Reklama

Bardzo ostrożnie i z pewną taką nieśmiałoś

Bardzo ostrożnie i z pewną taką nieśmiałością podchodzę do wszelkiego rodzaju porównań i innych analogii, od których Internet się ugina. Pełno wszelkiego rodzaju głupot, ot choćby porównanie przechodzenia na czerwonym świetle do lotu samolotem nad lasem. Długo królowało takie porównanie, rzecz jasna w wykonaniu specjalistów od lotnictwa, bo któż inny mógłby tak fachowo wyjaśnić wszystkie Pulla up. Na szczęście mnie kusi zupełnie inne porównanie i w przeciwieństwie do latania znam się jako tako na jednym i drugim, które za chwilę będę chciał zestawić. Polityka i piłka nożna, dyscypliny w moim głębokim przekonaniu w wielu obszarach pokrewne. W Polityce podobnie jak w piłce nożnej istnieją kibice i tego jednego w porównaniu odmówić mi nie można. Trenera można z powodzeniem porównać do premiera, ministrów do zawodników i tutaj analogie się kończą, jeśli za analogie uznać główne cechy wspólne. W piłce nożnej wszystko wydaje się jasne i wymierne. Dobra drużyna to jest taka, która wygrywa, dobry trener to taki, który dobiera odpowiednich zawodników i motywacje dla nich. Kibiców w zasadzie interesuje tylko jedno, aby drużyna wygrywała, bardziej wybredni będą się domagać strzelania jak najwięcej bramek i widowiskowej gry. Gdy dzieje się inaczej kibice gwiżdżą na zawodników, domagają się dymisji trenera, lecą gromy na WŁĄSNĄ DRUŻNĘ, od której oczekuje się WYNIKÓW. W polityce w zasadzie chodzi o to samo, żeby grać i wygrywać, żeby było efektownie i jak najwięcej bramek, żeby trenerzy byli najwyższej klasy i finezyjni zawodnicy. Do tego miejsca raczej nie można mi zarzucić fałszywej analogii, chyba, że metodą internetową, czyli wydłubywania dziury w całym, aby się wykazać inteligencją i innowacyjnością. Pomijając internetowe ambicje raczej wszystko gra. Analogia sypie się kompletnie dopiero wówczas gdy politycy zaczynają grę. I nie chodzi o to, że sobie Tusk wybiega w dresie, wszyscy mu podają, a obrońcy kładą się przed nim i proszą i kiwkę. Chodzi o grę polityczną. Wychodzą grajki na murawę i już po pierwszych ruchach widać, że ostatni raz trenowali przed wojną o ile w ogóle. Nogi im się plączą, z obiecanych bramek nie pada ani jedna, za to samobóje jeden po drugim. Tak się dzieje w polityce Tuska i jeśliby chcieć przełożyć te nędzne realia na dowolną drużynę, nawet z naszej ekstraklasy, a właściwie przede wszystkim z naszej ekstraklasy, na trenerze Tusku nie zostałaby jedna sucha nitka, wyleciałby w połowie pierwszej rundy. Beznadziejni grajkowie tacy jak Klich, Grabarczyk, Grad, Rostoski, Kopacz (nomen omen) polecieliby do trampkarzy, na zaplecze kadry. Kibice gwizdaliby dzień i noc domagając się dymisji trenera, obcięcia gaży piłkarzom, zwrotu kasy za bilety. W tym wszystkim oczywiście mowa o kibicach drużyny beznadziejnie grającej, nie kibicach drużyny przeciwnej. Co jest oczywiste w piłce nijak się w polityce nie dzieje.


W przypadku polityki Tuska nie dzieje się jedno normalne zachowanie kibiców, zawodników, trenera. Drużyna zbiera baty na podwórku krajowym i międzynarodowym, trener chodzi zadowolony i borni przed „ławą” swoich kopaczy. Przez trzy sezony może były ze dwie akcje podbramkowe, jedna skończyła się odstrzeleniem szczepionek, druga blokowaniem limitów CO2. Reszta meczu to kopanie opozycji, ale z trybun, nie na boisku. Kibice tej ekipy w większości przyznają, że grajkowie ledwie powłóczą nogami, że zbierają baty, że wstyd i ledwie da się na to patrzeć, ale jednego gwizdu nie słychać. Nie słychać żadnego domagania się dymisji, żadnego obcinania gaży, odsyłania do juniorów. Przeciwnie kibice śpiewają, że tak ma zostać, że lepszej drużyny nie będzie, że trener jest super i lepiej nie dokonywać, żadnych zmian, ponieważ zamiast 4 do jaja, będzie 8 do jaja. W piłce wynik 4 do jaja oznacza, że gra się przynajmniej o honor, w polityce Tuska nie ma takiego postulatu, można dostać 24 do jaja i nadal kibicuje się grajkom, bo najważniejsze w tym kibicowaniu i graniu jest coś innego niż zwycięstwo. W polityce i kibicowaniu polityce Tuska najważniejsze jest to, żeby nikt inny na boisko nie wybiegł, żeby faulować poza boiskiem, żeby wygwizdać mecze sprzed 5 lat, w których nota bene też się wzięło w dupę. Lubię piłkę, sam grałem, orientuję się w polityce i analogia we wskazanych miejscach broni się sama. Dlatego zamierzam kibicować tym drużynom, które mają ambicje wygrywać, zwłaszcza w międzypaństwowych meczach, kopaczom debatującym w szatni i kopiących na ustawionych treningach, kibicował nie będę, bo na to zwyczajnie nie da się patrzeć. No i jeszcze te wywiady przedmeczowe, właśnie widziałem redaktor Pohanke, jak zadawała pytania trenerowi drużyny przeciwnej, a potem sama odpowiadała w imieniu jego zawodników, kibiców i samego trenera.
PS Dziękuję za kliki, za niespodziewanie wysoki nakład Berka i recenzje, które zaskakują najbardziej pozytywnie. Chcę przez to powiedzieć, że nie jestem sfrustrowany.

Reklama
Reklama

24 KOMENTARZE

  1. Już miałam się zachwycić
    Już miałam się zachwycić genialnym wprost porównaniem, ale… Jeśli w uzdrowieniu polskiej piłki kopanej nie pomagają innostranni trenerzy, to jak uzdrowić polską politykę, jeśli trener może być tylko i wyłącznie polski? Teraźniejszy jest zły. Ma ktoś pomysł kim go zastąpić? Ja nie. Propozycje w stylu Jarosław Kaczyński, patrząc na to co kandydat na trenera odstawia, jak na razie do mnie nie przemawiają.

  2. Już miałam się zachwycić
    Już miałam się zachwycić genialnym wprost porównaniem, ale… Jeśli w uzdrowieniu polskiej piłki kopanej nie pomagają innostranni trenerzy, to jak uzdrowić polską politykę, jeśli trener może być tylko i wyłącznie polski? Teraźniejszy jest zły. Ma ktoś pomysł kim go zastąpić? Ja nie. Propozycje w stylu Jarosław Kaczyński, patrząc na to co kandydat na trenera odstawia, jak na razie do mnie nie przemawiają.

  3. Już miałam się zachwycić
    Już miałam się zachwycić genialnym wprost porównaniem, ale… Jeśli w uzdrowieniu polskiej piłki kopanej nie pomagają innostranni trenerzy, to jak uzdrowić polską politykę, jeśli trener może być tylko i wyłącznie polski? Teraźniejszy jest zły. Ma ktoś pomysł kim go zastąpić? Ja nie. Propozycje w stylu Jarosław Kaczyński, patrząc na to co kandydat na trenera odstawia, jak na razie do mnie nie przemawiają.