Reklama

Ni cholery nie mam pomysłu jak ten tekst zacząć i się strasznie męczę.. Jeszcze trzy dni temu zacząłbym od epitetów: złodzieje, oszuści itp. i pewnie dalej by jakoś poszło.

Ni cholery nie mam pomysłu jak ten tekst zacząć i się strasznie męczę.. Jeszcze trzy dni temu zacząłbym od epitetów: złodzieje, oszuści itp. i pewnie dalej by jakoś poszło. Dzisiaj … nie, nie nie zmieniłem zdania, ale emocje mi oklapły i trudno bez tych emocji z tekstem się rozpędzić. Inna sprawa, że sam temat byłby nudny jak flaki z olejem, gdyby nie ostatnia decyzja, a w szczególności jej uzasadnienie przez naszego Premiera. Tak, tak, nuda jakich mało, pod warunkiem, że się weźmie rzetelnie wszystkie za i przeciw i nikt nikogo nie będzie oszukiwał.

O tym, że jakiś system zabezpieczenia emerytalnego w cywilizowanym Państwie powinien istnieć raczej nikogo nie muszę przekonywać, niestety istnieje spór co do tego jak ten najlepszy system miałby wyglądać. Nie rozumiem tylko, dlaczego taki spór się toczy skoro przy uwzględnieniu zaszłości, teraźniejszości i przyszłości w naszych warunkach w zasadzie system może być tylko jeden i jest to system, a raczej był, działający do końca 2010 roku. Oczywiście po poprawkach typu prowizja, wiek emerytalny, obecna struktura i wysokość świadczeń itp. Mocno pojechałem? Mocno, ale mam mocne argumenty.

Jeżeli po tym co powyżej napisałem czyta mnie jeszcze jakiś prawdziwy liberał to się z nim zgodzę, że bardzo dobrym systemem jest system typu nowozelandzkiego, ale … no właśnie, niestety jest to „ale”, które uniemożliwia wprowadzenie tego systemu w Polsce. Równe dla wszystkich wypłaty niskich emerytur, zapewniających jedynie minimum socjalne, oraz dodatkowe emerytury z dobrowolnego ichniejszego II filaru wyglądają super tylko nikt mi jeszcze czarno na białym nie pokazał jak taki system zaimplementować w naszym kraju. Pan Gwiazdowski również.

Nielicznym zapewne w tym miejscu tekstu czytelnikom spieszę również donieść, że szeroko stosowany w świecie system „zusowski” wprowadzić, a w zasadzie przywrócić w Polsce się da, tylko z utrzymaniem w niedalekiej przyszłości będzie duży problem. Oczywiście istnieje jakieś prawdopodobieństwo, że dzietność nam wzrośnie do pięciorga pociech na rodzinę, albo że miliony młodych, wykształconych emigrantów będą płacić w Polsce składki na wypłatę emerytur dla kilkunastu milionów naszych emerytów. Ja jednak hazardzistą nie jestem i raczej bym się o to nie zakładał.

Obecny, a w zasadzie już przeszły system ZUSowsko-OFEowski nikomu leżaka pod palmą na starość nie zapewni, ale z moich mocno przybliżonych i bardzo ostrożnych szacunków wyszło, że mężczyzna zarabiający średnią krajową dostałby z OFE ok 800,- „dzisiejszych” złotych . Ile będzie mógł dołożyć ZUS tego niestety nikt nie jest w stanie określić, a już Fedak z Tuskiem na pewno nie, ale zapewne się nie pomylę jeżeli przyjmę, że będzie to zależało głównie od decyzji polityków. No chyba, że już im wtedy nikt nie będzie chciał pożyczyć i ZUS emerytur nie będzie wypłacał wcale. Niemożliwe? Ale bardzo prawdopodobne – horrendalnie wysokie składki na ubezpieczenia wystarczą w 20xx jedynie na renty, zdrowie i dopłaty do najniższych emerytur, a podatków już więcej wtedy podnieść nie będzie można.

PS
Przyznaję, że dałem się zrobić w konia:
http://kontrowersje.net/tresc/reforma_musi_bolec_prawdziwa_reforma_musi_bolec_wielu

Reklama
Poprzedni artykułArcyboleśnie proste sprawy, czyli horoskop na 2011
Następny artykułOfiaruję sobie odrobinę południowych owoców i świątecznego repertuaru

29 KOMENTARZE

  1. “Oczywiście po poprawkach
    “Oczywiście po poprawkach typu prowizja, wiek emerytalny, obecna struktura i wysokość świadczeń itp.”

    Zapomniałeś o jeszcze jednej poprawce, mianowicie o sposobie naliczania świadczeń. Zgodnie z obecnie obowiązującym prawem wysokość naszej przyszłej emerytury z I filara zależy m. in. od wysokości zapłaconych przez nas składek i od ilości przepracowanych przez nas lat. Natomiast zgodnie z istniejącą rzeczywistością zależy ona wyłącznie od tego jaką ilością pieniędzy ( zabranych naszym dzieciom i wnukom lub pożyczonych na ich koszt ) będzie dysponował FUS. Istnieje zatem pewna rozbieżność między przepisami a rzeczywistością. Rzeczywistości nie da się zmienić, natomiast przepisy można i trzeba, bo jeśli ( nie daj Bóg ) przyjdzie jakiś poważniejszy niż demograficzny, to albo okażą się one niemożliwe do zastosowania w praktyce, albo ich zastosowanie będzie bardzo kosztowne.

    “jak taki system zaimplementować w naszym kraju”

    Tak jak poprzedni, czyli poprzez uchwalenie odpowiedniej ustawy. A mówiąc poważnie, wystarczy przyjąć, że wysokość przyszłych świadczeń będzie zależała od ilości pieniędzy jakimi będzie dysponował FUS, a nie od tego ile pieniędzy wydali obecni emeryci na utrzymanie swoich rodziców i dziadków, gdy pracowali. Wtedy system kanadyjski wręcz narzuci się sam jako najprostszy, najtańszy i najbardziej oczywisty sposób podziału środków zgromadzonych w I filarze.

    PS. Oczywiście możesz zawsze powiedzieć, że rozwiązania “kanadyjskie”, czy “nowozelandzkie” da się zastosować wyłącznie do zmiany wysokości i struktury przyszłych emerytur, a nie emerytur wypłacanych obecnie i będziesz miał rację. Nie jest to bowiem pomysł na ratowanie finansów publicznych “tu i teraz”, ale projekt reformy systemowej, która będzie zapobiegała ich załamaniom w przyszłości.

    • Własnie dlatego jest problem
      z systemem repartycyjnym. Ja w tej chwili finansuję emerytury obecnym emerytom w wysokości, o której kiedyś będę mógł jedynie marzyć – to ja się pytam: jaki to solidaryzm pokoleniowy? Płacę za tą solidarność potrójnie : składka, podatki, dług który będę spłacał w przyszłości. Z drugiej strony moje postulaty ograniczenia wysokości obecnych świadczeń traktuje się jak pierdnięcie w dobrym towarzystwie. Nikt nie rozumie, że nas na to po prostu nie stać, a nasz Premier utwierdza ich w tym przekonaniu, gdyż dzisiaj u redaktor Olejnik powiedział, że stać tylko muszą mi dołożyć jeszcze jedną daninę – zabiorą mi składki odprowadzane do OFE oferując w zamian bym na to OFE płacił sobie sam. Niby Państwo w swojej łaskawości da mi ulgę podatkową od tej mojej nowej daniny, ale ja chyba z tej ulgi nie skorzystam. Wkurwił mnie Tusk mocno, ale jak go dzisiaj widziałem to mam wrażenie, że on nie wie o co chodzi i chyba raczej powinienem być wkurwiony na Bieleckiego.

      • Systemu repartycyjnego nie da
        Systemu repartycyjnego nie da się zlikwidować, chyba, że zgodzimy się na pozbawienie części dzisiejszych emerytów środków do życia. Można go jednak poprawić, zrobić coś, by przynajmniej w przyszłości nie był tak drogi i absurdalnie skonstruowany jak obecnie i tym czymś jest właśnie reforma w kierunku systemu kanadyjskiego.

  2. “Oczywiście po poprawkach
    “Oczywiście po poprawkach typu prowizja, wiek emerytalny, obecna struktura i wysokość świadczeń itp.”

    Zapomniałeś o jeszcze jednej poprawce, mianowicie o sposobie naliczania świadczeń. Zgodnie z obecnie obowiązującym prawem wysokość naszej przyszłej emerytury z I filara zależy m. in. od wysokości zapłaconych przez nas składek i od ilości przepracowanych przez nas lat. Natomiast zgodnie z istniejącą rzeczywistością zależy ona wyłącznie od tego jaką ilością pieniędzy ( zabranych naszym dzieciom i wnukom lub pożyczonych na ich koszt ) będzie dysponował FUS. Istnieje zatem pewna rozbieżność między przepisami a rzeczywistością. Rzeczywistości nie da się zmienić, natomiast przepisy można i trzeba, bo jeśli ( nie daj Bóg ) przyjdzie jakiś poważniejszy niż demograficzny, to albo okażą się one niemożliwe do zastosowania w praktyce, albo ich zastosowanie będzie bardzo kosztowne.

    “jak taki system zaimplementować w naszym kraju”

    Tak jak poprzedni, czyli poprzez uchwalenie odpowiedniej ustawy. A mówiąc poważnie, wystarczy przyjąć, że wysokość przyszłych świadczeń będzie zależała od ilości pieniędzy jakimi będzie dysponował FUS, a nie od tego ile pieniędzy wydali obecni emeryci na utrzymanie swoich rodziców i dziadków, gdy pracowali. Wtedy system kanadyjski wręcz narzuci się sam jako najprostszy, najtańszy i najbardziej oczywisty sposób podziału środków zgromadzonych w I filarze.

    PS. Oczywiście możesz zawsze powiedzieć, że rozwiązania “kanadyjskie”, czy “nowozelandzkie” da się zastosować wyłącznie do zmiany wysokości i struktury przyszłych emerytur, a nie emerytur wypłacanych obecnie i będziesz miał rację. Nie jest to bowiem pomysł na ratowanie finansów publicznych “tu i teraz”, ale projekt reformy systemowej, która będzie zapobiegała ich załamaniom w przyszłości.

    • Własnie dlatego jest problem
      z systemem repartycyjnym. Ja w tej chwili finansuję emerytury obecnym emerytom w wysokości, o której kiedyś będę mógł jedynie marzyć – to ja się pytam: jaki to solidaryzm pokoleniowy? Płacę za tą solidarność potrójnie : składka, podatki, dług który będę spłacał w przyszłości. Z drugiej strony moje postulaty ograniczenia wysokości obecnych świadczeń traktuje się jak pierdnięcie w dobrym towarzystwie. Nikt nie rozumie, że nas na to po prostu nie stać, a nasz Premier utwierdza ich w tym przekonaniu, gdyż dzisiaj u redaktor Olejnik powiedział, że stać tylko muszą mi dołożyć jeszcze jedną daninę – zabiorą mi składki odprowadzane do OFE oferując w zamian bym na to OFE płacił sobie sam. Niby Państwo w swojej łaskawości da mi ulgę podatkową od tej mojej nowej daniny, ale ja chyba z tej ulgi nie skorzystam. Wkurwił mnie Tusk mocno, ale jak go dzisiaj widziałem to mam wrażenie, że on nie wie o co chodzi i chyba raczej powinienem być wkurwiony na Bieleckiego.

      • Systemu repartycyjnego nie da
        Systemu repartycyjnego nie da się zlikwidować, chyba, że zgodzimy się na pozbawienie części dzisiejszych emerytów środków do życia. Można go jednak poprawić, zrobić coś, by przynajmniej w przyszłości nie był tak drogi i absurdalnie skonstruowany jak obecnie i tym czymś jest właśnie reforma w kierunku systemu kanadyjskiego.

      • Systemu repartycyjnego nie da
        Systemu repartycyjnego nie da się zlikwidować, chyba, że zgodzimy się na pozbawienie części dzisiejszych emerytów środków do życia. Można go jednak poprawić, zrobić coś, by przynajmniej w przyszłości nie był tak drogi i absurdalnie skonstruowany jak obecnie i tym czymś jest właśnie reforma w kierunku systemu kanadyjskiego.

  3. bidne frajerskie wnuki
    To ile wpłacą te nieszczęsne wnuki będzie warunkować jedynie łączną ilość pieniędzy w kasie, a nie wysokość konkretnej emerytury pana Wacka.
    Jego emerytura będzie zależała głównie od tego do jak przebojowej grupy zawodowej należał.

    Suma zwyczajnie podzielona przez ilość chętnych dać może tak nędzny wynik, że po to aby ulubieńcy władzy dostali “godne” świadczenia, reszta będzie musiała dostać połowę tego albo mniej.
    Dlatego całkiem słuszna koncepcja państwowej emerytury równej i należnej jak psu buda tylko wtedy u nas przejdzie bez palenia opon, jeśli powstanie specjalny system tylko dla grup obecnie uprzywilejowanych, polegający niestety na finansowaniu przez skarb państwa dodatkowego ubezpieczenia w dobrowolnych ubezpieczalniach emerytalnych.

    • Zgadzam się, że grupy, które
      Zgadzam się, że grupy, które mają przywileje emerytalne prawdopodobnie nie oddadzą ich bez walki. Ale nie znaczy to, że te przywileje mają funkcjonować po wieczne czasy. Zupełnie nie rozumiem tego toku myślenia “ktoś może protestować, ktoś może być niezadowolony, słupki sondażowe mogą spaść, więc lepiej nie róbmy zbyt poważnych reform”. Pani Thatcher nie bała się podejmować niepopularnych decyzji i wyszła na tym całkiem nieźle. Nie dość, że przetrwała trwające ponad rok strajki, to jeszcze utrzymała się u władzy dłużej niż jakikolwiek inny brytyjski premier w XX wieku. A dziś Cameron przeprowadza zmiany jeszcze bardziej radykalne niż ona, ryzykując bardzo wiele, w tym swoją karierę polityczną i też jakimś cudem świat mu się nie zawalił.

  4. bidne frajerskie wnuki
    To ile wpłacą te nieszczęsne wnuki będzie warunkować jedynie łączną ilość pieniędzy w kasie, a nie wysokość konkretnej emerytury pana Wacka.
    Jego emerytura będzie zależała głównie od tego do jak przebojowej grupy zawodowej należał.

    Suma zwyczajnie podzielona przez ilość chętnych dać może tak nędzny wynik, że po to aby ulubieńcy władzy dostali “godne” świadczenia, reszta będzie musiała dostać połowę tego albo mniej.
    Dlatego całkiem słuszna koncepcja państwowej emerytury równej i należnej jak psu buda tylko wtedy u nas przejdzie bez palenia opon, jeśli powstanie specjalny system tylko dla grup obecnie uprzywilejowanych, polegający niestety na finansowaniu przez skarb państwa dodatkowego ubezpieczenia w dobrowolnych ubezpieczalniach emerytalnych.

    • Zgadzam się, że grupy, które
      Zgadzam się, że grupy, które mają przywileje emerytalne prawdopodobnie nie oddadzą ich bez walki. Ale nie znaczy to, że te przywileje mają funkcjonować po wieczne czasy. Zupełnie nie rozumiem tego toku myślenia “ktoś może protestować, ktoś może być niezadowolony, słupki sondażowe mogą spaść, więc lepiej nie róbmy zbyt poważnych reform”. Pani Thatcher nie bała się podejmować niepopularnych decyzji i wyszła na tym całkiem nieźle. Nie dość, że przetrwała trwające ponad rok strajki, to jeszcze utrzymała się u władzy dłużej niż jakikolwiek inny brytyjski premier w XX wieku. A dziś Cameron przeprowadza zmiany jeszcze bardziej radykalne niż ona, ryzykując bardzo wiele, w tym swoją karierę polityczną i też jakimś cudem świat mu się nie zawalił.

    • Zgadzam się, że grupy, które
      Zgadzam się, że grupy, które mają przywileje emerytalne prawdopodobnie nie oddadzą ich bez walki. Ale nie znaczy to, że te przywileje mają funkcjonować po wieczne czasy. Zupełnie nie rozumiem tego toku myślenia “ktoś może protestować, ktoś może być niezadowolony, słupki sondażowe mogą spaść, więc lepiej nie róbmy zbyt poważnych reform”. Pani Thatcher nie bała się podejmować niepopularnych decyzji i wyszła na tym całkiem nieźle. Nie dość, że przetrwała trwające ponad rok strajki, to jeszcze utrzymała się u władzy dłużej niż jakikolwiek inny brytyjski premier w XX wieku. A dziś Cameron przeprowadza zmiany jeszcze bardziej radykalne niż ona, ryzykując bardzo wiele, w tym swoją karierę polityczną i też jakimś cudem świat mu się nie zawalił.

      • Duralex,
        Ja rozumiem, że jak ktoś pracuje w Kraju X przez ileś tam lat i nabywa prawa emerytalne w tym kraju, to je ma, nabyte. Ale w grę wchodzą całkiem spore lata pracy.

        Mnie ciekawi sytuacja, gdy np. Polak, ale i każdej innej nacji człowiek, korzystający z prawa do legalnego zatrudnienia w wielu krajach, pracuje w nich legalnie i składki należne odprowadza, pracując zaledwie po kilka lat w tym samym kraju.

        Pracuje legalnie, legalnie składki odprowadza, legalnie się przemieszcza do innego kraju, jeśli zawodowe warunki do tego zmuszają/stymulują.

        I po takich wielokrotnych legalnych przemieszczeniach, powiedzmy po 5 lat w każdym kraju, dmucha 65 świeczek.

        I co wtedy?

        • im więcej tym lepiej
          Te emerytury chyba się nie sumują, trzeba wybrać którą się chce brać, tą za 35 lat pracy w Polsce czy też lepiej tą za 5 lat w Belgii. Często warunkiem pobierania “państwowej” emerytury jest nie posiadanie innego źródła dochodów.
          Pewnie w różnych krajach przepisy się różnią.

          • I tu jest problem
            EU ma wspólną walutę, nie ma granic, ma “wspólną” politykę gospodarczą, ma legalne sposoby pobierania składek – a nie ma wspólnego sposobu na wypłacanie świadczeń.

            W różnych krajach przepisy się różnią – a nie powinny się różnić.

            Stany Zjednoczone Europy nie staną się faktem, dokąd tego rodzaju spraw nie uregulują.

            Stany Zjednoczone Ameryki mają system świadczeń na poziomie federalnym. Ludzie się przemieszczają od stanu do stanu, i płacą należności – rząd federalny gwarantuje wypłaty świadczeń.

            Owszem, Social Security to jest za dużo, żeby umrzeć, a za mało, żeby żyć, ale redukuje żebractwo wśród ludzi starych. Poszczególne stany, dobrzy pracodawcy i osobiste oszczedności uzupełniają dochody do poziomów akceptowalnych, lub powyżej – niemniej świadczenie federalne jest gwarantem niezbędnego minimum.

      • Duralex,
        Ja rozumiem, że jak ktoś pracuje w Kraju X przez ileś tam lat i nabywa prawa emerytalne w tym kraju, to je ma, nabyte. Ale w grę wchodzą całkiem spore lata pracy.

        Mnie ciekawi sytuacja, gdy np. Polak, ale i każdej innej nacji człowiek, korzystający z prawa do legalnego zatrudnienia w wielu krajach, pracuje w nich legalnie i składki należne odprowadza, pracując zaledwie po kilka lat w tym samym kraju.

        Pracuje legalnie, legalnie składki odprowadza, legalnie się przemieszcza do innego kraju, jeśli zawodowe warunki do tego zmuszają/stymulują.

        I po takich wielokrotnych legalnych przemieszczeniach, powiedzmy po 5 lat w każdym kraju, dmucha 65 świeczek.

        I co wtedy?

        • im więcej tym lepiej
          Te emerytury chyba się nie sumują, trzeba wybrać którą się chce brać, tą za 35 lat pracy w Polsce czy też lepiej tą za 5 lat w Belgii. Często warunkiem pobierania “państwowej” emerytury jest nie posiadanie innego źródła dochodów.
          Pewnie w różnych krajach przepisy się różnią.

          • I tu jest problem
            EU ma wspólną walutę, nie ma granic, ma “wspólną” politykę gospodarczą, ma legalne sposoby pobierania składek – a nie ma wspólnego sposobu na wypłacanie świadczeń.

            W różnych krajach przepisy się różnią – a nie powinny się różnić.

            Stany Zjednoczone Europy nie staną się faktem, dokąd tego rodzaju spraw nie uregulują.

            Stany Zjednoczone Ameryki mają system świadczeń na poziomie federalnym. Ludzie się przemieszczają od stanu do stanu, i płacą należności – rząd federalny gwarantuje wypłaty świadczeń.

            Owszem, Social Security to jest za dużo, żeby umrzeć, a za mało, żeby żyć, ale redukuje żebractwo wśród ludzi starych. Poszczególne stany, dobrzy pracodawcy i osobiste oszczedności uzupełniają dochody do poziomów akceptowalnych, lub powyżej – niemniej świadczenie federalne jest gwarantem niezbędnego minimum.

      • Duralex,
        Ja rozumiem, że jak ktoś pracuje w Kraju X przez ileś tam lat i nabywa prawa emerytalne w tym kraju, to je ma, nabyte. Ale w grę wchodzą całkiem spore lata pracy.

        Mnie ciekawi sytuacja, gdy np. Polak, ale i każdej innej nacji człowiek, korzystający z prawa do legalnego zatrudnienia w wielu krajach, pracuje w nich legalnie i składki należne odprowadza, pracując zaledwie po kilka lat w tym samym kraju.

        Pracuje legalnie, legalnie składki odprowadza, legalnie się przemieszcza do innego kraju, jeśli zawodowe warunki do tego zmuszają/stymulują.

        I po takich wielokrotnych legalnych przemieszczeniach, powiedzmy po 5 lat w każdym kraju, dmucha 65 świeczek.

        I co wtedy?

        • im więcej tym lepiej
          Te emerytury chyba się nie sumują, trzeba wybrać którą się chce brać, tą za 35 lat pracy w Polsce czy też lepiej tą za 5 lat w Belgii. Często warunkiem pobierania “państwowej” emerytury jest nie posiadanie innego źródła dochodów.
          Pewnie w różnych krajach przepisy się różnią.

          • I tu jest problem
            EU ma wspólną walutę, nie ma granic, ma “wspólną” politykę gospodarczą, ma legalne sposoby pobierania składek – a nie ma wspólnego sposobu na wypłacanie świadczeń.

            W różnych krajach przepisy się różnią – a nie powinny się różnić.

            Stany Zjednoczone Europy nie staną się faktem, dokąd tego rodzaju spraw nie uregulują.

            Stany Zjednoczone Ameryki mają system świadczeń na poziomie federalnym. Ludzie się przemieszczają od stanu do stanu, i płacą należności – rząd federalny gwarantuje wypłaty świadczeń.

            Owszem, Social Security to jest za dużo, żeby umrzeć, a za mało, żeby żyć, ale redukuje żebractwo wśród ludzi starych. Poszczególne stany, dobrzy pracodawcy i osobiste oszczedności uzupełniają dochody do poziomów akceptowalnych, lub powyżej – niemniej świadczenie federalne jest gwarantem niezbędnego minimum.