Reklama

Jeśli dobrze odczytałem intencję  autorki, to konkluzją tekstu ma być stwierdzenie, że rozłam pomiędzy politykami, lub szerzej reprezentantami społeczeństwa, a samym społeczeństwem bierze się

Jeśli dobrze odczytałem intencję  autorki, to konkluzją tekstu ma być stwierdzenie, że rozłam pomiędzy politykami, lub szerzej reprezentantami społeczeństwa, a samym społeczeństwem bierze się z braku edukacji, czyli mówiąc wprost z ciemnoty. Winę za to Dorola kieruje w stronę polityków.

Reklama
Jeśli prawdą jest, że celem polityka jest sprawne zarządzanie państwem i przeprowadzenie pozytywnych zmian, a zdobycie władzy tylko środkiem, to w takim razie można uznać, że człowiek chcący zostać politykiem skutecznym powinien mieć przede wszystkim wizję (Dorola nazywa to ideą). Wizję jak chce rządzić i co chce rządzeniem zrobić. Wizja, jak to wizja, może być „duszy graniem” może być mniej lub bardziej mętnym chciejstwem, może również być w pewien sposób zdefiniowana. Wracając do tezy postawionej przeze mnie w jednym z wcześniejszych komentarzy, że w Polsce cały czas dobrze się ma model pospolitego ruszenia, twierdzę, że podobny model ma zastosowanie przy budowaniu sobie wizji przyszłego polityka. Wszystko to sprawia, że zamiast konkretnego programu politycznego, mówiąc językiem managera – biznes planu, mamy do czynienia jedynie z wolą bycia politykiem, który wybiera sobie z palety gotowców poglądowych pewien program, który w jego zamyśle pozwoli mu zaistnieć najbardziej skutecznie, czytaj – zdobyć władzę.
Twierdzę, że przyszły polityk dobiera sobie taki, a nie inny repertuar poglądów nie po to aby skutecznie rządzić i przeprowadzać zmiany, lecz po to aby w jego przypuszczeniach najlepiej przypodobać się wyborcom. Dorola pisze o sondzie, która miałaby wypytać ludzi o uzasadnienie takich czy innych poglądów i stawia milion, że ludzie nie potrafiliby uzasadnić swoich poglądów. Ja powiem przewrotnie, że równie dobrze można by postawić milion na to iż politycy uzasadniali by swoje poglądy nie poprzez cytowanie jakiś badań czy też opowiadanie o swoich przemyśleniach, lecz w bardziej lub mniej mętny sposób, odwołując się do wychowania, wiary, przekonań czy też innych miękkich powodów (a być może w szczerej, przy wódce rozmowie powiedzieli by rozbrajająco, że chodzi im po prostu o karierę).
Przechodzę do kluczowego w tym tekście zagadnienia. To nie społeczeństwu brakuje edukacji, to kandydaci na polityków potrzebują jej gwałtownie. Społeczeństwo w swoim masowym głosie często kieruje się czy to intuicją, czy irracjonalnymi wyborami, które często zdają się być tym słuszniejsze, im więcej społeczeństwa w wyborach weźmie udział. Edukacji brakuje często elitom, lub prosperującym do elit. Brak tej edukacji wyraża się choćby w tym, że kolejne ekipy jak już zdobędą tę władzę, to okazuje się, że nie bardzo wiedzą co z nią zrobić (przykłady z kolejnych ostatnich rządów są truizmem i nie zamierzam się o tym rozpisywać – wystarczy powiedzieć o podpieprzonej szafie z 400 ustawami). Okazuje się, że hasła wyborcze były wabikiem, a nie programem, były czekiem bez pokrycia, były spektaklem, były w końcu rodzajem opium dla mas, a nie konkretną, managerską wizją, rozpisaną na cele, metody, środki, zasoby, etapy, kamienie milowe i inne elementy nowoczesnego zarządzania.
Politycy powinni tak budować swoje wizje, aby uwzględniać w nim taki a nie inny stan wyedukowania społeczeństwa w sensie nie mamienia go, lecz traktowania go jako zasób i jednocześnie obiekt swojego sposobu i celu sprawowania władzy. Skoro według Doroli 90% społeczeństwa nie potrafiłoby uzasadnić swoich poglądów (na osobny esej zasługuje analiza, dlaczego tak jest – napiszę wkrótce, co o tym sądzę), to polityk powinien to brać pod uwagę w budowaniu swoich, nie poglądów dobieranych na użytek wyborczy, lecz kierunków i metod swoich przyszłych rządów. To, że politycy ubierają się w garnitur poglądów w  zależności od kampanii wyborczej powszechnie wiadomo, widać to choćby po meandrach ewolucji ichniejszych zapatrywań.
Czego zatem naszym politykom brakuje? Moim zdaniem elementarnego wykształcenia zarządczego. Mamy polityków historyków, socjologów, prawników, finansistów. A gdzie są kierownicy projektów, gdzie managerowie, gdzie szefowie, gdzie specjaliści od zarządzania?

Dorola sugeruje, aby politycy lansowali edukację. Ja sparafrazuję – polityku, edukuj się sam!

Reklama

99 KOMENTARZE

  1. A kto, jeśli nie elity ma przerwać ten zamknięty krąg?

    To od elit trzeba więcej wymagać. Społeczeństwo jakie jest, każdy widzi.

    Albo jeszcze inaczej, wychodząc z założenia, że wielcy ludzie rodzą się/pojawiają wtedy, gdy czasy tego wymagają, można uznać, że mamy czasy dobre i spokojne, bo nie widać prawdziwych mężów stanu, tylko jakieś miernoty.

    Trzeba założyć, że to doświadczeńszy i madrzejszy ma przekazywać wiedzę. W przypadku naszych dzisiejszych polityków to nie działa. Jeśli ma być, tak jak chcesz, to muszą zacząć od siebie. Społeczenstwo jak się nie wyedukuje, to będzie mu się gorzej wodło. Niewyedukowany polityk nie dość, że sobie strzela w nogę, to krzywdzi całe społeczeństwo.

  2. A kto, jeśli nie elity ma przerwać ten zamknięty krąg?

    To od elit trzeba więcej wymagać. Społeczeństwo jakie jest, każdy widzi.

    Albo jeszcze inaczej, wychodząc z założenia, że wielcy ludzie rodzą się/pojawiają wtedy, gdy czasy tego wymagają, można uznać, że mamy czasy dobre i spokojne, bo nie widać prawdziwych mężów stanu, tylko jakieś miernoty.

    Trzeba założyć, że to doświadczeńszy i madrzejszy ma przekazywać wiedzę. W przypadku naszych dzisiejszych polityków to nie działa. Jeśli ma być, tak jak chcesz, to muszą zacząć od siebie. Społeczenstwo jak się nie wyedukuje, to będzie mu się gorzej wodło. Niewyedukowany polityk nie dość, że sobie strzela w nogę, to krzywdzi całe społeczeństwo.

  3. A kto, jeśli nie elity ma przerwać ten zamknięty krąg?

    To od elit trzeba więcej wymagać. Społeczeństwo jakie jest, każdy widzi.

    Albo jeszcze inaczej, wychodząc z założenia, że wielcy ludzie rodzą się/pojawiają wtedy, gdy czasy tego wymagają, można uznać, że mamy czasy dobre i spokojne, bo nie widać prawdziwych mężów stanu, tylko jakieś miernoty.

    Trzeba założyć, że to doświadczeńszy i madrzejszy ma przekazywać wiedzę. W przypadku naszych dzisiejszych polityków to nie działa. Jeśli ma być, tak jak chcesz, to muszą zacząć od siebie. Społeczenstwo jak się nie wyedukuje, to będzie mu się gorzej wodło. Niewyedukowany polityk nie dość, że sobie strzela w nogę, to krzywdzi całe społeczeństwo.

  4. Może i nie działa, ale zmieniać go trzeba z obu stron
    Tzn. nie tylko od dołu (szatnia), ale i od góry, a to dlatego, że w pewnym, dość krytycznym wieku, ludzie są niezwykle podatni na argumenty/ przykłady z góry i z boku.

    Przykład: młody człowiek, lat 18, odmówił w 2006 r. kontynuacji nauki w szkole średniej, zdawania matury (mimo perswazji, gróźb, próśb, stawiania przykładów pro matura i contra jego decyzja) i pójścia na studia. Jeden z jego koronnych argumentów: "A taki Lepper? Edukacja po łebkach, a został wicepremierem!!!"

    • Ano właśnie Twój przykład potwierdza, co mam na myśłi

      Co z tego, że rząd będzie edukował społeczeństwo prawem i propagandą, skoro przykład Leppera jest demotywujący do uczenia się.

      Rząd powinien tworzyć warunki (wspierać szkolnictwo, łożyć pieniądze na badania podstawowe) ale nic tak nie zachęci ludzi do uczenia, jak pokazanie im, że to się opłaci. Nic tak nie wylansuje uczelni, jak fakt, że to jej absolwenci są rozchwytywani przez pracodawców, albo… są ludźmi w rządzie.

  5. Może i nie działa, ale zmieniać go trzeba z obu stron
    Tzn. nie tylko od dołu (szatnia), ale i od góry, a to dlatego, że w pewnym, dość krytycznym wieku, ludzie są niezwykle podatni na argumenty/ przykłady z góry i z boku.

    Przykład: młody człowiek, lat 18, odmówił w 2006 r. kontynuacji nauki w szkole średniej, zdawania matury (mimo perswazji, gróźb, próśb, stawiania przykładów pro matura i contra jego decyzja) i pójścia na studia. Jeden z jego koronnych argumentów: "A taki Lepper? Edukacja po łebkach, a został wicepremierem!!!"

    • Ano właśnie Twój przykład potwierdza, co mam na myśłi

      Co z tego, że rząd będzie edukował społeczeństwo prawem i propagandą, skoro przykład Leppera jest demotywujący do uczenia się.

      Rząd powinien tworzyć warunki (wspierać szkolnictwo, łożyć pieniądze na badania podstawowe) ale nic tak nie zachęci ludzi do uczenia, jak pokazanie im, że to się opłaci. Nic tak nie wylansuje uczelni, jak fakt, że to jej absolwenci są rozchwytywani przez pracodawców, albo… są ludźmi w rządzie.

  6. Może i nie działa, ale zmieniać go trzeba z obu stron
    Tzn. nie tylko od dołu (szatnia), ale i od góry, a to dlatego, że w pewnym, dość krytycznym wieku, ludzie są niezwykle podatni na argumenty/ przykłady z góry i z boku.

    Przykład: młody człowiek, lat 18, odmówił w 2006 r. kontynuacji nauki w szkole średniej, zdawania matury (mimo perswazji, gróźb, próśb, stawiania przykładów pro matura i contra jego decyzja) i pójścia na studia. Jeden z jego koronnych argumentów: "A taki Lepper? Edukacja po łebkach, a został wicepremierem!!!"

    • Ano właśnie Twój przykład potwierdza, co mam na myśłi

      Co z tego, że rząd będzie edukował społeczeństwo prawem i propagandą, skoro przykład Leppera jest demotywujący do uczenia się.

      Rząd powinien tworzyć warunki (wspierać szkolnictwo, łożyć pieniądze na badania podstawowe) ale nic tak nie zachęci ludzi do uczenia, jak pokazanie im, że to się opłaci. Nic tak nie wylansuje uczelni, jak fakt, że to jej absolwenci są rozchwytywani przez pracodawców, albo… są ludźmi w rządzie.

  7. W zasadzie zgadzam się…

    Ale nawet cień wiary w to że polityk sam się wyedukuje jest naiwnością. dlatego uwazam że nawoływanie do masowego uczestnictwa w wyborach jest szkodliwe znam mnóstwo ludzi, którzy są obowiązkowymi obywatelami i przy urnach wypełniajaa swój obowiązek. Skutek jest taki, że do polityki trafiają ludzie przypadkowi. Społeczeństwa na siłę nie można edukować

  8. W zasadzie zgadzam się…

    Ale nawet cień wiary w to że polityk sam się wyedukuje jest naiwnością. dlatego uwazam że nawoływanie do masowego uczestnictwa w wyborach jest szkodliwe znam mnóstwo ludzi, którzy są obowiązkowymi obywatelami i przy urnach wypełniajaa swój obowiązek. Skutek jest taki, że do polityki trafiają ludzie przypadkowi. Społeczeństwa na siłę nie można edukować

  9. W zasadzie zgadzam się…

    Ale nawet cień wiary w to że polityk sam się wyedukuje jest naiwnością. dlatego uwazam że nawoływanie do masowego uczestnictwa w wyborach jest szkodliwe znam mnóstwo ludzi, którzy są obowiązkowymi obywatelami i przy urnach wypełniajaa swój obowiązek. Skutek jest taki, że do polityki trafiają ludzie przypadkowi. Społeczeństwa na siłę nie można edukować

  10. Odpowiem Tobie i Quackie co mam na myśłi.

    Zacznę od cytatu:

    "Wielka reforma szkolnictwa powinna zacząć się 20 lat temu od pokazania- to jest wasze miejsce, dbajcie o nie. To jest wasze boisko, jesteście za nie odpowiedzialni. Nie woźna, nie dyrektor, nie konserwator- wy. Jeśli coś jest moje, jeśli czuję, że coś jest moje, to wiem, czemu nie chcę brnąć w śmieciach, wiem, czemu chcę pomalować ściany na niebiesko, a nie sraczkowato, wiem, co mi tam przeszkadza i dlaczego."

    To jest dla mnie wychowanie Dorolo. Szkoła będzie miała w tak zdefiniowanym zakresie dużo mniejszy wpływ niż rodzice. Szkoła może to robić zakazami i nakazami, rodzice przykładem i miłością.
     

    Dalej:

     

    "Edukacja to wyjście do ludzi z ideą- na spotkaniach, w telewizji, w gazetach, wywiadach, internecie. To wysiłek włożony w aktywizowanie społeczeństwa, we włożenie współodpowiedzialności w samorządy, wspólnoty lokalne, …"

    Dla mnie to zbytnio pachnie propagandą.

     

    Podam przykład właściwych działań rządu. Mówi się, że rośnie nam społeczeństwo zasiedziałego trybu życia. Mamy gwałtownie rosnące objawy otłuszczenia, coraz więcej chorób serca, cała masa skolioz. I co robi rząd? Nie wprowadza obowiązkowych godzin WF’u, nie zobowiązuje nauczycieli do rzetelnych sprawdzianów. Nie lansuje ruchu biegając o 8 rano w niedzielę na ekranach TV. Buduje orliki. Czy wiesz, że u mnie w mieście trudno jest się na nie wcisnąć, bo rezerwacje są codzienne do 23:00!!

    Wszyscy chcą porgać w "gałę" na porządnym terenie.

    I o to chodzi. Rząd pownien mieć przemyślane działania stymulujące, powinien stwarzać możliwości, a nie epatować propagandą i narzucać nakazy i zakazy.

     

    Ale żeby tak robić, to trzeba wiedzieć co i jak. Trzeba po prostu umieć rządzić.

  11. Odpowiem Tobie i Quackie co mam na myśłi.

    Zacznę od cytatu:

    "Wielka reforma szkolnictwa powinna zacząć się 20 lat temu od pokazania- to jest wasze miejsce, dbajcie o nie. To jest wasze boisko, jesteście za nie odpowiedzialni. Nie woźna, nie dyrektor, nie konserwator- wy. Jeśli coś jest moje, jeśli czuję, że coś jest moje, to wiem, czemu nie chcę brnąć w śmieciach, wiem, czemu chcę pomalować ściany na niebiesko, a nie sraczkowato, wiem, co mi tam przeszkadza i dlaczego."

    To jest dla mnie wychowanie Dorolo. Szkoła będzie miała w tak zdefiniowanym zakresie dużo mniejszy wpływ niż rodzice. Szkoła może to robić zakazami i nakazami, rodzice przykładem i miłością.
     

    Dalej:

     

    "Edukacja to wyjście do ludzi z ideą- na spotkaniach, w telewizji, w gazetach, wywiadach, internecie. To wysiłek włożony w aktywizowanie społeczeństwa, we włożenie współodpowiedzialności w samorządy, wspólnoty lokalne, …"

    Dla mnie to zbytnio pachnie propagandą.

     

    Podam przykład właściwych działań rządu. Mówi się, że rośnie nam społeczeństwo zasiedziałego trybu życia. Mamy gwałtownie rosnące objawy otłuszczenia, coraz więcej chorób serca, cała masa skolioz. I co robi rząd? Nie wprowadza obowiązkowych godzin WF’u, nie zobowiązuje nauczycieli do rzetelnych sprawdzianów. Nie lansuje ruchu biegając o 8 rano w niedzielę na ekranach TV. Buduje orliki. Czy wiesz, że u mnie w mieście trudno jest się na nie wcisnąć, bo rezerwacje są codzienne do 23:00!!

    Wszyscy chcą porgać w "gałę" na porządnym terenie.

    I o to chodzi. Rząd pownien mieć przemyślane działania stymulujące, powinien stwarzać możliwości, a nie epatować propagandą i narzucać nakazy i zakazy.

     

    Ale żeby tak robić, to trzeba wiedzieć co i jak. Trzeba po prostu umieć rządzić.

  12. Odpowiem Tobie i Quackie co mam na myśłi.

    Zacznę od cytatu:

    "Wielka reforma szkolnictwa powinna zacząć się 20 lat temu od pokazania- to jest wasze miejsce, dbajcie o nie. To jest wasze boisko, jesteście za nie odpowiedzialni. Nie woźna, nie dyrektor, nie konserwator- wy. Jeśli coś jest moje, jeśli czuję, że coś jest moje, to wiem, czemu nie chcę brnąć w śmieciach, wiem, czemu chcę pomalować ściany na niebiesko, a nie sraczkowato, wiem, co mi tam przeszkadza i dlaczego."

    To jest dla mnie wychowanie Dorolo. Szkoła będzie miała w tak zdefiniowanym zakresie dużo mniejszy wpływ niż rodzice. Szkoła może to robić zakazami i nakazami, rodzice przykładem i miłością.
     

    Dalej:

     

    "Edukacja to wyjście do ludzi z ideą- na spotkaniach, w telewizji, w gazetach, wywiadach, internecie. To wysiłek włożony w aktywizowanie społeczeństwa, we włożenie współodpowiedzialności w samorządy, wspólnoty lokalne, …"

    Dla mnie to zbytnio pachnie propagandą.

     

    Podam przykład właściwych działań rządu. Mówi się, że rośnie nam społeczeństwo zasiedziałego trybu życia. Mamy gwałtownie rosnące objawy otłuszczenia, coraz więcej chorób serca, cała masa skolioz. I co robi rząd? Nie wprowadza obowiązkowych godzin WF’u, nie zobowiązuje nauczycieli do rzetelnych sprawdzianów. Nie lansuje ruchu biegając o 8 rano w niedzielę na ekranach TV. Buduje orliki. Czy wiesz, że u mnie w mieście trudno jest się na nie wcisnąć, bo rezerwacje są codzienne do 23:00!!

    Wszyscy chcą porgać w "gałę" na porządnym terenie.

    I o to chodzi. Rząd pownien mieć przemyślane działania stymulujące, powinien stwarzać możliwości, a nie epatować propagandą i narzucać nakazy i zakazy.

     

    Ale żeby tak robić, to trzeba wiedzieć co i jak. Trzeba po prostu umieć rządzić.

      • Matko Kurko! UWAGA

        Jak chcesz udostępnić emaile do użytkowników, to chyba musisz zmienić opis przy rejestracji nowego uczestnika. Jak pamiętam pojawia się informacja, że podany email służy tylko do spraw techniczno-administracyjnych i nie będzie udostępniany (czy coś takiego). Jeżeli nie chcesz mieć kłopotów, to radzę to zmienić. Życzliwych nie brakuje. Taka zawodowa rada ode mnie.

        • Użytkownik sam ujawnia maile.

          Użytkownik sam ujawnia maile. Służy do tego opcja "Osobisty formularz kontaktowy". Jeśli ta opcja jest zaznaczona, użytkownik godzi się na ujawnienie maila od kontaktu z innymi użytkownikami. Wystarczy tę opcję odhaczyć i mail jest niewidoczny.

      • Matko Kurko! UWAGA

        Jak chcesz udostępnić emaile do użytkowników, to chyba musisz zmienić opis przy rejestracji nowego uczestnika. Jak pamiętam pojawia się informacja, że podany email służy tylko do spraw techniczno-administracyjnych i nie będzie udostępniany (czy coś takiego). Jeżeli nie chcesz mieć kłopotów, to radzę to zmienić. Życzliwych nie brakuje. Taka zawodowa rada ode mnie.

      • Matko Kurko! UWAGA

        Jak chcesz udostępnić emaile do użytkowników, to chyba musisz zmienić opis przy rejestracji nowego uczestnika. Jak pamiętam pojawia się informacja, że podany email służy tylko do spraw techniczno-administracyjnych i nie będzie udostępniany (czy coś takiego). Jeżeli nie chcesz mieć kłopotów, to radzę to zmienić. Życzliwych nie brakuje. Taka zawodowa rada ode mnie.

        • Użytkownik sam ujawnia maile.

          Użytkownik sam ujawnia maile. Służy do tego opcja "Osobisty formularz kontaktowy". Jeśli ta opcja jest zaznaczona, użytkownik godzi się na ujawnienie maila od kontaktu z innymi użytkownikami. Wystarczy tę opcję odhaczyć i mail jest niewidoczny.

        • Użytkownik sam ujawnia maile.

          Użytkownik sam ujawnia maile. Służy do tego opcja "Osobisty formularz kontaktowy". Jeśli ta opcja jest zaznaczona, użytkownik godzi się na ujawnienie maila od kontaktu z innymi użytkownikami. Wystarczy tę opcję odhaczyć i mail jest niewidoczny.

  13. Zaraz zaraz

    Cytat: "Społeczeństwo w swoim masowym głosie często kieruje się czy to intuicją, czy irracjonalnymi wyborami, które często zdają się być tym słuszniejsze, im więcej społeczeństwa w wyborach weźmie udział."

    A co to jest masowy głos? Wyniki wyborów są rezultatem indywidualnych wyborów jednostek. Tak czy nie? Suma głosów racjonalnych nie może dać irracjonalnego wyniku. Wiem, że się czepiam, ale proponuję stosować mniej skrótów myślowych, bo za przywołanym twierdzeniem, PT Autor stawia tezę, że to nie społeczeństwo wymaga edukacji, a politycy. Nie neguję twierdzenia, że politycy wymagają wy- lub przynajmniej doedukowania (koń jaki jest każden jeden widzi), ale skoro 40-60% populacji nie potrafi zrozumieć przyczytanego tekstu w prasie, a jak można przypuszczać jeszcze więcej nie potrafi podać argumentów dla swoich wyborów (że odwołam się do tekstu Doroli), innych poza zdawkowymi "bo tak" lub "odpie…l się", to chyba przestawianie wahadełka na jedną stronę nie jest uzasadnione.

    Ja rozumiem, że teoria racjonalnych wyborów dopuszcza nawet taką sytuację, w której wybór półgłówka do władzy przez podobnych jemu półgłówków jest wyborem ze wszech miar racjonalnym z punktu widzenia półgłówka. Da liegt der Hund begraben. Dopóki wybór demokratyczny oznaczać będzie równość głosów profesora i wielbiciela mamrotów, to polityką będzie kierować prawo Kopernika-Greshama. A oczekiwanie, że wyedukowany polityk niczym Judym lub Siłaczka podejmie pracę u podstaw pro publico bono jest…he he zresztą Autor sam wie czym jest.

    Pozdrawiam

    • Dobrze, że mnie łapiesz za słowa.

      W cytowanym zdaniu chodziło mi o to, że z jednostkowo głupich wyborów, statystycznie może wyjść średni wynik całkiem niezły. Tym lepszy, im statystyka będzie wiarygodniejsza, czyli w zgodzie z teorią wielkich liczb, więcej osób weźmie udział w głosowaniu. Zwróciłem również uwagę, że często bezrozumny tłum w swoich wyborach kieruje się zbiorową intuicją – wybiera takiego męża stanu, jakiego w danej chwili potrzeba. Histora zna wystarczająco wiele dowodów na takie zachowania.

       

      Lecz generalnie chodziło mi o dwie rzeczy, po pierwsze z dwojga nawoływań do edukacji czy to polityków czy społeczeństwa zawsze wybiorę to pierwsze. Głupie elity, to pewna śmierć narodu i państwa. Głupie społeczeństwo ma szansę się ostać, gdy elity ma mądre. Politycy, jako elita, biorą na swe barki wyjątkową odpowiedzialność jako rządzący społeczeństwem. Tym bardziej muszą od siebie więcej wymagać. Jest szansa, że głupie społeczeństwo wybierze mądrych polityków spośród wykształconej elity. Nie ma szansy mądre społeczeństwo wybrać właściwie, jeśli elita nie istnieje.

      Druga rzecz, to zwrócenie uwagi, że mimo (często gęsto pozornego) wykształcenia naszej klasy politycznej, brakuje im wiedzy, ba zielonego pojęcia, w dziedzinie niezbędnej do rządzenia państwem, w dziedzninie zarzadzania. To nie jest ani wiedza tajemna, ani intuicyjna, ani bajka o żelaznym wilku. To solidny kawałek nauki, dobrze podbudowany empiryzmem, z całym zapleczem badawczym i teoretycznym. 

    • Edukacja społeczeństwa zaczęła się w 2007

      Za pozwoleniem. Wybory 2007 były ciekawym eksperymentem, który się powiódł. Myślę o akcji "schowaj babci dowód" Nawet,jeśli to nie było całkiem spontaniczne i oddolne,to ukazało mechanizm wyborczy i masa młodzieży co znaczy zorganizowanie się. Co by nie mówić, wybór był jedyny z możliwych, bo, jak mówi stare rosyhjskie przysłowie "na bezpticzu i żopa sołowiej"

  14. Zaraz zaraz

    Cytat: "Społeczeństwo w swoim masowym głosie często kieruje się czy to intuicją, czy irracjonalnymi wyborami, które często zdają się być tym słuszniejsze, im więcej społeczeństwa w wyborach weźmie udział."

    A co to jest masowy głos? Wyniki wyborów są rezultatem indywidualnych wyborów jednostek. Tak czy nie? Suma głosów racjonalnych nie może dać irracjonalnego wyniku. Wiem, że się czepiam, ale proponuję stosować mniej skrótów myślowych, bo za przywołanym twierdzeniem, PT Autor stawia tezę, że to nie społeczeństwo wymaga edukacji, a politycy. Nie neguję twierdzenia, że politycy wymagają wy- lub przynajmniej doedukowania (koń jaki jest każden jeden widzi), ale skoro 40-60% populacji nie potrafi zrozumieć przyczytanego tekstu w prasie, a jak można przypuszczać jeszcze więcej nie potrafi podać argumentów dla swoich wyborów (że odwołam się do tekstu Doroli), innych poza zdawkowymi "bo tak" lub "odpie…l się", to chyba przestawianie wahadełka na jedną stronę nie jest uzasadnione.

    Ja rozumiem, że teoria racjonalnych wyborów dopuszcza nawet taką sytuację, w której wybór półgłówka do władzy przez podobnych jemu półgłówków jest wyborem ze wszech miar racjonalnym z punktu widzenia półgłówka. Da liegt der Hund begraben. Dopóki wybór demokratyczny oznaczać będzie równość głosów profesora i wielbiciela mamrotów, to polityką będzie kierować prawo Kopernika-Greshama. A oczekiwanie, że wyedukowany polityk niczym Judym lub Siłaczka podejmie pracę u podstaw pro publico bono jest…he he zresztą Autor sam wie czym jest.

    Pozdrawiam

    • Dobrze, że mnie łapiesz za słowa.

      W cytowanym zdaniu chodziło mi o to, że z jednostkowo głupich wyborów, statystycznie może wyjść średni wynik całkiem niezły. Tym lepszy, im statystyka będzie wiarygodniejsza, czyli w zgodzie z teorią wielkich liczb, więcej osób weźmie udział w głosowaniu. Zwróciłem również uwagę, że często bezrozumny tłum w swoich wyborach kieruje się zbiorową intuicją – wybiera takiego męża stanu, jakiego w danej chwili potrzeba. Histora zna wystarczająco wiele dowodów na takie zachowania.

       

      Lecz generalnie chodziło mi o dwie rzeczy, po pierwsze z dwojga nawoływań do edukacji czy to polityków czy społeczeństwa zawsze wybiorę to pierwsze. Głupie elity, to pewna śmierć narodu i państwa. Głupie społeczeństwo ma szansę się ostać, gdy elity ma mądre. Politycy, jako elita, biorą na swe barki wyjątkową odpowiedzialność jako rządzący społeczeństwem. Tym bardziej muszą od siebie więcej wymagać. Jest szansa, że głupie społeczeństwo wybierze mądrych polityków spośród wykształconej elity. Nie ma szansy mądre społeczeństwo wybrać właściwie, jeśli elita nie istnieje.

      Druga rzecz, to zwrócenie uwagi, że mimo (często gęsto pozornego) wykształcenia naszej klasy politycznej, brakuje im wiedzy, ba zielonego pojęcia, w dziedzinie niezbędnej do rządzenia państwem, w dziedzninie zarzadzania. To nie jest ani wiedza tajemna, ani intuicyjna, ani bajka o żelaznym wilku. To solidny kawałek nauki, dobrze podbudowany empiryzmem, z całym zapleczem badawczym i teoretycznym. 

    • Edukacja społeczeństwa zaczęła się w 2007

      Za pozwoleniem. Wybory 2007 były ciekawym eksperymentem, który się powiódł. Myślę o akcji "schowaj babci dowód" Nawet,jeśli to nie było całkiem spontaniczne i oddolne,to ukazało mechanizm wyborczy i masa młodzieży co znaczy zorganizowanie się. Co by nie mówić, wybór był jedyny z możliwych, bo, jak mówi stare rosyhjskie przysłowie "na bezpticzu i żopa sołowiej"

  15. Zaraz zaraz

    Cytat: "Społeczeństwo w swoim masowym głosie często kieruje się czy to intuicją, czy irracjonalnymi wyborami, które często zdają się być tym słuszniejsze, im więcej społeczeństwa w wyborach weźmie udział."

    A co to jest masowy głos? Wyniki wyborów są rezultatem indywidualnych wyborów jednostek. Tak czy nie? Suma głosów racjonalnych nie może dać irracjonalnego wyniku. Wiem, że się czepiam, ale proponuję stosować mniej skrótów myślowych, bo za przywołanym twierdzeniem, PT Autor stawia tezę, że to nie społeczeństwo wymaga edukacji, a politycy. Nie neguję twierdzenia, że politycy wymagają wy- lub przynajmniej doedukowania (koń jaki jest każden jeden widzi), ale skoro 40-60% populacji nie potrafi zrozumieć przyczytanego tekstu w prasie, a jak można przypuszczać jeszcze więcej nie potrafi podać argumentów dla swoich wyborów (że odwołam się do tekstu Doroli), innych poza zdawkowymi "bo tak" lub "odpie…l się", to chyba przestawianie wahadełka na jedną stronę nie jest uzasadnione.

    Ja rozumiem, że teoria racjonalnych wyborów dopuszcza nawet taką sytuację, w której wybór półgłówka do władzy przez podobnych jemu półgłówków jest wyborem ze wszech miar racjonalnym z punktu widzenia półgłówka. Da liegt der Hund begraben. Dopóki wybór demokratyczny oznaczać będzie równość głosów profesora i wielbiciela mamrotów, to polityką będzie kierować prawo Kopernika-Greshama. A oczekiwanie, że wyedukowany polityk niczym Judym lub Siłaczka podejmie pracę u podstaw pro publico bono jest…he he zresztą Autor sam wie czym jest.

    Pozdrawiam

    • Dobrze, że mnie łapiesz za słowa.

      W cytowanym zdaniu chodziło mi o to, że z jednostkowo głupich wyborów, statystycznie może wyjść średni wynik całkiem niezły. Tym lepszy, im statystyka będzie wiarygodniejsza, czyli w zgodzie z teorią wielkich liczb, więcej osób weźmie udział w głosowaniu. Zwróciłem również uwagę, że często bezrozumny tłum w swoich wyborach kieruje się zbiorową intuicją – wybiera takiego męża stanu, jakiego w danej chwili potrzeba. Histora zna wystarczająco wiele dowodów na takie zachowania.

       

      Lecz generalnie chodziło mi o dwie rzeczy, po pierwsze z dwojga nawoływań do edukacji czy to polityków czy społeczeństwa zawsze wybiorę to pierwsze. Głupie elity, to pewna śmierć narodu i państwa. Głupie społeczeństwo ma szansę się ostać, gdy elity ma mądre. Politycy, jako elita, biorą na swe barki wyjątkową odpowiedzialność jako rządzący społeczeństwem. Tym bardziej muszą od siebie więcej wymagać. Jest szansa, że głupie społeczeństwo wybierze mądrych polityków spośród wykształconej elity. Nie ma szansy mądre społeczeństwo wybrać właściwie, jeśli elita nie istnieje.

      Druga rzecz, to zwrócenie uwagi, że mimo (często gęsto pozornego) wykształcenia naszej klasy politycznej, brakuje im wiedzy, ba zielonego pojęcia, w dziedzinie niezbędnej do rządzenia państwem, w dziedzninie zarzadzania. To nie jest ani wiedza tajemna, ani intuicyjna, ani bajka o żelaznym wilku. To solidny kawałek nauki, dobrze podbudowany empiryzmem, z całym zapleczem badawczym i teoretycznym. 

    • Edukacja społeczeństwa zaczęła się w 2007

      Za pozwoleniem. Wybory 2007 były ciekawym eksperymentem, który się powiódł. Myślę o akcji "schowaj babci dowód" Nawet,jeśli to nie było całkiem spontaniczne i oddolne,to ukazało mechanizm wyborczy i masa młodzieży co znaczy zorganizowanie się. Co by nie mówić, wybór był jedyny z możliwych, bo, jak mówi stare rosyhjskie przysłowie "na bezpticzu i żopa sołowiej"

      • Nie

        Po prostu po raz kolejny głośno  – za innymi – utyskuję na ułomności demokracji. Ułomności, które w skrajnym wypadku wynoszą do władzy najgorsze ścierwo – ukłony od historii najnowszej (XX i XXI wieku).

        A z drugiej strony skoro wszystko się dookoła zmienia i jest dostosowywane do nowych realiów to dlaczego by nie pomajstrować trochę przy fundamentach. Nie żeby budowla runęła, ale żeby wzmocnić, pozbyć się grzyba… Tak sobie rzucam a muzom…

      • Nie

        Po prostu po raz kolejny głośno  – za innymi – utyskuję na ułomności demokracji. Ułomności, które w skrajnym wypadku wynoszą do władzy najgorsze ścierwo – ukłony od historii najnowszej (XX i XXI wieku).

        A z drugiej strony skoro wszystko się dookoła zmienia i jest dostosowywane do nowych realiów to dlaczego by nie pomajstrować trochę przy fundamentach. Nie żeby budowla runęła, ale żeby wzmocnić, pozbyć się grzyba… Tak sobie rzucam a muzom…

      • Nie

        Po prostu po raz kolejny głośno  – za innymi – utyskuję na ułomności demokracji. Ułomności, które w skrajnym wypadku wynoszą do władzy najgorsze ścierwo – ukłony od historii najnowszej (XX i XXI wieku).

        A z drugiej strony skoro wszystko się dookoła zmienia i jest dostosowywane do nowych realiów to dlaczego by nie pomajstrować trochę przy fundamentach. Nie żeby budowla runęła, ale żeby wzmocnić, pozbyć się grzyba… Tak sobie rzucam a muzom…

  16. Muszę wrócić do podstaw twojego tekstu

    To co mi się tam spodobało, to wyciągnięcie bezrefleksyjności postępowania tłuszczy. W sytuacji, w której państwo gwarantuje darmową edukację do poziomu średniego włącznie, nie widzę powodu, by dla poprawności politycznej nie nazywać pewnych zjawisk po imieniu.

    Głąbem zostaje się z reguły na własne życzenie – przez zaniechanie. Wiesz jak mi się usprawiedliwiają studenci studiów zaocznych, że są nieprzygotowani to tego czy owego? "Nie miałem czasu, bo byłem w pracy". Ku.wa mać! To pyrdek z podstawówki potrafi się bardziej wysilić i znaleźć lepsze wytłumaczenie. A tu proszę – praca. Temat na pracę magisterską: Praca jako czynnik uniemożliwiający zdobycie wyższego wykształcenia. 

    Mój stary w latach 50-tych studiował zaocznie na politechnice. Siedział nad książkami do 3 albo i 7 rano. A na 8 szedł do roboty. Jak Leszek w "Daleko od szosy". A taki złamas jeden z drugim będzie mi wciskał kit, że przez trzy miesiące nie przyszedł na seminarium bo pracował. Pewnie 24 godziny na dobę.

    Dlatego demokartyczną urawniłowkę w głosowaniu uważam za podstawową wadę systemu. Ino, że nic lepszego nie wymyślono. Więc będziemy dalej oglądać Panią magister nauczania początkowego Jakubiak autorytatywnie wypowiadającą się w sprawach sportu i zarządzania.

    • canned head

      Tak się kiedyś nad tym zastanawiałem, czy ciągłe usprawiedliwienie robienia nas w balona tym, że "nie wymyślono nic lepszego od demokracji" jest tezą prawdziwą. Otóż wymyślono. To jak dobrze pamiętam zwie się to "merytokracja". Rządy oparte na wiedzy, doświadczeniu oraz zasługach osoby w danej dziedzinie. Fakt, nie stosowane w praktyce (przynajmniej nic o tym nie wiem). W myślach całkiem fajnie się to układa, na pewno rozwiązuje wiele problemów demokracji. Można również wskazać pola potencjalnych nadużyć… Ale taki system byłby chyba wydolniejszy niż obecna polityka celebrytów w tabloidach…

  17. Muszę wrócić do podstaw twojego tekstu

    To co mi się tam spodobało, to wyciągnięcie bezrefleksyjności postępowania tłuszczy. W sytuacji, w której państwo gwarantuje darmową edukację do poziomu średniego włącznie, nie widzę powodu, by dla poprawności politycznej nie nazywać pewnych zjawisk po imieniu.

    Głąbem zostaje się z reguły na własne życzenie – przez zaniechanie. Wiesz jak mi się usprawiedliwiają studenci studiów zaocznych, że są nieprzygotowani to tego czy owego? "Nie miałem czasu, bo byłem w pracy". Ku.wa mać! To pyrdek z podstawówki potrafi się bardziej wysilić i znaleźć lepsze wytłumaczenie. A tu proszę – praca. Temat na pracę magisterską: Praca jako czynnik uniemożliwiający zdobycie wyższego wykształcenia. 

    Mój stary w latach 50-tych studiował zaocznie na politechnice. Siedział nad książkami do 3 albo i 7 rano. A na 8 szedł do roboty. Jak Leszek w "Daleko od szosy". A taki złamas jeden z drugim będzie mi wciskał kit, że przez trzy miesiące nie przyszedł na seminarium bo pracował. Pewnie 24 godziny na dobę.

    Dlatego demokartyczną urawniłowkę w głosowaniu uważam za podstawową wadę systemu. Ino, że nic lepszego nie wymyślono. Więc będziemy dalej oglądać Panią magister nauczania początkowego Jakubiak autorytatywnie wypowiadającą się w sprawach sportu i zarządzania.

    • canned head

      Tak się kiedyś nad tym zastanawiałem, czy ciągłe usprawiedliwienie robienia nas w balona tym, że "nie wymyślono nic lepszego od demokracji" jest tezą prawdziwą. Otóż wymyślono. To jak dobrze pamiętam zwie się to "merytokracja". Rządy oparte na wiedzy, doświadczeniu oraz zasługach osoby w danej dziedzinie. Fakt, nie stosowane w praktyce (przynajmniej nic o tym nie wiem). W myślach całkiem fajnie się to układa, na pewno rozwiązuje wiele problemów demokracji. Można również wskazać pola potencjalnych nadużyć… Ale taki system byłby chyba wydolniejszy niż obecna polityka celebrytów w tabloidach…

  18. Muszę wrócić do podstaw twojego tekstu

    To co mi się tam spodobało, to wyciągnięcie bezrefleksyjności postępowania tłuszczy. W sytuacji, w której państwo gwarantuje darmową edukację do poziomu średniego włącznie, nie widzę powodu, by dla poprawności politycznej nie nazywać pewnych zjawisk po imieniu.

    Głąbem zostaje się z reguły na własne życzenie – przez zaniechanie. Wiesz jak mi się usprawiedliwiają studenci studiów zaocznych, że są nieprzygotowani to tego czy owego? "Nie miałem czasu, bo byłem w pracy". Ku.wa mać! To pyrdek z podstawówki potrafi się bardziej wysilić i znaleźć lepsze wytłumaczenie. A tu proszę – praca. Temat na pracę magisterską: Praca jako czynnik uniemożliwiający zdobycie wyższego wykształcenia. 

    Mój stary w latach 50-tych studiował zaocznie na politechnice. Siedział nad książkami do 3 albo i 7 rano. A na 8 szedł do roboty. Jak Leszek w "Daleko od szosy". A taki złamas jeden z drugim będzie mi wciskał kit, że przez trzy miesiące nie przyszedł na seminarium bo pracował. Pewnie 24 godziny na dobę.

    Dlatego demokartyczną urawniłowkę w głosowaniu uważam za podstawową wadę systemu. Ino, że nic lepszego nie wymyślono. Więc będziemy dalej oglądać Panią magister nauczania początkowego Jakubiak autorytatywnie wypowiadającą się w sprawach sportu i zarządzania.

    • canned head

      Tak się kiedyś nad tym zastanawiałem, czy ciągłe usprawiedliwienie robienia nas w balona tym, że "nie wymyślono nic lepszego od demokracji" jest tezą prawdziwą. Otóż wymyślono. To jak dobrze pamiętam zwie się to "merytokracja". Rządy oparte na wiedzy, doświadczeniu oraz zasługach osoby w danej dziedzinie. Fakt, nie stosowane w praktyce (przynajmniej nic o tym nie wiem). W myślach całkiem fajnie się to układa, na pewno rozwiązuje wiele problemów demokracji. Można również wskazać pola potencjalnych nadużyć… Ale taki system byłby chyba wydolniejszy niż obecna polityka celebrytów w tabloidach…

  19. Wykształcenie zarządcze???

    Co to za nowomowa? Pierwszy raz się spotykam z takim określeniem. Ale pewnie chodzi Tobie o doświadczenie w "zarządzaniu". Dobre sobie… Wiesz, wydaje mi się, że takimi menedżerami są m.in. Palikot i Misiak… Ciekawe jakie masz zdanie o nich? Szkoda, że nie mogę się dowiedzieć teraz, bo już mam w głowie gotowe odpowiedzi na każdą wersję… Ale cóż… Cierpliwie poczekam, a nuż odpiszesz…

    • To nie nowomowa

      raczej skrót na wykształcenie w kierunku zarządzania. Nie mylić z doświadczedniem. Słowo "zarządzanie" dobrze określa kierunek wydziału na studiach, ale normalnie oznacza proces, a nie stan wiedzy czy też jej dziedzinę.

      Doświadczenie pozwala zweryfikować wiedzę w praktyce i akurat w tej dziedzinie jest niezykle cenne, choć z drugiej strony zabija innowacyjność.

      Palikot, hmmm. Przyjął na siebie rolę błazna i z tej go znam. Zrobił pieniądze w jakiś sposób, ale żeby określić czy za pomocą przemyśleń w dziedzinie zarządzania, wątpię sadząc z tematu pracy magisterskiej "Transcendentalna jedność a percepcja u Kanta". Choć skoro pisał o Kancie, to niewątpliwie jest inteligentny. Potwierdza to tylko jego błaznowanie, które robione dobrze wymaga odpowiedniej inteligencji, a i dystansu do siebie samego. Jeśli ktoś jest wystarczająco inteligentny, to da sobie radę z zarządzaniem, ale wymaga się od niego przyzwoitości – i to tyle o Misiaku.

      • Grisza

        Spodziewałem się w 100% takiej odpowiedzi. Cholera. Nie wiem jak można wierzyć, że szkoła nauczy kogoś zarządzania. To śmieszne. Wskaż mi spośród 100 najbogatszych tych wykształconych na kierunku "zarzadzanie i marketing". Cóż za naiwność. A na tzw. "Zachodzie". Taki Warren Buffet lub jego mistrz Benjamin Graham.. Nie wspominam o B. Gates lub M.Dellu… Oczywiście, do wykonywania prostego codziennego operacyjnego kierowania przedsiębiorstwem jest potrzebny menedżer… Ale niekoniecznie po studiach, które nie uczą zbyt wiele merytoryki.. Dla mnie umiejętności dotyczące organizacji winny być dodatkiem do kursów podstawowych – prawa, finansów, studiów technicznych.. Tak samo jak logika.. Dodatek do podstawowych umiejętności…

        Umiejętności zarządzania przedsiębiorstwem lub inną organizacją to gruncie rzeczy naturalne predyspozycje, niz nauka na studiach. Nauka tak, ale jako dodatek.

        Co do Palikota… Dla mnie rozbrajający jest tekst: "zrobił pieniądze w jakiś sposób…" Jak Kaczyński… Po co tyle podejrzliwości. Po prostu mimo, że jest filozofem, to miał predyspozycje w zarządzaniu i stworzył z niczego pozycję w branży alkoholowej. Jest doskonałym przykładem dla mojej, powyższej tezy. Nie biorę teraz pod uwagę jego zabawy w politykę. W przeciwieństwie do 99,99% studentów zarządzania osiągnął ogromny sukces… A Ty co? Przecież udowodnił naocznie, że jest wspaniałym zarządzającym przedsiębiorstwem… Nawet grupą przedsiębiorstw.. Nie odpowiada Tobie? A Misiak? Ten znów nieprzyzwoity… Nie wchodzę w dyskusję na temat przyzwoitości, bowiem uważam, że każdy w tym kraju ma coś za uszami. Ma tego świadomość lub nie. Każdy po prostu jest egoistą. Ocena, kto jest bardziej, a kto mniej przyzwoity zakrawa na ogromną hipokryzję… No ale ok, Misiak nie przyzwoity… Grisza. Przemyśl kogo szukasz, bo jeżeli masz na myśli absolwentów wydziałów zarządzania takich jacy byli w zarządach i kierownictwie banków zaplątanych w opcje i inne tego typu sprawy… To wiesz, co… To ja już wolę u steru Palikota… On przynajmniej potrafi zarobić pieniądze, a nie osiągnąć np. -90% planowanego zysku netto… Doświadczenie, a nie dyplomik. Kolego.

         

        • Wykształcenie z zarządzania Jiimie się kojarzy…

           głównie z "Poszukiwany Poszukiwana" i słynnym "mój mąż z wykształcenia jest dyrektorem".

          Jiima miało takie przedmioty jak zarządzanie projektem informatycznym, szkolenie z PRINCE II itepe. Nadal nie pali się do awansu na managera, póki co na szczęście / nieszczęście nikt się też nie pali by z Jiimy takiego managera zrobić.

          A co do Palikota, wkurzył mnie ze słupami. Myślało Jiima że będzie miał do swojego przekrętu tyle przyzwoitości, żeby chociaż powiedzieć "sprawa jest przedawniona, więc bez komentarza", a nie iść w zaparte. Tak poza tym – nie mam nic przeciwko

          Misiak? Z tego co Jiima zrozumiało, nie zrobił nic złego, a jego działania budziły o wiele mniej wątpliwości moralnych niż np. działania PSL czy Samoobronnych, że o samym Jarku zastępującym doświadczonych managerów partyjnymi aparatczykami nie wspomnę. Za to PiS przedstawił to tak, jakby Misiak celowo doprowadził do upadku stoczni by teraz zarabiać kokosy.

        • odpowiem

          Nie podejrzewam Palikota. Po prostu brak mi danych. Byli u nas już tacy biznesmeni, co mieli i własną flotę samolotów, a jak się odpowiednie służby zainteresowały, to została im tylko żona, Mariola 🙂

          Przyzwoitość polega na zaniechaniu poruszania się na obrzeżach prawa. Daleko nie ujedzie się na nieżyczliwości ludzkiej, a doświadczeni starzy wyjadacze biznesowi dobrze wiedzą, że firma to ludzie. Ci zaplątani w opcje, to właśnie zwolennicy szybkiego zysku, z zagubioną gdzieś przyzwoitością.

          Co do uczenia się zarządzania, to podobne wątpliwości miałem kiedyś na temat artystów. Po co szkoły artystyczne, po co wydziały malarstwa, reżyserii, aktorstwa. Rozgonić te PWST, filmówki i inne akademie muzyczne. Albo ktoś ma talent i szkoła mu nie potrzebna, albo nie ma i szkoła z niego artysty nie zrobi. Z takimi uwagami zwróciłem się kiedyś na jakimś otwarciu wystawy do Zemły.

          Uśmiechnął się smutno, pokiwał głową i powiedział – a warsztat, a umiejętność posługiwania się narzędziami, a poznanie amploi, a najlepsze praktyki, a studium przypadku. Talent tak, na początek, ale potem praca, praca, praca.

          Powiem tak, jeśli nie masz predyspozycji, to żadna szkoła managerem Cię nie zrobi, ale jeśli masz, to da Ci do ręki narzędzia, da Ci możliwość poznania samego siebie i swoich ograniczeń.  

          Politycy powinni umieć rządzić. To jest truizm. Ich talenty aktorsko krasomówcze, to za mało.  

          • Grisza

            Teraz już lepiej zrozumiałem, co chcialeś wcześniej przekazać. I pełna zgoda. Za wyjątkiem tej … żony Marioli.. Wiesz… Z autopsji znam poczynania "służb" dotyczące przedsiębiorców. I proszę, błagam, żądam, nie bądźmy tacy łatwowierni.. W sprawie Dochnala i innych może za lat kilka przekonasz się kto był zwierzyną, a kto był myśliwym i o co naprawdę chodziło.. Zmienisz wtedy szybko zdanie i napiszesz o takich przedsiębiorcach z uśmiechem "… została im tylko żona, Mariola".. Sprawa Kluski jest to doskonałym przykładem. Ale zgoda… Nie dotyczy to wszystkich przypadków, są także czarne owce, zresztą w jak każdej grupie społecznej. Apeluję tylko o mniejszą łatwowierność do działań tzw. służb lub prokurwatur…

          • powiem tak

            Twe apele niepotrzebne. Wiem co służby potrafią zrobić z ludźmi. Skarbówka, no cóż czasy Modzelewskiego szczęśliwie minęły, ale potrafi dokuczyć przedsiębiorcy, a najgorzej, że nie jest czynnie odpowiedzialna za swoje błędy.

            Zresztą, nie czuję się na siłach by oceniać kogokolwiek, jednak mam nieufność do szybko zarobionnych pieniędzy. Generalnie obserwując kariery dochodzę do wniosku, że w pierwszym pokoleniu duże pieniądze w 99% przypadkach psują ludzi.

             

  20. Wykształcenie zarządcze???

    Co to za nowomowa? Pierwszy raz się spotykam z takim określeniem. Ale pewnie chodzi Tobie o doświadczenie w "zarządzaniu". Dobre sobie… Wiesz, wydaje mi się, że takimi menedżerami są m.in. Palikot i Misiak… Ciekawe jakie masz zdanie o nich? Szkoda, że nie mogę się dowiedzieć teraz, bo już mam w głowie gotowe odpowiedzi na każdą wersję… Ale cóż… Cierpliwie poczekam, a nuż odpiszesz…

    • To nie nowomowa

      raczej skrót na wykształcenie w kierunku zarządzania. Nie mylić z doświadczedniem. Słowo "zarządzanie" dobrze określa kierunek wydziału na studiach, ale normalnie oznacza proces, a nie stan wiedzy czy też jej dziedzinę.

      Doświadczenie pozwala zweryfikować wiedzę w praktyce i akurat w tej dziedzinie jest niezykle cenne, choć z drugiej strony zabija innowacyjność.

      Palikot, hmmm. Przyjął na siebie rolę błazna i z tej go znam. Zrobił pieniądze w jakiś sposób, ale żeby określić czy za pomocą przemyśleń w dziedzinie zarządzania, wątpię sadząc z tematu pracy magisterskiej "Transcendentalna jedność a percepcja u Kanta". Choć skoro pisał o Kancie, to niewątpliwie jest inteligentny. Potwierdza to tylko jego błaznowanie, które robione dobrze wymaga odpowiedniej inteligencji, a i dystansu do siebie samego. Jeśli ktoś jest wystarczająco inteligentny, to da sobie radę z zarządzaniem, ale wymaga się od niego przyzwoitości – i to tyle o Misiaku.

  21. Wykształcenie zarządcze???

    Co to za nowomowa? Pierwszy raz się spotykam z takim określeniem. Ale pewnie chodzi Tobie o doświadczenie w "zarządzaniu". Dobre sobie… Wiesz, wydaje mi się, że takimi menedżerami są m.in. Palikot i Misiak… Ciekawe jakie masz zdanie o nich? Szkoda, że nie mogę się dowiedzieć teraz, bo już mam w głowie gotowe odpowiedzi na każdą wersję… Ale cóż… Cierpliwie poczekam, a nuż odpiszesz…

    • To nie nowomowa

      raczej skrót na wykształcenie w kierunku zarządzania. Nie mylić z doświadczedniem. Słowo "zarządzanie" dobrze określa kierunek wydziału na studiach, ale normalnie oznacza proces, a nie stan wiedzy czy też jej dziedzinę.

      Doświadczenie pozwala zweryfikować wiedzę w praktyce i akurat w tej dziedzinie jest niezykle cenne, choć z drugiej strony zabija innowacyjność.

      Palikot, hmmm. Przyjął na siebie rolę błazna i z tej go znam. Zrobił pieniądze w jakiś sposób, ale żeby określić czy za pomocą przemyśleń w dziedzinie zarządzania, wątpię sadząc z tematu pracy magisterskiej "Transcendentalna jedność a percepcja u Kanta". Choć skoro pisał o Kancie, to niewątpliwie jest inteligentny. Potwierdza to tylko jego błaznowanie, które robione dobrze wymaga odpowiedniej inteligencji, a i dystansu do siebie samego. Jeśli ktoś jest wystarczająco inteligentny, to da sobie radę z zarządzaniem, ale wymaga się od niego przyzwoitości – i to tyle o Misiaku.

      • Grisza

        Spodziewałem się w 100% takiej odpowiedzi. Cholera. Nie wiem jak można wierzyć, że szkoła nauczy kogoś zarządzania. To śmieszne. Wskaż mi spośród 100 najbogatszych tych wykształconych na kierunku "zarzadzanie i marketing". Cóż za naiwność. A na tzw. "Zachodzie". Taki Warren Buffet lub jego mistrz Benjamin Graham.. Nie wspominam o B. Gates lub M.Dellu… Oczywiście, do wykonywania prostego codziennego operacyjnego kierowania przedsiębiorstwem jest potrzebny menedżer… Ale niekoniecznie po studiach, które nie uczą zbyt wiele merytoryki.. Dla mnie umiejętności dotyczące organizacji winny być dodatkiem do kursów podstawowych – prawa, finansów, studiów technicznych.. Tak samo jak logika.. Dodatek do podstawowych umiejętności…

        Umiejętności zarządzania przedsiębiorstwem lub inną organizacją to gruncie rzeczy naturalne predyspozycje, niz nauka na studiach. Nauka tak, ale jako dodatek.

        Co do Palikota… Dla mnie rozbrajający jest tekst: "zrobił pieniądze w jakiś sposób…" Jak Kaczyński… Po co tyle podejrzliwości. Po prostu mimo, że jest filozofem, to miał predyspozycje w zarządzaniu i stworzył z niczego pozycję w branży alkoholowej. Jest doskonałym przykładem dla mojej, powyższej tezy. Nie biorę teraz pod uwagę jego zabawy w politykę. W przeciwieństwie do 99,99% studentów zarządzania osiągnął ogromny sukces… A Ty co? Przecież udowodnił naocznie, że jest wspaniałym zarządzającym przedsiębiorstwem… Nawet grupą przedsiębiorstw.. Nie odpowiada Tobie? A Misiak? Ten znów nieprzyzwoity… Nie wchodzę w dyskusję na temat przyzwoitości, bowiem uważam, że każdy w tym kraju ma coś za uszami. Ma tego świadomość lub nie. Każdy po prostu jest egoistą. Ocena, kto jest bardziej, a kto mniej przyzwoity zakrawa na ogromną hipokryzję… No ale ok, Misiak nie przyzwoity… Grisza. Przemyśl kogo szukasz, bo jeżeli masz na myśli absolwentów wydziałów zarządzania takich jacy byli w zarządach i kierownictwie banków zaplątanych w opcje i inne tego typu sprawy… To wiesz, co… To ja już wolę u steru Palikota… On przynajmniej potrafi zarobić pieniądze, a nie osiągnąć np. -90% planowanego zysku netto… Doświadczenie, a nie dyplomik. Kolego.

         

        • Wykształcenie z zarządzania Jiimie się kojarzy…

           głównie z "Poszukiwany Poszukiwana" i słynnym "mój mąż z wykształcenia jest dyrektorem".

          Jiima miało takie przedmioty jak zarządzanie projektem informatycznym, szkolenie z PRINCE II itepe. Nadal nie pali się do awansu na managera, póki co na szczęście / nieszczęście nikt się też nie pali by z Jiimy takiego managera zrobić.

          A co do Palikota, wkurzył mnie ze słupami. Myślało Jiima że będzie miał do swojego przekrętu tyle przyzwoitości, żeby chociaż powiedzieć "sprawa jest przedawniona, więc bez komentarza", a nie iść w zaparte. Tak poza tym – nie mam nic przeciwko

          Misiak? Z tego co Jiima zrozumiało, nie zrobił nic złego, a jego działania budziły o wiele mniej wątpliwości moralnych niż np. działania PSL czy Samoobronnych, że o samym Jarku zastępującym doświadczonych managerów partyjnymi aparatczykami nie wspomnę. Za to PiS przedstawił to tak, jakby Misiak celowo doprowadził do upadku stoczni by teraz zarabiać kokosy.

        • odpowiem

          Nie podejrzewam Palikota. Po prostu brak mi danych. Byli u nas już tacy biznesmeni, co mieli i własną flotę samolotów, a jak się odpowiednie służby zainteresowały, to została im tylko żona, Mariola 🙂

          Przyzwoitość polega na zaniechaniu poruszania się na obrzeżach prawa. Daleko nie ujedzie się na nieżyczliwości ludzkiej, a doświadczeni starzy wyjadacze biznesowi dobrze wiedzą, że firma to ludzie. Ci zaplątani w opcje, to właśnie zwolennicy szybkiego zysku, z zagubioną gdzieś przyzwoitością.

          Co do uczenia się zarządzania, to podobne wątpliwości miałem kiedyś na temat artystów. Po co szkoły artystyczne, po co wydziały malarstwa, reżyserii, aktorstwa. Rozgonić te PWST, filmówki i inne akademie muzyczne. Albo ktoś ma talent i szkoła mu nie potrzebna, albo nie ma i szkoła z niego artysty nie zrobi. Z takimi uwagami zwróciłem się kiedyś na jakimś otwarciu wystawy do Zemły.

          Uśmiechnął się smutno, pokiwał głową i powiedział – a warsztat, a umiejętność posługiwania się narzędziami, a poznanie amploi, a najlepsze praktyki, a studium przypadku. Talent tak, na początek, ale potem praca, praca, praca.

          Powiem tak, jeśli nie masz predyspozycji, to żadna szkoła managerem Cię nie zrobi, ale jeśli masz, to da Ci do ręki narzędzia, da Ci możliwość poznania samego siebie i swoich ograniczeń.  

          Politycy powinni umieć rządzić. To jest truizm. Ich talenty aktorsko krasomówcze, to za mało.  

          • Grisza

            Teraz już lepiej zrozumiałem, co chcialeś wcześniej przekazać. I pełna zgoda. Za wyjątkiem tej … żony Marioli.. Wiesz… Z autopsji znam poczynania "służb" dotyczące przedsiębiorców. I proszę, błagam, żądam, nie bądźmy tacy łatwowierni.. W sprawie Dochnala i innych może za lat kilka przekonasz się kto był zwierzyną, a kto był myśliwym i o co naprawdę chodziło.. Zmienisz wtedy szybko zdanie i napiszesz o takich przedsiębiorcach z uśmiechem "… została im tylko żona, Mariola".. Sprawa Kluski jest to doskonałym przykładem. Ale zgoda… Nie dotyczy to wszystkich przypadków, są także czarne owce, zresztą w jak każdej grupie społecznej. Apeluję tylko o mniejszą łatwowierność do działań tzw. służb lub prokurwatur…

          • powiem tak

            Twe apele niepotrzebne. Wiem co służby potrafią zrobić z ludźmi. Skarbówka, no cóż czasy Modzelewskiego szczęśliwie minęły, ale potrafi dokuczyć przedsiębiorcy, a najgorzej, że nie jest czynnie odpowiedzialna za swoje błędy.

            Zresztą, nie czuję się na siłach by oceniać kogokolwiek, jednak mam nieufność do szybko zarobionnych pieniędzy. Generalnie obserwując kariery dochodzę do wniosku, że w pierwszym pokoleniu duże pieniądze w 99% przypadkach psują ludzi.

             

      • Grisza

        Spodziewałem się w 100% takiej odpowiedzi. Cholera. Nie wiem jak można wierzyć, że szkoła nauczy kogoś zarządzania. To śmieszne. Wskaż mi spośród 100 najbogatszych tych wykształconych na kierunku "zarzadzanie i marketing". Cóż za naiwność. A na tzw. "Zachodzie". Taki Warren Buffet lub jego mistrz Benjamin Graham.. Nie wspominam o B. Gates lub M.Dellu… Oczywiście, do wykonywania prostego codziennego operacyjnego kierowania przedsiębiorstwem jest potrzebny menedżer… Ale niekoniecznie po studiach, które nie uczą zbyt wiele merytoryki.. Dla mnie umiejętności dotyczące organizacji winny być dodatkiem do kursów podstawowych – prawa, finansów, studiów technicznych.. Tak samo jak logika.. Dodatek do podstawowych umiejętności…

        Umiejętności zarządzania przedsiębiorstwem lub inną organizacją to gruncie rzeczy naturalne predyspozycje, niz nauka na studiach. Nauka tak, ale jako dodatek.

        Co do Palikota… Dla mnie rozbrajający jest tekst: "zrobił pieniądze w jakiś sposób…" Jak Kaczyński… Po co tyle podejrzliwości. Po prostu mimo, że jest filozofem, to miał predyspozycje w zarządzaniu i stworzył z niczego pozycję w branży alkoholowej. Jest doskonałym przykładem dla mojej, powyższej tezy. Nie biorę teraz pod uwagę jego zabawy w politykę. W przeciwieństwie do 99,99% studentów zarządzania osiągnął ogromny sukces… A Ty co? Przecież udowodnił naocznie, że jest wspaniałym zarządzającym przedsiębiorstwem… Nawet grupą przedsiębiorstw.. Nie odpowiada Tobie? A Misiak? Ten znów nieprzyzwoity… Nie wchodzę w dyskusję na temat przyzwoitości, bowiem uważam, że każdy w tym kraju ma coś za uszami. Ma tego świadomość lub nie. Każdy po prostu jest egoistą. Ocena, kto jest bardziej, a kto mniej przyzwoity zakrawa na ogromną hipokryzję… No ale ok, Misiak nie przyzwoity… Grisza. Przemyśl kogo szukasz, bo jeżeli masz na myśli absolwentów wydziałów zarządzania takich jacy byli w zarządach i kierownictwie banków zaplątanych w opcje i inne tego typu sprawy… To wiesz, co… To ja już wolę u steru Palikota… On przynajmniej potrafi zarobić pieniądze, a nie osiągnąć np. -90% planowanego zysku netto… Doświadczenie, a nie dyplomik. Kolego.

         

        • Wykształcenie z zarządzania Jiimie się kojarzy…

           głównie z "Poszukiwany Poszukiwana" i słynnym "mój mąż z wykształcenia jest dyrektorem".

          Jiima miało takie przedmioty jak zarządzanie projektem informatycznym, szkolenie z PRINCE II itepe. Nadal nie pali się do awansu na managera, póki co na szczęście / nieszczęście nikt się też nie pali by z Jiimy takiego managera zrobić.

          A co do Palikota, wkurzył mnie ze słupami. Myślało Jiima że będzie miał do swojego przekrętu tyle przyzwoitości, żeby chociaż powiedzieć "sprawa jest przedawniona, więc bez komentarza", a nie iść w zaparte. Tak poza tym – nie mam nic przeciwko

          Misiak? Z tego co Jiima zrozumiało, nie zrobił nic złego, a jego działania budziły o wiele mniej wątpliwości moralnych niż np. działania PSL czy Samoobronnych, że o samym Jarku zastępującym doświadczonych managerów partyjnymi aparatczykami nie wspomnę. Za to PiS przedstawił to tak, jakby Misiak celowo doprowadził do upadku stoczni by teraz zarabiać kokosy.

        • odpowiem

          Nie podejrzewam Palikota. Po prostu brak mi danych. Byli u nas już tacy biznesmeni, co mieli i własną flotę samolotów, a jak się odpowiednie służby zainteresowały, to została im tylko żona, Mariola 🙂

          Przyzwoitość polega na zaniechaniu poruszania się na obrzeżach prawa. Daleko nie ujedzie się na nieżyczliwości ludzkiej, a doświadczeni starzy wyjadacze biznesowi dobrze wiedzą, że firma to ludzie. Ci zaplątani w opcje, to właśnie zwolennicy szybkiego zysku, z zagubioną gdzieś przyzwoitością.

          Co do uczenia się zarządzania, to podobne wątpliwości miałem kiedyś na temat artystów. Po co szkoły artystyczne, po co wydziały malarstwa, reżyserii, aktorstwa. Rozgonić te PWST, filmówki i inne akademie muzyczne. Albo ktoś ma talent i szkoła mu nie potrzebna, albo nie ma i szkoła z niego artysty nie zrobi. Z takimi uwagami zwróciłem się kiedyś na jakimś otwarciu wystawy do Zemły.

          Uśmiechnął się smutno, pokiwał głową i powiedział – a warsztat, a umiejętność posługiwania się narzędziami, a poznanie amploi, a najlepsze praktyki, a studium przypadku. Talent tak, na początek, ale potem praca, praca, praca.

          Powiem tak, jeśli nie masz predyspozycji, to żadna szkoła managerem Cię nie zrobi, ale jeśli masz, to da Ci do ręki narzędzia, da Ci możliwość poznania samego siebie i swoich ograniczeń.  

          Politycy powinni umieć rządzić. To jest truizm. Ich talenty aktorsko krasomówcze, to za mało.  

          • Grisza

            Teraz już lepiej zrozumiałem, co chcialeś wcześniej przekazać. I pełna zgoda. Za wyjątkiem tej … żony Marioli.. Wiesz… Z autopsji znam poczynania "służb" dotyczące przedsiębiorców. I proszę, błagam, żądam, nie bądźmy tacy łatwowierni.. W sprawie Dochnala i innych może za lat kilka przekonasz się kto był zwierzyną, a kto był myśliwym i o co naprawdę chodziło.. Zmienisz wtedy szybko zdanie i napiszesz o takich przedsiębiorcach z uśmiechem "… została im tylko żona, Mariola".. Sprawa Kluski jest to doskonałym przykładem. Ale zgoda… Nie dotyczy to wszystkich przypadków, są także czarne owce, zresztą w jak każdej grupie społecznej. Apeluję tylko o mniejszą łatwowierność do działań tzw. służb lub prokurwatur…

          • powiem tak

            Twe apele niepotrzebne. Wiem co służby potrafią zrobić z ludźmi. Skarbówka, no cóż czasy Modzelewskiego szczęśliwie minęły, ale potrafi dokuczyć przedsiębiorcy, a najgorzej, że nie jest czynnie odpowiedzialna za swoje błędy.

            Zresztą, nie czuję się na siłach by oceniać kogokolwiek, jednak mam nieufność do szybko zarobionnych pieniędzy. Generalnie obserwując kariery dochodzę do wniosku, że w pierwszym pokoleniu duże pieniądze w 99% przypadkach psują ludzi.

             

  22. A nie prościej?

    … pogonić te nasze "elyty" gdzie pieprz rośnie? Czemu wciąż wybieramy polityków recyklowanych sprzed N kadencji? Czemu "piękny Maryjan", jeden z najbardziej skompromitowanych polityków, powraca? Czemu Pawlak, kolejna kompromitacja, siedzi w sejmie co kadencję? Czemu wracają takie polityczne upiory jak Kaczyńscy, a pewnie i Oleksy czy Wałęsa?

    Czemu, skoro jest tak źle, Polacy nie zbiorą się i nie zrobią czegoś nowego, a jedyne "nowe siły" siadają na jednej kanapie i kończą na gadaniu?

    • odpowiedzi wymagają osobnego eseju

      i wiążą się z tym co odpisałem trochę powyżej Doroli. Pewnych procesów nie można przeskoczyć, ot tak na wyższy poziom. Trzeba ewolucji, podtrzymywania latami, pokoleniami własciwych trendów, budowania tradycji.

      U nas przyjmuje się niestety negatywny obraz polityka. Nie managera, nie sprawnego organizatora, nie wizjonera, lecz propagandysty, bajeranta i cwaniaka chcącego wylansować się za pomocą polityki.

      A wyborcy coraz rozpaczliwiej poszukują normalności, choć z drugiej strony traktują polityków jak eksponaty w zoo czy też aktorów jakiegoś sitcomu. Jako dostarczycieli tematów do rozmów i doraźnej rozrywki. I tak to się plecie, choć na poziomie samorządów pozytywne procesy coraz lepiej zaczynają funkcjonować.

      Dlatego też Dudkiewicz, sprawny manager samorządowiec za nic nie odpali w ogólnopolskiej polityce. Musi się jeszcze mentalność wyborcy zmienić, tak żeby widział bezpośrednie przełożenie swoich oczekiwań na działania konkretnego polityka (*). JOW to tylko pierwszy krok, ale i tego nie możemy zrobić. Układ się samokonserwuje.

      Tak to widzę.  

       

      *) jednym z argumentów w głosowaniu na iksińskiego jest to, że jak go zobaczę, to mogę albo mu uścisnąć dłoń, albo dać w ryj. Jaką mam teraz szansę na taką szczerą wymianę uczuć z parlametarzystami i członkami rządu?

  23. A nie prościej?

    … pogonić te nasze "elyty" gdzie pieprz rośnie? Czemu wciąż wybieramy polityków recyklowanych sprzed N kadencji? Czemu "piękny Maryjan", jeden z najbardziej skompromitowanych polityków, powraca? Czemu Pawlak, kolejna kompromitacja, siedzi w sejmie co kadencję? Czemu wracają takie polityczne upiory jak Kaczyńscy, a pewnie i Oleksy czy Wałęsa?

    Czemu, skoro jest tak źle, Polacy nie zbiorą się i nie zrobią czegoś nowego, a jedyne "nowe siły" siadają na jednej kanapie i kończą na gadaniu?

  24. A nie prościej?

    … pogonić te nasze "elyty" gdzie pieprz rośnie? Czemu wciąż wybieramy polityków recyklowanych sprzed N kadencji? Czemu "piękny Maryjan", jeden z najbardziej skompromitowanych polityków, powraca? Czemu Pawlak, kolejna kompromitacja, siedzi w sejmie co kadencję? Czemu wracają takie polityczne upiory jak Kaczyńscy, a pewnie i Oleksy czy Wałęsa?

    Czemu, skoro jest tak źle, Polacy nie zbiorą się i nie zrobią czegoś nowego, a jedyne "nowe siły" siadają na jednej kanapie i kończą na gadaniu?

    • odpowiedzi wymagają osobnego eseju

      i wiążą się z tym co odpisałem trochę powyżej Doroli. Pewnych procesów nie można przeskoczyć, ot tak na wyższy poziom. Trzeba ewolucji, podtrzymywania latami, pokoleniami własciwych trendów, budowania tradycji.

      U nas przyjmuje się niestety negatywny obraz polityka. Nie managera, nie sprawnego organizatora, nie wizjonera, lecz propagandysty, bajeranta i cwaniaka chcącego wylansować się za pomocą polityki.

      A wyborcy coraz rozpaczliwiej poszukują normalności, choć z drugiej strony traktują polityków jak eksponaty w zoo czy też aktorów jakiegoś sitcomu. Jako dostarczycieli tematów do rozmów i doraźnej rozrywki. I tak to się plecie, choć na poziomie samorządów pozytywne procesy coraz lepiej zaczynają funkcjonować.

      Dlatego też Dudkiewicz, sprawny manager samorządowiec za nic nie odpali w ogólnopolskiej polityce. Musi się jeszcze mentalność wyborcy zmienić, tak żeby widział bezpośrednie przełożenie swoich oczekiwań na działania konkretnego polityka (*). JOW to tylko pierwszy krok, ale i tego nie możemy zrobić. Układ się samokonserwuje.

      Tak to widzę.  

       

      *) jednym z argumentów w głosowaniu na iksińskiego jest to, że jak go zobaczę, to mogę albo mu uścisnąć dłoń, albo dać w ryj. Jaką mam teraz szansę na taką szczerą wymianę uczuć z parlametarzystami i członkami rządu?

    • odpowiedzi wymagają osobnego eseju

      i wiążą się z tym co odpisałem trochę powyżej Doroli. Pewnych procesów nie można przeskoczyć, ot tak na wyższy poziom. Trzeba ewolucji, podtrzymywania latami, pokoleniami własciwych trendów, budowania tradycji.

      U nas przyjmuje się niestety negatywny obraz polityka. Nie managera, nie sprawnego organizatora, nie wizjonera, lecz propagandysty, bajeranta i cwaniaka chcącego wylansować się za pomocą polityki.

      A wyborcy coraz rozpaczliwiej poszukują normalności, choć z drugiej strony traktują polityków jak eksponaty w zoo czy też aktorów jakiegoś sitcomu. Jako dostarczycieli tematów do rozmów i doraźnej rozrywki. I tak to się plecie, choć na poziomie samorządów pozytywne procesy coraz lepiej zaczynają funkcjonować.

      Dlatego też Dudkiewicz, sprawny manager samorządowiec za nic nie odpali w ogólnopolskiej polityce. Musi się jeszcze mentalność wyborcy zmienić, tak żeby widział bezpośrednie przełożenie swoich oczekiwań na działania konkretnego polityka (*). JOW to tylko pierwszy krok, ale i tego nie możemy zrobić. Układ się samokonserwuje.

      Tak to widzę.  

       

      *) jednym z argumentów w głosowaniu na iksińskiego jest to, że jak go zobaczę, to mogę albo mu uścisnąć dłoń, albo dać w ryj. Jaką mam teraz szansę na taką szczerą wymianę uczuć z parlametarzystami i członkami rządu?