Prześlij dalej:

W warunkach zbiorowej histerii, każdy głos rozsądku jest głosem wołającego na puszczy. Odzewem tłumu zawsze będzie wrzask, pogoń z widłami, krótko mówiąc lincz. W tej chwili nic mądrego zrobić się nie da, trzeba poczekać. Na co i jak długo? Na to co zawsze, ludzie w pewnym momencie przyzwyczajają się do wszystkiego i do udowodnienia tej tezy nie potrzeba wyszukanych argumentów. Kto jak kto, ale Polacy mają wszystko przerobione na wiele sposobów, żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają wojnę, a PRL pamięta zdecydowana większość społeczeństwa. Obecna paranoja nawet się nie otarła o tamte ciężkie czasy i to najdobitniej pokazuje jej śmieszność. Skoro skala jest 1000 razy mniejsza, to i czas dochodzenia będzie 1000 razy krótszy.

Każdy strach w końcu przechodzi w bunt albo śmieszność w przypadku „pandemii” będziemy mieli do czynienia z jednym i drugim, najdalej w ciągu miesiąca i można mnie trzymać za słowo. Wszystkie strachy rygory, które teraz są tak eksponowane, bo służą celom politycznym i ogólnoświatowemu złodziejstwu, staną się przedmiotem kpin, łącznie ze świeżo zapowiedzianymi maseczkami. A zatem czekamy nie dłużej niż miesiąc, aż ludzie dostrzegą śmieszność i zaczną się buntować, przeciw absurdalnej rzeczywistości. Bunt jest nieuchronny, bo cześć społeczeństwa za chwilę nie będzie miała co jeść, całe branże stoją i między bajki można włożyć zapowiedzi, że ruszą. Restauracje, hotele nie ruszą, tym bardziej biura podróży. Bohaterskie zwalczanie pandemii, dopóki jeszcze na dnie w portfela coś się świeci, ma swoje pięć minut. Tanim kosztem, w sensie niematerialnym, można zostać bohaterem, wystarczy nie pojechać do Mamy na Święta, ale w takim stanie przeciętny człowiek długo nie wytrzyma, co dopiero tłum.

Tak dużego teatru jeszcze nie mieliśmy, o ile mówimy o współczesnym teatrze, to i skala ogłupionych widzów robi wrażenie, tyle że do czasu. Kurtyna musi opaść inaczej spektakl nie ma sensu, nie będzie możliwości skonsumowania zysków. Koniec tej paranoi, jaką widzimy tu i teraz jest bliski, kwestia tygodni nie miesięcy i na ten czas trzeba się uzbroić w cierpliwość, jak również żyć w zgodzie z sercem i rozumem. Walenie głową w mur nie ma sensu, taki magika, który potrafiłby zawrócić, uspokoić, czy powstrzymać napierający i rozhisteryzowany tłum nie istnieje. Inercja tłumu musi się wyczerpać, pierwsze grupki zaczną się wyłamywać, odpadać, iść w innym kierunku i tak się zacznie nieodwracalny proces w drugą stronę. Zasada działania wajchy jest znana, im bardziej przegniesz w jedną stronę, tym bardziej odbije w drugą. Jest to też ostrzeżenie dla polityków, dziś triumfujących, bo słupki rosną, a poparcie dla „heroicznych” działań płynie ze strony najbardziej zagorzałych przeciwników. Rachunek za to dopiero przyjdzie, o czym zresztą rozsądna część polityków PiS z Kaczyńskim na czele, doskonale wie, dlatego tak bardzo chcą zorganizować wybory w maju, jeszcze na fali politycznych zysków.

Strony

Źródło foto: 
38257 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

9 (liczba komentarzy)

  1. Nie byłbym takim optymistą jak MK. Już nic nie będzie takie samo. Czego się doświadczyło, to nie da się już oddoświadczyć. Wielu ludzi zrozumie, jak łatwo dali się manipulować i nie wybaczą tego rzeczywistym, jak i domniemanym sprawcom.

    Gdy wahadło już pójdzie w drugą stronę, to ciekawy jestem jak zachowa się PiS. Czy publicznie kopnie w dupę ludzi kojarzonych z restrykcjami, mandatami i likwidacją kościoła instytucjonalnego? Czy może będzie chciał im dać jeszcze więcej władzy i będzie próbował wtrącić nas w odmęty NWO? A może po prostu się rozpadnie na frakcje skaczące sobie do gardeł.

    Kaczyński ma o czym myśleć na Święta.

  2. To zależy od rządu. Przez najbliższe trzy miesiące firmy powinny dostać spory zastrzyk, choćby pożyczek rządowych spłacanych za 6 miesięcy, na podtrzymanie łancucha kontrahentów i powinno być  miarę dobrze. 

    Dać większości firm małe, nieoprocentowane zwrotne pożyczki na pół roku na podtrzymanie działalności. Podatków nie umarzać tylko przesuwać płatność. 

  3. Czesi są mądrzy - wracają do normalnego życia, dzięki dobrym decyzjom. Tylko szkoły bym na razie nie przywracał. Mam nadzieję, że my też otwieramy granice z Czechami i Słowacją?

    https://sportowefakty.wp.pl/skoki-narciarskie/878103/czesi-powoli-wygrywaja-z-zaraza-wszystko-dzieki-dyscyplinie

     

  4. avatar

    Jako doktor

    wrzucę trochę powietrza na forum, długie, ale się czyta:

    https://tygodnik.tvp.pl/47487274/epidemia-bezsilnosci-w-jaki-sposob-koronawirus-tak-latwo-zdobyl-swiat

     

    jako doktor nalegam także aby uzupełnić wiedzę na temat "chlamydii"

    NIE JEST to choroba szpitalna (jak gronkowiec złocisty, czy grypa)......

    miłej lektury

  5. @MOLAS, można o tej chlamydii? Jeśli jest problem społeczny chlamydii (a jest - 50% społeczeństwa), to nie powinniśmy podjąć działań? Na razie mamy jedną epidemię, ale powiedzmy w przyszłym roku w jednym miesiącu (jakimkolwiek) jesteśmy wzywani na badania (wszyscy Polacy - zdaję sobie sprawę, że jest to gigantyczna operacja), określą nam rodzaj chlamydii (to jest pewnie to dodatkowe nieszczęście, że jest ich tyle rodzajów), zakażeni dostają recepty, a zdrowi zakaz zbiżania się do małżonków (dodatkowe nieszczęście :) ) i w jednym kolejnym miesiącu się leczymy? I rugujemy to choróbsko z populacji?

  6. Rachunek jest prosty:
    dla 38 500 000 1% to 385 000 a 0,1% to 38 500; uwaga teraz: 0,2% to około 75000 ofiar !!!
    Żadna władza tej ilości ofiar pandemii nie przeżyje, opozycja ją ZA TO ZNISZCZY, i tyle, nie trzeba nic więcej tłumaczyć nikomu, wszystko jasne.
    Teraz pozostaje zadać takie pytanie, na wycieczkowcu była zdrowa i silna przeżyć alkoholowych i seksu  reprezentatywna próbka populacji, jak do niej ma się ta zdziadowana i chora rzeczywista populacja?
    Stawiam na razy 5 (pięć).  

     

     

  7. Trochę wkurzająca jest ta bratobójcza wojna. Ale widać, że czasem nie da się jej uniknąć.

    Zróbmy taką porównawczą kalkulację ilościową - Polska i Szwecja, dane na dzień 10.04.2020 r. Szwecja dlatego, że oni przyjęli wariant ochrony gospodarki - nic nie zamknęli, a dopiero całkiem niedawno zrobili urzędowe ograniczenie zgromadzeń do 50 osób. Przy czym należy podkreślić, że również w Szwecji, tam gdzie się dało, to przeszli na system pracy zdalnej. A tamtejsze społeczeństwo, podobnie jak Polacy, sami z siebie poszli przed przepisami i zgromadzenia rzadko przekraczają 20-30 osób no i trzymają dystans społeczny. Z drugiej strony, w Polsce, ochrona gospodarki na razie ograniczyła się do szeroko pojętych usług i handlu (nie będę tego rozwijał, żyjemy w Polsce, wiemy o co chodzi). Wiem, że to jest bolesne dla przedsiębiorców i niewygodne dla usługobiorców, ale jednak zakres ograniczenia gospodarczego nie jest całkowity. Występują też oczywiście dodatkowe rygory w działających przedsiębiorstwach. Ponadto w mojej kalkulacji porównawczej biorę pod uwagę tylko zgony - nie biorę pod uwagę ilości zakażonych, wielkości statystyczne są tu często niemiarodajne, każdy kraj ma swoje zasady typowania ludzi do badań, typy testóe, etc. Aha - Szwecja - 15 mln mieszkańców, Polska - 38 mln mieszkańców, czyli Polska ma 2,53 raza więcej mieszkańców, niż Szwecja.

    Statystyka na dzień 10.04.2020. Szwecja - 793 zgony, Polska - 175 zgonów (obie dane - stan na godz. 10).

    Czyli w Szwecji jest 4,53 raza więcej zgonów (przy 2,53 raza mniej mieszkańców).

    Czyli w Polsce byłoby: 175 x 2,53 x 4,53 = 2006 zgonów - gdybyśmy poszli drogą szwedzką. Na dziś - 11.04.2020 mamy 208 zgonów.

    Czy warto było dla życia 2006-175=1831 osób wprowadzać u nas takie restrykcje?

    Po pierwsze - to na dzień 10.04.2020 tyle było, do przełamania wykresu umieralności jeszcze nie doszliśmy, cały czas jest to linia wykładniczna (na marginesie - Czesi są już na linii prostej, dlatego mogą myśleć i wprowadzać pierwsze poluzowania).

    Po drugie - ponad 10 razy większa ilość zgonów (2006:175=11,5) to tyleż samo (pewne uproszczenie) ilość zakażonych, czyli wg. stanu na 11.04.2020 - 6356 x 11,5 = 73.094 zakażonych. Na dziś mamy 10.000 miejsc w szpitalach dla zakażonych, w nagłej potrzebie pewnie 20.000 nie byłoby problemem, może nawet 30.000. A co z pozostałymi ponad 40-toma tysiącami? Korytarze szpitalne i szpitale w halach targowych jak w Hiszpanii? I nie mówimy o szczycie zachorowań, lecz o stanie na dzień 11.04.2020. A personel, a sprzęt, a medykamenty? W Hiszpanii na dziś - do 50 lat ratują człowieka ludzie, powyżej 50 lat ratuje Bóg. I jeszcze nie są w szczycie. I my też nie.

    Piotr, przedstawiłem kalkulacje matematycznie, zero sufitu i wszystko weryfikowalne, zero szantażu emocjanalnego. Przedstaw swoje kalkulacje albo jeśli się nie da (różne są kalkulacje), to podaj (zbierz do kupy) swoje argumenty. Jeśli one będą sensowne w sferze pozaemocjonalnej, to kto wie, czy nie zmienię zdania. Mimo mojego wieku (Ty go znasz), potrafię jeszcze coś tam myśleć i zmienić zdanie - nie jestem (jesteśmy) krowami.

    Pomijam, kto wywołał, kto zarobi, kto straci - to zupełnie inny wątek. Na pewno wart felietonu, ale porozmawiajmy o Polakach.

  8. Wydaje mi się, że porównując sytuację w Polsce i Szwecji należy uwzględnić jeszcze dwa czynniki. Po pierwsze proporcja ilości zgonów może się zmienić gdyby Szwecja już miała szczyt zachorowań za sobą, w Polsce gdyby on wystąpił w czerwcu, jak sugeruje Szumowski. Tam ludzie przestaną masowo umierać, a u nas dopiero zaczną. Drugim, bardzo pomijanym, czynnikiem jest duża ilość migrantów w Szwecji, którzy w większości mają gdzieś państwo szwedzkie i jego regulacje. Tam po prostu ograniczeń dla całego społeczeństwa nie da się wymusić, a gospodarka by stanęła.

  9. Jak bedziecie dalej tak negować tę zarazę, bo już się takowe filmiki pojawiają w internecie, to będziecie tak potraktowani już za niedługo ...

    https://www.you...

    http://www.pris...

  10. Strony