ująć. Dostaję wysypki, kiedy słyszę, że na matematyce powinno się uczyć obliczać podatki, a nie rozwiązywać równania, "bo po co to komu?" Z drugiej strony, wbrew zdrowemu rozsądkowi i wiedzy o psychologii rozwojowej dziecka, w przedszkolu każdy musi mieć angielski, nawet jeśli jeszcze nie opanował polskiego. Niektórzy jeszcze hiszpański czy chiński.

        • Ja tez przyznaję Ci
          Ja tez przyznaję Ci stuprocentową rację. Dzieci poznają język obcy zanim poznają dobrze polski. Potem pojawiają sie takie kwiatki, jak "ekskluzywny wywiad". Poznał przymiotnik angielski, a nie dowiedział się, co znaczy "ekskluzywny" po polsku. Teraz już się to przyjęło i zostanie, niech już będzie. 
          Albo "projekt".  Przedsięwzięcie jest już ukończone, ale wciąż jest "projektem". Ale już się utrwaliło i trudno, język się zmienia.

  37. czysta prawda
    31 lat nauczam i prawda jest taka, że wprowadzenie gimnazjów do systemu oświaty było najgorszym, co można było zrobić. Absolwenci gimnazjów są przygotowani do kontynuowania nauki w szkole średniej o wiele gorzej, niż absolwenci dawnych 8 klasowych podstawówek. 30% matura to totalna żenada, ja uczniowi z takim wynikiem na zwykłym sprawdzianie daję z definicji jedynkę. ZNP ze swoim protestem powinno już dawno się samo zaorać dla dobra oświaty i nauczycieli. Mam jednak nadzieję, że PiS nie wystraszy się głosów krytyki ze strony ludzi, którzy o polskiej szkole nie mają nawet bladego pojęcia!

  38. czysta prawda
    31 lat nauczam i prawda jest taka, że wprowadzenie gimnazjów do systemu oświaty było najgorszym, co można było zrobić. Absolwenci gimnazjów są przygotowani do kontynuowania nauki w szkole średniej o wiele gorzej, niż absolwenci dawnych 8 klasowych podstawówek. 30% matura to totalna żenada, ja uczniowi z takim wynikiem na zwykłym sprawdzianie daję z definicji jedynkę. ZNP ze swoim protestem powinno już dawno się samo zaorać dla dobra oświaty i nauczycieli. Mam jednak nadzieję, że PiS nie wystraszy się głosów krytyki ze strony ludzi, którzy o polskiej szkole nie mają nawet bladego pojęcia!

  39. Zamiast likwidować gimnazja zmienić program nauczania
    Może tak:
    https://www.youtube.com/watch?v=PydSoFr3pFo#t=10m13s
    ?

    Lecz włodarze Polski nie zreformują nauczania, bo nowe elity byłyby dla nich konkurencją. Wolą plebs wsadzać na 12 lat do szkoły, a tych co się rozdokazują jeszcze na kilka lat "studiów".
    Jeśli mamy przywracać to, co było w latach 70tych, to już wtedy prof. Marian Mazur narzekał, że szkoła nie daje młodym ludziom potrzebnej wiedzy do podjęcia dwóch najważniejszych w życiu decyzji: o wyborze zawodu i wyborze męża/żony. Polecam jego książkę "Cybernetyka i charakter".

  40. Zamiast likwidować gimnazja zmienić program nauczania
    Może tak:
    https://www.youtube.com/watch?v=PydSoFr3pFo#t=10m13s
    ?

    Lecz włodarze Polski nie zreformują nauczania, bo nowe elity byłyby dla nich konkurencją. Wolą plebs wsadzać na 12 lat do szkoły, a tych co się rozdokazują jeszcze na kilka lat "studiów".
    Jeśli mamy przywracać to, co było w latach 70tych, to już wtedy prof. Marian Mazur narzekał, że szkoła nie daje młodym ludziom potrzebnej wiedzy do podjęcia dwóch najważniejszych w życiu decyzji: o wyborze zawodu i wyborze męża/żony. Polecam jego książkę "Cybernetyka i charakter".

  41. Problem polega też na tym, że nie ma od czego zacząć.
    Sienkiewicz w "Listach z Ameryki" krytycznie wypowiadał się na temat tamtego społeczeństwa, zwrócił jednak uwage na system edukacji, w którym ogromną rolę odgrywały tzw. Ladies – tzn. świetnie wykształcone, ambitne i zapalone do pracy nauczycielki z Europy, które kształciły tamtejszą młodzież. Stwierdził że jeśli tak sprawny system edukacji się utrzyma, kraj ten za 50-60 lat będzie światową potęgą. Do Ameryki sienkiewicz wyjechał w 1876 roku… i ani trochę się nie pomylił.

    Aż nasuwa się pytanie – gdzie będzie miejce Polski w świecie za 50 lat, gdy uwczesne społeczeństwo będzie kształtowane przez dzisiejszą, niemumiejącą dodawać, nieznającą historii, "JP100%", "YOLO", Zioło i "z maturą na 30%" młodzież.

    Ci młodzi ludzie są już obecnie w ogromnej częsci niereformowalni, kaniony Kolorado w edukacji w połączniu z brakiem perspektyw i spieprzonym systemem wartości sprawiają że ulepienie z nich "narodu" zakrawa na masochizm. Jak skłonić do samodoskonalenia, pracy i poświęcenia kogoś, dla kogo jedynymi celami w życiu są "łatwy hajs", zabawa na wspomagaczach i gnojenie innych ludzi?

    Co do reformy edukacji, to trochę jak czyszczenie stajni augiasza szczotką do zębów.
    Przede wszytskim nie ma kadr nauczycielskich, które mogłyby pwrót do normalnej edukacji udźwignąć. Nawet gdyby kadry się znalazły, to ludzie odpowiedzalni za ich selekcję (dyrektorzy szkół, urzędów) są umoczeni w tyle lokalnych układów, że właściwie nie ma szans by wartościowe jednostki miały jakąkolwiek szansę przebicia. Poza tym ani uczniowie, ani ich rodzice, nie są w zdecydowanej większości zainteresowani podniesieniem poziomu edukacji. PO dobrze ocniło że wysoka zdawalność matur podnosi nastroje społeczne (bez względu na to, ile ten świstek jest wart). Uczelnie wyższe natomiast to ostoja ciężkiej komuny, poprzesiąkanej chorymi układami i lewymi biznesami – ruszenie tego można przyrównać do wrzucenia petardy w środek ula.

    Tak więc w skrócie:
    – edukacja jest przesiąknięta chorymi układami na każdym jej szczeblu
    – system promuje miernoty i eliminuje jednostki wybitne
    – zasób nauczycieli wybitnych i dobrych jest dalece niewystarczający
    – rodzice i uczniowie są przeciwni podniesieniu poziomu edukacji
    – sam poziom edukacji jest żenująco niski
    – wraz z zapaścią poziomu dukacji nastąpiła daleko idąca demoralizacja młodzieży połączona z upadkiem autorytetu nauczyciela

    Właściwie prościej byłoby już pojechać gdzieć do Afryki i budować szkolnictwo od zera…

      • No widzisz
        To jest tzw. dysortografia. Nie polega ona na tym, że człowiek ma papiery na legalne bycie debilem (jak np. połowa moich kolegów ze szkoły), ale na tym, że popełnia się błędy mimo znajomości słów i zasad. Przykra dolegliwość, z którą przyszło mi żyć. Paradoksalne jest to, że mimo tego syfu byłem delegowany konkursy ortograficzne… bo moja dysortografia + znajomość zasad dawały lepsze efekty niż brak dysortografii + brak znajomości zasad kolegów z klasy… Problem polega na tym, że "podczepianie" dzieciaka pod różne dolegliwości stało się obecnie metodą na "obchodzenie" problemów z jego nauką w szkole. Ja z dysortografią walczyłem bardzo długo, prowadziłem specjalne zeszyty, zasady znałem na pamięć – a i tak efekty były takie sobie (bo pisałem wciąż z błędami – w porównaniu z klasą i tak wypadałem znacznie powyżej średniej) . Dla mnie ten problem oznaczał kupę dodatkowej pracy, większość "dysortografów" których znałem traktowało dysortografię jak zwolnienie z WF (mam papier, nie muszę nic robić, odwalcie się).

        PS. Błedów nie poprawiam, istotne dla wywodu

        • Parę lat temu czytałam pracę
          Parę lat temu czytałam pracę jakiegoś chłopaka i znalazlam w niej kilka nietypowych błędów. Poza tym napisał bardzo z sensem, w ogóle chłopak niegłupi, myslący. Zapytałam się go, czy nie ma lekkiej dysleksji. Powiedział, ze miał baaaaardzo dużą, ale rodzice zamiast biec po zaświadczenie, nakłonili go do czytania. Skutek był podwójny, bo i dysleksja bardzo zmalała, i czegoś się z lektur dowiedział.
          Te zaswiadczenia o dysleksji (zamiast czytania, czytania) szkodzą samym uczniom, bo respektowane są tylko w szkole, ale na studiach, czy w miejscu pracy już nie.
          Kiedy ja chodziłam do szkoły, o dysleksji się nie słyszało, ale dzieci wtedy więcej czytały. Poza tym kiedy ktoś zrobił błąd, nauczyciel kazał mu po lekcjach przepisać dane słowo kilkadziesiąt albo i sto razy – i zapamiętał. Teraz Czerska podniosłaby krzyk, że nauczyciel-faszysta torturuje dzieci, że stosuje sadystyczne metody.

      • @Hausmeister
        Oj, nie czepiaj się tak uparcie dwóch literówek. Każdemu się zdarzy. Ja piszę bez błędów, ale kiedyś napisalam w necie "masarz" zamiast "masaż" (albo na odwórt). Sama nie moglam pojąć, jak to się stało, poprawić już nie mogłam..
        Co innego, kiedy ktoś robi błędy ortograficzne często. Ale nawet ten ma prawo się wypowiedzieć.

  42. Problem polega też na tym, że nie ma od czego zacząć.
    Sienkiewicz w "Listach z Ameryki" krytycznie wypowiadał się na temat tamtego społeczeństwa, zwrócił jednak uwage na system edukacji, w którym ogromną rolę odgrywały tzw. Ladies – tzn. świetnie wykształcone, ambitne i zapalone do pracy nauczycielki z Europy, które kształciły tamtejszą młodzież. Stwierdził że jeśli tak sprawny system edukacji się utrzyma, kraj ten za 50-60 lat będzie światową potęgą. Do Ameryki sienkiewicz wyjechał w 1876 roku… i ani trochę się nie pomylił.

    Aż nasuwa się pytanie – gdzie będzie miejce Polski w świecie za 50 lat, gdy uwczesne społeczeństwo będzie kształtowane przez dzisiejszą, niemumiejącą dodawać, nieznającą historii, "JP100%", "YOLO", Zioło i "z maturą na 30%" młodzież.

    Ci młodzi ludzie są już obecnie w ogromnej częsci niereformowalni, kaniony Kolorado w edukacji w połączniu z brakiem perspektyw i spieprzonym systemem wartości sprawiają że ulepienie z nich "narodu" zakrawa na masochizm. Jak skłonić do samodoskonalenia, pracy i poświęcenia kogoś, dla kogo jedynymi celami w życiu są "łatwy hajs", zabawa na wspomagaczach i gnojenie innych ludzi?

    Co do reformy edukacji, to trochę jak czyszczenie stajni augiasza szczotką do zębów.
    Przede wszytskim nie ma kadr nauczycielskich, które mogłyby pwrót do normalnej edukacji udźwignąć. Nawet gdyby kadry się znalazły, to ludzie odpowiedzalni za ich selekcję (dyrektorzy szkół, urzędów) są umoczeni w tyle lokalnych układów, że właściwie nie ma szans by wartościowe jednostki miały jakąkolwiek szansę przebicia. Poza tym ani uczniowie, ani ich rodzice, nie są w zdecydowanej większości zainteresowani podniesieniem poziomu edukacji. PO dobrze ocniło że wysoka zdawalność matur podnosi nastroje społeczne (bez względu na to, ile ten świstek jest wart). Uczelnie wyższe natomiast to ostoja ciężkiej komuny, poprzesiąkanej chorymi układami i lewymi biznesami – ruszenie tego można przyrównać do wrzucenia petardy w środek ula.

    Tak więc w skrócie:
    – edukacja jest przesiąknięta chorymi układami na każdym jej szczeblu
    – system promuje miernoty i eliminuje jednostki wybitne
    – zasób nauczycieli wybitnych i dobrych jest dalece niewystarczający
    – rodzice i uczniowie są przeciwni podniesieniu poziomu edukacji
    – sam poziom edukacji jest żenująco niski
    – wraz z zapaścią poziomu dukacji nastąpiła daleko idąca demoralizacja młodzieży połączona z upadkiem autorytetu nauczyciela

    Właściwie prościej byłoby już pojechać gdzieć do Afryki i budować szkolnictwo od zera…

      • No widzisz
        To jest tzw. dysortografia. Nie polega ona na tym, że człowiek ma papiery na legalne bycie debilem (jak np. połowa moich kolegów ze szkoły), ale na tym, że popełnia się błędy mimo znajomości słów i zasad. Przykra dolegliwość, z którą przyszło mi żyć. Paradoksalne jest to, że mimo tego syfu byłem delegowany konkursy ortograficzne… bo moja dysortografia + znajomość zasad dawały lepsze efekty niż brak dysortografii + brak znajomości zasad kolegów z klasy… Problem polega na tym, że "podczepianie" dzieciaka pod różne dolegliwości stało się obecnie metodą na "obchodzenie" problemów z jego nauką w szkole. Ja z dysortografią walczyłem bardzo długo, prowadziłem specjalne zeszyty, zasady znałem na pamięć – a i tak efekty były takie sobie (bo pisałem wciąż z błędami – w porównaniu z klasą i tak wypadałem znacznie powyżej średniej) . Dla mnie ten problem oznaczał kupę dodatkowej pracy, większość "dysortografów" których znałem traktowało dysortografię jak zwolnienie z WF (mam papier, nie muszę nic robić, odwalcie się).

        PS. Błedów nie poprawiam, istotne dla wywodu

        • Parę lat temu czytałam pracę
          Parę lat temu czytałam pracę jakiegoś chłopaka i znalazlam w niej kilka nietypowych błędów. Poza tym napisał bardzo z sensem, w ogóle chłopak niegłupi, myslący. Zapytałam się go, czy nie ma lekkiej dysleksji. Powiedział, ze miał baaaaardzo dużą, ale rodzice zamiast biec po zaświadczenie, nakłonili go do czytania. Skutek był podwójny, bo i dysleksja bardzo zmalała, i czegoś się z lektur dowiedział.
          Te zaswiadczenia o dysleksji (zamiast czytania, czytania) szkodzą samym uczniom, bo respektowane są tylko w szkole, ale na studiach, czy w miejscu pracy już nie.
          Kiedy ja chodziłam do szkoły, o dysleksji się nie słyszało, ale dzieci wtedy więcej czytały. Poza tym kiedy ktoś zrobił błąd, nauczyciel kazał mu po lekcjach przepisać dane słowo kilkadziesiąt albo i sto razy – i zapamiętał. Teraz Czerska podniosłaby krzyk, że nauczyciel-faszysta torturuje dzieci, że stosuje sadystyczne metody.

      • @Hausmeister
        Oj, nie czepiaj się tak uparcie dwóch literówek. Każdemu się zdarzy. Ja piszę bez błędów, ale kiedyś napisalam w necie "masarz" zamiast "masaż" (albo na odwórt). Sama nie moglam pojąć, jak to się stało, poprawić już nie mogłam..
        Co innego, kiedy ktoś robi błędy ortograficzne często. Ale nawet ten ma prawo się wypowiedzieć.

  43. Cholera !
    odnośnie nauczycieli matematyki przypomniała mi się historia z technikum, kiedy nauczyciel matmy
    zapisał na tablicy cztery trójki /3,3,3,3/ i kazał zrobić z tego liczbę 100, posługując się tylko tymi trójkami. Nie pamiętam, jak się skończyło. Może ktoś potrafi  to wyliczyć?
    Jeżeli chodzi o przywrócenie 8 letnich podstawówek, to w pełni zgadzam się z Autorem. Najlepiej zrobić to na początku i w całości.

    • Przywrócenie 8-letnich podstawówek samo niczego nie rozwiąże
      Problemem są kadry, chore układy, rodzice. Sam powrót do układu 8+4 wygeneruje tylko koszty, bez jakichkolwiek wymiernych efektów. Popieram likwidację gimnazjów, ale z głową i jako jeden z elementów reformy (na pewno nie najważniejszy).

      Zdaje się że powinno być 3 3 3 3 3

      33*3+3/3

  44. Cholera !
    odnośnie nauczycieli matematyki przypomniała mi się historia z technikum, kiedy nauczyciel matmy
    zapisał na tablicy cztery trójki /3,3,3,3/ i kazał zrobić z tego liczbę 100, posługując się tylko tymi trójkami. Nie pamiętam, jak się skończyło. Może ktoś potrafi  to wyliczyć?
    Jeżeli chodzi o przywrócenie 8 letnich podstawówek, to w pełni zgadzam się z Autorem. Najlepiej zrobić to na początku i w całości.

    • Przywrócenie 8-letnich podstawówek samo niczego nie rozwiąże
      Problemem są kadry, chore układy, rodzice. Sam powrót do układu 8+4 wygeneruje tylko koszty, bez jakichkolwiek wymiernych efektów. Popieram likwidację gimnazjów, ale z głową i jako jeden z elementów reformy (na pewno nie najważniejszy).

      Zdaje się że powinno być 3 3 3 3 3

      33*3+3/3

  45. #drwal
    Zgadzam się z autorem. Fabryka wykładaczy chemii w supermarkecie zamiast na uczelniach wyższych pracuje pełną parą dzięki dołującej edukacji. Dawniejsze zadanka zagadki uczyły myśleć logicznie a matematyka to klucz. Kto pamięta: Cegła wazy kilo i pól cegły. Ile waży cegła?

    • Z perspektywy uczelni technicznej też jest nie za ciekawie
      Nowe roczniki np. na zajęciech z matmy już na starcie uczestniczą w zajęciach wyrównujących (brak pojęcia pochodnej i całki w wielu liceach).

      Katastrofą jest to, że uczelnie są rozliczane tylko i wyłącznie z ilości posiadanych studentów.
      Generuje to masa problemów:
      – Otwierane są "popularne" idiotyczne kierunki które tylko oddalają moment rozpoczęcia pracy
      – kierunki generujące specjalistów w wąskich specjalnościach są przepełnione, gwarantując że 98% absolwentów nie ma szans na pracę w zawodzie (czy Polsce potrzeba np. 2000 nowych archeologów rocznie?)
      – nie kładzie się nacisku na badania, innowacje, wynalazki, bo nie ma z tego pieniędzy
      – poziom kszałcenia jest nieistotny, ważna jest liczba studentów

        • I coś w tym jest
          Inna sprawa, że tak z 50% kardy (i 80% administracji) uczelni wyższych należałoby potraktować w trybie but-dupa-drzwi… Generalnie uczelnie cierpią dokładnie na ten sam rodzaj nowotworu złoscliwego, co reszta systemu edukacji (wszechbecne układy – niekompetentni ludzie – selekcja negatywna kadry – brak orientacji na naukę i dydaktykę)

  46. #drwal
    Zgadzam się z autorem. Fabryka wykładaczy chemii w supermarkecie zamiast na uczelniach wyższych pracuje pełną parą dzięki dołującej edukacji. Dawniejsze zadanka zagadki uczyły myśleć logicznie a matematyka to klucz. Kto pamięta: Cegła wazy kilo i pól cegły. Ile waży cegła?

    • Z perspektywy uczelni technicznej też jest nie za ciekawie
      Nowe roczniki np. na zajęciech z matmy już na starcie uczestniczą w zajęciach wyrównujących (brak pojęcia pochodnej i całki w wielu liceach).

      Katastrofą jest to, że uczelnie są rozliczane tylko i wyłącznie z ilości posiadanych studentów.
      Generuje to masa problemów:
      – Otwierane są "popularne" idiotyczne kierunki które tylko oddalają moment rozpoczęcia pracy
      – kierunki generujące specjalistów w wąskich specjalnościach są przepełnione, gwarantując że 98% absolwentów nie ma szans na pracę w zawodzie (czy Polsce potrzeba np. 2000 nowych archeologów rocznie?)
      – nie kładzie się nacisku na badania, innowacje, wynalazki, bo nie ma z tego pieniędzy
      – poziom kszałcenia jest nieistotny, ważna jest liczba studentów

        • I coś w tym jest
          Inna sprawa, że tak z 50% kardy (i 80% administracji) uczelni wyższych należałoby potraktować w trybie but-dupa-drzwi… Generalnie uczelnie cierpią dokładnie na ten sam rodzaj nowotworu złoscliwego, co reszta systemu edukacji (wszechbecne układy – niekompetentni ludzie – selekcja negatywna kadry – brak orientacji na naukę i dydaktykę)

  47. Edukacja a szkola

    Reforma edukacji w Polsce trwa nieprzerwanie od 1918 roku o ile nie więcej. Obecny system na pewno pozostawia wiele do życzenia, może poprzedni był lepszy, może należałoby skopiować np. fiński albo singapurski a nie robić eksperymentów za miliony na milionach. Ale to tylko jeden aspekt szkolnictwa. Tak na prawdę to sama szkoła jest problemem i jak by jej nie reformować zawsze będzie wadliwa. Dlaczego? Bo właśnie po to jest. W takiej formie jaka mamy to całkowicie pruski wynalazek mający na celu uniformizacje społeczeństwa i wbicie do głowy posłuszeństwa wobec władzy (za co w szkole najwięcej można oberwać: za brak wyników w nauce czy za braki w dyscyplinie?). To czy szkoła będzie miała 6+3+3 czy 8+4 lat niczego nie rozwiąże. Będzie ten sam zestaw problemów ale w innych proporcjach. Nie chce się tutaj rozpisywać bo zainteresowani znajdą sobie sami np. prace Johna Taylora Gatto, Charlotte Thomson Iserbyt itd. Generalnie musi zmienić się cała filozofia, może nawet powinno się znieść obowiązek szkolny. A jeśli to jest zbyt radykalne to może powinien zmienić się „program” na wpojenie podstawowych wartości i umiejętności (za JT.Gatto): 1. natura ludzka (filozofia, historia, prawo, teologia, literatura); 2. nauka czytania, pisania, przemawiania (w celu przekazywania myśli i pozyskiwania sprzymierzeńców); 3. instytucje (sądy, firmy, wojsko); 4. ogląda towarzyska (maniery, taniec, wygląd); 5. samodzielność; 6. sport i kultura fizyczna; 7. nawiązywanie kontaktów; 8. odpowiedzialność, inicjatywa; 9. standardy moralne; 10. sztuka; 11. nauka rysunku i obserwacji; 12. radzenie sobie z trudnościami; 13. logika, wnioskowanie, argumentacja; 14. ciągła weryfikacja własnych poglądów i wiedzy. Chyba każdy się zgodzi, ze to są potrzebne umiejętności? A co współczesna szkoła uczy – wszystkiego od 1 do 14 ale odwrotnie, dlatego absolwenci nie są przygotowani do życia.
     

  48. Edukacja a szkola

    Reforma edukacji w Polsce trwa nieprzerwanie od 1918 roku o ile nie więcej. Obecny system na pewno pozostawia wiele do życzenia, może poprzedni był lepszy, może należałoby skopiować np. fiński albo singapurski a nie robić eksperymentów za miliony na milionach. Ale to tylko jeden aspekt szkolnictwa. Tak na prawdę to sama szkoła jest problemem i jak by jej nie reformować zawsze będzie wadliwa. Dlaczego? Bo właśnie po to jest. W takiej formie jaka mamy to całkowicie pruski wynalazek mający na celu uniformizacje społeczeństwa i wbicie do głowy posłuszeństwa wobec władzy (za co w szkole najwięcej można oberwać: za brak wyników w nauce czy za braki w dyscyplinie?). To czy szkoła będzie miała 6+3+3 czy 8+4 lat niczego nie rozwiąże. Będzie ten sam zestaw problemów ale w innych proporcjach. Nie chce się tutaj rozpisywać bo zainteresowani znajdą sobie sami np. prace Johna Taylora Gatto, Charlotte Thomson Iserbyt itd. Generalnie musi zmienić się cała filozofia, może nawet powinno się znieść obowiązek szkolny. A jeśli to jest zbyt radykalne to może powinien zmienić się „program” na wpojenie podstawowych wartości i umiejętności (za JT.Gatto): 1. natura ludzka (filozofia, historia, prawo, teologia, literatura); 2. nauka czytania, pisania, przemawiania (w celu przekazywania myśli i pozyskiwania sprzymierzeńców); 3. instytucje (sądy, firmy, wojsko); 4. ogląda towarzyska (maniery, taniec, wygląd); 5. samodzielność; 6. sport i kultura fizyczna; 7. nawiązywanie kontaktów; 8. odpowiedzialność, inicjatywa; 9. standardy moralne; 10. sztuka; 11. nauka rysunku i obserwacji; 12. radzenie sobie z trudnościami; 13. logika, wnioskowanie, argumentacja; 14. ciągła weryfikacja własnych poglądów i wiedzy. Chyba każdy się zgodzi, ze to są potrzebne umiejętności? A co współczesna szkoła uczy – wszystkiego od 1 do 14 ale odwrotnie, dlatego absolwenci nie są przygotowani do życia.
     

  49. Najpierw trzeba odbudowac gospodarke
    bo szkoly zawodowe i technika byly w wiekszosci przyzakladowe! Inaczej bedziemy szkolic jakos tam wykwalifikowana (bo bez praktyk zawodowych) kadre na rynek niemiecki i brytyjski. Co stalo sie z naszym przemyslem wszyscy wiemy a wiekszosc budynkow po zawodowkach i technikach poszlo pod mlotek i /lub do deweloperow.

  50. Najpierw trzeba odbudowac gospodarke
    bo szkoly zawodowe i technika byly w wiekszosci przyzakladowe! Inaczej bedziemy szkolic jakos tam wykwalifikowana (bo bez praktyk zawodowych) kadre na rynek niemiecki i brytyjski. Co stalo sie z naszym przemyslem wszyscy wiemy a wiekszosc budynkow po zawodowkach i technikach poszlo pod mlotek i /lub do deweloperow.

  51. Gdyby PiS w ramach reformy
    Gdyby PiS w ramach reformy edukacji wyprowadził również religię ze szkół, wytrącił by argument ideologizacji szkół przeciwnikom reformy. Chyba każdy kto uczęszczał na religie do salki przy kościele uważa że religia w szkole to był kiepski pomysł.

    Ale znając realia, wątpie.
    pozdrawiam,
    Paprykarz

  52. Gdyby PiS w ramach reformy
    Gdyby PiS w ramach reformy edukacji wyprowadził również religię ze szkół, wytrącił by argument ideologizacji szkół przeciwnikom reformy. Chyba każdy kto uczęszczał na religie do salki przy kościele uważa że religia w szkole to był kiepski pomysł.

    Ale znając realia, wątpie.
    pozdrawiam,
    Paprykarz