Reklama

Anonimowość w necie to utopia – podnieśmy tę tezę do rangi twierdzenia i spójrzmy na blogosferę z tej, nowootwartej, perspektywy… I cóż widzimy ?

Anonimowość w necie to utopia – podnieśmy tę tezę do rangi twierdzenia i spójrzmy na blogosferę z tej, nowootwartej, perspektywy… I cóż widzimy ? Owszem, nikt nie będzie podejmował starań, żeby dochodzić proweniencji dziesiątek, czy setek tysięcy osobników, podpisujących się nickami inspirowanymi postaciami z kopanych filmów, a nie potrafiących sklecić sensownego, rozwiniętego zdania. Natomiast bloger, piszący w miarę do rzeczy, przyciągający rzesze czytelników – ooo, to całkiem inna bajka… Jeżeli przy tym bloger ów dotyka np. plam na posągowych życiorysach – nie miejmy złudzeń, przeciętna tzw. “śledcza” dziennikarzyna (o bardziej zaawansowanych w tej dziedzinie nawet nie wspomnę) wytropi i prześwietli takiego bez żadnego problemu. Zatem anonimowość w sieci możemy umieścić w kategorii: bajki. Pozbądźmy się złudzeń…

Tzw. mainstreamowe dziennikarstwo schodzi – właściwie powinno być: zeszło – na psy. Na czym zjawisko to polega ? Otóż, elita – złożona ze starych, z doświadczeniem nabytym w czasach ancient regime – wyjadaczy, odsunieta została przez młody narybek, żądny sławy, chwały a przede wszystkim: kasy… Odsunięta pod wygodnym pretekstem: wysługiwania się. Lecz kim są ci “młodzi wilcy” i co sobą reprezentują ? Ponieważ ich redakcyjny staż nie polegał na rzetelnej nauce zawodu pod okiem mistrza, a wyniknął z taniego – bo wyssanego z krwią matki, antykomunizmu – zazwyczaj niewiele więcej, niż zero. Zero dystansu do siebie i swojej twórczości, zero umiejętności krytycznej analizy, zero rozumienia ciągłości zjawisk i procesów, zachodzących w społeczeństwie. Zero umiejętności syntetycznego ujęcia obserwowanej rzeczywistości. Młodzi wilcy pozbawieni są wszystkiego, co stanowi o klasie publicysty. Kompletny brak przygotowania zastępują z nawiązką czy to faktycznym opowiedzeniem się po stronie któregoś z politycznych biegunów (zarzekając się przy tym całkowitą bezstronnością) i/lub umiejętnością manipulowania emocjami fanów strony, czy też kreując czystą political fiction i wciągając naiwnych w tę paranoię np. “polactwo”, bądź inną, mniej, lub bardziej spiskową teorię, rzekomo opisującą rzeczywistość. Czy też wreszcie – co jest najpospolitszą skazą – zapychaniem szpalt i łamów pseudosensacyjną, bezsensowną papką, na dłuższą metę niestrawną dla, żadnej kategorii, odbiorcy.
Czołowi przedstawiciele medialnego mainstreamu gonią w piętkę za kasą – generując bezwartościową objętość, swoją indolencją całkowicie lekceważąc odbiorcę. Nakłady tytułów spadają na łeb, na szyję – dlaczego ? Bo to samo, co zaoferować może krajowy dziennik, odbiorca znajdzie w 24 godzinnym serwisie. Często więcej, często ze źródłami a zawsze bezsprzecznie szybciej… I – pozornie – za darmo.
Jest jeszcze jeden aspekt funkcjonowania papierowego dziennikarstwa: fatalny brak tak pożądanej dzisiaj cechy – interaktywności ! Odbiorca w żaden sposób nie może odnieść się do treści tam, gdzie ona zaistniała.

Coraz większego, społecznego znaczenia, nabiera fenomen blogosfery… Dlaczego ? Otóż, czołowi blogowi publicyści w żadnym razie nie ustępują poziomem dziennikarzom, zapełniającym treścią papierowe media. Z zastrzeżeniem – blogowi publicysci nie są wolni od wad obciążających “papierowe” dziennikarstwo. Bloggerzy zaledwie nie ustępują (jest tak, bowiem jedynym wzorcem dla bloggerów są zawodowi publicyści)… Z tym, że specyfika bloga czyni z grzechu cnotę – interakcyjność pozwala na nieskrępowaną emanację emocji – na emocjonalne pisanie (niedopuszczalne, więc kamuflowane przez dziennikarzy) odpowiada emocjonalny komentarz. Tam i wtedy, kiedy te emocje jeszcze znacząco trwają.

Hucpa z Michalskim z “Dziennika” i Kataryną wynika głównie z sytuacji, zarysowanej powyżej. Linia eksplikacyjna “twórczości” Kataryny dokładnie odpowiada zapotrzebowaniu redakcji “Dziennika”. Dziennikowi nakład spada, Katarynie – zdaje się – fanów przybywa. Skoro więc działając osobno konkurują, a lepsza jest bloggerka – tak widzi to redakcja – to dlaczego nie połączyć wysiłków ? Wszak łatwo można zyskać rzesze fanów Kataryny, wcielając ją do grona piszących na łamach “Dziennika”. Tym samym – zyskać kasę… Dla Kataryny – w realu pani prezes znanej fundacji – ujawnienie dossier (a zaliczenie się do grona redakcji prędzej czy później do tego by doprowadziło) równa się utracie wiarygodności w oczach “wyznawców”. Prysnąłby mit kryształowo prawej i czystej, bezkompromisowej komentatorki życia społeczno-politycznego, zapachniałoby hipokryzją i wylewaniem frustracji (co, zresztą, już się stało). Niestety, Kataryna dla “Dziennika” – i poza nim – nie znaczy nic innego, niż konkurencja… Nic więc prostszego, niż konkurenta wyeliminować… Na marginesie należy podkreślić żenujący prymitywizm obu stron – współpraca między Kataryną a redakcją “Dziennika” byłaby i możliwa i korzystna. Trzeba było mniej kierować się histerią i pazernością, a okazać więcej cierpliwości i otwartości w rozmowach o wspólnych – przecież – interesach. Nie dość, że nie udało się im osiągnąć porozumienia w kwestii współpracy, to nie potrafili nawet uzgodnić stref wpływu tak, żeby nie wchodzić sobie w drogę – wywołali żenujący skandal środowiskowy.

Ponieważ światek mainstreamowego dziennikarstwa pozostaje (i pozostanie) niereformowalny a blogosfera zdobywa – i zdobywać będzie – coraz więcej odbiorców, nieuchronnie nastąpią dalsze, podobne konflikty, być może mniej spektakularne, zapewne również mniej ekspresyjne…

W necie można obejrzeć sobie dyskusję między C. Michalskim a Galopującym Majorem na temat “anonimowości w internecie”. Dyskusję o niczym – bo o żadnej anonimowości mówić nie można. Mniejsza o powody, dla których Michalski zgodził się wziąć udział w tym zdarzeniu (a miał swój cel, który osiągnął). Zastanawiające jest, co powodowało bloggerem GP, że dał się wciągnąć przez pająki za obraz ? Parcie na ekran ? GP pozostał jedynym przegranym w tej debacie – prowadząca zdobyła ogromną klikalność dla Onetu, Michalski – dla blogosfery dotąd pan “Nemo” – sam wszedł i “Dziennik” wprowadził w emocjonale relacje (nieważne, o jakim znaku, ważne w jakim wymiarze) z blogosferą. Zyskał Onet, zyskał Michalski, zyskał “Dziennik” – tylko biedny GP został sam w polu… Na tyle sam, że zabrakło nawet jednego postronnego, który orzekł by, że owo pole jest dla GP polem chwały i zwycięstwa… Na otarcie łez – zapewne starczy – kilka komentarzy z pochwałami może wpłynęło. A pewnie tyleż samo z połajankami, ale to już inna historia.

Można więc powiedzieć tak: rozpoczęła się dwunastorundowa walka między mainstreamem a blogosferą. W pierwszym starciu pierwszej rundy, między oczy dostała blogosfera – upadła Kataryna, w drugim – zrobiono na szaro Galopującego Majora (na jego własne życzenie)… Jak będzie dalej – się okaże.

Reklama
Poprzedni artykułDlaczego tyle osób boi się Czumy i Palikota?
Następny artykułWara wam od naszych praw

20 KOMENTARZE

  1. Drogi Kolego !!!
    Na razie

    Drogi Kolego !!!
    Na razie “blogosfera” wystawiła w pierwszych 2 rundach trampkarzy z LZS-u Salon 24 (liga okręgowa). Prawdziwi “killerzy” na ring się nie spieszą, bo to nie jest ich liga. Ot, takie zapasy w kisielu lub obsikiwanie nogawek.

    Pozdrawiam

  2. Drogi Kolego !!!
    Na razie

    Drogi Kolego !!!
    Na razie “blogosfera” wystawiła w pierwszych 2 rundach trampkarzy z LZS-u Salon 24 (liga okręgowa). Prawdziwi “killerzy” na ring się nie spieszą, bo to nie jest ich liga. Ot, takie zapasy w kisielu lub obsikiwanie nogawek.

    Pozdrawiam

  3. Drogi Kolego !!!
    Na razie

    Drogi Kolego !!!
    Na razie “blogosfera” wystawiła w pierwszych 2 rundach trampkarzy z LZS-u Salon 24 (liga okręgowa). Prawdziwi “killerzy” na ring się nie spieszą, bo to nie jest ich liga. Ot, takie zapasy w kisielu lub obsikiwanie nogawek.

    Pozdrawiam

  4. Drogi Kolego !!!
    Na razie

    Drogi Kolego !!!
    Na razie “blogosfera” wystawiła w pierwszych 2 rundach trampkarzy z LZS-u Salon 24 (liga okręgowa). Prawdziwi “killerzy” na ring się nie spieszą, bo to nie jest ich liga. Ot, takie zapasy w kisielu lub obsikiwanie nogawek.

    Pozdrawiam

  5. Bardzo dobry tekst ale zepsułeś go na końcu.
    Jak już wskazałeś na wygraną Michalskiego, to trzeba było ten werdykt uzasadnić.

    Może oglądaliśmy dwie różne debaty, bo dla mnie obydwaj byli tragiczni. Nie mówią tu o meritum wypowiedzi (wygrana Galopującego Majora nie podlegała dyskusji – odsyłam do ostatniego mojego wpisu) lecz o klasie i kulturze startujących w tym pojedynku zawodników. Wzajemne przekrzykiwanie, jąkanie się obydwóch, głupie grymasy, pozy jak na barłogu w melinie – tragedia.

    W dyskusji wygrywa spokój, opanowanie, głęboki głos, takt, rytm wypowiedzi, unikanie głupich grymasów i zachowanie kamiennej twarzy nawet wtedy, gdy oponent twierdzi, że 2+ 1 równa się 4.

    P.S. To znaczy przy tym 2+1 kiwamy ze zrozumieniem głową stwarzając wrażenie pełnej zgody, by za chwilę wybuchnąć rechotem niszczącym bebenki przeciwnika.

    • Hm… Argumenty uzasadniające
      Hm… Argumenty uzasadniające zaczynają się w 12 wierszu licząc od dołu.
      Gotów jestem iść na kompromis i uznać, że GP jednak debatę wygrał, z tym zastrzeżeniem wszakże, że jego zwycięstwo było pyrrusowe. 😉

      Otóż jednak uważam, że zupełnie niepotrzebnie dał się zaprezentować (w domyśle) jako reprezentant blogosfery, a już całkowicie stracił głowę przyjmując wyzwanie na warunkach przeciwnika. W końcu – prowadząca p. redaktor mogła poprosić GP o opinię na jego blogu i wraz z C. Michalskim podjąć dyskusję za pomocą komentarzy, prawda ? 😉

  6. Bardzo dobry tekst ale zepsułeś go na końcu.
    Jak już wskazałeś na wygraną Michalskiego, to trzeba było ten werdykt uzasadnić.

    Może oglądaliśmy dwie różne debaty, bo dla mnie obydwaj byli tragiczni. Nie mówią tu o meritum wypowiedzi (wygrana Galopującego Majora nie podlegała dyskusji – odsyłam do ostatniego mojego wpisu) lecz o klasie i kulturze startujących w tym pojedynku zawodników. Wzajemne przekrzykiwanie, jąkanie się obydwóch, głupie grymasy, pozy jak na barłogu w melinie – tragedia.

    W dyskusji wygrywa spokój, opanowanie, głęboki głos, takt, rytm wypowiedzi, unikanie głupich grymasów i zachowanie kamiennej twarzy nawet wtedy, gdy oponent twierdzi, że 2+ 1 równa się 4.

    P.S. To znaczy przy tym 2+1 kiwamy ze zrozumieniem głową stwarzając wrażenie pełnej zgody, by za chwilę wybuchnąć rechotem niszczącym bebenki przeciwnika.

    • Hm… Argumenty uzasadniające
      Hm… Argumenty uzasadniające zaczynają się w 12 wierszu licząc od dołu.
      Gotów jestem iść na kompromis i uznać, że GP jednak debatę wygrał, z tym zastrzeżeniem wszakże, że jego zwycięstwo było pyrrusowe. 😉

      Otóż jednak uważam, że zupełnie niepotrzebnie dał się zaprezentować (w domyśle) jako reprezentant blogosfery, a już całkowicie stracił głowę przyjmując wyzwanie na warunkach przeciwnika. W końcu – prowadząca p. redaktor mogła poprosić GP o opinię na jego blogu i wraz z C. Michalskim podjąć dyskusję za pomocą komentarzy, prawda ? 😉

  7. Bardzo dobry tekst ale zepsułeś go na końcu.
    Jak już wskazałeś na wygraną Michalskiego, to trzeba było ten werdykt uzasadnić.

    Może oglądaliśmy dwie różne debaty, bo dla mnie obydwaj byli tragiczni. Nie mówią tu o meritum wypowiedzi (wygrana Galopującego Majora nie podlegała dyskusji – odsyłam do ostatniego mojego wpisu) lecz o klasie i kulturze startujących w tym pojedynku zawodników. Wzajemne przekrzykiwanie, jąkanie się obydwóch, głupie grymasy, pozy jak na barłogu w melinie – tragedia.

    W dyskusji wygrywa spokój, opanowanie, głęboki głos, takt, rytm wypowiedzi, unikanie głupich grymasów i zachowanie kamiennej twarzy nawet wtedy, gdy oponent twierdzi, że 2+ 1 równa się 4.

    P.S. To znaczy przy tym 2+1 kiwamy ze zrozumieniem głową stwarzając wrażenie pełnej zgody, by za chwilę wybuchnąć rechotem niszczącym bebenki przeciwnika.

  8. Bardzo dobry tekst ale zepsułeś go na końcu.
    Jak już wskazałeś na wygraną Michalskiego, to trzeba było ten werdykt uzasadnić.

    Może oglądaliśmy dwie różne debaty, bo dla mnie obydwaj byli tragiczni. Nie mówią tu o meritum wypowiedzi (wygrana Galopującego Majora nie podlegała dyskusji – odsyłam do ostatniego mojego wpisu) lecz o klasie i kulturze startujących w tym pojedynku zawodników. Wzajemne przekrzykiwanie, jąkanie się obydwóch, głupie grymasy, pozy jak na barłogu w melinie – tragedia.

    W dyskusji wygrywa spokój, opanowanie, głęboki głos, takt, rytm wypowiedzi, unikanie głupich grymasów i zachowanie kamiennej twarzy nawet wtedy, gdy oponent twierdzi, że 2+ 1 równa się 4.

    P.S. To znaczy przy tym 2+1 kiwamy ze zrozumieniem głową stwarzając wrażenie pełnej zgody, by za chwilę wybuchnąć rechotem niszczącym bebenki przeciwnika.

    • Hm… Argumenty uzasadniające
      Hm… Argumenty uzasadniające zaczynają się w 12 wierszu licząc od dołu.
      Gotów jestem iść na kompromis i uznać, że GP jednak debatę wygrał, z tym zastrzeżeniem wszakże, że jego zwycięstwo było pyrrusowe. 😉

      Otóż jednak uważam, że zupełnie niepotrzebnie dał się zaprezentować (w domyśle) jako reprezentant blogosfery, a już całkowicie stracił głowę przyjmując wyzwanie na warunkach przeciwnika. W końcu – prowadząca p. redaktor mogła poprosić GP o opinię na jego blogu i wraz z C. Michalskim podjąć dyskusję za pomocą komentarzy, prawda ? 😉

    • Hm… Argumenty uzasadniające
      Hm… Argumenty uzasadniające zaczynają się w 12 wierszu licząc od dołu.
      Gotów jestem iść na kompromis i uznać, że GP jednak debatę wygrał, z tym zastrzeżeniem wszakże, że jego zwycięstwo było pyrrusowe. 😉

      Otóż jednak uważam, że zupełnie niepotrzebnie dał się zaprezentować (w domyśle) jako reprezentant blogosfery, a już całkowicie stracił głowę przyjmując wyzwanie na warunkach przeciwnika. W końcu – prowadząca p. redaktor mogła poprosić GP o opinię na jego blogu i wraz z C. Michalskim podjąć dyskusję za pomocą komentarzy, prawda ? 😉

  9. Szanowny Panie @Protoczny,
    …”Czy powinienem stwierdzić, że “skromność, w moim przypadku, trąciłaby kokieterią” ? ;-)” – he he!
    …”Dziękuję, to miłe słowa ! I mobilizujące… ;-)” = i o to chodzi, i o to chodzi, bo dwa teksty, to trochę za mało, żebym sobie tak poczytał “do podusi”

  10. Szanowny Panie @Protoczny,
    …”Czy powinienem stwierdzić, że “skromność, w moim przypadku, trąciłaby kokieterią” ? ;-)” – he he!
    …”Dziękuję, to miłe słowa ! I mobilizujące… ;-)” = i o to chodzi, i o to chodzi, bo dwa teksty, to trochę za mało, żebym sobie tak poczytał “do podusi”

  11. Szanowny Panie @Protoczny,
    …”Czy powinienem stwierdzić, że “skromność, w moim przypadku, trąciłaby kokieterią” ? ;-)” – he he!
    …”Dziękuję, to miłe słowa ! I mobilizujące… ;-)” = i o to chodzi, i o to chodzi, bo dwa teksty, to trochę za mało, żebym sobie tak poczytał “do podusi”

  12. Szanowny Panie @Protoczny,
    …”Czy powinienem stwierdzić, że “skromność, w moim przypadku, trąciłaby kokieterią” ? ;-)” – he he!
    …”Dziękuję, to miłe słowa ! I mobilizujące… ;-)” = i o to chodzi, i o to chodzi, bo dwa teksty, to trochę za mało, żebym sobie tak poczytał “do podusi”