Reklama

W dniu Dnia Matki, obchodzonego w Niemczech zawsze w drugą niedzielę maja, nachodzi mnie sporo refleksji związanych z polityką rodzinną w samym środku Europy.

W dniu Dnia Matki, obchodzonego w Niemczech zawsze w drugą niedzielę maja, nachodzi mnie sporo refleksji związanych z polityką rodzinną w samym środku Europy. W środku, to znaczy terytorialnie, ale niemiecka elita polityczna uważa serio, starając się tego nie podkreślać z powodów dyplomatycznych, że Niemcy to epicentrum albo pępek świata. Dzisiaj jest dzień matki w Niemczech, to jest dzień dobrego interesu dla handlarzy sprzedających kwiaty. Bezdzietna kanclerz Angela Merkel nosi przydomek "Bundesmutti", przy czym ta federalna mamusia swoje instynkty macierzyńskie naturalnie ogranicza do Euro.

O germanizacji Europy ukazał się kilka tygodni temu ciekawy artykuł, w źródle określonym przez Wiki jako "staatsfern" (german-foreign-policy).

http://www.german-foreign-policy.com/de/fulltext/58006?PHPSESSID=hn58336vjkimcp7lnoscbie036

Cytuję szybko, bo te artykuły znikają z netu bez śladu i dostępne są w archiwum tylko dla płacących abonamentów:

"Die Germanisierung Europas

Ziel ist es, die EU nach deutschem Modell zur globalen Exportmacht zu formen – auf Kosten der Bevölkerung Europas, die in immer prekärere Lebensverhältnisse gedrängt wird. Mittlerweile warnt sogar die deutsche Wirtschaftspresse, die Realisierung des Pakts könne vor allem im Süden der EU "zu gewalttätigen Auseinandersetzungen" führen. Tatsächlich werden schon jetzt massive Proteste laut; südeuropäische Medien stufen das deutsch-französische Wirtschaftsdiktat in der EU als "Staatsstreich" ein und warnen vor einer "Germanisierung Europas". Sozialer Kahlschlag Gegen eine Streichung der Lohnerhöhungen um die Inflationsrate wie auch gegen die Anhebung des Renteneintrittsalters protestierten besonders der belgische Regierungschef Yves Leterme und der Ministerpräsident Luxemburgs und Vorsitzende der Euro-Guppe, Jean-Claude Juncker. Diese Vorschläge liefen auf "sozialen Kahlschlag" hinaus, beschwerten sich Gipfelteilnehmer.

Selbst Österreich, das ansonsten als zuverlässiger Verbündeter Berlins gilt, übte an dem Pakt Kritik. Die Angleichung der Steuersätze und die "Schuldenbremse" kritisierte unter anderem der italienische Außenminister Franco Frattini öffentlich. Frattini, der Italien im innereuropäischen Machtkampf zurückgesetzt sieht, forderte, in die Diskussion um die künftige Wirtschafts- und Finanzpolitik müssten sämtliche EU-Länder einbezogen werden; es dürfe "keine Gruppe die anderen Staaten anführen". Beim Thema Steuerpolitik sollen sich Berichten zufolge der irische Premierminister Brian Cowen und der französische Präsident Sarkozy einen scharfen verbalen Schlagabtausch geliefert haben."

Wracając do dnia matki…
W Niemczech słowo "dziecko" przeszło semantycznie od boskiego daru (Geschenk Gottes) do ryzyka (Armutsrisiko) aby zatrzymać się na gwarancji biedoty (Armutsgarantie). Dziecko bezrobotnego /bezrobotnych nie ma nawet prawa do tytułu "dziecko", bo jest tylko "nieletnim członkiem wspólnoty potrzebujących", "Minderjaehriger Mitglied der Bedarfsgemeinschaft". Osoby bezrobotne nie żyją w rodzinach, a w takich "wspólnotach". W ten sposób prawo rodzinne przestało mieć jakikolwiek wpływ na życie ludzi, którzy mieli pecha i stracili pracę i ich dzieci przestały być automatycznie dziećmi.

Co najmniej od momentu zjednoczenia Niemiec, a najpóźniej odkąd pani Ursula von der Leyen została minister d/s rodziny, sytuacja niemieckiego dziecka, które miało pecha i nie urodziło się w dobrze sytuowanej rodzinie, jest nie do pozazdroszczenia.
Dla von der Leyen, która sama jest matką siedmiorga dzieci, bieda jest rzeczą abstrakcyjną i ma wyłącznie związek z niedopatrzeniem, brakiem odpowiedzialności, lenistwem rodziców. Pani minister zwykle jednym tchem wymieniała bezrobotnych, narkomanów, kryminalistów i samotnie wychowujące matki jako przyczynę tego, że dzieci w wieku szkolnym nie mogły na przykład brać udziału w jednodniowych wycieczkach z klasą, bo rodziców nie było na to stać albo że chodziły do szkoły w butach za małych o numer, albo że nie miały ze sobą lektury  do niemieckiego (w Niemczech biblioteki szkolne są absolutną egzotyką i rodzice muszą zamiawiać książki w księgarniach: wydatek od 9,00 do 30,00 Euro…)

Sąd konstytucyjny w Karlsruhe uznał socjalne minimum dziecka które jest podstawą stawki dla bezrobotnych za sprzeczne z konstytucją i niewystarczające na pokrycie podstawowych potrzeb dziecka i zobowiązał rząd niemiecki do przedstawienia przejrzystego rachunku, w którym uwzględnione miały być punkty specyficznego statusu dziecka, z potrzebami szkolnymi, wzrostem, udziałem w życiu socjalnym i kulturalnym. 

Pani von der Leyen, która w międzyczasie objęła funkcję ministra d/s pracy, natychmiast po zapadnięciu wyroku ogłosiła z promiennym uśmiechem, że przecież sąd wcale nie powiedział, że stawki są za niskie, tylko że w ich przedstawieniu nie ma transparencji.
Przez ponad 12 miesięcy cały sztab rozmaitych specjalistow pod kierownictwem pani von der Leyen obliczal statystycznie, arytmetycznie, geometrycznie …. i nikt nie wie, jakimi jeszcze sposobami, bo rzecz była top secret,  potrzeby dziecka, aby stwierdzić, że dzieci otrzymują … trzy Euro miesięcznie ZA DUżO.

Potrzeby szkolne i udział w zajęciach pozaszkolnych zostaly ze stawki wyłączone, i pani von der Leyen, aby bezrobotni rodzice tych pieniędzy nie przejedli, przepili albo nie kupili sobie telewizora albo pralki, zafundowała dzieciom tak zwany "Bildungspaket" czyli paczkę ze świadczeniami na rzecz oświaty, żeby dzieci mogły brać korepetycje (ale tylko pod warunkiem, że nie przejdą do następnej klasy), jeść w szkole obiady (ale pod warunkiem, że w tej szkole w ogóle jest stołówka) albo uczyć się grać na instrumencie (ale pod warunkiem, że jakiś instrument ma, bo na flet, gitarę czy skrzypce to nie ma pieniędzy w tym "oświatowym pakiecie"), albo grać w piłkę nożną albo trenować karate czy judo, ale potrzebny sprzęt czy strój do treningu, – to niestety, ale składki są przewidziane, a reszta nie.

Oczywiście, że cały ten zgiełk jest szczytem cynizmu. Najłatwiej zwalić winę na rodziców, na samotnego ojca, który prywatnie płaci za opiekę nad dzieckiem, bo pracuje w godzinach, kiedy szkoły i przedszkola są zamknięte, i mimo wszystko zarabia tak mało, że dostaje dodatkowy zasiłek. Na matkę, która na pełny etat w supermarkecie nie ma szans, żeby bez dodatkowych świadczeń pokryć wszystkie opłaty i ubrać i wyżywić czwórkę dzieci. Bo ci, pracujący w resorcie małopłatnej, często sezonowej pracy, również ci ludzie zaliczają się do bezrobotnych i pobierają zasiłki. Powiedzmy, to coś w rodzaju kota Schroedingera, czemu dałam wyraz w niemieckiej prasie, m. in. tu:

http://www.nachrichtenspiegel-online.de/2010/10/13/schroedingers-katze/

Ci rodzice nie mają ani czasu, ani siły żeby się bronić, tym bardziej, że trwa nagonka medialna na bezrobotnych w Niemczech. Urzędy pracy mają wysublimowany system sankcji i kar, które to kary dotykają przede wszystkim dzieci. I wszystko jedno, czy ktoś chce pracować czy nie, i na jak długo – to tylko kwestia ceny, a ojciec czy matka zgłoszą się do jakiejkolwiek, odległej pracy, za 1 Euro za godzinę, a jak nie, to potencjalny szef im powie, nie weźmiesz tej pracy, okay, zgłoszę to w urzędzie i nie zobaczysz zasiłku przez następnych sześć miesięcy, "Bild" znowu będzie cytował statystykę tych uchylających się nierobów, którym by się śniła praca płatna zgodnie z taryfą albo przysługujący urlop – nie chcesz tej pracy, to nie, my mamy tu całą kolejkę chętnych ze wschodniej Europy, i von der Leyen obiecała Polakom mnóstwo pracy i osobiście zapraszała, żeby przyjechali pracować.

Dzisiaj jest dzien matki w Niemczech, i nie myślę o dzielnej pani von der Leyen w jej dworku ze służbą i Au pair z Ameryki, o jej siedmiorgu dzieciach, które nie muszą mieć krzywego zgryzu bo rodziców nie stać na wizyty u ortodonty, nie muszą jeść zwiędłej sałaty i zdrewniałej rzodkiewki i chleba z przedprzedwczoraj z Caritasu, i nie idą ze szkoły na pływanie, bo nie mają stroju kąpielowego. Siedmioro dzieci pani von der Leyen, które mają własnego konika i prywatnego nauczyciela jazdy, i nie muszą się bać wyzwisk i zabójczej ironii, bo "deine Eltern beziehen Hartz4, du Schmarotzer!"

Myslę o trylogii niejakiego Stiega Larssona, który krótko przed śmiecią powiedział o rasiźmie, że jego przedmiotem może być wszystko możliwe. Przez ten wywiad, którego widziałam tylko fragment na arte, przeczytałam dostępne po niemiecku części "Millenium", żeby stwierdzić, że Lisbeth Salander jest metaforą współczesnej demokracji. 

Dyskryminacja biedoty, polaryzacja społeczeństwa, to wszystko przez wszystkie dostępne media, i skłócanie sąsiada z sąsiadem, dziecka z rówieśnikiem, bezrobotnego z bezrobotnym, dziecka z rodzicami jako polityczny program, to brzmi groteskowo. Ale jest coś, co powinno łączyć matkę stamtąd czy stąd, ale może to trudno sformułować. Są inne świadczenia i inne koszty.

Ale ta bezlitosna bezradność, nie móc pomóc własnemu dziecku, bezsilność, której nie można opisać, może jest czymś w rodzaju wspólnego mianownika, wtedy obojętnie, druga niedziela maja albo 26 maj.

Reklama

6 KOMENTARZE

  1. równać do najlepszych
    Czy nie byłoby prościej gdyby pani Merkel zamiast błądzić po omacku, po prostu skopiowała polski system pomocy socjalnej, oraz tutejszą wysokość emerytur i płac?
    Dzięki temu prostemu zabiegowi Niemcy błyskawicznie umocniły by swoją pozycję lidera w gospodarce europejskiej.

    • chlorze
      odpowiem, kiedy w wieku 67 lat przejde na emeryture. Kiedy pomysle, ze tego czasu to cale dziesieciolecia, – bedzie dluga zwloka.
      Mnie sie nie wydaje, zeby Merkel bladzila po omacku. Sciemnianie jest na zewnatrz, zeby Niemcy umocnily pozycje moralnej instancji w Europie. Instancja moralna jest tym silniejsza, im wiecej pieniedzy. Kurs dyktuja koncerny i banki i starannie manipulowana opinia publiczna. Polski bezrobotny i niemiecki bezrobotny nie dogadaja sie za nic w swiecie. Nie wiem, jakie sa wysokosci rent i plac w Polsce, na pewno nizsze niz tu, ale wiem, ze coraz wiecej jest rencistow, ktorzy mimo przepracowanego zycia nie otrzymuja wiecej niz zasilek, czesto mniej. Starzy ludzie, ktorzy nie maja jak zwiazac z konca z koncem, to coraz wiekszy problem: z rozbudowaniem resortu niskoplatnych etatow, pracy sezonowej i tzw. 400- Euro Job, z ktorych nie placi sie ubezpieczen socjalnych, sprawia ze rosnie liczba ludzi w tzw. Altersarmut – bieda zwiazana z wiekiem.
      Ale rencisci to potencjalni wyborcy, a dzieci – nie….
      To wstyd, ze Niemcy kokietuja gospodarcza sila, podczas gdy biedota dzieci przekroczyla juz 2,5 miliony.

      Serdecznie

  2. równać do najlepszych
    Czy nie byłoby prościej gdyby pani Merkel zamiast błądzić po omacku, po prostu skopiowała polski system pomocy socjalnej, oraz tutejszą wysokość emerytur i płac?
    Dzięki temu prostemu zabiegowi Niemcy błyskawicznie umocniły by swoją pozycję lidera w gospodarce europejskiej.

    • chlorze
      odpowiem, kiedy w wieku 67 lat przejde na emeryture. Kiedy pomysle, ze tego czasu to cale dziesieciolecia, – bedzie dluga zwloka.
      Mnie sie nie wydaje, zeby Merkel bladzila po omacku. Sciemnianie jest na zewnatrz, zeby Niemcy umocnily pozycje moralnej instancji w Europie. Instancja moralna jest tym silniejsza, im wiecej pieniedzy. Kurs dyktuja koncerny i banki i starannie manipulowana opinia publiczna. Polski bezrobotny i niemiecki bezrobotny nie dogadaja sie za nic w swiecie. Nie wiem, jakie sa wysokosci rent i plac w Polsce, na pewno nizsze niz tu, ale wiem, ze coraz wiecej jest rencistow, ktorzy mimo przepracowanego zycia nie otrzymuja wiecej niz zasilek, czesto mniej. Starzy ludzie, ktorzy nie maja jak zwiazac z konca z koncem, to coraz wiekszy problem: z rozbudowaniem resortu niskoplatnych etatow, pracy sezonowej i tzw. 400- Euro Job, z ktorych nie placi sie ubezpieczen socjalnych, sprawia ze rosnie liczba ludzi w tzw. Altersarmut – bieda zwiazana z wiekiem.
      Ale rencisci to potencjalni wyborcy, a dzieci – nie….
      To wstyd, ze Niemcy kokietuja gospodarcza sila, podczas gdy biedota dzieci przekroczyla juz 2,5 miliony.

      Serdecznie

  3. równać do najlepszych
    Czy nie byłoby prościej gdyby pani Merkel zamiast błądzić po omacku, po prostu skopiowała polski system pomocy socjalnej, oraz tutejszą wysokość emerytur i płac?
    Dzięki temu prostemu zabiegowi Niemcy błyskawicznie umocniły by swoją pozycję lidera w gospodarce europejskiej.

    • chlorze
      odpowiem, kiedy w wieku 67 lat przejde na emeryture. Kiedy pomysle, ze tego czasu to cale dziesieciolecia, – bedzie dluga zwloka.
      Mnie sie nie wydaje, zeby Merkel bladzila po omacku. Sciemnianie jest na zewnatrz, zeby Niemcy umocnily pozycje moralnej instancji w Europie. Instancja moralna jest tym silniejsza, im wiecej pieniedzy. Kurs dyktuja koncerny i banki i starannie manipulowana opinia publiczna. Polski bezrobotny i niemiecki bezrobotny nie dogadaja sie za nic w swiecie. Nie wiem, jakie sa wysokosci rent i plac w Polsce, na pewno nizsze niz tu, ale wiem, ze coraz wiecej jest rencistow, ktorzy mimo przepracowanego zycia nie otrzymuja wiecej niz zasilek, czesto mniej. Starzy ludzie, ktorzy nie maja jak zwiazac z konca z koncem, to coraz wiekszy problem: z rozbudowaniem resortu niskoplatnych etatow, pracy sezonowej i tzw. 400- Euro Job, z ktorych nie placi sie ubezpieczen socjalnych, sprawia ze rosnie liczba ludzi w tzw. Altersarmut – bieda zwiazana z wiekiem.
      Ale rencisci to potencjalni wyborcy, a dzieci – nie….
      To wstyd, ze Niemcy kokietuja gospodarcza sila, podczas gdy biedota dzieci przekroczyla juz 2,5 miliony.

      Serdecznie