Prześlij dalej:

Jakieś 20 lat temu, dzięki genialnemu programowi Balcerowicza, jak wielu młodych ludzi wyjechałem na kilka tygodni do Niemiec, aby zarobić na budowę łazienki. Zbijałem palety, tak po 12-14 godzin dziennie, w życiu ciężej nie pracowałem i do dziś czuję w kościach każdy wbity gwóźdź. Robiliśmy w jakiejś opuszczonej stodole, ogólny bałagan, obok było gospodarstwo rolne w starej niemieckiej zabudowie, gdzie z przedpokoju wchodziło się do stajni. Dla mnie to był szok, co prawdę doskonale znałem te zabudowy, no może nie dokładnie takie, ale podobne, w końcu mieszkam od urodzenia na ziemiach odzyskanych, jednak w telewizji takich obrazków z Niemiec nie pokazywali.

Moje pierwsze wrażenie z pobytu w Niemczech było takie, że tu jest jeszcze większy bałagan niż w Polsce i z takim przeświadczeniem pewnie bym Niemcy opuścił, ale któregoś dnia pojechaliśmy na fuchę. Zaledwie parę kilometrów od stodoły w tej samej miejscowości znajdowała się typowa zabudowa jednorodzinna i tam to rzeczywiście wszystko było „ordnung”. Przystrzyżone, wyczyszczone, klombiki, rabatki, ogródki i o dziwo bez krasnali, ale za to przy domach znajdowały się inne cuda. W ramach fuchy mieliśmy rozprowadzać beton wylewany z „gruszki”. Dojechaliśmy na miejsce, ciężarówka już na nas czekała, a przed willą zniemczonego Czecha zobaczyliśmy wielki dół i szalunki. Wyglądało to jak mały basen. Oczywiście chłopaki z Polski szybko przeliczyły ile na to musiało pójść kasy i z grubsza wyszło, że spokojnie dałoby się w Polsce wylać fundamenty i może nawet pół parteru postawić.

Okazało się, że to nie basen, ale zbiornik na deszczówkę. Reakcja mogła być tylko jedna, wszyscy po cichu i po polsku popukali się w głowę. W naszych oczach czeski Niemiec zdurniał do reszty, nie ma co z kasą robić to sobie zrobił bezsensowny dół betonowy. Nie narobiliśmy się tam za wiele, może 15 minut i tak naprawdę parę razy grabiami pomachaliśmy. Zapłatą za fuchę było zaproszenie do knajpy i dopiero przy golonce i piwie czeski Niemiec otworzył nam oczy. Basen na deszczówkę zrobili sobie prawie wszyscy sąsiedzi, a kto nie zna Niemców musi wiedzieć, że większość Niemców obejrzy 13 razy każde euro za nim je wyda. Inwestycja w zbiornik nie była żadną fanaberią, ale oszczędnością. Już w tamtym czasie Niemcy korzystali z dofinansowania i to jedna rzecz, po drugie w całej dzielnicy wszyscy mieli węże ogrodowe i podlewali co się da. Za wodę trzeba było słono płacić, a korzystanie z sieci wodociągowej na potrzeby ogrodnicze nie było uznawane za rozsądne.

Strony

Źródło foto: 
28712 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

8 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Ach, te mądre Niemcy i zniemczeni Czesi.

    A przecież nasze ciemne narody Polski i Litwy też kiedyś zbierały wodę. Na dowód Lis i Kozieł 

    "Już był w ogródku, już witał się z gąską;

    Kiedy skok robiąc wpadł w beczkę wkopaną,

    Gdzie wodę zbierano;

    Ani pomyślić o wyskoczeniu.

    Chociaż wody nie było i nawet nie grząsko:

    Studnia na półczwarta łokcia,

  2. Rozumiem. I jaki z tego wniosek? Aha! Jesteśmy moralnym zwycięzcą, bo już dawno to u nas było, a że teraz nie uświadczysz, to taki szczegół. Od razu poczułem się lepiej. To coś w stylu: "pierwszy", w komentarzach youtuba.

  3. avatar

    Wniosek taki, że rzecz jest znana, tylko zapomniana. Ogródki należy podlewać, bo zielone roślinki są pożyteczne. Samochodów można nie myć, Ty, juzerniku też możesz oszczędzić. Nie pij tyle wody, pij inne substancje

     

  4. To akurat zdjęcie jednego z wielu moich ostatnich śniadań (zjedzonego oczywiście po delikatnym przetworzeniu). Tak że zielone nie jest mi obce i pożytki z zielonego też.

    Co do wody, to mam przy posesji rzeczkę, ale jakiś zbiornik też sobie zafunduję (jako człowiek przygotowujący się na trudne czasy, dziwię się sobie, że tego jeszcze nie zrobiłem).

  5. Jak się budowałem od razu oko zaplanowałem. 100m3, ryby żrą a z dna pompa ciagnie wodę mulistą do podlewania - żadnych filtrów, nawóz w płynie. Na początku powierzchnia zbierająca (oko ca 100m + plus odpływ z jednej rynny) były wystarczające. Teraz przemyśliwam by jeszcze 3 rynny dołaczyć. Kopać się nie chce, albo pod opady rozstawić napowietrznie albo beka ze 2000 litrów i jak dopełni to przelew do oczka.

  6. Mam już taki odruch, że kiedy słyszę o czymś ciekawym, opłacalnym, szczęśliwym to chwilę się cieszę, a potem pytam, gdzie w takim razie jest haczyk. Bo jakiś haczyk we wszelkiej pomyślności jest zawsze. Tutaj znajdziemy go prawdopodobnie w ograniczeniu swobody kupna nieruchomości. Otóż kolejne "plus", które Polacy mają "dostać od prezydenta" przekłada się na ustawowy projekt rządu przyznający starostwu prawo pierwokupu nieruchomości, na której znajdują się stojące wody śródlądowe. Zbiorniki retencyjne, baseny i nieszczęsne oczka wodne są wodami śródlądowymi, wątpliwości dotyczą tylko rowów odwadniających. Oprócz kolejnego niczym nie uzasadnionego ograniczenia prawa własności, moim zdaniem powstaje narzędzie do kontrolowania ruchów ludności i powolnego tworzenia enklaw o określonym składzie społecznym lub nawet etnicznym.

    Małą retencję zaliczyłbym do infrastruktury krytycznej, w rozumieni ustawy o zarządzaniu kryzysowym. Goźba suszy, jak zawisła na nami w kwietniu chyba nie pozostawia tu wątpliwości. Tymczasem pojawiły się informacje, że na Kujawach i Pomorzu rolnicy, którzy próbowali ratować się przed suszą podejmując działania w zakresie małej retencji, mieli problemy nie z kim innym, tylko z Wodami Polskimi. Sprawa zupełnie niezrozumiała. Podobnie jak projekt założenia liczników wody na prywatne studnie, który pojawił się rok czy dwa temu i tylko czekać, jak znowu, nomen omen, wypływnie. Różnie się mówi o kontroli i układach własnościowych w zakresie gospodarki wodnej w Polsce. Teraz nie chcę w to wnikać, ale każdy musi sobie uświadomić, że to kontrola nad wodą daje sto razy większy bat na ludność, niż kontrola nad wytwarzaniem i dystrybucją żywności. Koniecznie dbajmy o zapasy wody, każdy w takim zakresie jakie ma warunki. Nawet w miastach nich każdy przynajmniej ma stale w zapasie baniaki z wodą.

    Kierunek Dudzie ktoś podpowiedział bardzo dobry, tylko powinno to przybrać poważniejszą formę. Chyba jakiś magik od PR zamienił to na oczko+ i mamy akcję brzmiącą dziecinnie i... niespołecznie. Nie mnie ubolewać, niech się sztab Dudy martwi,  jak uboższa część naszego społeczeństwa odbierze pomysł dofinasowywania czegoś, co uważa za fanaberie części zamożniejszej. Zwłaszcza, że jako ludzie borykający się z losem czasem na poziomie walki z naturą, szybko zobaczą życiowy nonsens. Każdy, kto chciał napełnić deszczówką choćby beczkę wie, że jeśli się jej nie podstawi pod rynnę, to z samej chmurki wody w niej będzie tyle co kot napłakał. Czyli sławetne już oczka wodne "bogacze" muszą sobie napełniać i uzupełniać wodą z wodociągów! I tak to właśnie będzie - pomysł na pozór bardzo dobry, ale wykonanie pisowskie. Jak inne tzw. plusy, zapewni tyle szczęścia, że aż nam w pięty pójdzie.

  7. 100 m3 na folii, szczęsliwie żadne stałe - wypompujesz, zwiniesz folię dziurę zasypiesz i żegnaj gienia. U mnie burza wieksza opad ze 30 mm daje wzrost poziomu lustra o 15 cm. W tej chwili już poł metra głębokości mi ubyło. Na dużo wiecej i na dłuzszy czas nie mogę pozwolić bo ryby się poduszą.

  8. Strony