Reklama

Przykładów propagandowej głupoty można namnożyć jak królików, ale ten najbardziej nośny i szeroko komentowany przykład jest dość specyficzny i przez to bezcenny. Nie wiem czy pierwszy raz, w każdym razie głupota propagandowa sprzedana Polakom jako forpoczta europejskich negocjacji, jest policzalna. Wystarczy przyjąć wartości, które ułatwią obliczenia, aby dostrzec wymierność głupoty, którą większość usiłuje sprowadzić do stanowisk Camerona, Merkel, czy też innej piętnastki. O jaką kwotę toczą się europejskie boje? Mam na myśli Polskę, rzecz jasna. O jaką kwotę? Miliard w tą miliard w tamtą? Matematyczne promile rozpalają emocje, a tymczasem nie Merkel i nie Cameron, ale złodziejski forex obnaża głupotę propagandową Tuska. Zakładamy, że jesteśmy już po negocjacjach i przydzielona kwota, to 75 miliardów euro, do tego założenia dokładamy parę innych. Kwotę otrzymujemy w środę 24 stycznia 2013 roku, na przykład, chociaż nawet nie wiem, czy taki dzień istnieje. W tym prawdopodobnym dniu kurs euro wynosi 4 złote i tym sposobem pan Donald załatwił równe 300 miliardów. Ale równie dobrze możemy skończyć negocjacje w czwartek, 19 lutego 2013 roku, a wtedy kurs euro wynosi 4,5 złotego, co oznacza, że pan Donald załatwił nam 337,5 miliardów złotych i ponad 55% próg długu publicznego. Ten najprostszy rachunek obnaża propagandę najniższych propagandowych lotów, tymczasem to dopiero początek głupoty.

Kwota wyżebrana w UE jest rozpisana bodaj na 7 lat i w związku z tym, będziemy mieli w środę 330miliardów, w poniedziałek 300, a może się okazać, że w grudniu 2013 roku, po wydaniu 30 miliardów, zamkniemy kolejny kwartał kwotą wyższą, w porównaniu do kwoty przyznanej w dniu sukcesu negocjacyjnego. Idąc dalej w demaskowanie propagandy mamy coś tak podstawowego jak warunkowość zdeponowanej kasy. Kasa europejska jest mniej więcej takim depozytem, na który może sobie pozwolić każdy bardziej dowcipny rodzic obiecując swojej pociesze, ledwie przechodzącej z klasy do klasy, że jak przyniesie świadectwo 6,0 dostanie najdroższy skuter z Tesco. Sto razy ważniejsze od kwoty są warunki depozytu. O ile kasa zostanie zdeponowana na 75% bez możliwości doliczania VAT, to mamy tak naprawdę kredyt, nie dotację. Pewnie każdy sobie szybko policzył, że Europa da nam stówę, pod warunkiem, że zapłacimy za tę stówę 25 złotych. Niby interes życia, ale trzeba rozumieć te mechanizmy, którymi się nas częstuje w hipermarketach, że nie ma czegoś takiego, jak do czterech słoików śledzi piaty gratis.

Dowcipy krążą wokół „gratisów” – ta ja poproszę ten piaty gratis, ale w polityce i banku za darmo jeszcze nikt i nic nikomu nie dał. Propagandowe żonglowanie kwotami ma śmieszny wymiar, to skalpowanie niedźwiedzia, którego nawet nikt nie widział i nie wie jakiej jest wielkość. I żeby się tak całkiem pognębić to chyba trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że kwota przyznana Polsce może się okazać dla Polski ostatnim gwoździem w greckiej trumnie. Samorządy toną w długach, niewykorzystane środki unijne musimy zwrócić, kursem złotego da się regulować koszty niemal każdej inwestycji doprowadzając ją do bankructwa lub w najlepszym razie do ceny stadionu narodowego. Wyjątkowo nie miałbym nic przeciw temu, gdyby tym razem Tusk zrobił coś pożytecznego dla Polski i przegrał jeszcze kilkadziesiąt miliardów, ponieważ ta łatwa kasa ma jeszcze jeden skutek uboczny. Pieniądze z UE są jak WOŚP, przykleja się te serduszka europejskie na każdym wyżebranym obiekcie i poza ideologicznym urabianiem mas nie rozwiązuje się żadnego społecznego problemu. Jedyna unijna kasa, która jest czysta, to kasa dla rolników i dlatego tutaj na starcie Tuskowi wybito ze łba blisko połowę należnych nam funduszy. Pozostałe depozyty, to ukryty kredyt i chociaż tę kasę da się oczywiście rozsądnie spożytkować, to na pewno przez najbliższe lata nie zrobi tego Tusk, tym się napasą kolejni kolesie, pozostawiając nam następne długi. Obawiam się, że ewentualny sukces Tuska będzie przypieczętowaniem porażki Polski.

Reklama