Pijani na drodze, jak pedofile w Kościele

Prześlij dalej:

Prawdziwa jazda po pijaku nie miała miejsca w małym miasteczku na północy Polski, ale w mediach, sejmie i na salonach. Rachunek prawdopodobieństwa to jest takie bydle, że wśród setki dziewic znajdzie burdelmamę, w drewnianym kościele cegłę i doskonały materiał na żonę w męskim klasztorze. I to wszystko, co się da z głową w kwestii niewątpliwej tragedii powiedzieć, ale gdyby zachować trzeźwy umysł przy komentowaniu wypadku z udziałem pijaka, uciekłaby cała zabawa. Dlatego kto żyw bawi się na całego, głównie w prokuratora i skład sędziowski, zdarzają się też całe projekty dla nowego cudownego państwa. Niewiele rzeczy łączy polityków wszelkiej maści, niewiele newsów powoduje niemal identyczne komentarze, ale istnieją ulubione tragedie, które wywołują masowe otępienie. Opozycja zaczęła się prześcigać w obcinaniu rąk przy samej dupie, pożal się Boże, rząd, zwołał sztab kryzysowy. Od rana słyszałem opinie aktorów, śpiewaczek, pilotów rajdów samochodowych, Krystyny z Płocka i dziennikarzy każdej barwy politycznej. Ciągle czekam na zdanie księdza, duszpasterza zmotoryzowanych, który będzie mógł się skonfrontować ze świeckim Dziewulskim. Nawet gdy się weźmie poprawkę, że takie elektryzujące wieści zawsze i we wszystkich zakątkach świata wywołują ożywione reakcje, to i tak ciężko pojąć skąd się bierze skala głupoty i wyścigi w biciu kolejnych rekordów. Zły los sprawił, że akurat pijany kierowca pozbawił życia 6 osób. Równie dobrze trzeźwy marynarz mógł odpalić petardę, wystraszyć trzeźwą blondynkę, która wpadła na oślep w grupę pijanych gimnazistów bawiących się na Sylwestrze organizowanym przez TVN i wepchnęła ich prosto pod tramwaj. Mam dziwne podejrzenie, że w tym wypadku nie byłoby nowelizacji kodeksu dotyczących organizowania imprez plenerowych i praw marynarza do uczestniczenia w życiu publicznym.

Strony

18442 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

22 (liczba komentarzy)

  1. Fakt faktem że przy większej okazji jest wielkie zbiorowe widowisko. Media mają okazję pokazywać patologie, zresztą kanał polsat i tvn to zlepek samych takich programów. Czasem mnie się wydaje że taki dzień dla rządu to czysta okazja na oddech. W końcu nikt nie patrzy na inne problemy. Pogadamy sobie jak to zmienić, nie zmieniając nic. Propaganda trwa. Nawet smiem powiedzieć że rząd ma własne swoje problemy, i reszta ich nie dotyczy. To taka przypadłość urzędnicza. Oni się nie babrają takimi problemami. Ale ile można na tym kapitału zbić. 
    O ile problem jest poważny, jak każdy inny, to tylko potrwa może z tydzień i wróci do innego tematu. Jakiś się na pewno pojawi w następnym tygodniu, i tak się wszystko ślizga. 
    Wiadomo że tego się nie da wytepić, ale można to ograniczyć. Sam znam notorycznego pijaka za kółkiem. 
    Prawo i jego interpretacje woła o pomstę do nieba. 

  2. Jak ktoś notorycznie jeżdzi pijany to musi mieć w sobie coś, choćby jakiiś ciekawy układ z państwem, bo normalny pijak na ogół nie pojedzie, zbytnio się boi.
    Np jeden tak sobie radził, że zawsze miał przy sobie okładkę na dokumenty w której były tylko dwa banknoty. Przy zatrzymaniu, bez słowa podawał "papiery" i jechał dalej.
    Nie wiem jak jest teraz, może policja się zmieniła i tak prosto się nie da.

  3. avatar

    pewnie tak prosto za dwa papiery się nie da

  4. W 1998 roku, wyjechał z bocznej drogi Nysą, byłem bez szans, zanim go zobaczyłem było za późno na manewr. Na szczęście uderzył mnie, a właściwie mojego dużego fiata od przodu, a stalowa płyta podłogi zamortyzowała siłę uderzenia. Był taki pijany, że nie mógł uciekać, choć próbował. Skasowany samochód niewielkiej wartości i strzaskana rzepka, do dziś odczuwam skutki. Dostał rok, w zawieszeniu na trzy lata i 1000 zł grzywny. Prawo jazdy leży w szufladzie, a ja na przejściach dla pieszych i w pobliżu jezdni zachowuję się jak zając na polowaniu z nagonką. Wiem, że takie wypadki były, są i będą. Na kogo wypadnie, na tego bęc.
    Tak prywatnie uważam, że karą adekwatną do szkody byłoby strzaskanie rzepki mojemu sprawcy.

  5. Zgoda w każdym punkcie. Od rana w tv i w radiu trwa obłąkane ujadanie bez chocby chwilowego palniecia się w czółko i wykonania najprostszych obliczeń, czy pomyślenia o zjawisku.
    Wyścig polityków kto bliżej dupy proponuje ucinać ręce pijackiemu narodowi. Oni mają nas za bydło.
    10 tysięcy ludzi z kasty panującej ma immunitet od Kodeksu Drogowego, pomnożyć razy pieć (krewni i kumple).
    Dodać najbogatszych bandytów legalnych, kryminalnych, i całą resztę właścicieli kraju która jedzie po pijaku bo policja może im skoczyć ze swoim "zabieraniem prawa jazdy", a dowolnie wysoki mandat to dla nich drobniaki.
    Dodać tę panią z ministerialnej posady co w Warszawie jechała trzeci raz bezkarnie narąbana, pomnożyć ją przez ilość ministerw i stan ich obsady kadrowej wyższego szczebla.

  6. Wpisalam się Panu 29 grudnia 2013 pod tekstem o Resortowych Dzieciach. Czy może się Pan do tego odnieść?

    Byłam u Kaczyńskiego w 1989 roku, nagrywając go do wyborów czerwcowych i nie było to w willi, tylko w dużym parterowym mieszkaniu koło ul. Gen. Zajączka. Dom na Żoliborzu ma od ca 10 lat, widzialam go kiedyś z sąsiedniego domu.

    Co do pijanych - racja, statystyki trzeba umieć czytać, pollitycy kochają słuszne akcje. Ten kierowca to byl wyjątkowy kretyn, kłócił się podobno z żoną (tak podali w południe w radiu) i groził jej, że wjedzie w ludzi, jak ona na coś tam się nie zgodzi. No i wjechał.

  7. avatar

    Ta nieszczęsna willa była już obrabiana na 100 sposobów i to nie willa jest problemem, chociaż oczywiście należy dbać o detale w każdej analizie. Problemem jest budowanie nowych paradygmatów moralnych i historycznych, gdy nam nie pasuje jedno nazwisko. Co bardziej gorliwi zwolennicy PiS nagle zaczęli uznawać za rzecz normalną, że dawni AK-owcy w latach stalinowskich hurtem wykładali na WULM, dostawali katedry i paszporty, samodzielne lokale, czy inne wille i wszystko działo się z poszanowaniem różnicy zadań i poglądów. To mnie doprowadza do szału. Jest i głupotą i zbrodnią jednocześnie rozpowszechnianie podobnych bzdur, które w żadnym razie nie pomagają żadnemu z Kaczyńskich, a obrażają nie tyko pamięć o ofiarach, ale obrażają tych AK-owców, którzy jednak "mieli mniej szczęścia" i nie zawsze załapali się na rehabilitację. Z willą jest jak z każdą inną informacją, którą trzeba wygrzebywać spod ziemi, jest tu kilka źródeł i każde ma swoją wersję. Nie pamiętam już i prawdę mówiąc nie chce mi się tego sprawdzać, ale chyba cała zadyma z tą willą polega na tym, że były dwie wille. Jedną w latach 50-tych remontował Rajmund i dostał od władzy piętro i w późniejszym czasie wykupił, a do tej drugiej, bodaj przy Mickiewicza przenieśli się w latach 90-tych. Ale tak jak pisałem wyżej, to są nieistotne detale, w które nie potrzebnie wlazłem, bo istota jest w zupełnie innym miejscu.

  8. Rozumiem Pana wściekłość, to to samo, co ta "sprzątaczka w SB, która przedtem byla żołnierzem AK". Jednak nie zauważam, żeby rodził się jakiś stereotyp, że to normalne, że akowiec pracował na WUML (Wojskowy Uniwersytet Marksizmu-Leninizmu). I czy jest Pan pewien prawdziwości tych informacji? Z tym WUML-em?
    Ścisłość w zarzutach jest jednak mile widziana, nie Panu muszę tłumaczyć, jak się robi swąd i na pewno nie chce go ani Pan, ani ja. To nie jest detal, że nie było dwóch willi, nie było też jednej willi w PRL. W PRL wszyscy z kolejki w spóldzielni itp. prędzej czy później, nawet po 15 latach czekania, "dostawali" mieszkania, lepsze czy gorsze (przeważnie gorsze), a za późnego Gierka mogli je nawet stosunkowo tanio wykupić, co pozwoliło potem wielu ludziom sprzedać je i kupić kolejne mieszkanie już w latach po 1989. Bo przecież "spółdzielcze" peerelowskie traciła rodzina po śmierci tzw. głownego lokatora. Prawo do ca 1990-91 pozwalało mieć tylko jedno mieszkanie i np. odziedziczone wtedy trzeba było sprzedać, wiem, bo mieliśmy po mojej Mamie. Pewnie i RK "dostał" mieszkanie kiedyś w tym domu na Żoliborzu (blisko Dworca Gdańskiego), Politechnika zawsze miala dobre mieszkania dla pracowników, a zdaje się, że tam pracował.
    Jednak "willa" na Mickiewicza nie była uzyskana "tak czy inaczej" w latach 80. Tutaj, o ile wiem, to się nie "przenieśli", tylko ją kupili i to raczej około 2000, na pewno można wejść na portal hipoteki i sprawdzić dokładną datę.
    Bo ja jestem absolutnie pewna i nie jest to żadna "różna wersja", że nagrywałam JK w ich mieszkaniu blisko Dw. Gd. w maju 1989 do radiowego studia wyborczego "Solidarność". Chociaż wszystkie kalendarze z okresu PRL z zapiskami ktoś mi ukradł.

  9. avatar

    Pani doskonale wie, że takich informacji nie otrzymuje się z pieczątką zacnych urzędów, czy też samych zainteresowanych, tylko wyrywa się je z różnych źródeł, zwykle są to takie przekazy ustne, jak Pani przekaz. Według rozmaitych wywiadów pozbieranych w różnych miejscach Kaczyńscy mieszkali w zupełnie innym miejscu tuż po wojnie, ul. Lisa-Kuli (kamienica, willa?), w zupełnie innym w późniejszym okresie i zdaje się, że teraz Kaczyński też wykonał jakieś ruchy w księdze wieczystej. Proszę wybaczyć, ale ja wątkiem "nieruchomości w życiu Kaczyńskich" nie szczególnie się pasjonuję. Istnieją pewne ciągi logiczne, które w przypadku każdego innego nazwiska byłby oczywiste, natomiast w przypadku Rajmunda Kaczyńskiego nagle się robi setka niuansów.

    W 1947 roku byli żołnierze AK i to w randze dowódców drużyn nie trafiali na Politechnikę Warszawską, która w tamtym czasie sama w sobie była WULM, a Kaczyński dodatkowo wykładał na "Sorbonie". Takie stanowisko mógł dostać co najmniej "grzeczny". Bóg raczy wiedzieć jaką willę, czy apartament na Żoliborzu dostał Rajmund, w każdym razie nie była ta "kawalerka" na Rakowieckiej, ani zesłanie na ziemie odzyskane. Do tego dochodzą szkolenia w imperialistycznych krajach, których dzieci Pileckiego nie doświadczyły, bo tam się "obcego elementu" nie wysyłało. Pisałem już o tym, że nie jestem zainteresowany waleniem w Kaczyńskich od tej strony, ale też zalecałem i nadal zalecam sporo dyplomacji, przy poruszaniu tematu "Rajmund Kaczyński", zwłaszcza, że tu są jeszcze wątki stricte osobiste i rodzinne.

    Mnie interesuje tylko i wyłącznie realna ocena historyczna. Gdy ktoś mnie pyta kim był mój ojciec, to zgodnie z prawdą odpowiadam, że alkoholikiem, sekretarzem POP POM Chojnów, który przez cała życie miał wszystko w dupie, z rodziną na czele. Nie mam problemu z tego typu odpowiedziami, bo to są fakty, nowego życiorysu ojcu nie napiszę, nie wiem tylko, czy Kaczor chciałby i w zastanych okolicznościach mógłby odpowiadać równie szczerze o faktach, a obawiam się, że ojciec był dla niego kimś zupełnie innym niż matka. Z całej "afery" bronię tylko i wyłącznie porządku historycznego i logicznego, niuansowanie życiorysów mnie nie interesuje, bez względu na to, jakie nazwisko w CV widnieje. W moim porządku logicznym i historycznym w czasach stalinowskich bohaterzy z AK byli wynoszeni na Łączkę, wierni ideałom chowali się gdzie mogli i starali się przetrwać. AK-owcy szkolący kadry PZPR w roku 1947 i później, to już nie byli AK-owcy, to byli ludzie z przetrąconymi kręgosłupami i żadna willa, czy lepianka tego nie zmieni, przynajmniej jeśli chodzi o mnie.

  10. Nawet ten temat JK zdominował a MatkaKurka w takie dyskusje daje się wciągać?
    Kaczor nie ma prawa jazdy, konta, brata i PZPR -owskiej przeszłości, piszecie książkę "Opozycyjne dzieci"?

  11. Strony