Reklama

Maryla nadchodzi lekko rozkołysana z boku na bok, choć stara się minimalizować ten efekt, kroczyć lekko i sprężyście. Na twarzy niesie uśmiech. Wysilony, skrywający kompleksy, wiem, że jestem okropna, ale dobra ze mnie dziewczyna, z kościami.

Piotr spostrzega, że dziewczyna twarz ma ładną, super symetryczną, prawie nie zniekształconą otyłością, lekko tylko zarysowany drugi podbródek, włosy jasne, trochę rzadkie, świeżo umyte. On też próbuje się uśmiechnąć, próbuje również w swój  mamroczący formułki powitalne  głos wsączyć nieco luzu. Ale to się nie udaje.

Dziewczyna zatrzymała się , stoi o krok, bierna, czeka na jego inicjatywę. Ludzie nadchodzą, przechodzą, gapią się. Piotr nie widzi twarzy przechodniów, przez chwilę w ogóle mało widzi, ale czuje ich zdziwienie, niesmak, zaciekawienie tak nietypową parą stojącą na rozgrzanym chodniku.

Trzeba coś zrobić, cokolwiek. Cisza i bezruch trwa już zbyt długo.

– Pójdziemy gdzieś? Usiądziemy, porozmawiamy – proponuje Piotr i rozgląda się. – Jest tu coś w pobliżu? Jakiś bar, restauracja?

Maryla nie wie, zastanawia się. Piotr spogląda na drugą stronę ulicy i widzi rozłożone parasole przed szeregowcem tandetnych pawilonów.

– Ooo, tam na przeciwko jest, zdaje się, jakiś przybytek z napojami. Chodźmy tam – przejmuje inicjatywę.

Przez chwilę Piotr próbuje udawać, że on przypadkiem idzie obok niej , że on zmierza gdzieś zupełnie indziej, on nie ma nic wspólnego z tą wielką dziewczyną, ona to ktoś dla niego obcy. Ale się tak wykpić spod pręgierza nie da, trzeba spojrzeć , spróbować się uśmiechnąć, powiedzieć coś, cisza ciąży. Ludzie się gapią, widzi szydercze uśmiechy, tak, wszyscy się uśmiechają szyderczo i nagle przez Piotra przebiega oślepiająca iskra wściekłości. Przebiega i znika a Piotr nagle jest spokojny i rozluźniony. „Siostro, proszę, podać skalpel” – jest lekarzem, stoi w otoczeniu zespołu przy stole operacyjnym. Ta scena miga mu przed oczyma. To tylko młodzieńcze marzenie, którego żal. Zaraz jest inna scena. Przelatuje jak błysk i znika.

Noc. Wiele lat temu. Siedzą latem we czterech przy herbacie w domku turystycznym, okno otwarte na oścież mimo komarów, upał jeszcze nie odpuszcza. Przy stole on, przyjaciel – świeżo upieczony absolwent liceum, wspólny ich kolega i młody kuzyn przyjaciela. Z dali dobiegają pijackie śpiewy. Sielanka. Nagle krzyk, ogromny przenikliwy krzyk. Potem znowu krzyk, ale to krzyczy kobieta, rozpacza. Emocja, wołanie o ratunek. Wypadają z domku, biegną co sił. Oto polna droga, wywrócony motor, dalej ciemny kształt na drodze – ktoś leży. Nad nim klęczy pochylony ratujący. Obca kobieta zawodzi trzymana i odciągana od centrum sceny. Tłum gęstnieje wokół o metr, dwa, nikt się nie zbliża bardziej. Piotr podchodzi, klęka, po chwili jest upaprany we krwi. Widzi każdy szczegół, analizuje sytuację z lodowatym spokojem. Ranny cicho jęczy, oddycha z trudem, śmierdzi alkoholem. Przybiegają ludzie z drzwiami, Piotr pomaga ułożyć na nich ciało, pomaga nieść je do motorówki…

Piotr już się nie wstydzi. Patrzy agresywnie na ludzi, próbuje spotykać ich spojrzenia. Wydaje ciału komendę uśmiechu do Maryli, słuchają tego rozkazu mięśnie mimiczne, oczy jednak jeszcze na pewno nie potrafią się uśmiechnąć.

Przechodzą jezdnię na pasach. Teraz idzie całkiem blisko Maryli, czuje jak jej pot miesza się z zapachem taniego dezodorantu. Już mu nie przeszkadzają wgapiający się natrętnie ludzie wokoło. „Pierdolcie się”.

Przy stoliku wewnątrz pawilonu, gdyż stoliki pod parasolami były zajęte, siedzieli około pół godziny. Zakłopotanie i zawstydzenie na chwilę wróciło do Piotra, bo sala była zatłoczona ludźmi szukajacymi ochłody w klimatyzacji, przy napojach i lodach, oczywiście wszyscy z odczuwalnym natężeniem zaczęli spoglądać na dziewczynę, zdumieni jej niezwyczajną posturą.

Piotr skoncentrował się na Maryli. Poczuł współczucie. Co prowadzi do takiej bezradności wobec prostej wydawałoby się recepty na poprawę sytuacji. Trzeba się odchudzić i nie można. Taki częsty problem.

Maryla zaczęła opowiadać chaotycznie. Że od zawsze lubiła jeść. Najbardziej śledzie, rolmopsy. Tu zakwita uśmiech na jej twarzy. Że kiedyś się zakochała i odchudziła dla ukochanego o trzydzieści kilogramów. Że studiuje na czwartym roku. Że jest już długo w Warszawie. Wyznaje skąd pochodzi. Że lubi gotować. Że do Piotra na pewno nie odważyłaby się  tak od razu pojechać, ale mogłaby mu gotować u siebie i mógłby  te posiłki odbierać. Że umie robić doskonałe ruskie pierogi. I tak dalej i tak raczej lub inaczej. Pił sok z grejfruta, ona niegazowaną wodę. Trochę się rozkręciła pod koniec. Ta historia, że nie pojedzie do Piotra, to było takie alibi dla niej samej. „Nie chciałam pojechać, więc nici z całej historii. Moja nadwaga i nieatrakcyjność nic z tym wspólnego nie mają”.  A propozycja domowego gotowania to nie wiedział, co to było. Wolał o tym nie myśleć.

Odprowadził Marylę pod internat. Stała tam chwilę skrępowana, bo co chwila przechodziły znajome. Wchodziły do środka, wychodziły. Dał jej negatywną odpowiedź.

– W ogłoszeniu określiłem, że potrzebuję kogoś na miejscu. Jakbym nikogo nie znalazł to ewentualnie później zadzwonię. Miło było poznać ciebie, Marylo – i takie tam grzeczności.

A jutro był czwartek. Marzena. Nie było żadnych innych telefonów z internatu. Dziwne.

Cdn

 

Reklama
Poprzedni artykułAntygona na CPN-enie, czyli poseł Chlebowski przed hazardową komisją
Następny artykułPrzejście…

26 KOMENTARZE

  1. A mnie się nie podoba
    że Pan Panie wszystkie te sekrety i tajniki z męskiej głowy przelewasz w swe opowieści. I une, te kobity, później wszystko o nas wiedzą.Dość im spojrzeć w nasze oczy i wiedzą co myślimy (albo co piliśmy).
    Sześć. Nic tak mnie nie wkurwia jak czekanie na kolejny odcinek.

        • Przypomniałeś mi coś. Takie
          Przypomniałeś mi coś. Takie MAM! i zrywanie się z tym maniem w nocy, przerabiałam jako bardzo małonastolatka pisząca wiersze sztuk kilka, może ze trzy. W nocy to sam Muz szeptał mi je do ucha, a rano za to miałam ubaw jak czytałam swoje arcydzieła. Dobry nastrój gwarantowany na cały dzień.

          • Ja miewam czasami sny
            które układają się w jakiś niesamowity scenariusz, takie mam przyjamniej wrażenie po przebudzeniu się w nocy albo nad ranem. Gdyby nie senność usiadłbym pewnie i zapisał. Ale rano jak usiłuję sobie poskładać fragmenty z pamięci, to zawsze mi wchodzi jakieś grafomańskie guano.

            Coś mi się zdaje, że we śnie mózg funkcjonuje jak na amfie, albo innym dopalaczu, a przebudzenie jest odpowiednikiem trzeźwości.

          • Od dawna się zbieram, żeby
            Od dawna się zbieram, żeby napisać o swoich snach, ale nie radzę nikomu, jeśli napiszę, czytać tego w nocy.
            Chyba dość, bo to nie czas i miejsce na takie rozmowy.:)

          • Taaaa
            Konieczność oddawania moczu w porze nocnej (nokturia) jest zazwyczaj zjawiskiem nieprawidłowym, związanym z chorobami prostaty. Należy jednak zauważyć, że może ono występować u osób przyjmujących duże ilości płynów przed snem. Również spotykane jest w okresie przyjmowania leków moczopędnych, w nadciśnieniu, chorobach nerek, układu nerwowego oraz jako skutek nocnego niedoboru tzw. hormonu antydiuretycznego, ograniczającego wytwarzanie moczu. Niedobór taki występuje dość często u starszych mężczyzn. Powyższe stany wymagają różnicowania.