Reklama

Piłkarze polskiej reprezentacji wyspecjalizowali się w przegrywaniu meczów w ostatnich minutach i strzelaniu bramek samobójczych.

Piłkarze polskiej reprezentacji wyspecjalizowali się w przegrywaniu meczów w ostatnich minutach i strzelaniu bramek samobójczych. Odnoszę wrażenie, że Platforma Obywatelska ma zamiar naśladować polskich piłkarzy.

W wyborach 2005 r. przegrali w ostatnich minutach wybory. Sędzia z PKW nie odgwizdał końca spotkania, a chłopcy i dziewczęta już fetowali zwycięstwo. Wszak słupki sondaży pokazywały wyraźnie – PO bierze dwa pierwsze miejsca. Bramkarze i obrona, zwana pijarowcami przespali ostatni dwa tygodnie i PiS w obu spotkaniach (prezydenckim i parlamentarnym) wrzepił dwa gole. Pozostało tylko zejść ze sceny miętosząc pod nosem: ku…a jako to się stało?

W 2007 r. po ekscesach PiS i przystawek władzę mógł wziąć każdy kto nie pokazywał się z Kaczyńskim na wizji jako przystawka. Nawet Kononowicz. Sukces PO nie był więc żadnym sukcesem, tylko klęską PiS. Moim zdaniem klęską zasłużoną jak najbardziej.

I oto mamy za pasem kolejne wybory i znowu PO przystępuje do rozgrywek niczym polska reprezentacja. Trudno powiedzieć co będzie w końcówce, ale jak na razie sztabowcy a’la Gmoch (małolatom wyjaśniam, że Jacek Gmoch w 1974 r., kiedy polska reprezentacja zdobyła w pięknym stylu srebro na MŚ w NRF, pracował jako analityk – zbierał i analizował dane o przeciwnikach polskich piłkarzy) zdają się nie dostrzegać, że przeciwnik już nie jest toporną maszyną mielącą wszytko co spotka na swojej drodze, tylko subtelnym i wyciszonym graczem. Innymi słowy to nie reprezentacja Niemiec, a raczej Francji. Takie wrażenie odnoszę, gdy na chwilę wyłączam swoje – co tu dużo mówić -uprzedzenia i doświadczenie lat minionych. Nie będę z w tym miejscu rozwodzić, na ile ten wizerunek nowego prezesa i jego partii jest prawdziwy i trwały – to temat na inną dyskusję. Mnie chwilowo interesuje co z tym fantem próbuje zrobić PO.

A sztab PO zachowuje się jak głuptak, któremu wydaje się, że nic się nie zmieniło. Pantarej! – jak zdają się witać ostatnio na południu Polski. Póki co analitycy Bronisława uspokajają i bredzą, że marszałek ma szansę wziąć wszystko w pierwszej turze. Powtarza się sytuacja „Siły spokoju” z 1990 r. i wyborów z 2005 r. Cóż, niektórzy są odporni na wiedzę jak widać. Przebudzą się jak zwykle za 5 dwunasta, ale tymczasem…

No właśnie, tymczasem mecz zaczął się od bramek samobójczych. PO ruszyła do frontalnego ataku, pomna doświadczeń z lat ubiegłych, że prezesa i PiS należy zakrzyczeć i nie dać im pola do obskurantyzmu i siania obrzydliwości. Więc na hurra, stojące za marszałkiem murem autorytety, jakby nie dostrzegły zmian jakie zaszły na boisku, zaczęły od faulowania przeciwnika. Nakopmy im do dupy zanim oni nakopią nam.

Oto więc Prof. Bartoszewski, człowiek od którego można wymagać zabierania głosu w sposób dostosowany do zmiany sytuacji, toczy walkę z kimś kogo chwilowo nie ma. Uwaga! Szuja! – zdaje się krzyczeć Pan profesor. I co? I nic, żadnego odzewu. Żadnych łże elit, żadnych pseudo-profesorów z drugiej strony. Cisza.
Oto Marek Majewski recytuje swój wierszyk. Nie powiem w 2005 r. byłby to strzał w 10. Tymczasem dzisiaj to rzut grochem o ścianę.
Oto Janusz Palikot – zapowiada, że jest odmieniony, że Palikot błazen umarł razem z. L. Kaczyńskim w samolocie lecącym do Smoleńska. I już następnego dnia mamy parodię J. Kaczyńskiego w wykonaniu Palikota. Palikot w okularach, chociaż wzrok ma sokoli. Niby subtelniej niż numer ze świńskim ryjem i lataniem z alkomatem pod kancelarią prezydencką, ale że to wygłup, to chyba nikt nie ma wątpliwości. Dzisiejsze wyznania, że Jarosława przed 10 kwietnia 2010 r. opętał szatan pokazują, że Palikot do końca kadencji nie wytrzyma.

Rozumiem intencje sztabowców PO. Trzeba pokazać, że przemiana Jarosława i PiS to fasada, to ściema, to pic. Że wilka nie da się upudrować na pudelka i z czasem instynkt krwiożerczy i tak weźmie górę. Pewnie racja tylko, że instrumenty trzeba zawsze dostosować do konkretnej sytuacji. Wiedzą o tym profesjonaliści od marketingu, których w sztabie PO najwyraźniej brak. Podpuszczanie prezesa i podrzucanie mu ścierwa do rozszarpania jak na razie pozostaje bez echa. Prezes zdaje się, że przeszedł niezłe szkolenie i póki co stawia na dania wegetariańskie.

Zamiast pozytywnego programu, który obnaży, że PiS nie ma pomysłu na Polskę, a PO ten pomysł ma, mamy wyłącznie flekowanie prezesa i kopanie leżącego. Leżącego bo prezes dopiero co stracił brata, a Polska prezydenta. A ludzie nie lubią jak się kopie leżącego. Prezes w oczach sporej części rodaków zasłużył na fangę, ale nie na lincz.

I nie jest ważne, że spora część rodaków nie łyknie nowego wizerunku prezesa i PiS. Pozostała część, kierująca się powierzchownym wizerunkiem kandydatów z niesmakiem, ze współczuciem, a w miarę upływu czasu z podziwem, będzie patrzeć na prezesa jak przyjmuje razy od swoich coraz bardziej rozwścieczonych przeciwników – bo słupki sondaży będą bezlitosne.

Będzie więc prezesowi rosło, bo jego twardy elektorat chwilową przemianę prezesa odbije sobie na antenie u Rydzyka, a zniesmaczeni albo nie pójdą na wybory albo w desperacji lub z pełnym przekonaniem zagłosują na Jarosława Kaczyńskiego. Krakałem parę tygodni temu, że PO i PIS zamienią się w tych wyborach rolami. Jak na razie sprawdza się.

Reklama

24 KOMENTARZE

  1. Też nie wiem o co idzie
    sztabowcom z PO. Z drugiej strony, patrząc od dołu, tak na poziomie gminy (mam lekkie rozeznanie w jednej) PO może spać spokojnie: całą brudną robotę odwala za nich PiS. Jeśli Kaczyński przegra wybory, to paradoksalnie przez własny elektorat. Piszę ‘paradoksalnie’, a to przecież normalnie, po naszemu. Sam Kaczyński pięknie odrobił lekcje i to trzeba obiektywnie przyznać. Natomiast wszystko wskazuje na to, że doły koncertowo zawalą sprawę (czym akurat zbyt mocno się nie przejmuję).

  2. Też nie wiem o co idzie
    sztabowcom z PO. Z drugiej strony, patrząc od dołu, tak na poziomie gminy (mam lekkie rozeznanie w jednej) PO może spać spokojnie: całą brudną robotę odwala za nich PiS. Jeśli Kaczyński przegra wybory, to paradoksalnie przez własny elektorat. Piszę ‘paradoksalnie’, a to przecież normalnie, po naszemu. Sam Kaczyński pięknie odrobił lekcje i to trzeba obiektywnie przyznać. Natomiast wszystko wskazuje na to, że doły koncertowo zawalą sprawę (czym akurat zbyt mocno się nie przejmuję).

  3. Wesoło jest:)
    Trzy ostatnie wybory z rzędu wygrała PO:
    – Samorządowe 2006
    – Parlamentarne – 2007
    – Europejskie 2009
    i pewnie wygra te 20 czerwca 2010
    a ja regularnie czytam kombatanckie opowieści jak to w 2005r. PO miała w sondażach dwa procent więcej a je przegrała:) Halo! Tu Ziemia!

  4. Wesoło jest:)
    Trzy ostatnie wybory z rzędu wygrała PO:
    – Samorządowe 2006
    – Parlamentarne – 2007
    – Europejskie 2009
    i pewnie wygra te 20 czerwca 2010
    a ja regularnie czytam kombatanckie opowieści jak to w 2005r. PO miała w sondażach dwa procent więcej a je przegrała:) Halo! Tu Ziemia!

  5. Powiem szczerze – nie wiedziałem,że Komorowski jest
    aż takim idiotą.Do tego chamem i bufonem.Z punktu widzenia liberalnych /ale tylko obyczajowo/ i lewicujących zwolenników Platformy – to jest czystej krwi ,,prawicowy oszołom".Przecież on mówi otwartym tekstem : Baby do garów! Kto nie z Bronkiem tego dzwonkiem parafialnym /w łeb/. Żeby mieć jakikolwiek wpływ na pracę sejmu ,,trzeba se wygrać wybory". Powódź to jest tylko podniesienie poziomu wody ,, która później opada i spływa do morza". Gdyby ktoś uczciwie i bezstronnie podjął się analizy całej kampanii Bronisława Komorowskiego, a szczególnie tego , co ma do zaoferowania wyborcom jako kandydat na najwyższych urząd w państwie, i gdyby to porównać zupełnie obiektywnie , z ,,całą resztą" pretendentów – wyszłoby ,że pan marszałek wystartował w zupełnie innym konkursie. Na Idiotę Roku.

  6. Powiem szczerze – nie wiedziałem,że Komorowski jest
    aż takim idiotą.Do tego chamem i bufonem.Z punktu widzenia liberalnych /ale tylko obyczajowo/ i lewicujących zwolenników Platformy – to jest czystej krwi ,,prawicowy oszołom".Przecież on mówi otwartym tekstem : Baby do garów! Kto nie z Bronkiem tego dzwonkiem parafialnym /w łeb/. Żeby mieć jakikolwiek wpływ na pracę sejmu ,,trzeba se wygrać wybory". Powódź to jest tylko podniesienie poziomu wody ,, która później opada i spływa do morza". Gdyby ktoś uczciwie i bezstronnie podjął się analizy całej kampanii Bronisława Komorowskiego, a szczególnie tego , co ma do zaoferowania wyborcom jako kandydat na najwyższych urząd w państwie, i gdyby to porównać zupełnie obiektywnie , z ,,całą resztą" pretendentów – wyszłoby ,że pan marszałek wystartował w zupełnie innym konkursie. Na Idiotę Roku.