Prześlij dalej:

Żyjemy w czasie „kwarantanny” to wszyscy przesadzają, ale moja tytułowa teza niestety przesadą nie jest. W krótkim okresie czasu z ludźmi tak się porobiło, że za komuny było lepiej, no niestety. Jestem z tego pokolenia, które doskonale pomięta czasy PRL-u, trudno nie pamiętać, gdy się spędziło w tej zonie absurdu 19 lat. Mam przed oczami zjazdy KC PZPR, kiedy w TV nie było praktycznie nic innego poza relacjami z komunistycznych spektakli nie do przetrawienia. Receptą i odskocznią dla ludzi była „Wolna Europa”, taki paradoks, dziś się te wszystkie wartości europejskie kojarzą fatalnie, wówczas „Wolna Europa” konkurowała tylko z radiem „Luxemburg”, gdzie leciały wszystkie zakazane przeboje.

Tak, czy inaczej w PRL-u garstka ludzi żyjąca z tej paranoi naprawdę szczerze paranoję popierała, cała reszta niekoniecznie się buntowała, ale żyła po swojemu. Mieliśmy kilka klas społecznych dwie pożądane: proletariat i chłopi/chłoporobotnicy, czyli ludność pracującą miast i wsi. Klasą samą w sobie była władza ludowa, potem zauważono inteligencję, ale tutaj zaczynały się pierwsze zgrzyty. Część inteligencji szła z partią, natomiast druga część była elementem podejrzanym, choć nie tak bardzo jak: burżuazja, prywaciarze, kułacy, wrogowie ludu, szpiedzy. Mniej więcej tak to wyglądało i w czymś takim trzeba było żyć. Jak? Ludzie stworzyli sobie własne zasady, a wśród nich jedna naczelna – niczego nie wynosić z domu. Młodszym wyjaśnię w czym rzecz i wcale nie chodzi o wynoszenie mebli, czy innych precjozów przeznaczonych na przepicie.

Nie wynosiło się tego o czym się w domu mówiło i co się w domu działo. Pamiętam jak dziś, szedłem z ojcem do sklepu, nawiasem mówiąc sekretarzem POP PZPR, który jak nigdy spytał mnie, co robi mama, nawiasem mówić przewodnicząca NSZZ „Solidarność”. Odpowiedziałem bez namysłu: „słucha Wolnej Europy”. Dodam, że pytanie padło na wysokości Komisariatu Milicji w Chojnowie, a lat wówczas miałem nie więcej niż 6. W wyniku zajścia zebrałem burę od sekretarza POP PZPR w miejscowym POM i przewodniczącej NSZZ „Solidarność” w pobliskiej szwalni odzieży skórzanej. Potem jeszcze dziadkowie z obu strony pomogli rodzicom i od tamtej pory nigdy „nie wynosiłem niczego z domu”. Mama to zagorzała katoliczka, nie pamiętam ile razy dostałem po uszach za absencje w obowiązkowych mszach, śp. ojciec był ideowym ateistą, ale na tle ideologicznym nigdy w domu do żadnych konfliktów nie dochodziło. Normalnie się odbywały chrzty, komunie, wesela, nawet na pasterki zdarzało się całą rodziną chodzić.

Strony

Źródło foto: 
30776 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

23 (liczba komentarzy)

  1. Gorzkie, ale prawdziwe. Najbardziej przygnębiające jest, jak łatwo ludzie uwierzyli w tego "zajoba" i jak ławto teraz nimi sterować. Ciekawe, co by sie stało, gdyby "normalnie" "Kaczyński" zabronił ludziom wchodzić do lasu i do parków, albo ograniczył możliwośc robienia zakupów. A dzisiaj ludzie grzecznie się ustawiają w godzinne kolejki przed marketami i do tego każdy "2 metry od...". Boże, co za paranoja...

  2. To ja w ramach "bohaterstwa" biorę kijki, plecak, namiot i lecę na noc do lasu. Na razie! 

  3. A oto lewaczka Pelosi:

    'W swoim twitterowym wpisie szefowa amerykańskiej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi dodała, że w sytuacji kryzysu zdrowia publicznego związanego z epidemią koronawirusa „głosowanie korespondencyjne ma zasadnicze znaczenie dla ochrony przyszłości naszej demokracji”. Wskazała również, że „nie ma żadnego uzasadnionego argumentu przeciwko wprowadzeniu go w życie”. Wyraziła przy tym opinię, że krytykowanie głosowania korespondencyjnego „nie jest tym, o czym myśleli nasi założyciele”.'

    I teraz PiS może dowolnie cytować lewaczkę dla lewaków...

    Głosowanie korespondecyjne to nie tylko Niemcy, ale też Szwajcaria, Korea Płd, niedługo USA... 

     

  4. A łajdakom i szubrawcom się marzą obrót bezgotówkowy, przymusowe szczepienia pod lufą, żunt swiatowy, identtyfikacja po gębie, marcheweczka dla posłusznych pała na jakiś nie takich. A Słoneczko pierdnie któregoś dnia i ch.j strzeli elektrykę, kamery, bajery, internety i wszystkie inne srety. Przeżyje lepiej uzbrojony w umiejetności (i kałacha z wiaderkiem nabojów na dobry poczatek, daj Boże!)

  5. "jak łatwo ludzie uwierzyli w tego "zajoba""

    Dlatego warto słuchać niezależnych naukowców i niezależnych komentatorów.

    https://www.you...

    "Zajob" może być prawdziwy, co należy sprawdzić do najdrobniejszego szczegółu. Konfliktują społeczeństwo zarówno członkowie poskiego Klubu Monty Pythona, pieprzący absolutnie od rzeczy na temat "zajoba", jak i fani obostrzeń, bez żadnej wiedzy z czego owe obostrzenia wynikają, czemu mają służyć oraz jak długo winny trwać.  Brak wiedzy po obydwu stronach powoduje, że stopniowo rosną dwie armie zacietrzewionych kretynów. Dodajmy polskich kretynów i debili. Nie tylko jedna - ta od "zajoba".

     

  6. Nie wiem czy nasz wspaniały minister Szumowski zdaje sobie sprawę z tego że mnożące się zakazy pozycjonują Kaczyńskiego jako upartego, zbrodniczego idiotę, zafiksowanego tylko na przeprowadzeniu wyborów kosztem ludzkiego życia. Ciekawe że nikt z PiSu nie odebrał przysłowiowej "małpie" tej brzytwy. Może już nie ma nikogo po stronie Kaczyńskiego, by to mógł zrobić?

  7. jestem zwolennikiem zdejmowania obecnie stopniowo blockoutu, ale nie lekceważę przeciwnika (czyli SARS-CoV-2) z którym mierzy się Szumowski.

    To wcale nie musi być łatwy przeciwnik. Mówienie o ministrze Szumowskim "małpa z brzytwą" wynika z zafiksowania polskich debili (Klub Monty Pythona) na pewności, że wirus nie jest niebezpieczny. Tylko że tego jeszcze polscy debile, najwięksi kretyni świata, nie wiedzą. Tak naprawdę niczego nie wiedzą. W dalszym ciągu wariant, że mamy do czynienia z uwolnioną bronią biologiczną (na niewielką początkowo skalę) jest w grze. To po prostu należy sprawdzić.

     

  8. To chyba pije Pan do mnie. Nie będę odpowiadał, bo to tylko może pogorszyć Pański stan psychiczny. Sam się Pan wpędza w to piekło.

  9. absolutnie nie do Pana, a do pewnego kierunku w sztuce. Z dwóch stron rozpędzają się na siebie dwie armie zacietrzewionych kretynów, bo sobie coś tam w wyniku nagromadzonych emocji ubzdurali. Nie zamierzam podlizywać się jednej armii zacietrzewionych debili, ani tej drugiej. Musi zwyciężyć logika i zdrowy rozsądek.

    Jestem dzisiaj zwolennikiem podejścia duńskiego, a to Pan zamieszkuje przecież w Danii. Czyli - ma Pan szczęście. Podejście właściwe to spokój, gromadzenie wiedzy i chłodna analiza faktów.

     

     

  10. Absolutnie zgadzam się z tym, że musi zwyciężyć logika i rozsądek. W tym dobrzy są Niemcy. Zrobili badania epidemiologiczne pod kierunkiem Hendrika Streeka (nie jest pewien pisowni imienia, Duńczycy zduńszczają imiona cudzoziemców). Nie wiem czy w Polsce ktoś je omawiał.

    PS. Moja uwaga o stanie psychicznym nie jest złośliwością pod Pana adresem. Trzeba być optymistą. Stany depresyjne i panika są głównym "wspomagaczem" działania wirusów. Takim jak tzw. choroby współistniejące. Ten wirus zabija, ale depresja z nim związana bardziej.

  11. Strony