Nareszcie wróciłem! Ferie skończone! Kalosh spóźniony! Tematy przebrzmiałe!
 

 
Witam wszystkich. Jak zwykle z opóźnionym zapłonem (choć zazwyczaj opisuję wydarzenia nieco bardziej oddalone w czasie) napiszę dziś parę słów o konkursie Onetu (ktoś jeszcze pamięta? :)).
 
Przede wszystkim wielkie dzięki wszystkim, którzy zagłosowali na tego bloga. Dzięki Wam miałem niecodzienną okazję oddychać tym samym powietrzem co śmietanka blogosfery zgromadzona na rozdaniu nagród. Co poniektórzy naprawdę mieli czym oddychać, dzięki czemu dane mi było zrozumieć (patrząc na niektóre cuda natury w najczystszej postaci) swoją porażkę w rywalizacji. Blog który prowadzę dostarcza jedynie rozrywki – blog który wygrał – naprawdę pomaga ludziom – różnica jest kolosalna.
 
Stanikomania rulez
Stanikomania rulez!
 
 
Choć przyznam, że szykując frak (no może nie frak, ale marynarkę przynajmniej miałem), prasując koszulę (żona niestety zajęta była prasowaniem sukienki dla córki, więc człowiek musiał sobie radzić sam), pastując buty (noo, przecierając ściereczką przynajmniej) – no generalnie przygotowując swój zwyczajowy strój “na agenta Tomka” – miałem przebłyski nadziei. Bo wszak redaktor Makłowicz o ile wiem staników nie nosi (choć po casusie senatorskim to już człowiek niczego pewnym być nie może), a ponadto Bóg projektując jego przesympatyczną postać, raczej nie przeznaczył go do grania w kosza. W tej sytuacji – może jednak jest nadzieja? Może jednak sława, zaszczyty, majątek (no może raczej dwa słowa na Onecie, statuetka na półkę i komputer do licytacji, ale zawsze to coś :D) przypadną mi? W końcu każdy kto mnie zna zaświadczy na pewno, żem przekonany o swojej genialności. Więc chyba się uda. A może nie?
 
Przybyłem na galę wraz z najładniejszą (a już na pewno najmłodszą) dziewczyną na sali, zaparkowałem poza terenem restauracji (na wcisk, omalżem się nie ufajdał o parkującego obok Passata, na oko z lat 80′ tych), co okazało się błędem – pod samym wejściem była kupa miejsc dla gości, które pozostały puste. Ehh. Podpisałem parę papierów o prawach do mojego wizerunku (ponieważ gębę mam tak piękną, że chyba tylko z Matką Kurką mogę się mierzyć w tej kategorii,  zrobiłem bez żalu), odebrałem prezenty od organizatora (Andrea Bocelli śpiewa jakieś kolędy – noż ku..a trafili idealnie), dałem się obfotografować przemiłemu panu, pogawędziłem z paroma kamerzystami (spotkałem ich wcześniej w związku z różnymi przejawami mojej działalności :D), spojrzałem na salę… I nie było już miejsc z przodu. Dla mnie!
 
No cóż, w tej sytuacji zasiadłem z tyłu. Początkowo żałowałem tej pozycji, bom niewiele widział zza pleców starszego Pana siedzącego przede mną 🙂 (mam nadzieję, że się nie obrazi o te słowa). Ale z biegiem czasu, gdy rozpoczęcie ceremonii się opóźniało zrozumiałem, że usytuowane jest idealnie – nie za blisko, i nie za daleko od toalet! Im bardziej przedłużało się oczekiwanie, tym bardziej korzystne stawało się siedzenie bliżej wyjścia. Ale w końcu – zaczęło się.
 
Najpierw nieco sztywno – parę lekko przydrętwych dowcipów z kartki, trochę kokieterii, trochę podlizu do sponsorów i szefostwa, prowadzący z każdym wypowiedzianym zdaniem się rozkręcał. Trochę mu się tam karteczki myliły chyba, fakty pozamieniał, wracał do wątku, ale generalnie elegancko i ze swadą. Aż nareszcie nadejszła wiekopomna chwila – zaczynają rozdawać. Od razu dało się wyczuć zwiększone napięcie – wszystkim włoski stanęły na karku, (mi to aż wylazły spod kołnierzyka, choć klnę się – nie mam ich za wiele, szczególnie na karku) każdy lekko pochylił swoje ciało do przodu – kto następny? Czy to będę ja?Zwycieżczyni - moje życie
 
Zwyciężczyni – Moje życie, sympatyczna Pani
 
Tymczasem moje miejsce obserwacji zaczęło ujawniać swoje dodatkowe zalety – co kategoria, to któryś z moich bezpośrednich sąsiadów odbiera nagrodę. Może to jest szczęśliwy sektor? Splunąłem na wszelki wypadek lewą stroną ust przez prawe ramię, skrzyżowałem nogi i palce – oto moja kategoria. Lektor czyta nazwy blogów (tu miłe zaskoczenie – sala reaguje chichotem na nazwę mojej stronki, kto by się spodziewał,? Wszak tak dystyngowana),  na scenę wychodzi kucharskie dobro narodowe, miętosząc kopertę w dłoniach. Krótka przemowa, podczas której przychodzi mi miotać się pomiędzy niebem pewności a piekłem rozpaczy – i decyzja. Wygrywa Stanikomania.
 
Więc jednak kiszka, nic z tego, kaszana, dno, masakra. Jako żem jednak przyzwyczajony myśleć o dobrych stronach każdej sytuacji, od razu zaczynają w mej głowie kołatać się myśli o odwrotnym wektorze. Po co Ci Kaloshu zacny komputer? Wszak masz już jeden. Po co Ci sława, Kaloshu drogi? Przecież dzięki takiemu obrotowi zdarzeń pozostaniesz zagadką. Sfinksem, którego zagadki nikt nie rozwiązał. Po co Ci statuetka? Regały poobstawiane różnymi duperelami, tylko kurzu nie ma komu z nich ścierać, więc na niektórych warstwa już taka, że kształt powoli tracą. A na dodatek zwycięstwo w mojej kategorii portalu o damskiej bieliźnie daje mi rzecz absolutnie bezcenną – kolejną dykteryjkę do opowiadania do kolekcji.
 
W tej sytuacji ledwie zauważyłem kolejną zaletę mojego miejsca na widowni. Na scenę bowiem wkroczył, obdarowany podobnież nieco wcześniej jakimś ptakiem zespół Pectus. Choć chłopaki (no mężczyźni powiedzmy, oględnie mówiąc) przyjechali z Rzeszowa, miasta które darzę ogromną sympatią (gdzież indziej postawiono by w środku miasta pomnik w takim kształcie?), i gdzie mam wielu przyjaciół – to jednak muszę powiedzieć, że trafili niewiele lepiej niż z tym Bocellim nieszczęsnym. Próbowałem co prawda wspomóc ich wysiłki mające na celu rozruszanie publiki (Śpiewajcie z nami! Hmm, no tak…), ale mimo tego wszyscy siedzieli sztywno wyprostowani. Zapomniałem – to ja jestem już po rozstrzygnięciach – reszta ciągle czeka (choć w kolejnych wejściach kapeli nie było lepiej, byłem dość odosobniony w moich pokrzykiwaniach i klaskaniu).
 
Czarnecki JuniorCzarnecki junior, błysk normalności
 
Reszty oficjalnej części gali nie pamiętam za dobrze, jedynie tyle, że już na sam koniec organizator rozdał nagrody specjalne, przemawiał bardzo sympatyczny syn posła Czarneckiego (który jest żywym dowodem na to, że wady wymowy są dziedziczne, a on definitywnie jest synem swojego ojca), oraz  że jedna z tych specjalnych przypadła temu gostkowi, co to z Tuskiem debatował. No on to naprawdę wyglądał na zaskoczonego niesamowicie – przemową palnął, widać że w ogóle nie ćwiczoną, na pół godziny. Coś tam mówił, że kolejne rzeczy które robi przysparzają mu wrogów, i refleksja mnie najszła, że raczej takim pierdzieleniem sobie przysparza, bo hadko słuchać. Jakby mój przewodniczący samorządu z podstawówki przemawiał. Potrafię ocenić piękno tej oracji tak krytycznie, bom przecie sam przygotował zarysy tyrady na cztery strony A4, krótko chciałem i węzłowato. Cóż, nie było okazji tym razem, przyda się na uroczystość przecięcia wstęgi (jak mnie ktoś zaprosi oczywiście).
 
 
Gra i trąbi zespół PECTUSPECTUS
 
Potem nastapiła część nieoficjalna, jak na porządnej gali przystoi – dziwne jedzenie (w tym Strogonowa dali, jakby złośliwie, choć niby że przypadkiem, dranie), ciasne pomieszczenia, talerzyk w jednej, gadżety w drugiej, widelczyk w trzeciej ręce. Stałem pod ścianą, koło mnie moja córcia, która uzyskała od matki (drogą nakazu kategorycznego) zadanie przypilnowania taty, coby żadnych obcych kobit nie zaczepiał. Zna mnie kobieta, słusznie zrobiła, a córcia solennie się wywiązała (kilka moich forteli w celu pozbycia się ogona choćby na momencik spełzły na panewce). W tej sytuacji pozostało mi wpatrywanie się w plecy blogera Korwina Mikke, który z bliskim mi wyrazem twarzy (a w szczególności oczu, oczy są jak wiadomo najważniejsze) wpatrywał się w przygotowane półmiski, próbując wyłowić coś jadalnego. Pogratulowałem zwycięstwa przemiłej Pani prowadzącej Stanikomanię (z którą próbowałem pożartować, skończyło się na dobrej radzie, bym zaczął nosić staniki), na rozmowę z którą w drodze wyjątku uzyskałem pozwolenie (z powodów, których nie będę tu roztrząsał). W przelocie chwyciłem jeszcze w zęby kawałek arbuza, i odebrałem płaszcze z szatni. Krótka pogawędka z zawijającymi się już do domu, lekko znudzonymi kamerzystami – i do domu.
 
Po powrocie zacząłem pić (na gali nie piłem, w końcu prowadzę – piłeś nie jedź, powiadają), topić żale szklankach, zanurzać depresję w termosach, oglądać świat przez zielone szkło lornetki, osuszać kielichy, i nade wszystko – korzystać z emaliowanych kubeczków. I tak mi zeszło aż do dzisiaj, gdym się przebudził z wieczora, i ze zdumieniem skonstatowałem, że już tyle czasu nic nie pisałem, więc najwyższa pora uspokoić wszystkich – nie rzuciłem się z mostu. Nie odurzyłem chloroformem i nie poderżnąłem żył. Doniesienia o wpadającym pod pociąg mężczyźnie, który później wstał i poszedł – to nie o mnie.  U mnie wszystko w porządku.
 
Kubeczki emaliowaneJedyne trofeum, podziękowania dla Emalii Olkusz
 
 
Teraz serio mówiąc – gratuluję wszystkim zwycięzcom, wszystkim uczestnikom – liczy się idea sportu, jak powiadają, nie każdy wygrywa. I drugie już dzisiaj zdanie serio – wielkie dzięki wszystkim głosującym, doceniam i mam nadzieję, ze może jeszcze kiedyś mnie wesprzecie.
 
No Kalosh, ty to nawet o takim durnym temacie nie możesz napisać w trzech zdaniach, musisz ludzi zmuszać do czytania elaboratów. Weź ty się lepiej puknij w łeb chłopie, i popraw w przyszłości.
 
PS. Mała sonda – na następny wpis wolicie kolejkę górską, czy raczej zabawę w Indian?
Reklama
Poprzedni artykułSamotność szmaty
Następny artykułMałysz drugi!

40 KOMENTARZE

  1. Mimo, że noszę staniki, dla
    Mimo, że noszę staniki, dla mnie wygrałeś! Trochę jestem rozczarowana, że nie zamieściłeś fotki, która służyłaby do porównania Twojej urody z M-K.;) “(ponieważ gębę mam tak piękną, że chyba tylko z Matką Kurką mogę się mierzyć w tej kategorii, zrobiłem bez żalu)” Nie Tobie oceniać, można by zrobić Konkurs.:) 😉 Relacja świetna, czytając czułam się tak, jakbym tam była z Wami.

    Dość tego słodzenia. To teraz chwila szczerości. Przykro mi, ale Twoje teksty nigdy nie były dla mnie za długie, raczej odwrotnie.:)

    Jeśli można prosić, to niech będzie zabawa w Indian. Widać, że długo Cię nie było, bo wiedziałbyś jak nas ostatnio panowie zamęczali górami, nartami, a w związku z tym, bo jakoś trzeba dotrzeć na start, kolejkami górskimi.;) Na razie dość!:))

    Pozdrawiam serdecznie z nadzieją, że wstęgę będziesz przecinał gdzieś w dojeżdżalnej okolicy.:)

  2. Mimo, że noszę staniki, dla
    Mimo, że noszę staniki, dla mnie wygrałeś! Trochę jestem rozczarowana, że nie zamieściłeś fotki, która służyłaby do porównania Twojej urody z M-K.;) “(ponieważ gębę mam tak piękną, że chyba tylko z Matką Kurką mogę się mierzyć w tej kategorii, zrobiłem bez żalu)” Nie Tobie oceniać, można by zrobić Konkurs.:) 😉 Relacja świetna, czytając czułam się tak, jakbym tam była z Wami.

    Dość tego słodzenia. To teraz chwila szczerości. Przykro mi, ale Twoje teksty nigdy nie były dla mnie za długie, raczej odwrotnie.:)

    Jeśli można prosić, to niech będzie zabawa w Indian. Widać, że długo Cię nie było, bo wiedziałbyś jak nas ostatnio panowie zamęczali górami, nartami, a w związku z tym, bo jakoś trzeba dotrzeć na start, kolejkami górskimi.;) Na razie dość!:))

    Pozdrawiam serdecznie z nadzieją, że wstęgę będziesz przecinał gdzieś w dojeżdżalnej okolicy.:)

  3. Mimo, że noszę staniki, dla
    Mimo, że noszę staniki, dla mnie wygrałeś! Trochę jestem rozczarowana, że nie zamieściłeś fotki, która służyłaby do porównania Twojej urody z M-K.;) “(ponieważ gębę mam tak piękną, że chyba tylko z Matką Kurką mogę się mierzyć w tej kategorii, zrobiłem bez żalu)” Nie Tobie oceniać, można by zrobić Konkurs.:) 😉 Relacja świetna, czytając czułam się tak, jakbym tam była z Wami.

    Dość tego słodzenia. To teraz chwila szczerości. Przykro mi, ale Twoje teksty nigdy nie były dla mnie za długie, raczej odwrotnie.:)

    Jeśli można prosić, to niech będzie zabawa w Indian. Widać, że długo Cię nie było, bo wiedziałbyś jak nas ostatnio panowie zamęczali górami, nartami, a w związku z tym, bo jakoś trzeba dotrzeć na start, kolejkami górskimi.;) Na razie dość!:))

    Pozdrawiam serdecznie z nadzieją, że wstęgę będziesz przecinał gdzieś w dojeżdżalnej okolicy.:)

  4. Mimo, że noszę staniki, dla
    Mimo, że noszę staniki, dla mnie wygrałeś! Trochę jestem rozczarowana, że nie zamieściłeś fotki, która służyłaby do porównania Twojej urody z M-K.;) “(ponieważ gębę mam tak piękną, że chyba tylko z Matką Kurką mogę się mierzyć w tej kategorii, zrobiłem bez żalu)” Nie Tobie oceniać, można by zrobić Konkurs.:) 😉 Relacja świetna, czytając czułam się tak, jakbym tam była z Wami.

    Dość tego słodzenia. To teraz chwila szczerości. Przykro mi, ale Twoje teksty nigdy nie były dla mnie za długie, raczej odwrotnie.:)

    Jeśli można prosić, to niech będzie zabawa w Indian. Widać, że długo Cię nie było, bo wiedziałbyś jak nas ostatnio panowie zamęczali górami, nartami, a w związku z tym, bo jakoś trzeba dotrzeć na start, kolejkami górskimi.;) Na razie dość!:))

    Pozdrawiam serdecznie z nadzieją, że wstęgę będziesz przecinał gdzieś w dojeżdżalnej okolicy.:)