Reklama

Nie rozumiem tej idiotycznej akcji, a już zupełnie nie rozumiem tego, że za akcj

Nie rozumiem tej idiotycznej akcji, a już zupełnie nie rozumiem tego, że za akcją stoją środowiska i sympatycy prawicy. Mnie się prawica zdecydowanie kojarzy z indywidualnością, nie kołchozem. Myśl przewodnia tej akcja przypomina jako żywo anegdotyczne relacje „synuś mamuni”, „córunia tatunia”. Kompletnie nie rozumiem, ale też nie odmawiam prawa do decydowania o losach dziecka, byle to prawo dotyczyło losów własnego, nie mojego dziecka. Dyżurną i jednocześnie przewodnią myślą jest: „odbieranie dzieciństwa”. Przezabawna myśl, słyszałem ją kiedy podejmowałem decyzję razem z dzieckiem o przyszłości dziecka. Odbierasz dzieciństwo! Grzmiało zewsząd. Dziś grzmi już zupełnie inaczej: „jaka zdolna”. Średnia 5,6 – pierwsze miejsce w klasie drugie w całym roczniku, ale to tylko dlatego, że pan z WF nie stawia celującej jak się nie uczęszcza na SKS. Nie da się uczęszczać na SKS, gdy się wybrało szkołę muzyczną i angielską. Dziękować Bogu pan z muzyki zrozumiał, że nie da się udzielać w chórze z tych samych powodów. Tylko takie trudności zauważyłem w odbieraniu dzieciństwa. Śmieję się z tego argumentu i z tych zachowań, bo jak przełożyć emocje na rozum, to się okaże, że studia zabierają młodość, a praca „kwiecie życia”. Pojęcia nie mam w jaki sposób poznawanie tajemnic tego świata, zdobywanie wiedzy, umiejętności, rozwijanie fascynacji może odebrać dzieciństwo. W łeb zachodzę dlaczego tak wielu ludziom myślenie kojarzy się z traumą, zdobywanie wiedzy z katorgą, uczenie się ze znęcaniem. Właściwie nie moja sprawa, nikogo nie zamierzam przekonywać na własnym przykładzie do analogicznych zachowań. Rzeczywiście jest tak, że dzieci mają różne możliwości, są na różnych etapach rozwoju i ten niebagatelny czynnik należałoby poważnie traktować. Śmieszność jednak polega na tym, że jakieś 200 tysięcy uznało swoje dzieci za gorsze, tak na ten wybór należy rozumieć. Ona, ona jest jeszcze za malutka/malutki, nie nadaje się, to takie słodziutkie dziecko, odrywać o mamusi i tatusia straszna zbrodnia. Ciamcianie, pomylone z miłością, troska pomieszana z nadopiekuńczością, lęki rodziców przenoszone na dziecko. Jestem więcej niż pewien, że wśród tych 200 tysięcy są dziewczyny i chłopaki, których stopień rozwoju i intelektualny potencjał w wieku 6 lat przewyższa nie jedno dziecko, nie tylko w wieku 7, ale 8 lat. Tak złośliwie, Bóg lub do wyboru natura, obdarzyła nas na chybił trafił. Dlatego jeśli jakaś grupa bezmyślnych rodziców dobiera się według klucza stadnego zawołania: „zabrać dzieciństwo”, to skóra mi cierpnie na kręgosłupie mimo, że nie moje te pociechy. Takich hasełek jest całe multum. Jeden z bywalców Portalu, którego czytam zawsze i rzadko mam coś do dodania, zwrócił uwagę na tak zwane torby ekologiczne. Z czego wzmiankowane powstają? Ano, żeby zrobić zwykła torbę to się bierze jakiś syf i „wytryskuje” na „wytryskiwarce”, natomiast, żeby zrobić eko-torbę trzeba ściąć drzewo. Niezłe jaja, ale podobne jaja dostrzegają jednostki i w tym sedno. Szanowałbym indywidualny wybór rodziców, motywowany autentyczna troską o dziecko, od tego rodzice są aby ocenili możliwości dziecka i nie narażali na zbędne przykrości. Jeśli już się nie chce zainteresować samemu jaki potencjał ma dziecko, albo pójść do poradni, wystarczy spytać pani w „zerówce”. Pani w „zerówce” ma tę przewagę, że widzi dzieci w grupie i potrafi ocenić jak sobie nasza pociecha na tle rówieśników radzi.

Z definicji, z jakiejś ideologicznej czy psychologicznej urawniłowki, podpisywać protesty przed posyłaniem dzieci do szkół, w tym, czy innym wieku, to przejaw skrajnej głupoty, moim skrajnym zdaniem, bo na łagodność sądów w tej materii ochoty nie mam. Taki sam przykład przyszedł mi do głowy, znaczy skrajny. A co z tymi Japończykami i nie tylko, którzy w wieku 5 lat wykazują się genialnymi zdolnościami. Co z tymi pianistami 7 letnimi grającymi Mozarta, co z 10 latkami studiującymi na uniwersytetach. Zabiera się im dzieciństwo? Bozia musiała zabrać rodzicom mózg i dopiero wtedy powstał hurtowy bezmyślny protest. Dziecko, nie mówię wybitne, ale radzące sobie doskonale, czy nawet nieźle, traci dzieciństwo w klasie o szczebel niżej, gdzie się zwyczajnie marnuje. Kto ma do czynienia z dziećmi i edukowaniem maluchów, ten wie, że zdecydowana większość dzieci etap swojego rozwoju zawdzięcza lub pretensje powinna zgłaszać do rodziców. Stopień rozwoju dziecka najczęściej odzwierciedla rodzicielskie zaangażowanie rodziców. Niewielki procent maluchów ma poważne zaburzenia, albo jakieś hamulce rozwojowe, które puszczają z wiekiem, czasami niestety nie puszczają. Z tą idiotyczną tezą o zabieraniu dzieciństwa można się w zasadzie zgodzić tyle, że od nieco innej strony. Od strony rodziców. Dzieciństwo można odebrać również w ten durny sposób, że się dziecku blokuje rozwój, a co gorsze utwierdza w przekonaniu, że jest za słabe, że sobie bez tatusia i mamusi nie poradzi. Hurtowe „ratowanie maluchów” zalatuje mi sektą zdziecinniałych rodziców i jeszcze raz dla pewności powtórzę, że indywidualną, rozsądną decyzję rodziców, popartą rzetelną oceną możliwości dziecka, rozumiem i nic mi do tego. Przy tym wszystkim nie wspomniałem, że świat jak zwykle i w tej materii nas wyprzedza, a my zdaje się mamy go gonić Pendolino bez wahadełka i na poniemieckich szynach.

Reklama

141 KOMENTARZE

  1. „W łeb zachodzę dlaczego tak
    „W łeb zachodzę dlaczego tak wielu ludziom myślenie kojarzy się z traumą, zdobywanie wiedzy z katorgą, uczenie się ze znęcaniem.”

    Może dlatego, że za indywidualizm i myślenie trzeba płacić; bo ile razy byłam ośmieszana w szkole przez niedoinformowanych nauczycieli, o rówieśnikach nie wspominając. Ilu ludzi w dorosłym życiu jest za to gnojonych/blokowanych. Nie zawsze to popłaca.

    „Poczytaj biografie wielkich (…). Nie mieli lekko.
    Społeczeństwo jednak samo wbudowuje w system katalizatory charakteru.
    Kto jest królem szkoły? Cham mięśniak. Intelektualistów napierdala dla rozrywki. Kotki też lgną do ciemnych typów.
    Rozum leży na samym dole.
    Nerdów depczą i opluwają.
    Trzeba przez to przejść, trzeba.
    Bo inaczej – co po rozumie?”

    Jacek Dukaj, „Linia oporu”

  2. „W łeb zachodzę dlaczego tak
    „W łeb zachodzę dlaczego tak wielu ludziom myślenie kojarzy się z traumą, zdobywanie wiedzy z katorgą, uczenie się ze znęcaniem.”

    Może dlatego, że za indywidualizm i myślenie trzeba płacić; bo ile razy byłam ośmieszana w szkole przez niedoinformowanych nauczycieli, o rówieśnikach nie wspominając. Ilu ludzi w dorosłym życiu jest za to gnojonych/blokowanych. Nie zawsze to popłaca.

    „Poczytaj biografie wielkich (…). Nie mieli lekko.
    Społeczeństwo jednak samo wbudowuje w system katalizatory charakteru.
    Kto jest królem szkoły? Cham mięśniak. Intelektualistów napierdala dla rozrywki. Kotki też lgną do ciemnych typów.
    Rozum leży na samym dole.
    Nerdów depczą i opluwają.
    Trzeba przez to przejść, trzeba.
    Bo inaczej – co po rozumie?”

    Jacek Dukaj, „Linia oporu”

  3. „W łeb zachodzę dlaczego tak
    „W łeb zachodzę dlaczego tak wielu ludziom myślenie kojarzy się z traumą, zdobywanie wiedzy z katorgą, uczenie się ze znęcaniem.”

    Może dlatego, że za indywidualizm i myślenie trzeba płacić; bo ile razy byłam ośmieszana w szkole przez niedoinformowanych nauczycieli, o rówieśnikach nie wspominając. Ilu ludzi w dorosłym życiu jest za to gnojonych/blokowanych. Nie zawsze to popłaca.

    „Poczytaj biografie wielkich (…). Nie mieli lekko.
    Społeczeństwo jednak samo wbudowuje w system katalizatory charakteru.
    Kto jest królem szkoły? Cham mięśniak. Intelektualistów napierdala dla rozrywki. Kotki też lgną do ciemnych typów.
    Rozum leży na samym dole.
    Nerdów depczą i opluwają.
    Trzeba przez to przejść, trzeba.
    Bo inaczej – co po rozumie?”

    Jacek Dukaj, „Linia oporu”

  4. To o takie drobiazgi chodzi, a nie o upupianie !
    Zdaniem wielu psychologów podstawowymi czynnikami wpływającymi na jakość rozwoju uczuciowego jest spokój, czułość oraz poczucie bezpieczeństwa, które wpływają na powstanie odpowiedniego „klimatu wychowawczego”. Klimat taki jest nieodzowny zarówno w domu rodzinnym, jak i w instytucjach wychowania przedszkolnego, gdyż atmosfera spokoju, życzliwości i poczucie pełnego bezpieczeństwa sprzyjają stopniowemu poszerzaniu się kontaktów społecznych dziecka (M.Kwiatowska, Podstawy pedagogiki przedszkolnej, 1985, s.246).
    Czy do pracy z 6-latkami są przygotowani nasi pedagodzy? Program i metody pracy oraz organizacja zajęć dla dzieci 6-letnich powinny się znacznie różnić od tych adresowanych do 7-latków.
    …Obawiam się, że nauczyciele nauczania początkowego nie są przygotowani do pracy z 6-latkami. Program studiów pedagogiki wczesnoszkolnej obejmuje bowiem nauczanie dzieci 7-letnich i starszych. Pominę celowo problem nieprzystosowanych ławek, stołów, świetlic, boisk, bezpieczeństwa w szkołach. Lek. med. Marek Juraszek (psychiatra, psychoterapeuta)

    Od siebie dodam, że nauka dzieci od 6, a nawet 5 roku życia – czemu nie, ale w wielu szkołach nawet "kibli" dla tych dzieci nie ma, nie mówiąc o obiadach i opiece całodziennej – kiedy rodzice pracują, a nie siedzą przed TV. Rozumiem, że Twoje dzieci mają to za sobą, więc empatia Ci nie grozi.  Matka ! pogłęb temat, bo od jednej stony zbadany przez Ciebie tylko irytuje.

  5. To o takie drobiazgi chodzi, a nie o upupianie !
    Zdaniem wielu psychologów podstawowymi czynnikami wpływającymi na jakość rozwoju uczuciowego jest spokój, czułość oraz poczucie bezpieczeństwa, które wpływają na powstanie odpowiedniego „klimatu wychowawczego”. Klimat taki jest nieodzowny zarówno w domu rodzinnym, jak i w instytucjach wychowania przedszkolnego, gdyż atmosfera spokoju, życzliwości i poczucie pełnego bezpieczeństwa sprzyjają stopniowemu poszerzaniu się kontaktów społecznych dziecka (M.Kwiatowska, Podstawy pedagogiki przedszkolnej, 1985, s.246).
    Czy do pracy z 6-latkami są przygotowani nasi pedagodzy? Program i metody pracy oraz organizacja zajęć dla dzieci 6-letnich powinny się znacznie różnić od tych adresowanych do 7-latków.
    …Obawiam się, że nauczyciele nauczania początkowego nie są przygotowani do pracy z 6-latkami. Program studiów pedagogiki wczesnoszkolnej obejmuje bowiem nauczanie dzieci 7-letnich i starszych. Pominę celowo problem nieprzystosowanych ławek, stołów, świetlic, boisk, bezpieczeństwa w szkołach. Lek. med. Marek Juraszek (psychiatra, psychoterapeuta)

    Od siebie dodam, że nauka dzieci od 6, a nawet 5 roku życia – czemu nie, ale w wielu szkołach nawet "kibli" dla tych dzieci nie ma, nie mówiąc o obiadach i opiece całodziennej – kiedy rodzice pracują, a nie siedzą przed TV. Rozumiem, że Twoje dzieci mają to za sobą, więc empatia Ci nie grozi.  Matka ! pogłęb temat, bo od jednej stony zbadany przez Ciebie tylko irytuje.

  6. To o takie drobiazgi chodzi, a nie o upupianie !
    Zdaniem wielu psychologów podstawowymi czynnikami wpływającymi na jakość rozwoju uczuciowego jest spokój, czułość oraz poczucie bezpieczeństwa, które wpływają na powstanie odpowiedniego „klimatu wychowawczego”. Klimat taki jest nieodzowny zarówno w domu rodzinnym, jak i w instytucjach wychowania przedszkolnego, gdyż atmosfera spokoju, życzliwości i poczucie pełnego bezpieczeństwa sprzyjają stopniowemu poszerzaniu się kontaktów społecznych dziecka (M.Kwiatowska, Podstawy pedagogiki przedszkolnej, 1985, s.246).
    Czy do pracy z 6-latkami są przygotowani nasi pedagodzy? Program i metody pracy oraz organizacja zajęć dla dzieci 6-letnich powinny się znacznie różnić od tych adresowanych do 7-latków.
    …Obawiam się, że nauczyciele nauczania początkowego nie są przygotowani do pracy z 6-latkami. Program studiów pedagogiki wczesnoszkolnej obejmuje bowiem nauczanie dzieci 7-letnich i starszych. Pominę celowo problem nieprzystosowanych ławek, stołów, świetlic, boisk, bezpieczeństwa w szkołach. Lek. med. Marek Juraszek (psychiatra, psychoterapeuta)

    Od siebie dodam, że nauka dzieci od 6, a nawet 5 roku życia – czemu nie, ale w wielu szkołach nawet "kibli" dla tych dzieci nie ma, nie mówiąc o obiadach i opiece całodziennej – kiedy rodzice pracują, a nie siedzą przed TV. Rozumiem, że Twoje dzieci mają to za sobą, więc empatia Ci nie grozi.  Matka ! pogłęb temat, bo od jednej stony zbadany przez Ciebie tylko irytuje.

  7. Ale bieda intelektualna w
    Ale bieda intelektualna w tych komentarzach (z wyjątkiem jednego). Opinie bab przy łuskaniu fasoli. Proponuję zacząć drogie baby od rekonesansu po systemach edukacyjnych w Europie, a następnie przejrzeć kolejne strony peerelowskich podręczników i doczytać cóż to takiego jest dojrzałość emocjonalna i w jakim wieku podobne cudo się osiąga. Półkule mózgowe opadają na widok opinii o poczuciu bezpieczeństwa, spokoju i nie wiadomo czego jeszcze, gdy mowa o 6 i 7 latkach, równie dobrze można mówić o spokoju hormonalnym w wieku 16 lat, bo przy 15 to burza. Ciężko mi polemizować z “argumentami” typu : wzrost dziecka i wysokość pisuarów. Też odsyłam do jakiś elementarzy, gdzie można “postudiować” ile dziecko podrośnie w ciągu roku, wtedy będą dane do obniżenia sedesów, warto wziąć poprawkę, że wzrost dziecka to cecha INDYWIDUALNA. A to się przekłada w ten sposób, że w klasie mamy metr 35 i metr 50. Oddzielną klasę specjalnej troski należałoby przygotować dla wszystkich Napoleonów i Bogartów. No i przede wszystkim taki stary koń siedmioletni to już sobie da rade z panią pedagog, która nie ma pojęcia jak się zajmować sześciolatkami. Jak się czyta takie babskie pieprzenie przy łuskaniu fasoli to nie wiadomo czy śmiać się, czy wyć. Do tego jeszcze trzeba dodać, że program tak zwanej zerówki i klasy pierwszej, to jest KOPIA jak w mordę strzelił. No ale to trzeba by się trochę rozejrzeć, zorientować, pomyśleć, a po co, kiedy można sobie popieprzyć przy łuskaniu fasoli. Owszem mechanizm ochronny dla sześciolatków wyraźnie odstających emocjonalnie i intelektualnie od rówieśników powinien istnieć, ale taki sam powinien istnieć przy siedmiolatkach. Nie równanie do najsłabszego, ale ochrona najsłabszych, ale to już są cechy człowiecze, jeden pójdzie rowy kopać dla świętego spokoju, drugi sięgnie gwiazd. Strzeliłbym sobie w łeb gdybym spieprzył rozwój własnego dziecka, własnymi traumami z dzieciństwa, a mam ich pod dostatkiem, gdybym rozważał podobne bzdety jakie wyczytałem w komentarzach. Obawa jest jedna, wyraźne opóźnienie w rozwoju na tle rówieśników, ale od tego są rodzice, pod warunkiem, że rodzice myślą o DZIECKU, a nie o tym jakimi są fantastycznymi, czułymi papusiami i mamuniami.

  8. Ale bieda intelektualna w
    Ale bieda intelektualna w tych komentarzach (z wyjątkiem jednego). Opinie bab przy łuskaniu fasoli. Proponuję zacząć drogie baby od rekonesansu po systemach edukacyjnych w Europie, a następnie przejrzeć kolejne strony peerelowskich podręczników i doczytać cóż to takiego jest dojrzałość emocjonalna i w jakim wieku podobne cudo się osiąga. Półkule mózgowe opadają na widok opinii o poczuciu bezpieczeństwa, spokoju i nie wiadomo czego jeszcze, gdy mowa o 6 i 7 latkach, równie dobrze można mówić o spokoju hormonalnym w wieku 16 lat, bo przy 15 to burza. Ciężko mi polemizować z “argumentami” typu : wzrost dziecka i wysokość pisuarów. Też odsyłam do jakiś elementarzy, gdzie można “postudiować” ile dziecko podrośnie w ciągu roku, wtedy będą dane do obniżenia sedesów, warto wziąć poprawkę, że wzrost dziecka to cecha INDYWIDUALNA. A to się przekłada w ten sposób, że w klasie mamy metr 35 i metr 50. Oddzielną klasę specjalnej troski należałoby przygotować dla wszystkich Napoleonów i Bogartów. No i przede wszystkim taki stary koń siedmioletni to już sobie da rade z panią pedagog, która nie ma pojęcia jak się zajmować sześciolatkami. Jak się czyta takie babskie pieprzenie przy łuskaniu fasoli to nie wiadomo czy śmiać się, czy wyć. Do tego jeszcze trzeba dodać, że program tak zwanej zerówki i klasy pierwszej, to jest KOPIA jak w mordę strzelił. No ale to trzeba by się trochę rozejrzeć, zorientować, pomyśleć, a po co, kiedy można sobie popieprzyć przy łuskaniu fasoli. Owszem mechanizm ochronny dla sześciolatków wyraźnie odstających emocjonalnie i intelektualnie od rówieśników powinien istnieć, ale taki sam powinien istnieć przy siedmiolatkach. Nie równanie do najsłabszego, ale ochrona najsłabszych, ale to już są cechy człowiecze, jeden pójdzie rowy kopać dla świętego spokoju, drugi sięgnie gwiazd. Strzeliłbym sobie w łeb gdybym spieprzył rozwój własnego dziecka, własnymi traumami z dzieciństwa, a mam ich pod dostatkiem, gdybym rozważał podobne bzdety jakie wyczytałem w komentarzach. Obawa jest jedna, wyraźne opóźnienie w rozwoju na tle rówieśników, ale od tego są rodzice, pod warunkiem, że rodzice myślą o DZIECKU, a nie o tym jakimi są fantastycznymi, czułymi papusiami i mamuniami.

  9. Ale bieda intelektualna w
    Ale bieda intelektualna w tych komentarzach (z wyjątkiem jednego). Opinie bab przy łuskaniu fasoli. Proponuję zacząć drogie baby od rekonesansu po systemach edukacyjnych w Europie, a następnie przejrzeć kolejne strony peerelowskich podręczników i doczytać cóż to takiego jest dojrzałość emocjonalna i w jakim wieku podobne cudo się osiąga. Półkule mózgowe opadają na widok opinii o poczuciu bezpieczeństwa, spokoju i nie wiadomo czego jeszcze, gdy mowa o 6 i 7 latkach, równie dobrze można mówić o spokoju hormonalnym w wieku 16 lat, bo przy 15 to burza. Ciężko mi polemizować z “argumentami” typu : wzrost dziecka i wysokość pisuarów. Też odsyłam do jakiś elementarzy, gdzie można “postudiować” ile dziecko podrośnie w ciągu roku, wtedy będą dane do obniżenia sedesów, warto wziąć poprawkę, że wzrost dziecka to cecha INDYWIDUALNA. A to się przekłada w ten sposób, że w klasie mamy metr 35 i metr 50. Oddzielną klasę specjalnej troski należałoby przygotować dla wszystkich Napoleonów i Bogartów. No i przede wszystkim taki stary koń siedmioletni to już sobie da rade z panią pedagog, która nie ma pojęcia jak się zajmować sześciolatkami. Jak się czyta takie babskie pieprzenie przy łuskaniu fasoli to nie wiadomo czy śmiać się, czy wyć. Do tego jeszcze trzeba dodać, że program tak zwanej zerówki i klasy pierwszej, to jest KOPIA jak w mordę strzelił. No ale to trzeba by się trochę rozejrzeć, zorientować, pomyśleć, a po co, kiedy można sobie popieprzyć przy łuskaniu fasoli. Owszem mechanizm ochronny dla sześciolatków wyraźnie odstających emocjonalnie i intelektualnie od rówieśników powinien istnieć, ale taki sam powinien istnieć przy siedmiolatkach. Nie równanie do najsłabszego, ale ochrona najsłabszych, ale to już są cechy człowiecze, jeden pójdzie rowy kopać dla świętego spokoju, drugi sięgnie gwiazd. Strzeliłbym sobie w łeb gdybym spieprzył rozwój własnego dziecka, własnymi traumami z dzieciństwa, a mam ich pod dostatkiem, gdybym rozważał podobne bzdety jakie wyczytałem w komentarzach. Obawa jest jedna, wyraźne opóźnienie w rozwoju na tle rówieśników, ale od tego są rodzice, pod warunkiem, że rodzice myślą o DZIECKU, a nie o tym jakimi są fantastycznymi, czułymi papusiami i mamuniami.

  10. Mamusie i tatusie ( celowe)
    Mamusie i tatusie ( celowe) tak bardzo chcą zachować dzieciństwo swoich pociech, żeby je potem odesłać przed telewizor, konsolę gier lub zwyczajnie zapytać po rodzicielsku, czy dzieciak posprzątał już swoje zabawki. Rodzice obawiają się, że po prostu dziecko szkolne to dziecko, któremu trzeba poświęcić więcej czasu i na innym poziomie, niż dawanie parówek do łapy, żeby sobie pochrupało przed odbiornikiem. I to o to chodzi w tej obronie dzieciństwa. To jest obrona ich, rodziców świętego spokoju. W kraju, w którym tak broni się prawa do świętego spokoju dzieciństwa nie ma patentów, wynalazków, innowacyjnych rozwiązań, a uniwersytety przypominają pseudonaukowy skansen z tytułami naukowymi znaczącymi tyle, co sprawności harcerskie. Znaczą one bowiem cokolwiek tylko w tym skretyniałym, zhierarchizowanym kręgu druhów i druhen i starszych harcmistrzów. Nie umniejszając znaczenia ciepła i poczucia bezpieczeństwa nie należy zapominać, że umiejętność obliczania procentów, czy czytania ze zrozumieniem oraz ogólna orientacja w świecie jest równie przydatna w życiu, co wspomnienie zapachu spod pachy matki.
    A wszystko to razem to święty obskurantyzm, z którego Polska przez wieki słynęła. Od kiedy żyję, a żyję już długo, dzieci mogły zaczynać edukację w wieku 6 lat, albo w ciągu roku zaliczać dwie klasy (mnie się to osobiście przydarzyło i nie byłam potem leczona psychiatrycznie), jeśli poziomem przewyższały rówieśników i nikt nie rozpatrywał tego w kategoriach szczęśliwego dzieciństwa. Dzieciństwo siłą rzeczy trwa krótko, tylko starość jest za długa 😉

  11. Mamusie i tatusie ( celowe)
    Mamusie i tatusie ( celowe) tak bardzo chcą zachować dzieciństwo swoich pociech, żeby je potem odesłać przed telewizor, konsolę gier lub zwyczajnie zapytać po rodzicielsku, czy dzieciak posprzątał już swoje zabawki. Rodzice obawiają się, że po prostu dziecko szkolne to dziecko, któremu trzeba poświęcić więcej czasu i na innym poziomie, niż dawanie parówek do łapy, żeby sobie pochrupało przed odbiornikiem. I to o to chodzi w tej obronie dzieciństwa. To jest obrona ich, rodziców świętego spokoju. W kraju, w którym tak broni się prawa do świętego spokoju dzieciństwa nie ma patentów, wynalazków, innowacyjnych rozwiązań, a uniwersytety przypominają pseudonaukowy skansen z tytułami naukowymi znaczącymi tyle, co sprawności harcerskie. Znaczą one bowiem cokolwiek tylko w tym skretyniałym, zhierarchizowanym kręgu druhów i druhen i starszych harcmistrzów. Nie umniejszając znaczenia ciepła i poczucia bezpieczeństwa nie należy zapominać, że umiejętność obliczania procentów, czy czytania ze zrozumieniem oraz ogólna orientacja w świecie jest równie przydatna w życiu, co wspomnienie zapachu spod pachy matki.
    A wszystko to razem to święty obskurantyzm, z którego Polska przez wieki słynęła. Od kiedy żyję, a żyję już długo, dzieci mogły zaczynać edukację w wieku 6 lat, albo w ciągu roku zaliczać dwie klasy (mnie się to osobiście przydarzyło i nie byłam potem leczona psychiatrycznie), jeśli poziomem przewyższały rówieśników i nikt nie rozpatrywał tego w kategoriach szczęśliwego dzieciństwa. Dzieciństwo siłą rzeczy trwa krótko, tylko starość jest za długa 😉

  12. Mamusie i tatusie ( celowe)
    Mamusie i tatusie ( celowe) tak bardzo chcą zachować dzieciństwo swoich pociech, żeby je potem odesłać przed telewizor, konsolę gier lub zwyczajnie zapytać po rodzicielsku, czy dzieciak posprzątał już swoje zabawki. Rodzice obawiają się, że po prostu dziecko szkolne to dziecko, któremu trzeba poświęcić więcej czasu i na innym poziomie, niż dawanie parówek do łapy, żeby sobie pochrupało przed odbiornikiem. I to o to chodzi w tej obronie dzieciństwa. To jest obrona ich, rodziców świętego spokoju. W kraju, w którym tak broni się prawa do świętego spokoju dzieciństwa nie ma patentów, wynalazków, innowacyjnych rozwiązań, a uniwersytety przypominają pseudonaukowy skansen z tytułami naukowymi znaczącymi tyle, co sprawności harcerskie. Znaczą one bowiem cokolwiek tylko w tym skretyniałym, zhierarchizowanym kręgu druhów i druhen i starszych harcmistrzów. Nie umniejszając znaczenia ciepła i poczucia bezpieczeństwa nie należy zapominać, że umiejętność obliczania procentów, czy czytania ze zrozumieniem oraz ogólna orientacja w świecie jest równie przydatna w życiu, co wspomnienie zapachu spod pachy matki.
    A wszystko to razem to święty obskurantyzm, z którego Polska przez wieki słynęła. Od kiedy żyję, a żyję już długo, dzieci mogły zaczynać edukację w wieku 6 lat, albo w ciągu roku zaliczać dwie klasy (mnie się to osobiście przydarzyło i nie byłam potem leczona psychiatrycznie), jeśli poziomem przewyższały rówieśników i nikt nie rozpatrywał tego w kategoriach szczęśliwego dzieciństwa. Dzieciństwo siłą rzeczy trwa krótko, tylko starość jest za długa 😉

    • Ten argument przyjmuję,
      Ten argument przyjmuję, jednak w przeciwieństwie do doktrynalnych liberałów, uważam, że jednak jakiś porządek musi być. Jeśli rodzice mają decydować o wieku szkolnym, to dlaczego rodzice mieliby nie decydować o przyznaniu dowodu w wieku, który uważają za słuszny. Zgoda każdy nakaz kojarzy się fatalnie, jednak nakaz: ucz się i myśl, dla mnie nie brzmi groźne. Znacznie bardziej obawiałbym się czystego idiotyzmu państwowego jakim są szkoły integracyjne i szastanie dysleksjami na lewo i prawo. Pierwszy wynalazek, to jest czysty ideologiczny idiotyzm, detonujący zajęcia klasie i przynoszący szkodę dziecku z niedorozwojem i naprawdę jeśli ktoś ma chociaż blade pojęcie jak wyglądają takie zajęcia nie będzie powtarzał tych słodkopierdzących bzdur o tolerancji, bo to jest czysty rasizm pomieszany z sadyzmem. Drugie to już szaleństwo prowadzone do masowego uwstecznienia. Każdy reżim dąży do tego, żeby podwładny był idiotą. Nie bałbym się w związku z tym takich niekonwencjonalnych działań państwa, jak edukowanie obywatela, to jakieś zboczenie reżimu i warto z tego skorzystać. Natomiast cały ten protest jest bezmyślny z dwóch powodów. Jeśli chodzi o to, że rodzice mają decydować, to ja za Boga nie rozumiem, dlaczego nie protestowali przy barierze 7 lat. To znaczy, że od siedmiu może już decydować państwo? No i drugi dużo ważniejszy. Indywidualizm! Jestem przekonany, że w tej grupie 200 tysięcy istnieją takie dzieci, którym zwyczajnie robi się krzywdę i blokuje rozwój, a dla mnie to już jest kategoria zbrodni. O wolność będę walczył jak o pokój – czołgami. Natomiast bezmyślny bunt wobec państwa, które wyjątkowo sobie strzela w piętę, uważam za głupotę. Doskonale rozumiem wszystkie bunty, kiedy to powstawały “fantastyczne” projekty, aby jacyś społeczni inspektorzy decydowali o prawach rodzicielskich, to jest prawdziwe i realne zagrożenie dla świętości, za którą uważam rodzinę. W tym wypadku działania państwa są dla mnie niepojęte i nawet jeśli chodzi o te emeryturki, to skutki “uboczne” tej decyzji są znacznie bardziej istotne. Obok tego wszystkiego powtórzę, że rodzice powinni mieć szerokie pole do podjęcia indywidualnej decyzji, w przypadkach gdy dziecko wyraźnie odstaje od rówieśników. Taki mechanizm jest konieczny, ale normą powinny być ambicje intelektualne, a nie równanie do słabszego. Tym bardziej, że tak zwany zachód i w tym nas wyprzedza na łeb.

      • Aaa! I jeszcze jedno,
        Aaa! I jeszcze jedno, wszystkim zatroskanym tatulom i mamuniom należy przypomnieć, że sami według własnego widzimisię mogą edukować swoje pociechy. W Polsce jest taki wybór i można do woli z niego korzystać, chciałbym wiedzieć ile z tych zatroskanych o losy dzieci, gotowych jest pokazać jak to się robi. Stawiam na pół promila.

    • Ten argument przyjmuję,
      Ten argument przyjmuję, jednak w przeciwieństwie do doktrynalnych liberałów, uważam, że jednak jakiś porządek musi być. Jeśli rodzice mają decydować o wieku szkolnym, to dlaczego rodzice mieliby nie decydować o przyznaniu dowodu w wieku, który uważają za słuszny. Zgoda każdy nakaz kojarzy się fatalnie, jednak nakaz: ucz się i myśl, dla mnie nie brzmi groźne. Znacznie bardziej obawiałbym się czystego idiotyzmu państwowego jakim są szkoły integracyjne i szastanie dysleksjami na lewo i prawo. Pierwszy wynalazek, to jest czysty ideologiczny idiotyzm, detonujący zajęcia klasie i przynoszący szkodę dziecku z niedorozwojem i naprawdę jeśli ktoś ma chociaż blade pojęcie jak wyglądają takie zajęcia nie będzie powtarzał tych słodkopierdzących bzdur o tolerancji, bo to jest czysty rasizm pomieszany z sadyzmem. Drugie to już szaleństwo prowadzone do masowego uwstecznienia. Każdy reżim dąży do tego, żeby podwładny był idiotą. Nie bałbym się w związku z tym takich niekonwencjonalnych działań państwa, jak edukowanie obywatela, to jakieś zboczenie reżimu i warto z tego skorzystać. Natomiast cały ten protest jest bezmyślny z dwóch powodów. Jeśli chodzi o to, że rodzice mają decydować, to ja za Boga nie rozumiem, dlaczego nie protestowali przy barierze 7 lat. To znaczy, że od siedmiu może już decydować państwo? No i drugi dużo ważniejszy. Indywidualizm! Jestem przekonany, że w tej grupie 200 tysięcy istnieją takie dzieci, którym zwyczajnie robi się krzywdę i blokuje rozwój, a dla mnie to już jest kategoria zbrodni. O wolność będę walczył jak o pokój – czołgami. Natomiast bezmyślny bunt wobec państwa, które wyjątkowo sobie strzela w piętę, uważam za głupotę. Doskonale rozumiem wszystkie bunty, kiedy to powstawały “fantastyczne” projekty, aby jacyś społeczni inspektorzy decydowali o prawach rodzicielskich, to jest prawdziwe i realne zagrożenie dla świętości, za którą uważam rodzinę. W tym wypadku działania państwa są dla mnie niepojęte i nawet jeśli chodzi o te emeryturki, to skutki “uboczne” tej decyzji są znacznie bardziej istotne. Obok tego wszystkiego powtórzę, że rodzice powinni mieć szerokie pole do podjęcia indywidualnej decyzji, w przypadkach gdy dziecko wyraźnie odstaje od rówieśników. Taki mechanizm jest konieczny, ale normą powinny być ambicje intelektualne, a nie równanie do słabszego. Tym bardziej, że tak zwany zachód i w tym nas wyprzedza na łeb.

      • Aaa! I jeszcze jedno,
        Aaa! I jeszcze jedno, wszystkim zatroskanym tatulom i mamuniom należy przypomnieć, że sami według własnego widzimisię mogą edukować swoje pociechy. W Polsce jest taki wybór i można do woli z niego korzystać, chciałbym wiedzieć ile z tych zatroskanych o losy dzieci, gotowych jest pokazać jak to się robi. Stawiam na pół promila.

    • Ten argument przyjmuję,
      Ten argument przyjmuję, jednak w przeciwieństwie do doktrynalnych liberałów, uważam, że jednak jakiś porządek musi być. Jeśli rodzice mają decydować o wieku szkolnym, to dlaczego rodzice mieliby nie decydować o przyznaniu dowodu w wieku, który uważają za słuszny. Zgoda każdy nakaz kojarzy się fatalnie, jednak nakaz: ucz się i myśl, dla mnie nie brzmi groźne. Znacznie bardziej obawiałbym się czystego idiotyzmu państwowego jakim są szkoły integracyjne i szastanie dysleksjami na lewo i prawo. Pierwszy wynalazek, to jest czysty ideologiczny idiotyzm, detonujący zajęcia klasie i przynoszący szkodę dziecku z niedorozwojem i naprawdę jeśli ktoś ma chociaż blade pojęcie jak wyglądają takie zajęcia nie będzie powtarzał tych słodkopierdzących bzdur o tolerancji, bo to jest czysty rasizm pomieszany z sadyzmem. Drugie to już szaleństwo prowadzone do masowego uwstecznienia. Każdy reżim dąży do tego, żeby podwładny był idiotą. Nie bałbym się w związku z tym takich niekonwencjonalnych działań państwa, jak edukowanie obywatela, to jakieś zboczenie reżimu i warto z tego skorzystać. Natomiast cały ten protest jest bezmyślny z dwóch powodów. Jeśli chodzi o to, że rodzice mają decydować, to ja za Boga nie rozumiem, dlaczego nie protestowali przy barierze 7 lat. To znaczy, że od siedmiu może już decydować państwo? No i drugi dużo ważniejszy. Indywidualizm! Jestem przekonany, że w tej grupie 200 tysięcy istnieją takie dzieci, którym zwyczajnie robi się krzywdę i blokuje rozwój, a dla mnie to już jest kategoria zbrodni. O wolność będę walczył jak o pokój – czołgami. Natomiast bezmyślny bunt wobec państwa, które wyjątkowo sobie strzela w piętę, uważam za głupotę. Doskonale rozumiem wszystkie bunty, kiedy to powstawały “fantastyczne” projekty, aby jacyś społeczni inspektorzy decydowali o prawach rodzicielskich, to jest prawdziwe i realne zagrożenie dla świętości, za którą uważam rodzinę. W tym wypadku działania państwa są dla mnie niepojęte i nawet jeśli chodzi o te emeryturki, to skutki “uboczne” tej decyzji są znacznie bardziej istotne. Obok tego wszystkiego powtórzę, że rodzice powinni mieć szerokie pole do podjęcia indywidualnej decyzji, w przypadkach gdy dziecko wyraźnie odstaje od rówieśników. Taki mechanizm jest konieczny, ale normą powinny być ambicje intelektualne, a nie równanie do słabszego. Tym bardziej, że tak zwany zachód i w tym nas wyprzedza na łeb.

      • Aaa! I jeszcze jedno,
        Aaa! I jeszcze jedno, wszystkim zatroskanym tatulom i mamuniom należy przypomnieć, że sami według własnego widzimisię mogą edukować swoje pociechy. W Polsce jest taki wybór i można do woli z niego korzystać, chciałbym wiedzieć ile z tych zatroskanych o losy dzieci, gotowych jest pokazać jak to się robi. Stawiam na pół promila.

  13. “jeszcze tylko trzeba zmienić
    “jeszcze tylko trzeba zmienić szkołę (mentalność, umiejętności nauczycieli ?)”
    – pierwszy raz się z Tobą zgodzę.

    Ale jednak dodam, że przy przeludnionej klasie (dwa roczniki w jednym), to i plastikowe stołeczki nie pomogą, jeśli do dwóch odległych o 150m sedesów jest kolejka drugo, trzecio i czwarto klasistów. Przeludnienie oznacza pracę szkoły na dwie, albo i trzy zmiany, co z dziećmi pod nieobecność rodziców ? I takich szczegółów technicznych składających się na całość obrazu jest wiele.
    Piszecie tym razem z Matką w duecie, że odbieraniem dzieciństwa jest uniemożliwienie przez nadopiekuńczych rodziców kształcenia dzieci. Wnioskować by należało, że w sierocińcach są zatem najodpowiedniejsze warunki dla rozwoju dziecka. LITOŚCI !!!

    P.S. Celowo przejaskrawiłem (zachowując rozsądek, jestem zainteresowany zarówno rewersem, jak i awersem sprawy).

    • Niczego nie przejaskrawiasz,
      Niczego nie przejaskrawiasz, tylko pieprzysz bez sensu. Jeśli się dokonuje tego rodzaju zmian, jest oczywiste, że pierwszy rok musi być najtrudniejszy. Przeludnienie w szkołach? Gdzie? Chyba w Chinach? Bo z tego co mi wiadomo gminy hurtem likwidują szkoły, z zupełnie przeciwnych do przeludnienia powodów. Zdaje się, że mamy problem z niżem, nie wyżem demograficznym. Te kolejki do kibla to już jakiś rodzaj zboczenia. Wiele podstawówek prowadzi klasy zero i nie ma tam ani kibli dla liliputów, ani ogonków do sikania. Przecież to ta sama liczba dzieci, tylko inaczej rozłożona, przynajmniej tyle warto zrozumieć. Jeśli już szukać argumentów przeciw, to ten jest poważny i tylko jeden. Nazywa się nauczanie początkowe, chodzi o profesjonalne przedszkola, które pozwolą złagodzić i przygotować wejście do szkoły. Tu i tylko tu jest problem.


      • “Idiotyzm zdziecinniałych rodziców, “Napoleonów i Bogartów” do klas specjalnej troski, pieprzysz bez sensu”. Rozumiem, że na pieprzenie z sensem, obrażanie grup rodziców i wyśmiewanie za wzrost ma monopol tylko i wyłącznie MK.

        W szkole podstawowej, w której rejonie ja zamieszkuję, będzie 8 klas pierwszych, bo normalnie jest 4 (z powodu braku sal, nauka na II zmiany).

        Dla socjologa nie powinno być obce pojęcie migracji (najczęściej ukierunkowane z terenów wiejskich do metropolii oraz ze wschodu na zachód), niezależnie od niżu lub wyżu demogr.

        Matka, to Twój blog, ale miło by było, gdybyś darował sobie obrażanie innych. O ile dyskutujemy, nawet emocjonalnie, jest OK, ale dyskryminacja dzieci za ich wzrost trąca mi głupotą.

        Pozdrawiam

        • Czy naprawdę jesteś aż tak
          Czy naprawdę jesteś aż tak głupi? Czy dostrzegłeś głupie “argumenty” i teraz wyjeżdżasz z dyskryminacją “Napoleonów” w jakieś żałosnej desperacji. Naprawdę musisz się zniżać do tego pułapu głupoty? Aż tak durne ślady po sobie chcesz zostawić na tym niszowym Portalu? Jeśli w moich argumentach wyczytałeś poniżanie dzieci o niskim wzroście, to leć na Onet i nie wracaj tu. Przy odrobinie rozumu, da się wyczytać z tego co napisałem, PRZECIWNĄ OPINIĘ.

  14. “jeszcze tylko trzeba zmienić
    “jeszcze tylko trzeba zmienić szkołę (mentalność, umiejętności nauczycieli ?)”
    – pierwszy raz się z Tobą zgodzę.

    Ale jednak dodam, że przy przeludnionej klasie (dwa roczniki w jednym), to i plastikowe stołeczki nie pomogą, jeśli do dwóch odległych o 150m sedesów jest kolejka drugo, trzecio i czwarto klasistów. Przeludnienie oznacza pracę szkoły na dwie, albo i trzy zmiany, co z dziećmi pod nieobecność rodziców ? I takich szczegółów technicznych składających się na całość obrazu jest wiele.
    Piszecie tym razem z Matką w duecie, że odbieraniem dzieciństwa jest uniemożliwienie przez nadopiekuńczych rodziców kształcenia dzieci. Wnioskować by należało, że w sierocińcach są zatem najodpowiedniejsze warunki dla rozwoju dziecka. LITOŚCI !!!

    P.S. Celowo przejaskrawiłem (zachowując rozsądek, jestem zainteresowany zarówno rewersem, jak i awersem sprawy).

    • Niczego nie przejaskrawiasz,
      Niczego nie przejaskrawiasz, tylko pieprzysz bez sensu. Jeśli się dokonuje tego rodzaju zmian, jest oczywiste, że pierwszy rok musi być najtrudniejszy. Przeludnienie w szkołach? Gdzie? Chyba w Chinach? Bo z tego co mi wiadomo gminy hurtem likwidują szkoły, z zupełnie przeciwnych do przeludnienia powodów. Zdaje się, że mamy problem z niżem, nie wyżem demograficznym. Te kolejki do kibla to już jakiś rodzaj zboczenia. Wiele podstawówek prowadzi klasy zero i nie ma tam ani kibli dla liliputów, ani ogonków do sikania. Przecież to ta sama liczba dzieci, tylko inaczej rozłożona, przynajmniej tyle warto zrozumieć. Jeśli już szukać argumentów przeciw, to ten jest poważny i tylko jeden. Nazywa się nauczanie początkowe, chodzi o profesjonalne przedszkola, które pozwolą złagodzić i przygotować wejście do szkoły. Tu i tylko tu jest problem.


      • “Idiotyzm zdziecinniałych rodziców, “Napoleonów i Bogartów” do klas specjalnej troski, pieprzysz bez sensu”. Rozumiem, że na pieprzenie z sensem, obrażanie grup rodziców i wyśmiewanie za wzrost ma monopol tylko i wyłącznie MK.

        W szkole podstawowej, w której rejonie ja zamieszkuję, będzie 8 klas pierwszych, bo normalnie jest 4 (z powodu braku sal, nauka na II zmiany).

        Dla socjologa nie powinno być obce pojęcie migracji (najczęściej ukierunkowane z terenów wiejskich do metropolii oraz ze wschodu na zachód), niezależnie od niżu lub wyżu demogr.

        Matka, to Twój blog, ale miło by było, gdybyś darował sobie obrażanie innych. O ile dyskutujemy, nawet emocjonalnie, jest OK, ale dyskryminacja dzieci za ich wzrost trąca mi głupotą.

        Pozdrawiam

        • Czy naprawdę jesteś aż tak
          Czy naprawdę jesteś aż tak głupi? Czy dostrzegłeś głupie “argumenty” i teraz wyjeżdżasz z dyskryminacją “Napoleonów” w jakieś żałosnej desperacji. Naprawdę musisz się zniżać do tego pułapu głupoty? Aż tak durne ślady po sobie chcesz zostawić na tym niszowym Portalu? Jeśli w moich argumentach wyczytałeś poniżanie dzieci o niskim wzroście, to leć na Onet i nie wracaj tu. Przy odrobinie rozumu, da się wyczytać z tego co napisałem, PRZECIWNĄ OPINIĘ.

  15. “jeszcze tylko trzeba zmienić
    “jeszcze tylko trzeba zmienić szkołę (mentalność, umiejętności nauczycieli ?)”
    – pierwszy raz się z Tobą zgodzę.

    Ale jednak dodam, że przy przeludnionej klasie (dwa roczniki w jednym), to i plastikowe stołeczki nie pomogą, jeśli do dwóch odległych o 150m sedesów jest kolejka drugo, trzecio i czwarto klasistów. Przeludnienie oznacza pracę szkoły na dwie, albo i trzy zmiany, co z dziećmi pod nieobecność rodziców ? I takich szczegółów technicznych składających się na całość obrazu jest wiele.
    Piszecie tym razem z Matką w duecie, że odbieraniem dzieciństwa jest uniemożliwienie przez nadopiekuńczych rodziców kształcenia dzieci. Wnioskować by należało, że w sierocińcach są zatem najodpowiedniejsze warunki dla rozwoju dziecka. LITOŚCI !!!

    P.S. Celowo przejaskrawiłem (zachowując rozsądek, jestem zainteresowany zarówno rewersem, jak i awersem sprawy).

    • Niczego nie przejaskrawiasz,
      Niczego nie przejaskrawiasz, tylko pieprzysz bez sensu. Jeśli się dokonuje tego rodzaju zmian, jest oczywiste, że pierwszy rok musi być najtrudniejszy. Przeludnienie w szkołach? Gdzie? Chyba w Chinach? Bo z tego co mi wiadomo gminy hurtem likwidują szkoły, z zupełnie przeciwnych do przeludnienia powodów. Zdaje się, że mamy problem z niżem, nie wyżem demograficznym. Te kolejki do kibla to już jakiś rodzaj zboczenia. Wiele podstawówek prowadzi klasy zero i nie ma tam ani kibli dla liliputów, ani ogonków do sikania. Przecież to ta sama liczba dzieci, tylko inaczej rozłożona, przynajmniej tyle warto zrozumieć. Jeśli już szukać argumentów przeciw, to ten jest poważny i tylko jeden. Nazywa się nauczanie początkowe, chodzi o profesjonalne przedszkola, które pozwolą złagodzić i przygotować wejście do szkoły. Tu i tylko tu jest problem.


      • “Idiotyzm zdziecinniałych rodziców, “Napoleonów i Bogartów” do klas specjalnej troski, pieprzysz bez sensu”. Rozumiem, że na pieprzenie z sensem, obrażanie grup rodziców i wyśmiewanie za wzrost ma monopol tylko i wyłącznie MK.

        W szkole podstawowej, w której rejonie ja zamieszkuję, będzie 8 klas pierwszych, bo normalnie jest 4 (z powodu braku sal, nauka na II zmiany).

        Dla socjologa nie powinno być obce pojęcie migracji (najczęściej ukierunkowane z terenów wiejskich do metropolii oraz ze wschodu na zachód), niezależnie od niżu lub wyżu demogr.

        Matka, to Twój blog, ale miło by było, gdybyś darował sobie obrażanie innych. O ile dyskutujemy, nawet emocjonalnie, jest OK, ale dyskryminacja dzieci za ich wzrost trąca mi głupotą.

        Pozdrawiam

        • Czy naprawdę jesteś aż tak
          Czy naprawdę jesteś aż tak głupi? Czy dostrzegłeś głupie “argumenty” i teraz wyjeżdżasz z dyskryminacją “Napoleonów” w jakieś żałosnej desperacji. Naprawdę musisz się zniżać do tego pułapu głupoty? Aż tak durne ślady po sobie chcesz zostawić na tym niszowym Portalu? Jeśli w moich argumentach wyczytałeś poniżanie dzieci o niskim wzroście, to leć na Onet i nie wracaj tu. Przy odrobinie rozumu, da się wyczytać z tego co napisałem, PRZECIWNĄ OPINIĘ.

  16. Nie widzę takiego sporu
    Nie widzę takiego sporu między rodzina to świętość, a dziecko to moja własność. Rodzina to świętość, a dziecko nie jest niczyją własnością. Niemniej zgadzam się co do generalnej zasady, że to rodzice powinni decydować o losach dziecka, a to wynika z oczywistego powodu – rodzice znają swoje dziecko lepiej niż państwo. Nie przeszkadza to w żadnym stopniu na zachowanie zdrowego rozsądku, że dziecko powinno się uczyć, a gdy chore pójść do lekarza. Tak rozumiem obowiązek szkolny i jak jestem indywidualistą na pewne rygory się godzę. Rygor edukacji popieram w całej rozciągłości. Problem rzeczywiście pojawia się tam, gdzie rodzice są idiotami, członkami sekty, czy choćby pedofilami. Tam się kończą prawa rodzicielskie i chyba nie wymyślono niż lepszego niż jakieś tam urzędnicze prewencje. Ale to są skrajności. Wszędzie tam gdzie rodzina jest świętością, nie traktuje się dziecka jak własność. Decyzji o przyszłości dziecka nie uniknie żaden rodzic, to nie jest przejaw “własności”, ale odpowiedzialności i z tego każdy rodzic zostanie przez dziecko rozliczony.

  17. Nie widzę takiego sporu
    Nie widzę takiego sporu między rodzina to świętość, a dziecko to moja własność. Rodzina to świętość, a dziecko nie jest niczyją własnością. Niemniej zgadzam się co do generalnej zasady, że to rodzice powinni decydować o losach dziecka, a to wynika z oczywistego powodu – rodzice znają swoje dziecko lepiej niż państwo. Nie przeszkadza to w żadnym stopniu na zachowanie zdrowego rozsądku, że dziecko powinno się uczyć, a gdy chore pójść do lekarza. Tak rozumiem obowiązek szkolny i jak jestem indywidualistą na pewne rygory się godzę. Rygor edukacji popieram w całej rozciągłości. Problem rzeczywiście pojawia się tam, gdzie rodzice są idiotami, członkami sekty, czy choćby pedofilami. Tam się kończą prawa rodzicielskie i chyba nie wymyślono niż lepszego niż jakieś tam urzędnicze prewencje. Ale to są skrajności. Wszędzie tam gdzie rodzina jest świętością, nie traktuje się dziecka jak własność. Decyzji o przyszłości dziecka nie uniknie żaden rodzic, to nie jest przejaw “własności”, ale odpowiedzialności i z tego każdy rodzic zostanie przez dziecko rozliczony.

  18. Nie widzę takiego sporu
    Nie widzę takiego sporu między rodzina to świętość, a dziecko to moja własność. Rodzina to świętość, a dziecko nie jest niczyją własnością. Niemniej zgadzam się co do generalnej zasady, że to rodzice powinni decydować o losach dziecka, a to wynika z oczywistego powodu – rodzice znają swoje dziecko lepiej niż państwo. Nie przeszkadza to w żadnym stopniu na zachowanie zdrowego rozsądku, że dziecko powinno się uczyć, a gdy chore pójść do lekarza. Tak rozumiem obowiązek szkolny i jak jestem indywidualistą na pewne rygory się godzę. Rygor edukacji popieram w całej rozciągłości. Problem rzeczywiście pojawia się tam, gdzie rodzice są idiotami, członkami sekty, czy choćby pedofilami. Tam się kończą prawa rodzicielskie i chyba nie wymyślono niż lepszego niż jakieś tam urzędnicze prewencje. Ale to są skrajności. Wszędzie tam gdzie rodzina jest świętością, nie traktuje się dziecka jak własność. Decyzji o przyszłości dziecka nie uniknie żaden rodzic, to nie jest przejaw “własności”, ale odpowiedzialności i z tego każdy rodzic zostanie przez dziecko rozliczony.

  19. plan minimum
    Owszem, część rodziców wolałaby posłać dziecko do szkoły dopiero w wieku gdy wąs się sypie, bo wcześniej jest potrzebne do roboty przy krowach, ale mi szło tylko o śmiesznie małą dawkę “liberalizmu”, wolny wybór” 6 lat, czy 7.

    • Chlorze, mało tego! Gdyby nie
      Chlorze, mało tego! Gdyby nie obowiązek szklony mielibyśmy w tych obszarach, które wspominasz analfabetyzm. I to nie tylko z powodu krów, ale oszczędności i lenistwa. Kupić książki, tornister, piórnik, pojechać do miasta na wywiadówkę. Ile to będzie na Tury? Problem z tym całym liberalizmem polega na tym, że zakłada pewien idealny stan rzeczy. Oto rodzice są inteligentni, nie pijacy, świadomi wiedzą lepiej. Niestety i zwłaszcza w Polsce jakiejś jednej trzeciej trzeba wbić do łba i postraszyć, by nie zmarnowali dzieciom życia. Nie chcę nikogo epatować, ale polecam wycieczkę po pegeerowskich osiedlach, tam łatwo znaleźć odpowiedź dlaczego obowiązek szkolny jest konieczny i im szybciej tym lepiej. Podam tylko jeden skrajny przykład. Do gabinetu logopedy trafi sześciolatek, który potrafi tylko pić kaszkę ze smoczka. Dławi się stałymi pokarmami, bełkocze zamiast mówić, bo język przez sześcioletnie życie służył mu do ssania. Smoczek i spokój. O takich prozaicznych lekcjach jak korzystanie z łazienki, mycie rak, jedzenie widelcem, bo do noża to stopniowo trzeba dojść, nie wspomnę. Naprawdę warto analizować każde zjawisko rozumem, chociaż pewne stałe w życiu są konieczne. Wybór między 6 i 7 lat dla czystej liberalnej zasady? Nie wiem, śmieszne mi się to wydaje. Albo wybór w ogóle, albo nie robić sobie jaj z przedziałem wiekowym, aby doktrynie stało się zadość.

  20. plan minimum
    Owszem, część rodziców wolałaby posłać dziecko do szkoły dopiero w wieku gdy wąs się sypie, bo wcześniej jest potrzebne do roboty przy krowach, ale mi szło tylko o śmiesznie małą dawkę “liberalizmu”, wolny wybór” 6 lat, czy 7.

    • Chlorze, mało tego! Gdyby nie
      Chlorze, mało tego! Gdyby nie obowiązek szklony mielibyśmy w tych obszarach, które wspominasz analfabetyzm. I to nie tylko z powodu krów, ale oszczędności i lenistwa. Kupić książki, tornister, piórnik, pojechać do miasta na wywiadówkę. Ile to będzie na Tury? Problem z tym całym liberalizmem polega na tym, że zakłada pewien idealny stan rzeczy. Oto rodzice są inteligentni, nie pijacy, świadomi wiedzą lepiej. Niestety i zwłaszcza w Polsce jakiejś jednej trzeciej trzeba wbić do łba i postraszyć, by nie zmarnowali dzieciom życia. Nie chcę nikogo epatować, ale polecam wycieczkę po pegeerowskich osiedlach, tam łatwo znaleźć odpowiedź dlaczego obowiązek szkolny jest konieczny i im szybciej tym lepiej. Podam tylko jeden skrajny przykład. Do gabinetu logopedy trafi sześciolatek, który potrafi tylko pić kaszkę ze smoczka. Dławi się stałymi pokarmami, bełkocze zamiast mówić, bo język przez sześcioletnie życie służył mu do ssania. Smoczek i spokój. O takich prozaicznych lekcjach jak korzystanie z łazienki, mycie rak, jedzenie widelcem, bo do noża to stopniowo trzeba dojść, nie wspomnę. Naprawdę warto analizować każde zjawisko rozumem, chociaż pewne stałe w życiu są konieczne. Wybór między 6 i 7 lat dla czystej liberalnej zasady? Nie wiem, śmieszne mi się to wydaje. Albo wybór w ogóle, albo nie robić sobie jaj z przedziałem wiekowym, aby doktrynie stało się zadość.

  21. plan minimum
    Owszem, część rodziców wolałaby posłać dziecko do szkoły dopiero w wieku gdy wąs się sypie, bo wcześniej jest potrzebne do roboty przy krowach, ale mi szło tylko o śmiesznie małą dawkę “liberalizmu”, wolny wybór” 6 lat, czy 7.

    • Chlorze, mało tego! Gdyby nie
      Chlorze, mało tego! Gdyby nie obowiązek szklony mielibyśmy w tych obszarach, które wspominasz analfabetyzm. I to nie tylko z powodu krów, ale oszczędności i lenistwa. Kupić książki, tornister, piórnik, pojechać do miasta na wywiadówkę. Ile to będzie na Tury? Problem z tym całym liberalizmem polega na tym, że zakłada pewien idealny stan rzeczy. Oto rodzice są inteligentni, nie pijacy, świadomi wiedzą lepiej. Niestety i zwłaszcza w Polsce jakiejś jednej trzeciej trzeba wbić do łba i postraszyć, by nie zmarnowali dzieciom życia. Nie chcę nikogo epatować, ale polecam wycieczkę po pegeerowskich osiedlach, tam łatwo znaleźć odpowiedź dlaczego obowiązek szkolny jest konieczny i im szybciej tym lepiej. Podam tylko jeden skrajny przykład. Do gabinetu logopedy trafi sześciolatek, który potrafi tylko pić kaszkę ze smoczka. Dławi się stałymi pokarmami, bełkocze zamiast mówić, bo język przez sześcioletnie życie służył mu do ssania. Smoczek i spokój. O takich prozaicznych lekcjach jak korzystanie z łazienki, mycie rak, jedzenie widelcem, bo do noża to stopniowo trzeba dojść, nie wspomnę. Naprawdę warto analizować każde zjawisko rozumem, chociaż pewne stałe w życiu są konieczne. Wybór między 6 i 7 lat dla czystej liberalnej zasady? Nie wiem, śmieszne mi się to wydaje. Albo wybór w ogóle, albo nie robić sobie jaj z przedziałem wiekowym, aby doktrynie stało się zadość.

  22. Mam wrażenie, że Cię tu
    Mam wrażenie, że Cię tu “świętość’ bodzie. Zgadzam się co do zasady w tym co piszesz. Natomiast “świętość” zastąp sobie czym tam lubisz, na przykład “nikt mi ni będzie krzyża wieszał” i nie ma polemiki. Mówiąc o świętości, myślę o prawie wyboru jak żyć. Zdaje się, że skorzystałaś z tego prawa, idąc indywidualną ścieżką etyki, a nie powszechną państwową religią w szkołach. I o tym mówię. Czasami, a właściwie często państwo robi rzeczy, które rodzice mają prawo olać. Dla Ciebie będzie to religia, dla kogoś innego ten głupi protest. Mnie nie przeszkadza to, że “ratujmy maluchy”, bo czym się ten protest różni od Twojego indywidualnego? Ten sam protest przeciw państwowej urawniłowce. Mnie nie przeszkadza “ratujmy maluchy” jako prawo do protestu, mnie irytuje głupota tego protestu, stadna głupota.

  23. Mam wrażenie, że Cię tu
    Mam wrażenie, że Cię tu “świętość’ bodzie. Zgadzam się co do zasady w tym co piszesz. Natomiast “świętość” zastąp sobie czym tam lubisz, na przykład “nikt mi ni będzie krzyża wieszał” i nie ma polemiki. Mówiąc o świętości, myślę o prawie wyboru jak żyć. Zdaje się, że skorzystałaś z tego prawa, idąc indywidualną ścieżką etyki, a nie powszechną państwową religią w szkołach. I o tym mówię. Czasami, a właściwie często państwo robi rzeczy, które rodzice mają prawo olać. Dla Ciebie będzie to religia, dla kogoś innego ten głupi protest. Mnie nie przeszkadza to, że “ratujmy maluchy”, bo czym się ten protest różni od Twojego indywidualnego? Ten sam protest przeciw państwowej urawniłowce. Mnie nie przeszkadza “ratujmy maluchy” jako prawo do protestu, mnie irytuje głupota tego protestu, stadna głupota.

  24. Mam wrażenie, że Cię tu
    Mam wrażenie, że Cię tu “świętość’ bodzie. Zgadzam się co do zasady w tym co piszesz. Natomiast “świętość” zastąp sobie czym tam lubisz, na przykład “nikt mi ni będzie krzyża wieszał” i nie ma polemiki. Mówiąc o świętości, myślę o prawie wyboru jak żyć. Zdaje się, że skorzystałaś z tego prawa, idąc indywidualną ścieżką etyki, a nie powszechną państwową religią w szkołach. I o tym mówię. Czasami, a właściwie często państwo robi rzeczy, które rodzice mają prawo olać. Dla Ciebie będzie to religia, dla kogoś innego ten głupi protest. Mnie nie przeszkadza to, że “ratujmy maluchy”, bo czym się ten protest różni od Twojego indywidualnego? Ten sam protest przeciw państwowej urawniłowce. Mnie nie przeszkadza “ratujmy maluchy” jako prawo do protestu, mnie irytuje głupota tego protestu, stadna głupota.

  25. kto chętniej bierze za mordy, lewica czy prawica?
    To wszystko zależy od podejścia ideowego.
    Czy obywatel ma się dopasować do tego co wygodniejsze dla państwa i administracji, czy też państwo ma być z grubsza takie, jakiego chce ludność?
    Do tego sporu ciężko dopasować podział: lewica, prawica z uwagi na totalne pokiełbaszenie tych pojęć.

    • Subtelności. Za mordę bierze
      Subtelności. Za mordę bierze ten co ma władzę. Co tu kombinować, przecież przed internetem wiadomo było czym się kończą zapędy jednych i drugich. Komunizm ile pogrzebał? Sam Gruzin jakieś 40 milionów. Po drugiej stronie dyżurny Adolf, mimo wszystko skromniejszy, ale czy ta prawica była fajna? Mnie te podziały ideowe szczerze nudzą, owszem zawsze i wszędzie będę za jednostką, przeciw masom, ale co ja mogę i kogo to obchodzi. To coś co jest teraz u władzy trzyma za mordę od lewa do prawa i masy cieszą buźki, aż miło, tak w lewą jak w prawą stronę wykrzywiają twarze. Masowo zadowoleni. Zamordyzm można podzielić tylko na taki co zna proporcje i przez to długotrwały, bo mniej boli i na zachłanny, co nie koniecznie wiąże się z ulotnością, ale milionami trumien na przykład.

        • No to jak już poślesz swoją
          No to jak już poślesz swoją 14 – letnią pociechę do pierwszej klasy, tak żeby bez problemu dostała i przepchała się do kibla, pomożesz przy okazji odrobić lekcje z historii. Najsłynniejszym lewicowym działaczem XX wieku był Adolf Hitler, a jego partia NSDAP była członkiem założycielem międzynarodówki. Dalej pociągniesz lekcje w kierunku kultowych ruchów lewicowych i wyjdzie Ci, że nazizm niewiele różnił się od lewicowych dzieci z kwiatami we włosach. Albo masz słaby dzień, albo rzeczywiście jesteś jaki jesteś.

          • generalnie spokojnie
            Ale Tobie z historii to nikt nie pomagał. 🙂

            Z większością Twoich poglądów się zgadzam (nawet tych o nauce 6 latków), mam inne zdanie co do szczegółów uderzających w konkretny rocznik dzieci i ich rodziców.
            Uważam też, że KONTROWERSJE nie mają aliasu MatkaKurkaWersje, więc eskalowanie emocji i forsowanie jednego nurtu za wszelką cenę nie ma sensu.
            Na szczęście nie jesteś papieżem, więc dogmat nieomylności nie został naruszony 🙂

            Pozdrawiam Serdecznie

  26. kto chętniej bierze za mordy, lewica czy prawica?
    To wszystko zależy od podejścia ideowego.
    Czy obywatel ma się dopasować do tego co wygodniejsze dla państwa i administracji, czy też państwo ma być z grubsza takie, jakiego chce ludność?
    Do tego sporu ciężko dopasować podział: lewica, prawica z uwagi na totalne pokiełbaszenie tych pojęć.

    • Subtelności. Za mordę bierze
      Subtelności. Za mordę bierze ten co ma władzę. Co tu kombinować, przecież przed internetem wiadomo było czym się kończą zapędy jednych i drugich. Komunizm ile pogrzebał? Sam Gruzin jakieś 40 milionów. Po drugiej stronie dyżurny Adolf, mimo wszystko skromniejszy, ale czy ta prawica była fajna? Mnie te podziały ideowe szczerze nudzą, owszem zawsze i wszędzie będę za jednostką, przeciw masom, ale co ja mogę i kogo to obchodzi. To coś co jest teraz u władzy trzyma za mordę od lewa do prawa i masy cieszą buźki, aż miło, tak w lewą jak w prawą stronę wykrzywiają twarze. Masowo zadowoleni. Zamordyzm można podzielić tylko na taki co zna proporcje i przez to długotrwały, bo mniej boli i na zachłanny, co nie koniecznie wiąże się z ulotnością, ale milionami trumien na przykład.

        • No to jak już poślesz swoją
          No to jak już poślesz swoją 14 – letnią pociechę do pierwszej klasy, tak żeby bez problemu dostała i przepchała się do kibla, pomożesz przy okazji odrobić lekcje z historii. Najsłynniejszym lewicowym działaczem XX wieku był Adolf Hitler, a jego partia NSDAP była członkiem założycielem międzynarodówki. Dalej pociągniesz lekcje w kierunku kultowych ruchów lewicowych i wyjdzie Ci, że nazizm niewiele różnił się od lewicowych dzieci z kwiatami we włosach. Albo masz słaby dzień, albo rzeczywiście jesteś jaki jesteś.

          • generalnie spokojnie
            Ale Tobie z historii to nikt nie pomagał. 🙂

            Z większością Twoich poglądów się zgadzam (nawet tych o nauce 6 latków), mam inne zdanie co do szczegółów uderzających w konkretny rocznik dzieci i ich rodziców.
            Uważam też, że KONTROWERSJE nie mają aliasu MatkaKurkaWersje, więc eskalowanie emocji i forsowanie jednego nurtu za wszelką cenę nie ma sensu.
            Na szczęście nie jesteś papieżem, więc dogmat nieomylności nie został naruszony 🙂

            Pozdrawiam Serdecznie

  27. kto chętniej bierze za mordy, lewica czy prawica?
    To wszystko zależy od podejścia ideowego.
    Czy obywatel ma się dopasować do tego co wygodniejsze dla państwa i administracji, czy też państwo ma być z grubsza takie, jakiego chce ludność?
    Do tego sporu ciężko dopasować podział: lewica, prawica z uwagi na totalne pokiełbaszenie tych pojęć.

    • Subtelności. Za mordę bierze
      Subtelności. Za mordę bierze ten co ma władzę. Co tu kombinować, przecież przed internetem wiadomo było czym się kończą zapędy jednych i drugich. Komunizm ile pogrzebał? Sam Gruzin jakieś 40 milionów. Po drugiej stronie dyżurny Adolf, mimo wszystko skromniejszy, ale czy ta prawica była fajna? Mnie te podziały ideowe szczerze nudzą, owszem zawsze i wszędzie będę za jednostką, przeciw masom, ale co ja mogę i kogo to obchodzi. To coś co jest teraz u władzy trzyma za mordę od lewa do prawa i masy cieszą buźki, aż miło, tak w lewą jak w prawą stronę wykrzywiają twarze. Masowo zadowoleni. Zamordyzm można podzielić tylko na taki co zna proporcje i przez to długotrwały, bo mniej boli i na zachłanny, co nie koniecznie wiąże się z ulotnością, ale milionami trumien na przykład.

        • No to jak już poślesz swoją
          No to jak już poślesz swoją 14 – letnią pociechę do pierwszej klasy, tak żeby bez problemu dostała i przepchała się do kibla, pomożesz przy okazji odrobić lekcje z historii. Najsłynniejszym lewicowym działaczem XX wieku był Adolf Hitler, a jego partia NSDAP była członkiem założycielem międzynarodówki. Dalej pociągniesz lekcje w kierunku kultowych ruchów lewicowych i wyjdzie Ci, że nazizm niewiele różnił się od lewicowych dzieci z kwiatami we włosach. Albo masz słaby dzień, albo rzeczywiście jesteś jaki jesteś.

          • generalnie spokojnie
            Ale Tobie z historii to nikt nie pomagał. 🙂

            Z większością Twoich poglądów się zgadzam (nawet tych o nauce 6 latków), mam inne zdanie co do szczegółów uderzających w konkretny rocznik dzieci i ich rodziców.
            Uważam też, że KONTROWERSJE nie mają aliasu MatkaKurkaWersje, więc eskalowanie emocji i forsowanie jednego nurtu za wszelką cenę nie ma sensu.
            Na szczęście nie jesteś papieżem, więc dogmat nieomylności nie został naruszony 🙂

            Pozdrawiam Serdecznie

  28. takie “idiotyczne akcje” sa
    wolaniem o pomoc grupy ludzi, ktorzy wiedza, ze dzieje sie jakas niesprawiedliwosc, ale nie wiedza, jak ja nazwac.
    W przypadku dziecko nie ma nigdy tak ani tak. Pobozne zyczenie to pedagog, ktory dziecko rozumie i zna, ale nie wiem, ile dzieci jest srednio w klasie w polskich szkolach, moja najmlodsza corka jest w 30-osobowej klasie.
    Przy czym w niemieckich szkolach ucza sie teraz dzieci z tych umiarkowanych rocznikow i klasy teoretycznie musialy byc prawie o polowie mniejsze. Czemu w pore zapobiegla komunalna polityka zamykajac w mniejszych dzielnicach czy gminach szkoly, z przyczyn ekonomicznych. Po to, zeby dzieciarnia miala mniej czasu na PC czy TV czy PS, czy jak to sie jeszcze nazywa, za to wiecej spedzac czasu w drodze 😉 Podroze ksztalca.

    NB: Tezy, jakoby wiekszosc dzieci miala wyrodnych, bo biednych, rodzicow, przypominaja mi postawe pani von der Leyen, ktorej udalo sie minimum socjalne dla dzieci niemieckich bezrobotnych, niezgodne z konstytucja, utrzymac na poziomie plus minus zero, inwestujac miliony w tak zwany “Bildungspaket” – zeby rodzice nie przepili pieniedzy, dzieci maja chodzic na obiady w szkolach – ktorych wiekszosc nie ma stolowek, albo zeby dzialaly w zwiazkach sportowych, chociaz rodzicow nie stac ani na bilet na dojazd, ani na obowiazkowy sprzet czy stroj. Korzysta na tym monstrualna maszyna biurokratyczna.

    Prawica czy lewica, to obrzydliwe, kiedy dziecko instrumentalizuje sie w politycznych potyczkach.

  29. takie “idiotyczne akcje” sa
    wolaniem o pomoc grupy ludzi, ktorzy wiedza, ze dzieje sie jakas niesprawiedliwosc, ale nie wiedza, jak ja nazwac.
    W przypadku dziecko nie ma nigdy tak ani tak. Pobozne zyczenie to pedagog, ktory dziecko rozumie i zna, ale nie wiem, ile dzieci jest srednio w klasie w polskich szkolach, moja najmlodsza corka jest w 30-osobowej klasie.
    Przy czym w niemieckich szkolach ucza sie teraz dzieci z tych umiarkowanych rocznikow i klasy teoretycznie musialy byc prawie o polowie mniejsze. Czemu w pore zapobiegla komunalna polityka zamykajac w mniejszych dzielnicach czy gminach szkoly, z przyczyn ekonomicznych. Po to, zeby dzieciarnia miala mniej czasu na PC czy TV czy PS, czy jak to sie jeszcze nazywa, za to wiecej spedzac czasu w drodze 😉 Podroze ksztalca.

    NB: Tezy, jakoby wiekszosc dzieci miala wyrodnych, bo biednych, rodzicow, przypominaja mi postawe pani von der Leyen, ktorej udalo sie minimum socjalne dla dzieci niemieckich bezrobotnych, niezgodne z konstytucja, utrzymac na poziomie plus minus zero, inwestujac miliony w tak zwany “Bildungspaket” – zeby rodzice nie przepili pieniedzy, dzieci maja chodzic na obiady w szkolach – ktorych wiekszosc nie ma stolowek, albo zeby dzialaly w zwiazkach sportowych, chociaz rodzicow nie stac ani na bilet na dojazd, ani na obowiazkowy sprzet czy stroj. Korzysta na tym monstrualna maszyna biurokratyczna.

    Prawica czy lewica, to obrzydliwe, kiedy dziecko instrumentalizuje sie w politycznych potyczkach.

  30. takie “idiotyczne akcje” sa
    wolaniem o pomoc grupy ludzi, ktorzy wiedza, ze dzieje sie jakas niesprawiedliwosc, ale nie wiedza, jak ja nazwac.
    W przypadku dziecko nie ma nigdy tak ani tak. Pobozne zyczenie to pedagog, ktory dziecko rozumie i zna, ale nie wiem, ile dzieci jest srednio w klasie w polskich szkolach, moja najmlodsza corka jest w 30-osobowej klasie.
    Przy czym w niemieckich szkolach ucza sie teraz dzieci z tych umiarkowanych rocznikow i klasy teoretycznie musialy byc prawie o polowie mniejsze. Czemu w pore zapobiegla komunalna polityka zamykajac w mniejszych dzielnicach czy gminach szkoly, z przyczyn ekonomicznych. Po to, zeby dzieciarnia miala mniej czasu na PC czy TV czy PS, czy jak to sie jeszcze nazywa, za to wiecej spedzac czasu w drodze 😉 Podroze ksztalca.

    NB: Tezy, jakoby wiekszosc dzieci miala wyrodnych, bo biednych, rodzicow, przypominaja mi postawe pani von der Leyen, ktorej udalo sie minimum socjalne dla dzieci niemieckich bezrobotnych, niezgodne z konstytucja, utrzymac na poziomie plus minus zero, inwestujac miliony w tak zwany “Bildungspaket” – zeby rodzice nie przepili pieniedzy, dzieci maja chodzic na obiady w szkolach – ktorych wiekszosc nie ma stolowek, albo zeby dzialaly w zwiazkach sportowych, chociaz rodzicow nie stac ani na bilet na dojazd, ani na obowiazkowy sprzet czy stroj. Korzysta na tym monstrualna maszyna biurokratyczna.

    Prawica czy lewica, to obrzydliwe, kiedy dziecko instrumentalizuje sie w politycznych potyczkach.

  31. 🙂
    Co jest okropnym zamachem na dziecinstwo, to stygmatyzacja. Im wieksze klasowe roznice, tym wieksza bezradnosc malego czlowieka, ktory nie ma szans zeby uniknac mobbingu – tych cwaniakow, ktorzy mysla ze sa madrzejsi, bo maja markowy tornister a w domu telewizor we wlasnym pokoju i komputer.

  32. 🙂
    Co jest okropnym zamachem na dziecinstwo, to stygmatyzacja. Im wieksze klasowe roznice, tym wieksza bezradnosc malego czlowieka, ktory nie ma szans zeby uniknac mobbingu – tych cwaniakow, ktorzy mysla ze sa madrzejsi, bo maja markowy tornister a w domu telewizor we wlasnym pokoju i komputer.

  33. 🙂
    Co jest okropnym zamachem na dziecinstwo, to stygmatyzacja. Im wieksze klasowe roznice, tym wieksza bezradnosc malego czlowieka, ktory nie ma szans zeby uniknac mobbingu – tych cwaniakow, ktorzy mysla ze sa madrzejsi, bo maja markowy tornister a w domu telewizor we wlasnym pokoju i komputer.

  34. A może jest jeszcze drugie dno …
    A może jest jeszcze drugie dno w tej sprawie ? Całość pachnie mi troszkę akcją pań przedszkolanek. Jeśli zabierzemy dzieci z przedszkola do szkoły wcześniej to po prostu “padnie” sporo etatów w przedszkolach. Mówię na przykładzie własnym, gdzie do podpisu pod akcją papier podsunęła mi pani przedszkolanka mojego syna w przedszkolu i zdecydowanym tonem tłumaczyła bezsensowność pójścia dzieci do szkoły wcześniej … Na dyskusję na argumenty nie było szans.
    Problem drugi to jest możliwość wyłapania dzieci zdolnych i pomocy im na różnych etapach edukacji. Szkoła absolutnie nie jest gotowa na przyjęcie dzieci młodszych do szkoły, ale też od dawna nie jest gotowa na uczniów “trudnych, wybitnie zdolnych”. Najlepszy jest uczeń przeciętny, nieawanturujący się ! ten trudny jest problemem, a polska szkoła nie jest na to przygotowana. I to dlatego mamy problemy z wynalazcami, artystami, wybitnymi sportowcami, bo nie ma dla nich warunków do rozwoju w szkole, bo się ich wogóle w szkole nie szuka, bo będzie problem itd. itp.. Najpierw przygotujmy szkołę do pracy z ludźmi uzdolnionymi, edukujmy rodziców i pomagajmy w podjęciu decyzji o edukacji ich dzieci i wspierajmy nauczycieli, którzy nie boją się prac z dziećmi zdolnymi i potrafią ich wyłapać. Wtedy nie będzie miało znaczenia czy pójdzie do szkoły 3, 5, 6 czy 7 latek. Będą narzędzia do pracy i mechanizmy w szkole to nikt się nie będzie zastanawiał nad wiekiem. To samo dotyczy kwestii uczniów z problemami rozwojowymi, społecznymi i ogólnie nazywanych łobuzami.

    • No właśnie, błędne koło. Moim
      No właśnie, błędne koło. Moim zdaniem nie tylko nie powinno się obcinać etatyów w przedszkolach, ale dołożyć, bo ważnym elementem tej zmiany jest właśnie praca w przedszkolach. Także tu jest kompletna aberracja. Co do wymienionych problemów zgoda, ale co do recepty niekoniecznie. Jak słyszę, że musimy najpierw edukować rodziców i nauczycieli, by potem wciągnąć do edukacji dzieci, to już wiem, że nigdy i nic z tego nie wyjdzie. W Polsce najszybszy model edukacji i jednocześnie najskuteczniejszy jest taki, że jak się dupa pali, to się dopiero bierze do roboty. Pierwszy z brzegu przykład, to 50-letnie panie na studiach zaocznych. W życiu nie podniosły bodaj tak swoich kwalifikacji gdyby nie musiały. Zapomnijmy o idealnych warunkach nigdy takich mieć nie będziemy, trzeba ciała pedagogiczne stawiać pod ścianą, bo inaczej zgadają się na śmierć w pokojach nauczycielskich kiedy ci rodzice będę wyedukowani i szkoła gotowa. Pamiętam lamenty z gimnazjami, nie jestem do końca przekonany do tej reformy, nie krytykuję, ale też nie zachwycam się, ale kto dziś o tym histerycznie debatuje? Tak jest ze wszystkim, cokolwiek się zmienia zaczyna się bicie piany, blokujące każdą zmianę. Ten rząd nieuków i bumelantów przyprawia mnie o egzemę, ale za szczepionki, CO2 i sześciolatki nie mogę się przyczepić, bo mi rozum nie pozwala.

  35. A może jest jeszcze drugie dno …
    A może jest jeszcze drugie dno w tej sprawie ? Całość pachnie mi troszkę akcją pań przedszkolanek. Jeśli zabierzemy dzieci z przedszkola do szkoły wcześniej to po prostu “padnie” sporo etatów w przedszkolach. Mówię na przykładzie własnym, gdzie do podpisu pod akcją papier podsunęła mi pani przedszkolanka mojego syna w przedszkolu i zdecydowanym tonem tłumaczyła bezsensowność pójścia dzieci do szkoły wcześniej … Na dyskusję na argumenty nie było szans.
    Problem drugi to jest możliwość wyłapania dzieci zdolnych i pomocy im na różnych etapach edukacji. Szkoła absolutnie nie jest gotowa na przyjęcie dzieci młodszych do szkoły, ale też od dawna nie jest gotowa na uczniów “trudnych, wybitnie zdolnych”. Najlepszy jest uczeń przeciętny, nieawanturujący się ! ten trudny jest problemem, a polska szkoła nie jest na to przygotowana. I to dlatego mamy problemy z wynalazcami, artystami, wybitnymi sportowcami, bo nie ma dla nich warunków do rozwoju w szkole, bo się ich wogóle w szkole nie szuka, bo będzie problem itd. itp.. Najpierw przygotujmy szkołę do pracy z ludźmi uzdolnionymi, edukujmy rodziców i pomagajmy w podjęciu decyzji o edukacji ich dzieci i wspierajmy nauczycieli, którzy nie boją się prac z dziećmi zdolnymi i potrafią ich wyłapać. Wtedy nie będzie miało znaczenia czy pójdzie do szkoły 3, 5, 6 czy 7 latek. Będą narzędzia do pracy i mechanizmy w szkole to nikt się nie będzie zastanawiał nad wiekiem. To samo dotyczy kwestii uczniów z problemami rozwojowymi, społecznymi i ogólnie nazywanych łobuzami.

    • No właśnie, błędne koło. Moim
      No właśnie, błędne koło. Moim zdaniem nie tylko nie powinno się obcinać etatyów w przedszkolach, ale dołożyć, bo ważnym elementem tej zmiany jest właśnie praca w przedszkolach. Także tu jest kompletna aberracja. Co do wymienionych problemów zgoda, ale co do recepty niekoniecznie. Jak słyszę, że musimy najpierw edukować rodziców i nauczycieli, by potem wciągnąć do edukacji dzieci, to już wiem, że nigdy i nic z tego nie wyjdzie. W Polsce najszybszy model edukacji i jednocześnie najskuteczniejszy jest taki, że jak się dupa pali, to się dopiero bierze do roboty. Pierwszy z brzegu przykład, to 50-letnie panie na studiach zaocznych. W życiu nie podniosły bodaj tak swoich kwalifikacji gdyby nie musiały. Zapomnijmy o idealnych warunkach nigdy takich mieć nie będziemy, trzeba ciała pedagogiczne stawiać pod ścianą, bo inaczej zgadają się na śmierć w pokojach nauczycielskich kiedy ci rodzice będę wyedukowani i szkoła gotowa. Pamiętam lamenty z gimnazjami, nie jestem do końca przekonany do tej reformy, nie krytykuję, ale też nie zachwycam się, ale kto dziś o tym histerycznie debatuje? Tak jest ze wszystkim, cokolwiek się zmienia zaczyna się bicie piany, blokujące każdą zmianę. Ten rząd nieuków i bumelantów przyprawia mnie o egzemę, ale za szczepionki, CO2 i sześciolatki nie mogę się przyczepić, bo mi rozum nie pozwala.

  36. A może jest jeszcze drugie dno …
    A może jest jeszcze drugie dno w tej sprawie ? Całość pachnie mi troszkę akcją pań przedszkolanek. Jeśli zabierzemy dzieci z przedszkola do szkoły wcześniej to po prostu “padnie” sporo etatów w przedszkolach. Mówię na przykładzie własnym, gdzie do podpisu pod akcją papier podsunęła mi pani przedszkolanka mojego syna w przedszkolu i zdecydowanym tonem tłumaczyła bezsensowność pójścia dzieci do szkoły wcześniej … Na dyskusję na argumenty nie było szans.
    Problem drugi to jest możliwość wyłapania dzieci zdolnych i pomocy im na różnych etapach edukacji. Szkoła absolutnie nie jest gotowa na przyjęcie dzieci młodszych do szkoły, ale też od dawna nie jest gotowa na uczniów “trudnych, wybitnie zdolnych”. Najlepszy jest uczeń przeciętny, nieawanturujący się ! ten trudny jest problemem, a polska szkoła nie jest na to przygotowana. I to dlatego mamy problemy z wynalazcami, artystami, wybitnymi sportowcami, bo nie ma dla nich warunków do rozwoju w szkole, bo się ich wogóle w szkole nie szuka, bo będzie problem itd. itp.. Najpierw przygotujmy szkołę do pracy z ludźmi uzdolnionymi, edukujmy rodziców i pomagajmy w podjęciu decyzji o edukacji ich dzieci i wspierajmy nauczycieli, którzy nie boją się prac z dziećmi zdolnymi i potrafią ich wyłapać. Wtedy nie będzie miało znaczenia czy pójdzie do szkoły 3, 5, 6 czy 7 latek. Będą narzędzia do pracy i mechanizmy w szkole to nikt się nie będzie zastanawiał nad wiekiem. To samo dotyczy kwestii uczniów z problemami rozwojowymi, społecznymi i ogólnie nazywanych łobuzami.

    • No właśnie, błędne koło. Moim
      No właśnie, błędne koło. Moim zdaniem nie tylko nie powinno się obcinać etatyów w przedszkolach, ale dołożyć, bo ważnym elementem tej zmiany jest właśnie praca w przedszkolach. Także tu jest kompletna aberracja. Co do wymienionych problemów zgoda, ale co do recepty niekoniecznie. Jak słyszę, że musimy najpierw edukować rodziców i nauczycieli, by potem wciągnąć do edukacji dzieci, to już wiem, że nigdy i nic z tego nie wyjdzie. W Polsce najszybszy model edukacji i jednocześnie najskuteczniejszy jest taki, że jak się dupa pali, to się dopiero bierze do roboty. Pierwszy z brzegu przykład, to 50-letnie panie na studiach zaocznych. W życiu nie podniosły bodaj tak swoich kwalifikacji gdyby nie musiały. Zapomnijmy o idealnych warunkach nigdy takich mieć nie będziemy, trzeba ciała pedagogiczne stawiać pod ścianą, bo inaczej zgadają się na śmierć w pokojach nauczycielskich kiedy ci rodzice będę wyedukowani i szkoła gotowa. Pamiętam lamenty z gimnazjami, nie jestem do końca przekonany do tej reformy, nie krytykuję, ale też nie zachwycam się, ale kto dziś o tym histerycznie debatuje? Tak jest ze wszystkim, cokolwiek się zmienia zaczyna się bicie piany, blokujące każdą zmianę. Ten rząd nieuków i bumelantów przyprawia mnie o egzemę, ale za szczepionki, CO2 i sześciolatki nie mogę się przyczepić, bo mi rozum nie pozwala.

  37. A u mnie na wsi włamali się
    A u mnie na wsi włamali się do sklepu. Na co to idzie? Łojezu! Jakaż prężna myśl – świat jest niesprawiedliwy, bo jedni do szkoły jeżdżą Mercedesem, a drudzy gimbusem. Nigdy tak nie było. Dajcie ludzie spokój bedzie wojna. Nie posyłajta dziecków do szkół!

  38. A u mnie na wsi włamali się
    A u mnie na wsi włamali się do sklepu. Na co to idzie? Łojezu! Jakaż prężna myśl – świat jest niesprawiedliwy, bo jedni do szkoły jeżdżą Mercedesem, a drudzy gimbusem. Nigdy tak nie było. Dajcie ludzie spokój bedzie wojna. Nie posyłajta dziecków do szkół!

  39. A u mnie na wsi włamali się
    A u mnie na wsi włamali się do sklepu. Na co to idzie? Łojezu! Jakaż prężna myśl – świat jest niesprawiedliwy, bo jedni do szkoły jeżdżą Mercedesem, a drudzy gimbusem. Nigdy tak nie było. Dajcie ludzie spokój bedzie wojna. Nie posyłajta dziecków do szkół!

  40. A czy
    już jest program nauczania dla dzieci chodzących do podstawówki w nowym systemie czyli od 6 roku życia przez kolejne 9 lat? I czy ten program jest lepszy od obowiązującego do tej pory? Innymi słowy: czy po tych reformach będziemy mieć lepiej wykształcone społeczeństwo, czyli co „funduje” nam państwo w ramach powszechnej edukacji?

  41. A czy
    już jest program nauczania dla dzieci chodzących do podstawówki w nowym systemie czyli od 6 roku życia przez kolejne 9 lat? I czy ten program jest lepszy od obowiązującego do tej pory? Innymi słowy: czy po tych reformach będziemy mieć lepiej wykształcone społeczeństwo, czyli co „funduje” nam państwo w ramach powszechnej edukacji?

  42. A czy
    już jest program nauczania dla dzieci chodzących do podstawówki w nowym systemie czyli od 6 roku życia przez kolejne 9 lat? I czy ten program jest lepszy od obowiązującego do tej pory? Innymi słowy: czy po tych reformach będziemy mieć lepiej wykształcone społeczeństwo, czyli co „funduje” nam państwo w ramach powszechnej edukacji?

  43. dorola,
    nie jestem ani lewo, ani prawo, tylko jako absolwentka polskiej WSP i w tym samym czasie praktykujaca wychowawczyni (sanatorium dzieciece niedaleko Ziel. Gory), obecnie pracujaca w “niepedagogicznym” zawodzie, jako matka trojga dzieci ktore wszystkie bez wyjatku zaczely edukacje w wieku lat szesciu i poszly do szkoly plynnie czytajac i piszac, nie wiem, co masz na mysli mowiac o zakazach posiadania komputera? Kiedy dziecko wysylasz do szkoly wiesz, ze bez komputera odpadnie na przedbiegach, bo nawet zadania domowe czy bibliografie wiekszosc nauczycieli publikuje w necie. Albo aktualny plan lekcji.
    Te mundurki to raczej “ostatnie krzyki mody”, Vintage z obecnej kolekcji H&M Kid’s, co najmniej, i to sa mundurki, w ktore ubieraja sie “ci lepsi”. Tymczasem komputer stal sie instrumentem do wyszukiwania najbardziej aktualnych danych i drogowskazem do innych zrodel.
    Ja bym najpierw przeczytala sobie o zdrowych proporcjach – masz, i Matka Kurka, racje, biedota byla zawsze i wszedzie – i bedzie, w Polsce i w Niemczech. Ale klasa srednia, ci przecietni, pracujacy uczciwie i ciezko, zanika, przestaje byc czyms w rodzaju strefy zgniotu (nie wiem, czy tak sie nazywa “Knautschzone” albo “Puffer” po polsku?); dodatkowym problemem jest manipulacja medialna i szczucie jednych na drugich, podsycanie atmosfery zazdrosci, chciwosci, jakichs najbardziej prymitywnych instynktow, niszczenia na przyklad nie tylko przedmiotow, ale i swietosci – nie w znaczeniu religijnym. Co dominuje w ach jakze cywilizowanym, ach jakze zglobalizowanym swiecie, to jest niepokoj i bezradnosc, i dziecko, ktorych rodzice sa oslabieni bieda, nie maja poczucia spolecznej przynaleznosci, skad one maja miec cos w rodzaju pewnosci siebie, gwarancji dobrego startu, i co to ma wspolnego ze zdolnosciami tego dziecka?

    W tym swiecie nie ma miejsca na dziecinstwo, o ktorym niektorzy jeszcze pamietaja. I nie mam na mysli dzieci z Bullerbü czy Michel’a z Lönneberga’ Astrid Lindgren…. Chodzi moze o przedobrzenie z ta technika i chlonnoscia, i nie zycze tego zadnemu dziecku, bez wzgledu kim sa lub co maja ich rodzice.
    Pytanie, to jak daje sobie rade dziecieca psychika z ta “nadmiaryzacja”, z tym medialnym skowytem, z globalizacja, z przewrocona na lewa czy prawa strone rola rodziny, naciskiem wielu grup, sprzecznymi wymaganiami?

    Nie mam ochoty sie klocic, tym bardziej, ze obecnej dyskusji nie moge tak ad hoc sledzic w polskiej prasie.

    Mozliwe, ze w swietle Wam znanych faktow macie racje, MK i Ty, i ze nawet moglibyscie mi pokazac jakies statystyki.

    Powtarzam tylko, jakim prawem ci, ktorzy tak glosno krzycza o niesprawiedliwym traktowaniu dziecka, obojetnie, czy przez zlych rodzicow, polityke czy szkole, uzywaja tego samego dziecka jako sztandaru w walce o wlasna popularnosc, o wyborcze glosy?

  44. dorola,
    nie jestem ani lewo, ani prawo, tylko jako absolwentka polskiej WSP i w tym samym czasie praktykujaca wychowawczyni (sanatorium dzieciece niedaleko Ziel. Gory), obecnie pracujaca w “niepedagogicznym” zawodzie, jako matka trojga dzieci ktore wszystkie bez wyjatku zaczely edukacje w wieku lat szesciu i poszly do szkoly plynnie czytajac i piszac, nie wiem, co masz na mysli mowiac o zakazach posiadania komputera? Kiedy dziecko wysylasz do szkoly wiesz, ze bez komputera odpadnie na przedbiegach, bo nawet zadania domowe czy bibliografie wiekszosc nauczycieli publikuje w necie. Albo aktualny plan lekcji.
    Te mundurki to raczej “ostatnie krzyki mody”, Vintage z obecnej kolekcji H&M Kid’s, co najmniej, i to sa mundurki, w ktore ubieraja sie “ci lepsi”. Tymczasem komputer stal sie instrumentem do wyszukiwania najbardziej aktualnych danych i drogowskazem do innych zrodel.
    Ja bym najpierw przeczytala sobie o zdrowych proporcjach – masz, i Matka Kurka, racje, biedota byla zawsze i wszedzie – i bedzie, w Polsce i w Niemczech. Ale klasa srednia, ci przecietni, pracujacy uczciwie i ciezko, zanika, przestaje byc czyms w rodzaju strefy zgniotu (nie wiem, czy tak sie nazywa “Knautschzone” albo “Puffer” po polsku?); dodatkowym problemem jest manipulacja medialna i szczucie jednych na drugich, podsycanie atmosfery zazdrosci, chciwosci, jakichs najbardziej prymitywnych instynktow, niszczenia na przyklad nie tylko przedmiotow, ale i swietosci – nie w znaczeniu religijnym. Co dominuje w ach jakze cywilizowanym, ach jakze zglobalizowanym swiecie, to jest niepokoj i bezradnosc, i dziecko, ktorych rodzice sa oslabieni bieda, nie maja poczucia spolecznej przynaleznosci, skad one maja miec cos w rodzaju pewnosci siebie, gwarancji dobrego startu, i co to ma wspolnego ze zdolnosciami tego dziecka?

    W tym swiecie nie ma miejsca na dziecinstwo, o ktorym niektorzy jeszcze pamietaja. I nie mam na mysli dzieci z Bullerbü czy Michel’a z Lönneberga’ Astrid Lindgren…. Chodzi moze o przedobrzenie z ta technika i chlonnoscia, i nie zycze tego zadnemu dziecku, bez wzgledu kim sa lub co maja ich rodzice.
    Pytanie, to jak daje sobie rade dziecieca psychika z ta “nadmiaryzacja”, z tym medialnym skowytem, z globalizacja, z przewrocona na lewa czy prawa strone rola rodziny, naciskiem wielu grup, sprzecznymi wymaganiami?

    Nie mam ochoty sie klocic, tym bardziej, ze obecnej dyskusji nie moge tak ad hoc sledzic w polskiej prasie.

    Mozliwe, ze w swietle Wam znanych faktow macie racje, MK i Ty, i ze nawet moglibyscie mi pokazac jakies statystyki.

    Powtarzam tylko, jakim prawem ci, ktorzy tak glosno krzycza o niesprawiedliwym traktowaniu dziecka, obojetnie, czy przez zlych rodzicow, polityke czy szkole, uzywaja tego samego dziecka jako sztandaru w walce o wlasna popularnosc, o wyborcze glosy?

  45. dorola,
    nie jestem ani lewo, ani prawo, tylko jako absolwentka polskiej WSP i w tym samym czasie praktykujaca wychowawczyni (sanatorium dzieciece niedaleko Ziel. Gory), obecnie pracujaca w “niepedagogicznym” zawodzie, jako matka trojga dzieci ktore wszystkie bez wyjatku zaczely edukacje w wieku lat szesciu i poszly do szkoly plynnie czytajac i piszac, nie wiem, co masz na mysli mowiac o zakazach posiadania komputera? Kiedy dziecko wysylasz do szkoly wiesz, ze bez komputera odpadnie na przedbiegach, bo nawet zadania domowe czy bibliografie wiekszosc nauczycieli publikuje w necie. Albo aktualny plan lekcji.
    Te mundurki to raczej “ostatnie krzyki mody”, Vintage z obecnej kolekcji H&M Kid’s, co najmniej, i to sa mundurki, w ktore ubieraja sie “ci lepsi”. Tymczasem komputer stal sie instrumentem do wyszukiwania najbardziej aktualnych danych i drogowskazem do innych zrodel.
    Ja bym najpierw przeczytala sobie o zdrowych proporcjach – masz, i Matka Kurka, racje, biedota byla zawsze i wszedzie – i bedzie, w Polsce i w Niemczech. Ale klasa srednia, ci przecietni, pracujacy uczciwie i ciezko, zanika, przestaje byc czyms w rodzaju strefy zgniotu (nie wiem, czy tak sie nazywa “Knautschzone” albo “Puffer” po polsku?); dodatkowym problemem jest manipulacja medialna i szczucie jednych na drugich, podsycanie atmosfery zazdrosci, chciwosci, jakichs najbardziej prymitywnych instynktow, niszczenia na przyklad nie tylko przedmiotow, ale i swietosci – nie w znaczeniu religijnym. Co dominuje w ach jakze cywilizowanym, ach jakze zglobalizowanym swiecie, to jest niepokoj i bezradnosc, i dziecko, ktorych rodzice sa oslabieni bieda, nie maja poczucia spolecznej przynaleznosci, skad one maja miec cos w rodzaju pewnosci siebie, gwarancji dobrego startu, i co to ma wspolnego ze zdolnosciami tego dziecka?

    W tym swiecie nie ma miejsca na dziecinstwo, o ktorym niektorzy jeszcze pamietaja. I nie mam na mysli dzieci z Bullerbü czy Michel’a z Lönneberga’ Astrid Lindgren…. Chodzi moze o przedobrzenie z ta technika i chlonnoscia, i nie zycze tego zadnemu dziecku, bez wzgledu kim sa lub co maja ich rodzice.
    Pytanie, to jak daje sobie rade dziecieca psychika z ta “nadmiaryzacja”, z tym medialnym skowytem, z globalizacja, z przewrocona na lewa czy prawa strone rola rodziny, naciskiem wielu grup, sprzecznymi wymaganiami?

    Nie mam ochoty sie klocic, tym bardziej, ze obecnej dyskusji nie moge tak ad hoc sledzic w polskiej prasie.

    Mozliwe, ze w swietle Wam znanych faktow macie racje, MK i Ty, i ze nawet moglibyscie mi pokazac jakies statystyki.

    Powtarzam tylko, jakim prawem ci, ktorzy tak glosno krzycza o niesprawiedliwym traktowaniu dziecka, obojetnie, czy przez zlych rodzicow, polityke czy szkole, uzywaja tego samego dziecka jako sztandaru w walce o wlasna popularnosc, o wyborcze glosy?

  46. nazwę wątek jednak miłym …
    Nazywam wątek miłym, bo wskazuje na możliwą z najlepszych wg mnie dróg do wyboru – rób w życiu to co Kochasz ! Ja mam w życiu to szczęście, że nawet nie wiem kiedy przeszedłem od tego co robiłem jako uczeń i zawodnik do tego co robię zawodowo. Mam teraz taką misję wewnętrzną aby przekazywać dalej to co sam spróbowałem osiągnąć. Zgadzam się z tym, że teraz szczurzy pęd zabija wielu młodych ludzi, i że młodzi mogliby się bardziej przyglądać temu co dzieje się wokół nich. Jednak system szkolny, w którym funkcjonują nie bardzo daje im możliwość takiego patrzenia. Nie zgodzę się, że życie leniwe da dostatni spokój i spokój życia wogóle. Oczywiście to moje subiektywne zdanie. Ja nie umiem funkcjonować leniwie i to wpajam podopiecznym, którzy oczywiście nie chcą tego słuchać. Uważam, że leniwym jest uczestniczyć bez refleksji w życiu wokół siebie i dodatkowo jeszcze nie mówić o tym. Brzmi to patetycznie jednak przeniesione do dyskusji publicznej daje możliwość i wysłuchania i przedyskutowania tego problemu.
    Co do kwestii wychowania, to długo jeszcze nie wypracujemy dobrego sposobu działania, ponieważ mało o tym dyskutujemy. Tutaj dopiero spotkałem się z dyskusją na dobrym poziomie jednak to zbyt mało aby mówić o rozwiązaniu. Czekam na ciąg dalszy, bo jest interesująco.
    Dobrej nocy
    Karol Krakowski – sliver

  47. nazwę wątek jednak miłym …
    Nazywam wątek miłym, bo wskazuje na możliwą z najlepszych wg mnie dróg do wyboru – rób w życiu to co Kochasz ! Ja mam w życiu to szczęście, że nawet nie wiem kiedy przeszedłem od tego co robiłem jako uczeń i zawodnik do tego co robię zawodowo. Mam teraz taką misję wewnętrzną aby przekazywać dalej to co sam spróbowałem osiągnąć. Zgadzam się z tym, że teraz szczurzy pęd zabija wielu młodych ludzi, i że młodzi mogliby się bardziej przyglądać temu co dzieje się wokół nich. Jednak system szkolny, w którym funkcjonują nie bardzo daje im możliwość takiego patrzenia. Nie zgodzę się, że życie leniwe da dostatni spokój i spokój życia wogóle. Oczywiście to moje subiektywne zdanie. Ja nie umiem funkcjonować leniwie i to wpajam podopiecznym, którzy oczywiście nie chcą tego słuchać. Uważam, że leniwym jest uczestniczyć bez refleksji w życiu wokół siebie i dodatkowo jeszcze nie mówić o tym. Brzmi to patetycznie jednak przeniesione do dyskusji publicznej daje możliwość i wysłuchania i przedyskutowania tego problemu.
    Co do kwestii wychowania, to długo jeszcze nie wypracujemy dobrego sposobu działania, ponieważ mało o tym dyskutujemy. Tutaj dopiero spotkałem się z dyskusją na dobrym poziomie jednak to zbyt mało aby mówić o rozwiązaniu. Czekam na ciąg dalszy, bo jest interesująco.
    Dobrej nocy
    Karol Krakowski – sliver

  48. nazwę wątek jednak miłym …
    Nazywam wątek miłym, bo wskazuje na możliwą z najlepszych wg mnie dróg do wyboru – rób w życiu to co Kochasz ! Ja mam w życiu to szczęście, że nawet nie wiem kiedy przeszedłem od tego co robiłem jako uczeń i zawodnik do tego co robię zawodowo. Mam teraz taką misję wewnętrzną aby przekazywać dalej to co sam spróbowałem osiągnąć. Zgadzam się z tym, że teraz szczurzy pęd zabija wielu młodych ludzi, i że młodzi mogliby się bardziej przyglądać temu co dzieje się wokół nich. Jednak system szkolny, w którym funkcjonują nie bardzo daje im możliwość takiego patrzenia. Nie zgodzę się, że życie leniwe da dostatni spokój i spokój życia wogóle. Oczywiście to moje subiektywne zdanie. Ja nie umiem funkcjonować leniwie i to wpajam podopiecznym, którzy oczywiście nie chcą tego słuchać. Uważam, że leniwym jest uczestniczyć bez refleksji w życiu wokół siebie i dodatkowo jeszcze nie mówić o tym. Brzmi to patetycznie jednak przeniesione do dyskusji publicznej daje możliwość i wysłuchania i przedyskutowania tego problemu.
    Co do kwestii wychowania, to długo jeszcze nie wypracujemy dobrego sposobu działania, ponieważ mało o tym dyskutujemy. Tutaj dopiero spotkałem się z dyskusją na dobrym poziomie jednak to zbyt mało aby mówić o rozwiązaniu. Czekam na ciąg dalszy, bo jest interesująco.
    Dobrej nocy
    Karol Krakowski – sliver

  49. To będziesz musiał załatwić
    To będziesz musiał załatwić synowi dziekankę, jak będzie przeżywał znacznie poważniejszy bunt w okresie dojrzewania. Dla przypomnienia w tym okresie buntu podejmowane są tak istotne decyzje jak wybór szkoły średniej. Wiele cudacznych argumentów już tu przeczytałem, ale ten chyba zostanie liderem. Państwowy przymus posyłania dzieci do szkoły nazywa się obowiązkiem szkolnym i jako taki istnieje od blisko stu lat. Nie znam stowarzyszeń, które by się przeciw temu spektakularnie sprzeciwiały. Panika powstała z powodu ludowego porzekadła: “odbierać dziecku dzieciństwo”. Z jakiś niezrozumiałych powodów stadko uznało, że 6 latek to dziecko, a 7 latek to już stary koń. Chodziłoby o 7 latków, afera byłaby ta sama, bo brak myślenia jest jeden. Do tego powtórzę raz jeszcze, o czymś takim jak “zerówka”, która jest również powszechna, a jej program to niemal wierna kopia klasy I. Mnie to wisi i powiewa jak głupio zachowują się rodzice, w dodatku przekonani o swojej mądrości, świata nie zamierzam naprawiać. Zwyczajnie żyję w tym kraju i wspieram każdą racjonalną decyzję, która sprawi, że żyć się tu będzie znośniej. Tak na marginesie, jakie wysiłki zamierzasz podjąć, aby za rok dziecko nadawało się do szkoły? Coś kombinujesz czy przeczytasz następne “naukowe” opracowanie o cudownym ozdrowieniu i dojrzałości w wieku 7 lat? Masz zaledwie rok na przygotowanie dziecka do szkoły i jeśli tak nisko ocenisz potencjał swojego dziecka, powinieneś się ostro wziąć do roboty. Myślę, że dziecku można zrobić wiele krzywd, w ścisłej czołówce umieściłbym hodowanie kompleksów. Powiedzieć 6 latkowi, że nie pójdzie do szkoły, bo jest za mały i się nie nadaje, to utrwalanie kompleksów, do tego dawanie uniwersalnego alibi. Za rok odpowie tym samym i będzie miał rację.

  50. To będziesz musiał załatwić
    To będziesz musiał załatwić synowi dziekankę, jak będzie przeżywał znacznie poważniejszy bunt w okresie dojrzewania. Dla przypomnienia w tym okresie buntu podejmowane są tak istotne decyzje jak wybór szkoły średniej. Wiele cudacznych argumentów już tu przeczytałem, ale ten chyba zostanie liderem. Państwowy przymus posyłania dzieci do szkoły nazywa się obowiązkiem szkolnym i jako taki istnieje od blisko stu lat. Nie znam stowarzyszeń, które by się przeciw temu spektakularnie sprzeciwiały. Panika powstała z powodu ludowego porzekadła: “odbierać dziecku dzieciństwo”. Z jakiś niezrozumiałych powodów stadko uznało, że 6 latek to dziecko, a 7 latek to już stary koń. Chodziłoby o 7 latków, afera byłaby ta sama, bo brak myślenia jest jeden. Do tego powtórzę raz jeszcze, o czymś takim jak “zerówka”, która jest również powszechna, a jej program to niemal wierna kopia klasy I. Mnie to wisi i powiewa jak głupio zachowują się rodzice, w dodatku przekonani o swojej mądrości, świata nie zamierzam naprawiać. Zwyczajnie żyję w tym kraju i wspieram każdą racjonalną decyzję, która sprawi, że żyć się tu będzie znośniej. Tak na marginesie, jakie wysiłki zamierzasz podjąć, aby za rok dziecko nadawało się do szkoły? Coś kombinujesz czy przeczytasz następne “naukowe” opracowanie o cudownym ozdrowieniu i dojrzałości w wieku 7 lat? Masz zaledwie rok na przygotowanie dziecka do szkoły i jeśli tak nisko ocenisz potencjał swojego dziecka, powinieneś się ostro wziąć do roboty. Myślę, że dziecku można zrobić wiele krzywd, w ścisłej czołówce umieściłbym hodowanie kompleksów. Powiedzieć 6 latkowi, że nie pójdzie do szkoły, bo jest za mały i się nie nadaje, to utrwalanie kompleksów, do tego dawanie uniwersalnego alibi. Za rok odpowie tym samym i będzie miał rację.

  51. To będziesz musiał załatwić
    To będziesz musiał załatwić synowi dziekankę, jak będzie przeżywał znacznie poważniejszy bunt w okresie dojrzewania. Dla przypomnienia w tym okresie buntu podejmowane są tak istotne decyzje jak wybór szkoły średniej. Wiele cudacznych argumentów już tu przeczytałem, ale ten chyba zostanie liderem. Państwowy przymus posyłania dzieci do szkoły nazywa się obowiązkiem szkolnym i jako taki istnieje od blisko stu lat. Nie znam stowarzyszeń, które by się przeciw temu spektakularnie sprzeciwiały. Panika powstała z powodu ludowego porzekadła: “odbierać dziecku dzieciństwo”. Z jakiś niezrozumiałych powodów stadko uznało, że 6 latek to dziecko, a 7 latek to już stary koń. Chodziłoby o 7 latków, afera byłaby ta sama, bo brak myślenia jest jeden. Do tego powtórzę raz jeszcze, o czymś takim jak “zerówka”, która jest również powszechna, a jej program to niemal wierna kopia klasy I. Mnie to wisi i powiewa jak głupio zachowują się rodzice, w dodatku przekonani o swojej mądrości, świata nie zamierzam naprawiać. Zwyczajnie żyję w tym kraju i wspieram każdą racjonalną decyzję, która sprawi, że żyć się tu będzie znośniej. Tak na marginesie, jakie wysiłki zamierzasz podjąć, aby za rok dziecko nadawało się do szkoły? Coś kombinujesz czy przeczytasz następne “naukowe” opracowanie o cudownym ozdrowieniu i dojrzałości w wieku 7 lat? Masz zaledwie rok na przygotowanie dziecka do szkoły i jeśli tak nisko ocenisz potencjał swojego dziecka, powinieneś się ostro wziąć do roboty. Myślę, że dziecku można zrobić wiele krzywd, w ścisłej czołówce umieściłbym hodowanie kompleksów. Powiedzieć 6 latkowi, że nie pójdzie do szkoły, bo jest za mały i się nie nadaje, to utrwalanie kompleksów, do tego dawanie uniwersalnego alibi. Za rok odpowie tym samym i będzie miał rację.

  52. Po pierwsze mam generalną
    Po pierwsze mam generalną uwagę, nie wiem skąd tu przyszedłeś, ale tu się na tym poziomie nie rozmawia. Zatem jak mi jeszcze raz wyjedziesz z jakimś onetowskim “bla, bla, bla”, to stąd wylecisz. Po drugie jeśli dajesz argument na temat typowego zachowania “buntu” w danym wieku na przykładzie wieku 6 latka, a “legendarny” okres dojrzewania podsumowujesz jak gówniarz z Onetu, chociaż jest bardziej dosadnym przykładem na bezsens przytoczonej “argumentacji”, to patrz uwaga generalna. Mnie na prawdę powiewa co zrobisz ze swoim dzieckiem. Moje dziecko w I klasie się nudziło, w 4 klasie ma najwyższą średnią w roczniku, mimo że jest młodsze o rok. Ja nikogo nie zamierzam uszczęśliwiać, ale nie zamierzam się godzić na to aby z powodu histeryków moje dziecko czekało, aż jakiś sześciolatek dojrzeje emocjonalnie do szkoły, zwłaszcza, że tu bardziej o dojrzałość rodziców chodzi nie dzieci. Równanie do najsłabszego to nie są ambicje moje i mojego dziecka. Nic prostszego poślij syna do szkoły i może nie tylko zerówkę, ale każdą klasę kiblować po dwa lata. To jak dziecko w wieku 6 lat przeżywa bunty, wzloty i upadki, w 95 przypadkach na 100 jest efektem intelektualnego poziomu rodziców. Te 5% to są zaburzenia niezależne od dziecka. Rodzic, który podchodzi do swojego dziecka statystycznie, a nie indywidualnie, powinien się zgłosić do poradni pedagogicznej.

    PS I jeszcze to statystyczne pieprzenie, cecha charakterystyczna ścisłych “umysłów”. Za rok to będzie 1/7 życia. Kiepsko. Taki miesięczny niemowlak, po miesiącu ma 100% życia. Statystyka jest dla ludzi, ale nie zwalnia z myślenia.

  53. Po pierwsze mam generalną
    Po pierwsze mam generalną uwagę, nie wiem skąd tu przyszedłeś, ale tu się na tym poziomie nie rozmawia. Zatem jak mi jeszcze raz wyjedziesz z jakimś onetowskim “bla, bla, bla”, to stąd wylecisz. Po drugie jeśli dajesz argument na temat typowego zachowania “buntu” w danym wieku na przykładzie wieku 6 latka, a “legendarny” okres dojrzewania podsumowujesz jak gówniarz z Onetu, chociaż jest bardziej dosadnym przykładem na bezsens przytoczonej “argumentacji”, to patrz uwaga generalna. Mnie na prawdę powiewa co zrobisz ze swoim dzieckiem. Moje dziecko w I klasie się nudziło, w 4 klasie ma najwyższą średnią w roczniku, mimo że jest młodsze o rok. Ja nikogo nie zamierzam uszczęśliwiać, ale nie zamierzam się godzić na to aby z powodu histeryków moje dziecko czekało, aż jakiś sześciolatek dojrzeje emocjonalnie do szkoły, zwłaszcza, że tu bardziej o dojrzałość rodziców chodzi nie dzieci. Równanie do najsłabszego to nie są ambicje moje i mojego dziecka. Nic prostszego poślij syna do szkoły i może nie tylko zerówkę, ale każdą klasę kiblować po dwa lata. To jak dziecko w wieku 6 lat przeżywa bunty, wzloty i upadki, w 95 przypadkach na 100 jest efektem intelektualnego poziomu rodziców. Te 5% to są zaburzenia niezależne od dziecka. Rodzic, który podchodzi do swojego dziecka statystycznie, a nie indywidualnie, powinien się zgłosić do poradni pedagogicznej.

    PS I jeszcze to statystyczne pieprzenie, cecha charakterystyczna ścisłych “umysłów”. Za rok to będzie 1/7 życia. Kiepsko. Taki miesięczny niemowlak, po miesiącu ma 100% życia. Statystyka jest dla ludzi, ale nie zwalnia z myślenia.

  54. Po pierwsze mam generalną
    Po pierwsze mam generalną uwagę, nie wiem skąd tu przyszedłeś, ale tu się na tym poziomie nie rozmawia. Zatem jak mi jeszcze raz wyjedziesz z jakimś onetowskim “bla, bla, bla”, to stąd wylecisz. Po drugie jeśli dajesz argument na temat typowego zachowania “buntu” w danym wieku na przykładzie wieku 6 latka, a “legendarny” okres dojrzewania podsumowujesz jak gówniarz z Onetu, chociaż jest bardziej dosadnym przykładem na bezsens przytoczonej “argumentacji”, to patrz uwaga generalna. Mnie na prawdę powiewa co zrobisz ze swoim dzieckiem. Moje dziecko w I klasie się nudziło, w 4 klasie ma najwyższą średnią w roczniku, mimo że jest młodsze o rok. Ja nikogo nie zamierzam uszczęśliwiać, ale nie zamierzam się godzić na to aby z powodu histeryków moje dziecko czekało, aż jakiś sześciolatek dojrzeje emocjonalnie do szkoły, zwłaszcza, że tu bardziej o dojrzałość rodziców chodzi nie dzieci. Równanie do najsłabszego to nie są ambicje moje i mojego dziecka. Nic prostszego poślij syna do szkoły i może nie tylko zerówkę, ale każdą klasę kiblować po dwa lata. To jak dziecko w wieku 6 lat przeżywa bunty, wzloty i upadki, w 95 przypadkach na 100 jest efektem intelektualnego poziomu rodziców. Te 5% to są zaburzenia niezależne od dziecka. Rodzic, który podchodzi do swojego dziecka statystycznie, a nie indywidualnie, powinien się zgłosić do poradni pedagogicznej.

    PS I jeszcze to statystyczne pieprzenie, cecha charakterystyczna ścisłych “umysłów”. Za rok to będzie 1/7 życia. Kiepsko. Taki miesięczny niemowlak, po miesiącu ma 100% życia. Statystyka jest dla ludzi, ale nie zwalnia z myślenia.

  55. Cała bieda tych debilnych
    Cała bieda tych debilnych komentarzy polega na tym, że po pierwsze bodaj trzech piszących ma tu pojęcie o czym pisze, Ty takiego pojęcia nie masz. Nie masz pojęcia jak wygląda system edukacyjny w Europie, nie masz pojęcia jak wyglądały zajęcia w zerówce w Polsce (na krzesełkach, w ławkach!), a jak mają wyglądać w I klasie (nie na krzesełkach, tylko w kółku graniastym gry i zabawy). Głupota i lęki biorą się z niewiedzy. Zadaj sobie odrobinę trudu, doucz się zamiast chujami na lewo i prawo rzucać, a się dowiesz, że moje dziecko w Luksemburgu byłoby przerośniętym koniem w zerówce, w Anglii, Niemczech, Holandii, na Węgrzech i wielu innych krajach jednym z milionów. To, że moje dziecko jest wybitne, a JEST i to, że są tłumoki, a są, znaczy tylko tyle, że jest jakaś średnia. Ani wybitne, ani półgłówki, tylko tacy, którzy z powiedzeniem sobie poradzą jak miliony węgierskich, angielskich, niemieckich, holenderskich rówieśników. I Bogu dziękować chociaż raz w tym biednym bo głupim kraju nieuki nie mają nic do powiedzenia. Jedyna mądra rzecz jaka się udała tym nieudacznikom z rządu, to sześciolatki do szkół. I chociaż wiem jak to na początku będzie wyglądało, to cały jestem szczęśliwy i nie z powodu mojego dziecka, o edukację swojego dziecka zadbałem już dawno i dbać będę nadal bez względu na łaskawość państw i głupotę obywateli. Nie walczę o swoje dziecko, ale popieram myślenie powszechne im wcześniej Polacy zaczną myśleć tym lepiej, nawet jakby mieli chodzić ze skoliozą… kolejny argument od którego jaja opadają.

  56. Cała bieda tych debilnych
    Cała bieda tych debilnych komentarzy polega na tym, że po pierwsze bodaj trzech piszących ma tu pojęcie o czym pisze, Ty takiego pojęcia nie masz. Nie masz pojęcia jak wygląda system edukacyjny w Europie, nie masz pojęcia jak wyglądały zajęcia w zerówce w Polsce (na krzesełkach, w ławkach!), a jak mają wyglądać w I klasie (nie na krzesełkach, tylko w kółku graniastym gry i zabawy). Głupota i lęki biorą się z niewiedzy. Zadaj sobie odrobinę trudu, doucz się zamiast chujami na lewo i prawo rzucać, a się dowiesz, że moje dziecko w Luksemburgu byłoby przerośniętym koniem w zerówce, w Anglii, Niemczech, Holandii, na Węgrzech i wielu innych krajach jednym z milionów. To, że moje dziecko jest wybitne, a JEST i to, że są tłumoki, a są, znaczy tylko tyle, że jest jakaś średnia. Ani wybitne, ani półgłówki, tylko tacy, którzy z powiedzeniem sobie poradzą jak miliony węgierskich, angielskich, niemieckich, holenderskich rówieśników. I Bogu dziękować chociaż raz w tym biednym bo głupim kraju nieuki nie mają nic do powiedzenia. Jedyna mądra rzecz jaka się udała tym nieudacznikom z rządu, to sześciolatki do szkół. I chociaż wiem jak to na początku będzie wyglądało, to cały jestem szczęśliwy i nie z powodu mojego dziecka, o edukację swojego dziecka zadbałem już dawno i dbać będę nadal bez względu na łaskawość państw i głupotę obywateli. Nie walczę o swoje dziecko, ale popieram myślenie powszechne im wcześniej Polacy zaczną myśleć tym lepiej, nawet jakby mieli chodzić ze skoliozą… kolejny argument od którego jaja opadają.

  57. Cała bieda tych debilnych
    Cała bieda tych debilnych komentarzy polega na tym, że po pierwsze bodaj trzech piszących ma tu pojęcie o czym pisze, Ty takiego pojęcia nie masz. Nie masz pojęcia jak wygląda system edukacyjny w Europie, nie masz pojęcia jak wyglądały zajęcia w zerówce w Polsce (na krzesełkach, w ławkach!), a jak mają wyglądać w I klasie (nie na krzesełkach, tylko w kółku graniastym gry i zabawy). Głupota i lęki biorą się z niewiedzy. Zadaj sobie odrobinę trudu, doucz się zamiast chujami na lewo i prawo rzucać, a się dowiesz, że moje dziecko w Luksemburgu byłoby przerośniętym koniem w zerówce, w Anglii, Niemczech, Holandii, na Węgrzech i wielu innych krajach jednym z milionów. To, że moje dziecko jest wybitne, a JEST i to, że są tłumoki, a są, znaczy tylko tyle, że jest jakaś średnia. Ani wybitne, ani półgłówki, tylko tacy, którzy z powiedzeniem sobie poradzą jak miliony węgierskich, angielskich, niemieckich, holenderskich rówieśników. I Bogu dziękować chociaż raz w tym biednym bo głupim kraju nieuki nie mają nic do powiedzenia. Jedyna mądra rzecz jaka się udała tym nieudacznikom z rządu, to sześciolatki do szkół. I chociaż wiem jak to na początku będzie wyglądało, to cały jestem szczęśliwy i nie z powodu mojego dziecka, o edukację swojego dziecka zadbałem już dawno i dbać będę nadal bez względu na łaskawość państw i głupotę obywateli. Nie walczę o swoje dziecko, ale popieram myślenie powszechne im wcześniej Polacy zaczną myśleć tym lepiej, nawet jakby mieli chodzić ze skoliozą… kolejny argument od którego jaja opadają.

  58. brawo, mi 🙂
    popieram, bo nawet z moich blizniat jedno jest lewo- a drugie praworeczne 🙂 Jako samotna pracujaca matka (bez krzyku: zaden rozwod; samotne wychowywanie dzieci bywa i skutkiem wypadkow drogowych lub smiertelnych chorob…) wiem, ze ta dyskusja moze byc ta sama dyskusja jak renta od 67 lat.
    Wyobrazacie sobie, jakie korzysci finansowe przynosi – komu? – wczesniejsza matura, wczesniejsze “uszkolnienie” plus pozniejsza renta?

    A w ogole, gdzie jest ta sprzecznosc? Dziecko wdrozone w szkolna rutyne w wieku lat szesciu ma byc madrzejsze od tego siedmiolatka, bo niby co?
    W poznych latach osiemdziesiatych, kiedy pisalam prace o biblioterapii, jednym ze zrodel byla ksiazka “Dziecko szczescioletnie uczy sie czytac”. Dlaczego wyksztalcenie kojarzy sie niektorym wylacznie ze szkola? Wiem, ze to wszystko pytania retoryczne.
    Chce powiedziec, ze dojrzalosc szkolna to nie sprawa wieku. Decyduje zespol innych cech, o czym wie kazdy pedagog.
    Najbardziej zal dzieci, ktore z powodu ambicji rodzicow wysylane sa na sile wczesniej do szkoly, w ktorej potem nie moga sobie poradzic; mozliwe, ze beda potem potrzebowaly indywidualnego trybu nauczania. I to nie z powodu wyjatkowej inteligencji i wyprzedzajacych rowiesnikow umiejetnosci… Nie, w wychowaniu dziecka sa momenty, kiedy latwo przegapic odpowiedni moment na nauke czegos, jak na przyklad dziewieciolatek jest “za stary” na nauke gry na skrzypcach. Bedzie gral, ale nie zostanie wirtuozem.
    I momenty, w ktorym dziecko nagle czuje sie opuszczone przez wszystkich – te momenty, ktorych nie da sie przenigdy nadrobic.
    Mi, ciesze sie, ze poruszylas temat uczuc, ktore potrzebne sa dziecku.
    Serdecznie

    • No i mamy klasyczny
      No i mamy klasyczny przykład na kalectwo emocjonalne. Dylemat uczucia-rozwój intelektualny jest tak idiotyczny, jak przysłowiowe mycie rąk albo nóg. Gdy podobnym dylematom pedagogicznym ulegają ludzie z kierunkowym wykształceniem, to tutaj widziałbym największy dramat i zagrożenie dla tej rozsądnej decyzji edukacyjnej. Emocje pozbawione rozumu, to jest najkrótsza definicja kalectwa emocjonalnego. Można swoje dziecko emocjonalnie zaciamciać i samotne mamy niestety są mistrzyniami w tego typu wychowaniu, lepsze są tylko babcie. Albo można w dziecku budować takie emocje, które uczą samodzielności, odwagi w podejmowaniu życiowych decyzji, radzenia sobie w świecie, który jest o wiele bardziej popieprzony i brutalny niż I klasa. Naprawdę, widać jak na dłoni, że problem 6 latków, to jest problem rodziców nie dzieci. Wszyscy, którzy są w życiu dupowaci, zahukani, szare myszki, to samo przenoszą na podopiecznych. To się przenosi drogą kropelkową i dlatego tak się cieszę na nowy dekret edukacyjny, jak dekretów nie znoszę, bo to jest szansa dla tych biednych zaciamciwanych dzieci. Tak się też ujawniają słynne cechy narodowe. Polacy to nie wierzący w siebie, dupowaty naród, bo tak zostali w większości wychowani, na szare myszki Europy, że o świecie nie wspomnę. Sam byłem dzieckiem, ofiarą uczuć, które zasłaniały rozum, z tego się wychodzi długo, a znam takich co w tym pozostali na zawsze. Nie wiem czy widzisz, na pewno nie widzisz, ale pierwsza część wypowiedzi jest logicznie sprzeczna z drugą. A 6 latek dlatego bo… świat i w takich pierdołach nas wyprzedza. Sześciolatek bo sześcioletni rówieśnik Polka z pozycji bardziej cywilizowanego kraju startuje o rok wcześniej i zajmuje co ciekawsze miejsca na ziemi. Tak działa przyroda. Warto to dziecku rozumkiem wytłumaczyć i nie koniecznie pozbawiać przytulania, całusa na dobranoc, byleby do cycka starego sześcioletniego konia nie dostawiać, bo to już perwersją zalatuje.

      • dla niektorych
        emocje i rozum to przeciwienstwa.
        Ja nie rozumiem, czemu sie Pan tak denerwuje. Jesli i Pan, i Pana dziecko jestescie z tego “indywidualnego trybu” szczesliwi i dumni, no to jest okay. Zycze szczerze i bez sarkazmu, zeby ta decyzja przynosila w dalszym ciagu powody do zadowolenia.

        Nie rozumiem, skad ta apoteoza innych europejskich krajow, w ktorych wiek szkolny zaczyna sie, jak w Niemczech, przecietnie w wieku lat pieciu – to znaczy rokiem w przedszkolu, w malych grupach “Vorschulgruppen”, – cos w rodzaju zerowki, o specyficznej metodyce. Czy naprawde to powod do dumy, jezeli z dlugofalowej autopsji wynika ze “przypadkiem” w tych innych “wczesnodojrzalych” krajach liczba dzieci i mlodziezy opuszczajacych szkole bez swiadectwa ukonczenia jest zadziwiajaco wysoka? Niemcy nie wygladaja najlepiej w skali miedzynarodowej i wyniki testu z Pizy powoduja u wielu bol brzucha. W Niemczech trwa zabarwiona politycznie dyskusja o reformie szkolnictwa, zwlaszcza dotyczacego formy szkol, tzw. Bildungsreform.

        Mysle, ze trudno powiedziec o takiej Marii Montessori, ze byla nadopiekuncza matka czy babunia. Jest roznica miedzy emocjonalnym zaciamcianiem – niektorym wydaje sie, ze ukazywanie uczuc dziecku to obdarzanie ich dobrami materialnymi – a madrym wychowaniem zdrowych i silnych emocjonalnie dzieci.
        Ja Panu goraco polecam Marie Montessori. W wychowaniu, ktore jest ustawicznym balansem, nie wystarczy zdac sie na wlasny instynkt ktory chocby dlatego moze nas, rodzicow, zawiesc, bo w stosunku do wlasnych dzieci nigdy sie nie jest obiektywnym.
        I z ta dyskryminacja i dyfamacja samotnych matek czy ojcow to by mi bylo wstyd. Jedno jest pewne – lepiej jedno dobre slowo za duzo, niz niekonsekwencja w wychowaniu.
        Ciekawe, co jest Pana zdaniem dobra motywacja dziecka. Ale okay, to bylo tez retoryczna.
        Pozdrowienia

        • Wydaje mi się, a nawet jestem
          Wydaje mi się, a nawet jestem pewien, ze czytelnie, w dodatku wielokrotnie napisałem, dlaczego się denerwuję. Ale widzę, że wiele razy i czytelnie to za mało. No to powtórzę raz jeszcze wielkimi bukwami. Żyjemy w świecie, w kraju, w stadzie. Moja indywidualna decyzja dotyczące dziecka, nie zmieni tego świata, ponieważ czy będzie genialna, czy też nie, będzie zmuszona się obracać wśród nieudaczników. Dupowatego doktora, niedouczonego prawnika, zakompleksionego gospodarza domu. Żyję w konkretnym kraju, którego rozwój albo brak rozwoju przekłada się na jakość życia i moje choćby nie wiem jak wybitne dziecko nie ogranie wszystkiego. Wiele rzeczy mnie denerwuje, ale ten komentarz to już mi żyłę na czole wybebeszył. Pisać sobie z pozycji samotnej matki wychowującej dzieci w Niemczech, które podlegają tamtejszemu obowiązkowi edukacyjnemu i to jeszcze bardziej rygorystycznemu niż w Polsce i w tym pisaniu przestrzegać Polaków przed zgubnymi kosztami emocjonalnymi dla dzieci, to jest albo skrajna głupota, skrajna bezczelność, skrajna hipokryzja, albo wszystko naraz. W takim razie trzeba było zostać w tym cudownie rozwiniętym polskim kraju i “ratować swoje maluchy”. Co taż waćpani na nieludzkiej emigracji robi i dzieci katuje? Świętego szlag by trafił od złotych rad emigrantki, która sama co innego robi, a co innego doradza. Z drugiej strony jest to jedyna skrajnie racjonalna, w dodatku cyniczna uwaga jaką wyczytałem. To się instynkt macierzyński nazywa, grać wariata, wciskać kit, żeby własnemu potomstwu nie robić konkurencji. Argumenty jakie to Niemcy są biedne, niedouczone i zakompleksiane, są poniżej wszelkiego poziomu, nie będę schodził na takie dno, głupsze to od japońskich samobójstw w przedszkolach.

          • Jest też różnica między
            Jest też różnica między pieprzeniem, a wymianą argumentów. Spytałem o konkretne rzeczy, a w zamian czytam coraz rzadszą lurkę. Co robi samotna mamusia w nieludzkim niemieckim systemie edukacyjnym? I jak bardzo jest śmieszna lub cyniczna w wypisywaniu kolejnych bzdur, podpieranych jakimiś “badaniami depresyjnymi”. Kontrowersje to jest miejsce dla ludzi inteligentnych, mogą być chamsko i bezczelnie inteligentni, ale tylko bezczelni, to za mało.

          • cynizm
            zarzuca mi ten, ktory nazywa samobojstwa dzieci w japonskich przedszkolach, ze sa glupie.

            “Kontrowersje to jest miejsce dla ludzi inteligentnych, mogą być chamsko i bezczelnie inteligentni, ale tylko bezczelni, to za mało.”

            Z pana slowotoku trudno wyluskac poziom IQ, ale gdybym na podstawie lektury komentarzy pana autorstwa miala wyrobic sobie opinie o poziomie ludzi piszacych tutaj to wyrzadzilabym wiekszosci wielka krzywde. W kazdym razie pozdrawiam mistrza wielkiej riposty. Sa ludzie chamsko i bezczelnie inteligentni, ale tylko chamscy, to tez niewiele.

          • Pyskować pozostało, głupiego
            Pyskować pozostało, głupiego rżnąć, bo konkret nie pozostawia wątpliwości. Nie moja ręka krzyczeć, o Jezu gwałcą i inne takie. Żałość. “Japońskie dzieci”, to nie cynizm tylko śmiech z egzaltowanych nieuków, pal sześć egzaltowany, ale nieuk to już poważne zagrożenie. Byle średnio rozgarnięty, taki co poszedł wcześnie do szkoły wie, że Japonia w ogóle jest krajem, w którym samobójstwo to coś jak sport narodowy, część makabrycznej kultury. Ten sam średni rozgarnięty wie dlaczego w krajach cywilizowanych odnotowuje się większą liczbę zaburzeń typu depresje, niż w krajach mniej cywilizowanych, nawet jest taka podpowiedź: “choroby cywilizacyjne”. Nawet na WSP w Zielonej Górze to przerabiają, tylko trzeba się skupić na lekcjach. Według swoich własnych “teorii” i przestróg skazałaś swoje dzieci na depresję, z premedytacją, po pierwsze wywożąc je do kraju o wysokim wskaźniku chorób cywilizacyjnych, po drugie oddając dzieci w WIEKU PIĘCIU LAT do niemieckich szkół. Możesz tu różne cuda odstawiać, ale własnej głupoty/cynizmu nie przykryjesz. Popyskujesz mniej lub bardziej efektownie, tym razem nawet nieźle wyszło, ale co byś za figle nie odstawiała, będziesz albo wyjątkowo głupią albo wyjątkowo cyniczną mamuśką, bo inaczej kontrastu między tym co chrzanisz, a rzeczywiście robisz wyjaśnić się nie da. I tak powinnaś podziękować, że dostajesz wybór. Ja bym wybrał cynizm. Mam takie hobby, że tępię głupotę bez litości. Do mnie nie przemawiają żale i płacze, ani też oceny mojego chamstwa, nie rusza mnie to. Głupotę walę po łbie i zgniatam. Takiego popisu głupoty/cynizmu dawno po łbie nie waliłem, ale już mi się powoli zaczyna nudzić. Jest jeszcze jedna możliwość. Nie jesteś głupia/cyniczna, ale masz słabszy dzień jak każdy, ale to trzeba by udowodnić. Przeprosić i nie mnie, bo mnie takie chrzanienie nie rusza, ale chociażby tych rodziców, którzy się martwią o swoje dzieci i naczytali się idiotyzmów. Potem napisać, że w niemieckich szkołach maluchy żył sobie nie podcinają, a przed swoimi polskimi rówieśnikami wchodzą na ciasny rynek pracy i zawodowych aspiracji o dwa lata wcześniej. Słowem napisać prawdę z własnego doświadczenia MACIERZYŃSKIEGO, zamiast chrzanić udając naukowca. Także, do wyboru masz jeszcze trzecią możliwość, zachować się inteligentnie i wyjść z twarzą. Życzę właściwych wyborów, tak w ogóle.

          • nigdzie
            nie wywozilam, bo urodzily sie w Niemczech. W ogole nie atakowalam tego czy innego systemu, od szesciu czy od pieciu lat, tylko kazdy ma cienie i blaski.
            W Zielonej Gorze na rozwiazujacym sie bibliotekoznawstwie pedagogika to byly dwa semestry, czyli smiech. Niech bedzie z ta glupota, ale cynizm… cynizmu nienawidze jeszcze bardziej od arogancji.
            Policzylam teraz jak to jest z latami, sese: syn, rocznik 1989, Grundschule 1995-2000, Gymnasium 2000-2009, teraz czwarty semestr (Uni Bochum). To potrwa jeszcze co najmniej dwa lata, w zaleznosci od tego czy zdecyduje sie na tzw Auslandsemester w Korei Pld – bo obok lingwistyki studiuje koreanistyke.
            Co do ignorancji w sprawie japonskiej kultury… tu musialam sie usmiechnac. Gdyby nie Atsumi… Ale to zupelnie inna historia.
            🙂

  59. brawo, mi 🙂
    popieram, bo nawet z moich blizniat jedno jest lewo- a drugie praworeczne 🙂 Jako samotna pracujaca matka (bez krzyku: zaden rozwod; samotne wychowywanie dzieci bywa i skutkiem wypadkow drogowych lub smiertelnych chorob…) wiem, ze ta dyskusja moze byc ta sama dyskusja jak renta od 67 lat.
    Wyobrazacie sobie, jakie korzysci finansowe przynosi – komu? – wczesniejsza matura, wczesniejsze “uszkolnienie” plus pozniejsza renta?

    A w ogole, gdzie jest ta sprzecznosc? Dziecko wdrozone w szkolna rutyne w wieku lat szesciu ma byc madrzejsze od tego siedmiolatka, bo niby co?
    W poznych latach osiemdziesiatych, kiedy pisalam prace o biblioterapii, jednym ze zrodel byla ksiazka “Dziecko szczescioletnie uczy sie czytac”. Dlaczego wyksztalcenie kojarzy sie niektorym wylacznie ze szkola? Wiem, ze to wszystko pytania retoryczne.
    Chce powiedziec, ze dojrzalosc szkolna to nie sprawa wieku. Decyduje zespol innych cech, o czym wie kazdy pedagog.
    Najbardziej zal dzieci, ktore z powodu ambicji rodzicow wysylane sa na sile wczesniej do szkoly, w ktorej potem nie moga sobie poradzic; mozliwe, ze beda potem potrzebowaly indywidualnego trybu nauczania. I to nie z powodu wyjatkowej inteligencji i wyprzedzajacych rowiesnikow umiejetnosci… Nie, w wychowaniu dziecka sa momenty, kiedy latwo przegapic odpowiedni moment na nauke czegos, jak na przyklad dziewieciolatek jest “za stary” na nauke gry na skrzypcach. Bedzie gral, ale nie zostanie wirtuozem.
    I momenty, w ktorym dziecko nagle czuje sie opuszczone przez wszystkich – te momenty, ktorych nie da sie przenigdy nadrobic.
    Mi, ciesze sie, ze poruszylas temat uczuc, ktore potrzebne sa dziecku.
    Serdecznie

    • No i mamy klasyczny
      No i mamy klasyczny przykład na kalectwo emocjonalne. Dylemat uczucia-rozwój intelektualny jest tak idiotyczny, jak przysłowiowe mycie rąk albo nóg. Gdy podobnym dylematom pedagogicznym ulegają ludzie z kierunkowym wykształceniem, to tutaj widziałbym największy dramat i zagrożenie dla tej rozsądnej decyzji edukacyjnej. Emocje pozbawione rozumu, to jest najkrótsza definicja kalectwa emocjonalnego. Można swoje dziecko emocjonalnie zaciamciać i samotne mamy niestety są mistrzyniami w tego typu wychowaniu, lepsze są tylko babcie. Albo można w dziecku budować takie emocje, które uczą samodzielności, odwagi w podejmowaniu życiowych decyzji, radzenia sobie w świecie, który jest o wiele bardziej popieprzony i brutalny niż I klasa. Naprawdę, widać jak na dłoni, że problem 6 latków, to jest problem rodziców nie dzieci. Wszyscy, którzy są w życiu dupowaci, zahukani, szare myszki, to samo przenoszą na podopiecznych. To się przenosi drogą kropelkową i dlatego tak się cieszę na nowy dekret edukacyjny, jak dekretów nie znoszę, bo to jest szansa dla tych biednych zaciamciwanych dzieci. Tak się też ujawniają słynne cechy narodowe. Polacy to nie wierzący w siebie, dupowaty naród, bo tak zostali w większości wychowani, na szare myszki Europy, że o świecie nie wspomnę. Sam byłem dzieckiem, ofiarą uczuć, które zasłaniały rozum, z tego się wychodzi długo, a znam takich co w tym pozostali na zawsze. Nie wiem czy widzisz, na pewno nie widzisz, ale pierwsza część wypowiedzi jest logicznie sprzeczna z drugą. A 6 latek dlatego bo… świat i w takich pierdołach nas wyprzedza. Sześciolatek bo sześcioletni rówieśnik Polka z pozycji bardziej cywilizowanego kraju startuje o rok wcześniej i zajmuje co ciekawsze miejsca na ziemi. Tak działa przyroda. Warto to dziecku rozumkiem wytłumaczyć i nie koniecznie pozbawiać przytulania, całusa na dobranoc, byleby do cycka starego sześcioletniego konia nie dostawiać, bo to już perwersją zalatuje.

      • dla niektorych
        emocje i rozum to przeciwienstwa.
        Ja nie rozumiem, czemu sie Pan tak denerwuje. Jesli i Pan, i Pana dziecko jestescie z tego “indywidualnego trybu” szczesliwi i dumni, no to jest okay. Zycze szczerze i bez sarkazmu, zeby ta decyzja przynosila w dalszym ciagu powody do zadowolenia.

        Nie rozumiem, skad ta apoteoza innych europejskich krajow, w ktorych wiek szkolny zaczyna sie, jak w Niemczech, przecietnie w wieku lat pieciu – to znaczy rokiem w przedszkolu, w malych grupach “Vorschulgruppen”, – cos w rodzaju zerowki, o specyficznej metodyce. Czy naprawde to powod do dumy, jezeli z dlugofalowej autopsji wynika ze “przypadkiem” w tych innych “wczesnodojrzalych” krajach liczba dzieci i mlodziezy opuszczajacych szkole bez swiadectwa ukonczenia jest zadziwiajaco wysoka? Niemcy nie wygladaja najlepiej w skali miedzynarodowej i wyniki testu z Pizy powoduja u wielu bol brzucha. W Niemczech trwa zabarwiona politycznie dyskusja o reformie szkolnictwa, zwlaszcza dotyczacego formy szkol, tzw. Bildungsreform.

        Mysle, ze trudno powiedziec o takiej Marii Montessori, ze byla nadopiekuncza matka czy babunia. Jest roznica miedzy emocjonalnym zaciamcianiem – niektorym wydaje sie, ze ukazywanie uczuc dziecku to obdarzanie ich dobrami materialnymi – a madrym wychowaniem zdrowych i silnych emocjonalnie dzieci.
        Ja Panu goraco polecam Marie Montessori. W wychowaniu, ktore jest ustawicznym balansem, nie wystarczy zdac sie na wlasny instynkt ktory chocby dlatego moze nas, rodzicow, zawiesc, bo w stosunku do wlasnych dzieci nigdy sie nie jest obiektywnym.
        I z ta dyskryminacja i dyfamacja samotnych matek czy ojcow to by mi bylo wstyd. Jedno jest pewne – lepiej jedno dobre slowo za duzo, niz niekonsekwencja w wychowaniu.
        Ciekawe, co jest Pana zdaniem dobra motywacja dziecka. Ale okay, to bylo tez retoryczna.
        Pozdrowienia

        • Wydaje mi się, a nawet jestem
          Wydaje mi się, a nawet jestem pewien, ze czytelnie, w dodatku wielokrotnie napisałem, dlaczego się denerwuję. Ale widzę, że wiele razy i czytelnie to za mało. No to powtórzę raz jeszcze wielkimi bukwami. Żyjemy w świecie, w kraju, w stadzie. Moja indywidualna decyzja dotyczące dziecka, nie zmieni tego świata, ponieważ czy będzie genialna, czy też nie, będzie zmuszona się obracać wśród nieudaczników. Dupowatego doktora, niedouczonego prawnika, zakompleksionego gospodarza domu. Żyję w konkretnym kraju, którego rozwój albo brak rozwoju przekłada się na jakość życia i moje choćby nie wiem jak wybitne dziecko nie ogranie wszystkiego. Wiele rzeczy mnie denerwuje, ale ten komentarz to już mi żyłę na czole wybebeszył. Pisać sobie z pozycji samotnej matki wychowującej dzieci w Niemczech, które podlegają tamtejszemu obowiązkowi edukacyjnemu i to jeszcze bardziej rygorystycznemu niż w Polsce i w tym pisaniu przestrzegać Polaków przed zgubnymi kosztami emocjonalnymi dla dzieci, to jest albo skrajna głupota, skrajna bezczelność, skrajna hipokryzja, albo wszystko naraz. W takim razie trzeba było zostać w tym cudownie rozwiniętym polskim kraju i “ratować swoje maluchy”. Co taż waćpani na nieludzkiej emigracji robi i dzieci katuje? Świętego szlag by trafił od złotych rad emigrantki, która sama co innego robi, a co innego doradza. Z drugiej strony jest to jedyna skrajnie racjonalna, w dodatku cyniczna uwaga jaką wyczytałem. To się instynkt macierzyński nazywa, grać wariata, wciskać kit, żeby własnemu potomstwu nie robić konkurencji. Argumenty jakie to Niemcy są biedne, niedouczone i zakompleksiane, są poniżej wszelkiego poziomu, nie będę schodził na takie dno, głupsze to od japońskich samobójstw w przedszkolach.

          • Jest też różnica między
            Jest też różnica między pieprzeniem, a wymianą argumentów. Spytałem o konkretne rzeczy, a w zamian czytam coraz rzadszą lurkę. Co robi samotna mamusia w nieludzkim niemieckim systemie edukacyjnym? I jak bardzo jest śmieszna lub cyniczna w wypisywaniu kolejnych bzdur, podpieranych jakimiś “badaniami depresyjnymi”. Kontrowersje to jest miejsce dla ludzi inteligentnych, mogą być chamsko i bezczelnie inteligentni, ale tylko bezczelni, to za mało.

          • cynizm
            zarzuca mi ten, ktory nazywa samobojstwa dzieci w japonskich przedszkolach, ze sa glupie.

            “Kontrowersje to jest miejsce dla ludzi inteligentnych, mogą być chamsko i bezczelnie inteligentni, ale tylko bezczelni, to za mało.”

            Z pana slowotoku trudno wyluskac poziom IQ, ale gdybym na podstawie lektury komentarzy pana autorstwa miala wyrobic sobie opinie o poziomie ludzi piszacych tutaj to wyrzadzilabym wiekszosci wielka krzywde. W kazdym razie pozdrawiam mistrza wielkiej riposty. Sa ludzie chamsko i bezczelnie inteligentni, ale tylko chamscy, to tez niewiele.

          • Pyskować pozostało, głupiego
            Pyskować pozostało, głupiego rżnąć, bo konkret nie pozostawia wątpliwości. Nie moja ręka krzyczeć, o Jezu gwałcą i inne takie. Żałość. “Japońskie dzieci”, to nie cynizm tylko śmiech z egzaltowanych nieuków, pal sześć egzaltowany, ale nieuk to już poważne zagrożenie. Byle średnio rozgarnięty, taki co poszedł wcześnie do szkoły wie, że Japonia w ogóle jest krajem, w którym samobójstwo to coś jak sport narodowy, część makabrycznej kultury. Ten sam średni rozgarnięty wie dlaczego w krajach cywilizowanych odnotowuje się większą liczbę zaburzeń typu depresje, niż w krajach mniej cywilizowanych, nawet jest taka podpowiedź: “choroby cywilizacyjne”. Nawet na WSP w Zielonej Górze to przerabiają, tylko trzeba się skupić na lekcjach. Według swoich własnych “teorii” i przestróg skazałaś swoje dzieci na depresję, z premedytacją, po pierwsze wywożąc je do kraju o wysokim wskaźniku chorób cywilizacyjnych, po drugie oddając dzieci w WIEKU PIĘCIU LAT do niemieckich szkół. Możesz tu różne cuda odstawiać, ale własnej głupoty/cynizmu nie przykryjesz. Popyskujesz mniej lub bardziej efektownie, tym razem nawet nieźle wyszło, ale co byś za figle nie odstawiała, będziesz albo wyjątkowo głupią albo wyjątkowo cyniczną mamuśką, bo inaczej kontrastu między tym co chrzanisz, a rzeczywiście robisz wyjaśnić się nie da. I tak powinnaś podziękować, że dostajesz wybór. Ja bym wybrał cynizm. Mam takie hobby, że tępię głupotę bez litości. Do mnie nie przemawiają żale i płacze, ani też oceny mojego chamstwa, nie rusza mnie to. Głupotę walę po łbie i zgniatam. Takiego popisu głupoty/cynizmu dawno po łbie nie waliłem, ale już mi się powoli zaczyna nudzić. Jest jeszcze jedna możliwość. Nie jesteś głupia/cyniczna, ale masz słabszy dzień jak każdy, ale to trzeba by udowodnić. Przeprosić i nie mnie, bo mnie takie chrzanienie nie rusza, ale chociażby tych rodziców, którzy się martwią o swoje dzieci i naczytali się idiotyzmów. Potem napisać, że w niemieckich szkołach maluchy żył sobie nie podcinają, a przed swoimi polskimi rówieśnikami wchodzą na ciasny rynek pracy i zawodowych aspiracji o dwa lata wcześniej. Słowem napisać prawdę z własnego doświadczenia MACIERZYŃSKIEGO, zamiast chrzanić udając naukowca. Także, do wyboru masz jeszcze trzecią możliwość, zachować się inteligentnie i wyjść z twarzą. Życzę właściwych wyborów, tak w ogóle.

          • nigdzie
            nie wywozilam, bo urodzily sie w Niemczech. W ogole nie atakowalam tego czy innego systemu, od szesciu czy od pieciu lat, tylko kazdy ma cienie i blaski.
            W Zielonej Gorze na rozwiazujacym sie bibliotekoznawstwie pedagogika to byly dwa semestry, czyli smiech. Niech bedzie z ta glupota, ale cynizm… cynizmu nienawidze jeszcze bardziej od arogancji.
            Policzylam teraz jak to jest z latami, sese: syn, rocznik 1989, Grundschule 1995-2000, Gymnasium 2000-2009, teraz czwarty semestr (Uni Bochum). To potrwa jeszcze co najmniej dwa lata, w zaleznosci od tego czy zdecyduje sie na tzw Auslandsemester w Korei Pld – bo obok lingwistyki studiuje koreanistyke.
            Co do ignorancji w sprawie japonskiej kultury… tu musialam sie usmiechnac. Gdyby nie Atsumi… Ale to zupelnie inna historia.
            🙂

  60. brawo, mi 🙂
    popieram, bo nawet z moich blizniat jedno jest lewo- a drugie praworeczne 🙂 Jako samotna pracujaca matka (bez krzyku: zaden rozwod; samotne wychowywanie dzieci bywa i skutkiem wypadkow drogowych lub smiertelnych chorob…) wiem, ze ta dyskusja moze byc ta sama dyskusja jak renta od 67 lat.
    Wyobrazacie sobie, jakie korzysci finansowe przynosi – komu? – wczesniejsza matura, wczesniejsze “uszkolnienie” plus pozniejsza renta?

    A w ogole, gdzie jest ta sprzecznosc? Dziecko wdrozone w szkolna rutyne w wieku lat szesciu ma byc madrzejsze od tego siedmiolatka, bo niby co?
    W poznych latach osiemdziesiatych, kiedy pisalam prace o biblioterapii, jednym ze zrodel byla ksiazka “Dziecko szczescioletnie uczy sie czytac”. Dlaczego wyksztalcenie kojarzy sie niektorym wylacznie ze szkola? Wiem, ze to wszystko pytania retoryczne.
    Chce powiedziec, ze dojrzalosc szkolna to nie sprawa wieku. Decyduje zespol innych cech, o czym wie kazdy pedagog.
    Najbardziej zal dzieci, ktore z powodu ambicji rodzicow wysylane sa na sile wczesniej do szkoly, w ktorej potem nie moga sobie poradzic; mozliwe, ze beda potem potrzebowaly indywidualnego trybu nauczania. I to nie z powodu wyjatkowej inteligencji i wyprzedzajacych rowiesnikow umiejetnosci… Nie, w wychowaniu dziecka sa momenty, kiedy latwo przegapic odpowiedni moment na nauke czegos, jak na przyklad dziewieciolatek jest “za stary” na nauke gry na skrzypcach. Bedzie gral, ale nie zostanie wirtuozem.
    I momenty, w ktorym dziecko nagle czuje sie opuszczone przez wszystkich – te momenty, ktorych nie da sie przenigdy nadrobic.
    Mi, ciesze sie, ze poruszylas temat uczuc, ktore potrzebne sa dziecku.
    Serdecznie

    • No i mamy klasyczny
      No i mamy klasyczny przykład na kalectwo emocjonalne. Dylemat uczucia-rozwój intelektualny jest tak idiotyczny, jak przysłowiowe mycie rąk albo nóg. Gdy podobnym dylematom pedagogicznym ulegają ludzie z kierunkowym wykształceniem, to tutaj widziałbym największy dramat i zagrożenie dla tej rozsądnej decyzji edukacyjnej. Emocje pozbawione rozumu, to jest najkrótsza definicja kalectwa emocjonalnego. Można swoje dziecko emocjonalnie zaciamciać i samotne mamy niestety są mistrzyniami w tego typu wychowaniu, lepsze są tylko babcie. Albo można w dziecku budować takie emocje, które uczą samodzielności, odwagi w podejmowaniu życiowych decyzji, radzenia sobie w świecie, który jest o wiele bardziej popieprzony i brutalny niż I klasa. Naprawdę, widać jak na dłoni, że problem 6 latków, to jest problem rodziców nie dzieci. Wszyscy, którzy są w życiu dupowaci, zahukani, szare myszki, to samo przenoszą na podopiecznych. To się przenosi drogą kropelkową i dlatego tak się cieszę na nowy dekret edukacyjny, jak dekretów nie znoszę, bo to jest szansa dla tych biednych zaciamciwanych dzieci. Tak się też ujawniają słynne cechy narodowe. Polacy to nie wierzący w siebie, dupowaty naród, bo tak zostali w większości wychowani, na szare myszki Europy, że o świecie nie wspomnę. Sam byłem dzieckiem, ofiarą uczuć, które zasłaniały rozum, z tego się wychodzi długo, a znam takich co w tym pozostali na zawsze. Nie wiem czy widzisz, na pewno nie widzisz, ale pierwsza część wypowiedzi jest logicznie sprzeczna z drugą. A 6 latek dlatego bo… świat i w takich pierdołach nas wyprzedza. Sześciolatek bo sześcioletni rówieśnik Polka z pozycji bardziej cywilizowanego kraju startuje o rok wcześniej i zajmuje co ciekawsze miejsca na ziemi. Tak działa przyroda. Warto to dziecku rozumkiem wytłumaczyć i nie koniecznie pozbawiać przytulania, całusa na dobranoc, byleby do cycka starego sześcioletniego konia nie dostawiać, bo to już perwersją zalatuje.

      • dla niektorych
        emocje i rozum to przeciwienstwa.
        Ja nie rozumiem, czemu sie Pan tak denerwuje. Jesli i Pan, i Pana dziecko jestescie z tego “indywidualnego trybu” szczesliwi i dumni, no to jest okay. Zycze szczerze i bez sarkazmu, zeby ta decyzja przynosila w dalszym ciagu powody do zadowolenia.

        Nie rozumiem, skad ta apoteoza innych europejskich krajow, w ktorych wiek szkolny zaczyna sie, jak w Niemczech, przecietnie w wieku lat pieciu – to znaczy rokiem w przedszkolu, w malych grupach “Vorschulgruppen”, – cos w rodzaju zerowki, o specyficznej metodyce. Czy naprawde to powod do dumy, jezeli z dlugofalowej autopsji wynika ze “przypadkiem” w tych innych “wczesnodojrzalych” krajach liczba dzieci i mlodziezy opuszczajacych szkole bez swiadectwa ukonczenia jest zadziwiajaco wysoka? Niemcy nie wygladaja najlepiej w skali miedzynarodowej i wyniki testu z Pizy powoduja u wielu bol brzucha. W Niemczech trwa zabarwiona politycznie dyskusja o reformie szkolnictwa, zwlaszcza dotyczacego formy szkol, tzw. Bildungsreform.

        Mysle, ze trudno powiedziec o takiej Marii Montessori, ze byla nadopiekuncza matka czy babunia. Jest roznica miedzy emocjonalnym zaciamcianiem – niektorym wydaje sie, ze ukazywanie uczuc dziecku to obdarzanie ich dobrami materialnymi – a madrym wychowaniem zdrowych i silnych emocjonalnie dzieci.
        Ja Panu goraco polecam Marie Montessori. W wychowaniu, ktore jest ustawicznym balansem, nie wystarczy zdac sie na wlasny instynkt ktory chocby dlatego moze nas, rodzicow, zawiesc, bo w stosunku do wlasnych dzieci nigdy sie nie jest obiektywnym.
        I z ta dyskryminacja i dyfamacja samotnych matek czy ojcow to by mi bylo wstyd. Jedno jest pewne – lepiej jedno dobre slowo za duzo, niz niekonsekwencja w wychowaniu.
        Ciekawe, co jest Pana zdaniem dobra motywacja dziecka. Ale okay, to bylo tez retoryczna.
        Pozdrowienia

        • Wydaje mi się, a nawet jestem
          Wydaje mi się, a nawet jestem pewien, ze czytelnie, w dodatku wielokrotnie napisałem, dlaczego się denerwuję. Ale widzę, że wiele razy i czytelnie to za mało. No to powtórzę raz jeszcze wielkimi bukwami. Żyjemy w świecie, w kraju, w stadzie. Moja indywidualna decyzja dotyczące dziecka, nie zmieni tego świata, ponieważ czy będzie genialna, czy też nie, będzie zmuszona się obracać wśród nieudaczników. Dupowatego doktora, niedouczonego prawnika, zakompleksionego gospodarza domu. Żyję w konkretnym kraju, którego rozwój albo brak rozwoju przekłada się na jakość życia i moje choćby nie wiem jak wybitne dziecko nie ogranie wszystkiego. Wiele rzeczy mnie denerwuje, ale ten komentarz to już mi żyłę na czole wybebeszył. Pisać sobie z pozycji samotnej matki wychowującej dzieci w Niemczech, które podlegają tamtejszemu obowiązkowi edukacyjnemu i to jeszcze bardziej rygorystycznemu niż w Polsce i w tym pisaniu przestrzegać Polaków przed zgubnymi kosztami emocjonalnymi dla dzieci, to jest albo skrajna głupota, skrajna bezczelność, skrajna hipokryzja, albo wszystko naraz. W takim razie trzeba było zostać w tym cudownie rozwiniętym polskim kraju i “ratować swoje maluchy”. Co taż waćpani na nieludzkiej emigracji robi i dzieci katuje? Świętego szlag by trafił od złotych rad emigrantki, która sama co innego robi, a co innego doradza. Z drugiej strony jest to jedyna skrajnie racjonalna, w dodatku cyniczna uwaga jaką wyczytałem. To się instynkt macierzyński nazywa, grać wariata, wciskać kit, żeby własnemu potomstwu nie robić konkurencji. Argumenty jakie to Niemcy są biedne, niedouczone i zakompleksiane, są poniżej wszelkiego poziomu, nie będę schodził na takie dno, głupsze to od japońskich samobójstw w przedszkolach.

          • Jest też różnica między
            Jest też różnica między pieprzeniem, a wymianą argumentów. Spytałem o konkretne rzeczy, a w zamian czytam coraz rzadszą lurkę. Co robi samotna mamusia w nieludzkim niemieckim systemie edukacyjnym? I jak bardzo jest śmieszna lub cyniczna w wypisywaniu kolejnych bzdur, podpieranych jakimiś “badaniami depresyjnymi”. Kontrowersje to jest miejsce dla ludzi inteligentnych, mogą być chamsko i bezczelnie inteligentni, ale tylko bezczelni, to za mało.

          • cynizm
            zarzuca mi ten, ktory nazywa samobojstwa dzieci w japonskich przedszkolach, ze sa glupie.

            “Kontrowersje to jest miejsce dla ludzi inteligentnych, mogą być chamsko i bezczelnie inteligentni, ale tylko bezczelni, to za mało.”

            Z pana slowotoku trudno wyluskac poziom IQ, ale gdybym na podstawie lektury komentarzy pana autorstwa miala wyrobic sobie opinie o poziomie ludzi piszacych tutaj to wyrzadzilabym wiekszosci wielka krzywde. W kazdym razie pozdrawiam mistrza wielkiej riposty. Sa ludzie chamsko i bezczelnie inteligentni, ale tylko chamscy, to tez niewiele.

          • Pyskować pozostało, głupiego
            Pyskować pozostało, głupiego rżnąć, bo konkret nie pozostawia wątpliwości. Nie moja ręka krzyczeć, o Jezu gwałcą i inne takie. Żałość. “Japońskie dzieci”, to nie cynizm tylko śmiech z egzaltowanych nieuków, pal sześć egzaltowany, ale nieuk to już poważne zagrożenie. Byle średnio rozgarnięty, taki co poszedł wcześnie do szkoły wie, że Japonia w ogóle jest krajem, w którym samobójstwo to coś jak sport narodowy, część makabrycznej kultury. Ten sam średni rozgarnięty wie dlaczego w krajach cywilizowanych odnotowuje się większą liczbę zaburzeń typu depresje, niż w krajach mniej cywilizowanych, nawet jest taka podpowiedź: “choroby cywilizacyjne”. Nawet na WSP w Zielonej Górze to przerabiają, tylko trzeba się skupić na lekcjach. Według swoich własnych “teorii” i przestróg skazałaś swoje dzieci na depresję, z premedytacją, po pierwsze wywożąc je do kraju o wysokim wskaźniku chorób cywilizacyjnych, po drugie oddając dzieci w WIEKU PIĘCIU LAT do niemieckich szkół. Możesz tu różne cuda odstawiać, ale własnej głupoty/cynizmu nie przykryjesz. Popyskujesz mniej lub bardziej efektownie, tym razem nawet nieźle wyszło, ale co byś za figle nie odstawiała, będziesz albo wyjątkowo głupią albo wyjątkowo cyniczną mamuśką, bo inaczej kontrastu między tym co chrzanisz, a rzeczywiście robisz wyjaśnić się nie da. I tak powinnaś podziękować, że dostajesz wybór. Ja bym wybrał cynizm. Mam takie hobby, że tępię głupotę bez litości. Do mnie nie przemawiają żale i płacze, ani też oceny mojego chamstwa, nie rusza mnie to. Głupotę walę po łbie i zgniatam. Takiego popisu głupoty/cynizmu dawno po łbie nie waliłem, ale już mi się powoli zaczyna nudzić. Jest jeszcze jedna możliwość. Nie jesteś głupia/cyniczna, ale masz słabszy dzień jak każdy, ale to trzeba by udowodnić. Przeprosić i nie mnie, bo mnie takie chrzanienie nie rusza, ale chociażby tych rodziców, którzy się martwią o swoje dzieci i naczytali się idiotyzmów. Potem napisać, że w niemieckich szkołach maluchy żył sobie nie podcinają, a przed swoimi polskimi rówieśnikami wchodzą na ciasny rynek pracy i zawodowych aspiracji o dwa lata wcześniej. Słowem napisać prawdę z własnego doświadczenia MACIERZYŃSKIEGO, zamiast chrzanić udając naukowca. Także, do wyboru masz jeszcze trzecią możliwość, zachować się inteligentnie i wyjść z twarzą. Życzę właściwych wyborów, tak w ogóle.

          • nigdzie
            nie wywozilam, bo urodzily sie w Niemczech. W ogole nie atakowalam tego czy innego systemu, od szesciu czy od pieciu lat, tylko kazdy ma cienie i blaski.
            W Zielonej Gorze na rozwiazujacym sie bibliotekoznawstwie pedagogika to byly dwa semestry, czyli smiech. Niech bedzie z ta glupota, ale cynizm… cynizmu nienawidze jeszcze bardziej od arogancji.
            Policzylam teraz jak to jest z latami, sese: syn, rocznik 1989, Grundschule 1995-2000, Gymnasium 2000-2009, teraz czwarty semestr (Uni Bochum). To potrwa jeszcze co najmniej dwa lata, w zaleznosci od tego czy zdecyduje sie na tzw Auslandsemester w Korei Pld – bo obok lingwistyki studiuje koreanistyke.
            Co do ignorancji w sprawie japonskiej kultury… tu musialam sie usmiechnac. Gdyby nie Atsumi… Ale to zupelnie inna historia.
            🙂

  61. @sese
    Zrobiło się za gęsto. Douczyłem się. Obowiązek szkolny zaczyna się w wieku 6 lat, ale dzieci na życzenie rodziców i w ramach czegoś co się nazywa: faza elastycznego rozpoczęcia szkoły, mogą rozpocząć szkołę rok wcześniej. Także 2 lata jest możliwością, nie normą. Normą jest 6 lat i do szkoły. Natomiast z podstawówki z wyjątkiem dwóch landów, to 4 lata. Dalej to system skomplikowanych gimnazjów i szkół średnich, tutaj jest kocioł straszny i w zależności od wyboru edukacja trwa różnie, ale z tego co widzę maksymalnie 9 lat do otwarcia ścieżki na studia. Zatem tak jak pisałem wcześniej, suma lat spędzonych w szkole jest w większości przypadków identyczna, ale start o rok/dwa lata wcześniej.

  62. @sese
    Zrobiło się za gęsto. Douczyłem się. Obowiązek szkolny zaczyna się w wieku 6 lat, ale dzieci na życzenie rodziców i w ramach czegoś co się nazywa: faza elastycznego rozpoczęcia szkoły, mogą rozpocząć szkołę rok wcześniej. Także 2 lata jest możliwością, nie normą. Normą jest 6 lat i do szkoły. Natomiast z podstawówki z wyjątkiem dwóch landów, to 4 lata. Dalej to system skomplikowanych gimnazjów i szkół średnich, tutaj jest kocioł straszny i w zależności od wyboru edukacja trwa różnie, ale z tego co widzę maksymalnie 9 lat do otwarcia ścieżki na studia. Zatem tak jak pisałem wcześniej, suma lat spędzonych w szkole jest w większości przypadków identyczna, ale start o rok/dwa lata wcześniej.

  63. @sese
    Zrobiło się za gęsto. Douczyłem się. Obowiązek szkolny zaczyna się w wieku 6 lat, ale dzieci na życzenie rodziców i w ramach czegoś co się nazywa: faza elastycznego rozpoczęcia szkoły, mogą rozpocząć szkołę rok wcześniej. Także 2 lata jest możliwością, nie normą. Normą jest 6 lat i do szkoły. Natomiast z podstawówki z wyjątkiem dwóch landów, to 4 lata. Dalej to system skomplikowanych gimnazjów i szkół średnich, tutaj jest kocioł straszny i w zależności od wyboru edukacja trwa różnie, ale z tego co widzę maksymalnie 9 lat do otwarcia ścieżki na studia. Zatem tak jak pisałem wcześniej, suma lat spędzonych w szkole jest w większości przypadków identyczna, ale start o rok/dwa lata wcześniej.

  64. @ray
    No to jeszcze wyjaśnij z łaski swojej dlaczego straszysz i tak zahukanych Polaków, kiedy na własnej skórze widzisz, że system edukacyjny w Niemczech, nie tylko nie zabił i i nie poranił dzieci, ale pozwolił im robić kariery po całym świecie. W Polsce będzie niemal IDENTYCZNY system szkolnictwa, nie licząc tego etapu szkół średnich, gdzie w Niemczech chyba jest większy bajzel niż u nas. To po co się pytam straszyć ludzi, odbierać im szanse na równy start i to jeszcze w sytuacji, gdy własne doświadczenia są pozytywne. Nie rozumiem tego, nie rozumiem biadolenia, straszenia cudzych dzieci i obcych rodziców, z pełną wiedzą, że własne dzieci wyrosły na ludzi. Dla mnie to jest nie pojęte, tym bardziej, że to nie są tematy na pogawędkę przy ptysiu, ale to są bariery rozwojowe, indywidualne i społeczne, czyli zbrodnia na człowieku i społeczeństwie. Nieszczęście polskie polega między innymi na tym, że tu się wiecznie robi jaja z pogrzebu. Od Polaków na emigracji oczekuję racjonalnego dzielenia się doświadczeniami, nigdy nie należałem do osób, które darły japę: “wyjechałeś, to się nie odzywaj”. Takie opinie to głupota i ograniczanie sobie horyzontów. Ale zawszę będę darł japę, kiedy ktoś mi mówi, że to co dobre dla Niemców, Anglików i Węgrów zabije “wrażliwych” i niedojrzałych Polaków, zwłąszcze gdy podobne farmazony opowiadają Polacy.

    • All
      Zgadzam sie z autorem notki, ze cala ta awantura nie ma zadnego sensu, a dla mnie brzmi smiesznie i infantylnie. Moj syn poszedl do szkoly w wieku 7 lat w Polsce, moj wnuk w wieku 4 1/2 lat w Kanadzie i obydwaj sa relatywnie “normalni”. Moj syn zaczal nauke francuskiego w wieku 10 lat i nigdy nie nauczyl sie tego jezyka, moj wnuk w wieku 4 lat sobodnie porozumiewal sie po angielsku, francusku i po polsku i bawil sie w tym czasie rowniez pluszowymi zabawkami. W rzeczywistosci w ktorej zyje – Kanada – kraj emigrantow z calego swiata, normalnym jest gdy pieciolatek posluguje sie czesto 3 jezykami a nawet czterema jezykami. Dzieci chlona wiedze jak gabka i nikt ich “nie ratuje” i nie wrzeszczy, ze zabiera im sie dziecinstwo. Tak jak powiedzial MK “to są bariery rozwojowe, indywidualne i społeczne, czyli zbrodnia na człowieku i społeczeństwie. Nieszczęście polskie polega między innymi na tym, że tu się wiecznie robi jaja z pogrzebu.”
      Pozdr

  65. @ray
    No to jeszcze wyjaśnij z łaski swojej dlaczego straszysz i tak zahukanych Polaków, kiedy na własnej skórze widzisz, że system edukacyjny w Niemczech, nie tylko nie zabił i i nie poranił dzieci, ale pozwolił im robić kariery po całym świecie. W Polsce będzie niemal IDENTYCZNY system szkolnictwa, nie licząc tego etapu szkół średnich, gdzie w Niemczech chyba jest większy bajzel niż u nas. To po co się pytam straszyć ludzi, odbierać im szanse na równy start i to jeszcze w sytuacji, gdy własne doświadczenia są pozytywne. Nie rozumiem tego, nie rozumiem biadolenia, straszenia cudzych dzieci i obcych rodziców, z pełną wiedzą, że własne dzieci wyrosły na ludzi. Dla mnie to jest nie pojęte, tym bardziej, że to nie są tematy na pogawędkę przy ptysiu, ale to są bariery rozwojowe, indywidualne i społeczne, czyli zbrodnia na człowieku i społeczeństwie. Nieszczęście polskie polega między innymi na tym, że tu się wiecznie robi jaja z pogrzebu. Od Polaków na emigracji oczekuję racjonalnego dzielenia się doświadczeniami, nigdy nie należałem do osób, które darły japę: “wyjechałeś, to się nie odzywaj”. Takie opinie to głupota i ograniczanie sobie horyzontów. Ale zawszę będę darł japę, kiedy ktoś mi mówi, że to co dobre dla Niemców, Anglików i Węgrów zabije “wrażliwych” i niedojrzałych Polaków, zwłąszcze gdy podobne farmazony opowiadają Polacy.

    • All
      Zgadzam sie z autorem notki, ze cala ta awantura nie ma zadnego sensu, a dla mnie brzmi smiesznie i infantylnie. Moj syn poszedl do szkoly w wieku 7 lat w Polsce, moj wnuk w wieku 4 1/2 lat w Kanadzie i obydwaj sa relatywnie “normalni”. Moj syn zaczal nauke francuskiego w wieku 10 lat i nigdy nie nauczyl sie tego jezyka, moj wnuk w wieku 4 lat sobodnie porozumiewal sie po angielsku, francusku i po polsku i bawil sie w tym czasie rowniez pluszowymi zabawkami. W rzeczywistosci w ktorej zyje – Kanada – kraj emigrantow z calego swiata, normalnym jest gdy pieciolatek posluguje sie czesto 3 jezykami a nawet czterema jezykami. Dzieci chlona wiedze jak gabka i nikt ich “nie ratuje” i nie wrzeszczy, ze zabiera im sie dziecinstwo. Tak jak powiedzial MK “to są bariery rozwojowe, indywidualne i społeczne, czyli zbrodnia na człowieku i społeczeństwie. Nieszczęście polskie polega między innymi na tym, że tu się wiecznie robi jaja z pogrzebu.”
      Pozdr

  66. @ray
    No to jeszcze wyjaśnij z łaski swojej dlaczego straszysz i tak zahukanych Polaków, kiedy na własnej skórze widzisz, że system edukacyjny w Niemczech, nie tylko nie zabił i i nie poranił dzieci, ale pozwolił im robić kariery po całym świecie. W Polsce będzie niemal IDENTYCZNY system szkolnictwa, nie licząc tego etapu szkół średnich, gdzie w Niemczech chyba jest większy bajzel niż u nas. To po co się pytam straszyć ludzi, odbierać im szanse na równy start i to jeszcze w sytuacji, gdy własne doświadczenia są pozytywne. Nie rozumiem tego, nie rozumiem biadolenia, straszenia cudzych dzieci i obcych rodziców, z pełną wiedzą, że własne dzieci wyrosły na ludzi. Dla mnie to jest nie pojęte, tym bardziej, że to nie są tematy na pogawędkę przy ptysiu, ale to są bariery rozwojowe, indywidualne i społeczne, czyli zbrodnia na człowieku i społeczeństwie. Nieszczęście polskie polega między innymi na tym, że tu się wiecznie robi jaja z pogrzebu. Od Polaków na emigracji oczekuję racjonalnego dzielenia się doświadczeniami, nigdy nie należałem do osób, które darły japę: “wyjechałeś, to się nie odzywaj”. Takie opinie to głupota i ograniczanie sobie horyzontów. Ale zawszę będę darł japę, kiedy ktoś mi mówi, że to co dobre dla Niemców, Anglików i Węgrów zabije “wrażliwych” i niedojrzałych Polaków, zwłąszcze gdy podobne farmazony opowiadają Polacy.

    • All
      Zgadzam sie z autorem notki, ze cala ta awantura nie ma zadnego sensu, a dla mnie brzmi smiesznie i infantylnie. Moj syn poszedl do szkoly w wieku 7 lat w Polsce, moj wnuk w wieku 4 1/2 lat w Kanadzie i obydwaj sa relatywnie “normalni”. Moj syn zaczal nauke francuskiego w wieku 10 lat i nigdy nie nauczyl sie tego jezyka, moj wnuk w wieku 4 lat sobodnie porozumiewal sie po angielsku, francusku i po polsku i bawil sie w tym czasie rowniez pluszowymi zabawkami. W rzeczywistosci w ktorej zyje – Kanada – kraj emigrantow z calego swiata, normalnym jest gdy pieciolatek posluguje sie czesto 3 jezykami a nawet czterema jezykami. Dzieci chlona wiedze jak gabka i nikt ich “nie ratuje” i nie wrzeszczy, ze zabiera im sie dziecinstwo. Tak jak powiedzial MK “to są bariery rozwojowe, indywidualne i społeczne, czyli zbrodnia na człowieku i społeczeństwie. Nieszczęście polskie polega między innymi na tym, że tu się wiecznie robi jaja z pogrzebu.”
      Pozdr

  67. Co do polityka się zgadzam 😉
    Zgadzam się co do polityka i tutaj ciężko będzie dyskutować, bo poziom polityków u nas w kraju jest jaki jest i weryfikacji może dokonać każdy kto się odrobinę zaangażuje.
    Co do robienia tego co się Kocha – nie generalizowałbym, że jest to niemożliwe i trzeba robić to co daje utrzymanie i dobre samopoczucie. Są i mam nadzieję będą ludzie, którzy robią to co kochają, mają poczucie misji w tym co robią oraz funkcjonują w różnych dziedzinach życia. Muszę przyznać rację, że większość szuka pracy, z której może godnie żyć. Nie odmawiam jednak racji sobie, że można funkcjonować w tym co się robi z poczuciem tego, że kocha się swoją działalność i dziedzinę swojej działalności. Nie ma na to wpływu zły dzień czy zły humor.
    Słuszną uwagą jest, że często ludzie robią to co kochają jak już pieniądze mają … jednak czemu tego sposobu myślenia nie odwrócić ?! czemu biedniejszy nie może robić tego co kocha i nie może być w tym jednym z najlepszych i nie może godnie żyć i dopiero jak zrobi to ma dostać godne wynagrodzenie ?! A może niech robi, niech będzie wynagradzany i pociąga innych do takiego działania. Przecież nawet w czynnościach prostych ważne jest aby ktoś robił to z zaangażowaniem. Uliczny śpiewak wcale nie musi być gorszy od wykreowanej gwiazdy, domorosły spawacz nie musi być gorszy od tego z unijnymi certyfikatami, a samouk lingwista nie musi być gorszy od tego po uniwersytetach. Tylko naprawdę musimy szukać mechanizmów aby tych ludzi wyłapywać na poziomie szkoły. My jednak wolimy szkolić masy średniaków, a o talenty i beztalencia wolimy się nie troszczyć. Tu jest chyba problem pogrzebany, ale to moje subiektywne zdanie, z którym można się nie zgadzać.

  68. Co do polityka się zgadzam 😉
    Zgadzam się co do polityka i tutaj ciężko będzie dyskutować, bo poziom polityków u nas w kraju jest jaki jest i weryfikacji może dokonać każdy kto się odrobinę zaangażuje.
    Co do robienia tego co się Kocha – nie generalizowałbym, że jest to niemożliwe i trzeba robić to co daje utrzymanie i dobre samopoczucie. Są i mam nadzieję będą ludzie, którzy robią to co kochają, mają poczucie misji w tym co robią oraz funkcjonują w różnych dziedzinach życia. Muszę przyznać rację, że większość szuka pracy, z której może godnie żyć. Nie odmawiam jednak racji sobie, że można funkcjonować w tym co się robi z poczuciem tego, że kocha się swoją działalność i dziedzinę swojej działalności. Nie ma na to wpływu zły dzień czy zły humor.
    Słuszną uwagą jest, że często ludzie robią to co kochają jak już pieniądze mają … jednak czemu tego sposobu myślenia nie odwrócić ?! czemu biedniejszy nie może robić tego co kocha i nie może być w tym jednym z najlepszych i nie może godnie żyć i dopiero jak zrobi to ma dostać godne wynagrodzenie ?! A może niech robi, niech będzie wynagradzany i pociąga innych do takiego działania. Przecież nawet w czynnościach prostych ważne jest aby ktoś robił to z zaangażowaniem. Uliczny śpiewak wcale nie musi być gorszy od wykreowanej gwiazdy, domorosły spawacz nie musi być gorszy od tego z unijnymi certyfikatami, a samouk lingwista nie musi być gorszy od tego po uniwersytetach. Tylko naprawdę musimy szukać mechanizmów aby tych ludzi wyłapywać na poziomie szkoły. My jednak wolimy szkolić masy średniaków, a o talenty i beztalencia wolimy się nie troszczyć. Tu jest chyba problem pogrzebany, ale to moje subiektywne zdanie, z którym można się nie zgadzać.

  69. Co do polityka się zgadzam 😉
    Zgadzam się co do polityka i tutaj ciężko będzie dyskutować, bo poziom polityków u nas w kraju jest jaki jest i weryfikacji może dokonać każdy kto się odrobinę zaangażuje.
    Co do robienia tego co się Kocha – nie generalizowałbym, że jest to niemożliwe i trzeba robić to co daje utrzymanie i dobre samopoczucie. Są i mam nadzieję będą ludzie, którzy robią to co kochają, mają poczucie misji w tym co robią oraz funkcjonują w różnych dziedzinach życia. Muszę przyznać rację, że większość szuka pracy, z której może godnie żyć. Nie odmawiam jednak racji sobie, że można funkcjonować w tym co się robi z poczuciem tego, że kocha się swoją działalność i dziedzinę swojej działalności. Nie ma na to wpływu zły dzień czy zły humor.
    Słuszną uwagą jest, że często ludzie robią to co kochają jak już pieniądze mają … jednak czemu tego sposobu myślenia nie odwrócić ?! czemu biedniejszy nie może robić tego co kocha i nie może być w tym jednym z najlepszych i nie może godnie żyć i dopiero jak zrobi to ma dostać godne wynagrodzenie ?! A może niech robi, niech będzie wynagradzany i pociąga innych do takiego działania. Przecież nawet w czynnościach prostych ważne jest aby ktoś robił to z zaangażowaniem. Uliczny śpiewak wcale nie musi być gorszy od wykreowanej gwiazdy, domorosły spawacz nie musi być gorszy od tego z unijnymi certyfikatami, a samouk lingwista nie musi być gorszy od tego po uniwersytetach. Tylko naprawdę musimy szukać mechanizmów aby tych ludzi wyłapywać na poziomie szkoły. My jednak wolimy szkolić masy średniaków, a o talenty i beztalencia wolimy się nie troszczyć. Tu jest chyba problem pogrzebany, ale to moje subiektywne zdanie, z którym można się nie zgadzać.